Forum Ateista.pl
Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Wersja do druku

+- Forum Ateista.pl (https://ateista.pl)
+-- Dział: Tematy społeczne (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Kultura i sztuka (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=14)
+--- Wątek: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film (/showthread.php?tid=2890)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Ann - 29.05.2017

Najnowsza część Piratów z Karaibów jest do bólu nieścisła, głupia i absurdalna, ale o dziwo ogląda się tak samo przyjemnie jak wszystkie poprzednie Oczko Chociaż wszystkie błędy logiczne i nieścisłości po drodze nie drażniły mnie tak mocno jak typowa hollywoodzka fabuła, którą wciskają do wszystkich tego typu produkcji. Po pierwszych 5 minutach wiadomo już jak która postać skończy i jakie "plot twisty" naszykowali twórcy. A scena po napisach niestety sugeruje, że będą tego kotleta odgrzewać aż do porzygu.

Spoiler!

A jeśli ktoś lubi klimaty kina grozy to polecam "Uciekaj!" i "Babadook", jak na horrory/thrillery to naprawdę dobre kino.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Baptiste - 29.05.2017

Do aprobaty dla Babadooka mogę się dopisać. Podobał mi się wierszyk. Oczko


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - znaLezczyni - 30.05.2017

Dość ambitna komedia, a może trochę komediodramat, z brawurową rolą Jude'a Law:

Dom Hemingway


Dla wielbicieli brytyjskiego poczucia humoru i brytyjskich klimatów zdecydowanie must-see. Dobrze się bawiłam oglądając, dlatego polecam.


trailer


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - lumberjack - 12.07.2017

Volta - dretwy film, akcja sie nie toczy, niby komedia a prawie nic smiesznego. Film jest nudny i wywoluje sennosc. Jest doslownie kilka fajnych scen/tekstow, ale ogolnie film jest niewarty 24 zl. Jedna naprawde fajna scena z Cezarym Pazura i tyle. Ogolnie nie polecam i odradzam.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Ann - 13.07.2017

W sumie bez jakiegoś większego przekonania przeszłam się wczoraj na Baby Driver i bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, jeden z lepszych filmów akcji jakie widziałam. Warto zobaczyć w kinie.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - lumberjack - 15.07.2017



Nie oglądałem tego, ale może być ciekawym filmem. Szkoda tylko, że na świecznik wzięli cygańską rodzinę, a nie, na ten przykład, wahabicką. Cyganie są tylko leniwymi złodziejami żyjącymi na socjalu. Ciekawsze by było pokazanie jak standardowa rodzina miałaby współegzystować z islamskimi hardkorami.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - białogłowa - 21.08.2017

"Lekarstwo na życie" http://www.filmweb.pl/film/Lekarstwo+na+%C5%BCycie-2016-739293
Film bardzo... przyjemny dla oka (w sensie świetnych zdjęć, bo akurat niektóre ujęcia chciałoby się raczej zapomnieć). Nawet sceny żywcem wyjęte z horroru przedstawiono tak, że patrzy się na nie jak na jakieś fascynujące obrazy. Recenzja na Filmwebie b. trafna.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - znaLezczyni - 12.09.2017

Byłam w kinie na "It".
Nie polecam. Nuda i dłużyzna. Książkę czytałam dawno temu, więc szczegółów nie pamiętałam, idąc na film (pamiętałam, że była ok - ani najlepsza, ani najgorsza z książek Kinga, trochę za długa, ale niektóre fragmenty były całkiem dobre).
Film był żałośnie śmieszny (nie - zabawny), straszny ani trochę, kupy się nie trzymał, muzyka przeraźliwie darła się w tle, tworząc dysonans z obrazem, a ja co jakiś czas sprawdzałam ma zegarku/komórce czas, ile jeszcze tej męki zostało.
Zmarnowany czas i pieniądze.

Ale za to zobaczyłam trailer filmu, na który koniecznie chcę się wybrać: "Mother!".


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - bert04 - 12.09.2017

To ja dla odmiany dwa stare kotlety odgrzeję (tzn. nie wiem, czy już były omawiane, ale mniejsza o to). Z filmów z Tomciem Kruzem i wciągnąłem sobie dwie pozycje. "Jack Reacher" mieszanka kryminału i kina akcji. Mieszanka nierówna, bo pierwsza część, kryminalna, jest prowadzona obiecująco i zgrabnie. Polecam zwłaszcza analizę "przypadkowych 5 ofiar" w wykonaniu głównego bohatera. Potem dochodzimy do kina akcji... i ma się wrażenie, jakby kopiowali gdzie się dało. Zły jest okropnie zły jak jakiś Blofeld, przed głównym pojedynkiem jest odłożenie broni, jak u Chucka Norrisa, zaskakujące sceny są dokładnie wtedy, kiedy być powinny... szkoda trochę. Na siłę chcieli nadmuchać do blockbustera, takie wrażenie jest na koniec.

Drugi to "Oblivion / Niepamięć". Podobało się. Owszem, ma film swoje słabe chwile, część pomysłów jest przewidywalna, ale całość jest IMHO wiarygodna, solidna i wyważona. Odnalazłem tylko jeden błąd logiczny, reszta trzyma się kupy. Nie jest aż tak dobra, żeby omawiać jako ambitny film s-f, ale jako blockbuster, który spełnia oczekiwania - owszem.
Spoiler!



RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - matsuka - 12.09.2017

znaLezczyni napisał(a): Byłam w kinie na "It".
Nie polecam. Nuda i dłużyzna.
Hmm, pewnie nie było tam nic o nierównym traktowaniu kobiet w patriarchalnym społeczeństwie ... współczuję.
Ja ostatnio byłem w kinie dwa lata temu na Małym Księciu i się ... popłakałem ze wzruszenia. Trochę mi było wstyd bo przyjaciele siedzieli obok, ale cóż zrobię ...
Wiadomo nie od dziś, że generalnie większość hollywoodzkich produkcji to kompletna żenada, gdzie wartości, treść i sens zastępuje się efektami specjalnymi, więc jak ktoś chce dobre kino to polecam np. Stalkera (1979) Tarkowskiego, albo Dwunastu gniewnych ludzi (1956), gdzie niemal cała akcja filmu odbywa się w jednym pokoju.
A jeśli chodzi o kino lekkie i przyjemne to polecam np. "Mullholland Drive" Lyncha, w sam raz na niedzielne popołudnie Oczko


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Dragula - 12.09.2017

Bert - nie w "Protokole" a w "Raporcie" Duży uśmiech chyba nawet angielski tajtel był "Minority Report". Tomek to w ogóle agent, bo wybitnym aktorem nie jest, prywatnie odwala coś ze scjentologami (chyba, że to już przeszłość), a jednak wciskają go czasem w dobre (jak na standardy gatunku) kino sf.

Ghost in the shell, z tą całą wiadomo którą, ale mi po robocie wyleciało. Stoi u mnie w pracy na zaszczytnym pierwszym miejscu regału top 20 i choć wiem, że mało kto się tym sugeruje, to ostrzegam - nie dajcie się zwieść. Kino bardzo nieprzyjemne, bardzo nieciekawe, Scarlett nawet cyborga gra zbyt sztucznie, by dało się to znieść. Kto miałby nadzieję odmóżdżyć się przy tym z piwkiem w ręku i powspominać futurystyczne wizje z lat 90 czy dawniejszych - nie da się.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - magicvortex - 12.09.2017

Dragula napisał(a): Ghost in the shell, z tą całą wiadomo którą, ale mi po robocie wyleciało. Stoi u mnie w pracy na zaszczytnym pierwszym miejscu regału top 20 i choć wiem, że mało kto się tym sugeruje, to ostrzegam - nie dajcie się zwieść. Kino bardzo nieprzyjemne, bardzo nieciekawe, Scarlett nawet cyborga gra zbyt sztucznie, by dało się to znieść. Kto miałby nadzieję odmóżdżyć się przy tym z piwkiem w ręku i powspominać futurystyczne wizje z lat 90 czy dawniejszych - nie da się.

Jako fan animki jeszcze dodam że z oryginałem to ma niewiele wspólnego Uśmiech


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Dragula - 12.09.2017

No ten wątek kryminalny był kropka w kropkę przynajmniej gdzieś do połowy filmu (dalej nie dałem rady obejrzeć), tylko te pseudoegzystencjalne rozkminy o byciu maszyną były wyolbrzymione do porzygu. W animcu chyba tylko raz o tym rozmawiali na łódce i to w bardzo powierzchowny sposób. No i był ten jeden "czysty" agent, który wolał własne ciało od cybernetycznego i też wspominał o tym tylko raz


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - żeniec - 13.09.2017

Też widziałem nowe "Ghost in the shell" i jeśli jakoś zrozumiałem oryginał i interpretację amerykańską, to najwyraźniej w tej drugiej przesłanie jest odwrócone o 180 stopni. O ile w oryginale było w pewnym momencie coś w rodzaju "manifestu egzystencjalnego A.I.", o tyle w nowej wersji tego praktycznie w ogóle nie było, a nawet główna bohaterka jakoś tam swoje człowieczeństwo podkreśla w ostatnim monologu. Prócz tego, że twórcy nie zrozumieli pierwowzoru, to nawet mi się podobało Oczko


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - bert04 - 13.09.2017

Dragula napisał(a): Bert - nie w "Protokole" a w "Raporcie" Duży uśmiech chyba nawet angielski tajtel był "Minority Report". Tomek to w ogóle agent, bo wybitnym aktorem nie jest, prywatnie odwala coś ze scjentologami (chyba, że to już przeszłość), a jednak wciskają go czasem w dobre (jak na standardy gatunku) kino sf.

Dalej kręci. I może dlatego wciskają go w s-f bo cała scjentologia to religia autora s-f, który uwierzył w to, co napisał. A i tak lepiej to wychodzi, niż Jasiowi Trawolcie z jego Battlefield Earth.

PS: Istotnie, raport, pomerdało mi się z jakimiś innymi filmami.

Cytat:Ghost in the shell, z tą całą wiadomo którą, ale mi po robocie wyleciało. Stoi u mnie w pracy na zaszczytnym pierwszym miejscu regału top 20 i choć wiem, że mało kto się tym sugeruje, to ostrzegam - nie dajcie się zwieść. Kino bardzo nieprzyjemne, bardzo nieciekawe, Scarlett nawet cyborga gra zbyt sztucznie, by dało się to znieść. Kto miałby nadzieję odmóżdżyć się przy tym z piwkiem w ręku i powspominać futurystyczne wizje z lat 90 czy dawniejszych - nie da się.

Soul popełnił obszerniejszą recenzję GitS (US) na "wierze", którą niniejszym linkuję:

http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?p=963789#p963789

... i "spoileruję".

Spoiler!



RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - cobras - 13.09.2017

ITT: ludzie którzy narzekają że film z 2017 nie jest filmem z 1995. No niestety, czasy się zmieniają, kontekst zmienia się wraz z nimi.
Oczywiście, że GITS95 był ciekawy i inny, zwłaszcza przez poczucie podmiotowości AI, ale czy potrzebuję, żeby film zrobiony 22 lat później znowu to okrywał? Nie sądzę.

GITS17 jest o rozczarowaniu tą obietnicą, że w sieci będziemy mogli być kim chcemy ("Matrix" trochę był taką fantazją, nie?), a tu gówno prawda, sieć nie przyniosła wolności, tylko jej parodię: oddaliśmy naszą tożsamość i pamięć korporacjom.

Mimo pewnego sceptycyzmu ("postęp komputeryzacji i sieci nie zlikwidował podziałów narodowych i etnicznych") GITS z 1995 był pełen nadziei; sieć była w nim narzędziem transcendencji. Technika nie odbierała człowieczeństwa, ale je wzbogacała.
Taka wizja w 2017 byłaby naiwna. GITS 2017 jest pozbawiony złudzeń: korporacje zarządzają naszą tożsamością i wspomnieniami (oh hi, Mark), dyktują nam, jak się mamy nazywać (oh hi, Mark, II); i nawet nie potrzebują na to naszej zgody.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - znaLezczyni - 13.09.2017

Cytat:ITT: ludzie którzy narzekają że film z 2017 nie jest filmem z 1995. No niestety, czasy się zmieniają, kontekst zmienia się wraz z nimi.

Narzekałam na denność filmu, nie na to, że był inny niż pierwszy. A jak ma się zmiana kontekstu (jakiego kontekstu?) do filmu?


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - magicvortex - 13.09.2017

Czasem film jest po prostu kiepski, mi się GITS2017 nie podoba nawet po analizie cobrasa.


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - Dragula - 13.09.2017

Taki już los odgrzańców, Tron: Legacy także był tragiczny. W obu tych produkcjach mankamentem był kompletny brak jakiejkolwiek ciekawej idei w okół której film miałby się kręcić. W pewnym sensie jest to traktowanie fanów tych produkcji jak debili, którym wystarczy puścić jakikolwiek teatrzyk z postaciami z ich ulubionej bajki, żeby nabić kiesę. Tak samo było z Przebudzeniem Mocy

Najlepsze jest to, że świat SW ma mnóstwo niewyeksploatowanych wątków i ogromny świat z którego tylko maleńki ułamek przedstawiono w kinie. I np jak się Ridley Scott brał z Prometeusza, to nie trzaskał od nowa przygód Ripley, tylko rozwinął wątek na temat którego spekulacje trwały od premiery Ósmego pasażera


RE: Kino lekkie i przyjemne, czyli mniej ambitny film - magicvortex - 13.09.2017

Dragula napisał(a): Taki już los odgrzańców, Tron: Legacy także był tragiczny. W obu tych produkcjach mankamentem był kompletny brak jakiejkolwiek ciekawej idei w okół której film miałby się kręcić. W pewnym sensie jest to traktowanie fanów tych produkcji jak debili, którym wystarczy puścić jakikolwiek teatrzyk z postaciami z ich ulubionej bajki, żeby nabić kiesę.

A widzisz, mi się Tron: Legacy podobał, był przyjemny do oglądania i akcja szła całkiem przyjemnie (tylko wywaliłbym tego Zuusa czy jak mu tam było), no i miał świetną muzykę. Nawet dodał swoje trzy grosze jak motyw wirtualnego samozaistniałego życia. Obejrzałem też Tron 1 i za każdym razem coraz gorzej mi się go ogląda, poza motywem wejścia do wirtualnego świata to tam się bardzo niewiele dzieje.

Dragula napisał(a): I np jak się Ridley Scott brał z Prometeusza, to nie trzaskał od nowa przygód Ripley, tylko rozwinął wątek na temat którego spekulacje trwały od premiery Ósmego pasażera

Szkoda tylko że zrobił z tego film o bandzie niekompetentnych ludzi w kosmosie Oczko Jako fan Obcego (głównie 1 i 2) ubolewam nad Prometeuszem.