05.08.2021, 10:04
Nie uważam się za ateistę, ale zaliczam się do grona osób, które uważały się za katolików i od tego odeszły.
Odebrałem to jako wyzwolenie z okowów, to było bardzo wyzwalające doświadczenie.
Mój "system" określający etykę zachowań się uprościł. Jest on w dużej mierze dalej deontologiczny, ale nie całkowicie - w pewnym zakresie stosuję utylitaryzm.
Obecnie nie kieruję się raczej tym, że jakaś organizacja czegoś zabrania, nazywa to grzechem. Po prostu chcę działać zgodnie ze swoimi wartościami (miłość, uczciwość, życzliwość, współczucie) i działać tak, by czuć się dobrze. Mam dzięki temu podejście dużo bardziej swobodne, nie czuję się taki spięty i ograniczony w tych kwestiach, czuję się bardziej w zgodzie i jedności ze sobą.
Pewne poczucie zagubienia? W kwestii moralności i etyki, raczej nieszczególnie. Bardziej może trochę w tym sensie, że odrzucając arbitralne ograniczenia, otworzyłem się w pewnych kwestiach na eksperymentowanie odnośnie tego, co jakie przynosi konsekwencje.
Kościół nadawał pewien rytm, pewne ramy, co miało pewne plusy, dawało pewne korzyści. Uczestnictwo we mszy dawało pewne korzyści duchowe i psychiczne. Ale niekoniecznie widziałbym to w kwestiach moralności i etyki.
Hmm...po namyśle, możliwe że pojawiały się i pojawiają pewne drobne pogubienia etyczne/moralne. Związane z kwestiami arogancji, życzliwości, zamykania się w sobie, egoizmu, drobnych nieuczciwości (mechanizmów obronnych). Są to chyba kwestie raczej dość subtelne.
Z drugiej strony, jestem bardziej otwarty i wyrozumiały wobec postaw nieuznawanych w KK (jak np LGBT), łatwiej mi nie osądzać, nie oceniać, gdy rozmawiam z taką osobą. Nie widzieć w takiej osobie "materiału do nawrócenia" lecz po prostu kogoś, kto ma inną konstrukcję i idzie swoją własną drogą.
Odebrałem to jako wyzwolenie z okowów, to było bardzo wyzwalające doświadczenie.
Mój "system" określający etykę zachowań się uprościł. Jest on w dużej mierze dalej deontologiczny, ale nie całkowicie - w pewnym zakresie stosuję utylitaryzm.
Obecnie nie kieruję się raczej tym, że jakaś organizacja czegoś zabrania, nazywa to grzechem. Po prostu chcę działać zgodnie ze swoimi wartościami (miłość, uczciwość, życzliwość, współczucie) i działać tak, by czuć się dobrze. Mam dzięki temu podejście dużo bardziej swobodne, nie czuję się taki spięty i ograniczony w tych kwestiach, czuję się bardziej w zgodzie i jedności ze sobą.
Pewne poczucie zagubienia? W kwestii moralności i etyki, raczej nieszczególnie. Bardziej może trochę w tym sensie, że odrzucając arbitralne ograniczenia, otworzyłem się w pewnych kwestiach na eksperymentowanie odnośnie tego, co jakie przynosi konsekwencje.
Kościół nadawał pewien rytm, pewne ramy, co miało pewne plusy, dawało pewne korzyści. Uczestnictwo we mszy dawało pewne korzyści duchowe i psychiczne. Ale niekoniecznie widziałbym to w kwestiach moralności i etyki.
Hmm...po namyśle, możliwe że pojawiały się i pojawiają pewne drobne pogubienia etyczne/moralne. Związane z kwestiami arogancji, życzliwości, zamykania się w sobie, egoizmu, drobnych nieuczciwości (mechanizmów obronnych). Są to chyba kwestie raczej dość subtelne.
Z drugiej strony, jestem bardziej otwarty i wyrozumiały wobec postaw nieuznawanych w KK (jak np LGBT), łatwiej mi nie osądzać, nie oceniać, gdy rozmawiam z taką osobą. Nie widzieć w takiej osobie "materiału do nawrócenia" lecz po prostu kogoś, kto ma inną konstrukcję i idzie swoją własną drogą.
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
May all beings be at ease.
May all beings be happy


