Ankieta: Czy jesteś za możliwością prawnego rejestrowania związków homoseksualnych w Polsce?
Nie posiadasz uprawnień, aby oddać głos w tej ankiecie.
Tak, ze wszystkimi prawami jak w małżeństwie heteroseksualnym
42.42%
56 42.42%
Tak, ale bez prawa do adopcji i/lub z innymi ograniczeniami
29.55%
39 29.55%
Nie, jestem przeciwny
15.15%
20 15.15%
Nie i uważam, że homoseksualiści już mają za dużo praw
12.88%
17 12.88%
Razem 132 głosów 100%
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

Ocena wątku:
  • 11 głosów - średnia: 2.55
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Homotematy/posty
Stoik napisał(a):
Roan Shiran napisał(a):
Stoik napisał(a): Równość wobec prawa jest definiowana jako zasada konstytucyjna nakazująca, aby prawo traktowało w podobny sposób osoby znajdujące się w podobnej sytuacji.
W Konstytucji jest taki jeden artykuł o numerze 18. 

A więc związki partnerskie, wszak podobny =/= identyczny. Może mię pamięć zawodzi, ale jak ten temat był na topie to argumenty (?) strażników cywilizacji łacińskiej nie zmieniły się ani trochę.
Nie rozumiesz. Konstytucja sama z siebie uprzywilejowuje (robiąc to dość jasno) związek mężczyzny oraz kobiety, dlatego też ta zasada, o której mówisz, nie ma w tym przypadku zastosowania. 

Nie radziłbym się powoływać na Konstytucję przy argumentowaniu za wprowadzeniem związków partnerskich. 
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
Stoik napisał(a):  kobiety z kilkoma mężczyznami nie jest bliskie monogamii. 

Ale w sumie to dlaczego monogamia? 
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
Rojza Genendel napisał(a):
Baptiste napisał(a): I to oni muszą podporządkować sobie resztę inaczej zostaną sami podporządkowani.

Ale czemu będziecie podporządkowani?
Zgniły Zachód, LGBTQF... etc. i gender zmuszą cię do zawarcia małżeństwa z mężczyzną, a twoją córkę do pracy w kopalni?

Mówiąc krótko: tak.

Rojza Genendel napisał(a): Czasem warto wyjść z oblężonej twierdzy i przekonać się, czy to na zewnątrz naprawdę jest takie straszne...

Widziałem Jacykowa w TV
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
Stoik napisał(a):A więc związki partnerskie, wszak podobny =/= identyczny. Może mię pamięć zawodzi, ale jak ten temat był na topie to argumenty (?) strażników cywilizacji łacińskiej nie zmieniły się ani trochę.

Podstawowy był chyba taki, że jak dasz palec, to wezmą całą rękę.

Tak długo jak mówimy o związkach jednopłciowych, związki partnerskie mogą się wydawać w miarę akceptowalnym kompromisem - jakkolwiek by ich nie oceniać, unikają przynajmniej wprowadzania absurdu białego Murzyna (tj. "małżeństw osób tej samej płci"). 

Problemy pojawiają się przy związkach... heteroseksualnych. Pary osób różnej płci mają już możliwość sformalizowania związku - zawarcie małżeństwa. Tworzenie dla niego alternatywy w postaci związku partnerskiego tworzy natomiast roblemy. Czymś te instytcje musiałby się różnić - absurdem byłoby tworzenie dwóch całkowicie identycznych konstrukcji prawnych, różniących się tylko nazwą. Związek partnerski, będąc w istocie zarejestrowanym konkubinatem wspólnym pożyciem, byłby z założenia mniej wiążący, tj. łatwiejszy do zawarcia i łatwiejszy do ewentualnego zerwania, niż małżeństwo. Co za tym idzie, żeby uniknąć zupełnego deprecjonowania instytucji małżeństwa, związek parntnerski, jako mniej zobowiązujący, powinien również dawać mniej przywilejów. Wtedy jednak geje nadal mieliby pretekst do twierdzenia o rzekomej dyskryminacji par jednopłciowych. I tak wracamy do żądania "równości małżeńskiej" (abstrahując od wątpliwej wykładni tego pojęcia przez aktywistów gejowskich). 

Nie bardzo widzę możliwość sformułowania związków partnerskich w taki sposób, żeby było to jednocześnie sensowne i satysfakcjonujące dla gejów domagających się "równouprawnienia". 
Odpowiedz
Po pierwsze: czemu związek musi być partnerski?
Po drugie: zw. partnerski to taki zalegalizowany konkubinat. Istniało to już kiedyś ale skasowali.
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
Roan Shiran napisał(a): Nie rozumiesz. Konstytucja sama z siebie uprzywilejowuje (robiąc to dość jasno) związek mężczyzny oraz kobiety, dlatego też ta zasada, o której mówisz, nie ma w tym przypadku zastosowania. 

Nie radziłbym się powoływać na Konstytucję przy argumentowaniu za wprowadzeniem związków partnerskich. 

Cóż, to już chyba kwestia jej wewnętrznej spójności.

Zaprzestanę.

Kontestator napisał(a): Ale w sumie to dlaczego monogamia? 

Ja nie wiem dlaczego w ogóle małżeństwa (poza stricte religijnymi), więc zły adres. Ale mniemam, że taka kvltvra.

Witold napisał(a): Podstawowy był chyba taki, że jak dasz palec, to wezmą całą rękę.

Tak długo jak mówimy o związkach jednopłciowych, związki partnerskie mogą się wydawać w miarę akceptowalnym kompromisem - jakkolwiek by ich nie oceniać, unikają przynajmniej wprowadzania absurdu białego Murzyna (tj. "małżeństw osób tej samej płci"). 

Problemy pojawiają się przy związkach... heteroseksualnych. [...]

Nie bardzo widzę możliwość sformułowania związków partnerskich w taki sposób, żeby było to jednocześnie sensowne i satysfakcjonujące dla gejów domagających się "równouprawnienia". 

*Robienie z błędu logicznego równi pochyłej swojego głównego orężu to słaby pomysł*. Wiadomo co jest w tym powiedzonku palcem, ale co ręką? Mam pewną hipotezę, przy czym nie chcę potem zostać posądzony o dyskutowanie ze stwierdzeniami, które sam sobie wymyślam.

Co do heteroseksualnych - uczynienie z tego dobra ekskluzywnie dla sodomitów i gomorytek WYDAJE mię się pomysłem zręcznie omijającym zarówno art. 18 jak i wszelkie niuanse językowe. Ale różne rzeczy mię się wydają. Nikt nie będzie chyba krzyczeć o dyskryminacji tzw. normalnej rodziny z tytułu niemożności zawarcia ZP, prawda? A może nie.
Odpowiedz
Stoik napisał(a): Ja nie wiem dlaczego w ogóle małżeństwa (poza stricte religijnymi), więc zły adres. Ale mniemam, że taka kvltvra.
Nie można się powoływać na kulturę (małżeństwa poligamiczne) a w innym miejscu z nią zrywać (małżeństwa osób tej samej płci).
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
Stoik napisał(a):Robienie z błędu logicznego równi pochyłej swojego głównego orężu to słaby pomysł

Robienie z dostrzegania istniejących konsekwencji rzeczy błędu logicznego to jeszcze słabszy pomysł.
Odpowiedz
Kontestator napisał(a): Nie można się powoływać na kulturę (małżeństwa poligamiczne) a w innym miejscu z nią zrywać (małżeństwa osób tej samej płci).

Dlatego też nikt się na nią nie powoływał? Ja nie wątpię, że gdzieś tam, jakiś czas temu mógłby istnieć oparty na tradycyjnych wartościach ustęp "Małżeństwo jako związek białej/czarnej/żółtej/różowej kobiety i białego/czarnego/żółtego/różowego mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką XYZ", co nie zmienia faktu, że jest to głupie i krzywdzące. Przynajmniej do momentu, w którym wszelkie próby przemycenia cienia chwały tych "poprawnych" są traktowane jako bezwstydny zamach na ład społeczny.

Witold napisał(a): Robienie z dostrzegania istniejących konsekwencji rzeczy błędu logicznego to jeszcze słabszy pomysł.

http://www.fallacyfiles.org/slipslop.html

If A happens, then by a gradual series of small steps through BC,…, XY, eventually Z will happen, too. 

Z should not happen. 
Therefore, A should not happen, either.

Jak w mordę strzelił. Moje pytanie to było co uważasz za Z; rewolucję homoterrorystyczną? Zakaz heterowania? Po prostu zrób mi nadzieję i upewnij, że ominiemy temat adopcji. Debatowanie nad czymś tak ugruntowanym w literaturze naukowej jest śmiechu warte.
Odpowiedz
Stoik napisał(a):http://www.fallacyfiles.org/slipslop.html

Błędy logiczne straciły na znaczeniu, odkąd ich wytykanie bez większego namysłu samo stało się chwytem erystycznym.

Cytat:Jak w mordę strzelił. Moje pytanie to było co uważasz za Z; rewolucję homoterrorystyczną?

"Małżeństwa jednopłciowe"

Cytat:Debatowanie nad czymś tak ugruntowanym w literaturze naukowej jest śmiechu warte.

Co jest ugruntowane w literaturze naukowej?
Odpowiedz
Witold napisał(a): "Małżeństwa jednopłciowe"

Naprawdę? To straszne. Niezdecydowany
PS, możesz sobie odpuścić cudzysłów. Witold z ateisty.pl < prof. Mirosław Bańko.

Witold napisał(a): Co jest ugruntowane w literaturze naukowej?

Brak mierzalnych różnic w prawidłowości rozwoju dzieci wychowywanych przez pary różnopłciowe i jednopłciowe.
Odpowiedz
Stoik napisał(a):PS, możesz sobie odpuścić cudzysłów. Witold z ateisty.pl < prof. Mirosław Bańko.

Równa pochyła jest be, argument z autorytetu jest cacy.
Odpowiedz
Witold napisał(a): Czymś te instytcje musiałby się różnić
Prawo do adopcji.

Stoik napisał(a): Brak mierzalnych różnic w prawidłowości rozwoju dzieci wychowywanych przez pary różnopłciowe i jednopłciowe.
Nie ma takich badań. Trzeba bowiem sprawdzić, jak osoby wychowane w związkach jednopłciowych radzą sobie potem we własnych związkach. Na przykład.

Istotne jest, że wśród lesbijek jest dwa razy więcej rozwodów. Analizy wykazały, że związki kobiet są bardziej konfliktowe i partnerki częściej dążą do konfrontacji (to normalne u kobiet - jak to ktoś określił: "wyższa temperatura" rywalizacji między nimi).

Aczkolwiek ciężko mieć pewność co do przyczyn rozwodów. Dane pochodzą stąd:
https://same-sex.web.ined.fr/WWW/04Doc124Gunnar.pdf
Ostatni akapit na stronie 260.

Tym niemniej jest to kolejny dowód, że zezwolenie na adopcje przez pary jednopłciowe to eksperyment na ludziach.

Choć zaznaczam, że nie jestem całkiem przeciwny. Brakuje chętnych choćby do adopcji nastolatków. I oni mogą już sami podjąć decyzję, czy zgadzają się na taką adopcję
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
Soul33 napisał(a): Choć zaznaczam, że nie jestem całkiem przeciwny. Brakuje chętnych choćby do adopcji nastolatków. I oni mogą już sami podjąć decyzję, czy zgadzają się na taką adopcję
Ale to nie jest takie proste. Nastolatki bez rodziców są już obciążone różnego rodzaju traumami, stąd mają większą potrzebę akceptacji i trudniej może im być poradzić sobie z ewentualną niechęcią otoczenia.  

Co do adopcji w ogóle - no cóż, nie zapewnisz wszystkim dzieciom mamy i taty. Samotne osoby mogą adoptować dzieci nawet w Polsce. Nie wiem, dlaczego pary homoseksualne miałyby nie móc zapewnić równie dobrych warunków rozwoju.  Są osoby samotne i pary homoseksualne, które mogą lepiej nadawać się na rodziców adopcyjnych w ogóle albo dla jakiegoś konkretnego dziecka niż część par hetero.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Soul33 napisał(a):
Stoik napisał(a): Brak mierzalnych różnic w prawidłowości rozwoju dzieci wychowywanych przez pary różnopłciowe i jednopłciowe.
Nie ma takich badań.

[Obrazek: HaLDk1H.png]

Co jeszcze ciekawego powiesz?
Odpowiedz
Stoik napisał(a):Co jeszcze ciekawego powiesz?
Ja mogę w gruncie rzeczy powiedzieć - o ile zasadnym jest posługiwanie się argumentem, że żadne badanie nie udowodniło dostatecznie różnicy pomiędzy efektywnością wychowania przez pary homo i heteroseksualne (chociaż są takie, które udowadniają wyższość wychowywania przez obojga naturalnych rodziców), o tyle twierdzenie, że odpowiednie badania udowadniają brak korelacji, jest... niewłaściwe. Jeszcze przyjdzie trochę poczekać na jakieś faktycznie poważne opracowanie statystyczne. Ja przynajmniej nie słyszałem, by takowej powstało do tej pory. 

Z innej paki - główne (a raczej jedyne sensowne dotychczas) argumenty przeciw upowszechnieniu posiadania dzieci przez homoseksualistów, czy też przeciw ich małżeństwom, są o naturze kulturowej. Wbrew pozorom są dość ważkie. 
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
Żeby ograniczyć homoseksualistom możliwość wychowania dzieci wpierw należy uznac homoseksualizm za zło bowiem zabrania się tylkk złych rzeczy a dobro można czynić bez ograniczeń.

Homoseksualizm nie może być zły w oczach homoseksualistów bo to jakby uznac za zlo odżywianie się. Potrzebujesz więc zapsokajasz potrzebę, zeby nie cierpieć nieustannego napięcia.

Aby homoseksualizm byl jednak zly potrzeba więc uznac wyższość heteroseksualnych nad homoseksualnymi. Uznac homoseksualnych za podludzi. A wówczas ich potrzeby nie będą społecznie wazne tak jak i nieważne sa potrzeby świń hodowanych na rzeź.

Bylo juz, ze homo sapiens to niezmiernie prymitywny gatunek i ze jego prymitywne odruchy potrzeba tolerować bo inaczej to jak walka z szarancza? Nic sie nie da zrobic z kultura zachowań prymitywnych zwierząt tu zadne oddziaływania nie pomogą.
Odpowiedz
Stoik napisał(a): http://i.imgur.com/HaLDk1H.png

Co jeszcze ciekawego powiesz?
Przede wszystkim przeczytaj bardzo uważnie jak są sformułowane twierdzenia. Np. na samej górze masz absurdalne tezy obalane przez absurdalne odpowiedzi (odwołanie się do jednego zdyskredytowanego badania z lat '70).
Z podobną uwagą należy czytać wszystkie twierdzenia pochodzące z badań lub środowisk psychologicznych, ponieważ zwykle twierdzą ściśle to, co twierdzą i absolutnie nic ponadto. I trzeba się też dokładnie zapoznawać z metodologią badań.
I od razu uprzedzam, że manipulacje są obecne po obu stronach barykady.

W dodatku autorzy tego "komiksu" są aż tak żałośni, że tekst po lewej jest napisany jak przez jakiegoś durnia, który nawet zdania nie potrafi normalnie zbudować ani stosować znaków przestankowych.

Aha, i wzorce wyniesione z domu zawsze są ważne, więc bezczelnie pozwolę sobie wrócić do pytania - jak osoby wychowane w związkach jednopłciowych radzą sobie potem we własnych związkach (oczywiście w większości hetero)?

Zawsze też podkreśla się, że dla dziecka bardzo ważny jest wzorzec jaki daje ojciec i matka. A w przypadku dyskusji o adopcji przez pary homo nagle staje się cud - i już nie jest ważny. Zastanawiające, prawda?


Iselin napisał(a): Ale to nie jest takie proste. Nastolatki bez rodziców są już obciążone różnego rodzaju traumami, stąd mają większą potrzebę akceptacji i trudniej może im być poradzić sobie z ewentualną niechęcią otoczenia.  
Dlatego myślę, że nastolatki mogłyby decydować osobiście. Ale nie jestem znawcą tematu adopcji, więc przy tym się nie upieram.

Iselin napisał(a): Co do adopcji w ogóle - no cóż, nie zapewnisz wszystkim dzieciom mamy i taty. Samotne osoby mogą adoptować dzieci nawet w Polsce. ... Są osoby samotne i pary homoseksualne, które mogą lepiej nadawać się na rodziców adopcyjnych w ogóle albo dla jakiegoś konkretnego dziecka niż część par hetero.
Wątpię, czy osoby samotne dostają do adopcji bardzo małe dzieci. Rozumiałbym to tylko w sytuacji, gdyby brak było chętnych albo nie spełniali oni dostatecznie dobrych kryteriów.
Podobnie można by pozwolić na adopcję, gdy i tak dziecko jest już wychowywane np. przez matkę i jej partnerkę.

krystkon napisał(a):Żeby ograniczyć homoseksualistom możliwość wychowania dzieci wpierw należy uznac homoseksualizm za zło
Nieprawda. Analogicznie, czekolada nie jest zła. Szkodzi dopiero w nadmiarze.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
Roan Shiran napisał(a):
Stoik napisał(a):Co jeszcze ciekawego powiesz?
Ja mogę w gruncie rzeczy powiedzieć - o ile zasadnym jest posługiwanie się argumentem, że żadne badanie nie udowodniło dostatecznie różnicy pomiędzy efektywnością wychowania przez pary homo i heteroseksualne (chociaż są takie, które udowadniają wyższość wychowywania przez obojga naturalnych rodziców)

Jakie na przykład?
Odpowiedz
Soul33 napisał(a): Aha, i wzorce wyniesione z domu zawsze są ważne, więc bezczelnie pozwolę sobie wrócić do pytania - jak osoby wychowane w związkach jednopłciowych radzą sobie potem we własnych związkach (oczywiście w większości hetero)?





Wątpię, czy osoby samotne dostają do adopcji bardzo małe dzieci. Rozumiałbym to tylko w sytuacji, gdyby brak było chętnych albo nie spełniali oni dostatecznie dobrych kryteriów.
Podobnie można by pozwolić na adopcję, gdy i tak dziecko jest już wychowywane np. przez matkę i jej partnerkę.
Nie znam takich szczegółów, ale wydaje mi się, że Renata Przemyk adoptowała córkę, kiedy Klara była jeszcze dość mała. Ale nie jestem pewna. Poza tym nie wiem, co ma wiek dziecka do rzeczy w takim przypadku. Istotne jest, czy taka osoba potrafi się nim zająć i zapewnić mu dom. 
Co do adopcji przez matkę i jej partnerkę, nie jestem pewna. W przypadku, gdy ojciec dziecka porzucił matkę w ciąży i nikt już o nim nie słyszał, wydaje się to dobrym rozwiązaniem. Natomiast jeżeli dziecko ma jakiegoś ojca, babcię, dziadka i innych krewnych ze strony ojca, nie bardzo widzę, jak mogłoby być adoptowane przez partnerkę matki.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości