Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czemu według chrześcijan Bóg musi być dobry?
@Jaques
Widziałeś ten obrazek kilka postów nad twoim?
Bóg daje, Bóg odbiera co? Zwierzęta musiały być baaardzo grzeszne skoro zasłużyły na taką karę. Musiały mu sporo zawinić. Ciekawe tylko czym. A moze tylko my zaczynamy uważać że zwierzęta coś czują i nie należy ich maltretować oraz zabijać dla własnego widzi mi się? Moze Bóg uważa inaczej? Kto go tam wie, no nie?

no ale nic... idźmy dalej.
Więc Bóg uczy i naprowadza tak? A jeśli człowiek nie załapie to jego wina tak?
Powiedz to wszystkim ludziom którzy mieli przesrane życie np porwanym i gwałconym kobietom które po wszystkim zostały zabite.
A tą historyjkę o pożarze powiedz jakiemuś pogorzelcowi to da ci po ryju.
[url=http://www.ateista.pl/member.php?u=9798][/url]
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
GPR napisał(a):A tą historyjkę o pożarze powiedz jakiemuś pogorzelcowi to da ci po ryju.
W końcu prowadzonych na stos też pocieszano "ogień cię oczyści".
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
No właśnie. "Poza rzeczywistością" to logiczny równoważnik "nie istnieje". Cieszę się, że to jest jasne dla kogoś jednak.
Chyba, że chcemy się zabawić jak dwu filozofów u Lema, gdzieś w przygodach Ijona Tichego. O czymś tam dyskutowali i obaj się zgadzali, że to coś nie istnieje. Poróżnili się gdy nie mogli ustalić czy jest tylko jeden sposób nieistnienia czy może więcej.
Odpowiedz
Cytat:"Poza rzeczywistością" to logiczny równoważnik "nie istnieje". Cieszę się, że to jest jasne dla kogoś jednak.
To jest teza.
Jak ją jej głosiciele ją udowadniają?

Odpowiedz
Co naszywasz "rzdeczywistością"? Bo ja nazywam to co istnieje. Więc, z definicji...
Odpowiedz
Antynaturaliści nazywają tym terminem to co istnieje jako natura.

Odpowiedz
idiota napisał(a):Antynaturaliści nazywają tym terminem to co istnieje jako natura.
Antynaturaliści, w sumie ciekawi kolesie, a co Ty nazywasz rzeczywistością?
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
Łoś pisze

Cytat:A jak pomaga ktoś inny, niż Chrześcijanin? To też Bóg pomaga?

No dobrze, spróbuję sam odpowiedzieć. To pytanie nie ma związku z tym, co powiedziałem na temat chrześcijan i Boga. To zmiana tematu i oczywiście mogę na to odpowiedzieć, ale to oznacza koniec rozmowy o tym, co było wcześniej.

Zastanawiam się, czy tego typu pytanie (nie pierwsze do mnie skierowane) wynika z niedowartościowania osoby reprezentującej ateizm czy z jej niepewności co do własnej postawy czy z czego innego. Może chciałbyś usłyszeć słowa potępienia, a potem się na nie oburzyć? Nic z tego. Ja nikogo nie potępiam. A także uważam każdego za osobę wartościową.

GPR pisze

Cytat:Widziałeś ten obrazek kilka postów nad twoim?
Bóg daje, Bóg odbiera co? Zwierzęta musiały być baaardzo grzeszne skoro zasłużyły na taką karę. Musiały mu sporo zawinić. Ciekawe tylko czym. A moze tylko my zaczynamy uważać że zwierzęta coś czują i nie należy ich maltretować oraz zabijać dla własnego widzi mi się? Moze Bóg uważa inaczej? Kto go tam wie, no nie?

Obrazek oczywiście widziałem. Tylko zwróć uwagę, że ja mówię o rzeczywistości w której żyjemy, o tym co się dzieje. Obrazek to nie rzeczywistość. Jeżeli chcesz mnie zapytać o coś konkretnego z życia to proszę. Trudno mi bowiem rozszyfrować, jakie pytanie kryje się za tym obrazkiem. Czy mówisz o tym, co było w czasach biblijnych? Czy to ma związek z prawami zwierząt? Obie interpretacje są odległe od rzeczywistości, o której mówię, dlatego ich nie podejmuję i przypuszczam, że o coś innego ci chodzi.

Cytat:Więc Bóg uczy i naprowadza tak? A jeśli człowiek nie załapie to jego wina tak?
Powiedz to wszystkim ludziom którzy mieli przesrane życie np porwanym i gwałconym kobietom które po wszystkim zostały zabite.

Jaki to ma związek z określeniem Boga dobrym? Gdyby Bóg kazał porywać i gwałcić, to mógłbyś powiedzieć, że jest zły.

Cytat:A tą historyjkę o pożarze powiedz jakiemuś pogorzelcowi to da ci po ryju.

Nie traktuj tej historii dosłownie. Nie o to w ogóle chodzi. Chciałem tylko powiedzieć, że nie mamy pełnej wiedzy o świecie. Inny przykład:

Ludzie grają w Lotto i marzą by wygrać. Wydaje im się, że wygrana zapewni im szczęście. Widziałem gdzieś dane, że po 5 latach od wygranej tacy ludzie tracą całą wygraną i często znajdują się w tragicznej sytuacji (znajdź sobie artykuł i poczytaj). To co z pozoru jest fajne, okazuje się niefajne.

I w drugą stronę: jak w historii z pożarem. Ludzie mają ciężkie życie i w końcu umierają... Ale według Biblii życie się wtedy nie kończy, a Ci którzy cierpieli trudy otrzymują nagrodę (już samo to życie jest nagrodą!). Dla ateisty to bajki, ale nie ma ścisłego dowodu, że tak nie jest.
Odpowiedz
Twoja poprzednia wypowiedź sugerowała że nie znam zamiarów Boga a ten zawsze dąży do dobra nawet jesli akurat teraz przydarzy nam sie coś złego.
Tak więc dałem przykład - ktoś ma beznadziejne życie i umiera zanim się poprawi. Ale wierzący zawsze może przecież powiedzieć że dzięki temu ten człowiek trafi do nieba :lol2:
No i Bah!! Dałeś tego przykład w ostatnim akapicie :lol2: Świetna marchewka. Naiwniacy lubią za nią podążać. Gorzej gdy wreszcie ją dostaną i okaże się nadpsuta i gorzka lub co gorsze.. z plastiku.
Ja jestem ciekaw tylko co z ludźmi którzy żyli przed chrześcijaństwem lub w innych religiach gdzie nieba i piekła nie było.

Przykład o potopie przytoczyłem by zwrócić uwagę na bezmyślność ludzi którzy wierzą w tą opowiastkę a jednocześnie wierzą że Bóg jest dobry. Widocznie Bóg albo uważa że zwierzęta są nikim i nie należy sie liczyć z tym co czują i muszą sie czasem poświęcić dla dobra człowieka który jest panem tego świata.
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
OK. teraz zrozumiałem pytania.

Cytat:Tak więc dałem przykład - ktoś ma beznadziejne życie i umiera zanim się poprawi. Ale wierzący zawsze może przecież powiedzieć że dzięki temu ten człowiek trafi do nieba

Tak, masz rację, że nie ma pewności, czy cokolwiek jest po śmierci. I masz rację, że zdrowy rozsądek i współczesna nauka niczego takiego nie potwierdzają.

Według nauki chrześcijańskiej do nieba trafia się nie za beznadziejne życie. Można mieć również średnie trudności albo wcale. Z tego co wiem, nie jest to wyznacznikiem. Nie chcę Cię poprawiać, bo może to wiesz, ale może nie wiesz więc napisałem.

To na co chciałem zwrócić uwagę to idea "połowicznego" Boga. To moja nazwa. Chodzi mi o to, że rozważasz istnienie Boga, pewne jego przymioty (np. wszechmoc dosłownie rozumiana), ale pewne rzeczy pomijasz (np. niebo, zmartwychwstanie). Proponowałbym pomyśleć o tym co napisano w Biblii w całości. Pomijanie pewnych elementów prowadzi do wniosku, że Bóg nie dba o ludzi i do paradoksu.

Cytat:Ja jestem ciekaw tylko co z ludźmi którzy żyli przed chrześcijaństwem lub w innych religiach gdzie nieba i piekła nie było.

W sąsiednim wątku pisałem trochę o piekle. Takie dosłownie rozumiane piekło może nie istnieć. Piekło jako stan umysłu - tak. Poparłem to cytatami z Ewangelii.

O niebie zaś w Ewangelii jest więcej i opisy wyraźniej mówią o rzeczywistym miejscu. Jeśli takie miejsce jest, to niezależnie o jakiej religii mowa i o jakim czasie mowa, to miejsce istnieje.

Nie sądzę, aby przynależność religijna lub ateizm decydowały o ocenie życia człowieka. Z tym, że od ludzi znających zasady chrześcijańskie oczekuje się większej odpowiedzialności za czyny niż od ludzi innych religii lub od ateistów. Z innego punktu widzenia można stwierdzić, że chrześcijanin ma łatwiej, a ateista trudniej. Ale to tylko kwestia wyboru przez człowieka: to człowiek myśli i podejmuje decyzje.

Cytat:Widocznie Bóg albo uważa że zwierzęta są nikim i nie należy sie liczyć z tym co czują i muszą sie czasem poświęcić dla dobra człowieka który jest panem tego świata.

Rozumiem co piszesz, ale to jest właśnie "połowiczne" stanowisko. Czy chcesz rozważać tę sytuację ze wszystkimi założeniami o Bogu czy połowicznie? Czy znaleźć tylko pretekst by "oskarżyć" Boga?

Potop to zagłada ludzi i zwierząt. To tak na marginesie, bo tu piszesz wyłącznie o zwierzętach.

Powiem tak: bez obiektywizmu i dobrej woli, nie znajdziesz odpowiedzi na pytania. Biblia jest jak kamień w którym odcisnął się ślad Boga. Najprościej powiedzieć, że to nieprawda, że nic się nie zdarzyło. Jeśli ktoś jest jednak uważny i cierpliwy, to może się nad tym zastanawiać. Czy ślad paprotki w pokładzie węgla to tylko złudzenie, czy może kiedyś rosła jednak paproć, która się odcisnęła?
Odpowiedz
Jaques napisał(a):Tak, masz rację, że nie ma pewności, czy cokolwiek jest po śmierci. I masz rację, że zdrowy rozsądek i współczesna nauka niczego takiego nie potwierdzają.

Czyli sam otwarcie przyznajesz że sobie wszystko zakładasz. A to nas nie interesuje co ty tam sobie zakładasz.

Jaques napisał(a):Według nauki chrześcijańskiej do nieba trafia się nie za beznadziejne życie. Można mieć również średnie trudności albo wcale. Z tego co wiem, nie jest to wyznacznikiem. Nie chcę Cię poprawiać, bo może to wiesz, ale może nie wiesz więc napisałem.

To na co chciałem zwrócić uwagę to idea "połowicznego" Boga. To moja nazwa. Chodzi mi o to, że rozważasz istnienie Boga, pewne jego przymioty (np. wszechmoc dosłownie rozumiana), ale pewne rzeczy pomijasz (np. niebo, zmartwychwstanie). Proponowałbym pomyśleć o tym co napisano w Biblii w całości. Pomijanie pewnych elementów prowadzi do wniosku, że Bóg nie dba o ludzi i do paradoksu.

W jaki sposób pomijamy pewne rzeczy? Na tym forum rozmawiamy o wszystkich rzeczach związanych z religią.

Jaques napisał(a):W sąsiednim wątku pisałem trochę o piekle. Takie dosłownie rozumiane piekło może nie istnieć. Piekło jako stan umysłu - tak. Poparłem to cytatami z Ewangelii.

Czyli jedno może istnieć lub nie istnieć i drugie może istnieć lub nie istnieć. Nic tu nie powiedziałeś, lejesz wodę.

Jaques napisał(a):O niebie zaś w Ewangelii jest więcej i opisy wyraźniej mówią o rzeczywistym miejscu. Jeśli takie miejsce jest, to niezależnie o jakiej religii mowa i o jakim czasie mowa, to miejsce istnieje.

Co to za potwór? Jeśli miejsce istnieje to znaczy że istnieje... Masło maślane. Znowu lanie wody bez treści.

Jaques napisał(a):Nie sądzę, aby przynależność religijna lub ateizm decydowały o ocenie życia człowieka.

No tak, zbawienie nie jest tylko w jezusie Język

Jaques napisał(a):Z tym, że od ludzi znających zasady chrześcijańskie oczekuje się większej odpowiedzialności za czyny niż od ludzi innych religii lub od ateistów.

Tak, zwłaszcza od księży pedofilów, watykan ich od razu oddaje w ręce policji.

Jaques napisał(a):Z innego punktu widzenia można stwierdzić, że chrześcijanin ma łatwiej, a ateista trudniej. Ale to tylko kwestia wyboru przez człowieka: to człowiek myśli i podejmuje decyzje.

Diabeł ludzi zwodzi... oh wait...

Jaques napisał(a):Rozumiem co piszesz, ale to jest właśnie "połowiczne" stanowisko. Czy chcesz rozważać tę sytuację ze wszystkimi założeniami o Bogu czy połowicznie? Czy znaleźć tylko pretekst by "oskarżyć" Boga?

Gdzie tu było połowiczne stanowisko? Czy każde zdanie musi zawierać wszystkie argumenty naraz?

Jaques napisał(a):Potop to zagłada ludzi i zwierząt. To tak na marginesie, bo tu piszesz wyłącznie o zwierzętach.

Tutaj jedynie strzelasz sobie w kolano. To że to zagłada nie tylko zwierząt czyni boga tylko bardziej złym.

Jaques napisał(a):Powiem tak: bez obiektywizmu i dobrej woli, nie znajdziesz odpowiedzi na pytania.

To puste hasła które możesz powtarzać tak długo jak długo ktoś się z tobą nie zgadza.

Jaques napisał(a):Biblia jest jak kamień w którym odcisnął się ślad Boga. Najprościej powiedzieć, że to nieprawda, że nic się nie zdarzyło. Jeśli ktoś jest jednak uważny i cierpliwy, to może się nad tym zastanawiać.

Najprościej to powiedzieć że to prawda i uważać że nie musi się tego udowadniać. Potem innych oskarżać o brak dobrej woli.

Jaques napisał(a):Czy ślad paprotki w pokładzie węgla to tylko złudzenie, czy może kiedyś rosła jednak paproć, która się odcisnęła?

Dowód przez analogię jest dowodem fałszywym. Czasem analogia po prostu nie istnieje.

Patrz na to:
"Śniła mi się*kometa, a tydzień później kometa naprawdę pojawiła się na niebie. Moje sny wpływają na rzeczywistość i pozostawiają swój ślad. Czy ślad paprotki w pokładzie węgla to tylko złudzenie, czy może kiedyś rosła jednak paproć, która się odcisnęła? Tak samo było z moim snem"
Odpowiedz
Pochwalony!
Czemu bóg jest akurat dobry? Dobre pytanie zadałeś bo według mnie bóg jeśli istnieje to właśnie nie jest dobry i lepiej się od gościa trzymać z daleka. Ale od początku.

O zdanie na temat tzw. pana boga odpowiadam: nie znam. Nie jestem ani wierzącym w niego ani niewierzącym. Jest mi zupełnie obojętne czy takowy istnieje czy nie, tak jak jest mi obojętne czy w Warszawie mieszka pan John Smith. Może taki mieszka, może nie, jest mi to, i on sam, obojętne. Ale przy nachalności pytających odpowiadam pytaniem na pytanie: czy wierzą w krasnale? W Boga wierzę bowiem na poziomie porównywalnym do wiary w krasnale. Co zresztą wobec faktu bajeczki o tak zwanym świętym Mikołaju co to wchodzi nocą kominem jest najbardziej prawdopodobne. Wszystko co religijne ma dla mnie podobne bowiem prawdopodobieństwo co istnienie tegoż Mikołaja. Czyli znikomą. Abstrahując od faktu ze jestem facetem i nie umiem czytać miedzy wierszami, ani doszukać się rzekomych znaków bożych (czy krasnalich, bo w tych wszystkich rzekomych „znakach” i „dowodach” na boże istnienie można równie dobrze doszukać się znaku od każdego i wszystkiego, nawet od towarzysza Stalina) w szumie wiatru, śpiewu ptaków, istnieniu kosmosu i własnym istnieniu, harmonii (ponoć) wszechświata (a w istocie przypadkowemu bajzlowi bez sprawiedliwości, ładu i składu oraz ulotnemu jak mydlana bańka), nie znoszę kogoś kto będąc wszechmocnym (też ponoć) nie stanie przede mną twarzą w twarz tylko używa pośredników. W odniesieniu do rzekomych dowodów na istnienie boga i jego miłość do Mnie – żaden z nich nie jest dla mnie wystarczający by w to uwierzyć.
Trudno dyskutować o czymś czego niemal na pewno nie ma. Jednak w obliczu tego że wciąż w imię boże morduje się jednych a wciska ten kit na siłe drugim, trudno nie zająć stanowiska.
Piszę tutaj za siebie. Jako areligijny nikomu niczego nie narzucam. Chcesz – zgadzaj się, nie chcesz – lej pomyje na mą bezbożną głowę. Przedstawiam tylko swoje zdanie które nikogo zresztą nie interesuje.
A więc Ja boga, zakładając ze takowy jakimś cudem istnieje (a pamiętajcie co powiedział towarzysz Stalin: „cudów nie ma”Oczko z miłością i dobrocią absolutnie nie utożsamiam. Przeciwnie, uważam ze jeśli takowy istnieje to z miłością i dobrocią nie ma nic wspólnego.

. Zakładając więc że bóg istnieje, nie jestem w stanie pojąć klękania przed nim, kajania się, proszenia o coś i dziękowania za coś. Jeśli robią to inni – ok. Jeśli nie narzucają tego innym. Ja jednak nie mógłbym. Brzydził bym się siebie. Otaczać czcią coś w imię czego w całej historii ludzkości wymordowano chyba największa liczbę ludzi. No nie mógłbym. Uważam że ktoś kto stworzył tak nieudolny świat powinien zostać aresztowany, osądzony i skazany. A wyrok wykonany. Zresztą to może nawet uzasadniać jego niedostępność i niedostrzegalność i być dowodem na jego jednak istnienie. Gdybym Ja machnął tak nieudolny świat też bym się schował przed ludźmi. Ze wstydu.
Wizje tzw. piekła po śmierci i wiary bądź niewiary w nie są dla mnie zabawne, bowiem piekło owszem, istnieje, tylko że już tutaj na tym właśnie fizycznym świecie, a nie ewentualnie dopiero po śmierci. To ten właśnie świat jest piekłem i CZŁOWIEKOWI, prawdziwemu człowiekowi nie trzeba tego uzasadniać ani sypać na to przykładów. W każdej gazecie, wiadomościach, codziennie przykładów na to że nie jesteśmy w biblijnym raju w którym czuwa nad nami boża „opatrzność” czy inny „anioł stróż”, tylko w piekle, jest od groma. I każdy do kogo to nie dociera oznajmia wszem i wobec: ”nie mam ludzkich uczuć! Obca jest mi wrażliwość i współczucie” albo ma problemy z odbiorem rzeczywistości. Co uważam jest zresztą charakterystyczne dla fanatyków religijnych – niemyślących samodzielnie wolnych i świadomych umysłów lecz zaprogramowanych przez innych niewolników-robotów. Śmierć młodych ludzi i dzieci, często bardziej męczeńska niż niejakiego Chrystusa z Nazaretu, śmierć matek czy ojców małych dzieci, głód, wojny, klęski żywiołowe, gwałty, eksperymenty na zwierzętach (czy też na ludziach) bezdomność… Czymże to może być dla CZŁOWIEKA jeśli nie piekłem??? Cóż gorszego od tego całego szamba ma niby jeszcze czekać po śmierci??? Żyć na tym świecie i jeszcze obawiać się jakiegoś piekła po śmierci??? Cały ten świat to szambo i aby to dostrzec trzeba tylko wrażliwości, otwartych oczu i trzeźwości. Brak wrażliwości, zamknięte oczy i spożycie środków odurzających w postaci narkotyków, alkoholu lub religii uniemożliwia dostrzeżenie tej elementarnej prawdy.
To ten właśnie świat jest piekłem. W najgorszym razie po śmierci może być tylko tak samo jak tu – czyli nic nowego. Straszenie więc jakimś piekłem po śmierci ludzi dorosłych przez różnego typu świętoszków jest oznaką dla mnie braku myślenia lub braku uczuć, bez względu na to czy sami wierzą w to co mówią czy nie.
Następna rzecz. Jak można wierzyć w dogmat: jedno życie doczesne – fizyczne tu i drugie wieczne tam, u boga w „niebie”, bądź też w „czyśćcu” lub w „piekle”, w sytuacji gdy jeden żyje tu 80 lat a drugi 18? Bóg kocha (ponoć) wszystkich jednakowo, tylko że jeden nie zdąży nawet nagrzeszyć kiedy go „Pan powoła do siebie”. Czyli do „nieba”. A drugi jest wodzony na pokuszenie co i rusz przez dziesięciolecia. I logiczne że z tylu różnych życiowych zdarzeń i okoliczności na tym gównianym świecie ten i ów zbłądzi, od czasu do czasu również „ciężko”. I co wtedy? Ano rzekome piekło. No przecież dla myślącego, rozumnego i wrażliwego człowieka to się kupy nie trzyma i poważnie tego traktować nie może. Wyobraźmy sobie, że oglądamy w telewizji relacje z olimpiady w konkurencji bieg przez płotki. Jestem ciekaw jak zareagowali by, zwłaszcza ci wierzący w boga (i ufający mu!), gdyby okazało się, że arbiter po sygnale startu na zasadzie „nie znasz metra ani sekundy” począł wybiórczo, wedle własnego kaprysu ściągać zawodników z trasy, jednego zaraz po starcie zanim osiągnie pierwszy płotek, drugiego po pokonaniu dwóch płotków, trzeciego będzie „doświadczał” dziesięcioma płotkami i tylko nielicznym pozwoli dobiec do mety. No jak byście zareagowali widząc coś takiego??? Czy rzeklibyście: „to jest sprawiedliwe” i godzili się z tym??? Uznalibyście wyniki tak przeprowadzonej konkurencji??? „Ogłaszam wyniki! Pierwsze miejsce: zawodnik ściągnięty z trasy jeszcze przed pierwszym płotkiem – bo nie strącił żadnego, ostatnie miejsce: zawodnik któremu miłosiernie pozwoliłem dobiec do mety bo strącił ich sześć, ciamajda”. Jaki to ma sens??? Pochylilibyście głowy w pokorze wygodnie podsumowując: „to jest sprawiedliwe i sensowne tylko my, głupi ograniczeni, nie jesteśmy w stanie tego pojąć”??? I w ludzkim i w jakimkolwiek boskim znaczeniu to nie ma żadnego sensu ani sprawiedliwości bo mieć nie może.
A sami będąc którymś z zawodników. Uznalibyście wyniki takich zawodów??? Nawet gdybyście zostali ogłoszeni przez sędziego wygranym??? A wcześniej, w trakcie biegu, gdy już zauważylibyście co jest grane, czy kajalibyście się przed takim sędzią za każdy strącony płotek i błagali o łaskę pozwolenia ukończenia zawodów??? Jasne ze każdy by chciał wygrać ale w osądzonej sprawiedliwiej grze (co bardzo ważne – osadzonej sprawiedliwie w mierze zawodników, nie mierze sędziego, punktu widzenia!!! Miarą sędziego niech sobie sędzia mierzy innych sędziów, a zawodników niech mierzy miarą zawodników. Miarą boską niech sobie bóg sądzi swoją konkurencję – allaha, buddę i innych „kolegów” bogów. Człowieka sądzić można tylko sądząc miarą ludzką – przez drugiego człowieka. Tak jak ziemskie odległości można sensownie mierzyć tylko w jednostkach ziemskich, nie kosmicznych a węgiel mierzyć tylko w wadze a nie objętości. Tylko taki sposób sądzenia jest sprawiedliwy. Sprawiedliwość dla ludzi może być sprawiedliwością wyłącznie wtedy gdy jest ludzka, żadna inna. Dla człowieka żadna inna sprawiedliwość ponad sprawiedliwość ludzką nie będzie sprawiedliwa)
Albo na przykład, podchodzi do Was i waszych kolegów człowiek i mówi: „ panowie, jestem miłosierny i kocham Was ludzi, dlatego częstuje Was cukierkami”. Ale jednemu daje ich dziesięć, drugiemu siedem, a ostatnim dwóm kolegom ich nie daje tylko mówi: „Wolą moją jest Wam ich nie dać. Ale i tak Was kocham”. Co byście zrobili???
Tutaj przypomina mi się opis pewnego zbiorowego pogrzebu. Pogrzebu wyjątkowo strasznego bo dotyczącego w większości dziewczynek około dziesięcio- piętnasto letnich w liczbie ponad dwudziestu. Nie będę pisał dokładnie bo choć minęło od niego sporo już lat to tragedia zawsze będzie tragedią a i może jacyś bliscy wciąż żyją. Więc nie ważne dokładnie gdzie i kiedy. Ważne że fakt autentyczny. Opis młodych uczestniczek tego pogrzebu jest straszny ale i dla mnie nieco przy tym zadziwiający. Oto bowiem dwie uczestniczki tego pogrzebu były matkami dziewczynek które z tragedii ocalały. I oto jedna z nich nabożeństwo żałobne ponoć przeleżała krzyżem a druga drogę na cmentarz „przeszła” na kolanach!!! A wszystko to z wdzięczności za ocalenie ich córek. Czegoś tu nie rozumiem. Zakładając ze bóg istnieje i faktycznie maczał palce w ich ocaleniu to w jakim charakterze??? Selekcjonera-ratownika czy selekcjonera- zabójcy???. Bóg jest ponoć wszechmocny. Jeśli wiec w tej tragedii odegrał rolę ratownika to dlaczego swym miłosierdziu uratował tylko część dziewcząt??? Jako wszechmocny jest ratownikiem który ma sprzęt i możliwości do uratowania wszystkich potrzebujących. Dlaczego więc tego nie zrobił??? I na jakiej zasadzie zdecydował ze te a te (były to w większości dziewczynki od 8 do 16 lat!) mają skonać a tamte uratuję??? Rzut monetą??, jakaś wyliczanka ene due rike fake??? Czy podług ilości grzechów przodków do trzeciego pokolenia wstecz???
Czy może odegrał rolę zabójcy:” zabiję, ale tylko niektóre z was!” I jeśli tak to znowuż na jakiej zasadzie zdecydował które zabije a które nie???
Ciekaw jestem jak te kobiety potraktowały by ratownika który mając możliwość uratował tylko część dziewczynek w tym ich córki??? Też z wdzięczności leżałyby krzyżem przed nim??? A jak zabójcę za to ze w swej miłości oszczędził akurat ich córy??? Też na kolanach za nim podążały??? Podejrzewam że tak na jednym jak i na drugim domagały by się linczu.
Nierzadko przy jakichś szczególnie niesprawiedliwych zdarzeniach typu morderstwo świętoszki często/gęsto wysuwają dwa oręża: usprawiedliwiające boga i pocieszające. Mówię tu o pozostawionej przez boga człowiekowi „wolnej woli” (dla mordercy) i szczęśliwości wiecznej (dla ofiary). Napiszę tak: czegoś takiego jak bierności wszechmocnego na morderstwo czy w ogóle śmierć młodego człowieka, nie usprawiedliwia NIC. Nic, także wolna wola. Odnośnie „wiecznej szczęśliwości. Często jakaś głęboko wierząca „ciocia” mówi przy okazji pogrzebu „już jest szczęśliwy/a”. Czytaj:” u boga”. Co automatycznie ma się równać szczęśliwości. Pomijając fakt że jeszcze nigdy nie słyszałem aby ktoś z tego raju zadzwonił do bliskich i sam o tym zapewnił, to nie wiem jak inni ale gdybym ja był dziewczyną, lat powiedzmy 18, którą jakieś ścierwo zgwałciło i zabiło, to jeszcze przez długo i nigdzie bym nie był szczęśliwy. Ani odrobinę.
Żadna wolna wola i żadna wieczna szczęśliwość nie tłumaczy bierności (czyli de facto przyzwolenia) na zbrodnię. Otaczać czcią kogoś niechby i najbardziej przeciwnego ale jednak biernego na zbrodnię to dla mnie niemal jak samemu być mordercą.

Przy okazji wolnej woli. Bóg rzekomo ją dał ludziom i w nią nie ingeruje. Możliwość realizacji wolnej woli pozostawia nawet mordercom. OK. Jak to się jednak ma do wszechobecnej ingerencji świętoszków w wolną wolę innych? Przymusowe chrzty niemowląt, religie od przedszkoli, jakieś lotne patrole nawracających świętoszków jak te w Łomży?? Modły w programach wszelakich uroczystości „świeckich”… Kimże oni są że stawiają się PONAD swym bogiem??? Że uzurpują sobie prawo ingerencji w coś, w co nie śmie ingerować nawet ich najwyższy???

Dalej o bożym miłosierdziu. Skoro bóg tak ukochał tego człowieka to dlaczego temu mężczyźnie dał aż dwa jądra ażeby gdy jedno odmówi posłuszeństwa to jeszcze drugie mogło go wodzić na pokuszenie ciężkiego grzechu, a dał tylko jedno i to tak słabe serce??? Żeby po „upadku” w postaci seksu miał większe szanse na szybki zawał i tym samym na „wieczne potępienie”???

Dalej zakładając, że jakiś bóg istnieje. Jak sądzeni będą po śmierci ci, którzy mieli nieszczęście urodzić się tam gdzie ludzie wierzyli w nie tego boga co istnieje??? (czyli zawsze większość ludzkości bo nie ma boga w którego wierzy ponad połowa ludzkości) Od urodzenia byli karmieni (czytaj: indoktrynowani) iluzjami o bogu którego nie ma i w konsekwencji w niego wierzyli. I do jego rzekomych nakazów się starali stosować. Czy im wszystko zostanie darowane i z automatu trafią w niebiosa czy też pójdą na odstrzał???
Mnóstwo „pasterzy” krzyczy jednak: „świat stworzony przez boga jest piękny i doskonały, tylko człowiek jest zły i nie potrafi żyć pięknie i doskonale i to człowiek wykreował ten świat w złą stronę!!!” Niestety, nie mają racji. Ten świat nie jest piękny ani doskonały, ten świat jest do bani (tutaj nie zgadzam się z Dawkinsem, ten „ogród” nie jest piękny). Ten świat jest dla Ciebie tym lepszy im gorszy jesteś Ty. Czym jesteś lepszy lub bardziej bezbronny tym gorszy jest dla Ciebie ten świat. To morderca jest bez porównania lepiej traktowany niż jego ofiara. To on ma „prawa”. Cała konstrukcja tego świata jest z zasady skrajnie zła, chora i nieudolna. To stok schodzący ku przepaści, tym stromiej im bliżej tej przepaści. Człowiek nie jest zły sam z siebie. Człowiek jest tylko owocem tego świata. Dobre drzewo wydaje dobre owoce. Chore drzewo wydaje chore owoce. Nasze zło jest tylko naturalną konsekwencją zła i choroby fizycznego świata na którym żyjemy (a jeśli by brać poważnie pod uwagę bajkę o stworzeniu człowieka na boże podobieństwo to już w ogóle lepiej z takim bogiem nie mieć nic do czynienia, ani tu, ani po śmierci). Człowiek kreuje ten świat tylko w bardzo znikomym stopniu: nawet przewidzieć pogody w 100% nie potrafimy, a nawet jak już wiemy że zbliża się huragan to jedyne co jesteśmy w stanie zrobić to na ten czas zamknąć sklepy, wszelkie miejsca i zakłady pracy które tylko można i zalecić ludności pozostanie w domach (to oczywiście ma miejsce w miarę cywilizowanych krajach, w państwach trzeciego świata na przykład w Polsce ogranicza się to do ostrzeżeń: „zaleca się nie wychodzić z domu… zabezpieczyć luźno położone przedmioty…”. A do roboty i tak zasuwaj. Z wiatrem lub pod wiatr. Ktoś w końcu musi robić na armię polityczno-biurowo-wojskowych darmozjadów a poza tym w naszym kraju ma się gwarancję opieki „Matki bożej” więc nic na głowę przecież spaść nie może) Kreujemy ten świat tylko tak jak on sam nam zagra i na ile pozwoli. A pozwala na niewiele, naprawdę niewiele: kiedyś trzeba było ganiać za zwierzyną z dzidą lub łukiem albo chwytać ją w pułapki, teraz nie można, bo to „kłusownictwo”, teraz trzeba hodować. Ale tak czy tak na końcu zabić trzeba… Taka konieczność. Taka konstrukcja tego świata. Nieudolna. Ograniczona. Chora.
Co do rzekomej bożej miłości i miłosierdzia. Zakładając dalej hipotetycznie że bóg istnieje i stworzył ten nieudolny świat to tworząc jeszcze na nim człowieka i skazując na ten cały gnój (który niektórych doprowadza nawet do samobójstwa) – musi go naprawdę nienawidzić. Ten bóg nie wie co to miłość. Ale nawet przyjmując ze bóg jest i Mnie kocha, cóż, za miłość z serca dziękuję aczkolwiek nie czuje się do niczego zobowiązany. Wszak miłość to dawanie, bez oczekiwania niczego w zamian, a nie wymiana handlowa, jak to genialnie zagrał w skeczu komik Dave Allen:
- Bóg cię kocha. I chce twojej miłości. Ale jeśli mu jej nie dasz wrzuci cię na wieczność w ogień. Co ty na to?
-kocham go!!!!
Bóg który „powołuje” kogoś do życia na tym nieudolnym świecie i żąda za to od niego miłości, modłów pochwalno-błagalnych i posłuszeństwa bo jak nie to ześle do „piekła”, nie ma pojęcia czym w ogóle jest miłość. Zachowuje się jak urażony w dumie niedojrzały kochanek, który żąda od dziewczyny „dowodu” miłości, albo ten co odrzucony morduje dziewczynę bo Ją „kochał” (skoro nie chcesz być moja to będziesz niczyja)

Żaden bóg ludziom do niczego potrzebny nie jest bez względu na to czy istnieje czy nie. Ludziom potrzebna jest wyłącznie własna miłość. I naprawdę wystarczy miłość do siebie, zwierząt i tego świata, nie potrzeba rozciągać jej na jakieś „byty doskonałe”. Albowiem jeśli nie będziemy kochać siebie nawzajem to żaden bóg nam w niczym nie pomoże (zresztą jeszcze nikomu i nigdy nie pomógł). Ale jeśli ludzie zaczną kochać siebie nawzajem, wtedy żaden bóg do niczego nam potrzebny nie będzie. I żadne religijne rytuały. Po co? Aby zostać „zbawionym”?? A do czego nam „zbawienie” potrzebne gdy będziemy się kochać? Cała ludzkość niechby i trafiła po śmierci do „piekła”. I co z tego skoro się darzy miłością??? A bóg, jeśli się nie podoba, niech, cytując tekst z serialu „Tulipan”: zostanie sam w tym swoim zasranym raju!
Często ci wierzący w boga mawiają ze bez wiary w boga (i jego czcenia) nie ma zdolności do miłości oraz że ateiści MUSZĄ być nieszczęśliwi. Innymi słowy dla nich ktoś kto nie wierzy w boga jest zły będąc jednocześnie nieszczęśliwym. I bardzo „żałują” ateistów jak swego czasu ten pan biskup Pieronek tak strasznie żałował tych krakowskich ateistów. Stawiają znak równości miedzy ateizmem a byciem złym, niezdolnym do miłości i smutnym. To oczywiście bzdura bo tak bóg do szczęścia i miłości jest potrzebny jak posiadanie samochodu czy willi z basenem. Na przykład.

Nigdy człowiek nie wymordował w swej ludzkiej historii tylu innych ludzi co z imieniem boga (takiego czy innego, jeszcze istniejącego czy już mitycznego) na ustach. I na „jego” rozkaz. Czcić jakiegoś boga więc, i utożsamiać go z miłością dla mnie jest niezrozumiałe. Ale, jako prawie ateista i ogólnie jako osoba, jestem do bólu tolerancyjny i ani nie zabraniam tego nikomu, ani z tego powodu z nikogo się nie śmieję ani nie oczerniam. Wierz sobie w co i kogo tylko chcesz, ale pod jednym warunkiem: zostaw swoją religię, boga i inne przesady dla siebie, a nie wciskaj ich innym. Przecież jako wierzący będziesz wierzył i jako jedyny na świecie, nie musi Cię utwierdzać w swej słuszności to że i inni wierzą w to co ty.

A propo rodzin jednopłciowych. O ileż lepiej dla dziecka dorastać w rodzinie jednopłciowej pełnej miłości niż „normalnej” ale patologicznej? Myślę że o niebo lepiej. Zresztą gdyby bóg istniał i był przeciwny posiadaniu dzieci przez pary jednopłciowe nigdy nie dopuścił by do osierocenia małych dzieci przez jednego (czy oboje) z rodziców. A takich przypadków jest multum. A to mamusia została zamordowana albo zeszła przy porodzie, a to tatuś zginął w wypadku albo legł na zawał serca. Jakaż to różnica pomiędzy parą jednopłciową a rodziną w której pozostaje już tylko jeden z rodziców (więc i rodzina jednopłciowa)? Jeśli mamę – kobietę może zastąpić ciocia (najczęściej tak zwana matka chrzestna) a tatę – mężczyznę, wujek to przecież osoby homoseksualne też mają wśród bliskich czy przyjaciół osoby o innej płci. Któraś kobieta więc też może być dla dziecka ciocią jeśli para jest męska albo któryś facet wujkiem jeśli para jest żeńska. Jeśli tylko chcą. W czym problem?

Kończąc (nareszcie). Nie jestem religijnym rasistą. Jestem areligijny - obojętny na istnienie lub nieistnienie boga i na wiare dlatego też nie popieram kłótni, bójek, dyskryminacji, wojen i konfliktów na tle religijnym (ani jakimkolwiek innym). Sprawę wiary w coś lub nie pozostawiam każdemu jako prywatną i nie narzucam nikomu swego zdania. W przeciwieństwie do świętoszków którzy za cel stawiają, jak nie po dobroci to siłą lub podstępem, nagiąć do swej jedynie słusznej racji wszystkich dookoła.
Przebaczcie długość postu, ale wolę pisać w jednym temacie a wyczerpująco niż w wielu a w kilku tylko zdaniach.

Amen
Odpowiedz
Znów te połowiczne rozważania o Bogu:/ Nie znasz Boga, więc nie uda Ci się nic prawdziwego powiedzieć.

Cytat:Ale, jako prawie ateista i ogólnie jako osoba, jestem do bólu tolerancyjny i ani nie zabraniam tego nikomu, ani z tego powodu z nikogo się nie śmieję ani nie oczerniam.

Nie jesteś tolerancyjny. O tym świadczy Twoja wypowiedź. I bez wątpienia oczerniasz.

Cytat:Otaczać czcią kogoś niechby i najbardziej przeciwnego ale jednak biernego na zbrodnię to dla mnie niemal jak samemu być mordercą.

Jesteś przeciwny zbrodniom. A co takiego robisz, żeby im zapobiegać?
Odpowiedz
Jaques napisał(a):Znów te połowiczne rozważania o Bogu:/ Nie znasz Boga, więc nie uda Ci się nic prawdziwego powiedzieć.

Ty też nie znasz
Odpowiedz
MarcinW napisał(a):Pomijając fakt że jeszcze nigdy nie słyszałem aby ktoś z tego raju zadzwonił do bliskich i sam o tym zapewnił, to nie wiem jak inni ale gdybym ja był dziewczyną, lat powiedzmy 18, którą jakieś ścierwo zgwałciło i zabiło, to jeszcze przez długo i nigdzie bym nie był szczęśliwy. Ani odrobinę.

Wystarczyłoby troszkę endorfin wstrzyknięte prosto do mózgu abyś odszczekał te słowa i zaczął wielbić PanaDuży uśmiech.
„Jeśli istnieje mnogość, to powinna ona jednocześnie być wielka i mała, i przy tym wielka bez granic i mała do zniknięcia”- Zenon z Elei
Odpowiedz
magicvortex napisał(a):Ty też nie znasz

Ja znam, żadne mecyje, poczciwy gość z lekką demencją.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a):Ja znam, żadne mecyje, poczciwy gość z lekką demencją.
Jeśli Bóg to endorfiny to znikam ze tego forumOczkoSzczęśliwy:*

Myślałam , że są tu inne formuły.Szczęśliwy
Odpowiedz
wyzwolony napisał(a):A po co wymyślać boga który jest dla nas zły? Lepiej wymyślić takiego, który jest dobry i pod warunkiem wiary w niego da nam zbawienie i wieczne szczęście. jest to duża lepsza motywacja do przestrzegania praw kościelnych. Poza tym wielu ludzi nie radzi sobie z doczesnym życiem więc wiara w istnienie pośmiertnej rzeczywistości w której wszystko jest cudowne i proste okazuję się bardzo kusząca alternatywą.
Jednakże żeby usprawiedliwić zło tego nieudanego "projektu", wymyśla się Szatanów i innych. Bo "projekt" w takim kształcie nie pasuje do dobrego Boga. Więc ktoś tam (np: Anioł) się zbuntował, nie wiedząc czemu (czyżby z Bogiem nie było tak dobrze? Czyżby czegoś brakowało? Czyżby anioł nie był doskonałym stworzeniem?), gdyż szansy na powodzenie z boską wszechmocą nie ma... (w końcu ten zły ostatecznie przegra, co niby już wiadomo) stąd te absurdy, w które tak łatwo się wierzy.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz
łowca napisał(a): Zły, czyli Szatan został wymyślony przez ludzi tylko po to, aby usprawiedliwić autentyczne i nieuniknione zło tego świata, które nie pasuje przecież do Boga dobrego, który by na zło i niesprawiedliwość (np: śmierć dzieci, raki itp.) nie pozwalał, bo gdyby to czynił, nie byłby dobry.

Ależ on już na to wszystko pozwala... no chyba że nie jest wszechmocny, wtedy po prostu nie ma na to wpływu - tylko po co czcić boga który nie może temu zapobiec i chwali się tylko kuglarskimi sztuczkami typu obrazek na przypalonym toście?
Brak podpisu
Odpowiedz
frickle napisał(a):
łowca napisał(a): Zły, czyli Szatan został wymyślony przez ludzi tylko po to, aby usprawiedliwić autentyczne i nieuniknione zło tego świata, które nie pasuje przecież do Boga dobrego, który by na zło i niesprawiedliwość (np: śmierć dzieci, raki itp.) nie pozwalał, bo gdyby to czynił, nie byłby dobry.

Ależ on już na to wszystko pozwala... no chyba że nie jest wszechmocny, wtedy po prostu nie ma na to wpływu - tylko po co czcić boga który nie może temu zapobiec i chwali się tylko kuglarskimi sztuczkami typu obrazek na przypalonym toście?

Bądź wysyła jakichś nieudolnych "proroków"...
Apokalipsa Św. Jana to jest polewka. Wszechmocny Bóg, a tutaj jakieś pieczęcie, znaki, jeźdźcy...

Praktycznie wszystko czego się Bóg tknął, spieprzył.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości