29.02.2020, 22:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2020, 23:53 przez DziadBorowy.)
(29.02.2020, 21:09)Łazarz napisał(a): Pod warunkiem że Lumber byłby Indianinem i wpieprzał schaboszczaka kupionego od świeżo przybyłego na kontynent białasa.
Większość zaraz wzięła się co prawda od zwierząt hodowlanych, ale jesteśmy już ze sobą na tyle długo, że zdążyliśmy się już trochę przystosować. Żarcie jakichś dzikich i rzadkich w historycznej ludzkiej diecie zwierząt zwiększa ryzyko.
To jeszcze raz: świńska grypa. Albo ptasia grypa i szczep H5N1, którego wyhodowano sobie niejako przypadkiem w procesie przemysłowego chowu drobiu. Tylko czekać gdy na jakiejś fermie gdzie jest nienaturalne zagęszczenie zwierząt hodowlanych wyrośnie coś o podobnej do H5N1 śmiertelności (60%) ale dużo łatwiej zarażalne.
Cytat: A taki Chińczyk zeżre Ci wszystko - im co bardziej dziwaczne i obleśne tym dla niego bardziej wystawne. Płetwa rekina, jaskółcze gniazdo, nietoperz...
Co jest bardziej dziwnego w płetwie rekina czy też nietoperzu niż w świńskiej wątróbce, króliku czy też gołębiu, który był rarytasem na polskich stołach jeszcze kilkadziesiąt lat temu?
(29.02.2020, 19:00)Gawain napisał(a): Temperatura ubija wirusy i większość pasożytów. Niestety ludzie tacy jak ja istnieją i namiętnie żrą surowiznę. Ja się ograniczam do zwierząt typowo hodowlanych.
Przecież aby się zarazić wcale nie trzeba mięsa zjadać. Ktoś przy zwierzętach pracuje/poluje na nie, ktoś je oprawia, ktoś ćwiartuje, ktoś je wreszcie przygotowuje do spożycia. Zarazić się można na każdym etapie.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"

