znaLezczyni,
dyskusja w tym wątku wywołała wiele kontrowersji, wzbudziła wiele wątpliwości. Chciałbym w miarę możliwości zmniejszyć pierwsze i wyjaśnić drugie. Zasadniczą kwestią jest konstatacja, że żyjemy w społeczeństwach patriarchalnych i co do tego nie było między nami sporu, można co najwyżej zastanawiać się na ile ten system uległ erozji i stracił opresyjny charakter. Za to dyskusja na temat powodów jego wprowadzenia w początkach cywilizacji, jak i rodzaj konsekwencji ponoszonych z tego tytułu do dziś, wywołała gorące spory. Spróbuję jeszcze raz przedstawić mój punkt widzenia na te kwestie.
Niech punktem wyjścia będzie sugestywne zdjęcie zamieszczone przeze mnie w poprzednim poście adresowanym do Ciebie:
Przedstawia ono coroczny rytuał - walki pomiędzy samcami jeleni o prawo do kopulowania. Jakbyśmy nie oceniali tego procesu z naszego punktu widzenia, ma on głęboki sens z punktu widzenia ewolucyjnych gier. Pozwala wyłonić samca dominatora, dysponenta najlepszych genów i tylko jemu zapewnić przywilej zapłodnienia samic. Daje to gwarancję transferu najlepszych jelenich genów, warunkujących zdrowie, siłę, inteligencję, optymalne przystosowanie do środowiska, do następnego pokolenia. Żeby to było możliwe musi być spełniony jeszcze jeden warunek - współdziałanie jelenich samic - łani. I tak się dzieje, żadna z nich nie dopuści do siebie słabszego pretendenta. Jakby wiedziały o co idzie gra, spokojnie czekają na wynik "turnieju eliminacyjnego" i wyłonienie zwycięzcy.
Przykłady podobnej rywalizacji są obserwowane w całej naturze i odgrywają tę samą rolę. Zasadnicze pytanie jakie się w związku z tym nasuwa to, czy dotyczy to także nas, ludzi? Nie ma powodu by w to wątpić. Jeszcze 10 tys. lat wstecz nasi przodkowie żyli tak samo, jak pozostałe dzieci mamy natury i podlegali jej prawom. A z punktu widzenia ewolucji 10 000 lat to mgnienie oka. W jego trakcie nie nastąpiły żadne zasadnicze zmiany, ani naszych organizmów, ani naszej psychiki. Tak samo jak u innych gatunków ludzkie samce rywalizują o samice, a dokładniej, o prawo do kopulacji z najlepszymi. Co znaczy najlepsze?
To posiadaczki najlepszych genów. Identycznie jak u jeleni zapewniających swoim nosicielkom, zdrowie, sprawność fizyczną i intelektualną, predyspozycje do łatwego rodzenia, ale także wykształcenie subiektywnych atrybutów atrakcyjności seksualnej - kształtnych piersi, pup, dużych oczu itd. Dobre geny mają swoją zewnętrzną wizytówkę a męskie mózgi potrafią ją w kilka sekund bezbłędnie rozpoznać. Są w tym nie gorsze od najlepszej aparatury analitycznej. Mężczyźni szukają symetrii twarzy i ciała, ładnej, czystej cery, zdrowych włosów i zębów. Kluczowy jest także zapach. A więc nie tylko męskie oczy i dłonie, także nosy uczestniczą w tej bezwiednej analizie. Jej wynikiem jest uszeregowanie młodych kobiet według specyficznego rankingu. Jedne są mniej, a inne bardziej atrakcyjne w męskich oczach, mniej, albo bardziej pożądane. I zaczyna się ostra rywalizacja o te najatrakcyjniejsze - mężczyźni zaczynają konkurować między sobą o pozycję, gwarantującą zainteresowanie najlepszych partnerek. Podobnie jak u łani, u kobiet także znajdziemy oczekiwanie na jak najlepszego samca. Kobiety też są wyposażone w biologiczne programy oceny atrakcyjności partnera. Ale ich filtry nastawione są na nieco inne cechy i przymioty niż męskie. Będą oczekiwały u partnera dobrych genów, czyli zdrowia, urody siły i sprawności, także inteligencji. Lecz na równi z nimi oczekują wysokiej pozycji społecznej, gdyż to tacy mężczyźni dawali większą gwarancję przetrwania kobiety i jej dziecka w warunkach naturalnych. A miało to fundamentalne znaczenie wobec ogromu kobiecej inwestycji związanej z urodzeniem i wychowaniem potomstwa. Pamiątką po tamtych czasach jest preferencja kobiet, by także dziś wybierać partnera o kilka lat starszego i bardziej doświadczonego.
Ponieważ miejsc na czele rankingów atrakcyjności partnerów seksualnych jest mało, toczy się o nie ostra rywalizacja. Jej odbiciem są programy zachowań ewolucyjnie zakodowane w męskich i kobiecych mózgach. Kobiety poszukiwały mężczyzn z pozycją, co skutkowało pojawieniem się u mężczyzn potrzeby rywalizacji o pozycję społeczną. Z kolei męskie oczekiwania spowodowały wykształcenie u kobiet potrzebę poprawiania urody.
I tak to sobie trwało przez setki tysięcy lat, dobrze służąc gatunkowi. Dzięki tym procesom dzisiejsi mężczyźni to na ogół sprawne i "pomysłowe Dobromiry"
a kobiety, to "piękne Heleny".
W warunkach wspólnoty pierwotnej męska rywalizacja dotyczyła cech niezwykle cennych i przydatnych zbiorowości - zdrowego rozsądku, cierpliwości, wiedzy na temat środowiska, umiejętności łagodzenia konfliktów, siły i sprawności. Jeśli mężczyźni obdarzeni tymi cechami zdobywali dzięki akceptacji pań przewagę konkurencyjną w wyścigu o powielenie genów, takie geny rozprzestrzeniały się w całej populacji. Ale nawet najlepsi z nich nie mogli pozwolić sobie na monopolizację kobiet i odebranie ich innym mężczyznom.
To się radykalnie zmieniło wraz z powstaniem cywilizacji. Wprowadziła ona pojęcia wcześniej nieznane i zjawiska wcześniej nie istniejące - władzę polityczną i własność prywatną. I to one zastąpiły przymioty łowcy w ocenie atrakcyjności mężczyzn. Od tego momentu majątek i władza stały się najważniejszymi czynnikami pozycjonującymi mężczyznę w hierarchii społecznej. Na ludzkie nieszczęście, i majątek, i władza nie mają limitu. Znikły także wcześniejsze limity ograniczające ilość kobiet, jaką mógł utrzymać mężczyzna z pozycją. Życie w stałych osadach i nadwyżka żywności umożliwiły pojawienie się haremów liczących niekiedy tysiące lokatorek - własność jednego mężczyzny.
Wywołało to zarówno spiralę żądzy, by mieć na własność jak najwięcej kobiet, ale i palącą potrzebę kontrolowania ich seksualności, gdyż bez tego wszystkie wysiłki mogły pójść na marne.
I tak powstał tyran - patriarchat.
Żeby ten porządek społeczny mógł być trwały, należało go wyposażyć w stosowną ideologię. Od norm i zwyczajów podporządkowujących kobiety mężczyznom, przez patriarchalne religie - "Ojcze nasz któryś jest", prawo i propagandę wmawiającą, że kobiety są niesamodzielne, głupie, nieczyste itd. Oddanie pełni władzy w męskie ręce miało rozmaite konsekwencje. Od eksplozji populacyjnej - faceci są zainteresowani jak najszerszym rozprzestrzenieniem własnych genów - niewiele ich to kosztuje, przez szybki postęp technologiczny - wymogi militarne, do powszechnych konfliktów i wojen. To jest być może najważniejsze zagrożenie. Męska rywalizacja uwolniona spod kobiecej kurateli poszła na całość. Po cóż w trudzie uprawiać rolę, budować wsie i miasta, gdy można z mieczem w ręku napaść na sąsiadów? Zdobyć majątek, władzę i szacunek pobratymców, do tego mieć okazję nie tylko do bezkarnych gwałtów na ogromną skalę, ale mieć dostęp do najlepszych kobiet swojego wroga.
Cała historia cywilizacji to w zasadzie historia wojen, rzezi, podbojów. Jest tak, gdyż wojna stanowi ulubioną rozrywkę facetów i jest dla nich niezwykle korzystna.
Tymczasem ten sam rozwój technologiczny, który zapewnił naszemu gatunkowi pozycję władców planety, dał nam w ręce broń mogącą całkowicie zniszczyć cywilizację, a nawet wysterylizować Ziemię z życia. Dla męskich mózgów to nie ma znaczenia. One posłuszne biologicznym nakazom będą kontynuowały politykę boomu demograficznego i politykę prowadzącą do konfliktów.
Włącz proszę telewizor i obejrzyj wiadomości - znajdziesz w nich dobitny dowód na słuszność moich tez.
Nie wiem, czy możemy coś z tym zrobić i czy mamy jeszcze na to czas. Nadziei dla nas upatruję w powrocie do normalności, czyli do takich relacji między płciami, jakie obowiązywały przez 95% czasu istnienia gatunku. Uważam, że tylko Wy możecie postawić mężczyznom znak STOP i przemówić im do rozumu. A ponieważ ukształtowałyście nas na sprytne bestie, jestem pewien, że zrozumiemy wagę tego przekazu i ograniczymy nasz egoizm.
I to byłoby tyle. Mam nadzieję, że Cię przekonałem to swoich tez. Mam nadzieję, że przekonają one innych, w mojej ocenie to jest bardzo istotne.
Jeśli coś pominąłem, albo uważasz, że coś wymaga doprecyzowania, jestem do Twojej dyspozycji.