(07.05.2025, 09:16)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]@Iselin
A jak Twoim zdaniem powinna wyglądać oferta dla pracowników fizycznych? Zarówno Biejat jak i Zandberg dużo mówią o prawie pracy i wzmocnieniu instytucji tego prawa pilnujących o wciąż licznych nadużyciach w tym obszarze. Nie za bardzo wiem co mogliby tu w obecnych czasach zrobić więcej.
Starają się, zwłaszcza Zandberg, jednak po ich zapleczu bardzo widać, że to ludzie z wielkich miast, którzy innych grup nie lubią i nie rozumieją. Wielu osobom wręcz się to kojarzy z komunistami, którzy mieli na sztandarach walkę o prawa robotników, a robotnicy nic z tego nie mieli. Tutaj cały czas mają znaczenie drobne rzeczy. Spotkania z wyborcami o 16 w dzień powszedni, kiedy ludzie nie będący artystami, pracownikami uczelni i tłumaczami literatury są najczęściej w pracy. Taki drobiazg jak jak wywalenie religii ze szkół - wielu ludziom, zwłaszcza na prowincji wciąż na niej zależy, a jej obecność w szkole sprawia, że nie trzeba na nią lecieć do kościoła kilka kilometrów wieczorem poboczem bez chodnika lub liczyć na rodzica, który musiałby się zwolnić z pracy, bo nie każdy może sam sterować swoim czasem pracy. Mało jest świadomości, jak bardzo na prowincji jest potrzebny samochód. Zresztą nie tylko na prowincji - schorowanych krewnych nie wozi się do lekarza na hulajnodze. Migracja to też atrakcja głównie dla ludzi, dla których nie stanowi ona zagrożenia na rynku pracy. Można pójść wielokulturową imprezkę, do egzotycznej knajpki czy zamówić Ubera. Dla ludzi, którzy nie dostali na genetycznej loterii zdolności, żeby zostać profesorem, to często zagrożenie, w dodatku słyszą oni od tych wykształconych, że to ich wina, że cudzoziemiec bez znajomości języka jest w stanie zabrać ich pracę.
Zandberg akurat stara się ogarnąć pod tym względem, ale wciąż stoi za nim wielkomiejskie Razem, które chyba w ogóle nie ma struktur na prowincji. Do wyborców trzeba jakoś dotrzeć, a nie wszyscy jeszcze czerpią wiedzę o kandydatach z internetu. A jeśli chodzi o internet, to nie wiem, czy zwracasz uwagę na to, jak różne środowiska polityczne komunikują się w mediach społecznościowych - strony polityków Razem przypominają towarzystwa wzajemnej adoracji skupione wokół różnych Pyrkonów itp., rozmowy tam sprawiają wrażenie dyskusji znajomych, którzy poklepują się po plecach, a nad osobami spoza towarzystwa wytrząsają się lub je ignorują. Dla odmiany obserwowałam kiedyś FP ludzi typu Bosak i Wróblewski, a nawet brałam udział w dyskusjach i zwróciło moją uwagę to, że byli potwornie grzeczni, nawet wobec osób o kompletnie innym zdaniu. Oczywiście pisali nieprawdę i mieli taki oślizgły ton , ale nie było osobistych wycieczek i dyskusja raczej zachęcała do brania w niej udziału. (A spróbuj podyskutować sobie z bucowatym Dehnelem i się z nim nie zgodzić). Już jakiś czas temu zauważyłam, że działaczy różnych partii kojarzę, bo dali się dostrzec, a działaczy Razem, bo to moi znajomi albo ich znajomi.
(07.05.2025, 09:16)DziadBorowy napisał(a): [ -> ]No chyba że chodzi ci o to, że są zbyt inteligentny a robotnicy fizyczni woleliby jakiegoś Leppera czy innego chama co to jaśniepaństwu na salonach właściwe miejsce wskaże.
Nie chodzi o to, a po prostu o tworzony wizerunek składający się z wielu drobnych słów i gestów, które sprawiają, że daną osobę środowisko "kupi" jako swoją. Jeśli ktoś jest z zewnątrz, musi albo w danym środowisku przebywać, żeby wiedzieć, jak nie strzelić gafy. albo oprzeć się na sztabowcach, którzy mają dostęp do gruntownych badań - a na to chyba takie Razem nie ma kasy. Jeśli dajmy na to powiesz jak Pani JSW, że każdy kiedyś chciał wyjechać za granicę i praca na zmywaku w wakacje to super przygoda, zaraz zwrócą na to uwagę osoby, dla których wyjazd za granicę do pracy był smutną koniecznością i wcale się tam dobrze nie czuły. To są drobiazgi, na które nie zwracamy uwagi podczas codziennej komunikacji.
Zwróć też uwagę na image - Biejat podkreśla, że jest warszawianką. Po co? Zandberg mocno nawiązuje do wiedźmina, czyli znów zwraca się głównie do "swoich" środowisk. Ludzie, których nie fascynuje Sapkowski, mogą raczej uważać, że Zandberg grozi bronią przeciwnikom politycznym.
Żeby nie było nieporozumień: do mnie przemawia w pewnym stopniu i Zandberg i Biejat, ale ja nie mieszkam na prowincji, nie mam trójki dzieci, nie pracuję przy taśmie, zawód mam taki bardziej inteligencki.