28.05.2017, 02:51
Przedstawiam do rozwagi następujący wariant zakładu Pascala (nazwijmy go Zakładem Ceplusplusa):
Twierdzenie X:
Bóg wypisuje w naszych sercach swoje Prawo, które odczytujemy jako swoje własne ideały (np.: Miłość, Dobro, Współczucie, Świętowanie Życia). Wymaga abyśmy zaryzykowali i zaufali Mu, wybierając działania jak najbliższe tym ideałom. Abyśmy kierowali się Jego wolą, rozpoznawaną jako nasza wewnętrzna mądrość. Abyśmy nie dawali się zwieść zewnętrznemu światu - choćby pojawiali się fałszywi prorocy i dokonywali najbardziej niezwykłych cudów. Cała ta "gra" jest oczywiście bardzo trudna, mega wymagająca, bo trudno jest zaufać. Jest to sprawdzian. Jeśli wygramy, zostajemy ocaleni, zbawieni. Miliardy ludzi próbują nas jednak zwieść za pomocą technik psychomanipulacji; przeciw nam stoją potężne instytucje, pozornie bardzo przekonujące argumentacje.
Nie jesteśmy jednak sami. Bóg daje nam na naszej drodze różnych ludzi, sytuacje, księgi, itd., które nas umacniają. Nawet one jednak zostają skażone przez przeciwnika. Co wygra: rozum/intuicja, czy lęk? Pewności nie uzyskamy nigdy, aż do końca gry. Czy ulegniemy presji? Czy ulegniemy fałszywym "Zakładom Pascala", czy też może wytrwamy w Bogu? Jedni mówią nam, że musimy coś zrobić albo w coś uwierzyć, bo inaczej "Bóg" nas potępi. Czy damy się im zwieść? Któremu Bogu zaufamy bardziej: naszemu Bogu, czy ich "Bogu"? Bogu, który nas umacnia i jest Miłością, czy "Bogu" który potępia? Czy zaufamy, że Bóg, który jest Miłością, ochroni nas przed "Bogiem", który potępia? Wybierzemy Boga, który pragnie jedności wszystkich ludzi, czy też "Boga", który dzieli ludzi na 2 grupy: tych, których miłuje bardziej, bo spełniają pewne warunki i tych, których miłuje mniej? Wybierzemy Boga, którego wyznawcy emanują miłością, dobrocią i spokojem, czy "Boga", którego wyznawcy są aroganccy i protekcjonalni?
Trochę jak w Vanilla Sky.
Twierdzenie X może być oczywiście prawdziwe lub fałszywe. Co wybieracie?
Twierdzenie X:
Bóg wypisuje w naszych sercach swoje Prawo, które odczytujemy jako swoje własne ideały (np.: Miłość, Dobro, Współczucie, Świętowanie Życia). Wymaga abyśmy zaryzykowali i zaufali Mu, wybierając działania jak najbliższe tym ideałom. Abyśmy kierowali się Jego wolą, rozpoznawaną jako nasza wewnętrzna mądrość. Abyśmy nie dawali się zwieść zewnętrznemu światu - choćby pojawiali się fałszywi prorocy i dokonywali najbardziej niezwykłych cudów. Cała ta "gra" jest oczywiście bardzo trudna, mega wymagająca, bo trudno jest zaufać. Jest to sprawdzian. Jeśli wygramy, zostajemy ocaleni, zbawieni. Miliardy ludzi próbują nas jednak zwieść za pomocą technik psychomanipulacji; przeciw nam stoją potężne instytucje, pozornie bardzo przekonujące argumentacje.
Nie jesteśmy jednak sami. Bóg daje nam na naszej drodze różnych ludzi, sytuacje, księgi, itd., które nas umacniają. Nawet one jednak zostają skażone przez przeciwnika. Co wygra: rozum/intuicja, czy lęk? Pewności nie uzyskamy nigdy, aż do końca gry. Czy ulegniemy presji? Czy ulegniemy fałszywym "Zakładom Pascala", czy też może wytrwamy w Bogu? Jedni mówią nam, że musimy coś zrobić albo w coś uwierzyć, bo inaczej "Bóg" nas potępi. Czy damy się im zwieść? Któremu Bogu zaufamy bardziej: naszemu Bogu, czy ich "Bogu"? Bogu, który nas umacnia i jest Miłością, czy "Bogu" który potępia? Czy zaufamy, że Bóg, który jest Miłością, ochroni nas przed "Bogiem", który potępia? Wybierzemy Boga, który pragnie jedności wszystkich ludzi, czy też "Boga", który dzieli ludzi na 2 grupy: tych, których miłuje bardziej, bo spełniają pewne warunki i tych, których miłuje mniej? Wybierzemy Boga, którego wyznawcy emanują miłością, dobrocią i spokojem, czy "Boga", którego wyznawcy są aroganccy i protekcjonalni?
Trochę jak w Vanilla Sky.
Twierdzenie X może być oczywiście prawdziwe lub fałszywe. Co wybieracie?
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
May all beings be at ease.
May all beings be happy

