Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Płaska/Wklęsła Ziemia?
Maciej1 napisał(a): Ale horyzont jest zawsze i być musi, także na płaskim. Bo jest przede wszystkim zjawiskiem geometrycznym. Uczże się geometrii !
Czym zatem jest horyzont na płaskiej Ziemi? Wyjaśnij przy pomocy geometrii nam głupim.
Cytat:[Obrazek: wQtkfn2.jpg]
Gdzie na tym obrazku jest horyzont? Nagryzdałeś jakąś kreskę znowu i Twoje nagryzdanie kreski ma być dowodem na coś. Tylko nie wiadomo, na co.

Oczywiście na moje pytania nadal nie odpowiedziałeś. Wyżej kłamałeś, że odpowiedzi są. Ale poproszony o wskazanie gdzie, znowu tchórzliwie zmieniłeś temat.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Późna odpowiedź, ale <tu wstawić szereg powodów, które i tak nikogo nie interesują w tym temacie>.  Dlatego przypomnę, że komentarz ciągle dotyczy TEGO POSTU.

A konkretnie odnosi się do poniższego zdjęcia i wartości w nim przyjętych:

[Obrazek: uwuQLRX.jpg]

Przypomnę teraz tekst, który komentujemy:

Maciej1 napisał(a): Jeżeli "ziemia jest kulą o promieniu ok. 6378 km" (taki przyjmuje, bo największy jaki podają źródła tzw "wiedzy", a największy jest dla mnie najbardziej niekorzystny) to zachodzi co następuje:
  1. Wysokość patrzenia ok. 1.5-1.75 m, przyjmuję 2 metry => odległość do horyzontu wodnego (granicy widoczności powierzchni morza) 5.051 km.
  2. Wyspa znajduje się w odległości 3.13 km od aparatu (patrz mapka) => wyspa znajduje się 1.921 km przed granicą horyzontu wodnego
  3. Z punktu 2 wynika, że odcinek m=ML wynosi 0.2893 metra= 28.93 cm. W przybliżeniu 30 cm. ! (patrz schemat jak wyliczyć, schemat ze wzorami- tam, na tymże schemacie jest to odcinek j)
  4. z punktu 3 wynika, ze odcinek s (sylwetka ludzka) ma wysokość  47 cm. Jest to 47 cm człowiek (taki noworodek tam spaceruje). 
  5. odcinek p (drzewo) ma wysokość 534 cm. (Takie karłowate drzewo dla noworodka). [punkty 4,5- patrz ostatni schemat, gdzie program GeoGebra pomierzył odpowiednie odcinki i wyliczył odpowiednie proporcje]
  6. Jeżeli więc wierzymy, że ziemia jest taką kulą (jw.) => musimy wierzyć w to co w punkcie 4,5.
 Wnioski są zatem absurdalne. Jeżeli jednak ziemia jest kulą taką jak nas o tym uczą, to musimy w te wnioski uwierzyć. Ponieważ geometria nie kłamie.
Lub jeszcze inaczej:  jeżeli drzewo ma wysokość 5.34 metra, a tak wynika z obrazu który widać (powierzchnia morza i horyzont) oraz geometrii "ziemi kuli o promieniu jw." => prześwit pod mostem Verrazano ma ok. 18.15 metrów wysokości=> rażąca niezgodność z rzeczywistością. Pod tak niskim mostem nie mogłyby przepłynąć wielkie statki, np. kontenerowce, które tam pływają.

W TYM POSCIE zamieściłem już wstępne wyliczenia, jak błąd w wysokości kamery wpływa na wysokość odcinków mierzonych. Takie rachunki są jeszcze stosunkowo proste dla obiektów znajdujących się na wyspie. Ale Maciej1 nadal argumentował z wysokości prześwitu pod mostem. A ten, oczywiście w modelu geosferycznym, jest za horyzontem. Czyli nie widać jego w całości, gdyż część podstawy jest "ucięta".

Przyjmijmy teraz parę założeń:
- posługuję się tylko tym zdjęciem Macieja
- nie uwzględniam błędów optycznych typu refrakcja czy coś w tym stylu, zakładam, że to zdjęcie po prostu zniekształceń nie ma.
- nie uwzględniam ewentualnych błędów przy wyborze odcinków, po prostu zakładam, że Maciej rzetelnie odcinki wybrał
- nie poprawiam rachunków Macieja, dotychczasowe porównania ad exemplum się zgadzały więc zakładam, że albo Maciej umie się posługiwać cosinusami, albo jego program to za niego - poprawnie - oblicza.

Dane wyjściowe stałe:

Odległość kamery od wyspy: 3,13 km
Odległość kamery od mostu: 12,52 km
Minimalna wysokość prześwitu przy filarze: 55,8 m
Maksymalna wysokość prześwitu: 69,8 m

Dane wyjściowe zmienne:

h= wysokość kamery
m= pozorna "wysokość" horyzontu za/nad wyspą
s= pozorna wysokość człowieka na wyspie
p= pozorna wysokość drzewa
v= pozorny prześwit pod mostem

Nie znamy rzeczywistej wysokości drzewa ani człowieka, możemy natomiast zmierzyć rzeczywisty prześwit pod mostem. Przyjąłem prześwit minimalny, gdyż na zdjęciu tak tym jak i poprzednich jesteśmy najwidoczniej w pobliżu filara. Także inne zdjęcia obejmujące szerszy wycinek pokazują, że od centrum mostu jesteśmy jeszcze daleko. Jeżeli będzie potrzeba, mogę wstawić w obliczenia też maksymalny prześwit, ale to innym razem.

Problem, jak już wynikło w dyskusji, jest taki, że wraz ze zmianą wysokości kamery zmienia się odległość horyzontu. Tym samym im wyżej, tym mniej filaru jest zasłoniętego. Jednocześnie, im wyżej, tym większy jest odcinek porównawczy "m", i proporcjonalnie zwiększają się wszystkie wielkości pozorne, odmierzane na zdjęciu. Dla rachunku dodajmy następne zmienne, których nie ma na zdjęciu:

H= odległość horyzontu od kamery
(Odległość filara od linii horyzontu to 12,52 - H)
d= wysokość filara zasłonięta przez horyzont
V= widoczna wysokość rzeczywista obserwowanego filara za horyzontem (=55,8-d)

Przypomnijmy jeszcze raz wartości dla h=2,00 m

h=2,0m; m=0,29m; s=0,47m; p=5,34m; v=18,15m
H=5,051 km; d=4,37m; V=51,43m

(Na marginesie, wartość d=4,37m dla h=2,00m obliczył już Maciej w TYM POSCIE, więc co do tych wartości wyjściowych nie powinno być sporów)

Jak widać, dla kamery na wysokości 2 m nic się nie zgadza a dysproporcja między prześwitem pozornym a rzeczywistym wynosi V/v=2,83 raza. Prawie trzykrotnie. Co się jednak dzieje, jeżeli Maciej źle obliczył wysokość murku i nie uwzględnił pływów? Poniżej parę danych w skokach o 20 cm:

h=2,2m; m=0,37m; s=0,60m; p=6,80m; v=23,11m
H=5,297 km; d=4,09m; V=51,71m

h=2,4m; m=0,45m; s=0,74m; p=8,36m; v=28,40m
H=5,533 km; d=3,83m; V=51,97m

h=2,6m; m=0,54m; s=0,88m; p=10,00m; v=34,00m
H=5,759 km; d=3,58m; V=52,22m

h=2,8m; m=0,64m; s=1,03m; p=11,72m; v=39,85m
H=5,976 km; d=3,36m; V=52,44m

h=3,0m; m=0,73m; s=1,19m; p=13,52m; v=45,94m
H=6,186 km; d=3,15m; V=52,65m

h=3,2m; m=0,83m; s=1,35m; p=15,37m; v=52,24m
H=5,051 km; d=2,95m; V=52,85m

W tym miejscu przerwę tę nudną stukaninę. Widać to, co przewidywałem już bez obliczeń: efekt wysokości kamery na wielkość pozorną obiektów jest nadproporcjonalny. Mimo tego, że im wyżej, tym więcej widzimy filaru mostu (V), to jego pozorna wartość (v) obliczana na podstawie odcinka "m" zwiększa się szybciej, żeby w okolicach h=3,2m "dogonić". I, co za przypadek, akurat dla wartości h=3,2m także inne wysokości znalazły się w realistycznym przedziale. Ludzie wielkości 1,35m to może niezbyt częsty widok, ale przy pewnym pochyleniu ciała - możliwe. Drzewo też "urosło" i mierzy już dumne 15 metrów z hakiem.

Podsumowując: Zdjęcie zgadza się dla geosferycznego modelu Ziemi, jeżeli wysokość h =3,2m npm. Nie uwzględniając błędów pomiarów czy zniekształceń optycznych w atmosferze.

Dla ciekawskich: dla wysokości w okolicach 3,73m wartość pozorna v dościga już nawet maksymalną wysokość prześwitu, ale to tylko na marginesie, żeby pokazać, jak wielki wpływ na wartości mierzone na zdjęciu ma kluczowa wysokość h.


EDIT: Zrobiłem drobne korekty w tekście. Nie uwzględniłem w wyliczeniach, że w modelu geosferycznym filar mostu jest "przechylony" w stosunku do obserwatora, gdyż kąt w okolicach 0,1° nie wydaje mi się wart kolejnego liczenia sinusów i cosinusów. Nawet jeżeli po uwzględnieniu tego wartość V by się zmniejszyła "na moją korzyść", to IMHO jest to zmiana minimalna.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Maciej1 napisał(a): To co powinno być schowane, nie jest schowane. Patrz neony kopuły. To, że proporcje są zmienione to dlatego, że dół miasta jest "skompresowany" (na obrazie) wskutek efektów optycznych, które przede wszystkim dotykają właśnie tego co jest niżej. 
Maciej dyskutujesz ze swoimi własnymi wyobrażeniami na temat tego, co powinno być widoczne, zgodnie ze współczesna wiedzą naukową.
A przecież pisałem wielokrotnie: gdybyś kiedyś sfotografował horyzont tam gdzie wychodzi z wyliczeń Ziemi "o promieniu ok. 6371-6378 km", to byś obalił współczesną fizykę, bo nie jest możliwe zobaczyć tam horyzontu, bo otacza nas atmosfera a Ziemia promieniuje w paśmie podczerwonym.

Tak więc twoja dzika satysfakcja, że zrobiłeś zdjęcie, które pokazuje doskonale opisany, przebadany, policzony i oczekiwany efekt refrakcji, jest dowodem twojej ignorancji.

Maciej1 napisał(a): https://www.youtube.com/watch?v=gPouevRkB_o

Obejrzyj sobie powyższy filmik. Facet zadaje w nim pytanie: która obserwacja jest przy większych efektach optycznych? 
Na tym filmie też z łatwością zobaczysz kompresję. 
Ten film niczego nie dowodzi bo w żadnej z wersji filmowane gór nie obniżyły w całości tak jak zrobiła to platforma Grace
Czyli nic nim nie udowoniłeś
Czyli problem masz nadal - jakim cudem refrakcja, która polega na kompresji fragmentu obrazu miałaby obniżyć cała platformę co wyraźnie obrazują zalinkowane przez mnie filmy płaskoziemca, nieświadomego, że zebrał dowody na potwierdzenie kulistości Ziemi


Maciej1 napisał(a): Mniejsze efekty optyczne występują podczas tej obserwacji przy której wiał silny wiatr i woda była wzburzona. To jest także logiczna oczywistość: im mniejsza wilgotnośc (a wiatr rozwiewa mgiełkę nadwodną) i im zimniej- tym mniejsze zniekształcenia optyczne.
No to opisz mi jak działa mgiełka nawodna, bo na mój rozum rozprasza światło we wszystkich kierunkach i nie może spowodować efektów które opisujesz, czyli obicia fragmentu obrazu jak od silnie pokrzywionego lustra, lub raczej przejścia światła przez mocno nieregularną soczewkę.
Cytat:Kształt ziem poznajemy badając geometrię powierzchni ziemi, a nie studiując tajniki ludzkiego wnętrza, ludzkie motywy i intencje.
Tępy świrze - to ty masz za zadanie zbadać jakiekolqiek kształty skoro obalasz całą kosmologię, bo tak ci mózg zryły chipy, szczepionki i apokalipsa św Jana. Pozostałym użytkownikom pozostaje rechotanie ze sposobu działania twojej chorej głowy, skoro i tak zlewasz pytania i argumenty.
I skończ waść pierdolić, że popełniłeś jakikolwiek pomiar, skoro jakość i dokładność twoich metod dorównuje stwierdzeniom na oko i a bo mnie się wydaje.

Strzlasz fotki obiektom znajdującym się grube kilometry od ciebie, gdzie nie dość, jak wszyscy zauważyli, refrakcja robiłaby z poprawnie wykonanego pomiaru szajs, to jeszcze kompletnie masz w dupie pływy i ubzdurowujesz sobie, że wysokość twoja i obiektów npm jest liczona od rzeczywistego położenia lustra wody. Otóż wysokość bezwzględna to wartość umowna i zero bezwzględne bierze się z dokumentów. Ty zaś najzwyczajniej w świecie nigdy nie wiesz jaka część jakiego obiektu znajduje się na jakiej wysokości faktycznej i różnice mogą sięgać metrów. I mało tefo, z upartością chorego na tropienie spisków idioty powtarzasz tą samą nieskuteczną metodę od jak wspomniałeś "bardzo dawna i głęboko ją przemyślałeś". Szkoda że twoja kreatywność od bardzo dawna dała radę zrodzic tylko jedną metodę (teraz już wiem dlaczego nadal nie ma płaskozjebowego modelu kosmologicznego). Może wyniki wszystkich pozostałych nie pasowały do założeń. Skoro tak się uparłeś to trudno. Tylko zamiast truc dupę niewinnym użyszkodnikom internetu o każdej porze dnia i nocy, tłukąc długie na kilkaset słów posty o masonach i ekologii antarktydy, mógłbys sobie dorobić na służący do pomiarów sprzęt (albo jego wypożyczenie) i przeprowadzić obserwacje na dowolnym terenie, najlepiej nieruchomym i to na długości kilkuset a nie kilkutysięcy metrów i to z dokładnością co do ułamka centymetra. Wyeliminowałbys większość zjawisk, które i tak zaburzają pomiar i własne niechlujstwo przy okazji. Zrób wszystkim łaskę, zniknij i przepadnij na miesiąc a potem wróć z takim czymś. I do tej pory skończ pieprzyć, że dysponujesz geodezyjnym pomiarem
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Maciej1 napisał(a): Dlatego- jak nieopatrznie się wygadał rząd USA w wydanym przez siebie oficjalnym dokumencie- na Antarktydzie widać nawet do 300 mil. [Niska temperatura i wiatry=>suche, czyste powietrze].
Skąd ty te bzdury bierzesz?
Przeczytaj może wreszcie czym jest refrakcja: https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Snelliusa
"Współczynnik załamania dla danego ośrodka rośnie wraz z gęstością, np. w atmosferze maleje wraz z wysokością."
Jednym słowem nie żadna "mgiełka nawodna" ani nawet nie "temperatura", ale jedynie jej różnice w poszczególnych warstwach powietrza, których efektem jest różnica gęstości poszczególnych warstw powietrza, ma znaczenie.
Pragnę przypomnieć, że pastor Aksamit Maciuni pcha w dupę dynamit.

Pragnę również zauważyć, Maciunia - słyszysz ty mnie? - że nas tutaj, w Europie, chuja wafla obchodzi rząd amerykański, który nie jest dla nas żadną świętą krową do zarżnięcia ani bożkiem jakimś pogańskim, co wróżby wypluwa i przed którym wszyscy padają na nosy. Np. mnie bardziej obchodzi Cesarz Japonii niż jakaś banda kanalii w Waszyngtonie. My tutaj, w Europie, postkomunistycznej zwłaszcza, mamy konsensus, że pewne rzeczy wynosi się ze szkoły i się ich nie kwestionuje, żeby nie wyjść na skończonego idiotę, co dwa dodać dwa rachuje na palcach w wieku lat osiemnastu, bo się wtedy człowiek ośmiesza po prostu.

Jeśli więc chcesz głosić nam swoją prawdę i osiągać w tym jakieś wyniki, to musisz nam zakwestionować edukację powszechną. Bo rozumiesz, to że ty masz traumę z powodu rządu amerykańskiego, to jest problem twój wyłączny, którego my nie podzielamy, bo nie rząd amerykański nami zarządza.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Cytat:uąSzkoda że twoja kreatywność od bardzo dawna dała radę zrodzic tylko jedną metodę (teraz już wiem dlaczego nadal nie ma płaskozjebowego modelu kosmologicznego).
Bo w zasadzie tylko jedna* jest sensowna, logiczna i do rzeczy.
Ponieważ:
Kształt powierzchni (dowolnej, np. ziemi) definiuje i określa geometria tejże powierzchni. Tę zaś poznajemy obserwując i mierząc tę powierzchnię.

Poznawanie kształtu powierzchni z tego co się wyświetla w otoczeniu tejże powierzchni (co świeci w otoczeniu), bez dokładnej znajomości tego otoczenia np. "poznawanie kształtu powierzchni ziemi ze świateł na niebie", bez znajomości tego czym jest niebo i jak działa, to -trzeba to powiedzieć wprost- przykład wielkiej nędzy rozumu.

Rozwodzicie się tutaj nad refrakcją na przestrzeni kilku km, jak to ona zniekształca obraz, wszystko po to by załatać niezgodności z oficjalnym modelem i jednocześnie...uwaga!...zakładacie, że "znacie dokładnie drogę promienia światła np. od słońca na ziemię", twierdząc jednocześnie że ta droga ma 150 mln km. To właśnie jest nędza rozumu, wielka nędza.
Jeśli szukacie przykładu niedorzeczności myślenia i nędzy rozumu, to właśnie macie.


Cytat:Tępy świrze - to ty masz za zadanie zbadać jakiekolqiek kształty skoro obalasz całą kosmologię

Nie moja to wina, że kosmologia jest fałszywa. Nie ja ją wymyśliłem. Nie ja popełniłem takie karygodne i rażące niedorzeczności w myśleniu jak ta "eratostenesowa", że "z obserwacji nieba którego kompletnie nie znamy możemy  być pewni kształtu ziemi".
Jeżeli jakaś nauka jest cała fałszywa, to należy ją w całości wyrzucić na śmietnik. Ponieważ nie ma żadnego pożytku z fałszu.

Ponieważ Ty nie używasz rozumu, to dla Ciebie prawdą jest to co "większość mówi, co cały świat mówi". Gdybyś więc urodził się kilkaset lat temu, to głosiłbyś inne "prawdy". Ponieważ papuga zawsze powtarza to, co inni powtarzają, a wteedy powtarzano inne "mądrości", inne wymysły ludzkie uchodziły wtedy za "pewniki wiedzy".
Są jednak ludzie którzy rozumu używają. I mimo obrażania tych ludzi, mimo Twojej niechęci do ruszenia rozumem nie zdołasz im wszystkim zatkać ust. 

PS *żyroskop i efekt żyroskopowy jest inną metodą, ale to nie jest metoda bezpośrednio mierząca i badająca powierzchnię ziemi.
Cytat:My tutaj, w Europie, postkomunistycznej zwłaszcza, mamy konsensus, że pewne rzeczy wynosi się ze szkoły i się ich nie kwestionuje, żeby nie wyjść na skończonego idiotę,
Ale to jest podejście dogmatyczne, czyli religijne. Podejście naukowe zakłada bowiem nieustanne testowanie i sprawdzanie teorii wymyślonych przez ludzi. Warto więc byś sobie uświadomił, że jesteś wyznawcą religii "wiedzy".

Cytat:Bo rozumiesz, to że ty masz traumę z powodu rządu amerykańskiego, to jest problem twój wyłączny, którego my nie podzielamy, bo nie rząd amerykański nami zarządza.

Jakże rząd amerykański może wami zarządzać, jeśli rząd amerykański sam sobą nie zarządza? [Prawdziwa władza jest w rękach tajnych służb. I tak jest w całym świecie Zachodnim. Demokracja, demokracją, ale ktoś musi zapewniać ciągłość państwa. Ktoś musi tym wszystkim kierować]. A jednak Polska jest niemal całkowicie zależna od tego, co zdecyduje rząd amerykański, a zwłaszcza przy obecnej ekipie, która jest jeszcze gorliwsza, niż poprzednia w - jak to w przypływie szczerości zwierzył się Sikorski- "robieniu Amerykanom laski i to za darmo". [Konkretnie to za poklepywanie po plecach i obietnice, że "w razie czego to my przyjdziemy wam z pomocą". Co warte są obietnice z Zachodu, to Polska już testowała i to nie tak dawno. Ale jak to mówią: historia magistra vitae est, czyli historia uczy że ludzie niczego się z historii nie uczą]

Cytat:Jeśli więc chcesz głosić nam swoją prawdę i osiągać w tym jakieś wyniki, to musisz nam zakwestionować edukację powszechną.
 
Ależ oczywiście, że kwestionuję. Sama zasada, że "ma być przymusowe, powszechne i w rękach państwowych" w normalnym człowieku zapala czerwone światło i wzbudza odrazę.
Edukacja jest narzędziem indoktrynacji, prania mózgu. Każda dziedzina, która jest przymusowa i pozbawiona wolnej konkurencji (czyli Wolności, tu wolności nauczania czego się chce, wolności wymiany myśli, wolnej konkurencji idei) musi ulec takiemu zwyrodnieniu.
Edukacja jest narzędziem kontroli nad wami.
Dobrze, jeśli to ci sprawi przyjemność: jestem wyznawcą religii wiedzy. Jestem również wyznawcą Duchów japońskich. Są to lepsze religie, niż wasze biblijne, schorzałe, sekciarskie pobredzanie.

Co do tajnych służb, to służby owszem, rządzą, ale w Rosji. W innych państwach chrześcijańskich władza jest rozproszona po różnych agencjach, i raz jedna zdobywa przewagę, a raz druga, ale ludzie znają mores i po rządy tyrańskie nie sięgają. Tak jest wszędzie na Zachodzie, bo taka jest właśnie definicja Zachodu. Czy ja kurwa muszę uczyć faceta z Hameryki, co to jest check and balance?

A jeśli chcesz być wolny od edukacji, to są na świecie Aborygeni, Amazończycy, Papuasi, a nawet Buszmeni, którzy mówią żołądkami, Oni nie znają edukacji powszechnej, tylko biegają goli po buszu czy innej dżungli; paleolit żywy. Możesz do nich pojechać np. na misję i będziesz wolny. Będziesz też poganiany przez takich co edukację powszechną znają i umieją ją wyzyskiwać ku swojemu własnemu, osobistemu pożytkowi.

Co za pojeb... a nie zapaliło ci się w głowie czerwone światło, jak cię uczyli alfabetu, żebyś mógł Biblie czytać? To tez była edukacja powszechna i na dodatek, to wynaleźli uczeni w Piśmie.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Bert.

Jeżeli robiłem zdjęcie z wysokości 3.2metra, to 
[Obrazek: GmdI2Wg.jpg]

Facet ma 2.42 cm, czyli akurat trafiłem na najwyższego człowieka na świecie. [Ten drugi też zresztą niewiele mu ustępuje, więc miałem wyjątkowe szczęście]
[Obrazek: 5oAWR9I.jpg]
To jeszcze jedno oszacowanie wysokości. Widok na to miejsce [Nawiasem mówiąc taka ciekawostka: jacht nazywa się "Lucky Dick" ! Jestem szczęściarzem, bo akurat stał tam "Szczęśliwy...".]
Poniżej wykadrowany fragment zdjęcia.
[Obrazek: kMWNCX6.jpg]
Jak widać faceci stoją  już przy samym końcu molo, co ułatwia określenie na jakim planie się znajdują. Poniżej okaże się, że to są "najwyżsi ludzie świata".

[Obrazek: uohcrHF.jpg]


Już nie będę tłumaczył co i jak. Wiadomo: latarnia jest pionowa, linia prostopadła do linii latarni to linia planów na powierzchni morza (bo ta jest w poziomie, a poziom jest prostopadły do pionu). Resztę opisano na zdjęciu.
Otóż żeby było 3.2 metra, np. w punkcie I(gdy aparat leżał na wysokości barierki- druga obserwacja), to facet musi mieć 2.37 cm wzrostu. Ten drugi też  niewiele mniejszy. Co za szczęściarz jestem, trafiam na samych najwyższych na świecie. [No ale jak trafiam na "Szczęśliwego Wacka", to nie można się dziwić .]

Natomiast jeśli przyjąć normalność (i to na waszą korzyść, bo facet nie stoi wyprostowany)- facet ma 1,9 metra wysokości, to otrzymujemy:
n=1,97 metra (pierwsza obserwacja)
l=2.56 m (druga obserwacja).

Natomiast prawda jest taka, że ja obserwowałem z wysokości ok. 1.75-1.8 m za pierwszym razem (do obliczeń przyjąłem na waszą korzyść 2.0 metra).
Za drugim razem: 2.25 metra (przyjąłem 2.5 metra na waszą korzyść).
Ja się zastanawiam, czy ktoś zadał sobie trud policzenia, jak musiałaby wyglądać zależność współczynnika załamania powietrza od wysokości, żeby dało się refrakcją uzasadnić horyzont (głupio piszę - nie zastanawiam się - wiem, że nie). Tak coś podejrzewam, że mogłyby wyjść sprzeczne równania z tego.

Ale niezależnie od tego, mam tu pytanie. Według płaskoziemców Słońce zatacza kręgi nad płaską Ziemią, tak? I wschody i zachody wynikają znowu z magicznej refrakcji, dobrze rozumiem? Która to refrakcja działa tak, że jak patrzymy w kierunku horyzontu, to linia wzroku jest zakrzywiana w górę i część odległych obiektów jest obcięta, a Słońce chowa się po prostu w tym obszarze poza polem widzenia? Chciałbym uzyskać potwierdzenie lub zaprzeczenie, zanim będę kontynuował analizę.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
ErgoProxy napisał(a): Dobrze, jeśli to ci sprawi przyjemność: jestem wyznawcą religii wiedzy. Jestem również wyznawcą Duchów japońskich. Są to lepsze religie, niż wasze biblijne, schorzałe, sekciarskie pobredzanie.

Nie można się zatem dziwić, że nic mądrego nie piszesz.


Cytat:Co do tajnych służb, to służby owszem, rządzą, ale w Rosji. W innych państwach chrześcijańskich władza jest rozproszona po różnych agencjach, i raz jedna zdobywa przewagę, a raz druga, ale ludzie znają mores i po rządy tyrańskie nie sięgają. Tak jest wszędzie na Zachodzie, bo taka jest właśnie definicja Zachodu. Czy ja kurwa muszę uczyć faceta z Hameryki, co to jest check and balance?

W zasadzie nigdy tak naiwny jak Ty nie byłem. Ale kiedy jednak byłem bardziej naiwny (młody wtedy byłem bardzo), to kiedyś tu w USA w rozmowie z pewnym masonem powiedziałem "ale przecież rządzi prezydent" czy coś w tym stylu (samemu zresztą nie do końca wierząc w to co mówię, ale tak żeby zagadać, pociągnąć temat). Reakcja tego faceta była znamienna: popatrzył się na mnie z politowaniem, niemal z pogardą oraz z poczuciem własnej wyższości i samozadowolenia. Żadnych słów nie było potrzeba. 
W świecie tzw. Zachodu jest teraz najpewniej o wiele gorzej, niż w Rosji.  Ameryką rządzą tajne służby, loże i mafie. Każdy rozsądny człowiek to rozumie. 

[Jeżeli odsuwają prezydentów od władzy (JFK), jeżeli wyburzają dwie wielkie wieże w wielkim mieście, ot tak sobie, niczego się nie bojąc,  to jest jasne, że jest nie lepiej niż w Rosji, a chyba raczej gorzej.]



Cytat:A jeśli chcesz być wolny od edukacji, to są na świecie Aborygeni, Amazończycy, Papuasi, a nawet Buszmeni, którzy mówią żołądkami,



Jeśli chcesz być niewolnikiem, którego ostatecznym przeznaczeniem jest "liczba Bestii" na ciele bez której nie będzie mógł ani sprzedać ani kupic, to współczuję Ci, żal mi Ciebie.

Nie, ja nie chcę być "wolny od edukacji", ale (napiszę wielkimi literami) chcę by edukacja była WOLNA !

Nie zaś taka, w której pod przymusem, wtłaczają do głowy jedną, zatwierdzoną przez naszych panów "oficjalną wersję rzeczywistości".

Dotarło ?
Po pierwsze primo, odpowiedz Fizykowi.

Po drugie secundo, to zaczyna być ciekawe. W jakim sensie edukacja ma być wolna? Że jeśli twój dzieciak w wieku lat dziesięciu przyjdzie i powie że jest gejem i on do szkółki biblijnej chodzić nie chce, tylko do lewackiej waldorfskiej, to ty się zgodzisz i go puścisz?
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Fizyk napisał(a):  

Ale niezależnie od tego, mam tu pytanie. Według płaskoziemców Słońce zatacza kręgi nad płaską Ziemią, tak?

Nie wiem co jest "według płaskoziemców" bo nie jestem niczyim rzecznikiem, ale według mnie jest tak, że:

  1. światło zwane "słońce" na pewno jest tylko projekcją. W tym sensie: nie znajduje się w tym kierunku z którego dochodzą jego promienie.
  2. Z punktu pierwszego wynika, że: położenia, które przypisują słońcu mieszkańcy ziemi obserwujący (w tej samej chwili czasu) słonce z różnych punktów ziemi są tylko pozornymi i lokalnymi położeniami => nie można przypisywać światłu zwanemu "słońce" jednego i wspólnego dla wszystkich mieszkańców ziemi położenia w przestrzeni (w danej chwili).
  3. Słonce może być ciałem, ale wcale nim być nie musi, bo może być tylko światłem, obrazem. I ja osobiście na to stawiam, że najpewniej właśnie tak jest: słonce nie jest ciałem, ale tylko światłem (obrazem).


Cytat:I wschody i zachody wynikają znowu z magicznej refrakcji, dobrze rozumiem?

Nie wiem co to jest "magiczna refrakcja" więc nie potrafię udzielić odpowiedzi na pytanie.
Natomiast zarówno zachód jak i wschód słońca są to przede wszystkim zjawiska optyczne, które z powodzeniem da się uzyskać także i nad płaską powierzchnią.
Maciej1 napisał(a): Bert.

Jeżeli robiłem zdjęcie z wysokości 3.2metra, to 
[Obrazek: GmdI2Wg.jpg]

Facet ma 2.42 cm, czyli akurat trafiłem na najwyższego człowieka na świecie. [Ten drugi też zresztą niewiele mu ustępuje, więc miałem wyjątkowe szczęście]
[Obrazek: 5oAWR9I.jpg]
To jeszcze jedno oszacowanie wysokości. Widok na to miejsce [Nawiasem mówiąc taka ciekawostka: jacht nazywa się "Lucky Dick" ! Jestem szczęściarzem, bo akurat stał tam "Szczęśliwy...".]
Poniżej wykadrowany fragment zdjęcia.
[Obrazek: kMWNCX6.jpg]
Jak widać faceci stoją  już przy samym końcu molo, co ułatwia określenie na jakim planie się znajdują. Poniżej okaże się, że to są "najwyżsi ludzie świata".

[Obrazek: uohcrHF.jpg]


Już nie będę tłumaczył co i jak. Wiadomo: latarnia jest pionowa, linia prostopadła do linii latarni to linia planów na powierzchni morza (bo ta jest w poziomie, a poziom jest prostopadły do pionu). Resztę opisano na zdjęciu.
Otóż żeby było 3.2 metra, np. w punkcie I(gdy aparat leżał na wysokości barierki- druga obserwacja), to facet musi mieć 2.37 cm wzrostu. Ten drugi też  niewiele mniejszy. Co za szczęściarz jestem, trafiam na samych najwyższych na świecie. [No ale jak trafiam na "Szczęśliwego Wacka", to nie można się dziwić .]

Natomiast jeśli przyjąć normalność (i to na waszą korzyść, bo facet nie stoi wyprostowany)- facet ma 1,9 metra wysokości, to otrzymujemy:
n=1,97 metra (pierwsza obserwacja)
l=2.56 m (druga obserwacja).

Natomiast prawda jest taka, że ja obserwowałem z wysokości ok. 1.75-1.8 m za pierwszym razem (do obliczeń przyjąłem na waszą korzyść 2.0 metra).
Za drugim razem: 2.25 metra (przyjąłem 2.5 metra na waszą korzyść).

Jaka jest "prawda" można odtworzyć tylko powtarzając Twoje zdjęcie z tego samego zdjęcia miejsca o tej samej porze dnia (coby pływy się mniej więcej zgadzały). O przydatności "fotografii kontrolnej" pisałem już TUTAJ, nie widzę potrzeby się powtarzać. Nie wiem, jaki był odstęp czasowy między fotografią, którą omawiam wyżej a "fotografią kontrolną", na którą się powołujesz. Nie mam możliwości skontrolować, czy postawiłeś kamerę na balustradzie czy na stojaku. I ignoruję efekty optyczne, bo to nie mój temat.

Teza jest tylko taka, że fotografia, na którą się powołujesz, jest jak najbardziej możliwa w modelu geosferycznym. Albo wysokość jest taka, jaka mi wyszła (dokładniej 3,22 m nad poziomem wody), albo różnica wynika z efektów optycznych, których nie uwzględniałem, a które dają taki właśnie efekt, jakby "człowiek stał wyżej", niż stoi. A zaokrąglanie tej wysokości, nawet "na naszą korzyść" jest nierzetelnym podejściem do tematu. Tu małe błędy mają zbyt duży efekt na wynik obliczeń. Tę wartość należy po prostu zmierzyć, i to możliwie w momencie robienia fotografii. bo to jest wartość kluczowa.



Jak już wspominacie o geodezji, to pierwsze zakrojone na wielką skalę pomiary geodezyjne dotyczyły Francji i były przeprowadzane od roku 1669. Dokładność ich była taka, że nie tylko musieli uwzględnić kulistość Ziemii, ale też, czy Ziemia jest spłaszczona na biegunach. Specjalnie w tym celu przeprowadzono od roku 1735 szereg ekspedycji, m.in. do Peru i do Laponii. Dzięki temu zakończono pomiary w latach 1739-40 a od 1744 wydawano pierwsze i najdokładniejsze jak na ówczesne czasy mapy Francji.

I tutaj też przypomnę, że mapy tworzono dla celów militarnych i były one produktem strategicznym. Nawet gdyby cała Akademia Francuska była opanowana przez masonów, okultystów i iluminatów, to gdybym był generałem w tamtych czasach a ktoś mi podawał złe mapy, to bym z jego skóry zrobił bęben a z kości pałeczki piszczałki do grania marszów.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
ErgoProxy napisał(a): W jakim sensie edukacja ma być wolna? Że jeśli twój dzieciak w wieku lat dziesięciu przyjdzie i powie że jest gejem i on do szkółki biblijnej chodzić nie chce, tylko do lewackiej waldorfskiej, to ty się zgodzisz i go puścisz?


Dziecko podlega władzy rodziców. Potem, jak jest dorosłym człowiekiem to może sobie robić co chce, samo decyduje o sobie. Dopóki jest dzieckiem, to podlega władzy ojca i matki. Wolna to znaczy: rodzić może posłać dziecko do szkoły, może nie posłaćć, może nauczać czego chce i może sobie wybrać szkołę jaką uzna za stosowną dla swego dziecka lub może samemu nauczać dziecko. Żaden "mędrzec" w postaci "wszystkowiedzącego urzędnika" nie ma prawa zatwierdzać "jedynie słusznego programu nauczania, obowiązującego wszystkich" i  "wiedzieć lepiej co jest najlepsze dla mojego dziecka". Z zasady bowiem każdy rodzic kocha swoje dziecko bardziej niż "wszystkowiedzący urzędnik" i z zasady każdy rodzić wie co jest lepsze dla jego dziecka lepiej niż "urzędnik". Rzeczy należy układać (organizować) według tego co jest zasadą, a nie ze złamaniem zasad.
Maciej1 napisał(a): Bo w zasadzie tylko jedna* jest sensowna, logiczna i do rzeczy.
Ponieważ:
Kształt powierzchni (dowolnej, np. ziemi) definiuje i określa geometria tejże powierzchni. Tę zaś poznajemy obserwując i mierząc tę powierzchnię.

Poznawanie kształtu powierzchni z tego co się wyświetla w otoczeniu tejże powierzchni (co świeci w otoczeniu), bez dokładnej znajomości tego otoczenia np. "poznawanie kształtu powierzchni ziemi ze świateł na niebie", bez znajomości tego czym jest niebo i jak działa, to -trzeba to powiedzieć wprost- przykład wielkiej nędzy rozumu.

Maciej - jesteś świadom efektów optycznych, bo sam o nich wspominasz. Światło przechodząc przez jakikolwiek ośrodek (w tym powietrze) daje efekty optyczne. Ty jedne z tych efektów sobie uznałeś za istotne i tłumaczysz nimi wszystko co ci nie pasuje do twojej teorii, istnienie innych bezpodstawnie negujesz bo ich efekty ci do teorii nie pasują.

Fakt występowania efektów optycznych ZAWSZE w KAŻDYM OŚRODKU (czyli poza próżnią) sprawia, że poznawanie kształtu powierzchni z tego co na tejże powierzchni odbija światło, a potem "wyświetla" się na siatkówce twojego oka lub na matrycy/kliszy aparatu, bez wiedzy jakie dokładnie efekty optyczne występują, to -trzeba to powiedzieć wprost- przykład wielkiej nędzy rozumu.

Podsumowując - nie da się dokładnie określić rozmiarów Ziemi obserwując jej powierzchnie z jej powierzchni, więc twoja metoda nie jest jedyna, ale jest kompletnie bezsensowna
Maciej1 napisał(a): Nie wiem co jest "według płaskoziemców" bo nie jestem niczyim rzecznikiem, ale według mnie jest tak, że:

  1. światło zwane "słońce" na pewno jest tylko projekcją. W tym sensie: nie znajduje się w tym kierunku z którego dochodzą jego promienie.
  2. Z punktu pierwszego wynika, że: położenia, które przypisują słońcu mieszkańcy ziemi obserwujący (w tej samej chwili czasu) słonce z różnych punktów ziemi są tylko pozornymi i lokalnymi położeniami => nie można przypisywać światłu zwanemu "słońce" jednego i wspólnego dla wszystkich mieszkańców ziemi położenia w przestrzeni (w danej chwili).
  3. Słonce może być ciałem, ale wcale nim być nie musi, bo może być tylko światłem, obrazem. I ja osobiście na to stawiam, że najpewniej właśnie tak jest: słonce nie jest ciałem, ale tylko światłem (obrazem).
No ok, ale w jakimś kierunku się znajduje, tak? Jeśli weźmiemy promienie światła, które dwóch obserwatorów uważa za pochodzące od Słońca, i przedłużymy wstecz, to te przedłużenia gdzieś się spotkają (choćby i w nieskończoności)? Mam nadzieję, że odpowiesz tu twierdząco, bo odpowiedź negatywna tutaj sugeruje pogląd, że każdy punkt świata ma swój własny wirtualny ekran, niezależny od ekranów dla innych punktów, i generalnie kończy dyskusję, bo taki pogląd jest niefalsyfikowalny.

Maciej1 napisał(a):
Cytat:I wschody i zachody wynikają znowu z magicznej refrakcji, dobrze rozumiem?

Nie wiem co to jest "magiczna refrakcja" więc nie potrafię udzielić odpowiedzi na pytanie.
Natomiast zarówno zachód jak i wschód słońca są to przede wszystkim zjawiska optyczne, które z powodzeniem da się uzyskać także i nad płaską powierzchnią.
Czyli ogólnie uważasz, że promienie Słońca są tak załamywane, że z pewnego zbioru kierunków nie są w stanie dotrzeć do oczu obserwatora, tak?

I w sumie pytanie pomocnicze - czy zgodzisz się, że każdy kierunek pozorny odpowiada jakiemuś kierunkowi rzeczywistemu? Tj., jeśli widzę promień docierający do moich oczu z pewnego kierunku, to został również wysłany z jakiegoś kierunku, i istnieje zależność między miejscem i kierunkiem, z którego został wysłany, a kierunkiem, z którego go odbieram? Albo jeszcze inaczej - czy zgodzisz się, że znając właściwości optyczne atmosfery i kierunek docierającego do mnie światła mogę odtworzyć tor promienia światła w przestrzeni?

Może ułatwię Ci zadanie, mówiąc, co planuję. Zbieram założenia Twojego spojrzenia na świat po to, żeby móc zasymulować, jak świat by wyglądał w takim ujęciu. Chcę wyjść od wschodów i zachodów, żeby odtworzyć własności optyczne atmosfery, które byłyby wymagane, żeby wschody i zachody mogły zajść, a następnie przeprowadzić raytracing w takiej atmosferze, aby pokazać, jak różne obiekty by się wtedy prezentowały - bo mam silne podejrzenie, że pojawiłoby się wiele efektów, których ni cholery nie obserwujemy. Ale najpierw chcę, żebyś przyznał, że taka symulacja w ogóle ma sens - żebyś zobaczył, jak wyglądałby świat zgodny z Twoimi poglądami, a nie moimi wyobrażeniami o nich.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Fizyk napisał(a): Ja się zastanawiam, czy ktoś zadał sobie trud policzenia, jak musiałaby wyglądać zależność współczynnika załamania powietrza od wysokości, żeby dało się refrakcją uzasadnić horyzont (głupio piszę - nie zastanawiam się - wiem, że nie). Tak coś podejrzewam, że mogłyby wyjść sprzeczne równania z tego.
Nie, ale za to Matsuka zrobił rysunek z zakrzywionymi kreskami obrazującymi taką refrakcję i ogłosił że to dowód i że tym rysunkiem dowiódł że tak własnie się dzieje Uśmiech

Fizyk napisał(a): Ale niezależnie od tego, mam tu pytanie. Według płaskoziemców Słońce zatacza kręgi nad płaską Ziemią, tak? I wschody i zachody wynikają znowu z magicznej refrakcji, dobrze rozumiem? Która to refrakcja działa tak, że jak patrzymy w kierunku horyzontu, to linia wzroku jest zakrzywiana w górę i część odległych obiektów jest obcięta, a Słońce chowa się po prostu w tym obszarze poza polem widzenia? Chciałbym uzyskać potwierdzenie lub zaprzeczenie, zanim będę kontynuował analizę.
Co z ciebie za fizyk skoro nie znasz filmików Roba Skiby? One przecież udowodniły, że zachód słońca to fejk! Patrz 3 minuta 35 sekunda
https://www.youtube.com/watch?v=s-PhStb6mTQ&t=3m35s
I co głupio ci? Przecież każdy z nas patrzy na słońce przez indywidualną soczewkę, w której ognisku akurat się przypadkowo znajduje! A to, że Słońce zachodząc powinno znacząco przyspieszać a od wschodu do zachodu Słońca powinno mijać gdzieś koło półtorej godziny? Widocznie tak własnie jest tylko NASA i CIA nas oszukuje!
Mhm, standardowy pakiet korwinistyczny. A ciekawość, Maciunia, jak daleko sięga ta władza rodzica nad dzieckiem? Pytam, bo wiem, że są u was pojeby, co się nazywają Christian Science i leczą swoje dzieci z chorób modlitwą, w głos zapewniając o swojej wielkiej miłości, nawet jak im już dziecko rzęzi w agonii. A na lekarza fachowca ich stać.

Widzisz, ja wyznaję Duchy japońskie, ale ni cholery nie mogę się przekonać do etyki konfucjańskiej, która tobie, jak się zdaje, spodobałaby się bardzo - a może i nie; może nawet ty byś ją uznał za przegięcie. W każdym razie uważam, że dziecko jest pod rodzica opieką, nie władzą. I że rodzic debil kochając mocno gotów jest wyrządzić dziecku ogromną krzywdę z czystej głupoty, bo będzie myślał, myślał i nie wymyśli; zabraknie mu do przemyśleń wiedzy. Dlatego według mnie edukacja powszechna musi być w państwie zapewniona i żaden sekciarz nie śmie się wyłamać z tego obowiązku.

A teraz, Maciunia, pytanie strategiczne: załóżmy, że mieszkamy drzwi w drzwi i twoje nieszczepione dziecko rozwlokło po okolicy szkarlatynę, na którą moje dziecko, pomimo szczepienia, niestety zmarło. Jakie rozwiązanie proponujesz? Bo ja bym cię chętnie do pierdla wsadził wtedy na 194 lata, choćbym miał się inicjować w masonerii i zostać satanistą na dodatek.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości