Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bajka o Jezusie
#8
bert04 napisał(a): Cytując tego, o którym powyżej piszesz: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego».

Tajemniczo napisałeś. Duży uśmiech

A właśnie. Mam jeszcze jedną myśl. Otóż: zadawanie się Jezusa z osobami nieszczęśliwymi jest głęboko sensowne. Bowiem właśnie osoby nieszczęśliwe śnią o lepszym świecie i łatwo im poświęcić wszystko to, co mają (skoro tego wszystkiego nie cenią). Nawiązuje też do tego stwierdzenie, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogacz wstąpi do Królestwa Niebieskiego. Bogaczowi w końcu trudniej rozdać wszystko, co ma. No a Jezus zadawał się z osobami pogardzanymi - celnikami i prostytutkami.
Poza tym Jezus miał gdzieś relacje rodzinne. Stąd mówił, że przyszedł włożyć miecz między członków rodziny. A ta nauka mi bardzo pasuje, bo dość szybko stwierdziłem, że czuję się w dużej mierze obcy wobec mojej rodziny i mam im trochę za złe, więc jakoś mocno przełamywać siebie nie musiałem, by przestać ich emocjonalnie wywyższać. No i zawsze widziałem, że prawie wszyscy z rodziny dbali o mnie, bo jestem z nimi spokrewniony, a gdyby podmienili mnie w szpitalu i żyłbym jako ich sąsiad, to mieliby mnie gdzieś. Poza tym moja rodzina mnie w ogromnej mierze nie zna - przez moją skrytość i to, że są tak różni ode mnie, że mnie nie rozumieją.
W zasadzie pomaga zdolność "oddalenia i ucieczki od siebie". Unikając z jakiegoś powodu siebie można ujrzeć świat abstrakcyjnie, z boku, z oddali, a wtedy każdy człowiek zdaje się takim samym punkcikiem w mrowisku obijających się o siebie punkcików - nie do odróżnienia. Bez sensu wtedy wywyższać siebie, albo kogoś bliskiego, bo wszyscy są takimi samymi punkcikami. Zatem perspektywa powinna być jak najbardziej globalna, chociaż analizując siebie i otoczenie można się też wiele nauczyć.
Relacje romantyczne też mnie szybko zawiodły. Zawsze marzyłem o prawdziwej miłości - walki o kogoś nieważne jaki on jest, czy jakie błędy popełnił. Kiedyś szukałem tej miłości wśród ludzi, ale zrozumiałem, że miłość tutaj wśród ludzi jest interesowna i nie jest niezniszczalna, więc tak naprawdę miłością nie jest. A miłość bez granic, która na pewno trwać będzie zawsze, nieważne co, możliwa jest tylko w innym, wyższym, nieskończonym świecie. Stąd ochoczo się nastawiam na ten inny świat. Na Ziemi nie jest możliwa miłość, ale możemy do niej dążyć, bo jest ideałem - zawsze można być bliżej. A nawet jeżeli w wyższym świecie nie możemy uzyskać miłości niezniszczalnej, to przynajmniej możemy też do niej skuteczniej dążyć. To zawsze plus. Chociaż może nasze dusze mogą kochać niezniszczalnie, ale nasze ciała są na tyle słabe, że zawsze koniec końców "pękną", mimo kochającej duszy - tak jak w "Roku 1984", gdzie partner zaszkodził swej partnerce, bo go złamano torturami. Może dusza wtedy fizycznie nie mogła przemóc ciała.

Kochanie każdego skorelowane jest też pewnie z olbrzymią wrażliwością i wyobraźnią. Wrażliwość oznacza współodczuwanie, a wyobraźnia pozwala lepiej wczuć się inne osoby poprzez zrozumienie ich położenia. I stąd też pewnie złe siły próbowały złamać Jezusa obiecując mu odpoczynek od cierpienia (np. przy kuszeniu na pustyni). Przez swoją wrażliwość Jezus musiał pewnie często dogłębnie cierpieć, więc tutaj szatan widział szansę na pokonanie go. Przez ból można bowiem próbować uciec od odczuwanej odpowiedzialności poprzez nihilizm lub zbytnie skupienie się na swoim bólu (na zasadzie: nie mogę zadbać o ludzi, bo sam wpierw potrzebuję pomocy dla siebie). Cierpienie może też spustoszyć psychikę i spowodować działania impulsywne, niestałe i nieracjonalne. To tak jak z książką - jeżeli część stron się pokreśli, wydrze lub dziwacznie poskleja, to wychodzi wybrakowany bełkot.

A co do mnie: lata już żyję w pewnego rodzaju buncie i nienawiści do świata wokół. Nienawidzę bowiem podstaw świat - wszechobecnego egoizmu, wywyższania swoich znajomych, rodziny, narodu. W zasadzie to prawie cała historia świata jest groteską, gdzie się walczy o siebie, swoje geny itd. Ludzie się wokół masakrują. Zawsze ucząc się historii byłem zadziwiony głupotę ciągłej wszechwojny. Jedni prostacko opływają w luksusach, a inni giną z głodu i chorób. Stąd pewnie emocjonalnie mnie ciągnie do nauk Jezusa, więc mogę czasem bezwiednie naginać jakieś idee, byle mi pasowały pod teorię. Pewnie tak nieraz bywa. Mam też swoje wnioski etyczne, które wypisałem w wątku "kalkulacje moralne". Chciałbym rewolucji. To pewne. Stopniowo radykalizuję swoje życie. A zapewne wraz z coraz mocniejszym odczuwaniem końca mego życia będę się radykalizował jeszcze bardziej, gdyż będę miał coraz mniej czasu na swoje cele.
W zasadzie to w moim życiu rozważam dwie główne taktyki zachowania:
- działanie na podstawie zasady kochania każdego pod kątem potencjalnej wieczności w sposób taki, jak szacuję opłacalność,
- działanie na podstawie nauk Jezusa, a gdy nauka czegoś nie normuje, to na zasadzie kochania każdego pod kątem potencjalnej większości.
I ta pierwsza droga jest po części mniej wymagająca, a po części bardziej wymagająca. Mniej wymagająca, bo nie nakazuje rozdania swojego majątku tu i teraz i nie nakazuje uległości, a bardziej wymagająca, bo nakazuje mi więcej analizować samemu zamiast zdawać się na gotową instrukcję. I tej drugiej drogi się obawiam, bo pójście w nią w całości zamyka mi w dużej mierze inne potencjalne drogi. Nie do końca wiem, jak miałbym wtedy żyć. Liczyć musiałbym chyba np. na rodzinę, która będzie mi coś użyczać z zastrzeżeniem, że to nie darowizna i mam użyć tylko na to i na to (na swoje ubrania, jedzenie, czy coś w tym rodzaju). Okej. Wtedy bym tak nie biedował. Jest tu też taki plus, że żyłbym na tyle dziwnie, że może zwabiłbym uwagę kilku osób i rozreklamowałbym swoje idee. Ale obawiałbym się też tej uległości na zasadzie: "nadstaw drugi policzek". Stąd mimo wszystko bliżej mi na razie do opcji pierwszej, choć te najskrajniejsze nauki Jezusa traktuję jako cenne wskazówki. Stąd co do majątku teraz skłaniam się do życia bardzo oszczędnego wraz z przepisaniem swego majątku w testamencie dla "biednych ludzi". Taki kompromis wymyśliłem, który ma być w optymalnym punktem opłacalności moralnej.

Jest w sumie nauka, wedle której jedna ręka nie powinna wiedzieć, co robi druga, więc nie należy się swoją "dobroczynnością" chwalić, ale z drugiej strony chciałbym się tym podzielić i o tym pogadać z mądrymi ludźmi.
Znany także jako KacOlek

Bóg daje najśmieszniejsze bitwy swoim najlepszym klaunom
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 21.07.2021, 02:48
RE: Bajka o Jezusie - przez Artificial Intelligence - 23.07.2021, 18:27
RE: Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 23.07.2021, 21:42
RE: Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 02.08.2021, 00:48
RE: Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 19.11.2021, 16:07
RE: Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 24.11.2021, 16:37
RE: Bajka o Jezusie - przez bert04 - 24.11.2021, 16:50
RE: Bajka o Jezusie - przez Mustafa Mond - 24.11.2021, 18:34

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości