Forum Ateista.pl
500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Wersja do druku

+- Forum Ateista.pl (https://ateista.pl)
+-- Dział: Tematy społeczne (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Polityka (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? (/showthread.php?tid=12817)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Dwa Litry Wody - 21.03.2017

Gladiator
Cytat:Robi się nadwyżka w budżecie. Zadłużanie nie jest rzeczą dobrą i wydaje się jednak, że sytuacja powoli staje się opanowana. Założenia gospodarcze zaczynają się sprawdzać.
Tak samo apologeci dobrej zmiany gadali przez cały ubiegły rok. Aż nastał styczeń 2017 i pojawiły się dane z grudnia 2016. I już nie było tak różowo. Dlatego pozwól, że z fanfarami na cześć „dobrych decyzji i strategicznego myślenia” jeszcze się wstrzymam.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Christoff - 21.03.2017

Też kiedyś miałem niezłą nadwyżkę w budżecie po sprzedaży mieszkania. A tydzień później kasa poszła na kupno domu i po nadwyżce ;(


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Żarłak - 21.03.2017

Mam rozumieć, że te pół miliona dzieci uratowanych od skrajnego ubóstwa jest tym sukcesem programu 500+? Czy co jest tym sukcesem, bo nikt wprost tego nie napisał?

Gladiator napisał(a): Przykra rzecz - https://stooq.pl/n/?f=1168544 .....

Robi się nadwyżka w budżecie. Zadłużanie nie jest rzeczą dobrą i wydaje się jednak, że sytuacja powoli staje się opanowana. Założenia gospodarcze zaczynają się sprawdzać.

A zacytować nie łaska...?
Cytat:"Pozytywnie oceniając dobre dane o dochodach VAT za luty należy jednak pamiętać, że dochody z VAT były w lutym sztucznie podwyższone przez likwidację kwartalnych rozliczeń podatku dla części przedsiębiorców. Dlatego, choć dochody te wyraźnie rosną, należy ostrożnie podchodzić do wyciągania przedwczesnych wniosków. Pełnym obraz tempa poprawy ściągalności będzie widoczny dopiero po kilku miesiącach" - zastrzegł, cytowany w komunikacie, wiceminister finansów Leszek Skiba.

Dodał, że w poprzednich latach wyniki z pierwszych miesięcy roku nie odzwierciedlały prawidłowo trendu, który był widoczny w drugiej połowie roku. (PAP)

I poczekajmy na koniec roku, kiedy ruszą pierwsze wypłaty na obniżone emerytury. Obstawiam, że tak jak w 2016 r. rządy PiSowskich okupantów zadłużyły Polaków o kolejne ponad 90 mld zł, tak w roku 2017 będzie to ponad 100 mld. Istotnie, rządy matołów z Nowogrodzkiej to przykra sprawa dla Polaków.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Gladiator - 23.03.2017

Dwa Litry Wody napisał(a): Gladiator
Cytat:Robi się nadwyżka w budżecie. Zadłużanie nie jest rzeczą dobrą i wydaje się jednak, że sytuacja powoli staje się opanowana. Założenia gospodarcze zaczynają się sprawdzać.
Tak samo apologeci dobrej zmiany gadali przez cały ubiegły rok. Aż nastał styczeń 2017 i pojawiły się dane z grudnia 2016. I już nie było tak różowo. Dlatego pozwól, że z fanfarami na cześć „dobrych decyzji i strategicznego myślenia” jeszcze się wstrzymam.

Owszem, ostrożność jest cnotą. Może na przykładzie - giełda  lipiec 2016.


Ryzyko polityczne to nie tylko wspomniane wcześniej porzucenie wyborczej obietnicy o likwidacji podatku od kopalin, ale też planowane wprowadzenie podatku bankowego i od supermarketów, pomysł zaangażowania sektora energetycznego do ratowania upadających kopalń, karuzela kadrowa w spółkach z udziałem skarbu państwa uruchomiona przez rząd Beaty Szydło, niepewność co do prowadzonej polityki fiskalnej przez nowy rząd, czy też ogólny spadek zaufania zagranicznych inwestorów do Polski (w zachodniej prasie już pojawiają się porównania Polski do Węgier pod rządami Orbana).


I marzec 2017......

Jeszcze przez kolejne sześć do dziewięciu miesięcy można liczyć na kontynuację hossy na warszawskiej giełdzie – uważa prezes Opoka TFI. Pod koniec roku może więc skończyć się czas, w którym rozsądne będzie inwestowanie w akcje.


Jak widać słynne rynki finansowe są spokojne, żyją swoim rytmem. Polityka gospodarcza nie jest taka fatalna jak tu i tam pisują sobie. Przypomnę tylko, że kiedy Polska w weszła w unijna procedure nadmiernego zadłużenia, nie było histerii, media zachowywały sie inaczej. Stąd więcej dystansu i mniej zwracania uwagi na nieco siermiężną propagandę PiSu jako przykład niekompetencji. A straszyć to się zawsze w Polsce straszy, stąd powstało nawet powiedzenie -  strachy na Lachy .


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Dwa Litry Wody - 23.03.2017

Gladiator
Cytat:Owszem, ostrożność jest cnotą.
A rozrzutność i życie na kredyt? A wydawanie (500+) niezarobionych jeszcze (domniemane wpływy z uszczelnienia VAT) pieniędzy to też cnota?
Cytat:Jak widać słynne rynki finansowe są spokojne, żyją swoim rytmem. Polityka gospodarcza nie jest taka fatalna jak tu i tam pisują sobie.
A dlaczego owe słynne rynki finansowe miałyby panikować? Przecież ktoś państwu te pieniądze na coraz wyższy procent w końcu pożycza i nieźle na tym zarabia.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Battlecruiser - 01.04.2017

https://twitter.com/PrawyPopulista/status/848227851585368067


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Gladiator - 04.04.2017

Dwa Litry Wody napisał

Cytat:A rozrzutność i życie na kredyt? A wydawanie (500+) niezarobionych jeszcze (domniemane wpływy z uszczelnienia VAT) pieniędzy to też cnota?



GUS: deficyt sektora finansów publicznych w 2016 r. wyniósł 2,4 proc. PKB


Czyli najniższy od 2007 roku. Jakoś przy większym nie było histerii medialnej jak obecnie, nie kupuje histerii.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Żarłak - 04.04.2017

Gladiator napisał(a): Dwa Litry Wody napisał

Cytat:A rozrzutność i życie na kredyt? A wydawanie (500+) niezarobionych jeszcze (domniemane wpływy z uszczelnienia VAT) pieniędzy to też cnota?



GUS: deficyt sektora finansów publicznych w 2016 r. wyniósł 2,4 proc. PKB


Czyli najniższy od 2007 roku. Jakoś przy większym nie było histerii medialnej jak obecnie, nie kupuje histerii.


Jakoś nie kupuję tego rozdwojenia jaźni, nie dziwi mnie ono, ale nie kupuję. Gladiator raczy poszukać innego przykładu.


wPotylicę napisał(a):W ciągu 4 lat rządów Tuska dług publiczny wzrósł aż o ponad 300 mld zł]W ciągu 4 lat rządów Tuska dług publiczny wzrósł aż o ponad 300 mld zł


Odmieńcy z PiS w ciągu roku 2016 zadłużyli SP na ok. 94 mld i to w czasach dobrej koniunktury, a nie dużym kryzysie. Brawo. Rzeczywiście, 20 kilka mld rocznie wydawanych z pieniędzy osób, które jeszcze się nie urodziły albo nie zaczęły pracować to świetny pomysł. Brawo. Kiedy przyjdzie spłacić ten ewentualny dług o PiS już mało kto będzie pamiętał, ale zapewne powstanie jakieś przekleństwo na kształt złorzeczeń o "Gierkowskim rozwoju na kredyt". Brawo, kurwa, brawo za przebiegłość i gorsze perspektywy.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - kesk - 15.04.2017

500+ to po prostu finansowanie patologii. Przykładów widzę setki wokół w miastach, porzucanie pracy i kasa na alkohol.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Baptiste - 21.04.2017

kesk napisał(a): 500+ to po prostu finansowanie patologii. Przykładów widzę setki wokół w miastach, porzucanie pracy i kasa na alkohol.
Taa, widzisz, chyba na portalu "natemat".
Dotychczasowe badania niczego takiego nie potwierdzają.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Żarłak - 05.05.2017

Wywiad z twórcą programu.

Cytat:Prof. dr hab. Julian Auleytner - były prezes Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej i rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie. Autor ponad 300 artykułów, książek i podręczników, m.in. "Polityka społeczna w Polsce i na świecie". Jeden z największych autorytetów w dziedzinie polityki społecznej w Polsce.



- Z pieniędzy 500 plus i chwilówek matka niepełnosprawnych dzieci kupiła swojemu kochankowi używany samochód. To są patologie, których się nie wypleni, ale trzeba je monitorować. Ministerstwo tego nie robi. Program 500 plus, choć jest bardzo pozytywnym sygnałem, został wprowadzony za szybko - mówi w rozmowie z Business Insider Polska prof. Julian Auleytner, były prezes Polskiego Towarzystwa Polityki Społecznej, który w 2011 r. wymyślił pierwszą formę 500 plus, skopiowaną później przez Prawo i Sprawiedliwość.


Z moich informacji wynika, że tak naprawdę 500 plus to pana pomysł.

Tak to można nazwać. To w sumie moje dziecko. W 2011 r. z Pawłem Kowalem, który wtedy odszedł już z PiS i zakładał Polska Jest Najważniejsza, sporo dyskutowaliśmy nad programem socjalnym tej partii. (Paweł Kowal poznał profesora na jednej z wielu debat w warszawskim Hotelu Europejskim – przyp. red.). Kowal chciał, żeby transfery społeczne i polityka w tym zakresie nie były tylko domeną lewicy, ale i konserwatystów. Spotkaliśmy się w jednej z restauracji i zaczęliśmy rozmawiać na temat programu.


Jak to dokładnie wyglądało?


Powiedziałem mu, że obligatoryjnie trzeba coś przekazać rodzinie, ponieważ u nas w kraju nigdy nie wprowadzono programu wsparcia dla gospodarstw domowych z prawdziwego zdarzenia. Zadaliśmy więc pytanie, co możemy w tym zakresie zrobić? Powielać kolejne piękne hasła? Tego już w ostatnich latach było aż nadto. Powiedziałem, że najlepiej sprawdziłaby się żywa gotówka. Pamiętam, że na początku 500 plus miał być 400 plus. Chciałem, aby pierwotnie wypłacana kwota była ekwiwalentem 100 euro.

(...)
Pamięta pan, jak Prawo i Sprawiedliwość podchwyciło ten temat?

Najpierw wszyscy ustawili się w opozycji do tego pomysłu, a później powoli zaczęli go kupować. Było sporo debat na ten temat. Po pewnej przerwie PiS wrócił do tego pomysłu, oferując 100 zł więcej i tłumacząc, że to okrągła, ładnie wyglądająca suma. Dobrze, że tak się stało.

Od wprowadzenia programu minął już ponad rok. Jak pan z tej perspektywy ocenia 500 plus?


Prawo i Sprawiedliwość mogło uniknąć wielu błędów. Program był wprowadzany zbyt szybko, bez odpowiednich badań, konsultacji oraz analiz skutków politycznych, ekonomicznych, prawnych, jakie wywoła. Dlaczego trzeba było usilnie go wprowadzać w kwietniu zeszłego roku, a nie np. poczekać jeszcze parę miesięcy i zrobić solidną debatę na ten temat? Wystarczyłby rok, a 500 plus utarłoby się w świadomości środowisk lokalnych. Może przyjęliby go jako swój własny pogram, a nie narzucony. Ale to tak naprawdę tylko część problemów.

Co z resztą?

Odbywałem wiele rozmów w ministerstwie rodziny i apelowałem o monitoring 500 plus. Prosiłem, żeby sprawdzać, jak działa w praktyce. Odpowiadano mi, że nie ma na to pieniędzy. Kiedy jakikolwiek naukowiec przychodził do ministerstwa, był tam traktowany jak rzecz zbędna. A tak olbrzymi program społeczny trzeba nieustannie obserwować, bo już docierają do mnie informacje, że w środowiskach lokalnych, gminach dochodzi do wielkich konfliktów na tle 500 plus.

Co pan ma na myśli?

Konflikt rośnie na linii pracownik socjalny a osoba otrzymująca świadczenia. Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że pracownik pomocy społecznej zarabia 2200-2500 zł? Rzadko 3 tys. zł. On często wypłaca więcej pieniędzy dla rodzin, niż sam zarabia. A wypłaca gotówkę m.in. dla środowisk patologicznych, konfliktogennych, roszczeniowych, wiedzących, jak wykorzystać prawo, aby otrzymać pieniądze.

Czym to może skutkować?

Odchodzeniem z pracy. Już teraz mamy spory deficyt wśród pracowników pomocy społecznej. O tym problemie się w ogóle nie mówi. Druga sprawa to wypalenie zawodowe i biurokracja, która zniechęca do tego zawodu. Jeśli dodamy do tego wszystkiego niską renomę pracownika opieki społecznej, mamy murowaną katastrofę. A jest to niezwykle ważny zawód przyszłości. Dzięki niemu kanalizują się wszelkie napięcia w patologicznych społecznościach lokalnych.

Minister Rafalska mówiła rok temu, że do obsługi programu będzie potrzebowała ok. 7 tys. nowych etatów.

Zgadza się. Problem w tym, że nie mamy żadnych danych, kim są te osoby. Czy są porządnie wykształcone w tym zakresie? Większość pracowników społecznych ma wykształcenie średnie. Mamy teraz do czynienia z sytuacją zupełnie odwrotną do tego, co działo się na początku lat 90. Wtedy ministrem edukacji był prof. Andrzej Stelmachowski. Pamiętam, jak w jednym z programów telewizyjnych huknął laską o podłogę i powiedział, że wszyscy nauczyciele mają mieć wyższe wykształcenie albo stracą zawód. I się zaczęło. Studia pedagogiczne zaczęły być oblegane. Na tym skorzystała i nasza uczelnia. Najważniejsze, że po 20 latach mamy sytuację, w której każdy nauczyciel w tym kraju ma wyższe wykształcenie. A co z pracownikami socjalnymi?

Bez wykształcenia nie dadzą rady pomagać rodzinom?


Oczywiście, że nie. Bez studiów pracownicy nie mają wiedzy prawnej. A prawo jest przecież elementem harmonizującym społeczeństwo. Na prawie opiera się całe nasze życie społeczne. Co więcej, taki pracownik społeczny wyposażony w wiedzę mógłby się automatycznie stać tzw. asystentem rodziny. Pomagałby im planować, a później monitorować wydatki z 500 plus. To bardzo ważne, ponieważ w naszej szkole dziecko nie uczy się ani jak z głową wydawać pieniądze, ani jak gospodarować budżetem.

Niech pan posłucha. Na naszej uczelni w tej chwili przebywa na szkoleniach wielu asystentów socjalnych. Mam więc bezpośrednią wiedzę, jak działa program 500 plus w Bieszczadach, a jak w dużych miastach. Jedna z tych osób pomaga rodzinie na wsi, gdzie matka samotnie wychowuje dwójkę niepełnosprawnych dzieci. Niestety, zupełnie nie potrafi o nie zadbać. Dzieci chodzą brudne, w domu panuje nieprawdopodobny smród. I ona z pieniędzy 500 plus i chwilówek kupiła swojemu kochankowi używany samochód. Dla nich to było spełnienie materialnych aspiracji. Czy to źle? Ich wydawania pieniędzy nikt przecież nie nauczył. Dlatego pomoc społeczna powinna w takich momentach pomagać. A jest bezradna.

(...)
Z przekazów medialnych wiemy również, że według badań prof. Szarfenberga dzięki 500 plus ubóstwo wśród dzieci ma spaść aż o 90 proc. Tę informację także masowo powtarzali przedstawiciele partii rządzącej.

Nie mamy na ten temat żadnych badań. To są wszystko szacunki. Te pozostałe 10 proc. intuicyjnie zostawia się w wyliczeniach, bo tyle mniej więcej wynosi średni poziom biedy. Prof. Szarfenberg zostawił ten margines, bo tak mu było wygodniej. Zyskał politycznie, ale na pewno nie naukowo. To jest zresztą mój wychowanek i wiem, że jest teoretykiem. Te prognozy więc nie mają zbyt dużego osadzenia w rzeczywistości. Niech mi pan powie, na jakiej próbie lokalnej społeczności były robione te badania, na czym były oparte, jaka była metodologia? GUS ma narzędzia, aby to sprawdzić. My mamy jedynie intuicję. Z dużą dawką prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że 500 plus zmniejszyło biedę w naszym kraju. Jednak skali tego zjawiska nie znamy.


(...)
Uważa pan, że 500 zł jest dobrze wydatkowane?

W większości tak. Oprócz marginesu, który zawsze będzie istniał, jest grupa polskich rodzin, o której bardzo mało się mówi. To są osoby, które nigdy wcześniej nie miały nic wspólnego z opieką społeczną. I to w nich, po bardzo szybkiej konsumpcji pieniędzy rządowych, zaczął się okres inwestycyjny. Innymi słowy, te rodziny zaczęły inwestować 500 zł w swoje dzieci. To jest szalenie ważny wymiar tego programu.

Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał?

Otóż to! Po pierwsze, dziecko musi zwiedzać świat, musi znać języki obce, musi zobaczyć, jak żyje się gdzie indziej. Dzięki temu jest szansa, że w przyszłości będzie nasz kraj zmieniało na lepsze. Polska przecież jak najszybciej powinna globalnie konkurować z innymi państwami, rozwijać się. A niestety nasz kraj wyprzedzają takie gospodarki jak np. Singapur. Ale to nie wszystko. Po drugie, inwestycje w edukację pomagają również dziecku się uspołeczniać, co wspomaga je w szybszym awansie społecznym. W końcu po trzecie rodziny odkładają bądź inwestują 500 zł na mieszkanie dla swoich pociech, co zapewnia im lepszy start w dorosłość.


Co w takim razie czeka nas po 500 plus?

Powinna nastąpić głęboka korekta systemu socjalnego. Musimy się zdecydować, czy wystarczy ludziom tylko dawać pieniądze, czy może warto jednak zastanowić się, jak lepiej zracjonalizować wydatki. Tak, aby trafiały one do ludzi najbardziej potrzebujących. Od czasów Jacka Kuronia w Polsce dominuje system państwa - filantropa, które daje gotówkę do ręki. Czy na pewno tego chcemy? Mimo wszystko, według mnie, 500 plus powinno zostać, ale musimy uporządkować wszystkie pozostałe świadczenia. Wie pan, że nawet samo ministerstwo nie jest w stanie sprawdzić, na co idą pieniądze z naszych podatków? Jest tyle kanałów, którymi one podążają, że nikt tego nie monitoruje. Zdaje pan sobie sprawę na przykład, jaki jest największy system walki z ubóstwem w Polsce?

ZUS?

Bingo! Dotacja budżetowa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynosi ponad 40 mld zł rocznie. I my godzimy się dopłacać średnio 1000 zł na każdego emeryta, czy nam się to podoba, czy nie. Oczywiście ma to wymiar aksjologiczny - dbamy o godność człowieka starego, ale szczerze? Ta idea jest gdzieś tam hen daleko. Tak naprawdę politycy chcą po prostu zadbać o swój potencjalny głos elektorski. I nie można tego potępiać. Otto von Bismarck również przekupił ludzi pomysłem ubezpieczeń społecznych. Była to czysta polityczna propozycja, która się przyjęła i zaczęły ją stosować inne kraje. Społeczeństwom wyszła na dobre.


Co więc powinniśmy zrobić?


Debatować. Przeciętny Polak nie wie, że dotacje na KRUS wynoszą kolejne 17 mld zł, czyli tyle samo, co wydaliśmy na program 500 plus w 2016 r. Z tego 92 proc. rok w rok wypłaca państwo. Rocznie jest to ok. 500 zł na każdego mieszkańca. W naszym kraju trzeba radykalnie zmienić świadomość rodaków, na co idą ich podatki. Żadnego dyskursu jednak na ten temat nie prowadzimy. A powinniśmy. W Niemczech debata o polityce społecznej trwa cały czas. U nas głosy ekspertów, naukowców są albo pomijane, albo w najlepszym razie wysłuchiwane, by zaraz później je zbagatelizować. A pracy jest bardzo dużo. Tylko woli brak i to jest najsmutniejsza wiadomość.



RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Baptiste - 05.05.2017

"czy wystarczy ludziom tylko dawać pieniądze, czy może warto jednak zastanowić się, jak lepiej zracjonalizować wydatki. Tak, aby trafiały one do ludzi najbardziej potrzebujących"

Uważam, że to zły kierunek. Jeżeli tego typu programy mają istnieć to powinny iść w kierunku jak największej prostoty. Doświadczenie pokazuje, że bardzo trudno jest stworzyć tak szczegółowo skonstruowane prawo aby umożliwić jego korzystanie wyłącznie tym podmiotom i w takich sytuacjach w jakich by chciał legislator.
Dotyczy to nie tylko polityki socjalnej ale także prawa podatkowego, prawa pracy, itp.
Niekiedy okazuje się, że zbyt radykalne próby uszczelniania systemu mogą rodzić tylko większe patologie i stąd najazdy ZUS czy skarbówki, których geneza ma miejsce z powodu patologicznych oszustw czy nadużyć (także w ramach prawa), ale ciężko  jest tak uderzyć aby inni nie dostali rykoszetem a koszta kontroli, nie tylko finansowe ale także społeczne,  nie wzrastały.

Wiele osób podkreśla także, że 500 plus to nie  kolejna socjalna kuroniówka pozwalająca stygmatyzować jej odbiorców (wylewanie pomyj na domniemaną patologię, bo przecież ludowe "mądrości" głoszą, że tylko takim zdarza się z socjalu korzystać). Zwraca się uwagę, że przez to, że program trafia do ogółu unika się niepotrzebnej stygmatyzacji osób faktycznie mających finansowe problemy. 500 plus trafiając zarówno do bogatego jak i biednego nie jest programem socjalnym sensu stricte, stanowi niejako formę przeciwdziałania szkodliwym podziałom i choć trochę rekompensuje temu bogatszemu obciążenia finansowe związane z prowadzeniem programu.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Iselin - 05.05.2017

Zgadzam się. Próby kierowania świadczenia tylko do najbiedniejszych powodowałyby ukrywanie dochodów. A trochę zamożniejsi czuliby się poszkodowani, że pomimo płacenia wysokich podatków nic nie dostają w zamian.

Nie mam pojęcia, czy to kierowanie nauczycieli na studia było takim świetnym pomysłem, skoro tylu wykształconych ludzi nie potrafi załapać różnicy między programem wspierającym rodziny z dziećmi a zapomogą socjalną.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Dragula - 05.05.2017

Ja jednak uważam, że istnieją w polsce większe problemy wymagające rozwiązania, niż np kieszonkowe dla dzieci w rodzinie o dochodach 3k netto na głowę.

Ja nie wiem czemu niektórzy nie potrafią załapać różnicy między programem wspierającym rodziny a zwyczajnym kupowaniem wyborców za ich własne pieniądze Duży uśmiech


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - exeter - 06.05.2017

Iselin,

Cytat:Nie mam pojęcia, czy to kierowanie nauczycieli na studia było takim świetnym pomysłem, skoro tylu wykształconych ludzi nie potrafi załapać różnicy między programem wspierającym rodziny z dziećmi a zapomogą socjalną.
Nie wiem, czego Ty oczekujesz od programu 500+, ale przedstawiciele PISu przypisują sobie zasługę w postaci "zlikwidowania" biedy w Polsce i chwalą się tym na wszystkich kanałach.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Socjopapa - 08.05.2017

Iselin: To może mieć związek z tym, że obecny (nie)rząd sam nie potrafi się zdecydować czy to jest program socjalny czy nie jest. Na przykład w uzasadnieniu do projektu ustawy bodaj napisali, że jest. Potem Rafalska twierdziła, że nie jest. Następnie chyba Szydło twierdziła, że jednak jest, itd.

A dodatkowo dochodzi fakt, że jako program wspierający rodziny to jest po prostu nieadekwatne narzędzie - pozostaje więc albo wniosek, że obecny (nie)rząd to debile, którzy nie rozumieją, że zupy widelcem się nie zje, albo jednak cel 700- jest socjalny, bo do tego faktycznie jest adekwatny. Doskonale kupuje wyborców za ich pieniądze, a to ostatecznie jest celem wszystkich programów socjalnych.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Iselin - 08.05.2017

To kupowanie wyborców nie jest powszechne? Za pieniądze czy nie za pieniądze.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Baptiste - 08.05.2017

Dragula napisał(a): Ja nie wiem czemu niektórzy nie potrafią załapać różnicy między programem wspierającym rodziny a zwyczajnym kupowaniem wyborców za ich własne pieniądze Duży uśmiech

Dziwny argument z tymi własnymi pieniędzmi. Autostrady też politycy otwierają za pieniądze wyborców i też ich sobie nimi kupują. 
Na tym polega funkcjonowanie państwa-na wydawaniu pieniędzy obywateli.
Przynajmniej tych gdzie istnieje gospodarka rynkowa a sektor publiczny działalnością wytwórczą zajmuje się tylko dodatkowo, w ograniczonym zakresie, np. energetycznym czy militarnym.
Oczywiście istniały i istnieją takie państwa, które działają inaczej, które wydają swoje pieniądze, zarobione na własnej działalności gospodarczej. Oczywiście mowa o państwach komunistycznych z gospodarką opartą na przedsiębiorstwach państwowych.


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - exeter - 08.05.2017

Iselin,

Cytat:To kupowanie wyborców nie jest powszechne? Za pieniądze czy nie za pieniądze.
Jest powszechne. Ale jak dotąd, wszystkie poprzednie rządy wykazywały się umiarem w tym procederze i elementarną odpowiedzialnością za finanse państwa. Przypomnę tylko postawę Marka Belki, której konsekwencją był brak parlamentarnej większości dla SLD w wyborach roku 2001. PIS poszedł na całość, nie biorąc pod uwagę kosztów swoich obietnic. Ważne było jedno - za wszelką cenę zdobyć władzę, potem się zobaczy.
Nie chodzi tylko o skutki finansowe tej operacji, choć takie bez wątpienia wystąpią i będą poważne, najgorszą rzeczą z naszego punktu widzenia jest totalne zepsucie polskiej polityki. Po PISie nie da się już wygrać wyborów nie obiecując 1000+, 2000, a może nawet 5000+ na łepka. Sama sobie dopowiedz, czym to się musi skończyć?


RE: 500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens? - Dragula - 08.05.2017

No to teraz baptiste odpowiedz - lepszą inwestycją moich pieniędzy jest pożytkowanie ich na rozwój infrastruktury, opiekę medyczną, walkę z ubóstwem właśnie, czy pompowanie tych pieniędzy ludziom, którzy bynajmniej problemów finansowych nie mają?