04.07.2025, 11:48
Polska będzie bardziej śniada, albo jej nie będzie wcale. W wyniku utraty konkurencyjności i niedoboru kompetencji.
Docelowo ten proces może po 50-100 latach prowadzić po prostu do ograniczenia lub utraty suwerenności nad częścią lub całym terytorium a także, co ważniejsze, do biedy.
Wystarczy porównać sytuację z lat 2014-2015 kiedy w tym temacie panowała absolutna histeria do sytuacji kilka lat później, gdy kolorowi stali się już częścią krajobrazu w dużych miastach i wydarzyło się to bez większych napięć ani protestów. A obecnie w mniejszych miastach już powoli też się tak dzieje. PiS straszył imigrantami, ale otwierał dla nich szeroko drzwi i podobnie będzie nawet jeżeli premierem zostałby Grzegorz Braun.
A teraz kilka liczb: https://threadreaderapp.com/thread/19323...73423.html
A zatem ubyło 4 000 000 osób w wieku produkcyjnym już od 2010 roku, czyli jakieś 13-14% zasobu. Z tych pracowało jakieś 2 800 000 - 3 000 000 osób. Te ubytki wypełnili legalni imigranci, ale tylko do 1/4 ogółu (1100000) lub 1/3 pracujących.
Jasne, że tę konieczność można trochę ograniczać, np. aktywizacją zawodową tych, których powyrzucało z karier lub jej nigdy nie mieli, ale tylko częściowo. W Polsce pracuje jakieś 73% ludzi w wieku produkcyjnym. Wiemy, po rekordzistach z OECD, że ten wskaźnik, przy jakimś dużym wysiłku można wyśrubować do okolic 83%. To są 2 300 000 ludzi w 2024 jeśli zadanie zostanie wykonane na szóstkę a to by cofnęło ubytki zasobów robotniczych gdzieś do sytuacji z 2016 roku. Przy czym w polskiej rzeczywistości zapewne udałoby się uzyskać połowę tego.
Czyli opóźniłoby to proces polityczny zamawiania imigrantów u władz maksymalnie o 6 lat. Dalej już się nie da i to doliczając już wpływ jaki miała cyfryzacja i automatyzacja w polskiej gospodarce. Wpływ, który jeszcze pewnie będzie podnosił tę wydajność mimo ubytku siły roboczej przez jakiś czas (może dekadę), ale nie wiecznie. Jeśli ktoś pracować nie chce (a takich Polaków jest stosunkowo dużo), to pracować nie będzie.
Docelowo ten proces może po 50-100 latach prowadzić po prostu do ograniczenia lub utraty suwerenności nad częścią lub całym terytorium a także, co ważniejsze, do biedy.
(04.07.2025, 11:07)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]A mnie się wydaje, że społeczeństwo jednak dało sobie narzucić narrację tych którzy zagrożenia związane z migracją wyolbrzymiają, Przecież spora część wrzutek straszących migrantami bazuje na manipulacjach i kłamstwach.
Wystarczy porównać sytuację z lat 2014-2015 kiedy w tym temacie panowała absolutna histeria do sytuacji kilka lat później, gdy kolorowi stali się już częścią krajobrazu w dużych miastach i wydarzyło się to bez większych napięć ani protestów. A obecnie w mniejszych miastach już powoli też się tak dzieje. PiS straszył imigrantami, ale otwierał dla nich szeroko drzwi i podobnie będzie nawet jeżeli premierem zostałby Grzegorz Braun.
A teraz kilka liczb: https://threadreaderapp.com/thread/19323...73423.html
A zatem ubyło 4 000 000 osób w wieku produkcyjnym już od 2010 roku, czyli jakieś 13-14% zasobu. Z tych pracowało jakieś 2 800 000 - 3 000 000 osób. Te ubytki wypełnili legalni imigranci, ale tylko do 1/4 ogółu (1100000) lub 1/3 pracujących.
Jasne, że tę konieczność można trochę ograniczać, np. aktywizacją zawodową tych, których powyrzucało z karier lub jej nigdy nie mieli, ale tylko częściowo. W Polsce pracuje jakieś 73% ludzi w wieku produkcyjnym. Wiemy, po rekordzistach z OECD, że ten wskaźnik, przy jakimś dużym wysiłku można wyśrubować do okolic 83%. To są 2 300 000 ludzi w 2024 jeśli zadanie zostanie wykonane na szóstkę a to by cofnęło ubytki zasobów robotniczych gdzieś do sytuacji z 2016 roku. Przy czym w polskiej rzeczywistości zapewne udałoby się uzyskać połowę tego.
Czyli opóźniłoby to proces polityczny zamawiania imigrantów u władz maksymalnie o 6 lat. Dalej już się nie da i to doliczając już wpływ jaki miała cyfryzacja i automatyzacja w polskiej gospodarce. Wpływ, który jeszcze pewnie będzie podnosił tę wydajność mimo ubytku siły roboczej przez jakiś czas (może dekadę), ale nie wiecznie. Jeśli ktoś pracować nie chce (a takich Polaków jest stosunkowo dużo), to pracować nie będzie.

