(16.05.2025, 10:00)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]Ani Trzaskowski nie zrobił w ostatnich 2 tygodniach nic aby do siebie specjalnie zniechęcić ani Nawrocki nie zrobił nic aby do siebie zachęcić. Tymczasem patrząc na sondaże odnoszę wrażenie, że im więcej syfów w sprawie tej kawalerki wychodzi na wierzch tym lepiej Nawrockiemu idzie w sondażach. Przegrzanie tematu? Bo przecież chyba nie jest tak, że komuś te akcje się podobają?
Po pierwsze - urealnianie się poparcia, po drugie - wpływ ostatniej debaty.
Poparcie się urealnia, tj. Nawrocki zaczyna równać do poparcia PIS. A przecież zarówno PIS go namaścił jako swojego, jak i przy okazji afery z kawalerką ciągle się o nim mówiło. A skoro się mówiło, to i usłyszeli o nim ci wyborcy, którzy dotychczas go nie kojarzyli. No i spada też Mentzenowi, a wiadomo, że gros z tej części elektoratu PIS, które zaczęło wątpić, przerzuciło się na pana Sławomira. Można więc powiedzieć, że poniekąd do kandydata PIS wróciła część tego, co zabrał mu kandydat Konfederacji.
Ostatnia debata nie poszła zaś Trzaskowskiemu najlepiej, podobnie jak ta w Końskich. Zauważ, że wraz ze spadkiem jego poparcia, rosną słupki kandydatom lewicowym. Biejat, Senyszyn i Zanberg mają łącznie - w zależności od sondażu - od 12 do 15%. Tu jest więc tendencja w drugą stronę - do kandydatów lewicowych wraca to, co wcześniej zabrał im Trzaskowski.
Dlatego właśnie to druga tura będzie prawdziwym wyzwaniem, bo zarówno jeden jak i drugi będzie potrzebował cudzych elektoratów. Z punktu widzenia Trzaskowskiego to jest wręcz kluczowe, bo jego rezerwuar jest bardziej krytyczny i skłonny do demobilizacji. I gdybym miał się zwrócić do tych, którym jest choć o długość palca bliżej do sfery, której wyrazem jest obecna koalicja, ale jednocześnie są nią zmęczeni/zawiedzeni, to zachęciłbym ich mimo wszystko by na drugą turę poszli i to "mniejsze zło" wybrali. Nie tylko dlatego, że osoba Nawrockiego jest, mówiąc delikatnie, znacznie dalsza od kryształowej w porównaniu do Trzaskowskiego. Zachęcam przede wszystkim dlatego, że jak przy wyborze Trzaskowskiego sprawy, które są dla nich istotne, mogą mieć pewnie i nikłe, ale jednak jakieś szanse powodzenia, tak przy wyborze Nawrockiego szanse te stają się absolutnie zerowe.
Wadliwy jest dla mnie też argument mówiący o tym, że wygrana Trzaskowskiego jest zła, bo oznacza pełnię władzy Tuska. No nie, nie oznacza, bo nawet przy "swoim" prezydencie ów Tusk ma koalicjantów: w postaci PSL, które skutecznie blokuje zmiany w sferze światopoglądowej, a z drugiej strony Lewicę, która też może wkładać kij w szprychy w sferze mieszkalnictwa czy ochrony zdrowia. Przypomnę, że PIS nie miał tego problemu, a "Zjednoczona Prawica" była tylko sloganem, "koalicją", która i tak mówiła jednym głosem. Wybór Nawrockiego oznacza natomiast albo przyspieszone wybory - co w obecnej sytuacji oznacza powrót do władzy PIS przy wsparciu Konfederacji, albo wybory za dwa lata, gdzie ów powrót do władzy PIS będzie jeszcze głośniejszy, bo obecna koalicja uschnie, mając totalnie związane ręce.
Nie kieruję więc tych słów do tych, którym taki model (tj. powrotu do władzy PIS) odpowiada. Kieruję go do tych, którzy z tym modelem fundamentalnie się nie zgadzali i poszli na wybory w 2013 roku by dać temu sprzeciw. Demobilizując się w II turze wyborów prezydenckich nie ukażecie bowiem Tuska, a samych siebie, ułatwiając powrót tych, których chcieliście się pozbyć.