Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Polski przemysł stoczniowy. Czy ma szanse przetrwać ?
#1
Witajcie.

Kaczyński swoją wypowiedzią w Szczecinie, o upadku polskiego przemysłu stoczniowego, zainspirował mnie do otworzenia tego tematu.
Ważnego nie tylko z powodu politycznej młócki. I przerzucania się odpowiedzialnością za stan obecny.

Morze fascynowało mnie od wczesnej młodości. Jak wielu innych chłopaków wychowałem się na literaturze marynistycznej. Miałem nawet studiować w Wyższej Szkole Morskiej ! Dlatego, śledziłem z zainteresowaniem sukcesy gospodarki morskiej za PRL-u. Zaczęło się jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Po odzyskaniu niepodległości a wraz z nią małego dostępu do Bałtyku, polskie społeczeństwo ogarnęło marzenie o morskiej potędze. Jej przejawem było zbudowanie od podstaw marynarki wojennej i handlowej, ale też, niezwykłe dzieło inż. Kwiatkowskiego - port w Gdyni. Udało się nawet wybudować pierwszy pełnomorski statek, który potem zarekwirowali Niemcy.

Po wojnie, władze komunistyczne dostały prezent. Ponad 500 km wybrzeża z wielkimi nadmorskimi miastami - Gdańskiem i Szczecinem. W obu istniała długa tradycja przemysłu stoczniowego.
Znaleźli się ludzie, zapaleńcy, którzy podnieśli je z wojennych zniszczeń. I przystąpili do kontynuacji przedwojennych zamiarów o otworzeniu kraju na morza i oceany. Dziwnym trafem, spotkało się to z interesami władzy. W ramach specjalizacji w RWPG, Polska dostała zlecenie na produkcję statków handlowych i rybackich, dla całej wspólnoty komunistycznej.
Były więc chęci, i był rynek zbytu. Jednocześnie brak zagranicznej konkurencji na rynku spedycyjnym, pozwalał na dynamiczny rozwój rodzimych armatorów.

W wyniku tych okoliczności, zbudowano nie tylko nowoczesne stocznie i zakłady kooperujące z nimi, ale także dochowano się specjalistycznej kadry zdolnej produkować najnowocześniejsze wówczas statki na świecie.

Śledziłem te wydarzenia z nieukrywaną dumą. Mieliśmy wówczas flotę handlową w pierwszej dziesiątce armatorów. Polskie statki wyznaczały nowe trendy w przemyśle stoczniowym. I nie była to gierkowska "propaganda sukcesu", ale fakty.

Lata 80-te to narastający kryzys. Kraje RWPG nie miały dewiz na płacenie w twardej walucie za statki (a te wymagały tzw. "wsadu dewizowego"). A na rynkach międzynarodowych pojawiła się groźna konkurencja w postaci stoczni dalekowschodnich. Najpierw japońskich, potem koreańskich.
Przejście do gospodarki rynkowej, załamanie się obrotu wewnątrz systemowego, i otworzenie kraju na konkurencję, z zewnątrz, tylko kryzys pogłębiło. I tak w ciągu 20 lat, praktycznie zlikwidowaliśmy marzenie poprzednich pokoleń.


Mam pytanie, czy według Was można było inaczej ratować przemysł morski, dający zatrudnienie setkom tysięcy specjalistów ?
I czy jest jeszcze jakaś nadzieja, na jego odbudowę ?
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Polski przemysł stoczniowy. Czy ma szanse przetrwać ? - przez exeter - 24.10.2010, 17:42

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości