Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pan prezydent Donald Trump
To część ogólnoświatowego trendu - konserwatyzm przestaje być ideologią Bogatych i Wpływowych, ci bowiem coraz częściej uzależniają swoje Bogactwo i Wpływy od własnych zdolności, a nie od zgromadzonego przez pokolenia kapitału, także kulturowego. Bogaci i Wpływowi raczej przyjmują jako ideologię progresywizm, bo to podkreśla ich - prawdziwą lub udawaną - wyższość intelektualną i moralną. Z konieczności więc Wyklęty Lud Ziemi, czyli wszelkie lumpenproletariaty, przyjmuje ideologię przeciwną, a więc nawet nie konserwatyzm, ale reakcjonizm - łopanie, dawniej to lepi było, gdy nie rządzili Żyelgiebety i inne czarnuchy.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): To część ogólnoświatowego trendu - konserwatyzm przestaje być ideologią Bogatych i Wpływowych, ci bowiem coraz częściej uzależniają swoje Bogactwo i Wpływy od własnych zdolności, a nie od zgromadzonego przez pokolenia kapitału, także kulturowego.
I mają w dużym stopniu rację. Źródła bogactwa są coraz mniej odziedziczalne. Feudał mógł zapisać klucz wiosek synowi, a ten, jeśli nie grał w karty, mógł z tego żyć nieszczególnie się wysilając. Fabrykant mógł zapisać fabrykę dzieciom, ale utrzymanie się na rynku wymaga już sporo większej inwencji. Specjalista od silników kosmicznych czy CEO banku może zapisać dzieciom jakieś aktywa, ale wiedzy, czy choćby umiejętności korpo-climbingu im nie zapisze. Może wysłać dzieci do dobrej szkoły, ale gwarancja, że powtórzą jego sukces jest żadna. Nawet współcześni biznesmeni z górnej półki to często ludzie, którzy wskoczyli na szczyty z dosyć średniej pozycji, choćby Gates.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a):
ZaKotem napisał(a): To część ogólnoświatowego trendu - konserwatyzm przestaje być ideologią Bogatych i Wpływowych, ci bowiem coraz częściej uzależniają swoje Bogactwo i Wpływy od własnych zdolności, a nie od zgromadzonego przez pokolenia kapitału, także kulturowego.
I mają w dużym stopniu rację. Źródła bogactwa są coraz mniej odziedziczalne. Feudał mógł zapisać klucz wiosek synowi, a ten, jeśli nie grał w karty, mógł z tego żyć nieszczególnie się wysilając. Fabrykant mógł zapisać fabrykę dzieciom, ale utrzymanie się na rynku wymaga już sporo większej inwencji. Specjalista od silników kosmicznych czy CEO banku może zapisać dzieciom jakieś aktywa, ale wiedzy, czy choćby umiejętności korpo-climbingu im nie zapisze. Może wysłać dzieci do dobrej szkoły, ale gwarancja, że powtórzą jego sukces jest żadna. Nawet współcześni biznesmeni z górnej półki to często ludzie, którzy wskoczyli na szczyty z dosyć średniej pozycji, choćby Gates.

Ten progresywizm także procentuje, mając wpisane w siebie sprzyjające rozwojowi dzisiejszych biznesów docenianie w ludziach kompetencji ponad pochodzenie czy cechy zupełnie oderwane (kolor skóry, płeć, orientacja seksualna) od ich potencjału jako pracowników tworzących kapitał ludzki przedsiębiorstwa. Dzisiaj nawet często opłaca się tworzyć ułatwienia dla niepełnosprawnych czy jakoś atypowych (np. autystycznych) pracowników, którzy w swoim cenionym na rynku pracy fachu są po prostu dobrzy.

Konserwatyzm dziś jest postawą raczej rozpaczliwej próby utrzymania przewagi związanej z tym wszystkim, co we współczesnych, rozwiniętych ekonomiach traci swoje znaczenie, stąd taka niechęć konserwatystów do wszelkich przejawów inkluzywizmu.


Przy okazji wrzucę tu co napisałem w odpowiedzi na pierdy Mentzena (https://www.facebook.com/slawomirmentzen...7198263790) o tym, że niby FB i Twitter "strzelają sobie w stopę" blokując Trumpa, bo:
Cytat:właśnie wielu polityków w USA i Europie Zachodniej zrozumiało, że zależą od FB i TT bardziej niżby chcieli. Nie bez powodu Rosjanie i Chińczycy nie chcieli zależeć od platform amerykańskich i założyli swoje. W długim terminie doprowadzi to do uregulowania lub znacjonalizowania najważniejszych mediów społecznościowych. Prezydent mocarstwa nie może sobie pozwolić na to, żeby anonimowy pracownik FB kasował mu konto, które wykorzystuje do kontaktu z wyborcami. Na tej samej zasadzie państwa przejęły ponad 100 lat temu linie kolejowe. Były one zbyt ważne z militarnego punktu widzenia. Teraz z politycznego punktu widzenia, FB i TT są zbyt ważne, by pozostawić je poza kontrolą. To się po prostu stanie, nie wiem tylko, kiedy.

Tak się stało w przypadku Rosji i Chin, bo Facebookowi na rękę są stabilne, demokratyczne rządy prawa, dobrze funkcjonująca gospodarka i generalny dobrobyt (kierunek wellfare state), względny egalitaryzm, brak napięć społecznych, obyczajowy liberalizm- wszystko, czego potrzeba, żeby kwitła konsumpcja wśród przeciętnych zjadaczy chleba, a wraz z nią rynek reklamy i branża rozrywkowa, bez czego FB nie istnieje- a te dwa państwa się nie wpisują w ten schemat i im FB po prostu wadzi, utrudniając politykę odległą od wspomnianych standardów. Nie bez powodu też FB czy Google tak troszczą się o zdrowie publiczne i mocno zwalczały okołocovidowe fejki- pandemia odbije się na gospodarce i konsumpcji. Polityka Trumpa na dłuższą metę mogła tylko zaszkodzić funkcjonowaniu FB, zbliżając USA do rosyjskich standardów w polityce, destabilizując kraj, uderzając w gospodarkę i pomniejszając dobrobyt. Nie ma zaś żadnej presji w kierunku nadmiernej regulacji FB czy jego nacjonalizacji np. w demokracjach zachodniej europy, przynajmniej nie w kontekście fejsbukowej cenzury, która wpisuje się w politykę władz tych krajów. I nie będzie jej w USA pod rządami trzymającymi się wymienianych standardów, bo FB nie będzie im bruździł, a raczej wspierał te normy, które działają na jego korzyść. A skoro tak wiele zależy od FB i TT, to nieszczególnie musi się on obawiać scenariusza, jaki Mentzen przedstawia- albo gdzieś już nie było praworządnej demokracji i można było postawić FB tamę (zresztą te serwisy społecznościowe byłyby dla takich niedemokratycznych rządów groźne jako platforma dla alternatywnego obiegu informacji), albo gdzieś jest i tylko wtedy uda się to zmienić i uciąć fejsbukową cenzurę, jeśli FB nisko wyceni znaczenie danego rynku dla swojego funkcjonowania. USA takie niedocenienie przez FB, Google czy TT nie grozi i być może przegrana Trumpa jest w jakiejś mierze tego zasługą.

Inaczej mówiąc, wbrew niepopularnemu przekonaniu ludzie odpowiedzialni w FB czy TT za długoterminową strategię działania tych serwisów nie są idiotami. FB czy TT nie strzelają sobie w stopę.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
W wypowiedzi Mentzena w ogóle widać, jakie ciekawe wolty wykonują umysły korwinistów, żeby pogodzić deklaratywny liberalizm z wyznawanym zamordyzmem. Otóż Mentzen twierdzi ni mniej ni więcej to, że prywatni przedsiębiorcy w imię liberalizmu winni być grzeczni i układni wobec wadzy i publikować wadzowe brednie bez piśnięcia. Bo jak nie, to jest ryzyko, że wadza znacjonalizuje i wtedy liberalizmu nie będzie. I będzie to wina prywatnych przedsiębiorców, którzy nie zrozumieli, że ich wolność polega na tym, by robić, co wadza każe i tak ową wolność utracili.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
zefciu napisał(a): W wypowiedzi Mentzena w ogóle widać, jakie ciekawe wolty wykonują umysły korwinistów, żeby pogodzić deklaratywny liberalizm z wyznawanym zamordyzmem. Otóż Mentzen twierdzi ni mniej ni więcej to, że prywatni przedsiębiorcy w imię liberalizmu winni być grzeczni i układni wobec wadzy i publikować wadzowe brednie bez piśnięcia. Bo jak nie, to jest ryzyko, że wadza znacjonalizuje i wtedy liberalizmu nie będzie. I będzie to wina prywatnych przedsiębiorców, którzy nie zrozumieli, że ich wolność polega na tym, by robić, co wadza każe i tak ową wolność utracili.

I jak tu się dziwić tym wszystkim psychoanalitykom, że gadają takie np. rzeczy:
Cytat:Przypomnijmy sobie starą francuską anegdotę o kobiecie, która opowiada wszystkim swoim znajomym o przyjacielu męża, który zaleca się do niej ciągle w nachalny sposób. Dopiero po czasie jej znajomi orientują się, że w ten sposób kobieta tak naprawdę zachęca mężczyznę do tego, by ją uwiódł. Freudowskie nieświadome nie zna zaprzeczenia: liczy się sam fakt, że jakaś rzecz została już wypowiedziana, nie ważne czy towarzyszyło temu przeczenie.


?

A tak mniej spekulatywnie, to przeć niedawno sam Korwin, zanim go Zuckerberg zbanował, pisał w kontekście cenzurowania bzdur Trumpa dot. covid przez portale społecznościowe, że tych wszystkich szefów fejsów, tłiterów i gugli powinno się posadzić. Mentzen ma tylko więcej ogłady i potrafił rzecz zawoalować, że niby on tylko ostrzega, że przyjdą socjaliści i znacjonalizujo.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
E.T. napisał(a): Ten progresywizm także procentuje, mając wpisane w siebie sprzyjające rozwojowi dzisiejszych biznesów docenianie w ludziach kompetencji ponad pochodzenie czy cechy zupełnie oderwane (kolor skóry, płeć, orientacja seksualna) od ich potencjału jako pracowników tworzących kapitał ludzki przedsiębiorstwa. Dzisiaj nawet często opłaca się tworzyć ułatwienia dla niepełnosprawnych czy jakoś atypowych (np. autystycznych) pracowników, którzy w swoim cenionym na rynku pracy fachu są po prostu dobrzy.
Też. Ale jest bardziej prozaiczny mechanizm. Im zamożniejsze społeczeństwo, tym na wyższym szczeblu piramidy Masłowa operuje. Jak jest syf, to dominują potrzeby bezpieczeństwa, przynależności, etc. na których łatwo grać konserwie, czy wręcz reakcji. Jak jest dobrze to ludziom zaczynają się marzyć jakieś samorealizacje (czyli nieskrępowana konsumpcja Uśmiech ), co sprzyja nastrojom progresywnym, a gdy system nie nadąża, nawet rewolucyjnym. Nie jest przypadkiem, że w ciągu ostatnich 100 lat nastroje zamordystyczne i antyliberalne wybuchały chwilę po wielkich kryzysach gospodarczych, a różowe lata 70-te to czas prosperity i rozwoju.
Tu należy docenić inteligencję i ogarnięcie tej obecnej kontrrewolucji. Oni wiedzą, że ich idee najlepiej sprzedają się w syfie, więc najlepiej dla nich, aby prowadzić politykę sprzyjającą biedzie i dziadostwu. To też tak robią.

zefciu napisał(a): W wypowiedzi Mentzena w ogóle widać, jakie ciekawe wolty wykonują umysły korwinistów, żeby pogodzić deklaratywny liberalizm z wyznawanym zamordyzmem.
Trzeba sobie po prostu uświadomić prostą rzecz. Korwinizm wbrew deklaracjom jest antyliberalizmem.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): To część ogólnoświatowego trendu - konserwatyzm przestaje być ideologią Bogatych i Wpływowych, ci bowiem coraz częściej uzależniają swoje Bogactwo i Wpływy od własnych zdolności, a nie od zgromadzonego przez pokolenia kapitału, także kulturowego. Bogaci i Wpływowi raczej przyjmują jako ideologię progresywizm, bo to podkreśla ich - prawdziwą lub udawaną - wyższość intelektualną i moralną. Z konieczności więc Wyklęty Lud Ziemi, czyli wszelkie lumpenproletariaty, przyjmuje ideologię przeciwną, a więc nawet nie konserwatyzm, ale reakcjonizm - łopanie, dawniej to lepi było, gdy nie rządzili Żyelgiebety i inne czarnuchy.

Nie powiedziałbym, że tu chodzi o jakieś podkreślanie. Raczej o to, żeby dobrze się pracowało w grupie w organizacji, która jest często międzynarodowa i kompetencje tej organizacji też najczęściej takie właśnie są. W większości korporacji unika się ciężkich tematów jak religia czy polityka i stara się tak zorganizować pracę aby członkowie organizacji, mający ciągle ze sobą gadać i klikać mogli czuć się komfortowo. Brązowy Hindus ma się dogadać z białym Nordykiem na takim matowym poziomie rozmowy aby zrealizować zadanie i powstrzymać(!) ewentualne destrukcyjne dla pracy konflikty. Także dostęp do kompetencji często jest ograniczony i nie można wybrzydzać, że murzyn czy lesba. Progresywizm jest więc niejako docelowym modelem w takich globalnych organizacjach, których zarządy są obsadzone przez Bogatych i Wpływowych.

Ta globalna kultura jednak ciągle się tak naprawdę rodzi, pierwszą reakcją na tak dużą różnorodność była przesadna dbałość o to aby nikt się nie obraził aby dusić konflikty w zarodku. Z czasem ta sytuacja się znormalizuje, rozwiązania, które idą za bardzo na wyrost zostaną zarzucone jako zbyt kosztowne.

Niemniej jednak to na dole, to nie jest żaden konserwatyzm, tylko lokalizm. I gdy obecnie mamy jeszcze czas tej wojny cywilizacyjnej 'lokalizm vs globalizm', tak sądzę, że ów lokalizm jest skazany na przegraną. Jest on domeną prowincji, wsi, małych miast, miejsc oddalonych od wielkich metropolii, pracy na pół gwizdka albo ciężkiej pracy fizycznej i ludzi, którzy tam (jeszcze) zostali. Szala demograficzna jednak siłą rzeczy przechyla się na niekorzyść tych środowisk. Postępuje migracja do dużych ośrodków miejskich lub w ich najbliższe okolice. Wraz z migracją zmieniają się rzeczywistość, warunki życia i oczekiwania tych ludzi i preferencje wyborcze. Najczęściej przestają być tymi lokalsami, którymi byli w swoim miasteczku na wypizdowie. Przez następne dekady proces przechylania się tej szali demograficznej będzie postępować. Żadna pandemia i praca zdalna do której dostęp na full mają nieliczni tego nie zmieni. Dlatego wygra globalizm, progresywizm który jednak znormalnieje po szoku multikulturowym a lokalizm skarłowacieje i straci na znaczeniu, konflikty drugiej połowie XXI wieku będą się odbywać już na innej płaszczyźnie.
There is a crack in everything. That’s how the light gets in.
Odpowiedz
kmat napisał(a): Prawdziwy problem to ma partia republikańska. Hameryka zobaczyła czym się kończy dawanie dupy przez republikanów wariatom od herbaciarzy po kreacjonistów. Grand Old Party stała się mocno niewybieralna. Ostatnie wybory w Georgii to dopiero początek.

Bo GOP jest (wg mniemania tych trumpowskich Hunów) częścią znienawidzonego 'układu' na równi z PD diablicy Pelosi.
Tłum szturmujący Capitol skandował "Powiesić Mike Pence'a" (dla tych, co nie wiedzą - zastępcy Trumpa").
Jak udaje się Trumpowi, modelowemu członkowi najbogatszych elit, grać obrońcę amerykańskiego Kowalskiego, to jeden diabeł wie?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Jak udaje się Trumpowi, modelowemu członkowi najbogatszych elit, grać obrońcę amerykańskiego Kowalskiego, to jeden diabeł wie?
A jak to się udawało wszystkim innym Trumpom w historii od Absaloma po Kaczyńskiego? A skąd się wzięły baśniowe tropy króla z ludu, czy króla, który przebiera się za nędzarza i wychodzi na targ, żeby się dowiedzieć, czego ludowi potrzeba? Widać, że jest w Kowalskim gdzieś głęboko zakorzeniona potrzeba, żeby elity go dostrzegły i jest gotów jest Kowalski w imię tej potrzeby uchwycić się brzytwy.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
kmat napisał(a): Też. Ale jest bardziej prozaiczny mechanizm. Im zamożniejsze społeczeństwo, tym na wyższym szczeblu piramidy Masłowa operuje. Jak jest syf, to dominują potrzeby bezpieczeństwa, przynależności, etc. na których łatwo grać konserwie, czy wręcz reakcji. Jak jest dobrze to ludziom zaczynają się marzyć jakieś samorealizacje (czyli nieskrępowana konsumpcja ), co sprzyja nastrojom progresywnym, a gdy system nie nadąża, nawet rewolucyjnym. Nie jest przypadkiem, że w ciągu ostatnich 100 lat nastroje zamordystyczne i antyliberalne wybuchały chwilę po wielkich kryzysach gospodarczych, a różowe lata 70-te to czas prosperity i rozwoju.
Tu należy docenić inteligencję i ogarnięcie tej obecnej kontrrewolucji. Oni wiedzą, że ich idee najlepiej sprzedają się w syfie, więc najlepiej dla nich, aby prowadzić politykę sprzyjającą biedzie i dziadostwu. To też tak robią.

To się nazywa kulturą postmaterialną (https://pl.wikipedia.org/wiki/Postmaterializm). To też wszystko opiera się o współczesną gospodarkę i np. nie dziwota, że miasta laicyzują się znacznie szybciej od wsi, skoro model funkcjonowania w (szczególnie dużym) mieście w dużym stopniu uniezależnia od wsparcia płynącego od otoczenia, od rodziny, sąsiadów. Jest dużo mniejsze parcie na przyjęcie postawy konformistycznej, bo w wymiarze najważniejszym, a więc ekonomicznym, nie jesteś uzależniony od akceptacji otoczenia, na które jesteś skazany (to jest zresztą część tego lokalizmu, o którym pisze wyżej Inky) i nie musisz bawić się w te wszystkie rodzinno-religijne szopki, chadzać na msze i składać ofiarę, żeby twoje nazwisko jako ofiarodawcy przeczytał do wiadomości sąsiadów po mszy proboszcz. Liczą się twoje kompetencje, to czy jesteś dobrym pracownikiem. Koniec końców ta niezależność prowadzi do większej akceptacji różnorodności, której się też musisz nauczyć (akceptacji inności), żeby dobrze funkcjonować w środowisku wielkomiejskim. W tej różnorodności łatwiej też każdemu znaleźć grono osób sobie podobnych i nie jesteśmy w niej skazani na jedno, niezmienne otoczenie. Trybalizm jest raczej domeną tych lokalnych środowisk, które ze względów ekonomicznych duszą różnorodność (silna współzależność ludzi z tych środowisk skutkuje ich homogenizacją)), której niestandardowe potrzeby mogą ulec zaspokojeniu dopiero w sprzyjających środowiskach wielkomiejskich.

Inky napisał(a): Niemniej jednak to na dole, to nie jest żaden konserwatyzm, tylko lokalizm. I gdy obecnie mamy jeszcze czas tej wojny cywilizacyjnej 'lokalizm vs globalizm', tak sądzę, że ów lokalizm jest skazany na przegraną.

Dodałbym tylko, że ten globalizm należy też postrzegać w kontekście rynków zbytu i konsumpcji. Cały ten progresywizm i diversity sprzyjają powstawaniu różnych nisz na rynku, które zaspokajają najróżniejsze potrzeby, których ludzie nie muszą się wstydzić. Tłamszenie różnorodności (a ludzie dziś wręcz mają potrzeba zaznaczenia swojej odmienności, oryginalności) zdecydowanie nie działa na korzyść tych globalnych biznesów.

zefciu napisał(a): A jak to się udawało wszystkim innym Trumpom w historii od Absaloma po Kaczyńskiego? A skąd się wzięły baśniowe tropy króla z ludu, czy króla, który przebiera się za nędzarza i wychodzi na targ, żeby się dowiedzieć, czego ludowi potrzeba? Widać, że jest w Kowalskim gdzieś głęboko zakorzeniona potrzeba, żeby elity go dostrzegły i jest gotów jest Kowalski w imię tej potrzeby uchwycić się brzytwy.

Te potrzeby zresztą znajdują także zaspokojenie w wierze religijnej. Chrześcijaństwo jest tego dobrym przykładem.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
E.T. napisał(a): Dodałbym tylko, że ten globalizm należy też postrzegać w kontekście rynków zbytu i konsumpcji. Cały ten progresywizm i diversity sprzyjają powstawaniu różnych nisz na rynku, które zaspokajają najróżniejsze potrzeby, których ludzie nie muszą się wstydzić. Tłamszenie różnorodności (a ludzie dziś wręcz mają potrzeba zaznaczenia swojej odmienności, oryginalności) zdecydowanie nie działa na korzyść tych globalnych biznesów.

Tak, ale chcenie tych biznesów też nie jest do końca decydujące. Np taką niszą jest też zażywanie heroiny albo palenie fajek. Społeczeństwa na początku dopuszczały i wręcz były podekscytowane relaksującymi właściwościami tytoniu, ale potem ustaliły, że jest to zjawisko silnie niekorzystne, generujące ogromne koszty w służbie zdrowia, z którym trzeba walczyć albo je mocno ograniczać. Jest to tłamszenie tych interesów, nie działające na korzyść globalnych biznesów, np. tytoniowych. I podobnie, jeżeli jakieś elementy progresywizmu okażą się niekorzystne, bo np. okazałoby się, że statystycznie dzieci wychowane w tych związkach są jednak pojebane, to zrobią krok w tył i w jakimś zakresie wróci tłamszenie tej czy innej niszy. Co zostanie, a co zostanie wycofane będzie wiadomo dopiero po N dekadach. Teraz mamy czas spontanicznych wykwitów kulturowych wygenerowanych rewolucją w środkach komunikacji ale z czasem to się ureguluje i unormuje. To co dobre albo neutralne zostanie. To co złe zostanie wycięte. Przykładowo - obecnie społeczeństwa przechodzą przez proces normalizacji stosunku do konopi, ich uprawiani i zażywania po histerycznej reakcji sprzed kilku dekad przez którą zasoby policyjne były niepotrzebnie zużywane na (skrót myślowy) ganianie za dzieciakami z 1g w kieszeni. Dlatego, tak naprawdę, niezależnie czy jesteś prawakiem czy lewakiem nie ma się co przejmować, prędzej czy później - będzie po prostu dobrze.
There is a crack in everything. That’s how the light gets in.
Odpowiedz
ZaKotem:
Cytat:To część ogólnoświatowego trendu - konserwatyzm przestaje być ideologią Bogatych i Wpływowych, ci bowiem coraz częściej uzależniają swoje Bogactwo i Wpływy od własnych zdolności, a nie od zgromadzonego przez pokolenia kapitału, także kulturowego. Bogaci i Wpływowi raczej przyjmują jako ideologię progresywizm, bo to podkreśla ich - prawdziwą lub udawaną - wyższość intelektualną i moralną. Z konieczności więc Wyklęty Lud Ziemi, czyli wszelkie lumpenproletariaty, przyjmuje ideologię przeciwną, a więc nawet nie konserwatyzm, ale reakcjonizm - łopanie, dawniej to lepi było, gdy nie rządzili Żyelgiebety i inne czarnuch
Samymi zdolnościami i talentami daleko nie znajdziesz.  Kapitalizm właśnie na tym polega, źe akumuluje się bogactwo, oszczędza poniewaź to obniża preferencje czasową jednostki. Zgromadzone bogactwo umożliwia inwestowanie, eksperymentownie z nowoczesnymi technologiami, postęp, rozwój na każdym polu.
To co się obecnie nazywa kapitalizmem to kneysizm czyli interwencjonizm, inflacjonizm, polegający na utrzymywania dodatniej inflacji, która według kneysistów pobudza rozwój gospodarczy, czyli systematyczna dewaluacja pieniądza, która zubaża  majątki produktywnych ludzi ale umożliwia większe wydatki państwa.
Natomiast wysoka inflacja to niskie stopy procentowe  co zachęca ludzi do  brania kredytów a nie do kumulowania pieniędzy.  Konsumpcjonizm, źycie na kredyt i podatek inflacyjny to efekt tej polityki
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Inky napisał(a): Niemniej jednak to na dole, to nie jest żaden konserwatyzm, tylko lokalizm.
Takie oczywiste a jednak nieoczywiste spostrzeżenie, otwierające wiele bram poznawczych i takie tam. Owszem, progresywizm i konserwatyzm mogą być tylko chwilowymi nakładkami na to. To ma określone konsekwencje. W niewielkim środowisku, gdzie wszyscy się znają, łatwiej budować hierarchie w oderwaniu od obiektywnych kompetencji. Nie zostanie się prezydentem miasta argumentując, że jest się bardziej pobożnym od konkurentów. Ale już wójtem można Uśmiech To ma też dalsze konsekwencje. Choćby lokalne elity będą raczej niechętne globalnemu progresywizmowi, bo ten podważa ich pozycję.
Tu też zwraca uwagę parę faktów. W Polsce najbardziej konserwatywne regiony to Podkarpacie i częściowo Małopolska. Okolice o gęstym zaludnieniu ale słabej urbanizacji. Megaloville takie. Ludzie nawet jak pracują w okolicznych miasteczkach to po robocie wracają do swoich wiosek, niewielkich środowisk. I reguły lokalizmu są dla nich istotniejsze, bo w robocie dokręcaję jakieś śrubki, sprzedają "kurcze pieczone" (pisownia oryginalna), albo robią tapicerkę dla Nowego Stylu, a nie jakieś IT. A życie społeczne jednak mają na wiosce z sołtysem, proboszczem, sklepową, wiejskim żulem, wiejskim złodziejem, itp.
Inna ciekawostka to USA. Republikanie dominują tam w dwóch, socjologicznie bardzo różnych terenach. Primo w dawnej CSA, secundo na Dzikim Zachodzie. W pierwszym przypadku są to oczywiste sentymenty do Konfederacji, Ku-Klux-Klanu, segregacji, itp. (oczywiście nikt się do tego oficjalnie nie przyzna). W drugim to oczywiście lokalizm. I patrząc na amerykańskie wybory, to Demokratom łatwiej idzie odbijanie gęsto zaludnionego Deep South niż prowincjonalnego Mid West. Jednak ten potomek Ryśka z Klanu żyje w dość globalistycznej rzeczywistości, a potomek Lucky Lucka dalej nie wie, przy tej gęstości zaludnienia do wyboru ma tylko ciotkę, owcę i szturm na Kapitol..
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Inky napisał(a): Tak, ale chcenie tych biznesów też nie jest do końca decydujące. Np taką niszą jest też zażywanie heroiny albo palenie fajek. Społeczeństwa na początku dopuszczały i wręcz były podekscytowane relaksującymi właściwościami tytoniu, ale potem ustaliły, że jest to zjawisko silnie niekorzystne, generujące ogromne koszty w służbie zdrowia, z którym trzeba walczyć albo je mocno ograniczać. Jest to tłamszenie tych interesów, nie działające na korzyść globalnych biznesów, np. tytoniowych.

Tylko zwróć uwagę, że nawet dla tego przemysłu tytoniowego interes nie polega po prostu na psuciu zdrowia klienta, tak samo jak nie leży to w interesie żadnego pasożyta. Nie bez dobrego powodu tytoń jest u nas legalny, a dużo bardziej szkodliwa hera nie. Co więcej sprzedaż tytoniu prędzej drastycznie ograniczona będzie (jak bodajże na Islandii) w przypadku krajów, w gospodarce których uprawa tytoniu nie gra większej roli. Koniec końców zaś te biznesy, których nieodłączną częścią jest psucie zdrowia publicznego, są tylko częścią światowej gospodarki, dla której troska zdrowie publiczne gra coraz większą rolę. I to nawet nie dla tego, że wokół troski o zdrowie buduje się całe branże (leki, suple, poradniki, branża fitness, you name it...), ale głównie dla tego, że na ogół zdrowy pracownik i konsument to dobry pracownik i konsument (pomijając tę całą big-pharmę, która jednakowoż nie truje najpierw ludzi, żeby potem ich leczyć...).

Nie chodzi zresztą przecież o chcenie tego czy innego biznesu, tylko tendencje wynikające z przekształceń gospodarki światowej. Wypadkowa działa właśnie w tym kierunku, jaki tu wskazujemy. Owszem, złe zostanie wycięte, ale co dobre a co złe ściśle wiąże się z funkcjonowaniem naszych ekonomii.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Samymi zdolnościami i talentami daleko nie znajdziesz.  Kapitalizm właśnie na tym polega, źe akumuluje się bogactwo, oszczędza poniewaź to obniża preferencje czasową jednostki.
Klasyczny kapitalizm ery przemysłowej tak właśnie wyglądał – mieliśmy kapitalistów, którzy dysponowali fabrykami i wysługujących się im niskowykwalifikowanych pracowników. Ale to się przecież zmienia. Ja np. mam wystarczający kapitał finansowy, żeby stworzyć zalążek czegoś, co wyewoluowało w Google czy Facebooka. Bez problemu opłaciłbym serwery i biuro. Tylko kogo bym w tym biurze posadził? I jaki projekt realizował?
Cytat:To co się obecnie nazywa kapitalizmem to kneysizm czyli interwencjonizm, inflacjonizm, polegający na utrzymywania dodatniej inflacji, która według kneysistów pobudza rozwój gospodarczy, czyli systematyczna dewaluacja pieniądza, która zubaża  majątki produktywnych ludzi ale umożliwia większe wydatki państwa.
Utrzymywanie dodatniej inflacji nie ma w cywilizowanych krajach na celu zwiększenie wydatków państwa. Ten „podatek inflacyjny” jest przecież rzędy wielkości mniejszy od głównych wpływów budżetu. Celem utrzymywania dodatniej inflacji jest zniechęcenie do tezauryzacji pieniądza.
Cytat:Natomiast wysoka inflacja
To zjawisko niepożądane. Wszystkie rozwinięte gospodarki dążą do niskiej inflacji.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Dwa Litry Wody napisał(a): Baptiste
Cytat:Czuję się jak prorok. Spodziewałem się, że zadymy powodowane przez BLM i demokratów zmienią na zawsze obraz protestów w USA. Otworzyli puszkę pandory i zbierają żniwo.
Tak będą tam teraz wyglądać protesty.
Ciekawa opinia. W dość podobnym tonie do twojego wypowiada się Giennadij Ziuganow, choć on główny ciężar winy woli kłaść na karb kolorowych rewolucji. Mówiąc zaś całkiem poważnie, to ciekawy jestem dlaczego uważasz, że na tle dość bogatej historii niepokojów społecznych w USA to właśnie protesty BLM są na tle wyjątkowe, by uznawać je (a nie np. Czerwone Lato) za przysłowiowe otwarcie puszki Pandory?

Ta opinia chyba nie jest zaskakująca? Dziwić może jedynie to, że tak otwarcie wyraża pogardę dla intelektu (choć może trafna to konstatacja) MAGA zadymiarzy, robiąc z nich lekko upośledzonych. Duży uśmiech

E.T. napisał(a): Inaczej mówiąc, wbrew niepopularnemu przekonaniu ludzie odpowiedzialni w FB czy TT za długoterminową strategię działania tych serwisów nie są idiotami. FB czy TT nie strzelają sobie w stopę.

Ale czy IT było zawsze mało konserwatywne? Mam wrażenie, że nie. Raczej zobaczyli może tak maksymalnie 15 lat temu, że technologia niekoniecznie musi sprzyjać przemianom kruszącym konserwatyzm, a różne fasadowe działania, nie wystarczają by obronić się przed faszyzmem i agentami wpływu obcych mocarstw (to zauważyli ledwie 4 lata temu). Ale tu z kolei można odnieść się też do Snowdena. Czy fakt ujawnienia przez niego podsłuchów sprzyjał próbom wpływu wrogów USA i ułatwił im stworzenie Trumpa? Czy to co zrobił ograniczyło możliwości kontrywywiadowcze USA? Czy to co deklarował było rozdmuchane, a sam kontrwywiad USA i tak nie dałby rady niedopuścić do wpływu na wybory?


Inky napisał(a): Dlatego wygra globalizm, progresywizm który jednak znormalnieje po szoku multikulturowym a lokalizm skarłowacieje i straci na znaczeniu, konflikty drugiej połowie XXI wieku będą się odbywać już na innej płaszczyźnie.

Wygra globalny lokalizm.


kmat napisał(a): I patrząc na amerykańskie wybory, to Demokratom łatwiej idzie odbijanie gęsto zaludnionego Deep South niż prowincjonalnego Mid West. Jednak ten potomek Ryśka z Klanu żyje w dość globalistycznej rzeczywistości, a potomek Lucky Lucka dalej nie wie, przy tej gęstości zaludnienia do wyboru ma tylko ciotkę, owcę i szturm na Kapitol..

Jeśli przeprowadzają się na południe, a nie na środkowy zachód, to nie możemy być zdzwieni, że na południu zaczynają wygrywać.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Ad E.T.

Interesujące wywody, przypomina się stare określenie pięknoduch (pięknoduchizm brzmi coś kiepsko), tak w kontekście postrzegania świata.
Znalazłem kiedyś na YT amerykański spot propagandowy z lat 50 siątych. Dotyczył promocji w społeczeństwie budowy autostrad w USA. Jakaś rozanielona parka zjeżdżała ślimakiem z wielopoziomowego skrzyżowania nowym wielkim krążownikiem szos. Sentymentalna muzyka, wyraz szczęścia na twarzach miał sugerować szczęście przyszłych pokoleń mogących podróżować szybko i łatwo po kraju. Odwieczna chęć poprawy ludzkiego losu przybrała od ok XX wieku formę - postęp technologiczny da nam wszystko i będzie coś między świetnie, a wspaniale. Teraz algorytmy zapewniają jedynie słuszne zdanie ludu. W podobnym tonie utrzymana jest twoja narracja mająca wyjaśnienia na wszystko.
Przy okazji opisałeś jak działa i czym jest słynne deep state, wspólnota interesów wielkich.

Cytat:Tak się stało w przypadku Rosji i Chin, bo Facebookowi na rękę są stabilne, demokratyczne rządy prawa, dobrze funkcjonująca gospodarka i generalny dobrobyt (kierunek wellfare state), względny egalitaryzm, brak napięć społecznych, obyczajowy liberalizm- wszystko, czego potrzeba, żeby kwitła konsumpcja wśród przeciętnych zjadaczy chleba, a wraz z nią rynek reklamy i branża rozrywkowa, bez czego FB nie istnieje- a te dwa państwa się nie wpisują w ten schemat i im FB po prostu wadzi, utrudniając politykę odległą od wspomnianych standardów.

Większość biznesów po za zbrojeniowymi jest zainteresowana stabilnością. Do tego jak najbardziej należy ograniczyć ludzkie myślenie do odmóżdżenia, czyli lajkowania i bezrefleksyjnego łykania reklam, tudzież produktów marketingowo emocjonalnych, omijającą sferę rozumu. Life motive konsumenci wszystkich krajów łączcie się i konsumujcie jak najwięcej póki co spowodował ogromne zadłużenie społeczeństw, która koniec końców obróci się przeciw społeczeństwo konsumpcyjnym, ponieważ nikt nie zresetuje długu za darmo. Oznacza to, że następne pokolenia będą musiały mieć motywacje do pracy wykraczająca po za sekwencje - konsumować jak najwięcej. Wzajemne uzależnienie od siebie wielkich i społeczeństw nie oznacza symbiozy.

Cytat:Polityka Trumpa na dłuższą metę mogła tylko zaszkodzić funkcjonowaniu FB, zbliżając USA do rosyjskich standardów w polityce, destabilizując kraj, uderzając w gospodarkę i pomniejszając dobrobyt. Nie ma zaś żadnej presji w kierunku nadmiernej regulacji FB czy jego nacjonalizacji np. w demokracjach zachodniej europy, przynajmniej nie w kontekście fejsbukowej cenzury, która wpisuje się w politykę władz tych krajów. I nie będzie jej w USA pod rządami trzymającymi się wymienianych standardów, bo FB nie będzie im bruździł, a raczej wspierał te normy, które działają na jego korzyść. A skoro tak wiele zależy od FB i TT, to nieszczególnie musi się on obawiać scenariusza, jaki Mentzen przedstawia- albo gdzieś już nie było praworządnej demokracji i można było postawić FB tamę (zresztą te serwisy społecznościowe byłyby dla takich niedemokratycznych rządów groźne jako platforma dla alternatywnego obiegu informacji), albo gdzieś jest i tylko wtedy uda się to zmienić i uciąć fejsbukową cenzurę, jeśli FB nisko wyceni znaczenie danego rynku dla swojego funkcjonowania. USA takie niedocenienie przez FB, Google czy TT nie grozi i być może przegrana Trumpa jest w jakiejś mierze tego zasługą.

Odcięcie Chin od światowego internetu, cenzura, spowodowana jest utrzymaniem systemu, któremu mogłoby zaszkodzić, podobnie jak w Rosji. W USA mamy już jawnie to samo, tylko w innej formie poprzez FB, TT, YT etcet. Każdy broni swojego systemu w określony i dostępny sposób.
Pytanie podstawowe, czy Chiny zbliżaj się w swoich standardach do USA, czy USA do Chin w świetle ostatniej cenzury?
Wielcy w USA zaczęli stosować chińskie standardy według starego rewolucyjnego hasła nie ma wolności dla wrogów wolności (demokracji)
W Chinach i Rosji bronią systemu podobnymi metodami co w USA "demokracji". Różnica zawiera się jedynie w sposobach twardego totalitaryzmu (Chiny, Rosja) i miękkiego USA (między innymi).


Wracając do Trumpa można powiedzieć, że o Trumpa już tej zabawie nie chodzi. Sprawy zaszły znacznie dalej.
OK 34% wyborców uważa, że Biden został wybrany niezbyt uczciwie w tym 70% wyborców republikańskich.
https://www.courthousenews.com/just-60-o...egitimate/

Sądy odrzuciły pozwy o tym wiemy z mediów, pomija się jedynie powody. Sąd Najwyższy odfycnął się cedując decyzje na sądy stanowe. Tu zaś ze strony republikańskiej są głosy o proceduralnym przeciąganiu, paraliżowaniu postępowań. Skoro można było głosować przez psa, zmarłych, frekwencja 130% przebijała Koreę północną, a wyniki rzędu 340% w niektórych hrabstwach wprawiają w osłupienie. Dodajmy archaiczny sposób głosowania nie zmieniany z winy obu partii, wręcz zachęcał do oszustów przy tak podzielonym społeczeństwie. Poniekąd trudno się dziwić sądom, które bały się wziąć na siebie odpowiedzialność za ewentualną katastrofę, będąc same pod ogromnym naciskiem. Być może sędziowie wyszli też z założenia, że nie wiadomo kto więcej mataczył i lepiej tej nieczystości nie ruszać.

Cenzura, która się rozpętała w postaci zamykania dostępu portalom konserwatywnym zaskoczyła świat. Maski spadły, nawet konto V4 zostało zamknięte. Podobne ośmielono się tam skrytykować Fb. Trwa polityczna zemsta przy której polskie piekiełko to pikuś. Forbes wezwał do nie zatrudniania byłych pracowników prasowych Trumpa. Znaczy, dostali wilcze bilety, być może na całe życie. Znamy to z naszej historii, nieprawdaż?
Tutaj opinia gościa, którego nie bardzo mogą ruszyć, bo jest amerykańskim żydem i może napisać więcej. Jest też z przekonań demokratą i żeby nie dziwić się stronie - ateistą.
Pisze o jednostronnych manipulacjach google na wysokim poziomie przy pozornie neutralnym podejściu jak np algorytm kierujący tylko na lewackie strony (dla niepoznaki zwane liberalnymi). Jeśli kto ma ochotę może zajrzeć do popularnej Wikipedii gdzie opisane są jego kłopoty w ujawnianiu matactw.
https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Epstein
Oczywiście jego poglądy zostały odrzucone przez uczonych, tylko rzeczywistość jak zwykle skrzeczy. Może się to komuś podobać, uznać za właściwe ok. Tylko nie nazywajmy tego demokracją, bo to nie jest demokracja.
Odpowiedz
Gladiator napisał(a): W Chinach i Rosji bronią systemu  podobnymi metodami co w USA "demokracji". Różnica  zawiera się jedynie w sposobach twardego totalitaryzmu (Chiny, Rosja) i miękkiego USA (między innymi).
Gladiatorze - ręce i wszystyko inne opada, kiedy się takie wierutne bzdury czyta.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Gladiatorze - ręce i wszystyko inne opada, kiedy się takie wierutne bzdury czyta.
Ale przecież on właśnie tak myśli. Prezydent Stanów Zjednoczonych jest według niego prześladowany. Tak samo w Polsce P**, który ma w zasadzie pełnię władzy (poza kilkoma niepokornymi sędziami) jest prześladowany. Oni zawsze będą prześladowani.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
No tak, przecież W Rosji i Chinach wolność słowa, prawa człowieka, gwarancje swobody zrzeszania się wręcz kwitną.
Jak mogłem o tym zapomnieć?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości