(02.06.2025, 15:06)bert04 napisał(a): [ -> ]Co do postulatów tęczowych, to "nie-tęczowo" to widzę. A nawet czarno. Polityk w Polsce może być alfonsem, faszolem czy (ponoć) narkomanem. Byle pedalstwem się brzydził, już mu to procent da.
Jesteś w Niemczech to i wszystko dociera do ciebie z pewnym opóźnieniem. Mówię o takich lokalnych, trudnych do zmierzenia realiach, odczuciach. Temat stosunku do LGBT to już nie jest to co stanowi oczko w głowie prawicowego wyborcy. Tzn. wciąż jest, ale gdzieś tam już nie na samej górze podium. Nawrocki też jakoś specjalnie nie bił w te tony.
Osobiście dzielę stosunek do danych postulatów na:
1) Sprawy kluczowe dla wyborcy osobiście tu i teraz, np. prawo łowieckie dla zapalonych myśliwych
2) Sprawy istotne dla wyborcy osobiście, ale hipotetycznie
3) Sprawy nie mające związku z wyborcą, popierane czysto dla samej zasady, z przekonań, itd.
I w takiej kolejności widzę też zaangażowanie wyborcy na rzecz danego postulatu.
W kraju takim jak Polska stosunek do imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu może być tak bardzo negatywny, ponieważ wszyscy wyborcy należą do grupy autochtonów. To imigrantowi zależy na takim czy innym stosunku do jego postulatów ale on przecież nie głosuje. Przynajmniej nie w Polsce, a Ci którzy głosują, jakaś starsza imigracja, pewnie ostatnie o czym marzy to szeroka fala współczesnych krajanów.
Los imigranta na granicy nie jest dla wyborców sprawą osobistą, należy do kategorii nr 3.
Druga kategoria to np. aborcja. I tu już widać dużą różnicę. Większość kobiet nie znajduje się aktualnie w sytuacji chęci przeprowadzenia aborcji. Większość z nich nie planuje jej również w przyszłości. Mimo wszystko ok. 50% wyborców należy do grupy, której ta kwestia może hipotetycznie dotyczyć.
Związki partnerskie lub małżeństwa, adopcje, surowsze prawo karne dla osób uderzających w LGBT - na tym osobiście może zależeć maks. 5 % społeczeństwa + jakiś odsetek osób bardzo mocno z nimi emocjonalnie związanych. Tzn. zakładam, że taka jest mniej więcej ilość homoseksualistów wśród wyborców. Część z nich pewnie będzie należeć do kategorii nr 2. Przykładowo - "fajnie byłoby mieć prawo do ślubu, ale osobiście nie planuję." Różnica znaczna. 50 % (aborcja) vs 5 % (homo) vs 0 % (imigrant).
Ostatnia kategoria to wyborca najmniej pewny i najmniej zaangażowany. Taki, który podczas sondy ulicznej może powiedzieć "popieram, zgadzam się" i na tym cała jego aktywność, również w kontekście wyborczych decyzji się kończy. W moim przypadku jest tak np. z legalizacją marihuany. Podczas sondy ulicznej pewnie bym to poparł, natomiast stosunek do marihuany u tego czy innego polityka jest dla mnie sprawą bardzo niskiej rangi, ponieważ marihuany nie palę i jakoś mnie nie ciągnie. To czy będzie legalna czy nie, dla mojego osobistego interesu nie ma żadnego znaczenia. I znam wielu wyborców KO, którzy to samo mają z LGBT. Podpiszą się, przytakną ale ogólnie mają ich w dupie, bo to nie jest ich osobista sprawa.