Ankieta: W kwestiach gospodarczych popieram:
Nie posiadasz uprawnień, aby oddać głos w tej ankiecie.
Wolny rynek (w rozumieniu Szkoły Austriackiej - libertarianizm/radykalny liberalizm/radykalny koliber)
40.00%
122 40.00%
"Wolny rynek" (w rozumieniu czegoś w okolicach współczesnego USA)
22.30%
68 22.30%
Interwencjonizm
9.51%
29 9.51%
Socjalizm
7.87%
24 7.87%
Komunizm
5.57%
17 5.57%
Nie wiem
1.64%
5 1.64%
Żadna z dostępnych odpowiedzi mnie nie zadowala
13.11%
40 13.11%
Razem 305 głosów 100%
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

Ocena wątku:
  • 9 głosów - średnia: 3.44
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Socjalizm vs. liberalizm
Gawain napisał(a): A mnie przeraża wizja hiperinflacji. Że sobie uskładam na mieszkanie i mi z wysiłku zostanie piękne i okrągłe nic.
Ano. Pamiętam jak na przełomie 80-tych i 90-tych szkoła zbierała na nowy dach po rodzicach. Niby uzbierali, ale skończyło się na kupnie wideo.
Gawain napisał(a): To mi do głowy nie przyszło. Ale przyszło mi do głowy, że chcą zarobić na wahaniach.
Może plan jest taki, żeby teraz kupić, a jak dupnie wyprzedawać, żeby mieć na łatanie budżetu?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Młody wolnorynkowiec 

hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
Hans Żydenstein napisał(a): Młody wolnorynkowiec 

Dobre Duży uśmiech
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
https://www.onet.pl/?utm_source=business...73&utm_v=2

Istnieje możliwość podniesienia 500+. Mnie to wygląda na nakrecanie spirali inflacyjnej, do momentu aż jebnie i za 500 będzie można kupić gumy z Donaldem...
Sebastian Flak
Odpowiedz
Przeciez to 500+ napedza inflacje, waloryzacja tego swiadczenia tylko ten proces przyspieszy.
Odpowiedz
Dlatego piszę, iż celowym zabiegiem jest nakrecanie owej spirali. Tylko po co? Przecież nie dla dobra Polski i Polaków.
Sebastian Flak
Odpowiedz
https://lunarbird.wordpress.com/2013/02/...-korwinem/
Tu mamy „wyważony” głos w temacie (nie oznacza to, że się z nim zgadzam). Duży uśmiech
Co o nim sądzicie?
PS: chodzi rzecz jasna o temat wątku, nie poprzednich postów.
Odpowiedz
Pterodaktyl napisał(a): Co o nim sądzicie?
Z tym przemysłem ciężkim to średnio mi się widzi. Reszta to w sumie oczywiste banały. Zresztą tak definiowanych liberałów i socjalistów jest garstka, praktycznie całe polskie spektrum polityczne to jakiś socliberalizm.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
W internecie jednak aż się roi od takich, którzy te „banały” podważają i odcinają się od tzw. socliberalizmu. Widać to choćby po wynikach ankiety w tym wątku. I mówimy tu nie tylko o kucach.
Odpowiedz
Oprócz banałów są tu też jednak jawnie gupie gupoty, na przykład:

Inną kwestią jest też zasiłek dla bezrobotnych. Moim zdaniem powinien być bezterminowy, ale w zamian za prace społeczne. Na przykład głupie sprzątanie trawników. Odpadałby problem ludzi, którzy siedzą na zasiłku bo im się nie chce pracować.

Otóż zasiłek dla bezrobotnych to nie jest jałmużna za pieniądze podatnika, tylko odzyskanie składek na ubezpieczenie. Tak właśnie działa ubezpieczenie: płacę składki, a jak przydarzy mi się nieszczęście, np. utrata pracy nie z mojej winy, ubezpieczyciel wypłaca mi odszkodowanie. Taki zasiłek należy mi się jak psu buda, nie za darmo, tylko za składki. Gdybym natomiast sprzątał trawniki, to należałby mi się nie żaden zasiłek, tylko po prostu zapłata za pracę.
Odpowiedz
Pterodaktyl napisał(a): W internecie jednak aż się roi od takich, którzy te „banały” podważają i odcinają się od tzw. socliberalizmu. Widać to choćby po wynikach ankiety w tym wątku. I mówimy tu nie tylko o kucach.
Poza internetem jest tego jednak dużo mniej.

ZaKotem napisał(a): Otóż zasiłek dla bezrobotnych to nie jest jałmużna za pieniądze podatnika, tylko odzyskanie składek na ubezpieczenie. Tak właśnie działa ubezpieczenie: płacę składki, a jak przydarzy mi się nieszczęście, np. utrata pracy nie z mojej winy, ubezpieczyciel wypłaca mi odszkodowanie. Taki zasiłek należy mi się jak psu buda, nie za darmo, tylko za składki. Gdybym natomiast sprzątał trawniki, to należałby mi się nie żaden zasiłek, tylko po prostu zapłata za pracę.
W punkt.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Tymczasem libek z Liberte wyprodukował takiego oto potworka:
Cytat: Razem wydaje się wyrazicielem nowego, bardziej roszczeniowego pokolenia milenialsów. W odróżnieniu od pokolenia rodziców, budowniczych III RP, wyznających kult wysiłku i przedsiębiorczości, młodzi dziś szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum i jednocześnie dobrze zarabiać. Sytuacja gospodarcza coraz większej liczbie osób na to pozwala, choć nie sprzyja to zwiększaniu produktywności firm i ma konsekwencje gospodarcze.

https://wyborcza.pl/7,75968,25458906,zan...zbawi.html

Jest to bardzo typowy przykład mentalności polskiego pseudoliberalizmu: świat to obóz pracy, życie jest po to, żeby pracować, a pracuje się nie po to, żeby dobrze zarabiać, tylko po to, żeby rosły wskaźniki (bo o to chodzi w wyrażeniu "gonić Zachód"). Wszystko ma być jak na wschodzie - zapieprz, bieda, niskie płace - tylko wskaźniki jak na Zachodzie. Wtedy ogłosimy epokowy sukces III RP.

EDIT:
Ten sam wysryw, ale bez paywalla:
https://liberte.pl/zandbergizm-nas-nie-zbawi/

EDIT2:
A jednak sorry, tu wysryw jest jeszcze gorszy xD

Cytat:Razem wydaje się wyrazicielem nowego roszczeniowego podejścia do zagadnienia pracy wielu przedstawicieli wchodzącego na rynek pracy pokolenia millenialsów. W odróżnieniu od pokolenia swoich rodziców, budowniczych III RP dla których kult wysiłku, ciężkiej pracy, przedsiębiorczości były kręgosłupem ich moralnego kompasu, młodzi dziś szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum uważając, że należy im się godziwa zapłata. Oczywiście dzisiejsza sytuacja gospodarcza coraz większej liczbie osób na to pozwala, choć nie sprzyja zwiększaniu produktywności naszych firm. Ale zarówno tzw. slow life jak i wielkie wygodne programy socjalne – dwie strony mentalnie tej samej przypadłości, możliwe są tylko do czasu. Do czasu takiego wydrenowania ludzi pracowitych i przedsiębiorczych, że system po prostu się załamie.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
cobras napisał(a): Razem wydaje się wyrazicielem nowego roszczeniowego podejścia do zagadnienia pracy wielu przedstawicieli wchodzącego na rynek pracy pokolenia millenialsów. W odróżnieniu od pokolenia swoich rodziców, budowniczych III RP dla których kult wysiłku, ciężkiej pracy, przedsiębiorczości były kręgosłupem ich moralnego kompasu, młodzi dziś szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum uważając, że należy im się godziwa zapłata. Oczywiście dzisiejsza sytuacja gospodarcza coraz większej liczbie osób na to pozwala, choć nie sprzyja zwiększaniu produktywności naszych firm. Ale zarówno tzw. slow life jak i wielkie wygodne programy socjalne – dwie strony mentalnie tej samej przypadłości, możliwe są tylko do czasu. Do czasu takiego wydrenowania ludzi pracowitych i przedsiębiorczych, że system po prostu się załamie.
Kuźwa. Tego właśnie w liberałach nie trawię. Znaczy, tej herezji, jawnego odstępstwa od liberalizmu. Przecież, na miłość Rynku, maksymalizacja przychodów (co dla większości ludzi oznacza pensję) i minimalizacja kosztów (co dla większości ludzi oznacza... samą pracę) jest absolutną podstawą kapitalizmu. Tego dzieci należy uczyć od maleńkości: działania ekonomicznego. Polski liberał potrafi chwalić przedsiębiorcę tnącego koszty, bo to zwiększa produktywność (słusznie chwali; i ja go chwalę za to, że chwali) i jednocześnie kiedy zobaczy robola działającego według identycznej zasady, to włącza mu się "Satyra na leniwych chłopów". Albo jej współczesna wersja, czyli "Świat według Kiepskich".

Zasada Ferdynanda Kiepskiego - "tak robić, żeby zarobić, a się nie narobić" jest właśnie działaniem ekonomicznym. Dzięki tej zasadzie wzrasta bogactwo narodów, dzięki niej możliwy jest postęp techniczny i moralny. A kiedy tylko prosty człowiek próbuje ją w życiu stosować, jest wyśmiewany i krytykowany. Przez niby to liberałów, którzy właśnie powinni go wspierać i dawać innym za przykład. Nikt jakoś na serio nie twierdzi "chciwość rolników obniża produktywność konsumentów żywności, rolnicy powinni pracować więcej i sprzedawać taniej, żeby produktywność była większa". Gdyby ktoś tak na serio myślał, to nazwałbym go komunistą. Toteż tak samo nazywam ludzi, którzy wmawiają innym, że powinni pracować więcej i nie domagać się większej zapłaty. Ci, którzy tak wmawiają, to są komuniści.

Ja po prostu jestem zbyt liberalny, żeby się zapisać do liberałów.
Odpowiedz
cobras napisał(a): Tymczasem libek z Liberte wyprodukował takiego oto potworka:

i

Cytat:Jest to bardzo typowy przykład mentalności i polskiego pseudoliberalizmu:

Oj, chyba nie do końca. Gość gani jednostki z pokolenia nazywanego Milenialsami za to, że zamiast dążenia do bogacenia się i wkładania w to maksymalnego wysiłku i zaangażowania, ci nie zmniejszają swoich aspiracji, a pozostają przy minimalnym wkładzie własnym. Rozczarowani, że gołąbki same nie lecą do gębki, dają się kupić obietnicami spełnienia marzeń o wygodzie przy braku wysiłku. Całkiem rozsądna konkluzja.

Cytat:świat to obóz pracy,

Nigdzie tego nie napisał. Liberalizm jak nazwa wskazuje raczej nie zmusza nikogo do pracy. Zmusza do ponoszenia konsekwencji za własne działania i rozumiem, że to się może nie podobać. Wiele osób dostaje w takich sytuacjach mocno po dupie.



Cytat:życie jest po to, żeby pracować,

Życie jest po to, aby je przeżyć. Praca i wysiłek konstytuują zaś to kim się jest i jak się życie przeżywa. Może to i dla socjalistów smutne, ale z reguły bezrobotni i bezwysiłkowi to są ludzie z kompletnych patologicznych nizin, którzy żerują na systemie świadczeń socjalnych. Jak się normalnego człowieka zapytać kim jesteś to wymieni łańcuszek określeń odnoszących się do niego osobiście, do zawodu i grup społecznych, do których należy. Pytając świadczeniobiorcę, który się szkołą ni pracą nie skalał, dowiedzieć się można najwyżej, że się nazywa XYZ, czyli, że jest społecznie upośledzony. Fakt transferowania komuś takiemu środków nie zmienia jego społecznego położenia a jedynie zapewnia byt na lepszym poziomie niż zasługuje. To zaś jest traktowane jako jawna niesprawiedliwość, bo jest robiona kosztem tych, którzy swój czas (najcenniejszy zasób nieodnawialny), poświęcali na pracę, nie na hedonizm, na koszt społeczeństwa. Dlatego libki przyjebują się do żula Mietka a nie do Paris Hilton. Bo Mietek jest pasożytem społecznym, a Paris ma swoje zasoby, bo ktoś kiedyś w jej rodzinie zapieprzał za trzech, i o zgrozo, nawet ona chcąc się hedonistycznie dowartościować, potrafi tą kasę pomnażać.

Cytat:a pracuje się nie po to, żeby dobrze zarabiać, tylko po to, żeby rosły wskaźniki (bo o to chodzi w wyrażeniu "gonić Zachód").


I znowu nie. Chodzi po prostu o to, żeby pensja przedstawiała realną zależność między stanem gospodarki a wartością pracy. Zawsze przecież można wziąć "godną pensję minimalną" na warsztat i jedną ustawą doprowadzić ją do poziomu 10 000/msc. Bo taka jest na Zachodzie. Gonić Zachód można na przynajmniej dwa sposoby. Pierwszy to stawianie konia przed wozem i ogłaszanie, że nowe programy socjalne muszą być na wysokości tych Zachodnich, bo dopiero wtedy bedzie dobrobyt. I drugi, który mówi, że żeby wydawać, to najpierw trzeba mieć i spory garb oszczędności, bo bez tego przyjdzie dołek i taka rozpierducha, że z mokrych snów o życiu w socjalnej Arkadii zostanie krach, bieda i masa ludzi, którzy ze sobą nic nie zrobili, bo nie musieli. Nie mają kwalifikacji, nie mają oszczędności, nie mają nic własnego ergo nie mają nic, bo żyli na cudzy koszt. Żeby dobrze zarabiać, to trzeba jednak coś umieć i kwalifikacje podnosić. Siedzenie na dupie i żądanie kokosów to zaś realne zjawisko. Z reguły im kto mniej pracy wsadził tym większych pensji żąda, "bo mu się nie opłaca".

Cytat:Wszystko ma być jak na wschodzie - zapieprz, bieda, niskie płace - tylko wskaźniki jak na Zachodzie. Wtedy ogłosimy epokowy sukces III RP.

Udowodnij.

Cytat:EDIT:
Ten sam wysryw, ale bez paywalla:
https://liberte.pl/zandbergizm-nas-nie-zbawi/

Cytat:Razem wydaje się wyrazicielem nowego roszczeniowego podejścia do zagadnienia pracy wielu przedstawicieli wchodzącego na rynek pracy pokolenia millenialsów. W odróżnieniu od pokolenia swoich rodziców, budowniczych III RP dla których kult wysiłku, ciężkiej pracy, przedsiębiorczości były kręgosłupem ich moralnego kompasu, młodzi dziś szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum uważając, że należy im się godziwa zapłata. Oczywiście dzisiejsza sytuacja gospodarcza coraz większej liczbie osób na to pozwala, choć nie sprzyja zwiększaniu produktywności naszych firm. Ale zarówno tzw. slow life jak i wielkie wygodne programy socjalne – dwie strony mentalnie tej samej przypadłości, możliwe są tylko do czasu. Do czasu takiego wydrenowania ludzi pracowitych i przedsiębiorczych, że system po prostu się załamie.

Ale to co pisze nawet kontrowersyjne nie jest. Poziom życia stale rośnie tam gdzie ludzie się bogacą. Jak utrzymać poziom wygodnego życia, bez podnoszenia kwalifikacji? Takich czarów nie ma. Chce się żyć jak na Zachodzie, to trzeba zapieprzać. Samo się nic nie zrobi.

ZaKotem napisał(a): Kuźwa. Tego właśnie w liberałach nie trawię. Znaczy, tej herezji, jawnego odstępstwa od liberalizmu. Przecież, na miłość Rynku, maksymalizacja przychodów (co dla większości ludzi oznacza pensję) i minimalizacja kosztów (co dla większości ludzi oznacza... samą pracę) jest absolutną podstawą kapitalizmu.

A i owszem, ale gosodarka to nie jest perpetuum mobile.

Cytat: Tego dzieci należy uczyć od maleńkości: działania ekonomicznego. Polski liberał potrafi chwalić przedsiębiorcę tnącego koszty, bo to zwiększa produktywność (słusznie chwali; i ja go chwalę za to, że chwali) i jednocześnie kiedy zobaczy robola działającego według identycznej zasady, to włącza mu się "Satyra na leniwych chłopów". Albo jej współczesna wersja, czyli "Świat według Kiepskich".

Robol tnący koszty to taki, który podejmuje wysiłek dążący do wzrostu czyli podniesienia swojego poziomu życia. Nigdy, do niedawna, nie było tak, że się nie miało żadnych zasobów, albo mialo mało i nic z nimi nie robiło a poziom życia rósł. Dzisiaj jest to możliwe, bo pracujący kredytują socjalnych świadczeniobiorców. Tylko idiota nie zdaje sobie sprawy, że ten rachunek przyjdzie kiedyś zapłacić i zapłacą go nie ci co z kredytu żyli, tylko ci co kasę dawali, bo pierwsi nie będą mieli ani kasy, ani kwalifikacji aby się po krachu odbić. I znowu będzie powtórka z rozrywki i lat 90. Ze wszystkimi tego wadami. Bo zanim gruby schudnie to chudy padnie. Każdy średniak dostanie po dupie i straci część tego co wypracował, ci na państwowym garnuszku nie zostaną powywalani na bruk, to znowu zyskają przynajmniej w formie zajęcia nieruchomości (na które każdy normalny czlowiek musi zapracować...) a najgrubsze ryby nałykają się płotek i powstanie magnateria 2.0. A to wszystko dzięki socjalnemu pojmowaniu sprawiedliwości i miejsca pracy w życiu. Będziem mieli Wielki Wschód, z którego tak ochoczo spieprzyliśmy.

Cytat: Zasada Ferdynanda Kiepskiego - "tak robić, żeby zarobić, a się nie narobić" jest właśnie działaniem ekonomicznym. Dzięki tej zasadzie wzrasta bogactwo narodów, dzięki niej możliwy jest postęp techniczny i moralny. A kiedy tylko prosty człowiek próbuje ją w życiu stosować, jest wyśmiewany i krytykowany. Przez niby to liberałów, którzy właśnie powinni go wspierać i dawać innym za przykład. Nikt jakoś na serio nie twierdzi "chciwość rolników obniża produktywność konsumentów żywności, rolnicy powinni pracować więcej i sprzedawać taniej, żeby produktywność była większa". Gdyby ktoś tak na serio myślał, to nazwałbym go komunistą. Toteż tak samo nazywam ludzi, którzy wmawiają innym, że powinni pracować więcej i nie domagać się większej zapłaty. Ci, którzy tak wmawiają, to są komuniści.

Serio? Rolnicy sami z siebie chcą produkować więcej i sprzedawać taniej. To się nazywa produkcja hurtowa. Zapewnia szybki zbyt, szybki transfer pieniędzy i co najważniejsze, więcej pieniędzy. Kto ma więcej, ten kto na tym samym areale wyprodukował 5000 główek kapusty po 1 zł czy ten co wyprodukował tysiąc po dwa złote? Bo ten drugi się mniej uzapierdala, mniej w produkcję włoży i jeszcze będzie musiał szukać kupców detalicznych, a i miejsce na przechowanie bedzie musiał mieć. Rynek działa podług efektywności. I trzeba większych nakładów - czasu, pracy, środków, aby więcej zarobić. Życie to nie bajka o Kopciuszku, której Madka Kszesna wyczarowała z dupy karocę i księdza z bajki.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Geez, kolejny liberalny wysryw.

Cytat:Oj, chyba nie do końca. Gość gani jednostki z pokolenia nazywanego Milenialsami za to, że zamiast dążenia do bogacenia się i wkładania w to maksymalnego wysiłku i zaangażowania, ci nie zmniejszają swoich aspiracji, a pozostają przy minimalnym wkładzie własnym. Rozczarowani, że gołąbki same nie lecą do gębki, dają się kupić obietnicami spełnienia marzeń o wygodzie przy braku wysiłku. Całkiem rozsądna konkluzja.

Po prostu millenialsi (przynajmniej niektórzy, jak widać) wiedzą, że sukces jest udziałem nielicznych, a ciężka praca nie oznacza od razu bogacenia się. Mit "od zera do milionera" nie trzyma się już tak tego pokolenia.


Cytat:Życie jest po to, aby je przeżyć. Praca i wysiłek konstytuują zaś to kim się jest i jak się życie przeżywa. Może to i dla socjalistów smutne, ale z reguły bezrobotni i bezwysiłkowi to są ludzie z kompletnych patologicznych nizin, którzy żerują na systemie świadczeń socjalnych. Jak się normalnego człowieka zapytać kim jesteś to wymieni łańcuszek określeń odnoszących się do niego osobiście, do zawodu i grup społecznych, do których należy. Pytając świadczeniobiorcę, który się szkołą ni pracą nie skalał, dowiedzieć się można najwyżej, że się nazywa XYZ, czyli, że jest społecznie upośledzony. Fakt transferowania komuś takiemu środków nie zmienia jego społecznego położenia a jedynie zapewnia byt na lepszym poziomie niż zasługuje. To zaś jest traktowane jako jawna niesprawiedliwość, bo jest robiona kosztem tych, którzy swój czas (najcenniejszy zasób nieodnawialny), poświęcali na pracę, nie na hedonizm, na koszt społeczeństwa. Dlatego libki przyjebują się do żula Mietka a nie do Paris Hilton. Bo Mietek jest pasożytem społecznym, a Paris ma swoje zasoby, bo ktoś kiedyś w jej rodzinie zapieprzał za trzech, i o zgrozo, nawet ona chcąc się hedonistycznie dowartościować, potrafi tą kasę pomnażać.

Kolejne powielanie mitu, że bogactwo rodzi się z zapieprzania.


Cytat:I znowu nie. Chodzi po prostu o to, żeby pensja przedstawiała realną zależność między stanem gospodarki a wartością pracy. Zawsze przecież można wziąć "godną pensję minimalną" na warsztat i jedną ustawą doprowadzić ją do poziomu 10 000/msc. Bo taka jest na Zachodzie. Gonić Zachód można na przynajmniej dwa sposoby. Pierwszy to stawianie konia przed wozem i ogłaszanie, że nowe programy socjalne muszą być na wysokości tych Zachodnich, bo dopiero wtedy bedzie dobrobyt. I drugi, który mówi, że żeby wydawać, to najpierw trzeba mieć i spory garb oszczędności, bo bez tego przyjdzie dołek i taka rozpierducha, że z mokrych snów o życiu w socjalnej Arkadii zostanie krach, bieda i masa ludzi, którzy ze sobą nic nie zrobili, bo nie musieli. Nie mają kwalifikacji, nie mają oszczędności, nie mają nic własnego ergo nie mają nic, bo żyli na cudzy koszt. Żeby dobrze zarabiać, to trzeba jednak coś umieć i kwalifikacje podnosić. Siedzenie na dupie i żądanie kokosów to zaś realne zjawisko. Z reguły im kto mniej pracy wsadził tym większych pensji żąda, "bo mu się nie opłaca".
No tak, bo pensje prezesów i dyrektorów rzeczywiście odźwierciedlają ich odpowiedzialność xDA Zachód trzeba gonić produktywnością, ale nie przez bezmyślny zapierdol, a innowacje i zmiany w zarządzaniu. Bo to one zwiększają produktywność.


Cytat:Ale to co pisze nawet kontrowersyjne nie jest. Poziom życia stale rośnie tam gdzie ludzie się bogacą. Jak utrzymać poziom wygodnego życia, bez podnoszenia kwalifikacji? Takich czarów nie ma. Chce się żyć jak na Zachodzie, to trzeba zapieprzać. Samo się nic nie zrobi.

Widzę mamy tu wyznawcę bezmyślnego zpierdolu, o którym wklejałem już tu na forum tekst. No więc to brednia, można mieć wygodne życie bez zapierdolu, zarabiając przy tym więcej niż zawody w których naprawdę ostro się zapierdala/pracuje dla społeczeństwa. Ot chujowa wycena liberalnego "rynku".


Cytat:Liberalizm jak nazwa wskazuje raczej nie zmusza nikogo do pracy. Zmusza do ponoszenia konsekwencji za własne działania i rozumiem, że to się może nie podobać. Wiele osób dostaje w takich sytuacjach mocno po dupie.

Po dupie dostają biedni, bogaci lądują na złotych spadochronach, mimo że to ich chciwość doprowadza do kryzysów. Jakie konsekwencje ponieśli odpowiedzialni za kryzys z 2008?
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
Ojojoj, wielkie oburzenie bo ktoś ma czelność powiedzieć cokolwiek krytycznego o ludziach przed czterdziestką xD Masz cobras:

[Obrazek: MASC-NA-BOL-DUPY-SMIESZNY-PREZENT-LEK-NA-ZAZDROSC]

Cobras napisał(a):Po prostu millenialsi (przynajmniej niektórzy, jak widać) wiedzą, że sukces jest udziałem nielicznych, a ciężka praca nie oznacza od razu bogacenia się. Mit "od zera do milionera" nie trzyma się już tak tego pokolenia.

Hahaha, żeby to chociaż była prawda:
https://www.businessinsider.com/american...019-4?IR=T
"More than 50% of them think they'll be millionaires one day"
"The investment-research platform YCharts found more than half of those ages 22 to 37 thought they'd become millionaires by age 45"

Aczkolwiek zgoda, ten artykuł to jest potworek - przede wszystkim ze względu na użycie tych debilnych kategoryzacji z Ameryki.
Nie mogę jednak się oprzeć:

[Obrazek: cz343bsd7yz31.jpg]
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Ale to co pisze nawet kontrowersyjne nie jest. Poziom życia stale rośnie tam gdzie ludzie się bogacą. Jak utrzymać poziom wygodnego życia, bez podnoszenia kwalifikacji? Takich czarów nie ma. Chce się żyć jak na Zachodzie, to trzeba zapieprzać. Samo się nic nie zrobi.
Samo nie. Ale samo zapieprzanie to trochę za mało. Bogaci się nie ten, kto więcej pracuje, ale ten, który skutecznie sprzedaje wyniki swojej pracy.

Cytat:Robol tnący koszty to taki, który podejmuje wysiłek dążący do wzrostu czyli podniesienia swojego poziomu życia.
Toż przecież zmniejszenie ilości pracy przy tej samej ilości pieniędzy jest oczywistym podniesieniem poziomu życia.
Cytat:Nigdy, do niedawna, nie było tak, że się nie miało żadnych zasobów, albo mialo mało i nic z nimi nie robiło a poziom życia rósł. Dzisiaj jest to możliwe, bo pracujący kredytują socjalnych świadczeniobiorców. Tylko idiota nie zdaje sobie sprawy, że ten rachunek przyjdzie kiedyś zapłacić i zapłacą go nie ci co z kredytu żyli, tylko ci co kasę dawali, bo pierwsi nie będą mieli ani kasy, ani kwalifikacji aby się po krachu odbić.
No dobra, a ryby giną bez wody. Co to jednak ma wspólnego z tą wypowiedzią, którą cobras zacytował? Tam nie ma mowy o ludziach, którzy chcą pasożytować na państwie, tylko o ludziach, którzy szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum uważając, że należy im się godziwa zapłata.
Chciałbym poznać twój rok myślenia, który doprowadził cię do utożsamienia równowagi w życiu zawodowym i prywatnym z menelstwem i pasożytnictwem społecznym.

Cytat:Serio? Rolnicy sami z siebie chcą produkować więcej i sprzedawać taniej. To się nazywa produkcja hurtowa. Zapewnia szybki zbyt, szybki transfer pieniędzy i co najważniejsze, więcej pieniędzy. Kto ma więcej, ten kto na tym samym areale wyprodukował 5000 główek kapusty po 1 zł czy ten co wyprodukował tysiąc po dwa złote? Bo ten drugi się mniej uzapierdala, mniej w produkcję włoży i jeszcze będzie musiał szukać kupców detalicznych, a i miejsce na przechowanie bedzie musiał mieć.
Szukanie kupców też wliczamy w zapierdalanie. Trzeba by obliczyć, ile każdy z nich ma na roboczogodzinę, wliczając w to wszystkie czynności okołozarobkowe.  W każdym razie, zwiększanie wydajności produkcji to jest właśnie wynik działania lenistwa, czyli chęci pracowania mniej na każdą złotówkę.
Cytat:Rynek działa podług efektywności. I trzeba większych nakładów - czasu, pracy, środków, aby więcej zarobić. Życie to nie bajka o Kopciuszku, której Madka Kszesna wyczarowała z dupy karocę i księdza z bajki.
Nie jest to również bajka o siedmiu krasnoludkach, którzy radośnie pracują w jakiejś kopalni, ale nic nie wiadomo o tym komu i za ile sprzedają urobek i jak właściwie królewna Śnieżka płaci za użytkowanie ich lokalu. W tym wypadku wkład królewny polegał chyba na utrzymywaniu krasnoludków w przekonaniu, że zajebiście jest pracować dla samej satysfakcji z pracy. Ja już z dwojga rodzaju pasożytów wolę tych twoich meneli niż królewny, bo meneli nikt nie przedstawia jako przykład cnót.

Łazarz napisał(a): "More than 50% of them think they'll be millionaires one day"
"The investment-research platform YCharts found more than half of those ages 22 to 37 thought they'd become millionaires by age 45"

Ja też obawiam się inflacji Uśmiech
Odpowiedz
cobras napisał(a): Geez, kolejny liberalny wysryw.


O, merytoryka wypowiedzi na poziomie Duży uśmiech

Cytat:Po prostu millenialsi (przynajmniej niektórzy, jak widać) wiedzą, że sukces jest udziałem nielicznych, a ciężka praca nie oznacza od razu bogacenia się. Mit "od zera do milionera" nie trzyma się już tak tego pokolenia.


Sukces jest udziałem tych, którzy jakoś pracują i robią to z głową. Podejrzewam, że zapierdol po 12 godzin dziennie 6 dni w tygodniu jest możliwy i nieopłacalne, ale ja się jeszcze z takim zjawiskiem nie spotkałem.Zawsze zapierdalacz ma z tego jakiś profit, albo dużo więcej kasy niż normik, albo coś ekstra w postaci np. możliwości wypożyczenia sprzętu z roboty, zabrania napoczętych końcówek materiałów czy coś. Jeszcze nie spotkałem aż tak wielkiego frajera, który by zapierdalał z własnej woli i nic z tego nie miał. Natomiast spotkałem takich, dla których stawki za, które ja robiłem były uwłaczające ich godności. Co poradzić, jestem frajerem i nie narzekam.

Cytat:Kolejne powielanie mitu, że bogactwo rodzi się z zapieprzania.


Jak się mądrze zapieprza to są tego efekty. Jedyne osoby zapierdalające i żyjące w czarnej dupie jakie mi na myśl przyszły to fizole z nałogami. Tutaj faktycznie może się zdarzyć, że długotrwały zapierdol nie przynosi efektu, bo konsumpcja bieżąca jest droga, nawet pić nie musi, aby fajki palił jak smok. Przy dzisiejszych cenach paląc paczkę dziennie puszczałby z dymem grubo ponad 500 złotych przy kosztach życia singla wynoszacych minimum te 2k to zarabiając około 3k na rękę ma faktycznie niewielkie pole manewru, bo wystarczy jakaś drobna przyjemność raz czy dwa w miesiącu, albo zakup ponad stałe wydatki i klops. Ale nikt nie musi mieć nałogów jeżeli chce mieć kasę.

Cytat:
No tak, bo pensje prezesów i dyrektorów rzeczywiście odźwierciedlają ich odpowiedzialność xDA Zachód trzeba gonić produktywnością, ale nie przez bezmyślny zapierdol, a innowacje i zmiany w zarządzaniu. Bo to one zwiększają produktywność.


Pensje dyrektorów i prezesów w większości przypadków i owszem odzwierciedlają. W Polsce dominują MSP, dyrektorka zakładu 15 osobowego zarabia raczej średnią krajową aniżeli więcej. To przy instytucjach molochach nie odzwierciedlają, bo i wcale nie mają tego robić. Tam mają zwabiać na stołki największe piranie, które nie dadzą się zeżreć innym. I to z reguły u tych molochów jest zapierdol bardziej cywilizowany z owocowymi wtorkami i karnetem na basen.


Cytat:Widzę mamy tu wyznawcę bezmyślnego zpierdolu, o którym wklejałem już tu na forum tekst. No więc to brednia, można mieć wygodne życie bez zapierdolu,


No ba. Mieszkanie z MOPSu, trzy razy 500+, rodzinne i okresówka, ubrania z darów, żarcie z Caritasu i żyć nie umierać. Jeszcze ruskimi papierosami po handlować i wódą, marysią, albo w melinie zrobić zbiórkę rzeczy niepotrzebnych właścicielom i już w zasadzie jest zajebiście. Pracy minimum a poziom i pion się trzyma. A poważnie to nie wiem czy jest na ziemi taki frajer, który zapierdala z własnej woli za miskę ryżu. Ja takiego zwierza jeszcze nie widziałem.


Cytat:
zarabiając przy tym więcej niż zawody w których naprawdę ostro się zapierdala/pracuje dla społeczeństwa. Ot chujowa wycena liberalnego "rynku".


Akurat rynek nie wycenia pracy budżetówki, a tam się zarabia naprawdę gówniane pieniądze za pracę dla społeczeństwa. Fizolem jestem i z tego co widzę, to raczej adekwatne do wysiłku zarobki są osiągalne. Fakt, trzeba zapieprzać, ale lepsze to niż minimalna pensja za robotę za biurkiem. Nie widzę tu niesprawiedliwości.
Prosta biurowa robota jest o wiele mniej męcząca niż fizyczna praca. Do tej pierwszej jest tabun chętnych, do tej drugiej są regularne deficyty to i pensje są lepsze, bo nie ma komu robić. Logiczne.

Cytat:Po dupie dostają biedni, bogaci lądują na złotych spadochronach, mimo że to ich chciwość doprowadza do kryzysów. Jakie konsekwencje ponieśli odpowiedzialni za kryzys z 2008?

A kto był odpowiedzialny? Ci co dawali kasę na kredyt, czy Ci co je brali a nie mieli z czego spłacić? Jak się chce żyć ponad stan to zawsze się skończy źle. Dobrobyt trzeba sobie wypracować.


ZaKotem napisał(a): Samo nie. Ale samo zapieprzanie to trochę za mało. Bogaci się nie ten, kto więcej pracuje, ale ten, który skutecznie sprzedaje wyniki swojej pracy.


Efektywność to pochodna pracy, jak się pracuje więcej to się efekt skali włącza. Jak mówił Stalin, ilość jest jakością samą w sobie. Zapierdalacz nie musi być wybitnym akwizytorem swojej roboty, jeżeli pracuje na akord albo na godziny to i tak zarobi więcej. Inna sytuacja jest przy pracy na etat, wtedy się zgodzę. Ale kto zapierdala na etacie więcej niż musi, jeżeli robota nie wiąże się z awansem i... mniejszą ilością roboty, którą zleci się podwładnym?

Cytat:Toż przecież zmniejszenie ilości pracy przy tej samej ilości pieniędzy jest oczywistym podniesieniem poziomu życia.


I wskazuje na ścisłe powiązanie pracy z pieniądzem. Jak się jakoś sztucznie ten efekt zaburza to następuje oderwanie ilości forsy od ilości pracy czyli do inflacji. Niezależnie czy infloduje praca czy pieniądz to skutek jest ten sam. Bieda. Rentier może sobie pozwolić na carpediem ze szklaneczką koniaku, bo żyje z zebranych zasobów. Jak inaczej niż gromadząc dobra pozwalające na siedzenie na dupie bez ponoszenia konsekwencji bezrobocia sobie na to pozwolić?

Cytat:No dobra, a ryby giną bez wody. Co to jednak ma wspólnego z tą wypowiedzią, którą cobras zacytował? Tam nie ma mowy o ludziach, którzy chcą pasożytować na państwie, tylko o ludziach, którzy szukają równowagi w życiu zawodowym i prywatnym, chcą pracować konieczne minimum uważając, że należy im się godziwa zapłata.
Chciałbym poznać twój rok myślenia, który doprowadził cię do utożsamienia równowagi w życiu zawodowym i prywatnym z menelstwem i pasożytnictwem społecznym.


No ja empatyczny jestem i sobie zadaję pytanie jak osiągnąć przedstawiony cel, czyli "mieć dużo a robić mało?"

No i wychodzi mi, że:
a) Trzeba dużo, dużo zapierdalać. Nabierać kupę forsy, pomnożyć i zostać rentierem.
b) Trzeba zebrać dużo ludzi i wymusić wprowadzenie zmian polegających na tym, że ja i ci zebrani dostaniemy ten hajs z jakiegoś źródła. Może to być zrzuta na Kickstarterze (mało prawdopodobna), może to być wymuszenie wysokiej pensji minimalnej, a jako, że to pomysł durny, bo doprowadzi do zwolnienia części zwolenników mój postulat popierających, to
c) Niech nam redystrybuują hajs bez jakichś wymyślnych progów i udziwnień. Jako, że nic z próżni się nie bierze, to musieli by zabrać pracującemu, czyli przy wysokim stopniu redystrybucji praca mi się nie opłaca, bo wtedy musiałbym zgodzić się na przerzucanie mojej własnej kasy z kieszeni do kieszeni i to z potrąceniem prowizji pośrednika. Magicznym więc sposobem praca osiągalny dla mnie i kolektywu mnie wspierającego przestaje się opłacać. Nikt z nas nie jest wysoko wykfalifikowanym pracownikiem, bo ci siłą rzeczy zarabiają dużo i nie zawracają sobie życi lataniem za kwotą wystarczającą do nicnierobienia. Oni chcą więcej. Musimy więc zarabiać mało albo wcale, żeby dysponować dużą ilością czasu i pieniądza jednocześnie. Jeżeli zwiększymy wysiłek i kwalifikacje to transfer będzie ucięty, bo wiadomo, że ktoś musi zarabiać, żeby brać mógł ktoś. Tak więc arkadyjski balans marzy się albo leniwym idiotom, albo leniwym cwaniakom. I jedno i drugie to rodzaj społecznego pasożyta.


Cytat:Szukanie kupców też wliczamy w zapierdalanie. Trzeba by obliczyć, ile każdy z nich ma na roboczogodzinę, wliczając w to wszystkie czynności okołozarobkowe.  W każdym razie, zwiększanie wydajności produkcji to jest właśnie wynik działania lenistwa, czyli chęci pracowania mniej na każdą złotówkę.


Tyle, że inteligentne lenistwo prowadzi do maksymalizacji zysków i przynajmniej początkowego wymuszenia zwiększenia nakładów. Najczęściej nakładów pracy właśnie, bo skądś pieniądz trzeba wziąć i o losie najpierw trzeba go... zarobić. A potem pieniądz robi pieniądz o ile się go durnowato nie przepuści.

Cytat:Nie jest to również bajka o siedmiu krasnoludkach, którzy radośnie pracują w jakiejś kopalni, ale nic nie wiadomo o tym komu i za ile sprzedają urobek i jak właściwie królewna Śnieżka płaci za użytkowanie ich lokalu. W tym wypadku wkład królewny polegał chyba na utrzymywaniu krasnoludków w przekonaniu, że zajebiście jest pracować dla samej satysfakcji z pracy. Ja już z dwojga rodzaju pasożytów wolę tych twoich meneli niż królewny, bo meneli nikt nie przedstawia jako przykład cnót.

Tyle, że krasnoludki zapierdalały zanim im się Śnieżka objawiła. A i skoro mieli chatę ośmioosobową, prężnie działające konsorcjum, mieli nadwyżki zdolne utrzymać w zdrowiu i urodzie babsko w krasnalskim rozmiarze XXL i jeszcze starczało na zbytki od Czarownicy to chyba im się ten zapierdol opłacał. Nawet jeżeli Śnieżka to było pasozytnicze zwierzątko domowe, żerujące na boguduchawinnych przedsiębiorcach. Tylko w głowę zachodzę jakim cudem by im wmowiła, że muszą na nią zapierdalać kompletnie za friko? Może przenosiła takiego grzyba co robi z mrówek posłuszne Zombie? Może zmuszała ich przemocą? A może wykonywała dla nich pracę jakieś, a oni w zamian dawali jej wikt i opierunek? No nie wiem co Śnieżka mogła by innego im dać, ale ewidentnie jej magiczny wpływ typu "Make Zapierdol Great Again!", mi się ekonomicznie uzasadnić nie chce inaczej niż wymianą barterową usług.
Odpowiedz
Gawain napisał(a): No ja empatyczny jestem i sobie zadaję pytanie jak osiągnąć przedstawiony cel, czyli "mieć dużo a robić mało?"

No i wychodzi mi, że:
d) Wyjechać na zmywak. Da się nieźle żyć i odkładać robiąc choćby i 30 godzin w miesiącu.
Gawain napisał(a): No nie wiem co Śnieżka mogła by innego im dać, ale ewidentnie jej magiczny wpływ typu "Make Zapierdol Great Again!", mi się ekonomicznie uzasadnić nie chce inaczej niż wymianą barterową usług.
Nie drążmy tego tematu Uśmiech
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Gawain napisał(a): A poważnie to nie wiem czy jest na ziemi taki frajer, który zapierdala z własnej woli za miskę ryżu. Ja takiego zwierza jeszcze nie widziałem.

Znam ludzi, którzy potrafią wynosić gruz za 50 zł dniówki. I malarza, który maluje za 4zł/m2 gdzie minimalnie bierze się teraz 15 zł/m2. I młodych chłopaczków po szkołach średnich i zawodówkach, którzy jako pomocnicy na budowie mieli po 7-8-9 zł/h. Wiele lat temu pracując przy remontach u janusza biznesu wychodziło mi 6zł/h.

Dużo zależy od świadomości danego człowieka - na ile orientuje się w stawkach za daną robotę. Wielu januszy bazuje/żeruje na nieświadomości swoich pracowników.

---

https://www.wp.pl/?s=https://www.money.p...mpaign=sgf

Cytat:Wchodzę na konto, a tam wypłata za listopad niższa o prawie 1,5 tys. zł. Przez chwilę myślałem, że to jakiś błąd - mówi nam pan Krzysztof. Ale to żaden błąd. W podobnej sytuacji może być prawie milion Polaków, choć nie wszyscy przeżywają tę chwilę zaskoczenia w listopadzie.

Ten, kto zarabia dużo, musi też więcej oddawać państwu. I zamiast 18 proc. od wszystkiego, co zarobi ponad 85 528 zł, płaci już 32 proc. podatku.

Z roku na rok w takiej sytuacji jest coraz więcej Polaków. I to wcale nie chodzi tylko o prezesów, dyrektorów czy najwybitniejszych informatyków. Z ostatnich danych resortu finansów wynika, że w 2017 roku takich osób było ponad 860 tysięcy. Dla porównania - w 2009 roku było to około 350 tys. Polaków.

A przecież ostatnie dwa lata to spory wzrost wynagrodzeń w gospodarce. Nie przesadzimy więc, jeśli założymy, że w 2019 roku liczba takich osób może zbliżać się do miliona.

O tym, że są w krajowej awangardzie, pracownicy dowiadują się często dopiero po wypłacie. - Pensja za listopad była niższa o prawie 1,5 tys. zł od tej z października - mówi money.pl pan Paweł, inżynier w jednej z międzynarodowych korporacji.

U niego w zespole problem dotyczy wielu osób, bo poziom zarobków jest mniej więcej podobny. - U mnie to wygląda bardzo podobnie. Początkowo nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale koledzy szybko mnie uświadomili - dodaje Krzysztof, który w firmie pracuje od nieco ponad roku. Taka sytuacja zdarza mu się po raz pierwszy w życiu.

10 lat temu na przekroczenie progu trzeba było zarabiać 3 razy tyle, ile wynosi średnia krajowa. Dziś jest to już niespełna dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia. Co nadal nie zmienia faktu, że zdaniem GUS jest to dużo.
Ci, którzy zarabiają około 7 tys. zł na rękę co miesiąc, mogą się zdziwić, gdy zobaczą wypłatę za listopad. To właśnie w tym miesiącu ich dochody przekraczają próg 85 528 zł.
I od wszystkiego, co ponad to, trzeba już oddawać państwu 32 proc. Im wyższe zarobki, tym przekroczenie progu wypada wcześniej.

Kapitan Państwo czuwa aby zbyt pracowici i zbyt bogaci nie byli zbyt bogaci. Dla jednych 500+, dla innych 1500- Duży uśmiech
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości