Forum Ateista.pl
Nasze pożegnania - Wersja do druku

+- Forum Ateista.pl (https://ateista.pl)
+-- Dział: Tematy społeczne (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Wydarzenia i przegląd prasy (https://ateista.pl/forumdisplay.php?fid=17)
+--- Wątek: Nasze pożegnania (/showthread.php?tid=7606)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22


RE: Nasze pożegnania - Sofeicz - 24.11.2022

lumberjack napisał(a): George Soros nie żyje. 92 lata miał.

No i kto teraz będzie rządził światem?
Zgłaszam się na ochotnika - umiem zliczyć do czterech (a czasem i do pięciu), piję umiarkowanie, nie palę, kradnę bez przesady.
Świecie - jesteś mój. Uśmiech

PS. Czyli zgodnie z polskim toposem Soros będzie żył jeszcze długo.


RE: Nasze pożegnania - Nonkonformista - 08.12.2022

Wczoraj odszedł od nas i połączył się z ziemią Jan Nowicki aktor znany między innymi z roli Wielkiego Szu.


RE: Nasze pożegnania - Adam M. - 09.12.2022

Rowniez lubiany przeze mnie w czasach PRL. Z tych znanych mi aktorow sprzed 40 lat to chyba ostatni ktory zyl.
RIP.


RE: Nasze pożegnania - Rowerex - 15.12.2022

Czytał Andrzej Matul...


RE: Nasze pożegnania - Nonkonformista - 31.12.2022

Benedykt XVI nie żyje.


RE: Nasze pożegnania - Nonkonformista - 04.01.2023

Pele również odszedł z tego świata 29 grudnia.

https://www.youtube.com/watch?v=KWnaALlLLMU


RE: Nasze pożegnania - Sofeicz - 04.01.2023

Za moch czasów trawestowano Majakowskiego "mówimy - futbol, a w domyśle - Pele".


RE: Nasze pożegnania - Teista - 29.01.2023

Hmm. Mam coś w temacie "pożegnania" przyjaciela do opowiedzenia. Pożegnałem wielu. Pierwszy to labrador  (13 lat) - umarł w 3 godziny -zator w jelitach - weterynarz nie pomógł. Szybka śmierć. Ekstremalne emocje, pies zakopany, po paru dniach spokój. Drugi wilczur. 11 lat życia i nagła śmierć w nocy. Zaskoczenie, wielki ból, poczucie straty uładzone innymi problemami rzeczywitości i spokój po kilku tygodniach.Trzeci to kot, samiec, niewykastrowany, o wspaniałym charakterze - w zimie  wpadł pod auto i znalazłem jego ścierwo dopiero po wiosennych roztopach - pochowałem jak trzeba - to był wspaniały samiec-kot - żył 1,5 roku. Później był ponownie wilczur- owczarek alzacki - wspaniały, piękny i najmądrzejszy pies jakiego miałem w życiu- rok temu umarł na powikłania związane z nowotworem. Był zdrowy przez 10 lat i w tydzień wszystko się skończyło. Wziąłem też psiaka ze schroniska - wesoły, przyjacielski - po roku dał się rozjechać na wiejskiej drodze - natychmiastowa śmierć. Mam kota, drugiego. Żyje z nami 15 lat. Jest zdrowy, zadowolony, ale stary - i zbliża się jego chwila. Ale nie o nim chcę wam opowiedzieć, a o innych członku mojej rodziny, który też "dobiega" swoich lat.
Jest ze mną ponad 8 lat. Tydzień temu przestała jeść. Pojechałem do wet. Przeprowadził badania RTG, USG, obserwacje zachowawcze/ behawioralne, analizę krwi i dostałem zestaw leków osłonowych  na nerki, wątrobę, a także przeciwbólowe, rozluźniające, pobudzające trawienie i ogólnie na wszystko oraz antybiotyki (to oczywiste). Od tygodnia otrzymuje "karmę ratunkową" co 2 godziny. Sama nie pobiera pokarmu, muszę ją przymuszać do jedzenia, co godzinę ważę i analizuję przyrost/ubytek wagi. Straciła na wadze 100 gramów i tę obniżoną wagę utrzymuję od tygodnia -  to się nazywa "terapia uporczywa" - utrzymanie przy życiu za wszelką cenę.  Nie odpuszczę i będę walczył o jej życie, choć wiem, że moja w tym względzie determinacja wynika wyłącznie z egoizmu. (Ja pierdolę)


RE: Nasze pożegnania - Sofeicz - 30.01.2023

Rozumiem aż za dobrze - to jest ta niefajna strona koegzystencji (nie posiadania) ze zwierzakami.
Do dzisiaj nie mija mi ból po stracie psa, który był mi podręcznym filozofem i ogólnie przyjacielem.
Po nikim tak nie płakałem, jak po nim.
Trzym się!


RE: Nasze pożegnania - lumberjack - 30.01.2023

Uśpij psa i daj mu godnie odejść, a nie będziesz go na siłę męczył. Też miałem przez całe życie różne psy - owczarka szkockiego, niemieckiego i belgijskiego. Belgijski w wieku dwóch lat zmarł na zawał w sylwestra od fajerwerków. Niemiecki zjadł jakieś mięso z trucizną rozrzuconą w parku i skonał szybko ale w męczarniach. Szkocki miał raka skóry i jak się mu wszystko bardzo rozwinęło, to go uśpiłem, żeby się nie męczył. Po co zamęczać ukochanego psa?


RE: Nasze pożegnania - Teista - 30.01.2023

U mnie ból przemija. Przerabiałem to wielokrotnie. U innych też. Ale teraz chozi o to, co dzieje się w tej chwili. Zwierzak umiera powoli i emocje narastają i choć wiem, że taka jest kolej rzeczy, to nie mogę się z tym pogogodzić .  Co godzinę traci 2 gramy wagi, a ja robię co mogę, by ten nieuchronny proces spowolnić. Jakiś bunt we mnie się rodzi, a ten bunt wywołuje tylko same....(KJM).. niepotrzebne emocje. I ten cały bunt jest idiotyczny - wiem, ale nie potrafię przeciwstawić  emocji chłodnej analizie i jak zwkle bywało - uspokoić się. Zawsze myślałem, że potrafię    -    nie potrafię.
  8 lat wspaniałej interakcji skończy się za tydzień lub miesiąc - tak ma być. Już nie chcę więcej. Serio. Nie chcę żadnego psa lub kota. Mam dość.
Dzięki Sofeicz

Lumber
To nie pies, to świnka morska


RE: Nasze pożegnania - Ayla Mustafa - 30.01.2023

@Teista
Uśpij zwierzaczka. Twoja świnka morska na pewno miała wspaniałe życie, skoro się o nią tak troszczysz. Niech na zawsze zapisze się w historii jako wielka szczęściara wśród świnek. Nie pogarszałbym jej wspaniałej historii. Wspominaj pozytywnie jej historię; z zasłużoną dumą i zadowoleniem dobrego opiekuna, który dał jej nie tylko dobre życie, ale i dobrą śmierć, a więc całe dobro, które można było jej dać.
Trzymaj się. Skupiaj się proszę na całym dobru, które swoim zwierzakom dałeś, by się pokrzepić. Powinieneś się krzepić, by dawać jeszcze więcej dobra innym. Jest masa zwierzaczków np. w schroniskach, które nawet nie śmią marzyć o takim świetnym opiekunie jak Ty. Czyż kolejny kompan nie czeka na lepsze życie? Na nim też już się, proszę, skupiaj.


RE: Nasze pożegnania - Nonkonformista - 30.01.2023

lumberjack napisał(a): Uśpij psa i daj mu godnie odejść, a nie będziesz go na siłę męczył. Też miałem przez całe życie różne psy - owczarka szkockiego, niemieckiego i belgijskiego. Belgijski w wieku dwóch lat zmarł na zawał w sylwestra od fajerwerków. Niemiecki zjadł jakieś mięso z trucizną rozrzuconą w parku i skonał szybko ale w męczarniach. Szkocki miał raka skóry i jak się mu wszystko bardzo rozwinęło, to go uśpiłem, żeby się nie męczył. Po co zamęczać ukochanego psa?
Ano właśnie. Zwierzęta usypiamy i nie pozwalamy im cierpieć.
A ludziom pozwalamy sie męczyć i nie usypiamy, gdy cierpią, a przecież też jesteśmy zwierzętami. Dziwna /bo religijna/ aksjologia.


RE: Nasze pożegnania - Adam M. - 31.01.2023

No wlasnie, trzymasz ja przy zyciu tylko z wlasnego egoizmu.
Czy to wypada robic, szczegolnie teiscie? Przeciez nie zdajesz sobie sprawy czy i jak naprawde cierpi.
Przypomne ze zaprzestanie jedzenia to jeden ze znakow zblizajacej sie smierci, takze u ludzi ( wylaczenie poszczegolnych funkcji organizmu ).

Nonkonformista, masz 100% racji tez mnie to wielokrotnie zastanawia dlaczego nie mozna wybrac metody odejscia na naszych warunkach w momencie gdy wiemy ze podroz sie skonczyla i jej przedluzanie to bedzi tylko bol i coraz wieksze obciazenie opiekujacej sie nami rodziny?


RE: Nasze pożegnania - Teista - 03.02.2023

Zgadzam się z każdym z Was. Rok temu uśpiłem najwspanialszego na Świecie psa. Nie było innej możliwości. Teraz, po moich doświadczeniach ostatniego tygodnia ustaliłem, iż taką decyzję możemy podjąć wtedy i tylko wtedy gdy spełniają się jednocześnie dwa warunki:
1. terapia nie daje dobrych rokowań
2. zwierzę cierpi

Nie ma znaczenia w tym przypadku czy jesteś jakimś teistą, czy ateistą, czy jakimś innym ... -istą. Liczą się tylko emocje, które w Twoim mózgu wywołuje rzeczywistość (elektrony w neuronach czy chrześcijańska postawa - wsjo rawno) oraz rozsądek, doświadczenie - 2 warunki podane powyżej. Następuje wtedy wewnętrzna walka pomiędzy tym co podpowiada rozsądek, a tym jak szarpią Cię emocje.

Moja świnka nie cierpiała. To moja obserwacja, potwierdzona przez panią weterynarz. Z tego wynika "moja walka". Nie zaistniały jednocześnie dwa warunki. To nie pozwoliło na podjęcie decyzji o uśpieniu zwierzaka - nie cierpiała, więc zastosowałem metodę "terapii uporczywej". To jeszcze nie była sfera opieki paliatywnej. Było bardzo źle. W najgorszym momencie ważyła 653 gramy, całkowita apatia, śladowe reakcje na bodziec. Traciła co godzinę 2 gramy, temperatura 37,5 st.C, czasem 36 (wtedy butelki PET z ciepłą wodą). Wmuszałem Jej strzykawką "po kropelce" karmę ratunkową powstrzymując  utratę wagi ciała - 15 sesji żywieniowych na 24 h. Dodatkowo dozowanie medykamentów. To trwało do 22 stycznia do wczoraj.
Wczoraj zaczęła pobierać pokarm samodzielnie - to znaczy - musiałem ją zachęcać, kroić różne warzywa na cienkie plasterki, podsuwać do pyszczka, głaskać i ... nawet śpiewałem Jej różne piosenki (ja pitolę). Zaczęła jeść sianko - to największa radość. O godzinie 23:00 uzyskała wagę 715 g. Nastąpiło przełamanie. Pierwsza spokojna i w całości przespana noc. Rano buszowała w klatce, robiła porządki z sianem, przesuwała miskę z żarciem i z zawzięciem próbowała przestawić hamak - wiosenne porządki. Pokarm pobiera samodzielnie z moją delikatną pomocą. Teraz, o 12:00 waży 703 g, o 14:00 - 714. Jest aktywna. Odstawiam antybiotyki, rodicare, meloxidyl, lespewet. Pozostaje aptus-alto i hepatiale, bo odżywcze i chronią wątrobę. Nerki OK. Pozostawiam espumisan do momentu, aż porządnie ruszą jelita - w smaku jest całkiem niezły, próbowałem, świnka też lubi.

Nadal jest osłabiona, ale nadzieja umiera ostatnia, a od wczoraj ta nadzieja wzrasta.
Ale "wiara" we mnie nadal nie funkcjonuje.
Pozdrawiam


RE: Nasze pożegnania - Teista - 08.02.2023

... I przyszedł do mnie ON - Śmierć. I Śmierć dotknął Mnie - Kostucha - wysuszony szkielet odziany w czarny (czarny jak sumienie faszysty), poszarpany i spleśniały płaszcz. W mocarnej, szkieletnej dłoni dzierżył ostrą jak brzytwa kosę i łagodnie uśmiechając się do Mnie spróchniałymi zębami wypowiedział zgrzytliwym głosem te oto słowa, mówiąc:

Ś: oddawaj świnkę morską, teraz. Od tej chwili JA chcę się nią zaopiekować. Twój czas przeminął, miałeś go dość.....  Teraz Moja kolej.

I Śmierć złowieszczo wbił we mnie swój pusty wzrok. I spojrzał na mnie swymi martwymi, wypełnionymi Szeolem oczyma, które nigdy nie oglądały Światłości, po czym dodał:

Ś: A teraz, oddawaj...

Wkurwiony na maksa, bez namysłu odparowałem:

Teista: O nie, nie oddam, bo Jej czas jeszcze nie zakończył się. Wracaj tam, skąd żeś wypełzł, kreaturo. Wracaj w Otchłań, gdzie Twoje miejsce, mam Cię w dupie.

Uśmiech Śmierci zamienił się nagle w przeszywający duszę schizofreniczny, lodowato upiorny rechot - przerażający śmiech. Poczułem w nozdrzach Jego oddech nasycony fetorem zgnilizny, rozpadu i wszechobecnej entropii ... a wtedy Śmierć wypowiedział te słowa i tak skrzekliwie do mnie rzekł, mówiąc:

Ś: A skąd Ty to wszystko wiesz, Ty marny robaku? Jak śmiesz przeciwstawiać się Mojej woli, jak śmiesz przeciwstawiać się MNIE???

T: Bo mam w sobie Nadzieję, a Ta każe mi walczyć z Tobą do "ostatniego oddechu, do ostatniej kropli krwi". Spadaj!

Ś: Rozumiem Twoje bezpłodne nadzieje, marnoto. Każdy jeden się "stawia". Ale sam przecież dobrze wiesz, że i tak, w końcu, po Nią przyjdę i zabiorę Ci Ją, i to niedługo, a potem zabiorę  i samego Ciebie. Zagrajmy więc teraz w "Chińczyka" i ten kto wygra 3 razy - zaopiekuje świnką morską na następny, nieustalony interwał czasowy - albo Ty, albo Ja.

Wygrałem  3 X. Świnka od 3 dni samodzielnie pobiera pokarm z miski. Samodzielnie utrzymuje wagę w okolicach 720 gramów. Normalnie waży 760. Powróciły typowe reakcje na bodziec. Jest zdrowa, zadowolona, wesoła. Wygrałem - pokonałem Śmierć. Dziś rano waży 753 gramy, czyli do fizjologicznej wagi  (dla tego, konkretnego osobnika) brakuje  około 10 gramów. WYGRAŁEM. Jeszcze nie muszę żegnać się z przyjacielem, choć było blisko.

Coś Wam teraz muszę wytłumaczyć. Jestem bezsprzecznie uznanym Rodzinnym Mistrzem Gry w  Chińczyka.  Zawsze wygrywam. Wczoraj przeprowadziliśmy rodzinne zawody i w 6 rozgrywkach wygrałem 6 x z rzędu. W siódmym rozdaniu zająłem drugie miejsce, bo (wściekła) reszta umówiła się, że muszą mnie wykończyć...... i wykończyli. Ale ze Śmiercią wygrałem 3 x,  i to i tylko to się liczy.
Pozdrawiam...


RE: Nasze pożegnania - Ayla Mustafa - 11.02.2023

Ja z kolei postanowiłem, że muszę powalczyć z moim uzależnieniem od neta i telefonu, więc przestaję pisać na forach i blogach tego świata. Detoks dla zdrowia. Język
3majcie się! Duży uśmiech


RE: Nasze pożegnania - lumberjack - 11.02.2023

Powodzenia Uśmiech


RE: Nasze pożegnania - DziadBorowy - 11.02.2023

Chyba tutaj to najbardziej pasuje:
https://www.facebook.com/MariuszSzczygielReporterOfficial/posts/pfbid0gbMKuoqJr2qH4eEDVSVZZ2iSmYF9DWwEqTUGGLuH4W87WZUoHcDc7SUEQk6JxZBql

Celny komentarz.


RE: Nasze pożegnania - Sofeicz - 13.06.2023

Zmarł Silvio 'Bunga Bunga" Berlusconi.

Jego zasługi dla Włoch i polityki europejskiej są niezaprzeczalne.
Był prekursorem polityki dla ciemnego ludu, ruchał co popadnie, kradł i defraudował.
I włos mu z głowy nie spadł.

Jaki stąd morał: "Jak kraść, to miliony, jak jebać, to nieletnie"