28.11.2024, 00:35
Na pomysł tego wątku naprowadziły mnie iście hamletyczne tyrady najtęższych europejskich mędrców i polityków pod zbiorczym hasłem:
- „Jak to się stało, że jesteśmy w czarnej d...?”.
Europa - kontynent, który wydał ze swojego łona metodę naukową, cywilizację techniczną, naukową medycynę, demokrację liberalną i trójpodział (i dla porządku dwie wojny światowe), który batożył „dzikich” na całym świecie zamieniając tanie paciorki na złoto i diamenty nagle zorientował się, że jest starą k... która ma co prawda jeszcze trochę zachomikowanego majątku ale ogólnie daje dupy na całej linii.
Kraje, które jeszcze w latach 60. XX w. wytapiały żelazo w dymarkach, jak nie przymierzając na festynie w Nowej Słupii, zasypują ją wszystkim, od gumowych diabełków do najnowszych komputerów.
Można powiedzieć, że Europa „sama sobie wyhodowała te potwory” niefrasobliwie eksportując własne idee i technologie, naiwnie licząc, że wszyscy będą tańczyć ten sam europejski taniec.
Wyszło na to, że cytując klasyka Europa „sprzedała wszystkim zainteresowanym sznur, na którym zostanie teraz powieszona”.
Co robić?
To jest właśnie najśmieszniejsze, bo wybór jest zaiste diabelski (tym bardziej, że demony wojny są ante portas).
Najgorsze jest to, że wszelkie serwowane recepty, jak na razie, oparte są na obowiązującym europejskim modus operandi, zakładającym, że wszystko należy skodyfikować w kolejnych dyrektywach, a siłę witalną stymulować programami i funduszami centralnymi.
To się po prostu fizycznie nie uda.
Wiem, że futurologia, to ciężki kawałek chleba, tym bardziej jeśli chodzi o przyszłość, ale wiem, że tęgie z Was łby.
Jak się wyciągnąć z tego bagna za własne włosy?
Zapraszam do dyskusji.
- „Jak to się stało, że jesteśmy w czarnej d...?”.
Europa - kontynent, który wydał ze swojego łona metodę naukową, cywilizację techniczną, naukową medycynę, demokrację liberalną i trójpodział (i dla porządku dwie wojny światowe), który batożył „dzikich” na całym świecie zamieniając tanie paciorki na złoto i diamenty nagle zorientował się, że jest starą k... która ma co prawda jeszcze trochę zachomikowanego majątku ale ogólnie daje dupy na całej linii.
Kraje, które jeszcze w latach 60. XX w. wytapiały żelazo w dymarkach, jak nie przymierzając na festynie w Nowej Słupii, zasypują ją wszystkim, od gumowych diabełków do najnowszych komputerów.
Można powiedzieć, że Europa „sama sobie wyhodowała te potwory” niefrasobliwie eksportując własne idee i technologie, naiwnie licząc, że wszyscy będą tańczyć ten sam europejski taniec.
Wyszło na to, że cytując klasyka Europa „sprzedała wszystkim zainteresowanym sznur, na którym zostanie teraz powieszona”.
Co robić?
To jest właśnie najśmieszniejsze, bo wybór jest zaiste diabelski (tym bardziej, że demony wojny są ante portas).
Najgorsze jest to, że wszelkie serwowane recepty, jak na razie, oparte są na obowiązującym europejskim modus operandi, zakładającym, że wszystko należy skodyfikować w kolejnych dyrektywach, a siłę witalną stymulować programami i funduszami centralnymi.
To się po prostu fizycznie nie uda.
Wiem, że futurologia, to ciężki kawałek chleba, tym bardziej jeśli chodzi o przyszłość, ale wiem, że tęgie z Was łby.
Jak się wyciągnąć z tego bagna za własne włosy?
Zapraszam do dyskusji.

