zefciu napisał(a): Natomiast dwie rzeczy uznam za lepsze niż w książce.
Spoiler!
Po pierwsze — sposób prowadzenia wojen ma w filmie więcej sensu. W książce prawie całkowicie wyeliminowano broń palną, a przecież ludzie nie chodzą w osłonach cały czas (zwłaszca nie na Arrakis). W filmie są osłony i sposób prowadzenia walk je uwzględnia, ale widzimy też taktyki ogniowe. Zrezygnowano też chyba z zasady, że trafienie lasgunem w tarczę powoduje obopólną zagładę (przynajmniej użyte taktyki na to wskazują).
Druga rzecz to sam fakt podania głównego przesłania historii. Tutaj Herbert był po prostu zbyt subtelny. Czytelnik Diuny zwykle nadal postrzega Paula jako bohatera i dopiero Mesjasz burzy mu tę wizję (i tutaj Herbert zrezygnował zupełnie z suptelności i pojechał Hitlerem). W filmie, mimo że możemy z Paulem sympatyzować, widzimy, że dzieje się coś bardzo niepokojącego, a kulminacją filmu jest rozpoczęcie dżihadu.
Jeżeli chodzi o te dwie rzeczy
Spoiler!
Lasguna używają do ataków żniwiarek, gdzie wiadomo, że tarcze są wyłączone. Nie widzimy sytuacji w filmie, żeby laser trafił w jakąś tarczę. Oprócz laserów są jeszcze wyrzutnie rakiet. Brak natomiast jakichś zwykłych karabinów. Dlaczego w finałowej bitwie nie strzelają do Fremenów jak do kaczek z jakiejś broni palnej albo choćby z tych lasgunów?
Albo dlaczego imperator nie każe po prostu strzelać do Paula w finałowej scenie? Bo boi się tarczy? To może strzelić do niego z rakiety w takim razie? Raczej wygląda to tak, że czasami logika się broni, a czasami nie. Bardziej to wszystko zabiegi fabularne niż w 100% spójny i logiczny świat przedstawiony. Nie czytałem książki jak coś, oglądałem Diunę z 1984.
Druga rzecz. Villeneuve powiedział, że chciał przedstawić Paula zgodnie z intencjami Herberta. Stąd ta zmiana postaci Chani, która jest praktycznie jedyną wątpiącą w Lisab Al gaiba. Powiedziałbym, że przez to, że chodzi ciągle naburmuszona, to straciła swój urok. Generalnie jakoś ten wątek miłosny mnie nie przekonał i Zendaya mi też nie podpasowała w tej roli.
W sumie dalej może być tak, że widownia nie znająca dalszych wydarzeń w Diunie:Mesjasz nie zrozumie intencji Herberta ani Villeneuve'a i zamiast odebrać Paula jako antybohatera, to odbierze Chani jako tą co wszystko jej nie pasuje. Już pojawia się wiele komentarzy, że to opowieść typu "white savior"
Albo dlaczego imperator nie każe po prostu strzelać do Paula w finałowej scenie? Bo boi się tarczy? To może strzelić do niego z rakiety w takim razie? Raczej wygląda to tak, że czasami logika się broni, a czasami nie. Bardziej to wszystko zabiegi fabularne niż w 100% spójny i logiczny świat przedstawiony. Nie czytałem książki jak coś, oglądałem Diunę z 1984.
Druga rzecz. Villeneuve powiedział, że chciał przedstawić Paula zgodnie z intencjami Herberta. Stąd ta zmiana postaci Chani, która jest praktycznie jedyną wątpiącą w Lisab Al gaiba. Powiedziałbym, że przez to, że chodzi ciągle naburmuszona, to straciła swój urok. Generalnie jakoś ten wątek miłosny mnie nie przekonał i Zendaya mi też nie podpasowała w tej roli.
W sumie dalej może być tak, że widownia nie znająca dalszych wydarzeń w Diunie:Mesjasz nie zrozumie intencji Herberta ani Villeneuve'a i zamiast odebrać Paula jako antybohatera, to odbierze Chani jako tą co wszystko jej nie pasuje. Już pojawia się wiele komentarzy, że to opowieść typu "white savior"

