(18.07.2025, 22:49)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]Podejście "wozić to my ale nie nas". Czyli usprawiedliwianie identycznych działań gdy robią to nasi wraz z potępieniem gdy robią to ci których nie lubimy. Pierwszy drobny krok do budowy państwa autorytarnego i ograniczania praw mniejszości w imię interesu większości.
No to musisz przestraszyć się wszystkich wokół, a prawdopodobnie w jakimś stopniu również i siebie samego. Najlepszym studium przypadku jest reakcja społeczna na protesty i publiczne manifestacje. Zwykle gdy przebiegają one gwałtowniej to ich członkowie dokonują identycznych działań. Ma miejsce jakaś mniejsza lub większa demolka, dewastacja mienia, agresja słowna, fizyczna, przedstawianie prowokacyjnych, konfrontacyjnych treści czy niszczenie symboliki związanej z "drużyną przeciwną".
Chyba nie odkryję Ameryki mówiąc, że dla społecznej/medialnej oceny danego protestu nie mniej kluczowe od tego co ktoś robi, będą również wszelkie dodatkowe okoliczności - kto, z jakiego powodu, przeciw komu, itd.
Czyż lewicowo-liberalne media nie brały w obronę protestujących feministek czy czarnoskórych w sytuacji gdy byli oni atakowani z powodu tego jak protestują? Czy nie było doszukiwania się wyolbrzymiania sytuacji przez krytykujących oraz jakiegoś wyższego celu, ważnego powodu, który w tym przypadku coś usprawiedliwia?
Czy podobnej wyrozumiałości można się spodziewać dla podobnych czynów ale np. na jakimś Marszu Niepodległości albo na proteście rolników?
Odpowiedź jest retoryczna…
Uważam, że w ramach debaty społecznej lepiej jest uczciwie sobie pewne mechanizmy uświadomić aniżeli ciągle nabierać wody w usta, uprawiać tę często spotykaną gimnastykę w postaci „moja sytuacja jest na pewno inna niż twoja” lub niesłusznie zarzucać sobie domniemaną hipokryzję.
Btw. Do autorytarnych rządów wcale nie jest potrzebna większość. Dobrze widać to na przykładzie bliskiego wschodu. Odwrotnie jest przecież w Bahrainie, a w przeszłości było również w Syrii Assadów czy w Iraku Husseina.
Cytat:Po pierwsze coś co naturalne niekoniecznie oznacza słuszne.
No nie oznacza, ale to poczucie tego co słuszne nieodłącznie zakotwiczone jest w jakiś twoich naturalnych cechach. Tak czy owak odnosiłem się wprost do twojej sugestii jakoby moje stwierdzenie miało być jakimś rzekomym przejawem nowego ruchu na prawicy. Raz, że ja prawdopodobnie nie jestem dla tejże prawicy jakoś specjalnie reprezentatywny, a dwa, że takie myślenie nie jest nowe, a w myśl badania stosunkowo uniwersalne dla różnych miejsc na świecie.
Cytat:Po drugie prawica ma na tyle wąską definicję "bliskiego", że mam obawy, iż może skończyć się to tak jak opisałem w wypowiedzi jedną powyżej Twojej. Zwłaszcza ta część prawicy, która najbardziej w tym temacie się udziela.
Ale to już tylko twoja nadinterpretacja, że ktoś kto nie jest bliski = wrogi. Dla mnie czymś całkowicie normalnym jest to, że antyrasistowska organizacja czarnoskórych będzie zajmować się problemami czarnych a nie żółtych czy białych. Naturalnym jest też to, że jakaś organizacja, która w statusie ma angażowanie się na rzecz wolności religijnej, ale wywodzi się np. z kraju islamskiego, będzie skupiać się np. na przypadkach łamania praw muzułmanów w Chinach czy w Mjanmie. I wcale nie dziwi mnie, że bliskowschodnie kanały medialne blisko 100 % uwagi poświęcają Izraelowi i Palestynie a nie Rosji i Ukrainie.
I bardzo chciałbym, żeby również i mnie się nie czepiano gdy w pierwszej kolejności myślę o swoich.
Dla mnie to żaden zarzut tylko objaw niezrozumienia ludzkich motywacji. Jakieś dziwne przekonanie, że ludźmi kieruje przede wszystkim czysta idea, a nie własne interesy. Te interesy sumarycznie i tak złożą się na to, że będą tej idei służyć, ale przede wszystkim niechaj każdy swoją rzepkę skrobie. Są sytuacje kiedy wyższa potrzeba natury moralnej sprawia, że trzeba się wstawić za tymi, za którymi nie ma się komu wstawić, i których sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, ale tutaj ile przypadków tyle sytuacji.