Forum Ateista.pl

Pełna wersja: Moda na traumy [oddzielony] Poprawność polityczna coraz bradziej terroryzuje!
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
(11.03.2024, 17:24)Iselin napisał(a): [ -> ]
(11.03.2024, 16:55)Fanuel napisał(a): [ -> ]Przyłączam się.
Obawiam się, że to już etap "muszę odpisać, bo ktoś w internecie nie ma racji". Ostatnie posty nie będące dygresjami dotyczyły filmów.

Też mam takie wrażenie.
Ogólnie, jako zdecydowany progresista, nie cierpię ewangelicznego jakobinizmu, który pojawia się przy okazji różnych ekodżenderooruchawek.
Taka np. Paulina Młynarska, która samopas wyznaczyła się na współczesnego arbitrum elegantiarum co chwilę obrzuca kogoś epitetami typu „dziaders” i ogólnie zieje świętym oburzeniem na każdego, kto trochę inaczej myśli.
Podejrzewam, że gdyby ją spytać ile wynosi pierwiastek z 16, to by poległa z kretesem.

I najważniejsze - jeszcze raz powtarzam - signum temporis jest obecnie „parcie na traumę” - bez traumy nie ma co szukać miejsca w szołbiznesie czy innych mediach.
Ktoś, kto miał szczęśliwe dzieciństwo i kochających, wspierających i empatycznych, jest out.
Jak w adaptacji starego dowcipu:
- „Co się teraz nosi?”
- Traumę
Powyższym zgodziłeś się z Candace Owens. Uważaj na moderację. : P
Sofeicz ma uważać na siebie?
Oj jak rany, z tym uważaniem to żart był. Uśmiech
(11.03.2024, 19:10)ErgoProxy napisał(a): [ -> ]Oj jak rany, z tym uważaniem to żart był.
Domyślam się Uśmiech
(11.03.2024, 19:07)ErgoProxy napisał(a): [ -> ]Powyższym zgodziłeś się z Candace Owens. Uważaj na moderację. : P

Cytat:4 marca 2016 roku założyła stronę internetową SocialAutopsy.com, której celem było identyfikowanie i ujawnianie prawdziwych tożsamości internetowych gnębicieli[2].
Jak sama twierdziła, zainspirowały ją do tego traumatyczne przeżycia z czasów liceum[2].

Tu ją mam - bingo!
Bez traumy ni chuja Uśmiech
No to do chwili obecnej chyba zmieniła źródło inspiracji, bo szybki sercz w Tubie dał wystąpienia w rodzaju "Skończcie gloryfikować zaburzenia psychiczne", czy "Terapia ruinuje zachodnią cywilizację." Oba sprzed roku. Uśmiech
Wydzieliłem, bo wątek ma potencjał.

Sofeicz napisał(a):I najważniejsze - jeszcze raz powtarzam - signum temporis jest obecnie „parcie na traumę” - bez traumy nie ma co szukać miejsca w szołbiznesie czy innych mediach.
Ktoś, kto miał szczęśliwe dzieciństwo i kochających, wspierających i empatycznych, jest out.
Jak w adaptacji starego dowcipu:
- „Co się teraz nosi?”
- Traumę

A to nie poboczność kultury selfmademanów? Cała kultura wizualna zwłaszcza, ale literatura też, stoją na ramionach Ramb i Achai. Jak nie dostałeś po dupie to nie jesteś wart uwagi i nie nosisz w sobie pierwiastka nadludzkiego. Największe franczyzy superbohaterskie wyrosły na opowieściach o wyjątkowości i stracie godnej PTSD.
A jak uciekłeś z rykiem? Superherosi dlatego są superherosami, że z problemami radzą sobie samodzielnie, obywając się bez żadnego PTSD; traumy spływają po nich jak woda po gęsi. Dlatego ich podziwiamy, bo sami byśmy tak chcieli, a głębokie przeżywanie podobnych opowieści wyrabia w nas nawyki pożyteczne w prawdziwych kryzysach. Owszem, jakoś tak ostatnio w jednym wołkistowskim komiksie pozbawiony mocy Superman trafił do ruskiego pierdla i był tam gwałcony w dupę; potem konfrontował się z traumą robiąc wywiad z szefem tego pierdla jako Clark Kent. Ale nie sądzę, żeby taki scenariusz przydał mu splendoru.

zefciu

(12.03.2024, 16:58)ErgoProxy napisał(a): [ -> ]Dlatego ich podziwiamy, bo sami byśmy tak chcieli, a głębokie przeżywanie podobnych opowieści wyrabia w nas nawyki pożyteczne w prawdziwych kryzysach.
Uprzejmie proszę o podanie badania, które wykazuje, że profilaktyka PTSD poprzez przeżywanie opowieści o osobach, które nie mają PTSD jest skuteczna
Żabciu, wczytaj się uważnie w mój post i niech to do ciebie dotrze, że tam kluczowym miejscu stoi słowo "kryzysy", a nie "PTSD".

A potem się łaskawie ode mnie odpierdol, raz a dobrze.

zefciu

No cóż. Z Twojego posta można wyciągnąć wniosek, że właśnie o to, aby w kryzysie nie nabawić się PTSD chodzi. Dziękuję za wyjaśnienie, że jednak nie.
(12.03.2024, 16:58)ErgoProxy napisał(a): [ -> ]Superherosi dlatego są superherosami, że z problemami radzą sobie samodzielnie, obywając się bez żadnego PTSD; traumy spływają po nich jak woda po gęsi.

No nie powiedziałbym - zarówno Batman miał traumę po śmierci rodziców jak i Punisher po stracie rodziny:

The Punisher is shot in the head in the same incident that leaves his family dead, and he suffers brain damage that causes him to relive this moment on a constant loop. With every breath he draws, he is constantly reminded of that tragic and fateful day on which he held his young daughter in his arms for the last time.

In the Marvel Comics universe, the character of the Punisher, aka Frank Castle, has been depicted as suffering from Post-Traumatic Stress Disorder (PTSD) as a result of his experiences as a Marine in the Vietnam War and as a vigilante seeking vengeance for the murder of his family. The character's PTSD is often portrayed as a contributing factor to his violent and vengeful behavior.

W serialu The Punisher też jest wątek PTSD.
W każdym Spidermanie też. Strata wujka, Gwen, kryzys i osłabienie pozbawiające mocy. W zasadzie cierpienie i pewien stopień nieradzenia sobie nadają postaciom głębi.
Ciągnąc wątek „traumiany” naszło mnie na wspominki.
I przypominam sobie postacie mojego dziadka i ojca, których historia, polityka i ekonomia nie oszczędzały.
W porównaniu do dzisiejszych realiów ich życie było ciężkie i chujowe.

Można by było się spodziewać, że powinni nieustannie rozpamiętywać te straszne rzeczy, które ich w życiu spotkały i siedzieć na terapiach - nic z tego.
Przez całe życie nie słyszałem od nich ani słowa skargi.
Wręcz końmi trzeba było wyciągać z nich jakieś mocniejsze wspomnienia. Nigdy się nie żalili.

Ogólnie pokolenie moich dziadków i rodziców ma w sobie charakterystyczną cechę, którą można ująć „co było, to było”.
Szczególnie jeśli chodzi o jakieś rodzinne tajemnice byli niemi.
Wiele rzeczy dowiadywałem się z trudem od dalszej rodziny.

Dlatego nóż mi się otwiera, jak ciągle słyszę to żenujące użalanie się mięczaków nad sobą z byle jakiego powodu.
Wszyscy mieli „pod górkę do szkoły”.

Z tego zrobiła się cała „self pity culture” nawet (a może przede wszystkim) w pionierskiej Hamaryce.

Może dawno wojny nie było?
(12.03.2024, 21:54)Sofeicz napisał(a): [ -> ]Można by było się spodziewać, że powinni nieustannie rozpamiętywać te straszne rzeczy, które ich w życiu spotkały i siedzieć na terapiach - nic z tego.
Przez całe życie nie słyszałem od nich ani słowa skargi.
Wręcz końmi trzeba było wyciągać z nich jakieś mocniejsze wspomnienia. Nigdy się nie żalili.

Ogólnie pokolenie moich dziadków i rodziców ma w sobie charakterystyczną cechę, którą można ująć „co było, to było”.
Szczególnie jeśli chodzi o jakieś rodzinne tajemnice byli niemi.
Wiele rzeczy dowiadywałem się z trudem od dalszej rodziny.

Dlatego nóż mi się otwiera, jak ciągle słyszę to żenujące użalanie się mięczaków nad sobą z byle jakiego powodu.
Wszyscy mieli „pod górkę do szkoły”.
To nieżalenie się akurat bywa czasami niezdrowe. W Polsce jest stosunkowo duży odsetek samobójstw mężczyzn i są przypuszczenia, dość prawdopodobne, że spowodowane jest to właśnie nieżaleniem się, nie mówieniem o problemach, brakiem umiejętności proszenia o pomoc i niezdiagnozowaną depresją. W każdą stronę można przesadzić. Chociaż faktycznie ostatnio pop-psychologia rzeczywiście bardzo przesadnie promuje przesadne skupianie się na sobie.
Jeżeli człowiek rodzi się z płaczem, to może jakaś sztuczna inteligencja po wykształceniu uczuć zacznie od razu przeżywać tak silne emocje - choćby ze względu na posiadaną już wcześniej wiedzę, której znaczenie może sobie w końcu uświadomić - że zacznie wspominać o przeżywanej w związku z tym traumie?

zefciu

Pytanie, co jest gorsze — kultura, w której osoby, które mają rzeczywiste traumy są z tego powodu ośmieszane i nie szukają pomocy. Czy też kultura, w której celebryci obnoszą się ze swoimi, czasami wydumanymi traumami, co może i nas wkurwiać, ale jakoś tam zdejmuje to odium z osób, które naprawdę potrzebują pomocy. Bo ja, mimo wszystko, wolę tę drugą.
Obie są mocno chujowe!

A nie może być taka kultura, w której ludzie z prawdziwymi traumami, nie są ośmieszani i idą do psychologa/psychiatry?
Powinna być taka kultura, w której ludzie z prawdziwymi traumami nie są ośmieszani i idą do psychologa/psychiatry. Natomiast ci celebryci z udawanymi traumami są jakby efektem ubocznym, który pewnie zawsze będzie istniał. Natomiast nie wiem, czy mają jakiś pozytywny wpływ. Jeśli chodzi o traumy prawdziwe, to rzeczywiście ludzie mogą się ośmielić iść do psychologa, skoro sławna osoba też to ma, natomiast w przypadku udawanych traum, raczej sporo osób zaczyna uważać, że to widocznie nic strasznego taka trauma, skoro wydaje się, że prawie każdy ją ma.
Stron: 1 2 3 4