(03.06.2025, 10:29)Kontestator napisał(a): [ -> ]Bo tak by właśnie było. Sikorski miałby szansę wyciągnąć choć część umiarkowanie prawicowego elektoratu, a lewica — jak widzimy — i tak ostatecznie zagłosowała na Trzaskowskiego. Problem w tym, że Trzaskowski był zbyt mocno kojarzony z rewolucją obyczajową.
Jak już wspominałem, niektórzy tutaj twierdzą, jakoby to nie był temat ważny, przynajmniej nie tak jak w 2023. Ja tam wyciągnąłem z wyborów w USA wniosek, że kwestie obyczajowe, owszem, mają znaczenie. Konserwatyzm obyczajowy wręcz potrafi przesłaniać trzeźwą ocenę efektów finansowych dla własnych korzyści (o progresywizmie trudno mi powiedzieć), jeżeli sporo wyborców z niższych warstw wybierało prezydenta, który obiecywał obcięcie podatków miliarderom. I w innych konstelacjach.
Podejrzewam, że gdyby pra-wybory w Polsce były nieco później, być może wyciągnięto by z tego wnioski. A tak Trzasek w pewien sposób powtórzył strategię Harris, z podobnym efektem.
(03.06.2025, 10:31)Kontestator napisał(a): [ -> ]Nigdy nie mieliśmy prezydenta, który byłby obyczajowo liberalny. W wyborach prezydenckich, gdzie trzeba przekonać ponad połowę społeczeństwa — a to społeczeństwo jest umiarkowanie konserwatywne — takim kandydatem po prostu nie da się wygrać.
Wszystko oceniamy w porównaniu. Kwach był "liberalny" jak na swoje czasy, w końcu wtedy jeszcze można było straszyć, że jak zostanie wybrany, to będzie można u stomatologa robić sobie skrobankę. Faktem jest jednak, że jest i pozostaje on jedynym prezydentem, którego możemy połączyć z progresem. W wyborach parlamentarnych bywa inaczej, tutaj progresy i konserwy mają swoje góry i dołki, ale, jak to określił jakiś przedmówca (chyba ty), prezydent musi być twardzielem, nie miękiszonem, takie są oczekiwania ludu.
(03.06.2025, 10:41)Kontestator napisał(a): [ -> ]To są osoby, które poszły do Konfederacji a wcześniej popierali Hołownię czy KO. Osoby oczekujące odwrócenia Polskiego Ładu, osoby oczekujące kroków m.in. w kwestii składki zdrowotnej.
Dla nich akurat kwestia aborcji, LGBT jest mniej ważna.
Wcześniej chcieli ukarać PiS za to, że im akurat nic nie dał ale wręcz zabrał.
Może tak, może nie, trudno mi oceniać zza granicy. Z tego co widzę z zewnątrz, "lewaccy kapryśnicy" odeszli już w pierwszej turze, stąd niższy frekwent. "Prawaccy kapryśnicy" mnie nieco zaskoczyli, zwłaszcza że sondaże pisały o jednak walnym poparciu wyborców Brauna i Mentzena dla Nawrota. Być może tutaj część elektoratu PiS sobie odpuściła drugą turę bo, nie wiem, jednak zniesmaczyło ich to wszysztko, co wyłaziło w dniach ostatnich?
(03.06.2025, 10:52)Kontestator napisał(a): [ -> ]Jestem w ogóle ciekawy też na ile doszło do efektu Trumpa. Czyli afery Nawrockiego były tak mocno grzane, że "klasa ludowa" stwierdziła, że to atak elit/mediów na kandydata. A elity nie będą mnie pouczać. I o dziwo to wzmocniło Nawrockiego.
Gdyby tak było, nie doszło by do fenomenu "kapryśnych prawaków", o których wspominam wyżej. Nawrot nie zebrał puli Brauna i Mentzena, co jest pewnym fenomenem. Owszem, jakaś część wyborców pewnie stwierdziła co wyżej. Ale to, że było 50 / 50 zamiast oczekiwanych 60 / 40 jest intrygujące. Sam tekst Mentzena to jakoś za mało, IMHO.