Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wątek zbiorczy o kształcie Ziemi
Peter napisał(a):
Maciej1 napisał(a): Natomiast niezależnie od tego kim jest kilwater ja swoje wyłożyłem jeszcze prościej, niż kilwater: jeżeli nad płaską powierzchnią (zwaną np. "ziemią") zbudujesz układ optyczny (np. zwany "niebem") wyświetlający światła gwiazd w ten sposób, że przy zmianie odległości na płaskiej powierzchni (na ziemi) o  mniej więcej 111 km światło gwiazdy na niebie zmieni położenie o 1 stopień kątowy, to to oznacza, że cały układ (ziemia plus gwiazdy nieba) zachowuje się tak JAKBY ziemia była kulą o promieniu ok. 6371-6378 km, a gwiazdy były bardzo bardzo daleko (plus oczywiście inne założenia- np. takie, że światło gwiazd biegnie do oka po prostych). I wtedy na płaskiej ziemi, przy tak działającym układzie świateł na niebie nad głowami w "astronawigacji" możesz spokojnie posługiwać się "kulą ziemską o promieniu ok. 6371-6378 km". Możesz się więc posługiwać wtedy tym czego nie ma (urojoną "kulą ziemską") do poprawnej nawigacji- bo wtedy ziemia choć kulą nie jest to jednak z uwagi na takie a nie inne działanie nieba zachowuje się JAKBY była taką kulą.

ale co ma układ optyczny zwany niebem służący do wyświetlania światła gwiazd do zastosowania ortodromy o którym pisał Kilwater? Wytłumacz proszę wszystkim jak w warunkach płaskiej ziemi wyznaczasz ortodromę czyli "najkrótszą drogę pomiędzy dwoma punktami na powierzchni kuli biegnącą po jej powierzchni."

Przeczytaj to co ja napisałem ze zrozumieniem. W razie potrzeby ze sto razy. Musisz starać się zrozumieć rzeczy najprostsze. Np. to: poruszanie się w rzeczywistości to nie jest to samo co poruszanie się na mapie. Czym innym jest rzeczywista trasa w rzeczywistym świecie, a czym innym jest to co sobie ludzie rysują na mapach ("ortodromę") w oparciu o urojenie "kulistej ziemi".


Cytat:Ale w czym nasze 'urojenia' poparte matematyką, geodezją, astronomią, astronautyką i praktyką są bardziej 'urojeńsze' od twoich 'urojeń' niczym nie popartych?

No właśnie w tym, że wasze nie są poparte faktami, a tylko matematyką, geometrią, astronomią... Np. "wyliczenie promienia ziemi" jest matematycznie doskonałe. Ale ma taki feler (którego wy jak dotąd nie zauważaliście), że stoi na kilku nieudowodnionych założeniach odnośnie nieznanego nieba. [Patrz mój wpis na temat założeń, jakie przyjął Eratostenes].
Nie przeszkadza wam to, że promienia ziemi (czy nawet długości równika) nikt i nigdy nie zmierzył, więc roicie sobie, że macie "wiedzę" na temat tego promienia. Bo wyliczenie oparte na nieudowodnionych założeniach na temat nieba (świateł na niebie) traktujecie (zaliczacie do tej samej kategorii) tak samo jak fakt oparty na pomiarze.
Przecież mówiłem: macie odlot, odjazd od rzeczywistości. Właśnie z powodu matematyki, geometrii, astronomii... Bo brakuje wam logiki. Człowiek, który opanował podstawy logiki rozumie: czym innym jest pomiar, a czym innym jest wyliczenie oparte na niesprawdzonych założeniach odnośnie nieznanego (tu nieba).

Ten "promień ziemi" (wzięty z urojeń na temat świateł nieznanego nieba) ciągnie się potem przez wiele innych nauk. Np. Cavendish też musi użyć NIEZMIERZONEGO, tylko wyspekulowanego ("wyliczonego") promienia ziemi do wyliczenia "gęstości ziemi". Urojenie pierwotne (patrz urojenie na temat nieba, w które popadł Eratostenes) rodzi kolejne urojenia. Bo z "gęstości ziemi" wyniknie potem "masa ziemi", a z "masy ziemi" wyniknie potem "masa słonca", z "masy słońca" - "masa neptuna"....itd.

I w ten sposób narasta rozbudowany system urojeń, dla niepoznaki zwany  "wiedzą". A wszystko: z tragicznej słabości rozumu. Z niezrozumienia tego, że czym innym jest fakt (pomiar, obserwacja) a czym innym wyliczenie oparte na niesprawdzonych założeniach. Z niezrozumienia kwestii najprostszych. Np tego, że co innego jest tylko oglądać (światła/promieniowanie) i to z daleka i to z jednego tylko rejonu a czym innym jest zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, posmakować, powąchać plus zmierzyć, zważyć, pobrać próbkę, wiele próbek, dokonać analizy chemicznej....

Cytat:Przecież nie potrafiłeś odpowiedzieć na żadne z kardynalnych pytań, które ci zadano, a kreujesz się na alfę i omegę od wszystkiego.


O nie nie! To wy jesteście wszystkowiedzący. Nawet "wiecie" co jest "w środku gwiazdy", która- jak sami mówicie- jest "miliardy lat świetlnych stąd".
Po drugie: jakie "kardynalne pytania" ?
[Zarzucacie mnie jakimiś niedorzecznościami, którym przypisujecie "wielką wagę". Ale czy to moja wina ?]
Odpowiedz
A w Krużewnikach był, a?
Na początku było nic. I rzekł Bóg: „Niechaj sta­nie się światłość” i da­lej nic nie było, tyl­ko te­raz można to zobaczyć.

Terry Pratchett
Odpowiedz
Cytat:Przecież mówiłem: macie odlot, odjazd od rzeczywistości. Właśnie z powodu matematyki, geometrii, astronomii... Bo brakuje wam logiki. 
Ale zrozum Macieju1, że matematyka, geometria i astronomia to jest własnie rzeczywistość. Napiszę inaczej: cały świat, który widzisz oczami, który czujesz i wąchasz jest właśnie matematyką, geometrią i astronomią. Każdy naukowiec na świecie Ci to powie.

Cytat:O nie nie! To wy jesteście wszystkowiedzący. Nawet "wiecie" co jest "w środku gwiazdy", która- jak sami mówicie- jest "miliardy lat świetlnych stąd".
Dzięki matematyce, geometrii i astronomii wiemy jaka jest gęstość jądra Słońca, jaka panuje temperatura na Marsie, jaki jest skład chemiczny atmosfery Wenus, jak silna jest grawitacja Jowisza, jaką masę ma Saturn i ile ważą wszystkie jego kuliste księżyce. Dzięki tej wiedzy skatalogowano aż 734 274 planetoid naszego układu słonecznego, siedemset trzydzieści cztery tysiące dwieście siedemdziesiąt cztery planetoidy. Dzięki tej wiedzy znamy gęstość gwiazd neutronowych i siłę promieniowania dżetów materii wyrzucanych przez kwazary (takie galaktyki z gigantyczną czarną dziurą w środku). I to jest wiedza, to jest rzeczywistość. Oczko
Odpowiedz
A ja jestem ciekaw, jakiej konkretnie logiki nam wg Macieja brakuje. Klasycznej arystotelesowskiej, trójwartościowej Łukasiewicza, czterowartościowej Belnapa, siedmiowartościowej dżinijskiej? A może rozmytej? Przy czym to wszystko są konwencje - bo nic w przyrodzie nas nie zmusza np. do akceptowania (bądź odrzucania) zasady wyłączonego środka. I owszem, logika jest działem matematyki - tej samej matematyki, która lasuje nam mózgi i przesłania PŁAWTĘ - w logice prowadzi się bowiem, od stu lat co najmniej, rachunki.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
Cytat:A może rozmytej?
Własnie rozmytej. Bo logika rozmyta polega na tym, aby za pomocą zajęcia z okna samolotu zrobionego pod czas skręcania uznać matematykę, geometrię i astronomię za odlot naćpanych naukowców.
Odpowiedz
Maciej1 napisał(a): Mniej więcej w połowie przypadków (obserwacji nadwodnych) dół obiektów nadwodnych jest "zjedzony przez refrakcję" (odbicia, spłaszczenie). To już tłumaczyłem, to już pokazywałem.
Tak, jak Ty do tego podchodzisz, to to jest teza niefalsyfikowalna.

Czemu? Bo nie ma żadnego sposobu odróżnienia "zjedzenia przez refrakcję" od schowania za horyzontem. Nie postulujesz żadnego konkretnego mechanizmu refrakcji, z którego dałoby się przewidzieć, czy w danych warunkach "zjedzenie przez refrakcję" ma prawo zajść, czy nie - po prostu jak coś jest schowane, to ogłaszasz "zjedzenie przez refrakcję" i voila, szachownica obsrana i zwycięstwo ogłoszone.

Nie ma żadnego "zjadania przez refrakcję". Refrakcja czasem spłaszcza obraz, ale nie do zera. Jest za to chowanie za horyzontem.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
Fizyk napisał(a):
Maciej1 napisał(a): Mniej więcej w połowie przypadków (obserwacji nadwodnych) dół obiektów nadwodnych jest "zjedzony przez refrakcję" (odbicia, spłaszczenie). To już tłumaczyłem, to już pokazywałem.
Tak, jak Ty do tego podchodzisz, to to jest teza niefalsyfikowalna.

Czemu? Bo nie ma żadnego sposobu odróżnienia "zjedzenia przez refrakcję" od schowania za horyzontem. Nie postulujesz żadnego konkretnego mechanizmu refrakcji, z którego dałoby się przewidzieć, czy w danych warunkach "zjedzenie przez refrakcję" ma prawo zajść, czy nie - po prostu jak coś jest schowane, to ogłaszasz "zjedzenie przez refrakcję" i voila, szachownica obsrana i zwycięstwo ogłoszone.

Nie ma żadnego "zjadania przez refrakcję". Refrakcja czasem spłaszcza obraz, ale nie do zera. Jest za to chowanie za horyzontem.


Zjedzenie o którym ja mówię jest zawsze gdy występują spłaszczenia i/lub odbicia. Jeżeli tych nie ma, to obrazy upodabniają się do widoku jaki byłby na płaskiej ziemi, przy prostoliniowym torze światła. "Schowanie pod" (którego nie ma) globaliści zawsze w ten sposób "odkrywają": przez ekstrapolację części obiektu (najczęściej góry obiektu w dół) tj. zakładając proporcjonalność odwzorowania w pionie. Ta proporcjonalność może być jednak tylko w środowisku (praktycznie, bo idealna jednorodność nie istnieje) jednorodnym optycznie w osi pionowej- w praktyce jest tak w warunkach, które opisałem (małe różnice wysokości, wiejący wiatr itp.). Bo globaliści niedokładnie oglądają zdjęcia: nie zauważają spłaszczenia i/lub odbić. Jak np. Ty- na widoku Schneberga gdy nie widzisz spłaszczonego lądu nad pasmem Protivanova. To wszystko już wiele razy tłumaczyłem.

W praktyce nie istnieje żadne "schowanie pod horyzont".  Nie uda się wam przedstawić żadnego takiego schowania. Być może kiedyś gdzieś na ziemi mógłby wystąpić jakiś wyjątkowy układ atmosfery (soczewkopodobny) dający "schowanie pod"? Być może? Wszak nie ma rzeczy niemożliwych w ogóle. Wtedy może by się wam udało? Ale to też mało prawdopodobne, bo mówię z praktyki: nigdy takiego efektu nie widziałem ani na swoich zdjęciach, ani na tych które (błędnie) pokazywano jako "schowanie pod" (były na nich odbicia/spłaszczenia "zjadające" dół obiektów). Ale z zasady tak nie ma. Tymczasem gdyby ziemia była kulą, to właśnie tak powinno być z zasady. Powinno być mnóstwo zdjęć i filmików statków ładnie i stopniowo "schodzących pod horyzont". Ładnie to znaczy bez efektów optycznych (odbić, spłaszczeń zjadających dół obiektu). Ale nie jest. Statki "pod horyzont" się nie chowają.


Cytat:Refrakcja czasem spłaszcza obraz, ale nie do zera.

Nieprawda. W praktyce nawet do zera. Spłaszczenie może gwałtownie narastać przy granicy warstwy- tak, że może wyglądać jak "sprasowane do linii". Tobie jednak można pokazać zdjęcie faceta ze "zjedzonymi nogami" (przez refrakcję) a Ty powiesz "nigdy do zera". Taka z Tobą rozmowa. Taka z wami rozmowa.

Ziemowit napisał(a): Ale zrozum Macieju1, że matematyka, geometria i astronomia to jest własnie rzeczywistość. Napiszę inaczej: cały świat, który widzisz oczami, który czujesz i wąchasz jest właśnie matematyką, geometrią i astronomią. Każdy naukowiec na świecie Ci to powie.


Niestety się mylisz. Nie wystarczy, że coś jest matematycznie poprawne, by to było rzeczywistością. Matematyczna zgodnośc jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym. To zbyt mało!  "Poprawne wyliczenie" to jeszcze nie jest  wyrocznia rzeczywistości. Każde bowiem wyliczenie opiera się na założeniach (na modelu). Jeżeli przynajmniej jedno z założen jest niezweryfikowane, ale przyjmowane bez dowodu (na potrzeby wyliczenia), to wynik wyliczenia nie może być zaliczony do kategorii faktów i wiedzy, lecz najwyżej do kategorii teorii, przypuszczeń. Bo takie wyliczenie stoi na niezweryfikowanym przypuszczeniu.
Przykro mi jest, że Ty takich oczywistości nie rozumiesz. Może wróc do tego mojego postu w którym opisywałem WIARĘ Eratostenesa. Wiarę czyli założenia jakie on sobie przyjął na temat nieznanej ziemi i nieznanego nieba, na podstawie to których założeń "wyliczył promień kuli ziemskiej". Czytaj sobie to codziennie i rozmyślaj nad tym, a kto wie? Może w końcu dotrze do Ciebie to, że to co opiera się na domysłach na temat nieznanego jest domysłem na temat nieznanego, nawet jakby zawierało w sobie poprawne operacje matematyczne.


Cytat:Dzięki matematyce, geometrii i astronomii wiemy jaka jest gęstość jądra Słońca, jaka panuje temperatura na Marsie, jaki jest skład chemiczny atmosfery Wenus, jak silna jest grawitacja Jowisza, jaką masę ma Saturn i ile ważą wszystkie jego kuliste księżyce. Dzięki tej wiedzy skatalogowano aż 734 274 planetoid naszego układu słonecznego, siedemset trzydzieści cztery tysiące dwieście siedemdziesiąt cztery planetoidy. Dzięki tej wiedzy znamy gęstość gwiazd neutronowych i siłę promieniowania dżetów materii wyrzucanych przez kwazary (takie galaktyki z gigantyczną czarną dziurą w środku). I to jest wiedza, to jest rzeczywistość.

To są wszystko żałosne urojenia. Rozbudowany system urojeń. Urojeń, w którym pierwsze wynikłe z niesprawdzonego domysłu na temat nieznanego świata rodzi kolejny łańcuch urojeń (najczęściej poprzez "wyliczenie"). Tkwicie w urojeniach, cierpicie na paranoję "wiedzy", można powiedzieć na "paranoję liczbową" . Właśnie dlatego, że prostych rzeczy nie rozumiecie, że nie jesteście zdolni rozróżniać między faktem (pomiarem, obserwacją- sprawdzonymi na wiele niezależnych sposobów- wzrosk, słuch, dotyk...itd) a przypuszczeniem (np. "wyliczeniem") opartym na niesprawdzonym założeniu. Wytwory waszej fantazji są dla was "wiedzą i faktami". Właśnie dlatego gwiazdy muszą spaść wam z nieba na wasze głowy. Bo jak widać chyba nie ma już innego sposobu, by was wyleczyć z waszej "wiedzy". A Bóg jest miłosierny i chce was wyleczyć. Dlatego pozwoli by gwiazdy spadły na wasze głowy, jak zapowiedział już niemal dwa tysiące lat temu. Tylko czy to wam pomoże, czy wystarczy ? Jest bowiem taki rodzaj zaćmienia rozumu i głupota tak wielka z których już nie ma wyjścia. Jedynie do piekła.

Ziemowit napisał(a):
Cytat:A może rozmytej?
Własnie rozmytej. Bo logika rozmyta polega na tym, aby za pomocą zajęcia z okna samolotu zrobionego pod czas skręcania uznać matematykę, geometrię i astronomię za odlot naćpanych naukowców.


Zdjęcie nie było podczas "skręcania". Poza tym: nie opieram tego co piszę na temat obserwacji z samolotu "tylko na jednym jedynym zdjęciu". Lecz co robię i jak robię (wielokrotność obserwacji i pomiarów)- już wielokrotnie opisywałem. Powinieneś sobie to już uświadomić: jeśli sądzisz, że ja jestem aż tak głupi, że coś piszę na podstawie "jednej pstrykniętej fotki", to masz dowód na to, że się łudzisz. A łudzenie się- jest znakiem chciejstwa.  W tym przypadku chciejstwa kulistości. Jesteś chciejcą kulistości ziemi. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe jak można być chciejcą czegoś, ale widocznie można.

Pozwól, że zapytam: Dlaczego ta "kula ziemska" ma dla Ciebie aż tak wielkie znaczenie? Jesteś jakimś "doktorem" lub "profesorem", który zbudował swoja pozycję życiową na pracach naukowych w których były tezy o "kulistości ziemi"?  Wtedy byłoby to psychologicznie zrozumiałe. Aczkolwiek i tak by Cię to nie usprawiedliwiało, gdyż prawda powinna mieć dla człowieka większe znaczenie, niż własna pozycja i własny "dorobek".  Szczególnie dla kogoś kto jak Ty uważa się za wierzącego w Boga (przynajmniej tak piszesz). W imie prawdy należy się wyrzekać nawet "swojego", zwłaszcza tego!
Odpowiedz
Bo Ty wierzysz w kłamstwo, Macieju. Tak po prostu.

A jeśli upatrujesz źródła tego kłamstwa w Biblii, to... masz problem jak stąd do Bangladeszu. Ja go nie mam. Wiesz czemu?

Bo nie uznaję Biblię za natchnioną co do przecinka. Dlatego dopuszczam możliwość, że w niej są pomyłki. Takie zwykłe, ludzkie.

(Tak na marginesie, to w ogóle uważam, że w Biblię tchnął Duch, co sobie z ludzi jaja robił. Zabawne, że chrześcijanie przypisują bytom nadnaturalnym wszystkie cechy z ludzkiego repertuaru z wyjątkiem tego jednego - poczucia humoru. Pewnie dlatego, że z perspektywy chrześcijanina Duch ma święty obowiązek prowadzić ludzi ku lepszemu, ponieważ jest Duchem - bo to seriouss business jest. A takiego wała.)
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
Cytat:Maciej1

Poza tym: nie opieram tego co piszę na temat obserwacji z samolotu "tylko na jednym jedynym zdjęciu". Lecz co robię i jak robię (wielokrotność obserwacji i pomiarów)- już wielokrotnie opisywałem. Powinieneś sobie to już uświadomić: jeśli sądzisz, że ja jestem aż tak głupi, że coś piszę na podstawie "jednej pstrykniętej fotki", to masz dowód na to, że się łudzisz. A łudzenie się- jest znakiem chciejstwa.  W tym przypadku chciejstwa kulistości. Jesteś chciejcą kulistości ziemi. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe jak można być chciejcą czegoś, ale widocznie można.

Drogi Macieju, imienia swego pierwszy. Powiedz mi jedno. Ostatnio niemal dokładnie tak jak Ty pisałem w swoim poście. Pod swoimi obserwacjami.
Ciekaw jestem, jak to jest, że Twoje obserwacje są Najprawdziwszą Objawioną Prawdą, a moje świadczą o głupocie, pomyłce, byciu pożytecznym idiotą i opłacanym przez Rzond Śfiatowy spiskowcem.

Dlaczego ja nie mogę napisać, że Ty jesteś chciejcą płaskości, a to właśnie moje obserwacje są ważne, bo przecież jak "wielokrotnie opisywałem", nie robię tego na podstawie jednej pstrykniętej fotki. Co powinieneś sobie już uświadomić, i masz dowód na to, że się łudzisz. A przecież każden jeden wie, iż łudzenie się - jest znakiem chciejstwa po prostu. Jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, jak można być takim chciejcą czegoś, ale widocznie można.
O - posłuchaj tego. Płaskochciejcą jesteś.
Oczywiście ponieważ napisałem to JA, jest to taka prawda, że drżyjcie narody.

Głupie to, prawda? Niestety właśnie tak wygląda Twoje rozumowanie.
Na początku było nic. I rzekł Bóg: „Niechaj sta­nie się światłość” i da­lej nic nie było, tyl­ko te­raz można to zobaczyć.

Terry Pratchett
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): Zabawne, że chrześcijanie przypisują bytom nadnaturalnym wszystkie cechy z ludzkiego repertuaru z wyjątkiem tego jednego - poczucia humoru.


No nie. Największe "poczucie humoru" ma Lucyfer. Np. przez swoje sługi wprost się z was nabija ("programy ko(s)miczne"). Szatan jest szydercą i cynicznym kpiarzem, a wyśmiewanie to jego ulubiona metoda walki. Ludzie będący pod wpływem diabła zresztą przejmują zachowania diabła. Np. wielokrotnie można się spotkać ze zwrotem, że ktoś kogoś wyśmiał. A głupi ludzie uznają wyśmianie i szyderstwo za rodzaj argumentacji.

ErgoProxy napisał(a): Pewnie dlatego, że z perspektywy chrześcijanina Duch ma święty obowiązek prowadzić ludzi ku lepszemu, ponieważ jest Duchem - bo to seriouss business jest.

Żartowanie z rzeczy poważnych jest znakiem głupoty. Tutaj waży się Wieczność duszy: albo wieczna męka albo wieczna radość. Tylko zły może w tak poważnych sprawach kpić i żartować. Na końcu każdy to zrozumie, a zwłaszcza ci co trafią do piekła. Nie będzie im do śmiechu, choć wpadając do piekła słyszeć będą szyderczy rechot diabła, który ich wykiwał. Piekło jest pełne śmiechu. Jest to śmiech diabelski, przerażający, pusty i cyniczny. Ale ten kto się śmieje w piekle- też cierpi. Bo w piekle najbardziej cierpi Lucyfer, ten który był kiedyś najpiękniejszym Aniołem. Teraz upodlił się i spadł na samo dno piekła. Upadek największego jest największym upadkiem. Diabeł pustym śmiechem usiłuje zakryć swoje przerażające cierpienie. Ludzie czynią podobnie, także na tym świecie. Nie opłaca się nabierać na "śmiech i poczucie humoru". A jednak ludzie się nabierają nieustannie: poważnych nie lubią, idą za wesołkami i kpiarzami. I tak z uśmiechem na ustach idą do piekła.
Odpowiedz
Cytat:Pozwól, że zapytam: Dlaczego ta "kula ziemska" ma dla Ciebie aż tak wielkie znaczenie? Jesteś jakimś "doktorem" lub "profesorem", który zbudował swoja pozycję życiową na pracach naukowych w których były tezy o "kulistości ziemi"?  Wtedy byłoby to psychologicznie zrozumiałe. Aczkolwiek i tak by Cię to nie usprawiedliwiało, gdyż prawda powinna mieć dla człowieka większe znaczenie, niż własna pozycja i własny "dorobek".  Szczególnie dla kogoś kto jak Ty uważa się za wierzącego w Boga (przynajmniej tak piszesz). W imie prawdy należy się wyrzekać nawet "swojego", zwłaszcza tego!
Nie jestem profesorem. Jestem prawie nikim. Ot zwykły informatyk, programista pracujący za niezbyt wysokie jak na informatyka wynagrodzenie i lubiący dużo łazić po górach i czytać o nowych okryciach w astronomii. Co do wyrzekania się prawdy, to jeśli miałbym to robić to na pewno nie świadomie. Tak dla wyjaśnienia odnośnie mojej złej woli. Ja po prostu bardzo wiedzę w liczby, działania, równania i wyliczenia. Niekiedy nawet i bardziej niż w to co widzę.
Odpowiedz
Maciej, chłopie, ale ja wykładam Ci, jak krowie na rowie, że Ty wziąłeś bajędy jakiegoś Ducha - Ducha oczywiście japońskiego, innych nie ma - na serio. No i Ci z tego kocopoły wychodzą takie, że nikt Ciebie w ogóle dookoła nie słucha. A dlaczego bajędy? A wczuj się w takiego Ducha: co on dostaje od barbarzyńców takich jak Ty? A czołobitność i żądania aż do wyrzygania. Może mieć taki Duch prawo do rozrywki? Rolą śmiertelników jest w końcu umierać - chyba że się zepną i naukę wymyślą, i dzięki tej nauce przestaną umierać. Przynajmniej ze starości.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
Ziemowit napisał(a):
Cytat:Pozwól, że zapytam: Dlaczego ta "kula ziemska" ma dla Ciebie aż tak wielkie znaczenie? Jesteś jakimś "doktorem" lub "profesorem", który zbudował swoja pozycję życiową na pracach naukowych w których były tezy o "kulistości ziemi"?  Wtedy byłoby to psychologicznie zrozumiałe. Aczkolwiek i tak by Cię to nie usprawiedliwiało, gdyż prawda powinna mieć dla człowieka większe znaczenie, niż własna pozycja i własny "dorobek".  Szczególnie dla kogoś kto jak Ty uważa się za wierzącego w Boga (przynajmniej tak piszesz). W imie prawdy należy się wyrzekać nawet "swojego", zwłaszcza tego!
Nie jestem profesorem. Jestem prawie nikim. Ot zwykły informatyk, programista pracujący za niezbyt wysokie jak na informatyka wynagrodzenie i lubiący dużo łazić po górach i czytać o nowych okryciach w astronomii. Co do wyrzekania się prawdy, to jeśli miałbym to robić to na pewno nie robię tego świadomie. Ja po prostu bardzo wiedzę w liczby, działania, równania i wyliczenia.


No dobrze. A nie wierzysz w to, że każde wyliczenie opiera się na jakichś założeniach ?  Ja też wierze w wyliczenia. Ale ja wierzę też i w logikę. Zauważ że każde matematyczne rozważanie wygląda następująco: 1. Najpierw są takie zdania (nie muszą być wprost zapisane, ale być muszą w rozumowaniu) Jeżeli A, B, C.....To są założenia na których wszystko stoi. 2. Potem jest rozumowanie i/lub wyliczenie. 3. Na końcu jest wniosek.

Otóż jeżeli pierwsze dwa etapy są prawdziwe, to i wniosek jest prawdziwy. Natomiast jeśli pierwsze dwa etapy nie są prawdziwe, np. błędne rozumowanie, błąd w wyliczeniu i/lub jedno z założeń jest fałszywe, to wniosek już nie musi być prawdziwy.


Przykład: np. "wyliczony promień ziemi-kuli" jest poprawny jeżeli poprawne są założenia, które na temat nieba przyjął sobie Eratostenes. Wróć do nich. A czy one są poprawne, prawdziwe? A kto i kiedy sprawdził  na wiele niezależnych sposobó, że słońce to "kula materii"? Kto i kiedy zmierzył odległość do słońca ? Kto i kiedy udowodnił, że droga promienia świetlnego od słońca do oka człowieka na ziemi odbywa się bez załamań/zakrzywień ?


 Wyliczenie promienia ziemi jest więc poprawne jeżeli poprawne są wyobrażenia (założenia) Eratostenesa o niebie (i o ziemi też, bo on wprost założył że jest jakąś kulą). Ale one nie są poprawne o czym możesz się samemu przekonać- np. dokonując samemu obserwacji z samolotu lub obserwacji powierzchni ziemi.

Ja też wierze w wyliczenia. Ale jeszcze bardziej wierzę w logikę. To logika jest podstawą każdej nauki, a nie matematyka. Bo matematyka też stoi na logice. A nie "logika na matematyce". Jeśli jesteś informatykiem, to tym bardziej powinieneś rozumieć, że na logice wszystko stoi. Każdy dobrze napisany program to logiczny, wewnętrznie spójny (wewnętrznie niesprzeczny) ciąg operacji logiczno - arytmetycznych (jeżeli A, to B; A lub B; nieprawda, że A...itd, plus operacje arytmetyczne.). Jeśli program jest wewnętrznie sprzeczny- wyskoczą błędy "na ekranie" i/lub program zapętli się i/lub zawiesi.
Odpowiedz
Ciebie to chyba Amisze informatyki uczyli. Co to jest: komputer? To jest zelektryfikowane liczydło. Logika, jaką posługuje się komputer, jest wynikiem operacji arytmetycznych. Konkretnie chodzi o arytmetykę liczb dwójkowych.

A podstawą nauki... a cholera. Podstawą nauki jest chyba to, że nie spychamy niczego na Pana Boga, tylko staramy się dociec przyczyn zjawiska doczesnych, przy użyciu rozumu posługującego się taką, a nie inną konwencją logiczną. W niektórych zastosowaniach sprawdza się np. logika klasyczna, a w innych np. logika rozmyta. A bytów nadnaturalnych do nauki w ogóle nie pakujemy, z tego prostego powodu, że nie mamy klatki na byt nadnaturalny, żeby go porządnie, dogłębnie zbadać.

Tak że rozumiesz- zdecyduj się wreszcie, czy stoisz na gruncie tego Twojego Lucyfera, czy nauki szczerej. Bo Twój rozkrok robi się coraz bardziej komiczny.

A w ogóle - dziwne, że jeszcze nikt tego nie napisał - poproszę Cię, Macieju, o podanie wartości logicznych, na jakich ta Twoja logika operuje, aksjomatów, z których wywodzisz całą resztę jej twierdzeń, i paru przykładowych praw logicznych, jakie uznajesz za słuszne. Jeśli tego nie potrafisz, to Twoja Święta Logika - świętsza chyba od Pana Boga - jest tylko pustym hasełkiem do mydlenia oczu adwersarzom, za którym stoi - nic. Pustka szczera i brak jakiejkolwiek rozumności.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): Maciej, chłopie, ale ja wykładam Ci, jak krowie na rowie, że Ty wziąłeś bajędy jakiegoś Ducha - Ducha oczywiście japońskiego, innych nie ma - na serio. No i Ci z tego kocopoły wychodzą takie, że nikt Ciebie w ogóle dookoła nie słucha. A dlaczego bajędy? A wczuj się w takiego Ducha: co on dostaje od barbarzyńców takich jak Ty? A czołobitność i żądania aż do wyrzygania. Może mieć taki Duch prawo do rozrywki? Rolą śmiertelników jest w końcu umierać - chyba że się zepną i naukę wymyślą, i dzięki tej nauce przestaną umierać. Przynajmniej ze starości.


Duch Boży nie  domaga się czołobitności od ludzi, bo "Jemu to jest koniecznie potrzebne do szczęścia".  Lecz zachęca ludzi do oddawania Czci Bogu, bo tylko to może dać ludziom szczęście. Jeśli bluźnisz i przeklinasz swojego ojca, to nie będziesz szczęśliwy. A jeśli z szacunkiem i czcią traktujesz swoja matkę to będziesz szczęśliwy. Podobnie jest pomiędzy Bogiem, a ludźmi. Nie może człowiek być szczęśliwy buntując się przeciw Bogu i wyzywając Go, ponieważ tylko Bóg jest szczęściem i prawdą. A jeśli ktoś odrzuca szczęście i prawdę, to nie może być szczęśliwy, bo postawił się poza obszarem prawdy i szczęscia. Przykazania Boże to nie są więc zakazy i nakazy, których nie może człowiek złamać. Bo może i często łamie. Lecz one są dane dla dobra człowieka: wyznaczają obszar w którym poruszając się człowiek może być szczęśliwy. Poza tym obszarem nie ma szczęścia. Bóg daje człowiekowi nakazy i zakazy nie dla własnego dobra, ale dla dobra człowieka. To tak jak matka: mówi do dziecka "pamiętaj na wielkim mrozie miej założoną czapkę na głowę, inaczej odmrozisz sobie uszy". Dziecko zostaje samo i wolne, idzie bawić się na dworze i może nie słuchać matki, może zrobić jej na złość. Przyjdzie potem z odmrożonymi uszami. Ale to sprawa dziecka, wolny wybór.

Nigdy ludzie nie osiągną nieśmiertelności przez "postęp wiedzy", nawet tylko wolności od starości (zepsucia ciała z powodu upływu czasu) nigdy nie osiągną przez "własną wiedzę", nie mówiąc już o "nieszczęśliwych przypadkach" (fatalnych, śmiertelnych zdarzeniach- np. wypadki samochodowe i inne). Bo śmierć pochodzi od szatana, ducha śmierci obecnego i działającego w naturze, na świecie i w duszy człowieka. Tylko Bóg może usunąć tego ducha z natury i z ludzkiej duszy, ze świata- tylko On ma taką moc. "Nauka ludzka" nigdy takiej mocy mieć nie będzie. Nieśmiertelność i szczęście wieczne osiąga się nie przez "wiedzę", ale przez wiarę Bogu.
Jak zapowiada Pismo śmierć będzie pokonana jako ostatnia, na samym końcu. Ale nie przez ludzi, tylko przez Boga.

ErgoProxy napisał(a): Ciebie to chyba Amisze informatyki uczyli. Co to jest: komputer? To jest zelektryfikowane liczydło. Logika, jaką posługuje się komputer, jest wynikiem operacji arytmetycznych. Konkretnie chodzi o arytmetykę liczb dwójkowych.


Nie nie. Podstawą myślenia nie jest liczba, nawet dwójkowa tylko "tak", "nie"- "jest", "nie ma". To są podstawowe operacje rozumowe: logika tak/nie. Można sobie to oznaczać liczbami np. "jest" oznaczyć przez "jeden", a "nie ma" przez "zero". Lecz są to tylko oznaczenia. Bo na najbardziej elementarnym poziomie nawet tym fizycznym operacja w komputerze (procesorze) jest operacją logiczna: płynie prąd w obwodzie ("tak") lub nie płynie prąd w obwodzie ("nie", "nie ma"). Informatyka stoi na przeskokach jakościowych- między "tak" i "nie", a nie na ilościowych. Na tym stoi też każde ludzkie myślenie. Na logice: tak tak; nie nie- prawda/fałsz.
Odpowiedz
To jest nieprawda. Ludzkie myślenie stoi na rozpoznawaniu wzorców, a do logiki klasycznej (na studiach nazywaliśmy ją "logiką bólu") człowiek musi się zmuszać i słabo mu ona wychodzi, o ile nie podeprze się rachunkiem. W wypadku takich np. sylogizmów rachunek jest wręcz niezbędny - zwykły człowiek intuicyjnie tego nie ogarnia, a porachować, owszem, potrafi.

Dlaczego tak musi być? Dlatego, że np. Słońce nie rzuca cieni ostro odgraniczonych od światła - są jeszcze półcienie. Logika tak, tak - nie, nie wysiada tutaj grzecznie, bo nie jest zdolna do opisania czegoś takiego jak półcień; dla niej istnieje tylko cień i światło. Takie półcienie, strefy przejściowe między twardym "tak" a twardym "nie" są obecne w przyrodzie wszędzie.

A komputer... tutaj chyba właśnie prawda leży między nami pośrodku, bo na najbardziej elementarnym poziomie prąd nie oznacza niczego. To my nadajemy mu znaczenie i może to być zarówno jedynka binarna, jak i prawda logiczna. Możemy potem deliberować, co ma więcej sensu, bo istnieją różne sztuczki programistyczne wykorzystujące tą tożsamość. I wyniku tej deliberacji - więcej sensu, mniej sensu - "logika bólu" nie jest w stanie opisać również.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/swi...spartanntp

Amerykanie "wracają na księżyc". Zatem: przed tą datą należy się spodziewać ostatecznego "uporządkowania internetu", bo nie można przecież dopuścić by oszołomy tak po prostu komentowały i analizowały to, co NASA pokaże "z księżyca" LUB przesuną datę tego "powrotu".

W ciekawych czasach żyjemy. W rozdwojeniu między rzeczywistością rzeczywistą, a "rzeczywistością medialną".

William Casey, CIA Director : "We'll know our disinformation program is complete when everything the American public believes is false"

https://www.quora.com/Did-CIA-Director-W...s-is-false

Jeśli ktoś wierzy kłamcom, to sam jest sobie winien.
Odpowiedz
Aha. Czyli Maciej przyciśnięty o konkrety, zamiast odpowiedzieć wolał dać dupy jak częstochowska tirówka pielgrzymce na Jasną Górę.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Nowy program załogowych lotów kosmicznych na Księżyc został nazwany Artemida. Artemida była grecką boginią, siostrą-bliźniaczką Apolla, na cześć którego nazwano pierwszy taki program z lat 1969-1972. Latem tego roku (20 lipca) NASA będzie obchodzić 50. rocznicę pierwszego lądowania człowieka na Księżycu, moment na ogłoszenie wznowienia podboju jest więc idealny.

ARTEMIS: Twin sister of Apollo and goddess of the Moon. Now, the name for our #Moon2024 mission to return @NASA_Astronauts to the surface of the Moon by 2024, including the first woman and next man. pic.twitter.com/1K9qIloZwp
— NASA (@NASA) May 13, 2019

Nie ma żadnych przypadków. Tylko Znaki. Po tych Znakach (symbolach) można poznać wiarę tych świrów i prawdziwe ich intencje.Całą "mistykę" tego programu ko(s)micznego.
Kolejne pogańskie bóstwo: Artemida, siostra Apollona, bliźniaczka, mająca tę samą naturę co jej brat. "Bogini" (demon) łowów, księżyca i śmierci. Mieszkanka okolic podmokłych i bagiennych.
Na pewno wielu głupców zostanie przez nią złowionych.

Pismo Św:

"Wszyscy bogowie pogan są diabłami"- Stary Testament.

"Mają nad sobą króla - anioła Czeluści;
imię jego po hebrajsku: ABADDON,
a w greckim języku ma imię APOLLYON. "
Apokalipsa.
Odpowiedz
I jak zwykle niewygodnych tematów nie poruszamy, tylko dalej swoje. Więcej, szybciej, zanim NASA dopadnie i zablokuje.

A jak już jesteśmy przy cytatach, pozwolę sobie na staropolszczyznę z wyższych sfer:

"Rozmowa chuja z butem".
Na początku było nic. I rzekł Bóg: „Niechaj sta­nie się światłość” i da­lej nic nie było, tyl­ko te­raz można to zobaczyć.

Terry Pratchett
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości