(30.05.2019, 17:12)zefciu napisał(a): [ -> ]A konkretnie co takiego istotnego pominąłem?
To, co podkreślone:
(29.05.2019, 20:40)E.T. napisał(a): [ -> ]chodzi o to, że religia jest zwykle tym domyślnym, wpojonym i nieuzasadnionym empirycznie sposobem patrzenia na rzeczy, na którego straży stoi grupa mająca w tym swój interes. Brak wiary religijnej po pierwsze jest rzadszy, nie trzeba go wpajać i nie ma charakteru jakiejś- nomen omen - matrycy społecznego współegzystowania ludzi, która nadaje życiu jakości nieobecne bez niej (tak jak te wszystkie wrażenia wlane w głowy ludzi podłączonych do Matrixa) i pomijając jakieś aberracje w rodzaju ZSRR, to nie ma żadnej grupy interesu strzegącej niewiary jako tego domyślnego sposobu odbierania rzeczywistości.
(30.05.2019, 17:12)zefciu napisał(a): [ -> ]Z perspektywy jednoski nie ma czegoś takiego jak „neutralne wychowanie”. Dziecko w procesie wychowania w pewnym momencie zaczyna zadawać pytania, na które można odpowiedzieć z perspektywy siły wyższej, lub z perspektywy ateizmu.
No ale panie, odpowiedzieć z perspektywy siły wyższej to nie nauczać konkretnej religii, a przecież o tym mówię od początku. Ale mało tego, bo na te pytania można odpowiedzieć krótkim "nie wiem", "nie wiem o co ci chodzi" albo nie udzielić żadnej odpowiedzi. Co więcej, można udzielić odpowiedzi, z których treścią zgodziłby się nawet katolik, chociaż sam udzieliłby innych odpowiedzi, ucząc dziecko postrzegać rzecz w nieugruntowanych empirycznie kategoriach. Żadne z tych wychowań nie jest neutralne (sposób odpowiedzi uczy też dziecko rozumieć sens zadanego pytania), ale przecież ja nie o neutralności mówię, tylko o tym, że coś tu trzeba wpoić ekstra ponad to, co wynika z doświadczenia.
Dam Ci przykład:
-Tato, co będzie po mojej śmierci?
-Będzie pogrzeb. Wszyscy twoi bliscy będą w żałobie. Potem będą cię wspominać.
-Ale co będzie ze mną?
-A co ma być?
-No, czy ja będę dalej istniał?
-Ale co to znaczy?
-No nie wiem, czy po śmierci coś jeszcze będzie?
-No przecież już ci odpowiedziałem na to pytanie. Będzie pogrzeb, wszyscy będą płakać z powodu twojego odejścia.
-No ale czy ja gdzieś pójdę?
-Kochanie, chyba jeszcze musisz trochę dorosnąć do takich rozmów.
Oczywiście można w taką rozmowę brnąć albo w ogóle nie zaczynać, w zależności od wieku, poziomu zrozumienia i wrażliwości u dziecka. No i naszych umiejętności prowadzenia takiej rozmowy. Takie indagacje mogą być bardzo powierzchowne i szybko przechodzić na inny temat, mogą drążyć wątek i jak z rzeczy wybrniemy, to już zależy od naszych umiejętności. Ale nie trzeba wpajać żadnych specjalnych treści, żeby dziecko było niewierzące.
W ogóle same tego typu pytania i możliwe odpowiedzi są w pewnej mierze dziełem kultury. Ich siła i oczywistość, z jaką mogą się nam narzucać, wcale nie musi być podobna u dopiero poznającego świat dziecka. Rozumiem jednak, że akurat to jedno pytanie (w różnych wariantach), którego przykład podałem jest dość uniwersalne i są po temu powody raczej natury biologicznej, dość nieubłaganie wynikające chyba ze sposobu funkcjonowania naszego aparatu poznawczego i wyobrażania sobie przez jednostkę jakiejś własnej przyszłości. Polecam jednak przyjrzeć się bliżej tradycyjnym wierzeniom plemienia Dinka (do poczytania np. tutaj
http://www.urbanlab.org/articles/Carrith...f#page=148 ) i temu, jakie mają pojęcie „ja” oraz życia i śmierci. Fascynująca inność. Ale też pokazująca pewien udział języka, a więc i kultury, w formowaniu się pytania, którego sens odzwierciedlają w większości kultur religijne odpowiedzi w rodzaju tej, jaką daje chrześcijaństwo.
(30.05.2019, 17:12)zefciu napisał(a): [ -> ]Czyli znowu to samo. Fajnie, jakby chrześcijanie jednak nie myśleli jak chrześcijanie. To ja też powiem, że fajnie, jakby E.T. dostrzegł oczywistą konieczność istnienia Boga. No i co z tego?
Nie, ja mówię, że fajnie by było, gdyby chrześcijanie dostrzegali to, że ich religia nie jest źródłem jakichś szczególnych, gdzie indziej niespotykanych mądrości i zobaczyli, że jedyne problemy, na które daje być może wyłączną odpowiedź, są sformułowane w ramach tej religii właśnie i dotyczą spraw będących kwestią wiary chrześcijańskiej, rodzących się dopiero w obrębie tego religijnego matrix, które jakże szczodrze ubogaca ich życie w jakości, których niewierzący nie zna, bo jego doświadczenie jest od nich wolne.
(30.05.2019, 17:12)zefciu napisał(a): [ -> ]Matrix jest bardzo generyczną opowieścią. Można doczepić się szczegółów, ale to miecz obosieczny.
Proponuję eksperyment myślowy. Potraktujmy interpretację Petrusa tak, jak Ty traktujesz samego „Matrixa” i uznajmy ją za generyczną opowieść. A potem uczyńmy z niej metaforę odejścia od wiary i porzucenia kościoła. Bo można się czepiać szczegółów, ale to miecz obosieczny.
