Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Niemcy
#21
Gawain napisał(a): Czemu ten wątek jest w dziale humor?

Był chyba z taką intencją założony, ale jego losy potoczyły się inaczej Oczko

DziadBorowy napisał(a): A jak ci debile mają dokonywać zmian w prawie EU?

Nijak. Nie oczekuję tego od nich. Chciałbym tylko, żeby polskie prawo zmienili i obciążenia podatkowe zmienili tak, żeby firmy założone w Polsce mogły konkurencyjnie działać na terenie Niemiec. Nie wiem czy byłoby to wykonalne, bo się nie znam. Taki tylko luźny pomysł rzuciłem.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#22
DziadBorowy napisał(a): Od XV wieku obowiązuje prosta zasada: Polska jest niepodległa tylko wtedy, gdy ma dyplomatów i jurystów, którzy potrafią jej stanowisko skutecznie przedstawić na europejskim forum – po łacinie, po francusku, po angielsku. To ważniejsze od huzarów, ułanów i czterech pancernych.

Tu już nawet nie chodzi o oficjalne stanowisko, bo nie od dziś wiadomo, że politykę uprawia się przede wszystkim zakulisowo - w zaciszu gabinetów oraz hotelowych restauracji. 
I to bez obecności tłumaczy.
Dlatego dopóki umiejętność płynnego posługiwania się przynajmniej j. angielskim (i komunikatywnym francuskim) nie będzie dla europosłów wymogiem bezwzględnym, dopóty będziemy tam tylko nic nieznaczącymi pariasami.
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#23
Poligon. napisał(a): Dlatego dopóki umiejętność płynnego posługiwania się przynajmniej j. angielskim (i komunikatywnym francuskim) nie będzie dla europosłów wymogiem bezwzględnym, dopóty będziemy tam tylko nic nieznaczącymi pariasami.
To byłby kiepski pomysł. Im bardziej europosłowie PiS są pariasami, tym lepiej dla Polski. To kumaci wyborcy powinni mieć o tym pojęcie i wybierać ludzi znających języki obce.
Odpowiedz
#24
lumberjack napisał(a): Nijak. Nie oczekuję tego od nich. Chciałbym tylko, żeby polskie prawo zmienili i obciążenia podatkowe zmienili tak, żeby firmy założone w Polsce mogły konkurencyjnie działać na terenie Niemiec. Nie wiem czy byłoby to wykonalne, bo się nie znam. Taki tylko luźny pomysł rzuciłem.

Znajomy budowlaniec, robił u mnie płot murowany i ogródek, raczej nie narzeka na konkurencyjność. I dzięki temu, że firma jest w Polsce a on w Niemczech, omija VAT. Nie wiem, na ile to oficjalnie / legalnie, ale on sam twierdził, że jak najbardziej (choć ma być kiedyś zniesione).

ZaKotem napisał(a): To byłby kiepski pomysł. Im bardziej europosłowie PiS są pariasami, tym lepiej dla Polski. To kumaci wyborcy powinni mieć o tym pojęcie i wybierać ludzi znających języki obce.

Bodajże u Dostojewskiego było o Polakach, którzy ni w ząb nie umieli po rosyjsku, a jak mówili to straszliwie łamali słowa. Ale jak mieli zeznawać przed sądem, to nagle umieli. Tak trochę stereotypowo widzę PiS, nie wiadomo, czy oni umieją czy nie umieją, ale przed wyborcą nie mogą się tym zdradzić, tym bardziej w EU-Parlamencie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#25
Cytat:Trybunał Konstytucyjny Niemiec podważył wyrok TSUE. "El Confidencial": mroczny precedens

"Najważniejszy kraj UE mówi Unii, że to on w ostatniej instancji ocenia jej działania” - pisze hiszpański dziennik "El Confidencial". Gazeta zauważa, że wyrok niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego zaszachował Europejski Bank Centralny (EBC) i całą Unię Europejską.

We wtorkowym orzeczeniu niemiecki Trybunał Konstytucyjny sprzeciwił się wydanemu w grudniu 2018 r. przez Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) wyrokowi akceptującemu działania Europejskiego Banku Centralnego w ramach prowadzonego od 2015 r. programu kupowania obligacji państwowych, uznał ten program za „częściowo niekonstytucyjny”, w związku z czym „Bundesbank nie weźmie udziału w implementacji decyzji CBE”.

Według hiszpańskiego dziennika, wyrok jest istotny dla całego obszaru europejskiego. "Trybunał krajowy stwierdził, że wyrok trybunału europejskiego nie jest ważny, i że działania EBC nie są zgodne z prawem, w związku z czym nie czuje się nimi związany" pisze gazeta. Oprócz tego "nawet jeżeli EBC miał legitymację do podjęcia takich środków, to z powodu ignorowania skutków, jakie mogą spowodować w polityce gospodarczej, dany kraj nie weźmie w nich udziału (chyba, że nadejdzie odpowiednie uzasadnienie w ciągu 3 miesięcy)" - relacjonuje dziennik.

To bardzo poważne - ocenia "El Confidencial" - Gdyby o tym było wiadomo wcześniej, wiele krajów odmówiłoby wypełniania decyzji UE i wyroków jej trybunału, argumentując, że nie wzięły pod uwagę wszystkich skutków. Jako przykład dziennik podaje decyzje Unii Europejskiej zobowiązujące kraje unijne do prowadzenia polityki oszczędności, która "nie brała pod uwagę skutków, jakie powodowała (bezrobocie, i redukowanie i pogorszenie usług publicznych, trudności w rozwoju gospodarek krajowych)".

Ten wyrok niemieckiego TK tworzy mroczny precedens w UE - komentuje dziennik.
Zdaniem "El Confidencial", problem jaki stworzył wyrok TK zostanie szybko rozwiązany (maksymalnie w ciągu 3 miesięcy), a tymczasem pomoże Niemcom grozić, że nie wezmą udziału w programie zakupu obligacji EBC, jeżeli kraje południa Europy będą działały wbrew ich woli. "To będzie potężna broń negocjacyjna państw silniejszych wobec słabszych” - ocenia dziennik.

Gazeta stwierdza, że sytuacja Europy jest podobna do sytuacji na arenie międzynarodowej. „Stany Zjednoczone nie skończyły z globalizacją, są od niej w tym momencie za bardzo zależne, ale od lat reorganizują relacje międzynarodowe na swoją korzyść".

"Niemcy znajdują się na tej samej pozycji wobec UE - nie chcą jej rozbicia, ale takiej reorientacji, która byłaby dla nich korzystna" - twierdzi "El Confidencial".

"Mówi się, że w sytuacji kryzysowej Niemcy i Holandia znalazły się pod presją swojego elektorat i coraz silniejszej skrajnej prawicy (...). Ale to naiwne spojrzenie. To nie jest ekstremalna prawica, ale rząd Niemiec. Na tym bowiem polega deglobalizacja - na rozbijaniu reguł postępowania wspólnotowego, kiedy nie są (dla danych krajów) korzystne, albo nie są zgodne z ich interesami. To zrobiły Stany Zjednoczone i taka jest pokusa Niemiec wobec Europy. Wyrok Niemieckiego Trybunału to krok w tym kierunku" - konkluduje dziennik.


https://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-...ns/q3fgqq1

Zaczynam odnosić wrażenie pogłębiającego się chaosu - nie tylko w Polsce, ale i w naszej łunii i na świecie :/
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#26
Niedobrze się stało.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#27
TSUE odpowiedział niemieckiemu TK:

Cytat:Wyrok wydany w trybie prejudycjalnym wiąże sąd krajowy przy rozstrzyganiu sporu - oświadczył w piątek Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE), odnosząc się do decyzji niemieckiego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.

"W celu zapewnienia jednolitego stosowania prawa Unii jedynie Trybunał Sprawiedliwości, powołany w tym celu przez państwa członkowskie, jest właściwy, by stwierdzić niezgodność aktu instytucji Unii z prawem Unii" - podkreślono w oświadczeniu służb prasowych TSUE.

We wtorkowym orzeczeniu niemiecki Trybunał Konstytucyjny sprzeciwił się wydanemu w grudniu 2018 r. przez Trybunał Sprawiedliwości UE wyrokowi akceptującemu działania Europejskiego Banku Centralnego w ramach prowadzonego od 2015 r. programu kupowania obligacji państwowych. To pierwszy przypadek, w którym Federalny Trybunał Konstytucyjny uznał, że działania i decyzje organów UE były sprzeczne z europejskimi przepisami kompetencyjnymi. Dlatego zdaniem FTK nie mają one w Niemczech mocy prawnej.

Trybunał Sprawiedliwości UE zaznaczył w piątek, że rozbieżność opinii co do ważności aktów unijnych instytucji między sądami państw członkowskich mogłaby podważyć jedność unijnego porządku prawnego. A to przyniosłoby uszczerbek pewności prawa. "Podobnie jak wszystkie organy państw członkowskich sądy krajowe są zobowiązane do zapewnienia pełnej skuteczności postanowień prawa Unii. Jedynie w ten sposób może zostać zagwarantowana równość państw członkowskich w ramach utworzonej przez nie Unii" - zaznaczył TSUE

TK Niemiec sam w swej głupocie sprawił teraz prezent pisowcom:

Cytat:Niemiecka prasa oceniła, że wyrok Trybunału w Karlsruhe jest "historyczny", bo pierwszy raz zwraca się przeciwko wykładni Trybunału Sprawiedliwości UE, a decyzja ta może też zachęcić Polskę i Węgry do kwestionowania wyroków TSUE.

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł zaznaczył, że wtorkowy wyrok niemieckiego Trybunału "potwierdza rację Polski w sporze z Komisją Europejską". "To jest wskazówka dla wszystkich tych, którzy każą nam klękać przed wyrokami TSUE" - ocenił. "Mówimy jasno, że tożsamość konstytucyjna każdego z państw członkowskich jest zagwarantowana, również w traktatach" - dodał.

Również prezes TK Julia Przyłębska oceniła, że niemiecki TK potwierdził, że krajowe trybunały konstytucyjne są sądami ostatniego słowa.

Komisja Europejska potwierdziła z kolei prymat prawa UE nad prawem krajowym, zapowiadając szczegółową analizę niemieckiego orzeczenia.

https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1...ajowe.html

O matko
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#28
Cytat:W sobotę 30 maja dojdzie do komercyjnego uruchomienia nowej niemieckiej elektrowni węglowej. Swój sprzeciw przeciwko tej decyzji wyraziła aktywistka klimatyczna Greta Thunberg. „Ci u władzy kłamali” - napisała na Twitterze.

Niemiecki koncern Uniper poinformował, że 30 maja zostanie oddana do użytku komercyjnego nowa niemiecka elektrownia na węglu kamiennym Datteln 4. Już w kwietniu siłownia ta produkowała najwięcej mocy ze wszystkich niemieckich jednostek na węglu kamiennym. Tryb jej pracy wskazywał, że Datteln IV rozpoczęła normalne, komercyjne funkcjonowanie.

Podpięcie do sieci nowej „węglówki” w Niemczech oburzyło wielu aktywistów klimatycznych. Swój sprzeciw wyraziła m.in. Greta Thunberg. „W sobotę Uniper oraz fińska państwowa spółka Fortum otworzą nową elektrownię węglową Datteln 4 w Niemczech. Ci u władzy jawnie kłamali, kiedy mówili, że zależy im na przyszłości ich dzieci. Jeśli potrzebujecie dowodu, że ich słowa i obietnice są puste, oto i on” - napisała.


https://www.energetyka24.com/thunberg-kr...lamali-nas
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#29
Nic tak dobrze nie opisuje całej niemieckości w 15 sekund, jak ten filmik z lat 70 Uśmiech
Odpowiedz
#30
Cytat:Przez lata Merkel odmawiała nawet rozmowy z krytykami projektu, powtarzając w kółko, że jest to "projekt biznesowy" i sugerując, że interwencja polityczna byłaby niewłaściwa. I pomimo amerykańskich sprzeciwów taktyka pani kanclerz działała – przynajmniej do czasu, gdy na scenie pojawił się Donald Trump.

Od chwili objęcia urzędu, Trump nieustannie podkreśla wewnętrzną sprzeczność stanowiska Niemiec. Jak Niemcy mogą oczekiwać, że USA wykorzystają swoje wojska do obrony ich kraju, iedy jednocześnie zawierają lukratywne umowy gazowe z Rosją, czyli właśnie tym krajem, przed którym Niemcy potrzebują ochrony?

Jak dotąd Berlin nawet nie próbował poważnie odpowiedzieć na to pytanie. Ani włamanie się rosyjskich hakerów do Bundestagu, ani zabójstwo czeczeńskiego bojownika przez agentów Moskwy w biały dzień w centrum Berlina nie skłoniły Niemiec do ponownego rozważenia całej sprawy.

Zamiast tego niemieccy urzędnicy trwają na swoim defensywnym stanowisku, na amerykańskie obiekcje odpowiadając jedynie wyrażaniem wątpliwości co do motywacji i sposobu działania USA.

"Amerykanom nie chodzi o Rosję, oni po prostu chcą nam sprzedawać gaz z łupków", tego typu opinie często można usłyszeć w Berlinie w nawiązaniu do trwającego w USA boomu na gaz wydobywany metodą szczelinowania, na którą w Niemczech patrzy się krzywo ze względu na kwestie szkodliwości dla środowiska. Co więcej, Niemcy twierdzą, że eksterytorialne sankcje, które USA próbuje wyegzekwować od wszystkich podmiotów związanych z Nord Stream 2, nie są tylko wątpliwe, ale wręcz nielegalne w świetle prawa międzynarodowego.

Tego typu argumenty – bazujące na powszechnych w Niemczech stereotypach na temat nie znającego żadnych ograniczeń amerykańskiego kapitalizmu i arogancji Amerykanów – pomogły niemieckim zwolennikom Nord Stream 2 (szerokiej, bezpartyjnej koalicji sił politycznych i przemysłowych) unikać odpowiedzi na trudne pytania o to, dlaczego warto narażać na szwank relacje Niemiec z USA i innymi kluczowymi sojusznikami.

Inaczej mówiąc: udało się przekształcić dyskusję o Nord Stream 2 w dyskusję o Trumpie. Nawet jeśli przyjmiemy argument, że sprzeciw Trumpa wobec projektu ma źródło w chęci sprzedaży amerykańskiego gazu do Europy, nie zmniejsza to bardziej fundamentalnych wątpliwości związanych z całą umową.

Narracja niemieckich kręgów politycznych i mediów jest taka, że zarówno ostatnia decyzja o wycofaniu z Niemiec około 12 tys. amerykańskich żołnierzy, jak groźby sankcji związanych z Nord Stream 2, to po prostu małostkowa próba odegrania się na Angeli Merkel za odrzucenie zaproszenia jej przez Trumpa do udziału w spotkaniu grupy G7, które miało się odbyć w Waszyngtonie jesienią bieżącego roku (choć ostatecznie zostało odwołane).

To założenie jest fałszywe z dwóch powodów. Pentagon od początku roku po cichu przygotowywał przesunięcia amerykańskich wojsk – i, wbrew niemieckim twierdzeniom, ostrzegał o tym Berlin, co potwierdzają zaangażowani w ten proces zarówno niemieccy, jak amerykańscy urzędnicy. A amerykańskie plany sankcji związanych z Nord Stream 2 były gotowe na długo zanim Merkel powiedziała Trumpowi w maju, że nie pojedzie do Waszyngtonu.

Obsesja na punkcie niechęci do Trumpa osiągnęła w Berlinie taki poziom, że Niemcy przestali zdawać sobie sprawę, jak są postrzegani przez kluczowe postacie sceny politycznej USA, kraju, który bądź co bądź pozostaje ich najważniejszym partnerem zarówno strategicznym, jak handlowym.

Większość wysokich rangą niemieckich urzędników wydaje się myśleć, że jeśli uda im się przeczekać te burzę do listopada, to wszystko wróci do normy, jeśli tylko sondaże się potwierdzą, a Trump przegra walkę o reelekcję.

To niemal na pewno ogromna naiwność.

Do chwili śmierci w 2018 r. amerykański senator John McCain – który zdecydowanie nie był ani przyjacielem Trumpa, ani wrogiem Niemiec – nie krył swojej frustracji z powodu nieustępliwej postawy Berlina w sprawie Nord Stream 2. Razem z innymi politykami McCain naciskał na amerykańską administrację, aby "wykorzystała wszelkie możliwe środki", aby zablokować ten projekt.

McCain nie był jedyny. Obawy w tej sprawie podziela dziś inny były amerykański senator i bliski przyjaciel McCaina: Joe Biden. Biden krytykował projekt rurociągu także po tym, jak przestał pełnić funkcję wiceprezydenta USA, nazywając go "kiepskim interesem" dla Europy. Od tego czasu nie powiedział nic, co sugerowałoby, że zmienił poglądy w tej sprawie.

Na razie lobby działające w Niemczech na rzecz Nord Stream 2 zdołało przekonać kraj, że spór z Waszyngtonem ma swoje korzenie w antyniemieckiej krucjacie Trumpa.

Już w listopadzie Berlin będzie chyba musiał poszukać nowego usprawiedliwienia.


https://www.onet.pl/informacje/onetwiado...n,79cfc278
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#31
Artykuł w połowie słuszny a w połowie bzdurny. To, że kwestie NS+NS2 nabrzmiewały od lat jest truizmem, a jedyną odmianą było to, że Trump działał w tym kierunku bardziej zdecydowanie niż poprzednicy. Autor artykułu popełnia jednak dwa poważne błedy i jedno przeoczenie:

Błąd 1: przesunięcie wojsk z Niemiec do Polski nie ma nic wspólnego z NS2, jest to uzasadnianie post factum, sam Trump wyraźnie mówił, że to kara za za mały wkład Niemców w obronność (przy czym facet nie rozróżnia nakładów wewnętrznych na wojsko od składki do NATO).

Pominięcie: wprawdzie NS + NS2 nabrzmiewały, ale nie było na niego "bata". Tym batem okazały się... wybory w USA. A konkretnie, wmieszanie się ruskich troli w celu pomocy dla.. Trumpa. Sankcje są karą za tamte akcje. Nikt nie spodziewał się, że Trump może jednocześnie uniknąć impeachmentu, udając że żadnej pomocy nie było, i w tym samym czasie wykorzystywać prawo powstałe w odpowiedzi na tę pomoc.


Błąd 2: to przesunięcie nie było przygotowywane, przynajmniej nie w kręgach wojskowych, generałowie byli zbyt widocznie zaskoczeni takim obrotem spraw. Być może jacyś cywile się w tym temacie mądrzyli, ale Trump tradycyjnie zaskoczył własne wojsko.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#32
lumberjack napisał(a):
Gawain napisał(a): Czemu ten wątek jest w dziale humor?

Był chyba z taką intencją założony, ale jego losy potoczyły się inaczej Oczko
Faktycznie.
Przeniosłem do działu 'polityka', bo jakoś Niemcy i humor mi się nie za bardzo kojarzą Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#33
Eee tam, znacie ten?

- Ilu Niemców potrzeba, żeby przykręcić żarówkę?
- Tylko jednego. Niemcy pracują bardzo efektywnie i nie lubią głupich dowcipów.

...
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#34
Najwięcej dla promocji humoru niemieckiego zrobili montypajtonowcy, z ich najśmieszniejszym dowcipem świata.

Szkoda, że zniknął gdzieś Steffen Möller, bo akurat dużo zrobił dla ocieplenia wizerunku ponurego Niemca, który "jest sztywny, jak kij, którym go za młodu bito" (cyt. Heine)
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#35
bert04 napisał(a): Nikt nie spodziewał się, że Trump może jednocześnie uniknąć impeachmentu, udając że żadnej pomocy nie było, i w tym samym czasie wykorzystywać prawo powstałe w odpowiedzi na tę pomoc.

No właśnie dążenie do impeachmentu było bardzo niemrawe i nikt nie miał złudzeń, że Trump zostanie obroniony.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#36
Żarłak napisał(a): No właśnie dążenie do impeachmentu było bardzo niemrawe i nikt nie miał złudzeń, że Trump zostanie obroniony.

No bez przesady, nikt nie sądził, że

- Trump skutecznie zakaże przesłuchaniu kluczowych świadków w postępowaniu przygotowawczym
- Senat zakaże dawaniu świadków, którzy nie uczestniczyli w postępowaniu przygotowawczym.

W ten sposób Senat wykoleił mechanizm impeachmentu, pozwalając oskarżonemu wybieranie świadków. Oczywiście w ramach administracji, ale gdyby za czasów Nixona takie coś było możliwe, facet nadal by urzędował.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#37
bert04 napisał(a): No bez przesady, nikt nie sądził, że

- Trump skutecznie zakaże przesłuchaniu kluczowych świadków w postępowaniu przygotowawczym
- Senat zakaże dawaniu świadków, którzy nie uczestniczyli w postępowaniu przygotowawczym.

W ten sposób Senat wykoleił mechanizm impeachmentu, pozwalając oskarżonemu wybieranie świadków. Oczywiście w ramach administracji, ale gdyby za czasów Nixona takie coś było możliwe, facet nadal by urzędował.


Ta... Nikt nie sądził, że republikański senat nie pozwoli na impeachment republikańskiego prezydenta (tym bardziej obecnego).
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#38
Cytat:Polska jest w niełasce. Niemcy obniżyły rangę spotkań międzypaństwowych i mówi się już o chłodzie w relacjach. "Die Welt" wskazuje jako przyczyny: negatywną w kwestii Niemiec narrację polskich mediów państwowych, kwestie praworządności i mniejszości seksualnych. Ale w tle są być może istotniejsze sprawy gospodarcze, czyli wzrost Polski kosztem sąsiada, blokowanie kluczowego dla Niemców Nord Stream i konkurowanie na polu transportu międzynarodowego.

[...]Ale jest też i spór gospodarczy o budowę kluczowego projektu rosyjsko-niemieckiego, czyli Nord Stream 2. Dopiero zmiana Donalda Trumpa na Joe Bidena na fotelu prezydenta największej gospodarki świata otwarła drzwi do finalizacji projektu drugiej nitki gazociągu pod Bałtykiem. Morska jego część została już ukończona. Brak silnego adwokata "polskich spraw" za oceanem wpłynął na ochłodzenie stosunków polsko-niemieckich - zauważa dziennikarz "Die Welt".

Niemieccy politycy zarzucają też Polsce demontaż praworządności i dyskryminację mniejszości seksualnych - to mają być kolejne powody chłodzenia relacji. W tle są jednak i wątki gospodarcze, być może dużo ważniejsze.

Polska, póki miała wsparcie USA, blokowała nie tylko sam Nord Stream, ale też blokuje pełne wykorzystanie niemieckiego gazociągu Opal, którym wzdłuż granicy z Polską na południe Niemiec, ale i do krajów na południe od Polski mogłoby płynąć więcej gazu z Nord Stream. Obecnie Gazprom może wykorzystywać zaledwie połowę jego przepustowości właśnie przez protesty Polaków i związaną z nimi decyzję Trybunału Sprawiedliwości UE.

Gaz to kluczowe paliwo energetyczne dla Niemców. Z elektrowni atomowych zrezygnowali po protestach Zielonych, z węglowych też rezygnują, więc jedyną alternatywą koniecznego uzupełnienia dla "zielonej energii" pozostaje gaz. Potrzebne będą duże jego ilości i Nord Stream 2 je zapewni. A Polska rzucała inwestycji kłody pod nogi i ją znacząco opóźniła, wykorzystując wsparcie USA (sankcje). Oczywiście blokowaliśmy we własnym interesie, starając się utrzymać dostęp do gazu jamalskiego, ale i w interesie Ukrainy, która na ewentualnym wycofaniu tranzytu rosyjskiego gazu straci grube miliardy dolarów.

Obecnie niemiecka gospodarka zużywa 95 mld m sześc. gazu, a obie nitki Nord Stream będą mogły go dostarczyć 110 mld m sześc.
Wyroby z Polski rozpychają się na niemieckim rynku

Co jednak może być sprawą równie ważną - Polska "wyciąga" przemysł z Niemiec. W silnym pandemicznym kryzysie przeprowadzanie zakładów produkcyjnych do wschodniego, tańszego jeśli chodzi o siłę roboczą sąsiada, może być dla niemieckich polityków co najmniej irytujące. Tak jak kiedyś irytujące były dla prezydenta Macrona informacje o wyprowadzaniu kolejnych fabryk do naszego kraju z Francji, czemu dawał wielokrotnie wyraz, szczególnie w kampanii wyborczej.

Produkcja przemysłowa Niemiec spadła w kwietniu o 1 proc. w porównaniu z marcem, a rok do roku wzrosła o tylko 26,4 proc. Dlaczego piszemy "tylko"? Bo w Polsce wzrost był aż 44,2-procentowy. A i tak u nas wskaźnik zaniżany jest regresem w górnictwie węgla. W kolejnym miesiącu - maju - polski przemysł poszedł w górę o 29,8 proc. rok do roku.

Eksport z Niemiec do krajów poza Unią w maju był o 3 proc. niższy niż w kwietniu. A towary z Polski coraz silniej rozpychają się na tamtejszym rynku. Polska od pandemii na stałe lokuje się już na drugim miejscu wśród największych eksporterów w UE na niemiecki rynek - po Holandii. Do Niemiec kierowaliśmy w bieżącym roku aż 28,8 proc. naszego eksportu, a import z Polski to dla Niemiec 5,9 proc. całości importu.

Choć urząd Destatis w danych statystycznych wskazuje stale nadwyżkę w obrotach z naszym krajem, to wynika to tylko z ujęcia w eksporcie towarów z Chin przeładowywanych w niemieckich portach. A co jeśli polskie porty przejmą część rozładunków i staną się atrakcyjne w miarę rozbudowy infrastruktury drogowej północ-południe?

Licząc handel według miejsca wytworzenia towaru, czyli bez chińskich towarów z niemieckich portów, nasza nadwyżka z Niemcami zbliża się już do 2 mld euro miesięcznie. Import spada, a eksport rośnie. Głównie akumulatorów do samochodów elektrycznych.

https://businessinsider.com.pl/wiadomosc...ki/z9pdmbr
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#39
Nie mam dostępu do oryginalnego niemieckiego artykułu (paywall się włączył) na którym opiera się onet. Generalnie Welt to taka sobie gazeta, mówiąc delikatnie, pochodzi z tej samej "stajni" co Bild i Fakt. Niemniej ten akurat korespondent wydaje się być solidny, to ten sam, którego Duda atakował imiennie w kampanii. Zastanawiają mnie trochę fakty wpisane, no bo jak produkcja przemysłowa ma być zaniżana przez wydobycie węgla, to inna działka przecież. PKB może być, ale nie produkcja. Tak mi się wydaje, ciężko sprawdzić. No i spora część z podawanych faktów to sprawy ciągnące się od lat i dekad, niewiele nowego. Poza zmianą na stołku w Waszyngtonie.

Pozytywnie zauważyłem, że artykuł na onecie prawidłowo opisuje motywy zapotrzebowania na rosyjski gaz w Niemczech. Pisałem o tym niedawno na forum w innym wątku. Niemcy zaplanowali wyjście z atomu oraz węgla, jednocześnie. Zanim OZE zaskoczą, muszą importować gaz w ilościach mega-hurtowych, inaczej plan im się nie spina.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#40
Z Niemcami jest inny problem. Dawniej Wielka Brytania uchodziła za "chorego człowieka Europy". Wlokła się w ogonie wielkiej czwórki (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy) np. pod względem PKB pc mierzonego parytetem siły nabywczej. Przyszła Thatcher, zrobiła reformy i Brytania zaczęła rozwijać się najszybciej z wielkiej czwórki - przeganiając Włochy, Francję i praktycznie zrównując się z Niemcami. Nastąpił przełom tysiącleci i wszystko wskazywało na to, że Brytyjczycy będą mieli najwyższą stopę życiową wśród dużych państw UE, co zdaniem liberałów miałoby być nieuchronnym następstwem wysokiego IEF. W pewnym momencie coś jednak poszło nie tak. Nastąpiło rozszerzenie UE i Zjednoczone Królestwo wraz z Irlandią - jako ci najliberalniejsi z liberalnych - jako pierwsi otworzyli granice dla Gastarbeiterów. W międzyczasie miał miejsce kryzys z 2008 roku i widać wyraźnie, że Brytole dali ciała. Nie tylko Niemcy zostawili ich w tyle pod względem PKB pc, ale nawet "zapóźniona i etatystyczna" Francja depcze im po piętach. Obecnie ranking wolności gospodarczej wygląda tak: Zjednoczone królestwo (78,4), Niemcy (72,5), Francja (65,7) oraz Włochy (64,9). Kluczowe pytanie - dlaczego Niemcy zdeklasowali Brytyjczyków pomimo mniejszego IEF? Czy zawiniła tu nieodpowiednia struktura gospodarki Brytanii? Może neoliberalna polityka doprowadziła do wyprowadzenia wartościowego przemysłu z Wysp Brytyjskich, do czego nie dopuścili Niemcy? Poszerzenie UE to rodzaj geopolitycznego trzęsienia Ziemi - jak w przypadku upadku bloku wschodniego. Wtedy może nagle okazać się, że pewne gospodarki, które miały niewłaściwą strukturę ze względu na dotychczasowe warunki, nagle zaczynają zyskiwać, zaś inne tracić - ze względu na niedostosowanie do nowych realiów. To, co wcześniej wyglądało na strategiczny błąd, w nowych realiach okazało się asem w rękawie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości