Forum Ateista.pl

Pełna wersja: Wybory Prezydenta 2025
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
(10.05.2025, 10:51)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]A ja cały czas piszę, że opcja pozwalająca na jakąś tam liczbę dodatkowych mieszkań cały czas leży na stole, a problem tego przysłowiowego mieszkania po babci jest znany. Nawet Zandberg mówi o podatku od trzeciego mieszkania, a ja szedłbym tu nawet dalej i próg ustawił na czwartym.
Ja tu piszę o podatku od najmu, nie o podatku katastralnym. Co do podatku katastralnego do czwartego mieszkania zgadzam się.
No to cały czas rozmawiamy o dwóch różnych sprawach. Podatek katastralny jest rozważany właśnie dlatego, że podniesienie podatku od najmu rodzi dużo nowych problemów a wcale nie rozwiązuje wszystkich starych jak chociażby spekulacyjny skup mieszkań lub to, że jego podwyżka nakręciła by i tak sporą w tym sektorze szarą strefę. Może wprowadziłem Cię w błąd podając stawki od najmu ale, zrobiłem to tylko po to aby wykazać jak nisko opodatkowany jest ten typ inwestycji.
A, to wiele wyjaśnia.

Z innej beczki: czy też macie wrażenie, że mamy teraz wyjątkowo dużo debat?
(10.05.2025, 10:58)Iselin napisał(a): [ -> ]czy też macie wrażenie, że mamy teraz wyjątkowo dużo debat?
Ważniejsze są wrażenia, czy stan faktyczny? Bo liczbę oficjalnych debat prezydenckich AD 2025 można konkretnie obliczyć, a te z poprzednich lat też są chyba wszystkie dostępne publicznie (tzn. informacje o nich; niekoniecznie pełny zapis wideo, chociaż chyba i to da radę znaleźć w sieci), więc można to dokładnie podać obiektywnie, bez odwołania do subiektywności i zawodnej pamięci.

Chyba że pytanie było o to, czy te 6 dotychczasowych (w tym jedna debata sztabowców w Polsat News) plus siódma w TVP która będzie 12. mają, czyli tylko te przed pierwszą turą, to jest subiektywnie dużo i to nawet bez porównania z tymi z poprzednich lat.
To całkowicie zależy od tego, kto co od nich oczekuje czy ile ma czasu na ich oglądanie. Jeśli ktoś oczekuje czystej merytoryki i nie ma za wiele czasu, to należałoby porównać, czy z każdą kolejną debatą przyrost nowej wiedzy o poglądach kandydata w odniesieniu do czasu, jaki należy poświęcić na oglądanie/słuchanie tego jest dla konkretnej osoby akceptowalny. Natomiast jeśli ktoś lubi nawalankę (nawet jeśli nie uczestniczy w niej nasz ulubieniec) albo podobają się okrągłe słowa bez konkretów (w stylu no, trzeba pomyśleć, jak to rozwiązać, jak to zrobił np. Jakubiak w pytaniu o dzietność i demografię), to jeśli nie naruszy to progu obojętności lub przejedzenia, to nawet i kilkadziesiąt debat dla kogoś takiego nie byłoby czymś przesadnym. Czego, oczywiście, nie mogliby przyznać sami kandydaci, których siły witalne i terminarze by na to nie pozwoliły.

Z mojej strony mogę powiedzieć, że im więcej politycy (lub pretendenci do politykowania) mowią, tym większa szansa, że uda im się powiedzieć prawdę (nawet niechcący), a przede wszystkim, że nakłamią tyle, że jakoś minimalnie opinia publiczna będzie mogła jakoś na nich naciskać, przynajmniej w niektórych sprawach. Inaczej byłoby tak, że podczas jednej debaty w ciągu 1 minuty na każdy z tematów większość kandydatów i odpowiadałaby nie odpowiadając (bo trzeba zrobić wreszcie tak, żeby służba zdrowia działała, jako prezydent będę stróżem, trzeba dać miliardy na wojsko to takie nieodpowiadanie). Bo jak inaczej; żeby się rozwinąć kandydaci musieliby mieć więcej czasu na odpowiedź. Jeśli w jakimś konkretnym temacie musieliby się produkować przez 3, czy może nawet 5 minut, to szybko by się okazało, jak są niekompetentni, jak mało się znają w danej dziedzinie.
Z przyczyn czasowych dotychczasowe formaty debat, gdzie pytamy o wszystko, by się nie sprawdziły, bo przy 13 kandydatach całość musiałaby trwać od rana do wieczora (lub całą noc - jak ktoś woli gale w późniejszych godzinach), dlatego czymś interesującym byłyby wielkie debaty tematyczne - dzień 1 stosunki międzynarodowe, dzień 2 ustrój państwa, dzień 3 wojsko, dzień 4 ustawodawstwo (jakie duże ustawy w aktualnych i niedalekich planach Parlamentu są do zawetowania i dlaczego), dzień 5 ułaskawienia (jaka kategoria przestępców miałaby u Pana/Pani największe szanse). W tak wydzielonych debatach każdy miałby szansę na dłuższą wypowiedź bez obawy, że te mizerne 60 sekund się skończy. Takie rozmowy tematyczne miały miejsce przed wyborami w 2023 (debata gospodarczą Newsweeka i debata gospodarcza Pulsu Biznesu) i nie widzę, dlaczego przy wyborach prezydenckich coś podobnego miałoby się nie sprawdzić.

No i na koniec: bezwzględne mierzenie czasu. Jeśli jest wydzielonych 5 minut, to 5 minut, jeśli 3 minuty, to 3 minuty i ani jednej sekundy dłużej. Mikrofony ustawione tak, żeby po czasie nic nie było słychać. A jeśli ktokolwiek miaucze coś pod nosem, przeszkadzając innemu wówiącemu, to program komputerowy, po wykryciu głosu przekraczającego zadany próg głośności, odejmuje te sekundy z jego kolejnej rundy. Może tego typu rygor zapobieże temu, co działo się wczoraj w Republice (bo takie odniosłem wrażenie, że właśnie wtedy było najwięcej przekraczania czasu i najwięcej przerywania sobie nawzajem, jak dotąd.. ).
Za to - widoczny dla każdego ekran z zegarem zamiast gongów.

Politykujący powinni mieć świadomość, że są na rozmowie o pracę (jak Hołownia to explitice przedstawił pokazując CV), a nie na wykładzie czy na kazalnicy (najmocniej to odczułem, kiedy kandydatka Senyszyn przepytywała młodziaków i chyba tylko przez przypadek się nie zapomniała i nie poprosiła pytanych o indeks, żeby wystawić ocenę niedostateczną i zaprosić na sesję poprawkową).
(10.05.2025, 13:28)Elbrus napisał(a): [ -> ]No i na koniec: bezwzględne mierzenie czasu. Jeśli jest wydzielonych 5 minut, to 5 minut, jeśli 3 minuty, to 3 minuty i ani jednej sekundy dłużej. Mikrofony ustawione tak, żeby po czasie nic nie było słychać. A jeśli ktokolwiek miaucze coś pod nosem, przeszkadzając innemu wówiącemu, to program komputerowy, po wykryciu głosu przekraczającego zadany próg głośności, odejmuje te sekundy z jego kolejnej rundy. Może tego typu rygor zapobieże temu, co działo się wczoraj w Republice (bo takie odniosłem wrażenie, że właśnie wtedy było najwięcej przekraczania czasu i najwięcej przerywania sobie nawzajem, jak dotąd.. ).
Za to - widoczny dla każdego ekran z zegarem zamiast gongów.
Mnie też to przeszkadzało. Natomiast mam wrażenie, że ogólnie kandydaci mniej sobie przeszkadzali niż podczas poprzednich debat z wyjątkiem Hołowni, który łatwo daje się wyprowadzić z równowagi i zaczyna zakrzykiwać rozmówców. Wcześniej miał dużą konkurencję w postaci Brauna i Mentzena, ale oni nieco się uspokoili. W ogóle dużo więcej merytoryki jest na Kanale Zero, a debaty przypominają trochę kabaret. Naprawdę zabawne było, kiedy Woch zadał pytanie o potrawę, a Hołownia zaczął w odpowiedzi snuć jakieś dywagacje nie na temat.
(09.05.2025, 23:00)Baptiste napisał(a): [ -> ]Lumber, ale to jest uproszczone myślenie. Jeśli mamy trzech kandydatów i na pytanie: „jakie macie państwo pomysły na rynek mieszkaniowy” dwóch zacznie się spierać o to co zrobili lub nie zrobili ich poprzednicy, a trzeci wywali godzinny elaborat komunistyczny, to ten rzeczowy kandydat nr 3 wcale może nie być tym właściwym wyborem.

(09.05.2025, 23:43)Iselin napisał(a): [ -> ]To jest akurat dla mnie problem, jeśli chodzi o naszą młodą lewicę. Obyczajowo takie coś by się przydało, ale czasami strasznie wieje od nich komunizmem.
W poprzednim wpisie nie miałem akurat na myśli jakiś konkretnych ugrupowań czy nawiązań do sytuacji krajowej. Po prostu szukając synonimu dla złej i szkodliwej polityki posłużyłem się przykładem polityki komunistycznej bo taka pasuje tutaj jak ulał.
Oczywiście faktycznie uważam, że w polityce Razem widać te komunistyczne wykwity, ale jednak są tam ludzie, którzy komuchami rzeczywiście są (poseł Maciej Koneczny) oraz tacy, którzy komunizmem tylko zalatują przez wzgląd na silnie lewicowe poglądy i bliskość takiego środowiska.

Skoro jednak temat tego ugrupowania został poruszony w kontekście polityki mieszkaniowej to poniżej pozwolę sobie na pewną krytykę. W końcu najważniejszy polityk tej partii - założyciel i współprzewodniczący jest kandydatem na prezydenta.

(10.05.2025, 06:25)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]"Teksańscy ranczerzy przeciw zakazowi posiadania broni automatycznej i przeciwpancernej przez dzieci i młodzież" Duży uśmiech
Taka grupa to mogłaby służyć wręcz do krytykowania pozycji okupowanych przez Konfederację. Do tego aby krytykować Razem wystarczą już pozycje centrolewicowe.

Cytat:Nie do końca rozumiem dlaczego postulaty państwowych interwencji na rynku mieszkaniowym, budowy mieszkań komunalnych i pod wynajem przez państwo czy też sprawiedliwego opodatkowania zysku z najmu budzą skojarzenia z PRL.
To tylko ogólniki, diabeł tkwi w szczegółach. Pewne państwowe interwencje na rynku mieszkaniowym to akurat u zwolenników Razem rodzą wprost przeciwne skojarzenia - dopłaty do kredytów to też państwowa interwencja, więc nie o państwo tutaj chodzi.
Btw. Oprócz prywatnych funduszy inwestycyjnych polskie mieszkania wykupuje także publiczny fundusz norweski, który w ten sposób buduje własne, socjalne państwo dobrobytu. Ciekawe czy ichniejsze razemki krytykują ten swoisty kolonializm. ;-)
Cytat: Trochę mi się śmiać chciało, jak znajoma z Berlina żaliła się, że jej trzecia 10 letnia umowa najmu na mieszkanie jest nieco mniej korzystna bo przez kolejne 10 lat będzie płaciła ileś tam % drożej niż dotychczas. U nas każdy wynajmujący 10 letnią umowę z gwarancją ceny wziąłby z pocałowaniem ręki.
Dotychczasowe, medialne doniesienia przedstawiają sytuację z Berlina w zupełnie innym świetle:
https://www.money.pl/gospodarka/placa-fo...3968a.html
https://urbnews.pl/berlin-mieszkancy-prz...a-wynajem/

Czyli:

- niedobory mieszkań
- rosnące, nieakceptowalne ceny czynszu
- duży udział wielkich funduszy inwestycyjnych zamiast podmiotów publicznych

Cytat:Przecież wiadomo, że kwestia podatku katastralnego czy jak go tam zwał dotyczy lokali mieszkalnych. Być może ktoś tam kiedyś zamiast mieszkanie użył słowa nieruchomość ale przecież to oczywiste, że tu nie chodzi o jakiś płachetek pola z malinami, jeszcze po babci co tam ktoś ma sobie pod lasem tylko o kwestie mieszkaniowe.
Płachetki pola z malinami to przecież najczęściej nieruchomości w formie tzw. działek siedliskowych z zabudowaniami mieszkalnymi, od których płaci się podatek. Babcia w szałasie raczej nie mieszkała, tylko w jakiejś nieruchomości mieszkalnej, która mieszkaniem co prawda nie jest, ale gruntem też nie. W chwili obecnej wciąż większość Polaków mieszka w domach jednorodzinnych, a nie w blokach.

Cytat: Jeżeli chodzi o Razem to tam ktoś od nich tłumaczył, że podatek od drugiego mieszkania to po prostu proste hasło wyborcze a czy to będzie drugie, trzecie, czy nawet czwarte mieszkanie to już rzecz drugorzędna, bo chodzi o tych co po prostu masowo skupują mieszkania w celach biznesowych.
Duży uśmiech No zajebisty żart. Widać jak poważnie traktują wyborców. Nie, to nie jest absolutnie rzecz drugorzędna, bo jeśli taki ktoś dorwie się do władzy i jednak będzie to drugie lub trzecie mieszkanie to on mi potem pokaże deklarację programową i "widziały gały co brały" a nie jakieś tam pitolenie działacza, który tłumaczył, że deklaracja programowa to tylko taki krzykliwy nagłówek.
Gdyby chcieli prostego hasła wyborczego to zamiast liczby 2 użyliby 10. Wciąż byłoby to proste hasło a jednocześnie uderzające w rzeczywiste podmioty zajmujące się obrotem i spekulacją mieszkaniową (gdzie ilości mieszkań idą w dziesiątkach, setkach, itd.), a nie w ludzi, którzy odziedziczyli drugie mieszkanie po zmarłych rodzicach.
Cytat:Ja bym to osobiście widział tak, że wprowadzamy jakąś zwiększoną formę opodatkowania od trzeciego lub czwartego mieszkania a dodatkowo na każde posiadane dziecko limit "darmowych" mieszkań zwiększa się o jeden. Z jednej strony rozwiązuje to problem przysłowiowego mieszkania po babci, które nam wpada w spadku, z drugiej strony zabezpieczenie startu w życie swoich dzieci przez zakup mieszkania dla nich, jeżeli kogoś stać jest naturalną potrzebą więc nie ma co utrudniać.
Ty byś tak może i widział, ale nie masz wpływu na program polityczny omawianego ugrupowania. Sympatyzujesz więc zakładasz dobrą wolę, ale w mojej ocenie to bardzo naiwne. Z jakiegoś pierdyliarda możliwych rozwiązań, które od tak ad hoc na poczekaniu można wrzucić w deklarację programową wybrali akurat to najbardziej restrykcyjne i kontrowersyjne.

Cytat:Kolejna sprawa jest taka, że w kraju który posiada jedną z najgorszych demografii w Europie najpopularniejszą formą inwestycji jest ta w rynek nieruchomości. Co może pójść nie tak?
A czym jak nie ogromną inwestycją w nieruchomości jest wielki program państwowego budownictwa mieszkań na wynajem? Czyli co, mamy w podatkach wybulić ogromną kasę na mieszkania w państwie o najgorszej demografii? Ten argument to miecz obosieczny.
Ci, którzy rzeczywiście kupują mieszkania w celach inwestycyjnych dobrze wiedzą co robią. Kupują w wielkich aglomeracjach, w których jeszcze przez długi czas będą mogli zarabiać pomimo takiej a nie innej sytuacji demograficznej. Polak mający 2, 3 czy 4 nieruchomości do żaden tam inwestor, ale jeśli rzeczywiście nabył mieszkanie w celach zarobkowych i robi to samo co wielki fundusz inwestycyjny, nad którego interesem czuwa rzesza analityków, to tak - może się spodziewać profitów, oczywiście na znacznie mniejszą skalę.

Myślę, że zbyt często szafuje się słowem "inwestowanie" w kontekście osób nabywających nieruchomości. Nieruchomość w przeciwieństwie do akcji czy obligacji nie jest papierkiem. Jest materialnym obiektem posiadającym oprócz spekulacyjnej wartości finansowej także wartość typowo użytkową, z której można korzystać. Jeśli dzisiaj kupię mieszkanie i zacznę je wynajmować (żeby nie stało, czego przecież Razem rzekomo nie chce, choć do tego dąży) to w późniejszym czasie zamieszka w nim moje dziecko i to będzie stanowić naczelny cel zakupu. Jeśli zakupię działkę z domem na urokliwej wsi nad jeziorem to po to aby mieć fajne miejsce do odpoczynku w wolnym czasie, nie po to aby zarabiać. Jeśli odziedziczę mieszkanie po rodzicach mając już jedno własne (przecież to sytuacja, która w pewnym momencie życia spotka bardzo wielu Polaków) to nie staję się w tym momencie jakimś spekulantem czy flipperem. Dlatego liczby mają znaczenia i to czy ktoś sobie wpisze w programie wyborczym 2, 3 czy 10 nieruchomości jest cholernie ważne.

Cytat:No i wreszcie demografia. Ja tu nie wierzę w proste rozwiązania, ale jeżeli coś tu może chociaż trochę zmienić to jest to dostępność mieszkań dla młodych osób. Gdzieś widziałem analizy, że fakt posiadania mieszkania przed 30 rokiem życia zwiększa średnią liczbę posiadanych dzieci mniej więcej o 1/3. W naszej sytuacji rzecz nie do pogardzenia.
Tak i np. ja jestem skłonny poprzeć państwowy program budowy mieszkań na wynajem. Podobnie z poparciem dla zaprzestania wykupywania mieszkań komunalnych co obniża zasoby gmin. Mimo, że mnie takie mieszkanie nie interesuje, a swoje dzieci zamierzam ubezpieczyć własnościowo, to dostrzegam społeczny cel takiego rozwiązania. I samo to nie jest komunistyczne. Komunistyczne nie są również takie czy inne preferencje danego społeczeństwa, nawet jeśli są skrajnie odmienne od moich. I teraz warto pochylić się nad deklaracją programową Razem w części dotyczącej mieszkalnictwa:
https://partiarazem.pl/deklaracja-progra...mieszkania

Cytat:Zakażemy eksmisji na bruk i do pomieszczeń nienadających się do zamieszkania. Zwiększymy dostępność dodatków mieszkaniowych.
Cytat:Uporządkujemy rynek najmu i uregulujemy ceny najmu. Skończymy ze sztucznym zawyżaniem cen przez najem krótkoterminowy. Wprowadzimy większą kontrolę państwa nad rynkiem wynajmu nieruchomości, tak, by każdego było stać na wynajęcie mieszkania na uczciwych warunkach na tak długo, jak potrzebuje.

Na podstawie powyższych fragmentów widać, że Razem nie dostrzega, że już teraz mamy do czynienia z dysproporcją na linii najemca - najmujący. Nie dostrzegają, że ten popularny w ostatnim czasie najem krótkoterminowy nie powstał w celu zawyżania cen tylko rozwinął się jako reakcja właścicieli mieszkań na patologię związaną z długotrwałym życiem nieuczciwych najemców na koszt najmujących. Takie historie można sobie było pooglądać w różnych programach interwencyjnych typu "państwo w państwie".

A jeśli tak bardzo chcą walczyć z lokalami na dni czy tygodnie to mają ciężkie zadanie, bo będą musieli zacząć walczyć z najstarszym zawodem świata. Duży uśmiech

Cytat:Wprowadzimy nowe zasady ochrony przestrzeni publicznej, terenów zieleni oraz ładu przestrzennego. W rozwoju miast i terenów wiejskich na pierwszym miejscu będzie stało dobro wspólnoty, ład przestrzenny oraz tereny zieleni. Dość samowoli deweloperów, grodzenia osiedli, szpecenia miast reklamami wielkoformatowymi i betonowania parków i skwerów.
Ten fragment z grodzeniem osiedli szczególnie śmierdzi typowo komuszym myśleniem, o którym jakiś czas temu pisałem w kontekście falowców i mrówkowców, ale po kolei. Wśród osób o takich przekonaniach generalnie istnieje pewien sielankowy obraz idealnego społeczeństwa, w którym wszyscy żyją szczęśliwie razem na grzędzie i mają mnóstwo wolnego czasu na wspólne działania edukacyjno-artystyczne stanowiące podstawę ich rozwoju osobistego. Taka idea przejawiała się także w budownictwie - koncepcje wielu wspólnych otwartych korytarzy, klatek i innych przestrzeni miały umożliwiać wzajemną integrację mieszkańców. W myśl ideałów Stanisława Anioła. ;-)
Rzecz jednak w tym, że ludzie mają tendencję do tego aby samemu wybierać z kim, kiedy i na jakich zasadach chcą się spotykać. Mają też silne tendencje do dbania o własną prywatność co szczególnie mocno widać właśnie w budownictwie wielorodzinnym, gdzie tuż po wybudowaniu bloku na jego balkonach szybciutko pojawiają się rattanowe przesłony, stałe zabudowy, a na parterze szpalery z iglaków.

Krytyka grodzenia osiedli pojawiła się w Polsce mniej więcej w tym samym czasie co rozwój internetu. W środowiskach lewicowych te grodzone osiedla pełnią niemal taką samą funkcję jak w środowiskach prawicowych "młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków". Pojedynczy, samozwańczy planiści uważają, że wiedzą lepiej co jest dobre dla wspólnoty. Pomimo tego gadania grodzone osiedla powstawały i dalej powstają, ponieważ zwyczajnie w świecie realizują cele wspólnoty - potrzeby prywatności i bezpieczeństwa. Nie znam ani jednej osoby, która mieszka na takim osiedlu i nie ceni sobie tego rozwiązania, które przecież dla dewelopera wiąże się z dodatkowym kosztem inwestycyjnym.
W polskim prawie budowlanym wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia na rzecz deregulacji, bo chwili obecnej wygląda to tak, że gminni, samozwańczy planiści w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego zajmują się takimi detalami jak kolor elewacji, kąt nachylenia dachu, kierunek nachylenia, wysokość ogrodzenia i jego forma. Jeśli więc Polaku za twoim płotem ktoś rozpoczął działalność uciążliwą i władza nic z tym nie robi, to nie możesz postawić sobie 2 metrowego, pełnego ogrodzenia jeśli w MPZP zapisano, że ma być ażurowe i maks 180 cm. Bo takie ładniej wygląda i basta. :-)

Cytat:Zobowiążemy deweloperów sektora mieszkaniowego do budowy w całości lub części obiektów infrastruktury społecznej (szkół, przedszkoli, parków, bibliotek i świetlic).

Tu też bardzo ciekawy punkt. Przerzucanie odpowiedzialności państwa na podmioty prywatne. Czyli wygląda to tak:
Zgadzam się na to aby moje podatki szły na program budowy mieszkań pod tani wynajem bo widzę w tym jakiś większy, dalekosiężny cel. Osobiście jednak wolę własność prywatną. Czy razemki dadzą mi spokój? A gdzieżby tam. Mam jeszcze bardziej dostać po dupie ceną zakupu nieruchomości bo deweloper przerzuci na mnie koszt budowy powyższych obiektów, mimo, że przecież płacę już podatki na takie cele. To nic innego jak kolejne, ukryte opodatkowanie. Nie dewelopera, tylko jego klientów.
Swoją drogą czy widział ktoś jak buduje się parki w szczerym polu? Ciekawa inwencja autorów, biorąc pod uwagę, że parki raczej się wydziela aniżeli buduje... Warto też wspomnieć, że w myśl pozostałych elementów programu Razem, miałyby to być nie byle jakie szkoły i przedszkola, tylko takie dość wypasione, tzn. wyposażone we własne zaplecze gastronomiczne.
Nie tylko ten pomysł ma na celu dowalenie osobom preferującym zakup mieszkania na własność. Kolejny poniżej:

Cytat:Zobowiążemy deweloperów do przekazywania do publicznego zasobu mieszkań na wynajem części wybudowanych przez siebie mieszkań.

A to tutaj to już nie przykład komuszego myślenia tylko zwyczajnej ignorancji i niewiedzy:
Cytat:Powstające budynki muszą mieć minimalny ślad środowiskowy – być pasywne energetycznie i powstawać w oparciu o przyjazne dla środowiska materiały budowlane. Zapewnimy kompleksową termomodernizację istniejących budynków, przystosowując je również do zmieniających się warunków klimatycznych. Będziemy wspierać rozwój technologii niskoemisyjnych materiałów budowlanych.
Widać, że ci ludzie nie mają pojęcia co oznacza termin budynku pasywnego i, że w budownictwie wielorodzinnym takich obiektów zwyczajnie nie ma. Jeśli jednak wspieliby się na wyżyny inżynierskich możliwości to można im tylko życzyć powodzenia z finansowaniem takiego programu.
(10.05.2025, 10:36)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]Rozwiązuje też problem, że jakaś tam dodatkowa chałupka-rudera po dziadku za zadupiu jest opodatkowana wyżej niż apartament w centrum Warszawy.

Z własnej autopcji to ja takiego problemu nie widzę. Posiadam dwie nieruchomości, jedną położoną w powiecie przylegającym do stolicy, a drugą znacznie dalej na typowym, wyludnionym, wiejskim wypizdowie. Obie bardzo zbliżone metrażowo, natomiast podatek od tej pierwszej jest aż ośmiokrotnie większy niż od drugiej. Najwidoczniej gminni włodarze czują gdzie mogą wycisnąć na zgodnego z ustawą maksa, a gdzie niekoniecznie ma to sens.
Tak czy owak takie podejście powoduje generowanie kolejnych problemów, ponieważ wartość nieruchomości w dużym stopniu zależy od lokalizacji. Wtedy od gównianej, starej kawalerki w dobrej dzielnicy miasta można zapłacić większy podatek niż od większego obiektu o lepszym standardzie, ale położonego w małym miasteczku z dala od dużej aglomeracji.

Inna sprawa, że jeśli takie rozwiązanie proponuje partia, która głosi szeroko zakrojone publiczne inwestycje w termomodernizację domów tych Polaków, których na to nie stać, to wraz z takim prezentem podrzuca im wyższy podatek, który przecież nie odzwierciedla zamożności tych ludzi. Wartość ich nieruchomości wzrosła w wyniku wsparcia publicznego, a jak biedę klepali tak dalej mogą klepać. Z pominięciem mniejszych rachunków za ogrzewanie.
(10.05.2025, 23:55)Baptiste napisał(a): [ -> ]Tak czy owak takie podejście powoduje generowanie kolejnych problemów, ponieważ wartość nieruchomości w dużym stopniu zależy od lokalizacji. Wtedy od gównianej, starej kawalerki w dobrej dzielnicy miasta można zapłacić większy podatek niż od większego obiektu o lepszym standardzie, ale położonego w małym miasteczku z dala od dużej aglomeracji.
To jest prawda. Moja rodzina, która mieszka w Szwecji, mówiła, że tam wprowadzili taki podatek od pierwszej nieruchomości czy też domu, nie pamiętam i wyglądało to tak, że staruszkowie kupowali sobie dom na stare lata, a potem w tej okolicy budowano tory i doprowadzano kolejkę i wartość nieruchomości rosła gwałtownie, więc staruszków nie było już stać, żeby w tych wymarzonych domach mieszkać. Nawiasem mówiąc, podatkiem katastralnym od pierwszej nieruchomości straszyła chyba PO, a może i PiS, w każdym razie był to temat kilkanaście lat temu.
(10.05.2025, 23:55)Baptiste napisał(a): [ -> ]To tylko ogólniki, diabeł tkwi w szczegółach. Pewne państwowe interwencje na rynku mieszkaniowym to akurat u zwolenników Razem rodzą wprost przeciwne skojarzenia - dopłaty do kredytów to też państwowa interwencja, więc nie o państwo tutaj chodzi.

Diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Tylko nie zawsze należy przykładać identyczną wagę do tego co tam ktoś od kogoś w Internecie napisał do tej jaką przykłada się do zaproponowanych konkretnych rozwiązań prawnych.


Cytat:Btw. Oprócz prywatnych funduszy inwestycyjnych polskie mieszkania wykupuje także publiczny fundusz norweski, który w ten sposób buduje własne, socjalne państwo dobrobytu. Ciekawe czy ichniejsze razemki krytykują ten swoisty kolonializm. ;-)

Jak sam napisałeś diabeł tkwi w szczegółach. Najpierw należałoby ustalić czy Norwegia ma podobny problem z dostępnością mieszkań co my oraz jakie są tam regulacje prawne które regulują to co taki fundusz może zrobić z mieszkaniem. Wykup mieszkań przez fundusze przestaje być problemem w sytuacji gdy przykładowo jest obowiązek przeznaczenia takich mieszkań na wynajem w jakiś rozsądnych cenach.


Cytat:Czyli:

- niedobory mieszkań
- rosnące, nieakceptowalne ceny czynszu
- duży udział wielkich funduszy inwestycyjnych zamiast podmiotów publicznych

Oraz o czym zapomniałeś rynek wynajmu objęty znacznie większymi regulacjami. Znajoma mieszka w tym mieszkaniu od 20 lat i ma umowę na 10 kolejnych. Daje to jednak znaczną stabilizację. A i właścicielowi raczej się to opłaca skoro się w to bawi. Użyłem przykładu Berlina bo tu mam opowieści z pierwszej ręki. Natomiast Berlin to specyficzne miasto. Jeżeli weźmiemy średnią dla całego kraju to ceny nieruchomości w Polsce w ostatnich 10 latach wzrosły o 116% a w Niemczech o 30-40% w zależności od źródła. A od 3 lat wręcz powoli spadają.


Cytat:Płachetki pola z malinami to przecież najczęściej nieruchomości w formie tzw. działek siedliskowych z zabudowaniami mieszkalnymi, od których płaci się podatek. Babcia w szałasie raczej nie mieszkała, tylko w jakiejś nieruchomości mieszkalnej, która mieszkaniem co prawda nie jest, ale gruntem też nie. W chwili obecnej wciąż większość Polaków mieszka w domach jednorodzinnych, a nie w blokach.

Od mieszkania w bloku technicznie też płaci się podatek. W Polsce podatek od nieruchomości jest tak skonstruowany, że w żaden realny sposób nie ma wpływu na opłacalność inwestycji w tym sektorze. Są tam wręcz absurdy, że stodoła na takim siedlisku jest opodatkowana bardziej niż wypasiony apartament w centrum dużego miasta. Ale tak jak pisałem do Iselin przecież tu nie chodzi o to aby zwykli ludzie płacili więcej ani o to aby dowalać podatek komuś kto odziedziczył siedlisko po dziadkach.


Cytat:Duży uśmiech No zajebisty żart. Widać jak poważnie traktują wyborców. Nie, to nie jest absolutnie rzecz drugorzędna, bo jeśli taki ktoś dorwie się do władzy i jednak będzie to drugie lub trzecie mieszkanie to on mi potem pokaże deklarację programową i "widziały gały co brały" a nie jakieś tam pitolenie działacza, który tłumaczył, że deklaracja programowa to tylko taki krzykliwy nagłówek.
Gdyby chcieli prostego hasła wyborczego to zamiast liczby 2 użyliby 10. Wciąż byłoby to proste hasło a jednocześnie uderzające w rzeczywiste podmioty zajmujące się obrotem i spekulacją mieszkaniową (gdzie ilości mieszkań idą w dziesiątkach, setkach, itd.), a nie w ludzi, którzy odziedziczyli drugie mieszkanie po zmarłych rodzicach.

Sprawdziłem i jest tam
Cytat:"Dążąc do równomiernego rozwoju infrastruktury społecznej oraz ograniczenia spekulacji wprowadzimy progresywny podatek od wartości nieruchomości. Podatek od pierwszej posiadanej nieruchomości pozostanie bez zmian."

Więc mamy jedynie gwarancję tego, że nie opodatkują pierwszej co nie jest tożsame z tym, że opodatkują już drugą. Natomiast jeżeli będą się upierać, aby faktycznie opodatkować już drugą nieruchomość to z pewnością mojego głosu nie dostaną.

No i masz rację. Powinni zadbać o to aby przekaz mniej oficjalny, jak wypowiedzi medialne był bardziej spójny z dokumentami programowymi.


Cytat:Ty byś tak może i widział, ale nie masz wpływu na program polityczny omawianego ugrupowania. Sympatyzujesz więc zakładasz dobrą wolę, ale w mojej ocenie to bardzo naiwne.

Wstrzymaj konie z tym sympatyzowaniem. Na ten moment jestem skłonny do zagłosowania na Zandberga. Co nie oznacza, że zamierzam głosować na Razem w kolejnych wyborach. Owszem nie odrzuca mnie jakoś specjalnie od nich, ale jedyne co na ten moment uzyskali, to że leżą w puli partii na których głosowanie dopuszczam i będę się im uważnie przyglądał w którą stronę to zmierza.

Cytat:Z jakiegoś pierdyliarda możliwych rozwiązań, które od tak ad hoc na poczekaniu można wrzucić w deklarację programową wybrali akurat to najbardziej restrykcyjne i kontrowersyjne.

A to jest ogólnie problem wszystkich partii leżących na obrzeżach spektrum politycznego. Mentzen też ma spory problem bo coś co było dobre gdy walczył o te 5% dające wejście do Sejmu nagle staje się problemem gdy chce powalczyć o 20%. I Razem albo wypracuje tu mniej radykalne rozwiązania albo dalej będzie polityczną przystawką.


Cytat:A czym jak nie ogromną inwestycją w nieruchomości jest wielki program państwowego budownictwa mieszkań na wynajem? Czyli co, mamy w podatkach wybulić ogromną kasę na mieszkania w państwie o najgorszej demografii? Ten argument to miecz obosieczny.

Różnica taka że program budownictwa mieszkań na wynajem po pierwsze odpowiada na problemy które są tu i teraz po drugie stwarza jakąś tam szansę na choć częściowe ograniczenie problemów demograficznych zamiast je pogłębiać.


Cytat:Ci, którzy rzeczywiście kupują mieszkania w celach inwestycyjnych dobrze wiedzą co robią. Kupują w wielkich aglomeracjach, w których jeszcze przez długi czas będą mogli zarabiać pomimo takiej a nie innej sytuacji
demograficznej. Polak mający 2, 3 czy 4 nieruchomości do żaden tam inwestor,
ale jeśli rzeczywiście nabył mieszkanie w celach zarobkowych i robi to samo co wielki fundusz inwestycyjny, nad którego interesem czuwa rzesza analityków, to tak - może się spodziewać profitów, oczywiście na znacznie mniejszą skalę.

No jak ktoś ma 4 nieruchomości to raczej nie spadły one mu z nieba tylko kupił je w celach inwestycyjnych. Najwięksi gracze kupujący po kilkaset mieszkań z pewnością wiedzą co robią. Natomiast moda na inwestowanie w nieruchomości od dawna jest również wśród zwykłych ludzi a oni niekoniecznie są tu w pełni świadomi ryzyka.

A co do wielkich funduszy inwestycyjnych to ich głównym celem nie jest zarabianie pieniędzy dla klientów a zarabianie pieniędzy na klientach Uśmiech
W praktyce oznacza to, że dążą nie tyle do maksymalizacji zysków ze swoich inwestycji co do tego aby ich wyniki nie były gorsze niż wyniki konkurencji.
Więc twierdzenie, że jeżeli fundusze w coś inwestują to inwestycja ta ma sens nie do końca odpowiada rzeczywistości. Ale to tak na marginesie.


Cytat:Myślę, że zbyt często szafuje się słowem "inwestowanie" w kontekście osób nabywających nieruchomości. Nieruchomość w przeciwieństwie do akcji czy obligacji nie jest papierkiem. Jest materialnym obiektem posiadającym oprócz spekulacyjnej wartości finansowej także wartość typowo użytkową, z której można korzystać. Jeśli dzisiaj kupię mieszkanie i zacznę je wynajmować (żeby nie stało, czego przecież Razem rzekomo nie chce, choć do tego dąży) to w późniejszym czasie zamieszka w nim moje dziecko i to będzie stanowić naczelny cel zakupu. Jeśli zakupię działkę z domem na urokliwej wsi nad jeziorem to po to aby mieć fajne miejsce do odpoczynku w wolnym czasie, nie po to aby zarabiać. Jeśli odziedziczę mieszkanie po rodzicach mając już jedno własne (przecież to sytuacja, która w pewnym momencie życia spotka bardzo wielu Polaków) to nie staję się w tym momencie jakimś spekulantem czy flipperem. Dlatego liczby mają znaczenia i to czy ktoś sobie wpisze w programie wyborczym 2, 3 czy 10 nieruchomości jest cholernie ważne.

No ale ja się z tym przecież zgadzam, że najważniejsze od której nieruchomości byłby ten podatek. Co innego jak ktoś kupuje sobie domek nad jeziorem, co innego jak ktoś nabywa kolejną nieruchomość pod wynajem.




Cytat:Na podstawie powyższych fragmentów widać, że Razem nie dostrzega, że już teraz mamy do czynienia z dysproporcją na linii najemca - najmujący. Nie dostrzegają, że ten popularny w ostatnim czasie najem krótkoterminowy nie powstał w celu zawyżania cen tylko rozwinął się jako reakcja właścicieli mieszkań na patologię związaną z długotrwałym życiem nieuczciwych najemców na koszt najmujących. Takie historie można sobie było pooglądać w różnych programach interwencyjnych typu "państwo w państwie".

Dostrzegam problem ochrony praw właścicieli mieszkań i zdaję sobie sprawę, że Razem tego nie rozwiąże. Natomiast wynajem krótkoterminowy wynika po prostu z tego, że w miastach atrakcyjnych turystycznie bardziej opłaca się wynajmować mieszkanie przez Booking czy AIRBNB niż mieć stałego najemcę.
Odpowiedzią na nieuczciwość lokatorów teoretycznie ma być najem okazjonalny, ale posiada on pewną dość istotną lukę prawną, która ogranicza w rzeczywistości jego skuteczność.


Cytat:A jeśli tak bardzo chcą walczyć z lokalami na dni czy tygodnie to mają ciężkie zadanie, bo będą musieli zacząć walczyć z najstarszym zawodem świata. Duży uśmiech

No to najwyżej prostytutki na nich nie zagłosują.


Cytat:Ten fragment z grodzeniem osiedli szczególnie śmierdzi typowo komuszym myśleniem, o którym jakiś czas temu pisałem w kontekście falowców i mrówkowców, ale po kolei. Wśród osób o takich przekonaniach generalnie istnieje pewien sielankowy obraz idealnego społeczeństwa, w którym wszyscy żyją szczęśliwie razem na grzędzie i mają mnóstwo wolnego czasu na wspólne działania edukacyjno-artystyczne stanowiące podstawę ich rozwoju osobistego. Taka idea przejawiała się także w budownictwie - koncepcje wielu wspólnych otwartych korytarzy, klatek i innych przestrzeni miały umożliwiać wzajemną integrację mieszkańców. W myśl ideałów Stanisława Anioła. ;-)
Rzecz jednak w tym, że ludzie mają tendencję do tego aby samemu wybierać z kim, kiedy i na jakich zasadach chcą się spotykać. Mają też silne tendencje do dbania o własną prywatność co szczególnie mocno widać właśnie w budownictwie wielorodzinnym, gdzie tuż po wybudowaniu bloku na jego balkonach szybciutko pojawiają się rattanowe przesłony, stałe zabudowy, a na parterze szpalery z iglaków.

A ja uważam, że mieszkanie w mieście ma jednak swoją specyfikę i jak zauważam zjawisko, że osoby kupujące mieszkania chciałyby sobie zrobić z niego substytut domku pod lasem to samo zjawisko jest szkodliwe dla tego jak funkcjonuje miasto. Temat jest dość szeroki, ale podam przykład dość sporego terenu na którym powstało takie ogrodzone osiedle a ja tracę tam czas, jako, że dość często tamtędy przechodzę muszę dodać dodatkowe 5 minut na jego ominięcie, podczas gdy przez stare osiedla jeszcze z PRL bez problemu mogę przejść skracając drogę.


Cytat:
Krytyka grodzenia osiedli pojawiła się w Polsce mniej więcej w tym samym czasie co rozwój internetu. W środowiskach lewicowych te grodzone osiedla pełnią niemal taką samą funkcję jak w środowiskach prawicowych "młodzi, wykształceni z wielkich ośrodków". Pojedynczy, samozwańczy planiści uważają, że wiedzą lepiej co jest dobre dla wspólnoty.

Niekoniecznie. Po prostu definiują wspólnotę szerzej niż grupę osób zamieszkujących określone osiedle. Jakoś nie przyznajemy prawa osobom mieszkającym na danym obszarze na terenie podmiejskim do palenia oponami w piecu gdy wykażą, że taka jest wola ogółu i nikomu spośród nich to nie przeszkadza.


Cytat:Tu też bardzo ciekawy punkt. Przerzucanie odpowiedzialności państwa na podmioty prywatne. Czyli wygląda to tak:
Zgadzam się na to aby moje podatki szły na program budowy mieszkań pod tani wynajem bo widzę w tym jakiś większy, dalekosiężny cel. Osobiście jednak wolę własność prywatną. Czy razemki dadzą mi spokój? A gdzieżby tam. Mam jeszcze bardziej dostać po dupie ceną zakupu nieruchomości bo deweloper przerzuci na mnie koszt budowy powyższych obiektów, mimo, że przecież płacę już podatki na takie cele. To nic innego jak kolejne, ukryte opodatkowanie. Nie dewelopera, tylko jego klientów.

Ale przecież coś takiego istnieje już od dawna. Bardzo często gdy developer buduje galerię handlową miasto zgadza się pod warunkiem, że zbuduje jakąś infrastrukturę publiczną w najbliższym sąsiedztwie. Więc gdzie leży różnica?
Oczywiście trzeba by się przyjrzeć jak by to wyglądało w praktyce - szczególnie na proporcje kosztów które budujący ma ponieść na tą infrastrukturę w porównaniu do tych na mieszkania - ale pomysł sam w sobie zły nie jest.

Cytat:Swoją drogą czy widział ktoś jak buduje się parki w szczerym polu? Ciekawa inwencja autorów, biorąc pod uwagę, że parki raczej się wydziela aniżeli buduje...

Ale te parki w szczerym polu to przecież sam wymyśliłeś. Tutaj znowu podam Ci przykład, mieszkam a raczej mieszkałem w osiedlu na obrzeżach miasta. Jeszcze 10 lat temu po 10 minutowym spacerze byłem na terenach zielonych. Obecnie są tam bloki mieszkalne oraz "kurniki" czyli te szeregowe domki. Owszem sprawia to jedynie, że do terenów zielonych mam 20 a nie 10 minut spaceru, ale to wszystko rozbudowuje się dalej. I teraz zgadnij ile terenów zielonych pozostawili przy życiu deweloperzy na tych obszarach które zostały objęte zwartą zabudową.

Jeżeli porównamy jak planowało się budownictwo wielorodzinne z tym przed wojną a nawet tym z okresu PRL to to co odwalają deweloperzy to jest niesamowity wręcz regres.


Cytat:Widać, że ci ludzie nie mają pojęcia co oznacza termin budynku pasywnego i, że w budownictwie wielorodzinnym takich obiektów zwyczajnie nie ma. Jeśli jednak wspieliby się na wyżyny inżynierskich możliwości to można im tylko życzyć powodzenia z finansowaniem takiego programu.

Z ciekawości sprawdziłem i projekty budynków wielorodzinnych które ocierają się o definicję budownictwa pasywnego jak najbardziej są. Natomiast może masz rację, że nie przemyśleli tutaj ile to miałoby kosztować.



Cytat:Z własnej autopcji to ja takiego problemu nie widzę. Posiadam dwie nieruchomości, jedną położoną w powiecie przylegającym do stolicy, a drugą znacznie dalej na typowym, wyludnionym, wiejskim wypizdowie. Obie bardzo zbliżone metrażowo, natomiast podatek od tej pierwszej jest aż ośmiokrotnie większy niż od drugiej. Najwidoczniej gminni włodarze czują gdzie mogą wycisnąć na zgodnego z ustawą maksa, a gdzie niekoniecznie ma to sens.
Tak czy owak takie podejście powoduje generowanie kolejnych problemów, ponieważ wartość nieruchomości w dużym stopniu zależy od lokalizacji. Wtedy od gównianej, starej kawalerki w dobrej dzielnicy miasta można zapłacić większy podatek niż od większego obiektu o lepszym standardzie, ale położonego w małym miasteczku z dala od dużej aglomeracji.

Chodziło mi o coś innego. Na stole leżą też pomysły jakiejś formy ryczałtu w tym zakresie. Coś w stylu pierwsze dwie nieruchomości zerowa stawka, kolejna nieruchomość większa stawka itd. I tu mogło by się okazać, że za ruderę którą dostajesz w spadku płacisz jakieś absurdalne kwoty.

Natomiast to, że lokal o niskim standardzie w świetnej lokalizacji może być wart więcej niż wypasiony lokal w lokalizacji złej to jest normalna sprawa. Dlatego podatek katastralny jako podstawowa forma opodatkowania nieruchomości nie jest dobrym rozwiązaniem i nadaje się wyłącznie jako pewnego rodzaju narzędzie antyspekulacyjne.


Cytat:Inna sprawa, że jeśli takie rozwiązanie proponuje partia, która głosi szeroko zakrojone publiczne inwestycje w termomodernizację domów tych Polaków, których na to nie stać, to wraz z takim prezentem podrzuca im wyższy podatek, który przecież nie odzwierciedla zamożności tych ludzi. Wartość ich nieruchomości wzrosła w wyniku wsparcia publicznego, a jak biedę klepali tak dalej mogą klepać. Z pominięciem mniejszych rachunków za ogrzewanie.


Ludzie, których nie stać na ocieplenie domów to raczej nie jest ta sama grupa która kupuje sobie n-te mieszkanie pod wynajem. Te rozwiązania mają przecież nie dotyczyć nieruchomości będących głównym miejscem zamieszkania.
(11.05.2025, 08:01)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]Jak sam napisałeś diabeł tkwi w szczegółach. Najpierw należałoby ustalić czy Norwegia ma podobny problem z dostępnością mieszkań co my oraz jakie są tam regulacje prawne które regulują to co taki fundusz może zrobić z mieszkaniem. Wykup mieszkań przez fundusze przestaje być problemem w sytuacji gdy przykładowo jest obowiązek przeznaczenia takich mieszkań na wynajem w jakiś rozsądnych cenach.
Norwegia ma trochę wspólnego w Polską, jeśli chodzi o branie kredytów na mieszkania. Znajoma niedawno kupiła, ale mówi, że była to trudna decyzja, bo kredyt to jednak ryzyko, ale wynajmowanie od prywatnego właściciela to z kolei ryzyko przeprowadzek. W Szwecji natomiast popularny jest najem państwowy dający większą stabilizację i gdyby w Norwegii tak było, nie chcieliby kupować swojego.

Czy kogoś jeszcze drażni sposób bycia Hołowni?
(10.05.2025, 06:25)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]Co do Razem to zdaję sobie sprawę, że na ten moment z ludzi, których można traktować tam poważnie jest Zandberg i Zawisza
Ich właśnie nie można traktować poważnie. Poważni ludzie się stamtąd wynoszą, bo szkoda im zdrowia na politykę na poziomie liceum. Czy na partię, której celem jest żeby Zandberg i Zawisza mogli wygodnie żyć.
DziadBorowy napisał(a):Nie do końca rozumiem dlaczego postulaty państwowych interwencji na rynku mieszkaniowym, budowy mieszkań komunalnych i pod wynajem przez państwo czy też sprawiedliwego opodatkowania zysku z najmu budzą skojarzenia z PRL. Być może chodzi o to, że wciąż państwa nie lubimy i mu nie ufamy. Ok - częściowo ma to uzasadnienie, ale z drugiej strony nie można na każdym kroku podważać kompetencji państwa i jednocześnie narzekać, że ma się państwo z dykty.

Przecież nieufność jest wskazana jako jedyna dopuszczalna opcja w polskich realiach. Mamy państwo z dykty nie dlatego, że mu naród nie ufa, tylko dlatego, że państwo dyma naród jak już mu zaufa. OFE, książeczki mieszkaniowe, ZUS, procedery US, opodatkowywanie szaraków czy służba zdrowia to tylko wisienki na tym bagiennym torcie.

Ja widzę to tak: Za państwowej kasy będą budowane lokale, ok, ale uprzywilejowana grupa to ta albo z niskimi dochodami albo inaczej społecznie "pokrzywdzona". W rezultacie państwowa kasa jest wydawana na ludzi, którzy w najlepszym wypadku będą w minimalnym stopniu w stanie zadbać o te mieszkani a w typowych to powstaną kolejne, Nowe Huty, Tatary czy Bałuty. W przypadku nieuniknionego wprowadzenia BDP to całe osiedla zamienią się w rezerwaty Indian tylko kasyna nie będą legalne. Poza tym jak to typowe u nas za koszt jednego osiedla, zwłaszcza zlecanego do budowy przez Szwagrex, można by wybudować 3. I to jest stała kiblowa niezmienna od lat. Poza tym, preferowana opcja opieki to spółdzielnie, które są rakiem systemu, bo takie cyrki jak w spółdzielniach to chyba nawet przy respiratorach by nie przeszły. Ponadto zryte pomysły polityków i zbawców świata, którzy wszystko wiedzą lepiej krzyżują w patodeweloperce drogi z Chytrymi Chujami Partyjnymi, łasymi na fajną własność prywatną. I nie, nie biję tu do Nawrockiego, bo jego łasość na 28m2 to naprawdę praktycznie miłosierdzie w porównaniu do polski powiatowej i dzikich czeluści zjebania lokalnych bonzów. Już po komunie i to wcale nie dawno, to działy się i dzieją takie rzeczy, że można by osiwieć.


Cytat:W komunistycznych Niemczech najpopularniejszą formą jest wynajem mieszkania, ponieważ wspierany jest tam wynajem długoterminowy. Trochę mi się śmiać chciało, jak znajoma z Berlina żaliła się, że jej trzecia 10 letnia umowa najmu na mieszkanie jest nieco mniej korzystna bo przez kolejne 10 lat będzie płaciła ileś tam % drożej niż dotychczas. U nas każdy wynajmujący 10 letnią umowę z gwarancją ceny wziąłby z pocałowaniem ręki.

Jaki to komunizm, jak prywaciarz jest najmodawcą?

Cytat:Przecież wiadomo, że kwestia podatku katastralnego czy jak go tam zwał dotyczy lokali mieszkalnych. Być może ktoś tam kiedyś zamiast mieszkanie użył słowa nieruchomość ale przecież to oczywiste, że tu nie chodzi o jakiś płachetek pola z malinami, jeszcze po babci co tam ktoś ma sobie pod lasem tylko o kwestie mieszkaniowe. Jeżeli chodzi o Razem to tam ktoś od nich tłumaczył, że podatek od drugiego mieszkania to po prostu proste hasło wyborcze a czy to będzie drugie, trzecie, czy nawet czwarte mieszkanie to już rzecz drugorzędna, bo chodzi o tych co po prostu masowo skupują mieszkania w celach biznesowych.

A to ja powiem inaczej. Jedyną siłą polskiej rodziny są nieruchomości. I tak, spłachetka po babci, ale położone w rejonie gdzie spełniały 7 warunków odrolnienia sprawiały, że ceny nieruchomości leciały na ryj. Dlatego, żeby zapobiec tej tragedii to wchodzą Plany Ogólne, które w teorii mają służyć zachowaniu zwartej zabudowy i nieponoszeniu kosztów przez samorządy. Jest tylko kwestia tego, że pierwszy raz w historii lepszy szaraczek mógłby walnąć daczę w lesie z solarami, studnią i bankiem energii i tylko fakt, czy byłby w stanie dojechać gdzie mu potrzeba byłby w sumie minusem. Więc zmiana jako taka sensu nie ma, bo koszt domu pasywnego, a takie mają docelowo powstawać, nie będzie jakoś drastycznie mniejszy niż takiej autarkii. W dodatku pomysły by modernizować domy pod różnymi rygorami i w zjebanych systemach gdzie de facto cwaniaki bez wykazanego dochodu się łapią a ledwie zipiący szaraczkowie muszą brać kredyty raczej wskazują, że jakieś dobro ogółu czy jednostki to tu nie jest ujmowane. Na moje oko, to ma to wyglądać tak, że większość ma być uzależniona od jakiejś formy wynajmu, bo inaczej jakieś głupie rzeczy ludzie by mogli robić z BDP np. kupować obrazy, albo Amarenę... I by się budżety nie spinały. No i najgorsze, ludzie mający jakieś połacie po babciach mogli by się budować gdzie by im do łba przyszło i by się owieczki pasterzom rozlazły. Też nie dobrze...

Cytat:Ja bym to osobiście widział tak, że wprowadzamy jakąś zwiększoną formę opodatkowania od trzeciego lub czwartego mieszkania a dodatkowo na każde posiadane dziecko limit "darmowych" mieszkań zwiększa się o jeden. Z jednej strony rozwiązuje to problem przysłowiowego mieszkania po babci, które nam wpada w spadku, z drugiej strony zabezpieczenie startu w życie swoich dzieci przez zakup mieszkania dla nich, jeżeli kogoś stać jest naturalną potrzebą więc nie ma co utrudniać. Ale nie ma co tutaj wyszukiwać potencjalnych problemów szczegółowych na etapie ogólnego postulatu rozwiązań prawnych bo to wszystko można dopracować na etapie legislacyjnym.

Tu bym nawet przyklasnął, ale już widzę, jak nieruchomości wpadają w fundacje rodzinne a zysk jest przekazywany na cele statutowe. Albo powstają spółdzielnie czy inne SIMy, które... wystawiają własne REITY. Albo pewnie tuzin innych, lpszych pomysłów, pewnie bardziej zagmatwanych dla przejrzystości przepływu gotówki. Bo z podatkami w Polsce jest jak z cenami. Jak jest podwyżka, to wrzask, że należy się i to dziejowa konieczność, a jak spadają koszty to ceny zostają, bo przecież się należy. Transformacja rynkowa i zmiany w planach wskazuje, że miasta będą miały za cel być mieszkalniami i ceny w miastach nie będą się wahać zbytnio, natomiast na wsi wzrosną, bo zniknie potencjał szybkiego odrolnienia. Janusze z kilkoma mieszkaniami i tak jakoś wypłyną, bo mają za co, za to ceny najmu zostaną przerzucone na najemców. I jak zwykle będzie i drogo i chujowo.

Cytat:Dlaczego moim zdaniem jest to korzystne? Ano chociażby dlatego, że obecnie inwestycja w mieszkanie jest opcją po prostu najbardziej opłacalną podatkowo. Jeżeli ktoś zainwestuje w akcje obiecującego polskiego startupu, zarobi na tym to zapłaci 19% podatku, jak ktoś kupi obligacje skarbu państwa to też 19% podatku a jak ktoś wynajmuje mieszkanie to płaci 8,5-12,5% przy czym ten drugi próg zaczyna się od 100 000 przychodu dla singli oraz 200 000 przychodu dla małżeństw. Z jednej strony sytuacja taka ogranicza niewątpliwie liczbę mieszkań na rynku oraz podbija ceny najmu z druguiej strony przekierowuje kapitał z rynku kapitałowego na mieszkaniowy. A wielu zapomina, że pierwotną ideą Giełdy nie jest spekulacja ale umożliwienie firmom pozyskiwania niedrogiego kapitału na rozwój. Plus od giełdy częściowo zależą emerytury.

Różnica jest taka, że na giełdzie nie ma bezpiecznego zysku a w nieruchomościach są i się masa ludzi na tym utuczyła. Więc jakieś podatki nie zmienią preferencji ryzyka tylko zmuszą do obejścia przepisów albo co prawdopodobniejsze, gdyby były sankcje, do optymalizacji.

Cytat:Kolejna sprawa jest taka, że w kraju który posiada jedną z najgorszych demografii w Europie najpopularniejszą formą inwestycji jest ta w rynek nieruchomości. Co może pójść nie tak? Z jednej strony nie moja sprawa jak ktoś chce sobie swoje pieniądze stracić, z drugiej przed oczami stają mi tu frankowicze których nikt nie poinformował, że kursy walut się zmieniają więc czują się teraz oszukani i należą im się za to oszukanie odszkodowania. A teraz mamy szeroko pojętą wiarę, że na nieruchomościach nie można stracić. Niestety wielu przekona się boleśnie, że jednak można.

Noż przecież rząd działa aktywnie, żeby posłowie i ministrowie nie stracili. Ten cyrk z planem ogólnym to właśnie po to, żeby ograniczyć możliwości jakiejkolwiek zabudowy. Do czasu aktualizacji planów ogólnych ten kto ma działki w obszarze rozszerzenia zabudowy czy mieszkania ten będzie miał niepodważalnie rosnący biznes. Bo ograniczona zostanie podaż a popyt będzie tylko rósł. Na wsiach już jest fajnie. Ludzie budowali się wzdłuż głównych dróg ale daleko od siebie, bo ludzie a zwłaszcza sąsiedzi to z reguły utrapienie i było śmiesznie. Waliły się chaty w środku wsi z podwórkami tak małymi, że można by było sąsiadowi z progu okna myć a kilkaset metrów dalej rosły nowe chatki. Teraz wieś nie będzie atrakcyjna, bo zjebane pomysły planu ogólnego sprawiają, że albo bierzesz na garb staroć we wsi, albo ciao bella. Za to posłowie co mają po kilkanaście mieszkań nie stracą. Kataster też im nie straszny. Kataster to zapłaci ten co będzie miał tych mieszkań mniej niż opłacalna suma do optymalizacji, albo w ogóle pojawi się jakaś cenna furtka.

Cytat:No i wreszcie demografia. Ja tu nie wierzę w proste rozwiązania, ale jeżeli coś tu może chociaż trochę zmienić to jest to dostępność mieszkań dla młodych osób.
Gówno tam zmieni. Liczba pustostanów w promieniu ca. 15-20 km od miast jest zatrważająca. Ludzie ich nie kupują nie dlatego, że ich nie ma, tylko dlatego że koszty nieruchomości i remontu, zwłaszcza remontu, są masakrycznie drogie. Każdy świadomy człowiek mający dochody rozporządzalne na poziomie zapewniającym stabilne lokum, ciut rozrywki, żarcie i dowóz do pracy/szkoły zmajstruje bachora. Jak nie ma dobrze płatnej pracy to tanie mieszkania stworzą znowu dzielnice blokersów. I co gorsza wskrzeszą znowu polski rap.

Cytat:Gdzieś widziałem analizy, że fakt posiadania mieszkania przed 30 rokiem życia zwiększa średnią liczbę posiadanych dzieci mniej więcej o 1/3. W naszej sytuacji rzecz nie do pogardzenia

Zależy czyich dzieci i jakiej jakości to są dzieci. Bo ja odnoszę wrażenie, że ludzie po prostu nie chcą mieć tych dzieci dużo i to jest czynnik główny dlaczego polska klasa średnia stoi. Inny to ten, że dziecko jest już zakodowane u normalnych ludzi jako koszt. I w sytuacji masakry cenowej stopą polityczną, gdzie drożyzna kopie leżących to nie wiem co by się musiało zmienić, żeby same mieszkania sprawiły, że dzieci planowanych będzie więcej niż jedno u normalnych ludzi.
Niesamowite jak Trzaskowski bardzo chce pójść w ślady Komorowskiego. Wczorajsza debata to była tragedia w jego wykonaniu. Do tego stopnia, że nawet najbardziej zaczadzeni zwolennicy jak Lis mówią o zmęczeniu xD
Przesadzasz. Był słaby ale nie odbiegał poziomem od większości. W starciu z Nawrockim nie wypadł gorzej od niego i pewnie o tym chodziło. Ogólnie zarówno Trzaskowski jak i Nawrocki nie zachęcili do siebie niezdecydowanych wyborców ani nie zniechęcili też twardego elektoratu. A ponieważ to Nawrocki musi gonić to Trzaskowski wyszedł tu z tarczą. A ogólne podsumowanie debaty to: cholerna nuda.

Najbardziej wkurzający był Jakubiak konsekwentnie budujący wizerunek największego buca w ekipie, oraz Stanowski, który sam nie wie czy chce sobie robić jaja czy być sekundantem Nawrockiego. To pierwsze jak jeszcze na początku mogło działać - teraz po prostu męczy. Ta pani prowadząca w środku mogła sobie darować odpowiedzi zaczepki ze strony Stanowskiego, które jak to odniesienie do jej nazwiska były na tyle słabe, że można było to zbyć wzruszeniem ramionami.


Z plusów - pierwsze pytanie o te niepopularne aczkolwiek zgodne z racją stanu decyzje było bardzo dobre. Szkoda, że żaden kandydat go nie udźwignął.


A tak z innej beczki. Jadąc autobusem do pracy przejeżdżam przez matecznik PIS i czasem mimo woli słucham sobie co lud sądzi. Wczoraj była grupka pasażerów, takie dziadki 60+ i zeszli na politykę, ogólnie to wiadomo Tusk - kula w łeb i do piachu, Trzaskowskiego powiesić na dowolnym drzewie i to tylko Nawrocki bo jak nie, to będziemy niewolnikami "ciapaków" których tu Tusk sprowadzi. Ostatnio nawet gdzieś Murzyna widzieli, chociaż w sumie Murzyn to jeszcze nie tak źle jak "ciapak". Nic nowego ani niezwykłego, w sumie taki standard jak media emocje podkręcą to lud odreagowuje je po swojemu, już nieco na takie postrzeganie sprawy zobojętniałem. Ale dosiała się jakaś starsza kobieta, dołączając do rozmowy i jak zawsze głosowała na PIS bo "tamci drudzy to wiadomo" to ten Nawrocki to jednak dajcie spokój, ona chce mieć spokojne sumienie i głosować nie będzie. Więc myślę, że jak może w sondażach tego nie widać to jednak potencjał afery mieszkaniowej Nawrockiego jest spory skoro rezonuje w takim obszarze gdzie na PIS głosuje ponad 60% ludzi a KO miewa nawet poniżej 5% poparcia.

I jak Trzaskowski z nim to mimo to przegra to kury szczać prowadzić a nie politykę robić.
(13.05.2025, 00:40)Fanuel napisał(a): [ -> ]Gówno tam zmieni. Liczba pustostanów w promieniu ca. 15-20 km od miast jest zatrważająca. Ludzie ich nie kupują nie dlatego, że ich nie ma, tylko dlatego że koszty nieruchomości i remontu, zwłaszcza remontu, są masakrycznie drogie. Każdy świadomy człowiek mający dochody rozporządzalne na poziomie zapewniającym stabilne lokum, ciut rozrywki, żarcie i dowóz do pracy/szkoły zmajstruje bachora. Jak nie ma dobrze płatnej pracy to tanie mieszkania stworzą znowu dzielnice blokersów. I co gorsza wskrzeszą znowu polski rap.

Tam gdzie nie ma pracy są pustostany. Tam gdzie praca jest to już gorzej. Aby mieć dzieci potrzebujesz zarówno stabilnej pracy jak bezpieczeństwa mieszkaniowego. Tak więc, że tam gdzieś na zadupiach dasz radę kupić spory dom za 250 tysięcy to akurat żaden argument bo dojeżdżanie przez 2 godzinny dziennie do pracy średnio koresponduje czasowo z wychowaniem dzieci.

Cytat:Różnica jest taka, że na giełdzie nie ma bezpiecznego zysku a w nieruchomościach są i się masa ludzi na tym utuczyła. Więc jakieś podatki nie zmienią preferencji ryzyka tylko zmuszą do obejścia przepisów albo co prawdopodobniejsze, gdyby były sankcje, do optymalizacji.

Każda inwestycja to wypadkowa spodziewanego zysku do potencjalnego ryzyka.
Zwiększenie opodatkowania zysku z mieszkań spowouje zmniejszenie zysku, które doprowadzi do nowego stanu równowagi pomiędzy zyskiem a ryzykiem.

Natomiast o tym, że na nieruchomościach da się jednak stracić powoli przekonują się flipperzy którzy posiłkowali się kredytem. A jak sądzę niedługo przekona się o tym również zwykły Kowalski.
Stanowski u siebie na kanale robi bardzo dobre wywiady z kandydatami. A kiedy przychodzi do cyrku, robi cyrk.

Trzaskowski wyglądał, jakby miał zaraz spłynąć na podłogę i nie wiadomo, o co chodziło z kopertą dla Nawrockiego, być może usłyszymy o niej jeszcze w kampanii. Nawrocki przestał być drewniany i zaczął patrzyć na kontrkandydatów jak kot na wyjątkowo tłuste myszy, za to bez sensu moim zdaniem odsyła do swojego filmu w internecie w kwestii mieszkania - dużo ludzi wciąż z internetu nie korzysta. Hołownia tym razem nie wyszedł z siebie. Zandberg i Biejat przypomnieli sobie, że konkurują o ten sam elektorat. Okazało się, że Woch jest tylko kilka miesięcy starszy ode mnie i to było największe zaskoczenie tej debaty.
No Trzaskowski wyglądał wyjątkowo źle - faktycznie albo jak zmęczony, albo jak chory. Co do nowej mimiki Nawrockiego to już wolałem go drewnianego, niż z tym głupkowatym szczerzeniem zębów. A poza tym liczba debat w ostatnim czasie chyba sprawiła, że kandydaci mieli spory problem aby wymyślić coś ciekawego. Stanowski biadolący nad upadkiem mediów kojarzył mi się z burelmamą żalącą się nad upadkiem moralności.


Co do koperty to myślę, że to jest jakieś zagranie pod drugą turę.
Chyba już wszyscy kandydaci są zmęczeni kampanią.
Ja się w sumie nie dziwię. Jest to obciążające fizycznie a także psychicznie.
Nawet Senyszyn się zmęczyła.

Stanowski opowiadał potem u siebie na kanale, że kiedy Mentzen mówił o tych 340 powiatach, które odwiedził, Senyszyn rzuciła "i wszystko na nic, ja nie odwiedziłam nawet jednego, a też nie zostanę prezydentem.
Krzysztof Stanowski skorzystał z okazji i pojechał konkurencję biznesową na jej własnym podwórku. Co prawda nie mógł sobie pozwolić na autopromocję własnych programów wyrażoną wprost, ale dało się to wyczytać między wierszami. I dobrze, bo rzeczywiście jest w te klocki o wiele lepszy niż medialna konkurencja.