Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pedofilska gej propaganda
E.T. napisał(a): Ty no, ale mało tego. Ostatnio narzeczona, która jest wierząca i praktykująca, ale na swój sposób i się nie spowiada, wyraziła na głos myśl, że co by to było, jak by faroż usłyszał od niej w konfesjonale o jej upodobaniu do gejowskiego porno. I z tego zrodziła się krótka dyskusja o tym, czy powinno się wchodzić w takie szczegóły jak rodzaj pornografii, czy aby na pewno istotne jest tu, że gejowska. I teraz patrz, jak Bert pisze, że takie wątpliwości to przy spowiedzi trzeba rozwiać, to już być może nie są tylko chmary spowiadające się po prostu z masturbacji, ale też od czasu do czasu takie "urozmaicenia", który taki duchowny musi przetrawić... Nie zazdroszczę. Duży uśmiech

Cholernie ciężka to praca, dlatego technika przychodzi z pomocąUśmiech



Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Ale jak nazwiesz swoją sąsiadkę kurwą, chcąc intencjonalnie ją obrazić to masz grzech ciężki.

A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)
Odpowiedz
E.T. napisał(a): A to można albo do jednego wora, albo indywidualnie- i tertium non datur? Pierwsze słyszę.

Jak na moje to podejście generalizujące i indywidualne się nawzajem wykluczają. Trudno mi wyobrazić sobie jakiś stan pośredni, już prędzej jakieś "tertium" wychodzące poza tę dychotomię. Ale chyba to nie było tematem tematu.

Cytat:Podejrzane jest choćby to, że o prawidłowości małżeństwa decyduje kościół. Podejrzana jest też kategoria grzechu, odnosząca się m.in. do tez o jakimś zbawieniu, wiecznym życiu czy innych zmartwychwstaniach ciał, bo to wszystko bardzo słabo udokumentowane twierdzenia.
Wiem,  że się czepiam, ale w polskiej ortografii "kościół" to budynek. However, na pytanie o to, co jest podejrzane w kryteriach Kościoła jako pierwszy argument podałeś, że ustalanie prawidłowości przez Kościół (już samo w sobie?) jest podejrzane. Oczekiwałem czegoś więcej.  "Kategoria grzechu" jest pojęciem dosyć uniwersalnym, istnieje w różnych odmianach w chyba wszystkich mi znanych religiach (łącznie z satanizmen). Także filozofie etyczne korzystają z podobnych pojęć. O ile pamiętam podstawy egzystencjalizmu Sartre to i tam można odnaleźć podstawy etyki dobra i zła, całkiem bez życia w raju, 99 dziewic czy rozpłynięcia się w nirwanie. Podobnie z wybranymi problemami etycznymi u Marksa i Nitsche.

Ale rozumiem, eschatologiczne uzasadnienia i kwestie nagrody lub kary pośmiertnej są dla Ciebie podejrzane. Ale czy z tego powodu nauczanie moralne staje się podejrzane? A Nitsche staje się mniej podejrzany, bo się bez eschatologii obywał?

Cytat:Wystarczy? Nie? To dodam, że podejrzane jest to, że kościół stygmatyzuje kontakty seksualne kochających się ludzi tej samej płci i bynajmniej nie aprobuje aspiracji takich ludzi do stworzenia związku małżeńskiego, ze wszystkimi związanymi z nim wzajemnymi zobowiązaniami małżonków, jak wierność itp. Zamiast tego woli się kościół skupiać na tym, że pan panu w pupę wsadza i że to pono bogu przeszkadza.

Tak, Kościół ma dosyć konserwatywną definicję małżeństwa o jego funkcji. Jedną z nich jest otwartość na potomstwo, a tej homo-związki w naturalny sposób wypełnić nie mogą. Choć ponoć mimo to nieustannie próbują.

Cytat:To jest za słabe na Ciebie. Nikt nie twierdzi, że nauka medycyny i idące za nią praktyki są nieomylne, ale mamy tu wypracowane najlepsze obecne standardy unikania błędów. To chyba dobrze, że tak to właśnie wygląda, a nie opiera się na religijnym dogmacie wziętym w swoim fundamencie z sufitu?

Nie chodzi mi o "nieomylność" na polu naukowym, bo tu ufam tak samej metodzie naukowej jak i doświadczeniu. Co wzbudza moją głęboką nieufność jest stawianie medycyny jako wyroczni etycznej. To jest mylenie zakresów zastosowania. Za mojej młodości była przykładowo popularna teza, naukowcy amerykańscy odkryli zresztą, że miłość mija po paru latach. Szybkim guglem sprawdziłem, że to cztery lata a naukowcy byli tym razem meksykańscy. Jeżeli więc jesteś w związku, który trwa dłużej, to albo jesteś anomalią, albo powinieneś zerwać. Naukowo potwierdzone...

Cytat:Tu wypada coś wyjaśnić. To Ty pisałeś o zgubnych dla zdrowia jednostki skutkach grzechu, kończącego się nałogami. Ja tylko piszę, że jeśli chcemy zadbać o dobrostan jednostki, to do tego nam nauka kościoła, mieszająca ze sobą kwestie etyczne i, powiedzmy, medyczne, niepotrzebna.

Wskazanie na podobieństwa definicji grzechu i nałogu to jedno. Redukowanie etyki do "dobrostanu jednostki" to drugie. Jeżeli stawiasz tu znak równosci to istotnie nie ma potrzeby wykraczać poza podstawowe potrzeby.

Cytat:No jasne. Ja nie mieszam tu medycyny i etyki. Kiedy mówię o tym, jak "dobrze żyć", mówię o tym, jak zadbać o swój dobrostan. A z reguły taka troska jest jak najbardziej etyczna, a już na pewno moralnie dobre jest dbanie o dobrostan ogółu jednostek w społeczeństwie.
+
Cytat:I znowu: chodziło o kwestie jak najbardziej praktyczne. Chociaż przyznaję, że gdzieś za tym stoi utylitarystyczne nastawienie do etyki (nie to, żebym w kwestiach metaetycznych utylitarystą był), które każe mi odrzucić katolicką naukę, jeśli jest w sprzeczności z dobrostanem wielu jednostek, które nie są w stanie sprostać wymaganiom katolickiego boga i jest to źródłem ich udręki.

Hmm... Mimo wszystkiego co posałem powyżej i niżej takie podejście nie jest mi całkiem obce. Moje osobiste, delikatnie mówiąc, wątpliwości co do doktryny katolickiej wynikają z pewnych obserwacji i przemyśleń, w których  stosowanie się do tych zaleceń okazywało się przeciwskuteczne. I to w ramach tej doktryny.

Cytat:Co najwyżej Twój chochoł. Kościół nie neguje kompetencji nauki w kwestii badań tego i owego, kwestionuje natomiast kompetencję nauki w kwestii określania dobra i zła. Wiem, że to stanowisko strasznie niemodne, bo nauka, wiadomo, kiedyś może błądziła, ale dziś panie to samo dobro...


Cytat:Znaczy się kościół jest zdania, że homoseksualizm to nie zaburzenie? Że metodą leczenia niepłodności jest zapłodnienie in vitro, a nie naprotechnologia? I nie ma też kościół nic przeciwko zmianie płci jako uzasadnionej interwencji medycznej w przypadku tzw. gender disphoria? Czy też może nie we wszystkim "tym i owym" (niebędącym etyką) nauka ma wg kościoła kompetencje?

Ech, chyba robi się nudno, bo muszę się powtarzać. Nauka ma kompetencje do badania, ale już niekoniecznie do oceniania. Kwestie natury homoseksualizmu są mniej naukowo zbadane, niż przyczyny i terapie dla autystów, ale lepiej niż zaburzenia pedofilii, choć oczywiście tych zagadnień nie da się bezpośrednio zrównać. In vitro nie leczy niepłodności ale "skutek niepłodności", zresztą coraz skuteczniej, ale ciągle z "nadprogramowymi" embrionami. Jeżeli zmiana płci ma być metodą leczenia tzw. gender disorder to co zrobimy z człowiekiem, który wierzy, że jest Napoleonem, też przefastrygujemy na niskiego korsyckiego Francuza? Tak, to było nieco bardziej polemicznie niż zwykle, niekoniecznie według moich poglądów, ale jak zacząłeś wrzucać kolejne problemy to tylko kwestią czasu jest, aż dojdziesz do czarownic i krucjat...

I przypomnijmy, że jeszcze w powojennych czasach medycyna robiła eksperymenty na zarażaniu grup ludności, sterylizowała upośledzonych umysłowo a w niektórych państwach także zdrowych*. Więc nie, nie uważam, że medycyna ma kompetencję do moralnej samooceny. Może Ci się nie podobać stanowisko Kościoła w wielu sprawach, ale chętnie usłyszę propozycję innej instancji, poza KRK i medycyną.


*wiąże się z tym pewna przykra historia. W pewnym okresie czasu ginekolog w Niemczech do uzyskania aprobaty zawodowej musiał przeprowadzić zabieg usunięcia macicy. Zapis na szczęście usunięto ale dopiero po tym, jak wykazano statystyczny wzrost tych właśnie zabiegów.

Cytat:Własnie dlatego, że Anonimowi Alkoholicy są anonimowi, jest poważny problem ze zbadaniem skuteczności ich programu. Pisał o tym chociażby Seligman w  "Co możesz zmienić a czego nie możesz". Jak masz dane o efektywności uczestnictwa w spotkaniach AA, to się podziel. Jednocześnie zauważę, że pewne elementy zasad tego ruchu świetnie wpisują się w model elastyczności psychologicznej terapii ACT (jeden składnik tego modelu, akceptację, Hayes i współautorzy podręcznika "Terapia akceptacji i zaangażowania" omawiają nawet przywołując modlitwę o spokój ducha i nawiązując do ruchu AA). I co ważne, AA to nie katolicyzm i nie trzeba być katolikiem czy nawet wierzyć, żeby się w ten ruch zaangażować.

Ponadto, jeśli rzeczy się nie bada solidnie, nie tworzy i nie testuje modeli, to nie wiadomo, co tam tak naprawdę działa, a co można by wywalić do kosza czy zmienić (także na lepsze).

A ja nie wiem, czy ten Twój znajomy z FB był / jest katolikiem, zdanie brzmiało niejednoznaczne. Protestantyzm oddzielił się od katolicyzmu ale wyrasta z tej samej tradycji a w czasach ekumenizmu "wymieniamy się doświadczeniami". Choć przyznaję, że widzę w tym pewne odwołanie do praktyki "spowiedzi grupowej" tam bardziej popularnej, w KRK nie stosowanej. Słyszałem też pd katolików teksty, że wyszli z nałogów dzięki jakimś przykościelnym grupom, nie wiem czy to były formy AA, ale jest to prawdopodobne. A co do badań to są one priwadzone, wyniki są różne, te "optymostyczne" relacjonują o 2/3 sukcesów i więcej, ale nawet  nawet te "sceptyczne" w najgorszym przypadku poświadczają, że AA nie ma istotnej przewagi nad innymi metodami terapii nałogów (ma natomiast przewagę nieistotną, ale to dygresja). Więcej poniżej:

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Effectiv..._Anonymous

Cytat:Fajnie tak omawiać z księdzem co i dlaczego. To wcale moralnie niepodejrzane.

Jedyna porównywalna instytucja to chyba psychoterapia. Różnice co do okoliczności są, ale sama zasada, że opowiadasz obcemu facetowi (lub facetce) o swoich problemach została.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
lumberjack napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Ale jak nazwiesz swoją sąsiadkę kurwą, chcąc intencjonalnie ją obrazić to masz grzech ciężki.  

A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)

Wtedy i tak masz grzech, bo grzeszysz przeciw miłości bliźniemu.
Sebastian Flak
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)

Bycie wredną kurwą nie jest obiektywnym stanem danej osoby, lecz określa twój subiektywny stosunek do niej. Jeśli kogoś uważasz za wredną kurwę, to mówiąc to, mówisz prawdę, ale przecież nie na tym zło polega, że kłamiesz, tylko na tym, że definiujesz tę osobę jako swojego wroga.
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Dla satanisty grzechem nr 1 jest sam satanizm. A czy on swojemu Lucyferowi służy przez ofiary z kur, exhibicjonistyczne brandzlowanie czy darcie książek religijnych to już "grzechy pochodne", które w zależności od okoliczności różnie oceniane będą.


Nie przywiązuj się do satanisty w tym przykładzie, bo to nie jest clou. Meritum leży w fakcie myślenia, w rodzaju "zrobię na złość Jezusowi", bo chyba tylko wtedy da się spełnić warunek rozmyślności.

Cytat:Przepraszam, ale bzdury piszesz. Kościół Katolicki w różnych epokach różnie "skalował" grzechy, ale to skalowanie albo stopniowanie było zawsze. To Ty masz problem, jakby możliwe były tylko dwa stany binarne, więc z nadmiaru kategorii czy stopni nie wiesz, jak się w tym odnaleźć.

Była czy nie była to nie ma znaczenia. Fakt jest taki, że nie ma w tym wypadku logicznego przejścia ze stanu "lekki" do "ciężki". To się samo z siebie wyklucza.


Cytat:A oficjalna droga jest taka, że grzechy wyznaje się w konfesjonale. Jak nie wiesz, czy coś jest grzechem, pytasz się w konfesjonale. Jak nie masz pewności, czy grzech jest ciężki czy lekki... no właśnie. Katechizmy to takie streszczenie różnych aspektów i wykładni, ale nie zastąpią tej wizyty, tak jak - porównanie - książka lekarska nie zastąpi wizyty w przychodni.

Ta uwaga to nie wiem do czego. Czy ja neguję spowiedź? Czy ja w ogóle o nią pytam? Strasznie nie lubię jak mi się próbuje w myślach czytać albo przypisuje nie moje intencje. To, lekko mówiąc, irytujące jest. Moja pierwsza spowiedź po 1/3 życia w bezbożnictwie trwała jakieś pięć minut i została doceniona przez spowiednika za to, że nie bawię się w eufemizmy i skrupulatnie wymieniałem to co za grzech uznałem. Pewnie ma to swoje korzenie w tym, że się starałem solidnie przygotować i z książek zaczerpnąłem wiedzę jakie są dobre praktyki spowiedzi. To tyle jeżeli chodzi o moje podejście do spowiedzi. Teraz już chyba możemy przejść do meritum?

Cytat:Ta wykładnia została zmieniona w okolicach lat 65-75. Owszem, to były czasy różnych rewolucji seksualnych na Zachodzie, ale Kościół był daleki od świecenia pustkami. Raczej była to reakcja właśnie na tych różnych Kinseyów, ktorzy podliczali, ilu Amerykanów się masturbuje, ilu homoseksualulizuje a ilu jeszcze zoofiluje na dokładkę. Wprawdzie nikt tego publicznie nie potwierdził, ale myślę, że dane na temat powszechności masturbacji były jednym z ważniejszych czynników tej konkretnej zmiany. Do tego momentu tak KRK jak i oficjalna medycyna wychodziły z przekonania o szkodliwości samogwałtu. Ale wtedy ta szkodliwość dotyczyłaby 90% mężczyzn, o kobietach nie wspominając.

Czyli pi razy oko okoliczności inne, ale powód ten sam. I skutki też.

Cytat:Obawiam się, że stosujemy diametralnie inne skale. Może nie pamiętasz przypowieści o faryzeuszu i celniku w świątyni, nie pamietasz, że grzechy nie są oceniane na jakiejś absolutnej skali za pomocą wagi jubilerskiej i suwaka logarytmicznego. Liczy się postawa osoby, chęć poprawy, odrzucenie pychy i inne "pierdoły".

Bo i nie o to mi idzie.

Cytat:15 Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
16 A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust14.

Teraz łapiesz? Mnie nic tak nie odrzuca jak prowadzenie polityki tam gdzie nie ma na to miejsca. Mnie tam się podoba radykalizm wiary, że jak wierzysz to z całych się, jak się starasz to z całych sił, jak grzeszysz to z całych sił i jak pokutujesz to z całych sił. I w ogóle wszystko co robie to z zzaangażowaniemm. A nie taka popierdółkowatość.

Cytat:Zmieniło się, zmieniło. I to właśnie w wykładni, a nie w podstawach. Podstawy oceny były takie same, tylko wykładnia była defaultowo na grzech smiertelny bez rozpatrywania co i dlaczego. I tu Katechizm określił, że jednak należy uwzględnić też te okoliczności, które dotychczas ignorowano.

No i te okoliczności albo sprawiają, że grzech praktycznie zawsze jest lekki albo zawsze ciężki. Wypisz, wymaluj napoleońska konstytucją się z tego robi.
Sebastian Flak
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Jedyna porównywalna instytucja to chyba psychoterapia. Różnice co do okoliczności są, ale sama zasada, że opowiadasz obcemu facetowi (lub facetce) o swoich problemach została.

Bzdura, przecież w spowiedzi chodzi o to, aby wyznać grzechy, ukorzyć się i prosić o przebaczenie i pojednanie z Bogiem. To nie jest równorzędna rozmowa. Bardziej można porównać to do składania zeznań skazanego na procesie. Skazanego, dodajmy, pozostając w temacie masturbacji, na podstawie jakichś wymyślonych zasad przez grupę starych dziadów soborowych, nie mających pojęcia (teoretycznie) o zyciu seksualnym. 
To jak pytać ślepego o drogę.
Odpowiedz
Odniosę się tylko do tego:

Gawain napisał(a):
Cytat:15 Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
16 A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust14.

Teraz łapiesz? Mnie nic tak nie odrzuca jak prowadzenie polityki tam gdzie nie ma na to miejsca. Mnie tam się podoba radykalizm wiary, że jak wierzysz to z całych się, jak się starasz to z całych sił, jak grzeszysz to z całych sił i jak pokutujesz to z całych sił. I w ogóle wszystko co robie to z zzaangażowaniemm. A nie taka popierdółkowatość.

Być może to jest dobre dla osoby, która "wygrzeszyła się" podczas oddzielenia od KRK, a teraz może wrócić na łono Kościoła bez żalów, że nigdy nie poznała innego życia. I chwała tej osobie za to, większa radość w Niebie będzie z tej jednej osoby, wiadomo. Jednak nie na tym ma polegać doktryna, żeby ludzie odchodzili od KRK, jak im jarzmo za ciężkie jest. I wracali, jak już się wyszumią albo jak zechcą uregulować i sformalizować swoją sytuację życiową.  

Co jednak z tymi, którzy z różnych powodów nie chcą / nie mogą odchodzić od KRK? Chcesz do nich stosować miarę, której sam w pewnym czasie życia nie uznawałeś? Czujesz się uprawniony do ferowania wyroków na temat ludzi, którzy "ciągnęli ten wózek" pod Twoją nieobecność?

Jeżeli nie odnajdujesz się w powyzszym opisie to sorry, ale piszę też na podstawie tak obserwacji różnych nadgorliwych neofitów z katolickich forów, jak i w pewnym stopniu z autopsji. A na koniec mała dedykacja:

Cytat:Rz 14: 1 A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy.
(...)
13 Przestańmy więc wyrokować jedni o drugich. A raczej to zawyrokujcie, by nie dawać bratu sposobności do upadku lub zgorszenia.

http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=283
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
znaLezczyni napisał(a): A jakiż to problem?

Zaniedbanie rozwoju psychofizycznego i odpowiedniej psychologicznej relacji z otoczeniem.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
Ach był jeszcze mój drogi QQz pytaniem:


Quinque napisał(a): Mam problem z grzechami przeciwko Duchowi Świętemu. Bo jednym z nich jest zazdroszczenie komuś wiary. Co jest złego w zazdroszczeniu komuś wiary?

- Kain
- brat "Syna Marnotrawnego"
- robotnicy w winnicy, którzy otrzymali taką samą dniówkę za cały dzień charówy jak osoby zatrudnione przed wieczorem.

Takie biblijne przykłady zazdrości Łaski Bożej i oceny tego. Zazdrość sama w sobie jest grzechem głównym i trucizną dla miłości (tu - miłości bliźniego), odwraca szukanie zbawienia dla siebie w życzenie potępienia drugiej osobie.

Poza tym nie przywiązywałbym większej wagi do tej listy 6 punktów, chyba że traktujesz to jako takie typowe przykłady utraty wiary w Boże Miłosierdzie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Quinque napisał(a): Mam problem z grzechami przeciwko Duchowi Świętemu. Bo jednym z nich jest zazdroszczenie komuś wiary. Co jest złego w zazdroszczeniu komuś wiary?
Tutaj nie chodzi o to, że ktoś widząc kogoś o silnej wierze „zazdrości” myśląc sobie „chciałbym być taki jak on” i ten wzór go motywuje do wysiłku duchowego. Chodzi o negowanie Bożej Mądrości, zarzucanie Bogu niesprawiedliwości, że tamtemu coś dał, a Tobie – nie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
lumberjack napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Ale jak nazwiesz swoją sąsiadkę kurwą, chcąc intencjonalnie ją obrazić to masz grzech ciężki.  

A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)

Ale dlaczego kurwa ma być od razu wredna?
Zawód odwieczny, ciężki i lekko obrzydliwy ale o szambiarzu raczej nie powiesz 'wredny szambiarz' (no chyba że ma rzeczywiście nieciekawy charakter).
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Battlecruiser napisał(a): Bo przeraża mnie wizja kolejnego tryumfu Kaczora, który mu gotujecie. Jeden w spódnicy, drugi z gołą dupą a trzeci w więzieniu. Przemyślcie swe postępowanie bo jest toń ciężkie do wyczymania. Jakiegoś normalsa wysuncie na czoło.

To nie umacniaj reżimu.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Już się idzie pogubić. Eustachy jest za reżimem czy przeciw, czy za a nawet przeciw? I czy w ogóle on sam to wie?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
On po prostu gra bezmyślnego, kaczolubnego pelikana, żeby nas umocnić w kaczofobii Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Gawain napisał(a):
lumberjack napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Ale jak nazwiesz swoją sąsiadkę kurwą, chcąc intencjonalnie ją obrazić to masz grzech ciężki.  

A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)

Wtedy i tak masz grzech, bo grzeszysz przeciw miłości bliźniemu.

A co jeśli nie chcę tkwić w kłamstwie i nie chcę grzeszyć przeciw prawdzie? :-)

ZaKotem napisał(a):
lumberjack napisał(a): A co jeśli sąsiadka rzeczywiście jest wredną kurwą i powie się o niej po prostu najprawdziwszą prawdę? :-)

Bycie wredną kurwą nie jest obiektywnym stanem danej osoby, lecz określa twój subiektywny stosunek do niej. Jeśli kogoś uważasz za wredną kurwę, to mówiąc to, mówisz prawdę, ale przecież nie na tym zło polega, że kłamiesz, tylko na tym, że definiujesz tę osobę jako swojego wroga.

Złośliwość nie jest subiektywnym stanem. Ktoś może być po prostu wredny i złośliwy. Obiektywnie. Natomiast co do bycia kurwą to zgadzam się, że może to być coś subiektywnego wyrazajacego wyłącznie mój stosunek do danej osoby ale należy pamiętać, że do niektórych ludzi takie określenie pasuje obiektywnie.
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Jak na moje to podejście generalizujące i indywidualne się nawzajem wykluczają. Trudno mi wyobrazić sobie jakiś stan pośredni, już prędzej jakieś "tertium" wychodzące poza tę dychotomię. Ale chyba to nie było tematem tematu.

To znowu się odniosę do psychoterapii: klasyfikacja np. DSM-V, z której korzystają psychoterapeuci klasycznej CBT, jest daleka od wrzucania wszystkich do jednego wora pt. "psychiczny" czy coś podobnego, a nawet w ramach rodzajów zaburzeń wyróżnia się różne ich gatunki i odmiany (i różne objawy, z których nie każde musi być problemem dla każdej osoby z tą samą diagnozą) i przeprowadza się w ramach terapii konceptualizację każdego przypadku z pełną gotowością, by w trakcie jej trwania zmienić stawianą hipotezę (zawsze tylko hipotezę!) na temat natury problemu pacjenta. Z kolei terapia ACT dysponuje szczegółowym modelem transdiagnostycznym, w którym nie ma żadnej klasyfikacji zaburzeń, ale każdy przypadek rozpoznaje się w ramach tego modelu.

Dlatego mówię, że jest jednak kontinuum między wrzucaniem do jednego wora a "podejściem zindywidualizowanym", w którym poza ogólnymi wytycznymi jest pozostawiona dowolność tak wielka, że co do pospolitych przypadków "co dwóch spowiedników to trzy opinie".

Cytat:Wiem,  że się czepiam, ale w polskiej ortografii "kościół" to budynek.

To akurat jest celowe.

Cytat:However, na pytanie o to, co jest podejrzane w kryteriach Kościoła jako pierwszy argument podałeś, że ustalanie prawidłowości przez Kościół (już samo w sobie?) jest podejrzane. Oczekiwałem czegoś więcej.

Mi tyle wystarczy. Podstawy autorytetu kościoła w tej kwestii są żadne, za to mam wrażenie, że mamy tu pewien konflikt interesów: z tą uzurpacją wiążą się konkretne profity.

Cytat:"Kategoria grzechu" jest pojęciem dosyć uniwersalnym, istnieje w różnych odmianach w chyba wszystkich mi znanych religiach (łącznie z satanizmen). Także filozofie etyczne korzystają z podobnych pojęć. O ile pamiętam podstawy egzystencjalizmu Sartre to i tam można odnaleźć podstawy etyki dobra i zła, całkiem bez życia w raju, 99 dziewic czy rozpłynięcia się w nirwanie. Podobnie z wybranymi problemami etycznymi u Marksa i Nitsche.

Mówimy o grzechu w pojęciu pewnej religii, osadzonego w ramach pojęciowych (zaznaczę, że "wyobrazić sobie pewien język znaczy wyobrazić sobie pewien sposób życia") wyznania katolickiego. Powiedzmy, że w omawianym kontekście robienie sprawy godnej wyrzutów sumienia z tego, że kochałem się z narzeczoną, a nie z żoną, albo że zrobiłem sobie dobrze pod prysznicem myśląc o ostatnim razie z narzeczoną i nikomu nie stała się z tego powodu krzywda ani nie było w tym nic niezdrowego, ale rzekomo ma to wszystko kontekst eschatologiczny i olaboga, trzeba spowiednika- trudno mi to traktować jako poważną doktrynę moralną.

Cytat:Ale rozumiem, eschatologiczne uzasadnienia i kwestie nagrody lub kary pośmiertnej są dla Ciebie podejrzane. Ale czy z tego powodu nauczanie moralne staje się podejrzane? A Nitsche staje się mniej podejrzany, bo się bez eschatologii obywał?

Nie mam nic do etyki, do rozważań nad tym co jest dobre a co złe.

Cytat:Tak, Kościół ma dosyć konserwatywną definicję małżeństwa o jego funkcji. Jedną z nich jest otwartość na potomstwo, a tej homo-związki w naturalny sposób wypełnić nie mogą. Choć ponoć mimo to nieustannie próbują.

Małżeństwa homoseksualne to postulat konserwatywny.

Cytat:Nie chodzi mi o "nieomylność" na polu naukowym, bo tu ufam tak samej metodzie naukowej jak i doświadczeniu. Co wzbudza moją głęboką nieufność jest stawianie medycyny jako wyroczni etycznej.

Ja tego nie robię. Podstawą przecież tego, że chcę polegać na ustaleniach medycyny i jej sposobach zaradzania problemom ludzkim jest moralna intuicja każąca mi cenić dobrostan drugiego człowieka.

Cytat: To jest mylenie zakresów zastosowania. Za mojej młodości była przykładowo popularna teza, naukowcy amerykańscy odkryli zresztą, że miłość mija po paru latach. Szybkim guglem sprawdziłem, że to cztery lata a naukowcy byli tym razem meksykańscy. Jeżeli więc jesteś w związku, który trwa dłużej, to albo jesteś anomalią, albo powinieneś zerwać. Naukowo potwierdzone...

No i świetny przykład. A teraz patrz: "Miłość nie jest uczuciem. Miłość się wypróbowuje, bólów nie. Nie mówi się: "Nie był to prawdziwy ból, inaczej nie ustąpiłby tak szybko". " To Wittgenstein. Bo od rozjaśniania znaczenia pojęć jest filozofia, a nie zakładający jakieś znaczenie, różne od potocznego, naukowiec i potem udowadniający, że miłość trwa cztery lata. Dodam, że niezmiernie istotny w filozofii Wittgensteina jest jej wymiar etyczny.

No i zamiast meksykańskich naukowców polecam "Psychologię miłości" Wojciszke. Istotnie, namiętność może szybko przygasać i statystycznie ten składnik miłości najszybciej się wypala, ale wcale tak być nie musi, a oprócz niego są jeszcze intymność i zaangażowanie.

No i trzeba jednak odróżniać naukowe ustalenia od ich interpretacji, np. w kategoriach języka potocznego (także filozoficzne), czynionych przez samych naukowców.


Cytat:Wskazanie na podobieństwa definicji grzechu i nałogu to jedno. Redukowanie etyki do "dobrostanu jednostki" to drugie. Jeżeli stawiasz tu znak równosci to istotnie nie ma potrzeby wykraczać poza podstawowe potrzeby.

Oczywiście, że nie stawiam.


Cytat:Ech, chyba robi się nudno, bo muszę się powtarzać. Nauka ma kompetencje do badania, ale już niekoniecznie do oceniania. Kwestie natury homoseksualizmu są mniej naukowo zbadane, niż przyczyny i terapie dla autystów, ale lepiej niż zaburzenia pedofilii, choć oczywiście tych zagadnień nie da się bezpośrednio zrównać. In vitro nie leczy niepłodności ale "skutek niepłodności", zresztą coraz skuteczniej, ale ciągle z "nadprogramowymi" embrionami. Jeżeli zmiana płci ma być metodą leczenia tzw. gender disorder to co zrobimy z człowiekiem, który wierzy, że jest Napoleonem, też przefastrygujemy na niskiego korsyckiego Francuza? Tak, to było nieco bardziej polemicznie niż zwykle, niekoniecznie według moich poglądów, ale jak zacząłeś wrzucać kolejne problemy to tylko kwestią czasu jest, aż dojdziesz do czarownic i krucjat...

Właściwie nie odpowiedziałeś na moje pytania, jednocześnie zdajesz się wyżej sugerować, że uzasadnieniem autorytetu kościoła w takich kwestiach może być to, że coś jest nie tak dobrze zbadane, jak autyzm. Informujesz mnie niepotrzebnie o tym, czy jest zapłodnienie pozaustrojowe i z czym się wiąże, przedstawiając określenie, które z jakiegoś powodu preferujesz nad przyjęte "leczenie niepłodności", jak byś o leczeniu objawowym nie słyszał. I przestawiasz dziwne porównanie urojeń z gender disphoria, tak jak by nie było neuroleptyków i jak gdyby nie próbowano wcześniej inaczej zaradzić problemom osób nieakceptujących swojej płci biologicznej, tylko od razu uznano, że trzeba je "przefastrygować".

Cytat:I przypomnijmy, że jeszcze w powojennych czasach medycyna robiła eksperymenty na zarażaniu grup ludności, sterylizowała upośledzonych umysłowo a w niektórych państwach także zdrowych*. Więc nie, nie uważam, że medycyna ma kompetencję do moralnej samooceny. Może Ci się nie podobać stanowisko Kościoła w wielu sprawach, ale chętnie usłyszę propozycję innej instancji, poza KRK i medycyną.

Dzięki za przypomnienie, ale nie zajmujemy się dawną medycyną i jak uważasz, że dzisiejsza medycyna ma coś podobnego na sumieniu, to proszę wskaż.


Cytat:A ja nie wiem, czy ten Twój znajomy z FB był / jest katolikiem

To katoliczka, koleżanka z licealnej klasy.

Cytat:Słyszałem też pd katolików teksty, że wyszli z nałogów dzięki jakimś przykościelnym grupom, nie wiem czy to były formy AA, ale jest to prawdopodobne. A co do badań to są one priwadzone, wyniki są różne, te "optymostyczne" relacjonują o 2/3 sukcesów i więcej, ale nawet  nawet te "sceptyczne" w najgorszym przypadku poświadczają, że AA nie ma istotnej przewagi nad innymi metodami terapii nałogów (ma natomiast przewagę nieistotną, ale to dygresja). Więcej poniżej:

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Effectiv..._Anonymous

No i fajnie, poza badaniem skuteczności dobrze byłoby prowadzić także badania pozwalające lepiej tę efektywność zrozumieć.

Cytat:Jedyna porównywalna instytucja to chyba psychoterapia. Różnice co do okoliczności są, ale sama zasada, że opowiadasz obcemu facetowi (lub facetce) o swoich problemach została.

Nikt nie oczekuje, że przyjdziesz na terapię i zaczniesz się z miejsca tłumaczyć z tego, że się masturbujesz, jak to robisz i w jakich okolicznościach, oczekując rozgrzeszenia, które będzie nieważne, jeśli coś zataisz wstydząc się oceny terapeuty, bo bóg i tak wszystko widzi. Z terapeutą się poznajesz, terapeuta zdobywa Twoje zaufanie i buduje z Tobą przymierze terapeutyczne. Nade wszystko terapeuta Cię nie ocenia, nie piętnuje tego, co robisz, ale pomaga Ci lepiej zrozumieć, jak może to Ci szkodzić, utrudniając Ci satysfakcjonujące Ciebie (zgodnie z Twoimi wartościami) życie.

Porównania spowiedzi i psychoterapii to kompletne nieporozumienie. Nawet jeśli możesz znaleźć sobie zaufanego spowiednika, to jednak sam się musisz o takiego postarać. Tymczasem to, co mówię o psychoterapii, stanowi standard o spełnienie którego zadbać musi sam terapeuta. Co więcej, psychoterapia jest kwestią wyboru, bynajmniej nie moralnego w samej swojej istocie i z niekorzystaniem z niej nie wiąże się immanentnie piętno grzechu (i cała ta eschatologia).
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): A co jeśli nie chcę tkwić w kłamstwie i nie chcę grzeszyć przeciw prawdzie? :-)

To musisz napomnieć kurwę wredną w cztery oczy i z miłością Język
Sebastian Flak
Odpowiedz
Żarłak napisał(a):
Battlecruiser napisał(a): Bo przeraża mnie wizja kolejnego tryumfu Kaczora, który mu gotujecie. Jeden w spódnicy, drugi z gołą dupą a trzeci w więzieniu. Przemyślcie swe postępowanie bo jest toń ciężkie do wyczymania. Jakiegoś normalsa wysuncie na czoło.

To nie umacniaj reżimu.
ja umacniam reżim? Od kiedy?
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
Piszesz w taki sposób, że w 9 na 10 przypadkach nie wiadomo o co chodzi. Serio, tak hermetycznie wykładasz, że ja omijam większość Twoich postów, bo dla mnie są nieskładne i nieczytelne.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości