Forum Ateista.pl
Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Wersja do druku

+- Forum Ateista.pl (https://ateista.pl)
+-- Dział: Tematy społeczne (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Pozostałe (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=12)
+--- Wątek: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? (/showthread.php?tid=14475)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - lucky7 - 13.12.2019

Sofeicz napisał(a): Po wstępnym oglądnięciu tej szopki noblowskiej i wykładu noblistki mam mieszane uczucia.
Ona jest sympatyczna ale do bólu poprawna i bez jajec.
Wygłasza dobrze brzmiące komunały o świecie pogrążonym w chaosie i takie tam, jak nudna belferka.
Ja tam lubię postaci wyraziste i niepoprawne, sypiące pieprznymi wicami.
Mam podobne odczucia. Pisarz, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia, zwykle nie jest dobrym pisarzem, a co najwyżej sprawnym rzemieślnikiem pióra.

Socjopapa napisał(a): Sądzę mniemam, że to świadczy jednak o tym, że po prostu Ty mało czytasz. Na grupach "książkowych" od kiedy pamiętam było dużo o Tokarczuk. Sam sięgnąłem po jej książkę pod wpływem czyjejś rekomendacji.
Czytam średnio 2 książki tygodniowo, w tym głównie literature piękną. Może to nie jest zatrważająca liczba, ale myślę, że na tle ogółu czytelników wypadam nieźle Uśmiech

ZaKotem napisał(a): Wiadomo, że literacki Nobel zawsze jest przyznawany według mocno subiektywnych kryteriów. Ma on jednak na celu promocję jakiegoś rodzaju literatury wśród ludzkości, a nie stwierdzenie obiektywnego faktu, że ktoś umie pisać tak, żeby to czytano
To by oznaczało, że ta nagroda ma funkcję propagandową Uśmiech


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Gladiator - 31.12.2019

Fala uwielbienia opadła, można więc na spokojnie.

Warsztatu autorskiego naszej Noblistki raczej nikt nie podważa. Co najwyżej mówi się o jakiejś średniej. Druga rzecz, to nagroda Nobla w takiej dziedzinie zawsze jest kontrowersyjna, choć z reguły w określoną stronę. Drugi noblista Handke, znany jest z proserbskich poglądów, kiedy bycie proserbskim jest w Europie passe. Potrafił ująć się za krajem, który został ewidentnie skrzywdzony podczas wojny. Tyle kontekstu ogólnego.

Szwarccharakter naszego dziennikarstwa, niejaki Michalkiewicz  1 kwietnia 2017 pisał już o przygotowaniach Tokarczuk do nagrody Nobla. Nie miał proroczej wizji, ani widzenia po ubzdrygoleniu się. Po prostu jako człowiek myślący, bystro obserwujący wydarzenia wysnuł określone wnioski.

Cytat:Ta uwaga nawiązywała do Międzynarodowych Targów Książki w Londynie, na których wystawione zostały również książki polskich autorów, a ściślej – autorów piszących w języku polskim: pani Olgi Tokarczuk i Zygmunta Miłoszewskiego. Pani Tokarczuk najwyraźniej rychtowana jest na laureatkę literackiego Nobla, z czego najwyraźniej zdaje sobie sprawę i uwija się jak w ukropie, żeby własnymi siłami pomóc bogini Fortunie. „Księgi Jakubowe” - bo taki tytuł nosi opus magnum (...)

Polacy jako „mordercy Żydów”. W ten sposób pani Olga Tokarczuk znakomicie wpisuje się w „pedagogikę wstydu”, w ramach której już od początku 1990 roku, kiedy to, wraz z „upadkiem komunizmu” pojawiły się widoki na uczynienie z Polski żerowiska dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, rozmaici ochotnicy nieubłaganym palcem kłują Polaków w chore z nienawiści oczy. Pani Tokarczuk nie daje się w tej konkurencji nikomu wyprzedzić, no, może z wyjątkiem nieboszczyka Jerzego Kosińskiego, co to przypisał polskim chłopom z Podkarpacia takie wyrafinowanie w seksualnych perwersjach, że aż zadziwił awangardę Manhattanu,(...)

Dowód rzeczowy z datą.

Tak więc przypisuje to przygrywkom, które skrystalizowane niedawno mają znany symbol - 447. Co to dla nas oznacza, każdy chyba wie. Cała sztuka polega na tym, aby zapłacono w poczuci zadośćuczynienia winy, a nie w odczuciu ograbienia. Stąd mamy nieustanne robienie z Polski winnych Holocaustu na różnych frontach. (Ostatnio nawet Wowa z Kremla ubił jakiś dil z Izraelem, czy środowiskami żydowskimi i dołączył do chórku.) Tego typu fikcja literacka ma współtworzyć przy pomocy pedagogiki wstydu nowego polskiego człeka, gardzącego swoją paskudną historią.
Powyższa sprawa na pewno ważna, nie wyczerpuje jednak całości tematu. Chodzi tu także  o forowanie typowo lewackiego podejścia polegającego na obrzydzeniu z reguły określonym krajom macierzystej historii. Odrzucenie własnej historii jako przyczyny jakiegoś tam zła, pozbawia tożsamości, tworzy człowieka o mentalności plasteliny do urabiania. W Polsce, ze względu na kulturę jest wiele na tym polu do zrobienia. Skandynawska izolacji i mentalność aprobująca współczesne trendy nie jest niebezpieczna, polska  już tak.
Do roli kolejnego młotka na polską mentalność wybrano właśnie Tokarczuk. Jest inteligentna, sympatyczna, ma głębokie spojrzenie, niestety nie potrafi ogarnąć pewnego sensu, do tego po kobiecemu próżna. Do wypełnienia określonego zadania idealna.

The King of Sweden and the Queen of Literature.

Chyba oczywiste, że gwiazda wielkiej wspaniałości może być tylko jedna... Kiedy pisze - ze światem coś jest nie tak, to najwyraźniej nie łapie, że sama jest nosicielką pewnego chaosu czyniącego świat "nie takim". Do tego z dogłębnym, co równie irracjonalnym przekonaniem o naprawianiu świata charakterystycznym dla feministek. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle, sprawdza się jak amen w pacierzu.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - kmat - 31.12.2019

Tak, Tokarczuk dostała Nobla ze względu na 447. Chopie odstaw te prochy.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - DziadBorowy - 31.12.2019

Gladiator napisał(a):
Cytat:Ta uwaga nawiązywała do Międzynarodowych Targów Książki w Londynie, na których wystawione zostały również książki polskich autorów, a ściślej – autorów piszących w języku polskim: pani Olgi Tokarczuk i Zygmunta Miłoszewskiego. Pani Tokarczuk najwyraźniej rychtowana jest na laureatkę literackiego Nobla, z czego najwyraźniej zdaje sobie sprawę i uwija się jak w ukropie, żeby własnymi siłami pomóc bogini Fortunie. „Księgi Jakubowe” - bo taki tytuł nosi opus magnum (...)


Polacy jako „mordercy Żydów”. W ten sposób pani Olga Tokarczuk znakomicie wpisuje się w „pedagogikę wstydu”, w ramach której już od początku 1990 roku, kiedy to, wraz z „upadkiem komunizmu” pojawiły się widoki na uczynienie z Polski żerowiska dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, rozmaici ochotnicy nieubłaganym palcem kłują Polaków w chore z nienawiści oczy. Pani Tokarczuk nie daje się w tej konkurencji nikomu wyprzedzić, no, może z wyjątkiem nieboszczyka Jerzego Kosińskiego, co to przypisał polskim chłopom z Podkarpacia takie wyrafinowanie w seksualnych perwersjach, że aż zadziwił awangardę Manhattanu,(...)


I dlatego jedna z ostatnich scen, w "Księgach Jakubowych" stanowiąca niejako zwieńczenie całej historii, przedstawia jak Żydzi ukrywają się przed Niemcami w jaskiniach a polscy chłopi ukradkiem dostarczają im tam jedzenie aby nie pomarli z głodu.

Ale ludzie mają w głowach nasrane. Raz aby takie bzdety jak z tym powiązaniem 447 i Tokarczuk,bezmyślnie powielać, dwa aby powoływać się na Michalkiewicza, po ostatnich akcjach buraczano-żebraczych jako na autorytet intelektualny.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Hans Żydenstein - 31.12.2019

Akcje Michalkiewicza są żałosne, ale nie można mu odmówić, że przewidział Nobla dla Tokarczuk lata temu, gdy jeszcze nawet nie wiedzieliśmy, że Tokarczuk istnieje


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - kmat - 31.12.2019

Bo jakoś tam po prymitywnemu to on nawet bystry jest. Tylko co z tego jak to zjeb. Przecież to jest gość, który, gdy mu zadadzą napisać na temat rynku handlu nacią pietruszki, napisze o Judajczykach i ich destrukcyjnym wpływie na rynek handlu nacią pietruszki. Po co to z takiego złamanego ciulika robić jakiś autorytet.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - DziadBorowy - 31.12.2019

Hans Żydenstein napisał(a): Akcje Michalkiewicza są żałosne, ale nie można mu odmówić, że przewidział Nobla dla Tokarczuk lata temu, gdy jeszcze nawet nie wiedzieliśmy, że Tokarczuk istnieje


Ja przewidziałem Nobla dla Tokarczuk kiedy jeszcze nie wiedziałem, że Michalkiewicz istnieje Język    Gość puszcza przecież tyle treści, że w całym tym swoim pierdoleniu musi w czymś trafić. Też przy znacznie mniejszej ilości publikowanych treści (pewnie o dwa rzędy wielkości) miałem kilka "proroctw" jak np inpeachment Trumpa.   Można doszukiwać się w tym czort wie czego - ale nawet ślepej kurze ziarno się trafi.

PS. Serio dwa lata temu nie wiedziałeś, że istnieje ktoś taki jak Tokarczuk ?? :| Dość grubo Duży uśmiech


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Fanuel - 31.12.2019

DziadBorowy napisał(a): PS. Serio dwa lata temu nie wiedziałeś, że istnieje ktoś taki jak Tokarczuk ?? :| Dość grubo Duży uśmiech

Hansiu jest w moim wieku chyba, albo i młodszym. Po sobie wiem, że człowiek po okresie oceanografowania literatury znajduje sobie jakieś niszę, które zgłębia i dopiero jak zgłębi jedną to się w inne przenosi. Ja tam o Tokarczuk wiedziałem tyle, że sobie istnieje i coś tam pisze. Co dokładnie nie wnikałem. Kobitka kompletnie nie z mojej bańki informacyjnej, mimo iż jestem naczelnym filosemitą na okręg lubelski. Bywa. Szokujące może być to, że ja nie wiem wszystkie lektury z kanonu przeczytałem. A współcześnie jest taki zalew nagradzanych pisarzy i pisarek, że nie sposób znać i czytać wszystkich jak ma się swoje życie. Z resztą ja osobiście noblistów tak po macoszemu traktuję. Blaszanego bębenka nie strawiłem. Podobnie jak jakiejś cieniutkiej powieści, też jakiejś noblistki, która była porywająca jak flaki z olejem i nic z niej nie zapamiętałem, poza żółtą okładką. Grona gniewu mi się podobały, ale to raczej wyjątek. Polscy nobliści, to z reguły działali mi na nerwy, bo subiektywnie do mnie nie trafiali. I co poradzić? Można masochistycznie zagłębiać się tam gdzie kompletnie człowieka nie ciągnie, tylko po co?


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - lumberjack - 01.01.2020

DziadBorowy napisał(a): PS. Serio dwa lata temu nie wiedziałeś, że istnieje ktoś taki jak Tokarczuk ?? :| Dość grubo Duży uśmiech

Ale to przecież żadna ujma. Ja też nie wiedziałem. Ba, dopóki nie dostała nobla, a konkretnie - dopóki nie powstał o tym temat na ateiście, to nic o niej nie wiedziałem.

Kiedy człowiek jest pogrążony w meandrach zapierdolu i życia rodzinnego, to ciężko być na bieżąco z najnowszymi tworami kultury. Książek od dawna nie czytam na rzecz krótkich artykułów z portali informacyjnych i naszego forum. Nawet filmów od dawien dawna nie oglądam - dopiero niedawno Jokera obejrzałem i teraz pewnie będzie znowu długo, długo nic. Ale nie jest to powód do wstydu. Niektórzy wolą czytać książki czy oglądać filmy, a inni w tym czasie wolą siedzieć w kiblu u jakichś obcych ludzi, kłaść płytki i grzebać w rurach obesranych. Każdy ma swoją pasję Uśmiech


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - DziadBorowy - 01.01.2020

Znajomość twórczości to zupełnie coś innego niż świadomość istnienia. Ale ok. Ja przykładowo jeszcze rok temu nie wiedziałem, że  jest jakiś Zenek Martyniuk. Ale też nie  biorę się za analizę jego wypowiedzi na internetowych forach Uśmiech

A tak wracając jeszcze do "proroctwa" Michalkiewicza. Gość o ile się nie mylę pisał to już po nagrodzie Bookera. I ten sukces wytłumaczył sobie   spiskiem "judejczyków." Bookera otrzymała nie dlatego, że jest dobra, ale dlatego, że "judejczykowie" szykują ją do Nagrody Nobla. Świat jest przecież taki prosty jak ma się tak fajne wytłumaczenie jak "judejczykowie". Gdyby Nobla nie dostała pies z kulawą nogą by o tym "proroctwie" nie pamiętał. Ale, że dostała to teraz się to mu wyciągnęło jako dowód "patrzcie przewidział".


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - lumberjack - 01.01.2020

DziadBorowy napisał(a): Znajomość twórczości to zupełnie coś innego niż świadomość istnienia.

Tak, ale weź pod uwagę, że każdego roku mamy wielu nowych artystów z dziedziny literatury, filmu, sztuki, muzyki i naprawdę ciężko być na bieżąco ze wszystkim przy takim natłoku pracy i prozy życia codziennego. Według mnie nie ma ujmy w tym, że ktoś nie wie o istnieniu Tokarczuk albo Martyniuka etc..


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Gladiator - 01.01.2020

Widać największym problemem jest Michalkiewicz, sądząc po ilości przymiotników i barwnych opisów oraz "judejczycy". Reszta nie wywołuje poliporawnego zgorszenia, czyli dobrze.

Skoro Michalkiewicz zajmuje się pewną działką, to na podstawie obserwacji wysnuł określone słuszne  wnioski.  Co ciekawsze, pisałem że nie było w tym żadnego proroctwa. Skoro Dziad nawraca do "proroctwa" znaczy, chodzi o deprecjacje osoby, nie o sens wypowiedzi. Przy tak irracjonalnym podejściu pojawiają się trudności. Być może ta, czy inne wypowiedzi wynikają z charakterystycznego dla współczesnej epoki postrzegania spraw. Oczywiście 447 to moje oznaczenie, symbol roszczeń żydowskich, których realizacja obliczona jest na lata. Po prostu wystarczy się postawić na ich miejscu, zobaczyć ok 63 mld $ "zadośćuczynienia" i szukać sposobów wyegzekwowania, trochę wyobraźni.

W kategorii kina największą nagrodą jest Oskar, ma zasięg absolutnie światowy większy od Nobla, który jest bardziej elitarny. Polski oskarowy film "Ida" jaką miał treść?  Okazuje się, że dwie najbardziej cenione w świecie nagrody kulturalne jakie otrzymali polscy twórcy w ostatnich latach dotyczą jednego tematu, czyli stosunków polsko  - żydowskich. Przypadek? Nie ma przypadków jest tylko określone działanie, które zawsze ma cel. Nie patrzmy na te nagrody przez nasz pryzmat historii, lecz tak jak odbierają zwłaszcza film, pozbawione wiedzy historycznej społeczeństwa. W ten sposób tworzy się klimat międzynarodowy, winnych nie tylko przy pomocy "polskich obózów zagłady" i nazistów z Nazilandu  leżącego prawdopodobnie gdzieś w Polsce. W przekazie Tokarczuk wydaje się bardziej na nasz rynek wewnętrzny, Pawlikowski zewnętrzny .

Być może kto uważa to za absolutny przypadek, albo ma inne wyjaśnienie podobnej tematycznie treści dwóch wielkich nagród kulturalnych dla polskich twórców.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Sofeicz - 01.01.2020

To Szymborska, Miłosz, Wajda czy Rybczyński też podpadają pod stosunki polsko-żydowskie?


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Gladiator - 03.01.2020

Sofeicz napisał(a): To Szymborska, Miłosz, Wajda czy Rybczyński też podpadają pod stosunki polsko-żydowskie?
Interesujące spostrzeżenie. Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach.
Każdy kraj, tudzież nacja będzie wspierać twórców, polityków, biznesmenów zwłaszcza obcych będących pod wpływem ich kulturę, czy realizujących interesy w świecie. Np Tusk z kulturowego pogranicza Polski i Niemiec zaangażowany, obsypywany był niemieckimi nagrodami. Podobnie Norman Davies brytyjski historyk piszący o Polsce ma wiele polskich nagród. Mamy zupełnie naturalne działanie. W przypadku Nobla, czy Oskara nie jest to teoretycznie tak oczywiste. Istnieje tam wyznacznik pewnej ideologii, trochę to zakamuflowane, niekoniecznie czarne na białym.
Wystarczy zadać sobie podstawowe pytanie. Kiedy otrzymali nagrody Nobla i Oscary?
Szymborska - 1996
Miłosz - 1980
Wajda - 2000
Rybczyński - 2001

Akcję dyfamacyjną przeciw Polsce dla roszczeń rozpoczęło Centrum Wiesenthala w 2005 roku.

Cytat:Do niedawna na internetowych stronach Muzeum Tolerancji Centrum Szymona Wiesenthala, w tzw. indeksie encyklopedycznym można było przeczytać następującą definicję hasła "Polska: Położenie: republika w środkowo-wschodniej Europie. Obecność Żydów: od początku XI wieku. Populacja Żydów w 1939: 3.351.000. Los Żydów: wywiezieni do gett i deportowani do obozów śmierci. Około 2.982.000 zostało wymordowanych. 900 letni okres pobytu Żydów w Polsce dobiegł końca. Antysemityzm w Polsce trwa nadal"
    W notatce nie ma informacji o tym, kto wymordował polskich Żydów, a stwierdzenie, że antysemityzm w dalszym ciągu występuje w Polsce sugeruje, jakoby Żydzi padli ofiarą Polaków" - uznał Libicki i wystąpił w tej sprawie do prokuratury.

Źródło.


Tak więc, powyższe nagrody miały miejsce wówczas, kiedy nie było zapotrzebowania na narracje wspierającą roszczenia. Przy okazji trafiłem na ciekawą notkę dotyczącą Rybczyńskiego.  W 2008 roku wraz  z Eli Barburę postanowili zrobić film o stosunkach polsko-żydowskich.

Cytat:  - Na tle stosunków polsko-żydowskich narosło tak wiele nieporozumień i krzywdzących obydwie strony stereotypów, że naprawdę warto się nad nimi pochylić - tłumaczył reżyser. - Zdecydowana większość ludzi, którzy przeżyli holocaust, a mieszka obecnie w Izraelu lub w Ameryce, jest święcie przekonana o tradycyjnym, wręcz archetypicznym, płynącym w polskich żyłach antysemityzmie. Ludzie ci zarzekają się, że ich stopa nie postanie w miejscu, w którym dotknęło ich tyle krzywd i nieszczęść.
Dowodząc, że bariery te można przełamać, Rybczyński przytoczył historię młodej Żydówki, zmuszonej przez amerykańskiego pracodawcę do służbowego wyjazdu do kraju ojców. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych zapewniała, że Polska jest miejscem tolerancji religijnej, a siebie zaczęła określać Polish Jewish - polską Żydówką.
Źródło.
.
Ciekawa inicjatywa, co z filmem? Znalazłem  jeszcze informacje z 2011 roku na stronie Eli Barbura o realizowaniu filmu. Dalej cisza. Najprawdopodobniej żadne przełamanie barier nie jest do niczego potrzebne. Może film powstał, może nie powstał, może ktoś coś wie, może przeoczyłem. Brak filmu lub ewentualne nie przebicie się jego do szerszej widowni zbiega się z Oscarem Pawlikowskiego za film o określonej narracji. Pawlikowski po ojcu jest Żydem i ma swoje wspomnienia i prawo widzieć to tak, tego się nie odmawia. Abstrahując od samej artystycznej wartości filmu, pasuje on do obecnej rzeczywistości. Wystarczy sobie wyobrazić film laureata Oscara - Rybczyńskiego i zmuszonego do wyjazdu z Polski Barbura o zupełnie innej treści wskazującej na dobre rzeczy. Bez względu na kulisy, to po prostu nie mogło się udać, przebić się, stałoby w sprzeczności z wydźwiękiem akcji dyfamacyjnej.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Socjopapa - 03.01.2020

pilaster napisał(a): Nie

Tak, bo jeśli uwzględniamy kryteria finansowe to lecimy po listach bestsellerów, a tam właśnie królują podróbki "50 twarzy geja".

lucky7 napisał(a): Czytam średnio 2 książki tygodniowo, w tym głównie literature piękną. Może to nie jest zatrważająca liczba, ale myślę, że na tle ogółu czytelników wypadam nieźle Uśmiech

Chwali się, ale w takim razie nie wiem w jakiej bańce żyjesz, że nie zetknąłeś się choćby z jakąś recenzją książki Tokarczuk. Może jeszcze powiesz, że o Mrozie nie słyszałeś?

Tak z ciekawości: Sandor Marai mówi Ci coś?

lumberjack napisał(a): Tak, ale weź pod uwagę, że każdego roku mamy wielu nowych artystów

Polemizowałbym. Każdego roku mamy wiele nowych edycji Ałtor Kasi, Potężnego Mroza czy Roksany Wungiel, ale artyści tak gęsto się nie pojawiają. Swoją szosą, grupy książkowe czy muzyczne na Pejsbuku to naprawdę fajna sprawa, żeby mieć orientację bez słuchania/czytania wszystkiego jak leci.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - lucky7 - 03.01.2020

Socjopapa napisał(a): Chwali się, ale w takim razie nie wiem w jakiej bańce żyjesz, że nie zetknąłeś się choćby z jakąś recenzją książki Tokarczuk. Może jeszcze powiesz, że o Mrozie nie słyszałeś?

Tak z ciekawości: Sandor Marai mówi Ci coś?
Nie pisałem, że nigdy nie zetknąłem się z recenzją książki Tokarczuk, tylko że nie jest czytana przez szerokie kręgi odbiorców, większość czytelników Tokarczuk do tej pory to były osoby po filologii lub zajmujące się fachowo lub hobbystycznie literaturą. Mało kto sięgał po Tokarczuk tak spontanicznie.

Tak, kojarzę Sandro Marai.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Sofeicz - 03.01.2020

Gladiator.
Było kiedyś popularne wyrażenie "Słoń a sprawa polska".
Ty wyraźnie wpisujesz się w to, tylko z modyfikacją "Słoń a sprawa polsko-żydowska".
Na tej zasadzie wszystko można przedstawić w takim kontekscie i wszędzie i u każdego znaleźć coś na ten temat.
Ale to czyste chciejstwo.

PS. Pochodzenie po ojcu w żydostwie się nie liczy.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - ZaKotem - 03.01.2020

Sofeicz napisał(a): PS. Pochodzenie po ojcu w żydostwie się nie liczy.

W Izraelu się liczy i można za to dostać obywatelstwo, gdy tylko wyrazi się chęć, w Reichu też się liczyło do prawa krótkoterminowego pobytu w baraku (bez konieczności wyrażania chęci).


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - DziadBorowy - 03.01.2020

lucky7 napisał(a):
Socjopapa napisał(a): Chwali się, ale w takim razie nie wiem w jakiej bańce żyjesz, że nie zetknąłeś się choćby z jakąś recenzją książki Tokarczuk. Może jeszcze powiesz, że o Mrozie nie słyszałeś?

Tak z ciekawości: Sandor Marai mówi Ci coś?
Nie pisałem, że nigdy nie zetknąłem się z recenzją książki Tokarczuk, tylko że nie jest czytana przez szerokie kręgi odbiorców, większość czytelników Tokarczuk do tej pory to były osoby po filologii lub zajmujące się fachowo lub hobbystycznie literaturą. Mało kto sięgał po Tokarczuk tak spontanicznie.

Tak, kojarzę Sandro Marai.


Łączna sprzedaż jej książek w Polsce przed Noblem oscylowała w okolicach 1 miliona sztuk. Dla porównania od pierwszego opowiadania w Nowej Fantastyce do 2005 roku Sapkowski sprzedał 1,3 mln sztuk książek o Wiedźminie. Wyniki sprzedaży Tokarczuk przeczą tezie, że nikt poza specjalistami jej nie czyta, choć oczywiście z Mrozami czy też  Lipińskimi konkurować nie może. Zresztą nie rozumiem dlaczego grono jej czytelników miałoby być tak ograniczone. To nie jest przecież aż tak trudna w odbiorze literatura.


RE: Czy minister kultury ma prawo nie czytać Olgi Tokarczuk? - Sofeicz - 03.01.2020

ZaKotem napisał(a):
Sofeicz napisał(a): PS. Pochodzenie po ojcu w żydostwie się nie liczy.

W Izraelu się liczy i można za to dostać obywatelstwo, gdy tylko wyrazi się chęć, w Reichu też się liczyło do prawa krótkoterminowego pobytu w baraku (bez konieczności wyrażania chęci).

Ale Państwo Izrael wg ortodoksów, to twór bezbożny i wszeteczny, zasługujący na wszystko, co najgorsze.