Ostatni dzień przed ciszą wyborczą. Wreszcie. Żadne wybory - a po drodze już ich trochę zaliczyłem - nie wpłynęły tak na moje życie, na wolny czas, na psychikę. Czy to wynik największej w III RP polaryzacji? Na pewno, ale nie tylko.
Jako młody człowiek byłem zafascynowany zachodem. Czasy dzieciaka i wczesnego nastolatka przypadły mi na lata 90. i początek nowego millenium. Kiedy przystępowaliśmy do UE nie byłem jeszcze pełnoletni, ale już dużo widziałem, a część z tego nawet rozumiałem. Byliśmy szczęśliwi, że robimy krok w dobrą stronę, że otwiera się przed nami wielka szansa.
Minęło 21 lat i był to najlepszy okres w historii Polski. Niestety, wielu o tym już nie pamięta albo cynicznie nie chce pamiętać. Rządy PIS, które w imię partykularnych interesów poszły na zwarcie z UE, które w jednym szeregu stawiały Wspólnotę ze Związkiem Radzieckim, wyrządziły niepowetowane straty. Bo tu naprawdę nie chodzi o polityków - im przecież ta UE pasuje, czerpią z niej same frukty. Chodzi o ludzi, którzy w to uwierzyli i którym bilans plusów i minusów został zaburzony do tego stopnia, że w obawie przed w większości zmanipulowanymi i rozdmuchanymi wizjami są w stanie sprzeciwić się temu, na czym również zyskali.
1 czerwca Polacy wybiorą nowego prezydenta. Prawdopodobnie, bo właściwie mówimy o rzucie monetą, wybiorą na ten urząd człowieka nie tylko człowieka niegodnego, ale przede wszystkim człowieka, który również popłynie na tej fali. Prezydenta, pod którego skrzydłami mogą stanąć i Jarosław Kaczyński, i Marek Suski, ale i Grzegorz Braun. Już nie prawdopodobnie, ale niemal na pewno ci ludzie za 2 i pół roku będą realnie rządzić, a wtedy cała antynunijna i antyzachodnia agenda uderzy jeszcze mocniej. O tym, że jest to w interesie pewnego, dużego państwa na wschód od Buga, nawet nie wspominam.
I tego się najbardziej boję. Nie jestem LGBT - mam żonę, córkę. Nie przyklejam się do asfaltu. Ot - z punktu widzenia tej rozpalonej do czerwoności ideologii - normalna, polska rodzina. Co prawda do kościoła nie chodzimy, a ja pracuję w budżetówce, więc jeśli nie powstanie Policja Obyczajowa "Szczęść Boże" i pracodawca nie wręczy mi wypowiedzenia, to w tym życiu pospolitej mróweczki zapewne nie zmieni się nic. Ale ta kra, na której dryfuję z 38 milionami Polaków, przechyla się w niebezpiecznym kierunku. Unia Europejska nie jest mitycznym tworem, ma wady, popełnia błędy, ale wylewanie dziecka z kąpielą nie jest rozwiązaniem problemów. Nam naprawdę nie trzeba teraz burdelu w burdelu, bo burdel ogólnoeuropejski, za sprawą Rosji, już jest.
Szanuję każdy elektorat, choć znając niektóre jego pobudki, muszę zagryzać słowa by nie dać upustu prymarnym emocjom. Wierzę, że większość z nas, w tej chwili zadumy, postawi jednak na spokój i stabilizację. Ze będzie w stanie zagryźć zęby i spojrzeć na wyższe, dalsze cele.
Życzę wszystkim spokoju głowy i ducha. Wybierzcie tak, byście tego nie żałowali. Tych, co stoją po drugiej strony barykady, pewnie i tak nie przekonam, tych co się wahają - być może. Potrzebowałem to napisać, wybaczcie więc nieco pompatyczny ton, ale autentyczność bywa czasami i taka

Jedno jest pewne - muszę odpocząć od polityki. I polityków. Bo - że tak zakończę dla odmiany w lumberowym stylu - nie warto marnować życia dla skurwysynów, którzy jako ostatni odczują efekty tego, co narobili. O ile w ogóle je odczują.