Poligon. napisał(a):Czyli "nasz" papież uwolnił te niemoty niejako przy okazji.
Rozumiem. Ale co dalej?
Jak zasugerowałeś, Ukraina nie umiała z tej wolności skorzystać i popadła w marazm. Dlaczego tylko ona? Czy przypadkiem, w miarę zrównoważony rozwój byłych krajów RWPG i niektórych republik CCCP, nie miał coś wspólnego z wejściem ich do strefy UE?
i
Poligon. napisał(a):"Ale tego wylewu nie byłoby bez pielgrzymki pewnego duchownego katolickiego, który odwiedził swą Ojczyznę w roku 1983, i "podniósł z kolan" naród, który w opinii samych Sowietów był spacyfikowany." (Marlow)
A nie sądzisz, że ta pielgrzymka nie mogłaby się odbyć bez zgody towarzyszy radzieckich? I że widocznie obie strony coś w związku z nią ustaliły? Jak się okazało, ów deal musiał być dość korzystny dla konsomołców, skoro owo "podnoszenie z kolan" trwało żenująco długo, bo aż sześć lat.
i
Poligon. napisał(a):"To co kard Wyszyński zaczął, kard Wojtyła dokończył." (M)
Mocno przeceniasz zasługi tych panów w obalaniu komunizmu.
Kluczowymi postaciami w tym procesie byli Reagan i Gorbaczow. Reszta "aktorów", to tylko statyści.
Spiąłem te trzy frag razem, bo obracają się wokół tego samego zagadnienia.
Po pierwsze:
- porównaj sobie sytuację Ukrainy z roku powiedzmy 2001 i Polskę.
Jeszcze Polska nie wstąpiła do Uni. Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że w roku 2001 nie było żadnej różnicy pomiędzy tymi krajami.
Po drugie:
- jak widzę, Wat to za mało, to raz jeszcze krótki wypad do przeszłości. I o tym, kto był a kto komu statystował.
W książce, mającej być rodzajem autobiografii człowieka czynu "Wiara i Wina. Do i od komunizmu." J.Kuroń opisuje również metody i proces instalacji nowotworu, zwanego później PRL-em. Głównym celem instalatorów w latach 1943-56 było zdeptanie dumy narodowej Polaków. Ale im bardziej próbowali ją zdusić, tym ona bardziej wystrzeliwuje w sferze symbolicznej (trancendens o którym pisał Wat). Więź narodowa jest metodycznie niszczona, a w jej miejsce próbuje się implantować kadłubową kulturę. Kulturę "Nowego Człowieka". Człowieka Radzieckiego. Ale mimo wszystko ta autentyczna więź narodowa trwa, dzięki wspomnieniu i
tradycji, tradycji niezafałszowanej, której
depozytariuszem jest Kościół Katolicki, na którego czele będzie stał Prymas Tysiąclecia.
J.Kuroń podsumuje ten okres tak:
Nie pierwszy raz w historii Polski symbole stanowiły podstawę najbardziej masowej więzi narodowej.
Tak przy okazji, gdyby ktoś nie wiedział dlaczego krzyż jest postrzegany również jako
symbol narodowy, to teraz już wie. Eurokomunista Kuroń też nie miał z tym problemu...
Teraz w ramach tego krótkiego wypadu coś insynuacyjkach o rzekomym dealu i "żenująco długim okresie sześciu lat".
Tego "żenującego..." to nawet nie wypada komentować. Ja rozumiem, że w dobie internatów i instagramów i eventów zwoływanych przez tablety, to te sześć lat, to niemal eon, ale tak właśnie wygląda ahistoryzm w czystej postaci.
Jeśli chodzi o sugerowane deale.
Wypada przypomnieć, w dużym skrócie, na czym polegała polityka kard Wyszyńskiego wobec nowotworu. Duchowny ten stał na stanowisku, że najbardziej sensownym oporem, jest opór, który nie pociąga za sobą ofiar ludzkich i materialnych. Po II WŚ, po PW, po Operacji Augustowskiej, po wywózkach na Sybir i Łączce, po grabieży sowieckiej z lat 1944-49, zdaniem kardynała należało w pierwszej kolejności
"chronić substancję biologiczną narodu".
Nie stać nas było na kolejne PW, nowy Budapeszt.
Stąd też taka a nie inna postawa kardynała wobec Grudnia 70, czy późniejszej fali strajków z końcówki dekady.
Zdaniem krytyków z "teologii wyzwolenia", Prymas Wyszyński powinien do konfrontacji za wszelką cenę dążyć.
Tak to mniej więcej wyglądało. Przed pielgrzymką z roku 83 był Stan Wojenny. Drobny cytat odnośnie postawy duchowieństwa, zwłaszcza jednego duchownego:
Dziewiątego grudnia (1981 roku - dopisek mój M.B) Milewski dostarczył Pawłowowi nowych dowodów niepewności Jaruzelskiego, który jeszcze nie ustalił daty wprowadzenia stanu wojennego. Jaruzelski miał w rozmowie z Milewskim wyrazić obawę o stanowisko Kościoła. Jeśli Kościół przeciwstawi się stanowi wojennemu, to Glemp może się zamienić w "drugiego Chomeiniego". Następnego dnia w Moskwie zebrało się na nadzwyczajnym posiedzeniu Biuro Polityczne KPZR.
Omawiano kryzysową sytuację w Polsce. Referat wprowadzający wygłosił Nikołaj Bajbakow z Gospłanu, który powrócił właśnie z Warszawy, gdzie omawiał szczegóły pilnej pomocy gospodarczej dla Polski. Według Bajbakowa, Jaruzelski przypominał "wyjątkowo znerwicowany" wrak ludzki, przerażony myślą, że Glemp ogłosi świętą wojnę. W dyskusji po referacie Bajbakowa wszyscy członkowie Politbiura krytykowali zjadliwie Jaruzelskiego, ale nikt nie wystąpił z propozycją wymienienia go na innego człowieka. Było już za późno.
Archiwum Mitrochina, str 921
Tłum Magdalena Maria Brzeska i Rafał Brzeski
Warszawa 2001 Muza SA.
Wyłuszczenie moje.
Kardynał Glemp jak wiadomo, nie miał ambicji zostania drugim Chomeinim, żadnej świętej wojny po 13 Grudnia nie ogłosił.
Było to podyktowane przyjęciem przez Glempa opcji Prymasa Wyszyńskiego - oporu przy jak najmniejszej liczbie ofiar. Ten system musi kiedyś upaść.
Owszem, pielgrzymka z 1983 r odbyła się za
całkowitym przyzwoleniem Sowietów (w odróżnieniu od tej z 1979 r.), ale nie dlatego, że miał miejsce jakiś deal, tylko dlatego, że czerwoni byli święcie przekonani, że jest już po ptokach; że wygrali, skoro Glemp nie ogłosił krucjaty czy świętej wojny.
Został jeszcze drugi deal. Reagan-Gorbaczow.
Owszem, tajemnicą poliszynela jest, że taki deal miał miejsce.
Ponieważ nie jest to temat o tym, postaram się możliwie jak najzwięźlej odnieść się do najważniejszego "zarzutu".
Owocem tego dealu był Okrągły Stół. Komuniści uzyskali przyzwolenie na bezkarną transformację. Aby transformacja mogła dojść do skutku, należało w pierwszej kolejności spacyfikować ekstremę antykomunistyczną - Gwiazdozbiór, "wariatów" od Morawieckiego itd. Co też się stało.
Postawa duchowieństwa też nie jest jednorodna wobec tegoż wydarzenia.
W dużym skrócie: na postawie do tego "wydarzenia " funduje się też podział na dwa Kościoły: "łagiewnicki" i "toruński".
Podkreślam raz jeszcze, że dokonuję teraz dużego skrótu.
Pomijam też, na ile Stan Wojenny był wprowadzony po to, aby ocalić wpływy tzw lewicy laickiej w Festiwalu Solidarności, itd itp.
Poligon. napisał(a):"Po drugie: przestań czytać (o ile w ogóle czytasz) bajkopisarza Friszkego, i innych nadwornych Adasia M, i zacznij czytać Dudka albo Motykę" (M)
Ależ ja bardzo dużo czytam, choć to przede wszystkim beletrystka i czasem literatura popularno-naukowa. Szerokim łukiem omijam wszelkich Michników, Friszków, Dudków i Motyków. Po prostu od lat nie czytam żadnej prasy politycznej. I nie zamierzam.
O matko sałatko...:roll:
Dyskusja jest o historii najnowszej. Ta nieodłącznie jest związana z polityką.
Podaję nazwiska nie tylko "ekstremistów" jednej czy drugiej strony, ale "środka".
Możesz odwoływać się co prawda do osobistego doświadczenia, tyle że to doświadczenie nie obejmuje nawet promila rzeczywistości.