03.03.2015, 10:13
W wielu formowych dyskusjach przewija się to pytanie. Z reguły traktowane jako okazja do żarcików, lub pomawiania stawiających je osób o posiadania antymęskich fobii. Przyznaję, że impulsem do założenia tego wątku była konkretna wypowiedź osoby, którą lubię i szanuję – Iselin. W dyskusji o konwencji antyprzemocowej napisała tak:
podtrzymuję, że exeter, chociaż myli się, i to bardzo, moim zdaniem, wyraża pogląd w rodzaju: Ziemia jest płaska.
Przyjmuję, że powyższa opinia odnosi się do moich twierdzeń, iż nasze struktury rodzinne i społeczne mają zdecydowanie patriarchalny charakter. Oraz, że wynikają z tego określone konsekwencje: brak znaczącego wpływu kobiet na decyzje władz, agresja wewnątrz rodzin, konfliktowy model polityki wewnętrznej i zagranicznej, destrukcyjny, podatny na kryzysy model gospodarki.
Dlatego kieruję do mojej formowej przyjaciółki, ale też do każdego zainteresowanego tym tematem, pytania: czy w polityce ma znaczenie fakt, iż kobiety, stanowiące ponad połowę społeczeństwa, mają w Najwyższych Władzach przez jedynie ok. 20% przedstawicielek? Czy jest istotne, że we władzach kościelnych kobiet nie ma wcale? Że nadal górne piętra hierarchii w biznesie zarezerwowane są dla mężcyzn?
I czy taką sytuację możemy nazwać patriarchalnym systemem władzy?
Jakie są zalety i wady takiego rozwiązania? I najważniejsze, czy już na zawsze jesteśmy na niego skazani?
Zapraszam do dyskusji.
podtrzymuję, że exeter, chociaż myli się, i to bardzo, moim zdaniem, wyraża pogląd w rodzaju: Ziemia jest płaska.
Przyjmuję, że powyższa opinia odnosi się do moich twierdzeń, iż nasze struktury rodzinne i społeczne mają zdecydowanie patriarchalny charakter. Oraz, że wynikają z tego określone konsekwencje: brak znaczącego wpływu kobiet na decyzje władz, agresja wewnątrz rodzin, konfliktowy model polityki wewnętrznej i zagranicznej, destrukcyjny, podatny na kryzysy model gospodarki.
Dlatego kieruję do mojej formowej przyjaciółki, ale też do każdego zainteresowanego tym tematem, pytania: czy w polityce ma znaczenie fakt, iż kobiety, stanowiące ponad połowę społeczeństwa, mają w Najwyższych Władzach przez jedynie ok. 20% przedstawicielek? Czy jest istotne, że we władzach kościelnych kobiet nie ma wcale? Że nadal górne piętra hierarchii w biznesie zarezerwowane są dla mężcyzn?
I czy taką sytuację możemy nazwać patriarchalnym systemem władzy?
Jakie są zalety i wady takiego rozwiązania? I najważniejsze, czy już na zawsze jesteśmy na niego skazani?
Zapraszam do dyskusji.

