Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Koronawirus
DziadBorowy napisał(a): No i przecież działania prowadzące do tego aby osób wymagających respiratora było jak najmniej cały czas się prowadzi. 
Widocznie jednak mało skutecznie. A jeśli (być może) mogłoby być lepiej, jednak autorytety i słuchający ich decydenci na to nie pozwalają?
https://nowiny24.pl/koronawirus-lekarz-w...1-15298745
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
freeman napisał(a): Widocznie jednak mało skutecznie. A jeśli (być może) mogłoby być lepiej, jednak autorytety i słuchający ich decydenci na to nie pozwalają?
https://nowiny24.pl/koronawirus-lekarz-w...1-15298745

Znowu ta amandatyna? Przecież badania kliniczne są już prowadzone.

https://kurierlubelski.pl/amantadyna-lek...1-15269114
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
Rząd mógł wykorzystać hotele, zamiast je zamykać, do kwarantanny osób, które nie mają warunków jej przechodzenia. No, ale do tego potrzebne były plany, logistyka, a przede wszystkim chęci zrobienia czegoś konstruktywnego. Z jakiegoś powodu rząd w ogóle takich działań nie podjął. W zasadzie to prawie żadnych nie podjął. W ministerstwie prawdopodobnie nawet nie ma osoby, która prowadziłaby tabelki ze statystykami. Trudno zbywać to stwierdzeniami "żadne państwo nie mogło sobie z tym poradzić". Brak działań na najwyższym szczeblu to jest kryminał, a nie tylko nieudolność.


Gawain napisał(a): Na moje oko to oni dostali jakieś analizy z których wynikało, że 80% społeczeństwa przeżyje wirusa podobnie do przeziębienia czy grypy a pozostali będą w grupie ryzyka. Szwedzki model zaś sprawi, że na przełomie roku liczba chorych się ustabilizuje, sam wirus zaś będzie zabijał słabych i chorych a i to tylko odsetek z tego procentu krytycznego. I se odpuścili. Stwierdzili, że pierdolą wszystko i wszystkich, bo im się to opłaca. Zmniejszą  koszty nie zmieniając taktyki. A że wielu z nas umrze? Oni są gotowi na takie poświęcenie.

Wątpię żeby były takie rzetelne analizy po ich stronie. Już w marcu/kwietniu było widać, że podejście do tematu opiera się o "jakośtobędzizm". Kiedy gnida kłamca i złodziej Szumowski odszedł z rządu mówił o planach, których nie ma. https://oko.press/ministerstwo-zdrowia-n...mowskiego/


lumberjack napisał(a): No tego właśnie nie potrafię zrozumieć. Żeby w takiej sytuacji jak obecna myśleć o roszadach na stanowiskach, które dadzą więcej hajsu, zamiast spiąć poślady i wziąć się do roboty, to ja nie wiem. Trzeba być jakimś psychosocjopatą.

Gęby pełne patriotycznych frazesów, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że liczy się tylko hajs i władza, a nie życie ludzkie.

Tacy niby obrońcy życia poczętego, ale już nie tacy obrońcy żyć istniejących ale starych. To co obecnie się dzieje, to masowa eutanazja jednostek starych i/lub chorych.

PiS i Konfederacja gardzą życiem poczętym.
To są socjo i psychopaci. Jak widać są gotowi poświęcać swój elektorat byle rządzić.

Teista napisał(a): Nie da się przestrzegać wszystkich zaleceń, to jest niemożliwe.

Możliwe. Może miałeś na myśli "nie da się w każdej chwili i sytuacji"?.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a):Wątpię żeby były takie rzetelne analizy po ich stronie. Już w marcu/kwietniu było widać, że podejście do tematu opiera się o "jakośtobędzizm". Kiedy gnida kłamca i złodziej Szumowski odszedł z rządu mówił o planach, których nie ma. https://oko.press/ministerstwo-zdrowia-n...mowskiego/

Ja obstawiam, że rząd zamówił jakieś analizy oraz miał dostęp do tych unijnych i z państw ościennych. I przecież na wiosnę próby z lockdownem dały wymierne efekty, tylko że zarzynały i tak zdychającą gospodarkę, więc sobie potem odpuścili i stosują taktykę spalonej ziemi.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Na wiosnę covid miał też niewielką śmiertelność. Wyglądało, że wsch. Europa jest odporna z jakichś względów. A tu jajco.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Śmiertelność to akurat wiosną była większa i to nawet kilkukrotnie.
Czyli jak się zaraziłeś to miałeś większe szanse pójść do piachu.
Po prostu mniej było zakażeń, bo postanowiono zrobić masowy lockdown,
nie wyłączając lasów i solono wysokie kary, a i ludzie sumienniej przestrzegali obostrzeń.
Nie było wypracowanych metod leczenia, brakowała zwykłych środków ochronnych,
a co dopiero bardziej zaawansowanego sprzętu.
Obecnie nawet osocze ozdrowieńców powoduje spadek śmiertelności,
tylko że skala zjawiska zwiększyła się o dwa rzędy wielkości.
PiS to dwa kłamstwa i spójnik

Andrzej Duda pełni obowiązki prezydenta, ale nie jest głową państwa - Włodzimierz Cimoszewicz


No dobra, przyznaję, jestem lewakiem.Język
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Ja obstawiam, że rząd zamówił jakieś analizy oraz miał dostęp do tych unijnych i z państw ościennych. I przecież na wiosnę próby z lockdownem dały wymierne efekty, tylko że zarzynały i tak zdychającą gospodarkę, więc sobie potem odpuścili i stosują taktykę spalonej ziemi.

Na czymś się pewnie opierali, tylko nic nie wskazuje na to, aby miało mieć to związek z jakąkolwiek przemyślaną strategią. Gołym okiem widać, że jej nie było i nadal nie ma, a jest "bieżączka jakośtobędzizmu" w chlewie obsranym gównem, bo to już nawet państwo z dykty nie jest.

Ludzie posłuchali się i siedzieli w domach, więc śmiertelność była mniejsza. Gdzieś na początku tego wątku są odnośniki do analiz brytyjskich rozważających różne podejścia. Jest w nich, że brak obostrzeń i duża propagacja zarazka skutkują tym co obecnie - wybuchem zakażeń. Tłumienie jak na wiosnę może też wpłynąć na gwałtowność zakażeń jesienią. Przecież to było omawiane w mediach, każdy z nas mógł sobie o tym poczytać, przywoływany był przykład Hiszpanki, która właśnie tak "zachowała się". Cóż.

Celem było ograniczenie tej skali i lawirowanie pomiędzy możliwościami systemu służby zdrowia, a "normalnym" funkcjonowaniem. Teraz do wiosny i pewnie kolejnej jesieni takie okresowe zamknięcia branż będą miały miejsce. Przecież szczepionka będzie za rok albo w 2022, a to jeszcze trzeba nie dość, że przekonać ludzi których zraziło się do siebie żeby ją wzięli, a też ją odpowiednio rozprowadzić. Przy czym wiadomo, że tej szczepionki Pfizera starczy dla kilku milionów. Teoretycznie mogliby zaszczepić większość seniorów po 60, których jest ponoć 8-9 milionów, ale też osoby z administracji powinny ją przyjąć, lekarze, nauczyciele, osoby z grup ryzyka, więc nie zaszczepią wszystkich seniorów. Też powinni zrobić masowe testy na przeciwciała, żeby nie szczepić ludzi, którzy mają odporność. Zakładam, że o tym nie pomyślą.
Do tego wszyscy wiemy jak wyszło w tym roku ze szczepieniami na grypę. Będzie męczarnia do maja, a potem powtórzenie tego co się dzieje obecnie przyszłej jesieni. Choć mam nadzieję, że się mylę.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Ja obstawiam, że rząd zamówił jakieś analizy oraz miał dostęp do tych unijnych i z państw ościennych. I przecież na wiosnę próby z lockdownem dały wymierne efekty, tylko że zarzynały i tak zdychającą gospodarkę, więc sobie potem odpuścili i stosują taktykę spalonej ziemi.

Przecież jeszcze w wakacje eksperci powołani przez pana premiera do doradzania w kwestiach covidu żalili się, że w sumie nie wiedzą po co są zatrudnieni bo nikt ich nie słucha ani nie czyta przygotowywanych przez nich raportów.

Działania rządu to czystej wody prowizorka, owszem podejmując taką masę działań, któraś siłą rzeczy są skuteczne ale zakładam, że podobną skuteczność miałby szympans losujący z pudełka karteczki z opisem wprowadzanych obostrzeń. Na wiosnę mieliśmy proste kopiowanie rozwiązań, które kilka dni wcześniej były wprowadzane w Czechach. W lecie była walka o koryto i gonienie LGTB po ulicach. A na jesieni jak nagle zachorowania wystrzeliły gorączkowe szukanie miejsc gdzie można upchać jakiś respirator aby statystyki dobrze wyglądały bo ludzi do obsługi tych respiratorów za bardzo nie ma.

Zwracam uwagę, że po ośmiu miesiącach od wybuchu epidemii wciąż nie mamy ustawy, która sankcjonowała by kary za brak maseczek. Osiem miesięcy zajęło im opublikowanie chociażby zarysu jakiegoś planu jakie obostrzenia będą wprowadzane w zależności od liczby wykrywanych przypadków. A i tu widać, że ich główna strategia to "poczekamy te dwa miesiące i zobaczymy co będzie" Bo uspokojenia premiera, że trzeba wytrzymać do 18 stycznia bo potem już szczepionka będzie budzą jedynie uśmiech politowania.

Więc uważam, że posądzanie ich o działanie wg jakiegoś planu opartego na racjonalnych przesłankach to zbytni optymizm jest.

Machefi napisał(a): Śmiertelność to akurat wiosną była większa i to nawet kilkukrotnie.
Czyli jak się zaraziłeś to miałeś większe szanse pójść do piachu.

Dobrze to widać na przykładzie Włoch, które obecnie przy ponad 30 tysiącach przypadków dziennie śmiertelność mają podobną jak na wiosnę przy 5 tysiącach.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
A to okej. Choć to może świadczyć, że syf się adaptuje do człowieka i "woli" z niego robić nosiciela i zarażacza niż zabijać
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Trochę dziwną statystykę podało dziś MZ. Otóż odnotowano 15 tys. nowych przypadków zakażeń i tylko 156 zgonów. Tylko że dzienna liczba zgonów nie ma nic wspólnego z dzienną liczbą zakażeń. Widocznie akurat tak wyszło...
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
freeman napisał(a): Otóż odnotowano 15 tys. nowych przypadków zakażeń i tylko 156 zgonów.
Po pierwsze – liczba zgonów zależy raczej od zakażeń sprzed kilku dni, a nie dzisiejszych. Po drugie – liczba zgonów jest znacznie mniejsza, niż liczba zakażeń, a zatem jest wartością znacznie bardziej podatną na losowe fluktuacje.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Znowu ta amandatyna? Przecież badania kliniczne są już prowadzone.
A jaka z tego korzyść dla obecnie chorujących, skoro czymś leczyć trzeba a rząd nie zadbał o to by nie zabrakło rekomendowanego  w drugim etapie covida rendesiviru? Biorąc pod uwagę to, że kluczowe jest niedopuszczenie do przejścia choroby w etap trzeci i czwarty, gdzie to szanse na przeżycie zaczynają wyraźnie spadać bardzo istotne jest jak najszybsze wyjaśnienie czy amantadyna rzeczywiście wykazuje skuteczność leczenia w drugim etapie. Włodzimierz Bodnar twierdzi, że tak jest, natomiast prof. Flisiak sugeruje, że lekarz z Przemyśla kłamie.
Jako ciekawostkę podaję porównanie kosztów leczenia. Fiołka rendesiviru kosztuje ok. 1500 zł a w terapii trzeba ich zastosować minimum 6 sztuk. Z kolei koszt leczenia amantadyną to jakieś 30 zł.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
freeman napisał(a): lekarz z Przemyśla kłamie
Tu nie chodzi o to, że kłamie, tylko że nie przeprowadził żadnych sensownych badań. Załóżmy, że nie kłamie – podał kilku chorym amandatynę. Chorzy ci wyzdrowieli. OK. Ale to nie jest dowód na to, że amandatyna działa. Wielu chorych, którym tego leku nie podano też wszak wyzdrowiało. Aby dowieść skuteczności leku należy przeprowadzić badanie zgodne z pewnymi rygorami. Musi być grupa kontrolna, grupy musza być odpowiednio duże, stan zdrowia chorych musi oceniać niezależny i „ślepy” lekarz, a wyniki muszą być rzetelnie opracowane statystycznie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
zefciu napisał(a): Wielu chorych, którym tego leku nie podano też wszak wyzdrowiało.
Twoja uwaga jest zasadna przy prawdziwości przynajmniej jednego z poniższych :
1. Bodnar jest skończonym gamoniem, gdyż pomylił pierwszy etap choroby z drugim i zupełnie niepotrzebnie zalecił eksperymentalną terapię przynajmniej stu pacjentom, którzy żadnego leku na covida nie potrzebowali.
2. Znane są przypadki chorych w drugim etapie, którzy pomimo iż nie przyjęli żadnego leku to i tak wyzdrowieli.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
freeman napisał(a): Twoja uwaga jest zasadna przy prawdziwości przynajmniej jednego z poniższych :
1. Bodnar jest skończonym gamoniem, gdyż pomylił pierwszy etap choroby z drugim i zupełnie niepotrzebnie zalecił eksperymentalną terapię przynajmniej stu pacjentom, którzy żadnego leku na covida nie potrzebowali.

Aby lek był uznany za skuteczny muszą być przeprowadzane badania zgodne z metodologią. Bez tego nikt nie uzna skuteczności leku. To co przedstawił pan Bodnar to wyłącznie dowód anegdotyczny jest.

Takie badania są prowadzone w Polsce ale to siłą rzeczy musi potrwać. Niektórych etapów nie da się przyspieszyć.

Badania też były prowadzone na świecie i tutaj już tak różowo nie jest bo albo grupy na których testowano lek były zbyt małe jak w tych badaniach w Meksyku albo wyniki nie były jednoznaczne.
Najsolidniejsze badania z jakimi się sam spotkałem to:
- model komputerowy pokazujący, że adamantadyna powinna działać na wirusa
- potwierdzające skuteczność adamantyny w zwalczaniu wirusa w środowisku in vitro

Czyli to są co najwyżej przesłanki do dalszych badań.

Nie wykluczam, że może się okazać, że ten lek jest przydatny w terapii. Ale na ten moment nie zostało to dowiedzione. Osobiście nie sądzę, aby ten specyfik, nawet jak okaże się w jakimś zakresie skuteczny okazał się cudownym lekarstwem na covida.

Cytat:2. Znane są przypadki chorych w drugim etapie, którzy pomimo iż nie przyjęli żadnego leku to i tak wyzdrowieli.

A nie są znane? Nawet WHO zaczęło ostatnio podważać skuteczność
remsdeviru w terapii. Oczywiście chorym podaje się różne kombinacje leków, ale ciężko na ten moment powiedzieć gdzie mamy do czynienia z ich działaniem a gdzie po prostu sam organizm zwalcza chorobę. Wiadomo, że kluczowa jest tutaj tlenoteriapia - reszta to trochę takie strzelanie do wirusa po omacku.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
freeman napisał(a): Trochę dziwną statystykę podało dziś MZ. Otóż odnotowano 15 tys. nowych przypadków zakażeń

Było tylko 27 tys. testów.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
Myślę, że powinni w ogóle zaprzestać robienia testów.
Byłoby zero zakażonych i statystyka by była kozacka.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
I wypłaszczeniem można będzie się chwalić i w ogóle wygraną z epidemią. Nie wiem w ogóle po co te Niemce oferowały nam pomoc - to my możemy pomóc im - nasi nie lekarze, lecz laboratoria i statystycy pomogą w minimalizacji pandemii.

Tymczasem na Tajwanie:

Cytat:gdzie żyje ponad 23 miliony osób, od początku pandemii wykryto tylko 617 przypadków COVID-19, a zmarło 7 osób. Od ponad 200 dni nie odnotowano tam lokalnego przypadku zakażenia koronawirusem, a nowe przypadki są „przywiezione” z zagranicy. O fenomenie kraju położonego w południowo-wschodniej Azji rozmawiamy Tomaszem Śniedziewskim, dziennikarzem mieszkającym na wyspie od 2011 roku.

[...]Sami Tajwańczycy, pytani dlaczego dobrze sobie poradzili, odpowiadają, że w 2003r. nauczyli się, by nie wierzyć Chinom, słuchać naukowców i lekarzy oraz być przygotowanymi by zdać się na własne siły. Faktycznie, od początku pandemii można zauważyć schemat i konsekwencję działaniach, co wskazuje na istnienie przygotowanych zawczasu szczegółowych planów.

Co ciekawe, różne kraje stosowały różne narzędzia walki - podczas gdy w Korei Południowej wykonywano ogromne ilości testów, Tajwan testował tylko wybrane osoby, uważając, iż masowe testowanie jest złym wykorzystaniem cennych zasobów. W zamian postawiono na drobiazgowe śledzenie dróg zakażeń, kontaktów osób zakażonych, itp.

[...]Tajwańczycy potrafią natomiast świetnie wspólnie działać, jeśli w powszechnej opinii jest to potrzebne lub korzystne - nie wynika to z karności i podporządkowaniu się władzy, ale bardziej z poczucia słuszności lub troski o inne osoby. Mieszkańcy wyspy generalnie mają ogromne pokłady empatii i życzliwości wobec innych, co może potwierdzić chyba każdy podróżny odwiedzający kraj.

Podczas pandemii wszyscy zaczęli nosić maski w miejscach publicznych, zanim jeszcze ten obowiązek został wprowadzony przez władze. Pamiętam, że w moim budynku mieszkalnym w windzie pojawiła się prośba o noszenie masek jeszcze w styczniu, natychmiast po pierwszych doniesieniach o chorobie.

[...]Warto sprecyzować, że od 2003 r., czyli epidemii SARS, temperaturę mierzy się na Tajwanie, podobnie zresztą jak na wielu lotniskach w Azji, każdemu przylatującemu pasażerowi, choć pewnie większość z nas tego nie zauważa, bo pomiar dokonywany jest nieinwazyjnie, przy pomocy kamer termowizyjnych.

Przed lądowaniem na Tajwanie w samolotach, wśród odtwarzanych komunikatów, jak np. ostrzeżeniach, że przemyt narkotyków zagrożony jest karą śmierci, pojawia się również informacja o obowiązku zgłaszania symptomów chorób. Tak więc w przypadku lotów z prowincji Hubei nie tyle wprowadzono pomiary temperatury, ale uszczelniono badania.

[...]Maksymalną wysokość kary, którą mogą nałożyć władze, to równowartość ponad 33 tys. dolarów! Te informacje mają oczywiście za zadanie dyscyplinować obywateli poprzez strach, tak by reguły kwarantanny były przestrzegane.

Oprócz przysłowiowego kija, nie brakuje również marchewki. Każda osoba udająca się na kwarantannę otrzymuje “zastaw powitalny”, w skład, którego wchodzi termometr, maski, ale także np. makaron instant czy słodycze.

[...]W trakcie kwarantanny samorządy często przygotowują i dostarczają paczki z upominkami, takimi jak świeże owoce, ale również np. z kuponami na gry online czy do serwisów streamingowych pozwalających na oglądanie filmów i seriali, tak by osoby w izolacji skutecznie mogły poradzić sobie z nudą. Niezwykle ważne jest również to, że wiele osób na kwarantannie mogło liczyć na dofinansowanie w wysokości około 130 zł dziennie.

Wielkim sukcesem rządu związanym z kwarantanną, było przekonanie obywateli, że osoby przechodzące izolację nie są zagrożeniem, a raczej kimś, kto decyduje się na przechodzenie niedogodności dla dobra całego społeczeństwa, dlatego poddawanie się kwarantannie jest procesem godnym uznania.

Mimo spadku zakażeń nie ma mowy o poluzowaniu zakazów?

Zakazem, który chyba w największym stopniu zmienia życie na wyspie jest zakaz wjazdu turystów. W tym zakresie trudno powiedzieć, kiedy znikną ograniczenia. Pojawiają się informacje, iż trwają rozmowy z kilkoma krajami, w tym Australią, Nową Zelandią czy Palau na temat stworzenia tzw. bańki, czyli strefy podróżowania bez konieczności przechodzenia długotrwałej kwarantanny. Tajwan stara się też ułatwiać ruch biznesowy przyjezdnych z kilku krajów, które dobrze radzą sobie z pandemią

Poza tym trudno mówić o wielu zakazach. Od początku pandemii na Tajwanie nie miał miejsca lockdown, zwyczajnie koronawirus został utrzymany pod kontrolą zanim zdążył się rozprzestrzenić. Otwarte były sklepy, centra fitness, baseny, itp.

    Obecnie, poza powszechnym noszeniem masek i powszechnym pomiarem temperatury, życie toczy się dość normalnym trybem.

W pewnym sensie można nawet mówić o tym, że na pandemii korzysta życie kulturalne wyspy, np. można wybrać się na koncerty wybitnych artystów, którzy przyjeżdżają na Tajwan dlatego, że jest to jedyne miejsce, gdzie mogą występować. Sam niedawno byłem na koncercie wybitnego wiolonczelisty Yo-Yo Ma, który w normalnych czasach gra jedynie w najlepszych salach koncertowych świata.

https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroz...r,07640b54
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
freeman napisał(a): 2. Znane są przypadki chorych w drugim etapie, którzy pomimo iż nie przyjęli żadnego leku to i tak wyzdrowieli.
A nie są? Przecież w badaniach nad innymi lekami stosowano grupę kontrolną z placebo i nie uzyskiwano 100% śmiertelności. Artykuł pierwszy z brzegu: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7566896/
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Wczoraj rząd przyznał, że faktycznie zgubili 22 tysiące testów. Gdyby ich nie zgubili to w okresie największej liczby nowych przypadków przekroczylibyśmy próg narodowej kwarantanny.
Dzisiaj problem ten został rozwiązany ostatecznie. Te 22 tysiące dopisali do ogólnych wyników a wojewódzkim stacjom PSSE zabroniono publikacji jakichkolwiek danych dotyczących covida. Wszystko będzie na jednej centralnej stronie rządowej.

W ten sposób zwykli ludzie a także dziennikarze tracą możliwość jakiejkolwiek weryfikacji podawanych przez rząd danych. Normalnie jak za Gomułki. Ile sobie rząd wpisze tych zachorowań - tyle ich będzie.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości