Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[oddzielony] Muzyka ambitna i nieambitna
#1
DziadBorowy napisał(a):
lumberjack napisał(a): Nergal bez kościoła byłby nikim. Cała jego kariera i wizerunek są oparte na walce z KrK.

Bez przesady. Być może teraz jako celebryta, który dostał się do głównych mediów tak jest kojarzony, ale w późnych latach 90  i na początku 21 wieku, Behemoth oraz Vader byli chyba jedynymi przedstawicielami polskiej sceny muzycznej spoza kultury wyższej jako tako kojarzonymi za granicą Polski, regularnie koncertującymi praktycznie na całym świecie (i nie były to koncery dla Polonii w Chicago Oczko ) Owszem gatunek który uprawiał czyli death- black-metal ma ewidentnie antychrześcijańskie przesłanie, ale to nie zmienia, że muzycznie była to pierwsza światowa liga w tym gatunku.

Biegłości w posługiwaniu się łaciną nie oceniam Oczko


Jak można muzyką nazwać darcie mordy do dźwięków blachowkrętarki i Boscha? Nergal na scenie powinien występować z tłumikiem tak drze ryja
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#2
InspektorGadżet napisał(a): Jak można muzyką nazwać darcie mordy do dźwięków blachowkrętarki i Boscha? Nergal na scenie powinien występować z tłumikiem tak drze ryja

Jak się nie potrafi odróżnić ciężkiej perkusji i gitary od blachowkrętarki to faktycznie może się nie podobać. W każdym razie wśród fanów takiej muzyki na świecie zyskał popularność znacznie większą niż inni polscy muzycy w swoich kategoriach i nie da się tego wytłumaczyć walką z kościołem, bo często poza Polską ta "walka" mogła być odbierana podobnie jak u nas walka z kultem Izydy czy Thora czyli swego rodzaju folklor sceniczny Oczko
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#3
InspektorGadżet napisał(a): Jak można muzyką nazwać darcie mordy do dźwięków blachowkrętarki i Boscha?
Powiedział gość, który muzyką nazywa niemelodyjne rymowanie do zapętlonego sampla. Definicja muzyki nie zależy od tego, co się komu podoba. A takie teksty jak Twoje wygłaszano kiedyś o jazzie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#4
W rapie przynajmniej trzeba wymyślić tekst zeby się rymował i zrobić fajny beat. A nie drzeć ryj do zmixowanych dźwięków koparko ładowarki XDDD

https://m.youtube.com/watch?v=C5B8TAYogi8
https://m.youtube.com/watch?v=Njg4DJi78VU

Jak ktoś powie że dzwięki brzeszczota skrobanego o pręt są lepsze od tych bicików to jest debilem z kijem w uszach
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#5
InspektorGadżet napisał(a): W rapie przynajmniej trzeba wymyślić tekst zeby się rymował i zrobić fajny beat.

Zupełnie jak w dico-polo. Oczko Co kto lubi.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#6
Owszem. Wole juz disco polo(przynajmniej to stare) niż gore metal(czy co oni tam tworzą). Poza tym lubie rocka, pop czy właśnie stare disco i muzykę operową. Więc zarzut ze słucham rapu i krytykuje gore metal jest śmieszny
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#7
InspektorGadżet napisał(a): Jak ktoś powie że dzwięki brzeszczota skrobanego o pręt są lepsze od tych bicików to jest debilem z kijem w uszach
Ale ja nie twierdzę, że te biciki są złe. Mnie się podobają. I nie chodziło mi o „metal dobry, hip-hop zły”. Chciałem po prostu zauważyć o każdym gatunku muzyki można napisać chamski tekścik w tym rodzaju, jaki Ty napisałeś o death metalu.

A teraz posłuchaj tego. W całości. Zainwestuj 9 minut życia, żeby przestać ględzić, że w takie utwory nie wymagają wysiłku:


Osiris napisał(a): Ty jesteś tu specjalistą więc wyjaśnij jeśli możesz, wyjaśnij proszę jak to jest w przypadku takich hybryd złożonych z cząstek różnojęzycznych; przykładowo słowo autokar. Mamy greckie "auto" i angielskie "car", które oznacza to samo.
No ale słowotwórstwo to jedno, a składnia to drugie. Inna sprawa, że „auto” i „car” nie znaczą tego samego. „Auto” to zaimek zwrotny, a „car” to „wóz”. NB. właśnie się dzięki Tobie dowiedziałem, że słowa „car” i „sierść” są spokrewnione i mózg mi wybuchł.
Cytat:Gdyby to tłumaczyć dosłownie, wyszłoby bezsensowne "auto auto".
Samo-wóz.
Cytat:Język to nie matematyka i tutaj dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery.
No nie. Tym niemniej, gdyby Nergal mówił w języku który zna, to nigdy by nie powiedział „porządek bluźnierstwo”. Tylko „porządek bluźnierstwa”.

ZaKotem napisał(a): Ja dalej wygłaszam takie teksty o jazzie, szczególnie w towarzystwie znajomej seksofonistki.
No dobra. Ale czym innym jest się podrażnić ze znajomymi, a czym innym zabranianie budowy jazzowej hali koncertowej blisko kliniki położniczej, bo jazz może zaszkodzić dzieciom. A takie akcje odchodziły ledwie 100 lat temu.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#8
zefciu napisał(a):A teraz posłuchaj tego

00:01 i już jumpscare. Może gdyby z tego death metalu usunąć wokal to dałoby się tego słuchać. No ale takie beztalencia jak marny grajek Nergal straciłyby robotę

Przykład metalu ktorego można słuchać 
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#9
InspektorGadżet napisał(a): 00:01 i już jumpscare.
zefciu: Posłuchaj, tylko w całości
Kfikfe: Kończy po sekundzie.
Cytat:No ale takie beztalencia jak marny grajek Nergal straciłyby robotę
A muzykę Behemotha komponuje ktoś inny niż Nergal? Poza tym przecież nie wkleiłem Nergala. Akurat za Nergalem nie przepadam.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#10
InspektorGadżet napisał(a):
DziadBorowy napisał(a):
lumberjack napisał(a): Nergal bez kościoła byłby nikim. Cała jego kariera i wizerunek są oparte na walce z KrK.

Bez przesady. Być może teraz jako celebryta, który dostał się do głównych mediów tak jest kojarzony, ale w późnych latach 90  i na początku 21 wieku, Behemoth oraz Vader byli chyba jedynymi przedstawicielami polskiej sceny muzycznej spoza kultury wyższej jako tako kojarzonymi za granicą Polski, regularnie koncertującymi praktycznie na całym świecie (i nie były to koncery dla Polonii w Chicago Oczko ) Owszem gatunek który uprawiał czyli death- black-metal ma ewidentnie antychrześcijańskie przesłanie, ale to nie zmienia, że muzycznie była to pierwsza światowa liga w tym gatunku.

Biegłości w posługiwaniu się łaciną nie oceniam Oczko


Jak można muzyką nazwać darcie mordy do dźwięków blachowkrętarki i Boscha? Nergal na scenie powinien występować z tłumikiem tak drze ryja
to bardzo melodyjne utwory..

https://youtu.be/Dhfy9TPga-c

https://www.groove.pl/behemoth/bartzabel...nka/940837

omówienie utworu

gitarki są niezłe...

Zastanawiam się czy uprawianie z takjej  twórczości to walka z krk

Okultyzm jako taki ma duże umocowanie w kulturze: Okultyzm a chrześcijaństwo
Dla Kościoła katolickiego, okultyzm jest równoznaczny z satanizmem. Jest to związane ze specyficznym postrzeganiem satanizmu przez Kościół: mianowicie każdy system metafizyczny, posiadający elementy kultyzmu oraz przeciwne stanowisko wobec Kościoła, jest definiowany jako satanistyczny. Moc którą posiadali prorocy i święci płynie od Boga, przeciwnie do magicznej siły nieznanego pochodzenia, która przypisywana jest Szatanowi oraz demonom[6]
Religia chrześcijańska konsekwentnie realizowała swoje stanowisko, a nawet aktywnie próbowała przeciwdziałać wszelkim okultystycznym (heretyckim) kultom i ideologiom (np. poprzez ustanowienie instytucji Świętej Inkwizycji).
Źródła tego stanowiska można upatrywać już w Biblii (Stary Testament), gdzie zakazane było uprawianie wszelkich praktyk wróżbiarskich czy czarnoksięskich: "Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów.”. Nieprzestrzeganie tego zakazu było usankcjonowane najwyższą karą: śmierci[7].
Okultyzm a sztuka
[Obrazek: 220px-Plomienne-ptaki-hasior-koszalin-7333d.jpg]

Płomienne Ptaki – Władysława Hasiora w Koszalinie
Okultyzm pojawia się w twórczości Williama Blake, Austina Osman Spare, Paula Laffoley[8], Teofila Ociepki czy Andrzeja Urbanowicza, Władysława Hasiora, Marka Kijewskiego.

Natomiast co Nargal miał na myśli w przypadku buta i Marii to nie wiem...
Odpowiedz
#11
Wydzielam offtop nt. muzyki, bo interesuje mnie w tym kontekście jedno pytanie. Dlaczego Disco Polo jest ch…owe? Uważam, że problem nie jest trywialny. Otóż ciężko jest wskazać gatunki muzyczne, które produkowałyby wyłącznie chłam. Także Italo Disco, które jest „najbliższe” gatunkowo Disco Polo ma czasem bity, których da się słuchać (taki Gigi D’agostino), czy ambitniejsze teksty (Vamos a la playa). Tymczasem Disco Polo trzyma konsekwentnie badziewny poziom.

Interpretacją, która się narzuca jest „bo tego oczekują widzowie”. Ale… Kiedyś odpaliłem telewizornię, przełączam kanały, a tam koncert jednego z moich ukochanych zespołów – Orchestral Manoeuvers in the Dark. Patrzę na znaczek stacji – Polo TV. Pierwsza moja reakcja – oburzenie. Jak śmią profanować OMD puszczając ich na takiej stacji. Ale po namyśle przychodzi wniosek – targetowy odbiorca Disco Polo może słuchać OMD i będzie mu się podobać. Ergo – rodzimi wykonawcy nurtu Disco Polo też teoretycznie mogliby jakoś eksperymentować i zrobić coś z gatunkiem, co nie będzie przełączaniem akordów i jęczeniem o wakacyjnej miłości. Zatem – czemu nikt tego dotychczas nie zrobił?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#12
zefciu napisał(a): Dlaczego Disco Polo jest ch…owe?
Przypuszczam, że chodzi o to, aby słuchacz miał poczucie "też bym tak umiał" i w większości przypadków miał rację. Przyjemność ze słuchania disco polo jest takiego rodzaju, jak z nucenia przy goleniu - to nie ma być piękne, tylko moje. Disco polo słuchają ludzie wrażliwi na punkcie swojej godności i wartości. W innej muzyce mogą odbierać podprogowy przekaz "ja jestem Artystą i coś Umiem, a ty nie, bo jesteś bezwartościowym beztalenciem", co może sprawiać im przykrość.
Odpowiedz
#13
A ja myślę, że tu chodzi o to, że disco polo łatwo się powiela. Żeby informacja łatwo się powielała musi być prosta, mieć rytm, powtarzalność i być powtarzana. Badziewność tylko w tym pomaga, bo oddzialywuje na emocje. I tak polo disco ma to wszystko. Są szalone panienki, miłosne porywy i rozwiane grzywy. Jest alkohol, wydzieliny i dużo rodziny. Bo wszyscy Polacy to jedna Rodzina.

Zależność jest tu taka, że disco polo jest znane bo jest powtarzane, a jest powtarzane bo jest znane i proste.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#14
InspektorGadżet napisał(a): W rapie przynajmniej trzeba wymyślić tekst zeby się rymował i zrobić fajny beat.
InspektorGadżet napisał(a): Jak można muzyką nazwać darcie mordy do dźwięków blachowkrętarki i Boscha? Nergal na scenie powinien występować z tłumikiem tak drze ryja


Chyba nie musi się rymować, ale ja się nie znam na rapie.
Ogólnie jak można przeprowadzić dochodzenie co jest muzyką, a co nie? Jaki zakres ciśnienia i długości fal wchodzi w grę? Bo przecież nie ma znaczenia to czy się używa wkrętarki, gitary czy głosu.
Liczy się efekt i możliwość jego przetworzenia. Więc ambicję trzeba mierzyć skomplikowaniem użytych środków, przyjętych założeń (ich brak=0), wykonania, umiejętności wykonawcy, zaangażowania osób postronnych w jego pracę i pewnie coś tu jeszcze można wymienić.

Rap, choć może być fajny, a niektóry wybija się na tle ogółu, pod względem skomplikowania jest tylko trochę ponad diskopolo, które to jest najniższą znaną formą "muzyczną".

zefciu napisał(a): Chciałem po prostu zauważyć o każdym gatunku muzyki można napisać chamski tekścik w tym rodzaju, jaki Ty napisałeś o death metalu.


Prawda, że o każdym, ale tylko o jednym będzie to uzasadnione - D.P.

zefciu napisał(a): Zatem – czemu nikt tego dotychczas nie zrobił?


Ja bym zrobił, ale to skończyłoby się po jednej trasie koncertowej i zgwałceniu prostego słuchu odbiorcy d.p., który usłyszałby utwory w nowej aranżacji. I zapomniałeś o Figo Fagot. Problem z tą niemuzyką jest taki, że gdy coś z nią zrobisz jak Figo Fagot, to już przestaje być d.p.

PS Fajny ten metal gruziński. Czerpie ze starych dojrzałych norweskich wzorców, zdaje się.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed  nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu  rzeczy

“What warrior is it?”

“A lost soul who has finished his battles somewhere on this planet. A pitiful soul who could not find his way to the lofty realm where the Great Spirit awaits us all.”


.
Odpowiedz
#15
Nikt nie lubi DP a na weselach nagle wszyscy znają wszystkie piosenki i se tańcują do nich.

zefciu napisał(a): Dlaczego Disco Polo jest ch…owe? Uważam, że problem nie jest trywialny. Otóż ciężko jest wskazać gatunki muzyczne, które produkowałyby wyłącznie chłam. Także Italo Disco, które jest „najbliższe” gatunkowo Disco Polo ma czasem bity, których da się słuchać (taki Gigi D’agostino), czy ambitniejsze teksty (Vamos a la playa). Tymczasem Disco Polo trzyma konsekwentnie badziewny poziom.

Jak dla mnie różnica jest dosyć spora między starym DP gdzie nurtem dominującym były kibordy Casio i przeróżnej maści Zenki śpiewające pedalskim głosikiem, a obecnym DP. O, takie coś może być np.:



Tylko mi nie mówta, że nie widzita żadnej różnicy. Żeby tak stwierdzić trzeba wykazać się złą wolą oraz ignorancją/nieznajomością tematu. Piękni i młodzi czy Weekend też dają radę Uśmiech

Rozumiem, że na forum dominującą grupą są intelektualiści, którzy byle czym nie zaspokoją swoich potrzeb kulturowo-rozrywkowych, ale są też tacy prostacy jak ja, którzy potrzebują rozrywki odmóżdżającej. Czasem dobrze jest poczytać sobie Nietzschego ale czasem fajnie sobie obejrzeć Chłopaków do wzięcia albo posłuchać jakiejś prostej rapowej muzyki dla dzieci z betonowej dżungli Uśmiech
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#16
Mnie DP kojarzy się wyłącznie z Deep Purple Uśmiech Nie rozumiem dlaczego piszecie disco polo z wielkiej litery.
Nurtującą jest dla mnie kwestia tego czy zarówno twórcy, jak i wykonawcy tegoż gatunku produkują się na serio czy może jednak dla jaj? Przy najszczerszych chęciach nie potrafiłbym bowiem odebrać disco polo na poważnie.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
#17
lumberjack napisał(a): Nikt nie lubi DP a na weselach nagle wszyscy znają wszystkie piosenki i se tańcują do nich.

Ja jeżeli znam to właśnie głównie z wesel. I do nich nie tańcuję. A to, że większość tańcuje to też żaden wyznacznik, bo bardzo często zwyczajnie nie ma żadnej alternatywy przy której można by tańczyć na weselu.

Ale za każdym razem jestem autentycznie zdziwiony ile różnych piosenek traktujących dokładnie o tym samym z tą samą liczbą melodyjną można stworzyć Oczko

Cytat:Tylko mi nie mówta, że nie widzita żadnej różnicy. Żeby tak stwierdzić trzeba wykazać się złą wolą oraz ignorancją/nieznajomością tematu. Piękni i młodzi czy Weekend też dają rad

Jeżeli była jakaś różnica, to przestałem ją zauważać w momencie gdy gość zaczął śpiewać. Oczko
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#18
2021 rok, a definiowanie metalu nadal sprowadza się do odgłosu wiertarek...

Mój tatko mawiał, że słucham sieczkarni Uśmiech I to nie był Behemoth czy Vader, a wczesna Metallica czy judaszowy Painkiller.

Jeżeli chodzi o disco-polo, pozwolę sobie wyrazić swoją, czysto subiektywną opinię. Jako, że coś tam sam w życiu z nutek skleciłem (sieczkarnia, a jakże), to i na samą muzykę staram się patrzeć nieco głębiej. DP to prosty rytm, proste melodie, podstawowe akordy - wiele światowych hitów pod tym względem jakoś znacznie od tego nie odbiega. Problemem DP nie jest więc konstrukcja, a elewacja.

Po pierwsze - wokale. Przepraszam za wyrażenie, ale w żadnym gatunku muzycznym nie słyszałem bardziej pizdowatych śpiewaków. Istnym crème de la crème jest tu coś, co wydobywa ze swych strun głosowych pan Martyniuk.
Po drugie - barwa melodii. Proszę posłuchać kawałków znanych DJ-ów, jak Armin, Tiesto, Avicii, Daviv Guetta czy Alan Walker - dźwięku syntezatorów, głębi, przestrzeni, pogłosu, a następnie zestawić to disco-polowym pitu-pitu. Często i tu, i tu będzie oklepane "C-D-A-G", lecz jakże inny odbiór!
Po trzecie - warstwa liryczna. Niestety, jak polski język brzmi ładnie i dostojnie w pieśniach patriotycznych czy poezji śpiewanej, tak w przaśnych tekstach prymitywizm owych tekstów tylko się potęguje. Co gorsze - to samo tyczy się innych gatunków muzyki, także metalu. Kiedyś natknąłem się na ciekawe wideo - ktoś zaśpiewał kawałki disco-polo po angielsku. Wrażenie było iście piorunujące. Z drugiej strony anglojęzyczne piosenki, jak ktoś tak nam nimi przysiądzie na chłodno, często traktują o takich bzdetach, że aż człowieka dziwi, że do tego tupie nóżką. Ot, magia angielskiego (podobnie działa francuski w nastrojowych, romantycznych piosenkach czy niemiecki w industrialnym metalu).

A więc mamy przaśne i nieskomplikowane pitu-pitu, gdzie za "bylejakość" odpowiada głównie wokal (stąd piosenki DP śpiewane przez kobiety są - w mojej opinii - nieco bardziej strawne, ale to jak porównanie bólu brzucha ze zgagą i bez zgagi). Do tego myślę, że trzeba dodać kontekst pozamuzyczny - disco-polo stało się za obecnej władzy muzyką niemal narodową, co z jednej strony rozochociło ich twórców (a zmarginalizowało "nadętych artystów dla elyt i wykształciuchów"), z drugiej zaś pogłębiło i tak spolaryzowane społeczeństwo. Ot, wstający z kolan elektorat dostał adekwatny do tego procesu akompaniament.

No i na koniec: "nikt nie lubi DP a na weselach nagle wszyscy znają wszystkie piosenki i se tańcują do nich" - najbardziej oklepane i krzywdzące hasło. Ja np. na wesela w ogóle nie chodzę, a jak przyjdzie mi w końcu się na nie wybrać, to prędzej skonam niż do tego zatańczę. Możesz się nawet Lumber przyczaić z kamerką, bo akurat w tej kwestii nie rzucam słów na wiatr Oczko
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz
#19
Sebrian napisał(a): Ja np. na wesela w ogóle nie chodzę, a jak przyjdzie mi w końcu się na nie wybrać, to prędzej skonam niż do tego zatańczę. Możesz się nawet Lumber przyczaić z kamerką, bo akurat w tej kwestii nie rzucam słów na wiatr

Będziesz ochlany to i do Zenka oczów zielonych zatańczysz Uśmiech

Sebrian napisał(a): Po trzecie - warstwa liryczna. Niestety, jak polski język brzmi ładnie i dostojnie w pieśniach patriotycznych czy poezji śpiewanej, tak w przaśnych tekstach prymitywizm owych tekstów tylko się potęguje. Co gorsze - to samo tyczy się innych gatunków muzyki, także metalu. Kiedyś natknąłem się na ciekawe wideo - ktoś zaśpiewał kawałki disco-polo po angielsku. Wrażenie było iście piorunujące. Z drugiej strony anglojęzyczne piosenki, jak ktoś tak nam nimi przysiądzie na chłodno, często traktują o takich bzdetach, że aż człowieka dziwi, że do tego tupie nóżką. Ot, magia angielskiego (podobnie działa francuski w nastrojowych, romantycznych piosenkach czy niemiecki w industrialnym metalu).

Racja. Widziałem gdzieś kiedyś filmik gdzie po polsku zaśpiewano przeróżne światowe hity anglojęzyczne, to się okazało, że często są jeszcze bardziej debilne i prostackie od standardowego DP.

DziadBorowy napisał(a): Ja jeżeli znam to właśnie głównie z wesel. I do nich nie tańcuję. A to, że większość tańcuje to też żaden wyznacznik, bo bardzo często zwyczajnie nie ma żadnej alternatywy przy której można by tańczyć na weselu.

Ale za każdym razem jestem autentycznie zdziwiony ile różnych piosenek traktujących dokładnie o tym samym z tą samą liczbą melodyjną można stworzyć

Możecie się odcinać od DP nawet najbardziej radykalnie jak tylko się da - ja wam i tak nie uwierzę. Za dużo w życiu widziałem Język

freeman napisał(a): Nie rozumiem dlaczego piszecie disco polo z wielkiej litery.

A dlaczego Bóg pisze się z wielkiej? Bo to ważny temat. Z DP jest nie inaczej Duży uśmiech Oczko Język

Sebrian napisał(a): Do tego myślę, że trzeba dodać kontekst pozamuzyczny - disco-polo stało się za obecnej władzy muzyką niemal narodową, co z jednej strony rozochociło ich twórców (a zmarginalizowało "nadętych artystów dla elyt i wykształciuchów"), z drugiej zaś pogłębiło i tak spolaryzowane społeczeństwo. Ot, wstający z kolan elektorat dostał adekwatny do tego procesu akompaniament.

Mylisz się, a ponadto jesteś w błędzie. W Polsce na długo przed PiSem DP było silne. Było, jest i będzie silne. Nie wiem czy to powód do ubolewania. W ogóle te wasze rocki i metale też szału nie robią. Jakiś meloman od muzyki klasycznej z pewnością nad waszymi prymitywnymi, pożal się Boże, gustami załamuje ręce. Ja też prymityw jestem prostackiego rapu słuchający. Ale jakoś wyjebane mam na to czy mnie to umiejscawia w grupie pisowskiego elektoratu czy jeszcze jeszcze jakiegoś innego. Dla mnie chujowa i asłuchalna jest opera. Juz sto razy bardziej wolę disco z pola.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#20
lumberjack napisał(a): Możecie się odcinać od DP nawet najbardziej radykalnie jak tylko się da - ja wam i tak nie uwierzę. Za dużo w życiu widziałem Język

Możesz wierzyć albo nie, ale dwie najgorsze rzeczy na weselu to dla mnie discopolo i wódka z tym, że wódkę jakoś mogę ścierpieć. Może dlatego nie znoszę wesel Oczko
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości