Liczba postów: 12,433
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
06.12.2017, 20:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2017, 21:04 przez Fanuel.)
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/faustyna.html
To jest jeden z ważniejszych tekstów jakie przeczytałem. W sumie dopiero po lekturze zdałem sobie sprawę z tego jak jednostronnie potrafiłem patrzeć. Zdecydowanie zachęcam do lektury, albowiem esej nie jest długi. A jeszcze bardziej zachęcam do dyskusji.
Sebastian Flak
Liczba postów: 21,718
Liczba wątków: 218
Dołączył: 11.2010
Reputacja:
950
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: ate 7 stopnia
06.12.2017, 20:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2017, 20:58 przez Sofeicz.)
Lubię Nietzchego, chłop pisał ciekawie ale niestety nie znał teorii gier i wynikających z tego wniosków etycznych.
Stąd jego krytyka cnót empatycznych jest o kant d... potłuc.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Liczba postów: 12,433
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
Chociaż analiza zawiści i moralności niewolniczej jest zadziwiająco trafna. To był kawał wnikliwego chłopa.
Sebastian Flak
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
19.04.2018, 11:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2018, 11:59 przez J. S. Artur.
Powód edycji: intrapersonalna analiza własnej osoby = masło maślane
)
Powiem szczerze, że nie spodziewałbym się tak dobrego tekstu na tej akurat stronie. Widzę, że chyba pora nieco poszerzyć horyzonty.
Fryderyk Nietzsche jest akurat moim ulubionym filozofem oraz psychologiem społecznym (że pozwolę go sobie tak określić), więc jego prace znam bardziej niż dobrze.
Po przeczytaniu tego tekstu zauważyłem jednak pewną istotną rzecz, którą Nietzsche pominął, albo zignorował w swoich pracach. Zdecydowanie zbyt mocno uprościł
systemy moralne ograniczając je do dwóch i od razu skupił się na poszukiwaniu trzeciej, nie istniejącej wówczas alternatywy, czyli moralności nadczłowieka.
Po przeczytaniu tego tekstu i zawartych w nim fragmentów Dzienniczka siostry Faustyny, osobiście skłaniam się ku opinii, że jako osoba religijna faktycznie była ona
autentyczna, a jej system moralny nie podpada pod żaden wymieniony przez Nietzschego. Muszę jednak poczynić jeden zarzut do autora tekstu. Analizie była bowiem
poddana jedynie autentyczność postaw, odczuć i poglądów siostry Faustyny. Niestety to nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać.
Siostra Faustyna doświadczyła olbrzymiego cierpienia i jestem naprawdę pełen podziwu, że nie stoczyła się w to samo szambo, w które wpada większość wierzących.
Pytanie brzmi jednak, czy miłość, którą tak mocno odczuwała, nie była kierowana w kierunku jakiegoś abstrakcyjnego konceptu jakim jest Bóg? Jej doświadczenie mogło
mieć charakter czysto wewnętrzny i w rzeczywistości nie działo się na prawdę, a jedynie w jej umyśle. Powyższy tekst nie poddaje bowiem w wątpliwość obiektywnego
istnienia kogoś takiego jak Bóg, a nawet czegoś takiego jak boża miłość.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że Faustyna była autentyczna (tak przynajmniej mi się wydaje), ale sam fakt autentyczności nie sprawia, że mówiła prawdę czy miała rację.
Ważnym elementem filozofii Nietzschego jest skrajny materializm. Dla Fredzia nie istnieje więc żaden świat duchowy, a jedynie fizyczny. Analiza jego filozofii w oderwaniu
od tego założenia (czy też logicznego wniosku jak ja osobiście uważam) niema żadnego sensu. Nietzsche krytykuje bowiem nie tylko samą moralność chrześcijańską, o nie!
On krytykuje przede wszystkim uciekanie od realnego świata w światy własnych lub grupowych wyobrażeń oraz iluzji, zamiast stanąć twardo na ziemi i chwycić życie, że
tak to ujmę "za mordę".
(06.12.2017, 20:58)Sofeicz napisał(a): Lubię Nietzchego, chłop pisał ciekawie ale niestety nie znał teorii gier i wynikających z tego wniosków etycznych.
Stąd jego krytyka cnót empatycznych jest o kant d... potłuc.
Trochę tak, bo chyba jego własne odczucia przesłoniły mu obiektywizm w tym akurat temacie, ale warto zwrócić uwagę na to, że Nietzsche sugerował intrapersonalną
analizę. Jego zdaniem każdy powinien sam dojść do tego jakie zachowanie jest w zgodzie z jego istotą. Jedni ludzie np. nie byliby w stanie żyć z tym, że odebrali komuś
życie (niezależnie od tego kim była zabita osoba) i budziliby się oblani zimnym potem w środku nocy, a po drugich spływało by to jak woda po kaczce. Inni jeszcze byliby
w stanie żyć po zabiciu terrorysty, ale zabicie niewinnego to byłoby zbyt wiele. Ludzie różnią się między sobą i dlatego nietzscheański nadczłowiek sam sobie konstruuje
system moralny.
Poruszyłeś ciekawe zagadnienie, ponieważ teoria gier w wyjątkowo trafny sposób opisuje społeczne zastosowanie moralności, aby społeczeństwo było skuteczne.
Z drugiej strony koncepcja Nietzschego lepiej sprawdza się w odniesieniu do jednostki i odpowiada na pytanie - "Jak żyć w świecie w którym system moralny się załamuje?"
W socjologi stan ten nazywamy anomią - https://pl.wikipedia.org/wiki/Anomia_(st...5%82eczny)
Polecam też wszystkim ciekawy tekst nt. teorii gier.
https://artelis.pl/artykuly/55997/Czy-Te...i-bez-Boga
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 12,433
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
22.04.2018, 21:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2018, 21:13 przez Fanuel.)
Cytat:Pytanie brzmi jednak, czy miłość, którą tak mocno odczuwała, nie była kierowana w kierunku jakiegoś abstrakcyjnego konceptu jakim jest Bóg? Jej doświadczenie mogło
mieć charakter czysto wewnętrzny i w rzeczywistości nie działo się na prawdę, a jedynie w jej umyśle. Powyższy tekst nie poddaje bowiem w wątpliwość obiektywnego
istnienia kogoś takiego jak Bóg, a nawet czegoś takiego jak boża miłość.
https://opoka.org.pl/biblioteka/M/MR/bog...lizni.html
Sprawa zatem jest prosta. Już się nie będę zgłębiał w neuroteologię np., ale wiara Faustyny to nie było odwrócenie się ku wnętrzu lecz zwrócenie się ku bliźnim.
Cytat:Ważnym elementem filozofii Nietzschego jest skrajny materializm.
Naciągane. Got ist tot a nie sterben. Jest martwy a to implikuje, że wcześniej jednak żył. Nie umierał, nie umarł, ale jest martwy i to ludzie go zgładzili. Nietzsche jest na wskroś przesiąknięty Chrześcijaństwem i zatrzymał się na Wielkim Piątku, natomiast nie dotarł do Niedzieli.
Cytat:Dla Fredzia nie istnieje więc żaden świat duchowy, a jedynie fizyczny.
A czytałeś Tako rzecze...? Bo tam jak wół stoi iście ewangeliczna opowieść o duchowym wzrastaniu.
Cytat:Analiza jego filozofii w oderwaniu
od tego założenia (czy też logicznego wniosku jak ja osobiście uważam) niema żadnego sensu.
Chyba nie rozumiem czym miałby być ten materializm. Sam Nietzsche pisał w kontekście wiary, że to trucizna, jednak on ją całkiem lubi. Sama zaś krytyka to nie jest powtórka z Marksa, tylko wynik obserwacji społeczeństwa. Nie mówił, że istnieje li tylko świat materialny, ale że nie ma dość miłości i dobra aby je ofiarowywać istotom metafizycznym - pozaświatowym. A to są dwie sprawy rozłączne.
[quote
Nietzsche krytykuje bowiem nie tylko samą moralność chrześcijańską, o nie!
On krytykuje przede wszystkim uciekanie od realnego świata w światy własnych lub grupowych wyobrażeń oraz iluzji, zamiast stanąć twardo na ziemi i chwycić życie, że
tak to ujmę "za mordę".[/quote]
No i to jest konstruktywna krytyka z którą zgadzać się powinien każdy chrześcijanin, co widać po tekście Tischnera.
Sebastian Flak
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
22.04.2018, 22:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2018, 22:10 przez J. S. Artur.)
(22.04.2018, 21:12)Galahad napisał(a): Naciągane. Got ist tot a nie sterben. Jest martwy a to implikuje, że wcześniej jednak żył. Nie umierał, nie umarł, ale jest martwy i to ludzie go zgładzili. Nietzsche jest na wskroś przesiąknięty Chrześcijaństwem i zatrzymał się na Wielkim Piątku, natomiast nie dotarł do Niedzieli.
Bóg umarł ma raczej znaczenie metaforyczne. To, że Nietzsche jest tak bardzo przesiąknięty chrześcijaństwem (w końcu był synem pastora) sprawiło, że jego dzieła często brzmią jakby się czytało księgę religijną (co moim zdaniem akurat jest wadą, bo daje zbyt duże pole do nadinterpretacji). Bóg nie żyje (Gott ist tot) oznacza jednak ni mnie ni więcej to, że chrześcijańskie normy moralne i zasady, zdaniem Nietzschego nie sprawdzają się już w obecnym świecie. To rozumie pod tą frazą. Oznacza to, że kiedyś się sprawdzały, ale obecnie nie są w stanie sprostać rozwojowi nauki i generalnie postępowi. Nie należy jej rozumieć dosłownie. Nietzsche nigdy nie uważał, że Bóg żył w dosłownym znaczeniu tego słowa.
(22.04.2018, 21:12)Galahad napisał(a): A czytałeś Tako rzecze...? Bo tam jak wół stoi iście ewangeliczna opowieść o duchowym wzrastaniu.
Oczywiście.  Tutaj ponownie chodzi nie o rozwój duchowy tak jak rozumieją go wierzący, a o wzrost ludzkiego rozumu i kultury. O zarządzanie kulturą ... taka osobista inżynieria memetyczna.
(22.04.2018, 21:12)Galahad napisał(a): Chyba nie rozumiem czym miałby być ten materializm. Sam Nietzsche pisał w kontekście wiary, że to trucizna, jednak on ją całkiem lubi. Sama zaś krytyka to nie jest powtórka z Marksa, tylko wynik obserwacji społeczeństwa. Nie mówił, że istnieje li tylko świat materialny, ale że nie ma dość miłości i dobra aby je ofiarowywać istotom metafizycznym - pozaświatowym. A to są dwie sprawy rozłączne.
Na pewno jej nie lubił, ręczę za to głową. XD Dostrzegał jednak społeczną przydatność religii. Dlatego też wobec tego, że ta przydatność zaczęła się coraz bardziej wyczerpywać, wymyślił swoją filozofię.
(22.04.2018, 21:12)Galahad napisał(a): No i to jest konstruktywna krytyka z którą zgadzać się powinien każdy chrześcijanin, co widać po tekście Tischnera.
Z perspektywy religii to co mówił Nietzsche jest bardzo pesymistycznym proroctwem, więc ludzie wierzący zazwyczaj z zasady je odrzucają. Dla zlaicyzowanych społeczeństw jest jednak moim zdaniem idealne.
Ciężko byłoby mi tutaj opisać pełne przesłanie jego filozofii, ale na szczęście jakiś czas temu znalazłem na youtubie ciekawy film, który całkiem nieźle ją podsumowuje. Niestety tylko dla osób,
znających język angielski. Zapraszam wszystkich do obejrzenia
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 23,543
Liczba wątków: 242
Dołączył: 08.2005
Reputacja:
1,361
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Schabizm-kaszankizm
23.04.2018, 20:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2018, 20:47 przez lumberjack.)
(22.04.2018, 22:01)J. S. Artur napisał(a): Ciężko byłoby mi tutaj opisać pełne przesłanie jego filozofii
Tym bardziej, że się nie da.
Na przykład z powodu braku definicji pojęcia nadczłowieka.
(22.04.2018, 22:01)J. S. Artur napisał(a): Na pewno jej nie lubił, ręczę za to głową. XD
To byś ją stracił
Czytałeś to?
Super książka. Masz tam gdzieś pod jej koniec ciekawe cytaty z jego korespondencji. Teksty odnośnie chrześcijaństwa. I nie chodzi o żadną społeczną przydatność. Nie pamiętam dokładnie, bo lata temu czytałem to, ale ogólnie chodzi o stwierdzenie, że "życie zgodne z chrześcijańskimi zasadami jest jednym z lepszych, jakie można wieść". Coś mniej więcej w ten deseń...
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
23.04.2018, 22:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2018, 22:07 przez J. S. Artur.)
(23.04.2018, 20:43)lumberjack napisał(a): Czytałeś to?
Nie czytałem, ale dzięki za polecenie, na pewno dodam do listy pozycji do przeczytania.
(23.04.2018, 20:43)lumberjack napisał(a): braku definicji pojęcia nadczłowieka
Niestety to prawda. :/ Za szybko umarł, a problemy ze zdrowiem mocno odcisnęły się na jego schyłkowej twórczości. Także pod względem ilości i
konkretności przemyśleń. Dobrze, że wymienił tak dużo cech nadczłowieka, że niemal kompletną definicję można sobie poskładać samemu. Niemal 
Może nie był w stanie tego uchwycić, ponieważ sam nadczłowiekiem nigdy się nie stał? Trochę mi go szkoda, bo bardzo gościa szanuję.
(23.04.2018, 20:43)lumberjack napisał(a): "... życie zgodne z chrześcijańskimi zasadami jest jednym z lepszych, jakie można wieść"
Jeżeli faktycznie tak napisał, to wydaje mi się, że stał za tym jakiś pokręcony kontekst. Jeżeli nie, to znaczyłoby, że przeczył sam sobie. Co jak co, ale nawet jeżeli
Nietzsche chrześcijaństwem nie gardził w całości, to na pewno gardził jego zasadami. Mogę podać nawet konkretne przykłady:
- "Chrześcijaństwo, alkohol – dwa wielkie środki zepsucia…"
- "Bóg chrześcijański jest tak absurdalnym Bogiem, że powinien zostać zniesiony nawet jeśli istnieje"
- "Nikt nie może swobodnie postanowić, że zostanie chrześcijaninem: nie można się 'nawrócić' na chrześcijaństwo – trzeba być na to dostatecznie chorym."
- "W religii chrześcijańskiej moralność nie ma żadnego związku z rzeczywistością."
- "Zwę chrześcijaństwo jednym wielkim przekleństwem, jednym wielkim najwnętrzniejszym zepsuciem, jednym wielkim instynktem zemsty, dla którego żaden pretekst nie jest dość jadowity, tajny, podziemny, mały – zwę je jedną nieśmiertelną, hańbiącą plamą na ludzkości."
Teraz mogę poręczyć głową i wiem, że przynajmniej w całości nikt mi jej nie utnie.
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 23,543
Liczba wątków: 242
Dołączył: 08.2005
Reputacja:
1,361
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Schabizm-kaszankizm
23.04.2018, 22:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2018, 22:42 przez lumberjack.)
(23.04.2018, 22:04)J. S. Artur napisał(a): Jeżeli nie, to znaczyłoby, że przeczył sam sobie.
Ależ oczywiście, że przeczył sam sobie i to wiele razy w wielu różnych miejscach odnośnie wielu różnych spraw. I o tym jest właśnie m.in. praca Karla Jaspersa  Niekoniecznie chodzi mi tu o kwestię jego stosunku do chrześcijaństwa.
Chodzi np. o koncepcję amor fati.
1) Nietzsche krytykuje chrześcijaństwo i np. takiego Platona (za to samo - za ich niechęć do "świata doczesnego"; za to, że z nienawiści do niego tworzą sobie jakieś wyimaginowane raje, nieba albo światy pełne idei, na tle których nasz obecny świat jawi się jako gorszy).
2) Nietzsche w ramach amor fati głosi totalną afirmację życia doczesnego.
3) Totalna afirmacja oznacza afirmację również rzeczy w życiu nieprzyjemnych
4) Uzupełnieniem tej afirmacji jest koncepcja wiecznego powrotu czyli chęć wiecznego powtarzania całego życia, wszystkiego czego się w nim doświadczyło.
I tera jedna z ważniejszych sprzeczności - skoro chrześcijaństwo jest elementem tego naszego doczesnego świata, to Nietzsche powinien je afirmować. Deklarując zaś niechęć wobec chrześcijaństwa deklaruje się tym samym niechęć do cząstki świata doczesnego, czyli z amor fati wychodzi dupa. Dupa fati.
(23.04.2018, 22:04)J. S. Artur napisał(a): Jeżeli faktycznie tak napisał, to wydaje mi się, że stał za tym jakiś pokręcony kontekst.
Nietzsche był ogólnie trochę pokręcony. I pisał w sposób pokręcony. Nie bez powodu nawiązują do niego często postmoderniści, którzy np. atakują klasyczną definicję prawdy.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Liczba postów: 21,718
Liczba wątków: 218
Dołączył: 11.2010
Reputacja:
950
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: ate 7 stopnia
(23.04.2018, 22:40)lumberjack napisał(a): (23.04.2018, 22:04)J. S. Artur napisał(a): Jeżeli nie, to znaczyłoby, że przeczył sam sobie.
Ależ oczywiście, że przeczył sam sobie i to wiele razy w wielu różnych miejscach odnośnie wielu różnych spraw.
Bo, jak sam twierdził "Dziękuję niebu, że we wszystkich swoich instynktach pozostałem Polakiem".
A jak wiadomo, Polacy do konsekwentnych nie należą.
Dupa fati
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
24.04.2018, 00:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2018, 00:42 przez J. S. Artur.)
(23.04.2018, 23:05)Sofeicz napisał(a): "Dziękuję niebu, że we wszystkich swoich instynktach pozostałem Polakiem"
Bo, jak wiadomo to polskie instynkty odpowiadają za nasz konserwatyzm, nie? No, ale bądźmy poważni. Nie chodziło mu przecież o Polaków w dzisiejszym znaczeniu tego słowa.
Szczycił się szlacheckim pochodzeniem, a dobrze wiemy z czym to się wiąże, nie? https://pl.wikipedia.org/wiki/Sarmatyzm ... O sarmatyzmie dużo by można pisać i może i był
konserwatywny, ale liberalnie konserwatywny na zasadzie ... "konserwatywnie nie zgadzamy się na ograniczenie żadnych wolności". Ah ten Nietzsche ... zabujał się w naszym
braku poszanowania zasad. Heh ... w zasadzie sarmacki konserwatyzm w pewnym sensie polega na tym, że jedyną istotną zasadą jest zakaz nakładania ograniczeń.
(23.04.2018, 22:40)lumberjack napisał(a): 4) Uzupełnieniem tej afirmacji jest koncepcja wiecznego powrotu czyli chęć wiecznego powtarzania całego życia, wszystkiego czego się w nim doświadczyło.
I dlatego właśnie wkurza mnie, że Nietzsche pisał jak jakiś nawiedzony pustelnik objawienie od Boga. Ten zabieg był kompletnie niepotrzebny i sprawił, że jeżeli ktoś nie przeczytał całej masy jego dzieł, to prawie zawsze źle je zinterpretuje. Wykorzystali to naziści i jego faszystowska siostrzyczka  ... No, ale do rzeczy. Nie chodzi o to, że Nietzsche wymyślił koncepcję wiecznego powrotu jako faktycznie istniejący proces, ani chęć by tak było, ale o twierdzenie tego rodzaju - ŻYJ TAK JAKBYŚ PRZEZ WIECZNOŚĆ MIAŁ W KÓŁKO POWTARZAĆ SWOJE ŻYCIE. Nie znaczy to przecież, że uważał, że faktycznie będzie, czy chce to robić. Przesłanie było proste - "Żyj tak aby niczego nie żałować". Oczywiście Fredzio wszystko skomplikował XD ... nihil novi
(23.04.2018, 22:40)lumberjack napisał(a): I tera jedna z ważniejszych sprzeczności - skoro chrześcijaństwo jest elementem tego naszego doczesnego świata, to Nietzsche powinien je afirmować. Deklarując zaś niechęć wobec chrześcijaństwa deklaruje się tym samym niechęć do cząstki świata doczesnego, czyli z amor fati wychodzi dupa. Dupa fati.
Nie. Zupełnie nie. Afirmacja zepsutych rzeczy takich jak chrześcijaństwo podpada raczej, pod afirmację w rodzaju "co cię nie zabije to cię wzmocni" albo "wróg jest dobry, bo można z nim walczyć" niż pod afirmację w stylu "wszystko jest cudowne i nic niema wad". To o czym napisałeś to kolejne niefortunne rozumienie koncepcji Fredzia. Gdybym miał wehikuł czasu to bym się cofnął i kazał mu pisać po ludzku, bo takie są potem skutki naśladowania stylistyki religijnej. Niezrozumienie, przeinaczenia, nadinterpretacje i koniec końców jakieś mordy ... Taa :/
(23.04.2018, 22:40)lumberjack napisał(a): Nietzsche był ogólnie trochę pokręcony. I pisał w sposób pokręcony. Nie bez powodu nawiązują do niego często postmoderniści, którzy np. atakują klasyczną definicję prawdy.
Miał chłop dużo racji. Szanuję go za twórczość, ale zgadzam się ... Powinien był uczynić swoje dzieła bardziej zrozumiałymi i przystępnymi. Skoro chciał żeby ludzie zostali nadludźmi i pokonywali samych siebie to mógł to zawrzeć w prostszej formie. Zbyt pokręcona jest jego twórczość. Teraz ja (i pewnie nie tylko ja) to muszę za niego odkręcać. Dzięki Fredzio, dzięki -_- ... chyba, że o to mu chodziło? Może na to liczył. XD
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 2,761
Liczba wątków: 4
Dołączył: 04.2014
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Droga Miriady Duchów (wierzący niepraktykujący)
25.04.2018, 04:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2018, 04:59 przez ErgoProxy.)
J.S.Artur napisał(a):Afirmacja zepsutych rzeczy takich jak chrześcijaństwo podpada raczej, pod afirmację w rodzaju "co cię nie zabije to cię wzmocni" albo "wróg jest dobry, bo można z nim walczyć" E. Chrześcijaństwo to raczej taki " wróg pokonany, na którego nie można już patrzeć", nieprawdaż? Nie to, że wzmacnia, bo nie ma z kim walczyć; już tylko obrzydzenie bierze. A przecież, żeby walka z wrogiem wzmacniała, trzeba tego wroga traktować w jakimś wymiarze po partnersku, a więc doceniać jego zdolność do wyrządzenia tobie krzywdy; wręcz winszować mu, jeśli mu wyjdzie jakiś manewr przeciwko tobie. Afirmując bowiem wroga można się od niego uczyć; w takim sensie należy odczytywać te maksymy, które bezrefleksyjnie powieliłeś wyżej. A jeśli wrogiem się gardzi jako kimś (czymś?) zepsutym, to i o nauce mowy być nie może.
Oprócz tego dwie notki na marginesie:
1) wielka szkoda, że sarmatyzm został tak doszczętnie przez naszych masonów opluskwiony, bo aktualnie dotkliwie brakuje nam jakiegoś pojęcia analogicznego do brytyjskości, które mogłoby scalać narody-odpryski Rzplitej – tudzież naród polski, ostatnio podzielony jak rzadko w swojej historii;
2) nie męcz tak tego Fredzia, bo ci się Fredzio zmarszczy publicznie i będzie wstyd.
Liczba postów: 5,145
Liczba wątków: 27
Dołączył: 06.2017
Reputacja:
608
Płeć: nie wybrano
(25.04.2018, 04:53)ErgoProxy napisał(a): E. Chrześcijaństwo to raczej taki "wróg pokonany, na którego nie można już patrzeć", nieprawdaż? Nie to, że wzmacnia, bo nie ma z kim walczyć; już tylko obrzydzenie bierze. A przecież, żeby walka z wrogiem wzmacniała, trzeba tego wroga traktować w jakimś wymiarze po partnersku, a więc doceniać jego zdolność do wyrządzenia tobie krzywdy; wręcz winszować mu, jeśli mu wyjdzie jakiś manewr przeciwko tobie. Afirmując bowiem wroga można się od niego uczyć; w takim sensie należy odczytywać te maksymy, które bezrefleksyjnie powieliłeś wyżej. A jeśli wrogiem się gardzi jako kimś (czymś?) zepsutym, to i o nauce mowy być nie może. A poza tym im wróg silniejszy i mądrzejszy, tym większa satysfakcja z wygranej z nim walki, choćby i drobnej potyczki. Co to za honor pokonać słabego durnia? Chyba że samemu się jest takim samym. Toteż różni antyteusze wyśmiewając chrześcijaństwo sami się deprecjonują.
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
25.04.2018, 08:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2018, 08:06 przez J. S. Artur.)
(25.04.2018, 04:53)ErgoProxy napisał(a): A przecież, żeby walka z wrogiem wzmacniała, trzeba tego wroga traktować w jakimś wymiarze po partnersku, a więc doceniać jego zdolność do wyrządzenia tobie krzywdy; wręcz winszować mu, jeśli mu wyjdzie jakiś manewr przeciwko tobie. Afirmując bowiem wroga można się od niego uczyć; w takim sensie należy odczytywać te maksymy, które bezrefleksyjnie powieliłeś wyżej. A jeśli wrogiem się gardzi jako kimś (czymś?) zepsutym, to i o nauce mowy być nie może.
Ej, ale to nie jest mój wymysł. Nietzsche nie zakładał tylko jednego (spartańskiego) podejście do walki. Oczywiście taka walka wzmacniałaby najbardziej, ale nie tylko taka. Nadludzi jest co najmniej tyle rodzajów ile jest rodzajów ludzi. Walka z chrześcijaństwem to u niego raczej takie uodparnianie się na jad węża niż walka wzajemnie szanujących się wojowników. Poza tym, gdyby chrześcijaństwo było pokonane to nie byłoby już o czym gadać, prawda? Przyznalibyśmy, że tak jest i na tym by się skończyło. Tymczasem debata trwa  Jeżeliby traktować maksymę Nietzschego "Bóg umarł" całkowicie poważnie, to chrześcijaństwo byłoby takim zombie, który pomimo licznych ciosów uczepił się nogi i nie chce puścić.  Już leży, ale nadal nie odpuszcza hehe https://youtu.be/SO8GNckJhFA
(25.04.2018, 04:53)ErgoProxy napisał(a): 1) wielka szkoda, że sarmatyzm został tak doszczętnie przez naszych masonów opluskwiony, bo aktualnie dotkliwie brakuje nam jakiegoś pojęcia analogicznego do brytyjskości, które mogłoby scalać narody-odpryski Rzplitej – tudzież naród polski, ostatnio podzielony jak rzadko w swojej historii;
Muszę się w tym przypadku z Tobą zgodzić. Jest dokładnie tak jak napisałeś.
(25.04.2018, 04:53)ErgoProxy napisał(a): nie męcz tak tego Fredzia, bo ci się Fredzio zmarszczy publicznie i będzie wstyd.
Co go nie zabije to go wzmocni XD
(25.04.2018, 06:38)ZaKotem napisał(a): A poza tym im wróg silniejszy i mądrzejszy, tym większa satysfakcja z wygranej z nim walki, choćby i drobnej potyczki. Co to za honor pokonać słabego durnia? Chyba że samemu się jest takim samym. Toteż różni antyteusze wyśmiewając chrześcijaństwo sami się deprecjonują.
Rozumiem, że ludzie którzy wygrali z chorobą stracili w Twoich oczach honor i się zdeprecjonowali?
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 5,145
Liczba wątków: 27
Dołączył: 06.2017
Reputacja:
608
Płeć: nie wybrano
(25.04.2018, 08:02)J. S. Artur napisał(a): (25.04.2018, 06:38)ZaKotem napisał(a): A poza tym im wróg silniejszy i mądrzejszy, tym większa satysfakcja z wygranej z nim walki, choćby i drobnej potyczki. Co to za honor pokonać słabego durnia? Chyba że samemu się jest takim samym. Toteż różni antyteusze wyśmiewając chrześcijaństwo sami się deprecjonują.
Rozumiem, że ludzie którzy wygrali z chorobą stracili w Twoich oczach honor i się zdeprecjonowali?
Nie znam nikogo aktualnie lub kiedyś ciężko chorego, który by się wyśmiewał ze swojej choroby. Co tam ciężko, nawet z byle grypy chorzy ludzie wcale nie mają ochoty sobie żartować.
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
25.04.2018, 09:09
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2018, 09:19 przez J. S. Artur.)
(25.04.2018, 08:49)ZaKotem napisał(a): Nie znam nikogo aktualnie lub kiedyś ciężko chorego, który by się wyśmiewał ze swojej choroby. Co tam ciężko, nawet z byle grypy chorzy ludzie wcale nie mają ochoty sobie żartować.
A co to ma wspólnego z wyśmiewaniem? Nietzsche nikogo nie wyśmiewał. On mega poważnie do tego podchodził. Jak dla mnie zbyt poważnie.
(23.04.2018, 22:40)lumberjack napisał(a): I tera jedna z ważniejszych sprzeczności - skoro chrześcijaństwo jest elementem tego naszego doczesnego świata, to Nietzsche powinien je afirmować. Deklarując zaś niechęć wobec chrześcijaństwa deklaruje się tym samym niechęć do cząstki świata doczesnego, czyli z amor fati wychodzi dupa. Dupa fati.
Aha, I jeszcze jedna rzecz, o której zapomniałem napisać. Amor fati dotyczy przeszłości, a nie teraźniejszości. Odnosi się raczej do akceptacji tego czego już zmienić nie możemy, a nie "całego zepsucia tego świata".
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
Liczba postów: 5,145
Liczba wątków: 27
Dołączył: 06.2017
Reputacja:
608
Płeć: nie wybrano
(25.04.2018, 09:09)J. S. Artur napisał(a): A co to ma wspólnego z wyśmiewaniem? Nietzsche nikogo nie wyśmiewał. On mega poważnie do tego podchodził. Jak dla mnie zbyt poważnie. 
A czy ja coś przeciw Niczemu pisałem? On właśnie podszedł tak, jak należy, a nie śmieszkująco i gimbusiarsko. Z Niczym można się zgodzić albo nie zgodzić, ale przynajmniej jest się z czym nie zgodzić, a nie tylko ustawiać się za lub przeciw jak kibole w ustawce.
Liczba postów: 3,169
Liczba wątków: 13
Dołączył: 02.2016
Reputacja:
210
Płeć: nie wybrano
Wyznanie: ateusz
XD jak jeszcze prscowalem w empoki to przyszedl koles taki mlody, wow, po ksiazki, ta mlodziez przeciez czytac nie potrafi. I on pyta czy sa ksiazki profesora Nietzchschschego a ja mowie tak sa i se mysle ze chyba gejem zostane tak mi jego oczytanie zaimponowowalo. Idziemy na polke filozofia pokazuje mu wszystkiego niczego co mamy, a on mowi, ze nie tego Nietzchego tylko takiego jutubera. Kufa. Co to za pojebany naród?
Swoją drogą dla mnie Nicze ciężkim malkontentem przekonanym o własnym geniuszu był, aczkolwiek zakładki w jakimś zbiorze jego cytatów porobiłem. Dla mnie to raczej taki eksponat w intelektualnym zoo, ale co ja tam wiem o filozofii. Lumberze, czy warto go odkurzyć i są szanse na oświecenie?
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down
Liczba postów: 12,433
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
25.04.2018, 19:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2018, 19:58 przez Fanuel.)
(22.04.2018, 22:01)J. S. Artur napisał(a): Bóg umarł ma raczej znaczenie metaforyczne.
Ma znaczenie całkiem realne. W końcu śmierć Boga to katastrofa, której ogromu nie byli zdolni pojąć mu współcześni.
Cytat: Bóg nie żyje (Gott ist tot) oznacza jednak ni mnie ni więcej to, że chrześcijańskie normy moralne i zasady, zdaniem Nietzschego nie sprawdzają się już w obecnym świecie. To rozumie pod tą frazą. Oznacza to, że kiedyś się sprawdzały, ale obecnie nie są w stanie sprostać rozwojowi nauki i generalnie postępowi. Nie należy jej rozumieć dosłownie. Nietzsche nigdy nie uważał, że Bóg żył w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Rozumiał to tak, że Bóg był podstawą światopoglądu każdego człowieka i ten fakt nadawał znaczenie wszystkiemu. Dosłownie. Aż zauważył, że Niemcy z ich mieszczańskim rozmemłaniem tylko udają, że Bóg dla nich cokolwiek znaczy.
(22.04.2018, 21:12)Galahad napisał(a): Oczywiście. Tutaj ponownie chodzi nie o rozwój duchowy tak jak rozumieją go wierzący, a o wzrost ludzkiego rozumu i kultury. O zarządzanie kulturą ... taka osobista inżynieria memetyczna.
Uzasadnij.
Cytat:Na pewno jej nie lubił, ręczę za to głową. XD
Kto ma ją ściąć? Ja czy Lumber?
Cytat:Z perspektywy religii to co mówił Nietzsche jest bardzo pesymistycznym proroctwem, więc ludzie wierzący zazwyczaj z zasady je odrzucają. Dla zlaicyzowanych społeczeństw jest jednak moim zdaniem idealne.
Zlaicyzowane społeczeństwo to było w Niemczech za Nietzschego. I ostatecznie zostało przezeń uznane za "ludzi ostatnich". Sama zaś filozofia Nietzschego była w zamyśle ekskluzywna a nie inkluzywna. Wiedział doskonale czym się unadczłowieczanie mas skończy (Nie jestem człowiekiem, jestem dynamitem!). I miał facet rację.
Cytat:Ciężko byłoby mi tutaj opisać pełne przesłanie jego filozofii, ale na szczęście jakiś czas temu znalazłem na youtubie ciekawy film
Jak już to o wiele lepiej czytać Nietzschego, najlepiej współczesne przekłady, jeszcze lepiej z komentarzem. A i dobrze zacząć od Tatarkiewicza albo kogoś kto w miarę jasno i klarownie go tłumaczy. Sześciominutowy filmik z jujuba to jest tak gówniane źródło, że ło Boże!
Sebastian Flak
Liczba postów: 116
Liczba wątków: 3
Dołączył: 04.2018
Reputacja:
5
Płeć: mężczyzna
(25.04.2018, 19:51)Galahad napisał(a): Ma znaczenie całkiem realne. W końcu śmierć Boga to katastrofa, której ogromu nie byli zdolni pojąć mu współcześni.
Realne ma skutki, ale przecież nie chodziło mu o to, że istniał jakiś Bóg a potem fizycznie umarł. Chodziło o śmierć wiary, tak jak piszesz pod drugim cytatem. Wiara się wypaliła i to jest ta "śmierć Boga".
(25.04.2018, 19:51)Galahad napisał(a): Uzasadnij.
http://www.lexido.com/EBOOK_TEXTS/HUMAN_....aspx?S=27
(25.04.2018, 19:51)Galahad napisał(a): Kto ma ją ściąć? Ja czy Lumber?
A ktoś mi w końcu poda faktyczny przykład, cytat ze źródłem ... cokolwiek, bo napaliliście się na tą dekapitację jak szczerbaty na suchary? XD
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche
|