"Najlepsze" w tym wszystkim jest to, że utrata węchu to nic nowego w świecie "zatokowców". Ale przez COVID-19 wszystko jest trudniejsze w interpretacji.
Już w piątek czułem, że nie jestem w najlepszej dyspozycji. Sobota upłynęła pod znakiem bólu krzyża i podudzi. W niedzielę gorączka ~ 38.2, w poniedziałek stan podgorączkowy nieprzekraczający 37.4, od wtorku spokój. W tym czasie najpierw kichanie, później katar i pokasływanie, a później kaszel - ale do kaszlu jaki pamiętam z czasów ostatniej grypy to nie miało startu. No i dochodzimy do naszej anosmii, dzięki której drugi dzień z rzędu mógłbym wąchać co popadnie bez skrzywienia
Mam z tym przeboje niemal rok w rok w sezonie jesiennym - wyjątkiem był 2020, bo... przesiedziałem go na zdalnej.
Byłem u lekarza w poniedziałek - oskrzela i płuca czyste, gardło czyste. Jedynie ból głowy, katar i ten stan podgorączkowy. Nie dostałem testu na koronkę. I tak siedzę sobie na ZLA głowiąc się: a może to jednak COVID? Bo przecież dzisiaj, poza porannym opróżnieniem nosa (a było tego sporo, o czym też świadczył łupiący czerep), jest drożnie, oddycham bez problemu, a węchu nadal brak. Smak ok - kwaśne, słodkie, słone, mdłe, wszystko jest wyczuwalne, ale zapach mielonej kawy, perfum, aromatu lawendowego - niet.
Objawy tych chorób tak na siebie ponachodziły, że bez testu naprawdę ciężko rozstrzygnąć. Z drugiej strony - jeżeli mam COVID jako zaszczepieniec, to nie różni się on w niczym od zwykłej, jesiennej wirusówki. To co to teraz przechodzę to po prostu mocniejsze, acz dosyć rozwleczone przeziębienie. Faktem jest, że od sobotniego poranka leciałem z inhalacjami i nebulizacją oraz kompletem witamin oraz - w przeciwieństwie do kolegi Lumbera - ograniczyłem się tylko do posprzątania łazienki
EDIT: ach, bo jeszcze sobie przypomniałem - wczoraj cały dzień zatkane i bolące ucho, objaw też charakterystyczny raczej przy zatokach, no ale...
Już w piątek czułem, że nie jestem w najlepszej dyspozycji. Sobota upłynęła pod znakiem bólu krzyża i podudzi. W niedzielę gorączka ~ 38.2, w poniedziałek stan podgorączkowy nieprzekraczający 37.4, od wtorku spokój. W tym czasie najpierw kichanie, później katar i pokasływanie, a później kaszel - ale do kaszlu jaki pamiętam z czasów ostatniej grypy to nie miało startu. No i dochodzimy do naszej anosmii, dzięki której drugi dzień z rzędu mógłbym wąchać co popadnie bez skrzywienia
Mam z tym przeboje niemal rok w rok w sezonie jesiennym - wyjątkiem był 2020, bo... przesiedziałem go na zdalnej.Byłem u lekarza w poniedziałek - oskrzela i płuca czyste, gardło czyste. Jedynie ból głowy, katar i ten stan podgorączkowy. Nie dostałem testu na koronkę. I tak siedzę sobie na ZLA głowiąc się: a może to jednak COVID? Bo przecież dzisiaj, poza porannym opróżnieniem nosa (a było tego sporo, o czym też świadczył łupiący czerep), jest drożnie, oddycham bez problemu, a węchu nadal brak. Smak ok - kwaśne, słodkie, słone, mdłe, wszystko jest wyczuwalne, ale zapach mielonej kawy, perfum, aromatu lawendowego - niet.
Objawy tych chorób tak na siebie ponachodziły, że bez testu naprawdę ciężko rozstrzygnąć. Z drugiej strony - jeżeli mam COVID jako zaszczepieniec, to nie różni się on w niczym od zwykłej, jesiennej wirusówki. To co to teraz przechodzę to po prostu mocniejsze, acz dosyć rozwleczone przeziębienie. Faktem jest, że od sobotniego poranka leciałem z inhalacjami i nebulizacją oraz kompletem witamin oraz - w przeciwieństwie do kolegi Lumbera - ograniczyłem się tylko do posprzątania łazienki

EDIT: ach, bo jeszcze sobie przypomniałem - wczoraj cały dzień zatkane i bolące ucho, objaw też charakterystyczny raczej przy zatokach, no ale...
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.


