Liczba postów: 12,366
Liczba wątków: 81
Dołączył: 12.2009
Reputacja:
391
Płeć: nie wybrano
(06.06.2025, 23:27)lumberjack napisał(a): Zobaczymy tej zimy jak się zmieni sytuacja po dociepleniu domu.
No wtedy to nie ma bata - musisz zobaczyć różnicę. Aktualnie twoja różnica może wynikać wyłącznie ze sprawności samych urządzeń, gdzie typowy kopciuch to coś ok. 60%, a nowy zgazowujący ok. 80%. I na pewno tak jest, bo w przeciwnym razie nie widziałbyś tej różnicy w kolorze, ilości dymu.
Tak czy owak, ta różnica w sprawności nie będzie na tyle imponująca aby bez skrupulatnych i dłuższych pomiarów dostrzec ją w ramach rozliczeń domowych rachunków. Tym bardziej po jednym sezonie grzewczym gdy nie ma nigdy takiego samego dnia z tym samym zapotrzebowaniem na ciepło budynku. Zwykle żeby coś więcej powiedzieć to trzeba sobie wyciągnąć średnią z ostatnich trzech lat.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Liczba postów: 23,499
Liczba wątków: 241
Dołączył: 08.2005
Reputacja:
1,356
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Schabizm-kaszankizm
(27.06.2025, 16:31)Baptiste napisał(a): No wtedy to nie ma bata - musisz zobaczyć różnicę
Mam nadzieję.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Liczba postów: 12,432
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
Mnie ciekawi sprawność kuchni kaflowych w kontekście Czystego Powietrza. W teorii przecież to są bardzo wydajne bo mogą ogrzewać bezposrednio pomieszczenie, wodę i dom oraz służyć jako piekarnik, wędzarnia i kuchenka. Na chłopski rozum jednym z najbardziej faworyzowanych rozwiązań to jakieś kuchnie angielskie albo z paleniskami do integracji kafli akumulacyjnych i spełniających ekoprojekt.
Sebastian Flak
Liczba postów: 12,366
Liczba wątków: 81
Dołączył: 12.2009
Reputacja:
391
Płeć: nie wybrano
13.07.2025, 13:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2025, 13:48 przez Baptiste.)
(13.07.2025, 00:03)Fanuel napisał(a): Mnie ciekawi sprawność kuchni kaflowych w kontekście Czystego Powietrza. W teorii przecież to są bardzo wydajne bo mogą ogrzewać bezposrednio pomieszczenie, wodę i dom oraz służyć jako piekarnik, wędzarnia i kuchenka. Na chłopski rozum jednym z najbardziej faworyzowanych rozwiązań to jakieś kuchnie angielskie albo z paleniskami do integracji kafli akumulacyjnych i spełniających ekoprojekt.
Polecam ten artykuł (jak i całą stronę jeśli kogoś interesuje podobna tematyka):
https://czysteogrzewanie.pl/2023/03/czy-...ecokuchni/
Prowadzi ją bardzo kumaty gościu.
W skrócie:
Piecokuchnie kaflowe, itp. nie mogą spełniać założeń ekoprojektu, ponieważ ekoprojekt nie dotyczy tej gamy urządzeń. Oczywiście urządzenie można by teoretycznie przebadać pod kątem realnie osiąganej sprawności, itd. ale pojawia się kolejny problem, tym razem bardziej techniczny aniżeli prawny:
Cytat:Dlaczego nie da się przebadać pieca kaflowego albo piecokuchni pod kątem emisji tak jak się bada kotły albo kominki?
Wszelkie fabrycznie zmontowane piece i kominki przechodzą badanie na Ecodesign w profesjonalnym laboratorium – na odpowiednim sprzęcie pomiarowym, według ustalonej procedury. Bada się typ, czyli urządzenie o określonej konstrukcji, które następnie jest powielane i już nie trzeba badać każdego egzemplarza z osobna, bo wiadomo, że każde kolejne identyczne z tamtym przebadanym ma takie same emisje i sprawność.
Piece zduńskie są konstrukcjami indywidualnymi, każda może być z deka albo i mocno inna. Mogą mieć po kilkadziesiąt lat, być modyfikowane na przestrzeni czasu, więc z konieczności trzeba by je badać indywidualnie.
Co to za problem? Piec kaflowy należałoby rozebrać, przesłać do takiego laboratorium, tam złożyć, przebadać, znowu rozłożyć, przesłać z powrotem i jeszcze raz złożyć. Czy muszę tłumaczyć bezsens logistyczny i finansowy takiej operacji? Dobrze, zatem tłumaczę: montaż i demontaż pieca kaflowego można porównać pod kątem koszto- i pracochłonności do budowy/rozbiórki budynku. Koszty montażu i demontażu pieca byłyby wyższe niż jego wartość.
Równie niemożliwe byłoby zapakowanie pełnego laboratorium na żuka i przyjazd do klienta, aby badać piec na miejscu. To są sprzęty wybitnie stacjonarne. Gdyby nawet przyjechały, zainstalowanie ich w mieszkaniu z piecem graniczyłoby z cudem – nie pomieściłyby się.
Zatem zastosowanie do pieca kaflowego sprzętu i procedur badania kotłów/kominków na Ecodesign jest nierealne. Potrzebna byłaby procedura inna, zapewne uproszczona, realizowana w domu klienta, przy użyciu przenośnego sprzętu. Tylko to nadal musiałoby słono kosztować, bo nawet pobieżne badanie emisji pyłów jest drogie (w porównaniu z wartością pieca) jeśli ma być jakkolwiek miarodajne (drogi sprzęt + fachowa obsługa). A nie wiadomo, czy takie badanie urząd zadowoli.
Właśnie z uwagi na powyższe problemy nie praktykuje się nigdzie w Europie (na ile mi wiadomo i na ile zdołałem się dowiedzieć) badań emisji istniejących pieców zduńskich. Stąd też najwyraźniej wziął się ten wyjątek w rozporządzeniu Ecodesign.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Liczba postów: 12,432
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
No to z innej mańki chyba dałoby się do tego podejść i stworzyć paleniska ze zintegrowanym systemem kominowym. Płaszcz wodny, reszta w systemie lato-zima plus możliwość akumulowania ciepła w kaflach i na chłopski rozum uproszczony system kuchni angielskiej by był skalowalny i do badania jak najbardziej zdatny, bo pomiar minimalnej sprawności bez kafli byłby prosty a wszystko ponadto to dodatkowy zysk energetyczny. Tylko tutaj wchodzą chęci stosowania takich rozwiązań i brak ujednolicenia paliwa. Nie bardzo wiem jak można by ograniczyć rodzaje paliwa w takich kuchnio-kotlach. A to chyba chodzi o możliwość wyeliminowania paliw kopalnych.
Sebastian Flak
Liczba postów: 23,499
Liczba wątków: 241
Dołączył: 08.2005
Reputacja:
1,356
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Schabizm-kaszankizm
Niby tak. Ale jak mi montowali ten piec zgazowujący drewno to hydraulicy od razu powiedzieli, że jak bym chciał to mogę w nim nawet węglem palić.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Liczba postów: 12,432
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
Wydawało mi się że węgiel ma wyższą temperaturę spalania i więcej zanieczyszczeń...
Sebastian Flak
Liczba postów: 12,366
Liczba wątków: 81
Dołączył: 12.2009
Reputacja:
391
Płeć: nie wybrano
16.07.2025, 23:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2025, 23:15 przez Baptiste.)
(14.07.2025, 08:44)Fanuel napisał(a): Wydawało mi się że węgiel ma wyższą temperaturę spalania i więcej zanieczyszczeń...
Ma ale konstrukcyjnie te kotły bazują na wcześniejszych kotłach węglowych więc pod względem materiałowym mają taką samą wytrzymałość. Ich producenci w zasadzie w kilka lat musieli się przestawić z jednego na drugie. Problem może się natomiast pojawić z kominem jeśli ten również został wymieniony. Tutaj już rzeczywiście istnieje rynkowy podział na kominy przystosowane do pracy z różnymi temperaturami (paliwami).
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Liczba postów: 23,499
Liczba wątków: 241
Dołączył: 08.2005
Reputacja:
1,356
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: Schabizm-kaszankizm
17.07.2025, 07:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2025, 07:29 przez lumberjack.)
(14.07.2025, 08:44)Fanuel napisał(a): Wydawało mi się że węgiel ma wyższą temperaturę spalania i więcej zanieczyszczeń...
Ale ten mój piec pracuje w temperaturze 80-85C, a nie jak kopciuch, któremu starczy 60C. Po wymianie pieca został mi worek węgla orzech którym w większe mrozy paliłem w kopciuchu i przyznam się że z ciekawości wykorzystałem go w nowym piecu i rzeczywiście bez problemu dał sobie radę. Ale teraz mam już tylko drewno. Kupiłem 15m3 brzozy i 4m3 osiki (też dla eksperymentu - ponoć osika w trakcie spalania wytwarza gazy które czyszczą piec i komin z sadzy).
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Liczba postów: 12,366
Liczba wątków: 81
Dołączył: 12.2009
Reputacja:
391
Płeć: nie wybrano
17.07.2025, 15:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2025, 16:11 przez Baptiste.)
Ministerstwo Klimatu i Środowiska to od samego początku jedna z najlepszych wizytówek ukazujących niekompetencje aktualnego rządu. Udało im się już uwalić program Czyste Powietrze i w II kwartale tego roku ilość składanych wniosków jest 4 razy mniejsza niż w analogicznych okresach w latach 2021-2023. W porównaniu do roku 2024 spadek jest jeszcze bardziej widoczny.
Minister Bolesta jak zwykle bezkrytyczny i w pełni zadowolony z samego siebie:
https://serwisy.gazetaprawna.pl/ekologia...ych-w.html
Cytat:Czyli jest pan zadowolony z liczby złożonych wniosków po wznowieniu naboru?
Tak, jestem zadowolony. Ale po pierwsze nie mam fiksacji na konkretnych liczbach. Po drugie, Czyste Powietrze nie może też być lekiem na całe zło. Program był zaprojektowany do eliminacji kopciuchów, a niektórzy chcą go traktować jako wehikuł do termomodernizacji polskich domów jednorodzinnych. To nie są nasze kompetencje w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Tzn. minister wyróżnia jeden z kosztów kwalifikowanych względem drugiego. Dlaczego? Tylko on raczy wiedzieć. Pewnie nie rozumie, że dom po termomodernizacji również będzie mniej kopcił, bo np. o połowę spadnie jego zapotrzebowanie na energię.
No i sam sobie przeczy bo wcześniej powiedział:
Cytat: Pieniądze były m.in. wydawane na inwestycje, które nigdy nie powinny były się wydarzyć, jak wymiana źródła ciepła w drewnianych domach
Skoro więc program został zaprojektowany tylko do eliminacji kopciuchów to właśnie tak to może w praktyce wyglądać. Wstawienie czegokolwiek innego zamiast kopciucha do pożerającego energię budynku bez odpowiedniej izolacji. Czyli najlepiej to mieć ciastko (wymiana kopciucha w domu o odpowiednim standardzie) i zjeść ciastko (ale nie inwestować publicznych pieniędzy w to aby taki budynek izolować). A tak się przecież składa, że kopciuch i "goły" budynek to najczęściej zgrane połączenie występujące jednocześnie.
Niedawno pojawiły się wreszcie ministerialne założenia dotyczące obowiązkowej certyfikacji energetycznej budynków. Cel jest słuszny, bo wartość rynkowa obiektu nie powinna zależeć wyłącznie od lokalizacji i wyglądu, ale także od tego z jakimi kosztami związane jest jego użytkowanie. To potrzebna informacja dla potencjalnych nabywców nieruchomości. Tymczasem założenia kwalifikacji są absurdalne:
https://polskialarmsmogowy.pl/2025/07/je...d-chaosem/
Bazowanie na dwóch wskaźnikach jest nieczytelne, ale przede wszystkim uwzględnianie tam wskaźnika EP powoduje, że mocno winduje się wszystkie te budynki, które spalają biomasę z arbitralnie sprezentowanym współczynnikiem nieodnawialnej energii pierwotnej wi = 0,2. Mogą być drogimi w eksploatacji dziurawymi ruderami gdzie wiatr hula i gwizda a i tak mają szansę uzyskać lepszą klasę niż budynek po termomodernizacji ale wyposażony w kocioł gazowy czy pompę ciepła.
Kolejnym "świetnym" pomysłem tego rządu (tym razem MRiT) jest uwalenie elektrycznych magazynów energii. Rzekoma deregulacja przepisów sprowadzałaby się do tego, że nastąpiłaby zmiana w prawie budowlanym i wszystkie magazyny o pojemności > 20 kWh wymagałyby uzyskania pozwolenia na budowę. To wcale niedużo. Absolutne minimum dla niewielkiego gospodarstwa domowego to 10 kWh. Doszłoby do kolejnego absurdu gdzie zgodnie z prawem w garażu znajdującym się w bryle budynku można trzymać samochód elektryczny z baterią o pojemności sięgającej 100 kWh, ale stacjonarny magazyn o znacznie mniejszej pojemności byłby już obwarowany surowymi przepisami. Inny fajny przykład to 11 kg butla z propanem-butanem, którą można sobie trzymać w domu czy w mieszkaniu - 140 kWh energii skondensowanej w formie skrajnie łatwopalnego gazu.
Ta ewidentna dyskryminacja i to w dobie transformacji energetycznej wygląda conajmniej dziwnie. Zrobił się wokół tego sporo raban dlatego być może się wycofają:
https://bizblog.spidersweb.pl/magazyny-e...orzadzeniu
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Liczba postów: 11,085
Liczba wątków: 45
Dołączył: 09.2012
Reputacja:
1,101
Płeć: nie wybrano
Tak to tu zostawię.
https://energetyka24.com/gornictwo/wiado...ik-szokuje
Cytat:Jak podaje Forum Energii, rzeczywisty koszt produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego jest ponad dwa razy droższy niż z OZE. Nawet, jeżeli pominie się koszt opłat CO2 czy doliczy się wydatki związane z bilansowaniem systemu i świadczeniem usług systemowych, odnawialne źródła energii są tańsze od polskiego węgla o 27-42 proc.
Jak zaznacza w swoim wpisie Marcin Dusiło z Forum Energii, różnica w cenie energii elektrycznej pochodzącej z węgla a OZE z roku na rok powiększa się na korzyść zielonych źródeł energii. W 2025 r. kosztowała ona ok. 270-340 zł/MWh w porównaniu do 740 zł/MWh z „czarnego złota” - i to po uwzględnieniu niestabilności OZE oraz kosztów stabilizacji systemu elektroenergetycznego.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Liczba postów: 502
Liczba wątków: 1
Dołączył: 09.2024
Reputacja:
62
14.08.2025, 10:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 10:17 przez Slup.)
Cytat:i to po uwzględnieniu niestabilności OZE oraz kosztów stabilizacji systemu elektroenergetycznego.
Nie jestem fanem polskiego węgla kamiennego. Jednak największa polska elektrownia Bełchatów i jedna z największych czyli Turów są oparte na węglu brunatnym. Jego wydobycie, o ile odejmie się opłaty ETS, jest bardzo tanie, bo złoża są płytko.
Chciałbym też dokładnie zrozumieć, na czym polega "stabilizacja systemu" w sytuacji, gdy produkcja fotowoltaiczna jest mizerna (co w Polsce ma miejsce od października do marca) i jednocześnie nie ma wiatru. Import?
Są też różne wyliczenia.
Liczba postów: 11,085
Liczba wątków: 45
Dołączył: 09.2012
Reputacja:
1,101
Płeć: nie wybrano
Inne wyliczenia pokazujące korzystniejsze dla węgla koszty z premedytacją nie uwzględniają dopłat do wydobycia węgla które polskiego podatnika już obecnie kosztują niemal połowę tego co koszty ETS dla całej gospodarki.
System bilansuje się w oparciu o prognozy. Mniej więcej wiadomo czy w najbliższym czasie będzie wiało i czy będzie słońce. W nagłych przypadkach świetnie sprawdzają się elektrownie gazowe, którymi można szybko sterować mocą. W skrajnych przypadkach wreszcie można ratować się importem.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Liczba postów: 12,432
Liczba wątków: 91
Dołączył: 03.2013
Reputacja:
868
Płeć: mężczyzna
No a można stawiać stabilne atomówki i nie mieć obydwu problemów. No ale nie o to chodzi.
Sebastian Flak
Liczba postów: 502
Liczba wątków: 1
Dołączył: 09.2024
Reputacja:
62
14.08.2025, 11:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 11:30 przez Slup.)
(14.08.2025, 10:42)DziadBorowy napisał(a): Inne wyliczenia pokazujące korzystniejsze dla węgla koszty z premedytacją nie uwzględniają dopłat do wydobycia węgla które polskiego podatnika już obecnie kosztują niemal połowę tego co koszty ETS dla całej gospodarki.
Rozumiem. Przejrzałeś i zweryfikowałeś inne wyliczenia. Doszedłeś do wniosku, że z premedytacją nie uwzględniają dopłat do wydobycia węgla kamiennego.
Czy to dotyczy też tego źródła, na które powoływano się podczas dyskusji w kanale Zero? Tam pan Wiech nie wierzył w wyliczenia dotyczące kosztów OZE, które jego zdaniem były zawyżone.
(14.08.2025, 10:42)DziadBorowy napisał(a): System bilansuje się w oparciu o prognozy. Mniej więcej wiadomo czy w najbliższym czasie będzie wiało i czy będzie słońce. W nagłych przypadkach świetnie sprawdzają się elektrownie gazowe, którymi można szybko sterować mocą. W skrajnych przypadkach wreszcie można ratować się importem.
I na tym były oparte wyliczenia w zalinkowanym przez Ciebie raporcie? W Polsce w tym momencie nie ma za bardzo mocy z gazu (proszę mnie poprawić – mogę się mylić). Stabilna moc pochodzi z węgla (w tym też znaczna część z bardzo taniego węgla brunatnego). Nie wiem, ile trwa rozruch bloku węglowego, ale zakładam, że na tyle długo, że prognozy pogody (nasłonecznienie i siła wiatru) nie dają żadnego rozwiązania problemu. W obecnym systemie trzeba po prostu mieć włączoną dużą ilość mocy z bloków węglowych od października do marca (w praktyce nawet dłużej).
Czy raport uwzględniał też koszty reorganizacji sieci przesyłowych, która nie jest dostosowana do instalowania większej mocy z OZE?
Liczba postów: 9,177
Liczba wątków: 64
Dołączył: 01.2009
Reputacja:
54
Płeć: mężczyzna
Wyznanie: ateista, w przyszłości może buddysta mahajany
(14.08.2025, 11:14)Fanuel napisał(a): No a można stawiać stabilne atomówki i nie mieć obydwu problemów. No ale nie o to chodzi.
Ja już pewnie nie doczekam. Może za 50-60 lat, jak to się tak będzie ślimaczyć i będzie się to odkładać w nieskończoność właściwie nie wiadomo, dlaczego.
"Nic nie jest potężniejsze od wiedzy; królowie władają ludźmi, lecz uczeni są władcami królów".
Liczba postów: 12,366
Liczba wątków: 81
Dołączył: 12.2009
Reputacja:
391
Płeć: nie wybrano
14.08.2025, 12:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 12:46 przez Baptiste.)
(14.08.2025, 11:14)Fanuel napisał(a): No a można stawiać stabilne atomówki i nie mieć obydwu problemów. No ale nie o to chodzi.
Dla polskiej elektrowni jądrowej bardzo ważne będą finalne ustalenia z KE, które na chwilę obecną są na początkowym etapie. O czym myślą polskie władze można mniej więcej dowiedzieć się tutaj:
https://eur-lex.europa.eu/eli/C/2025/1389/oj/eng
Strike price.png (Rozmiar: 142.12 KB / Pobrań: 4)
Wynika z tego, że polscy wnioskodawcy są świadomi tego, że opłacalność ekonomiczna elektrowni atomowej jest ściśle powiązana z czasem jej pracy i wykorzystaniem mocy. Doświadczenia innych państw pokazują, że priorytetowe traktowanie OZE (wiatr, fotowoltaika) w miksie może powodować ograniczanie mocy elektrowni atomowych, a w konsekwencji zjazd w dół "load factor".
Kluczowy będzie zatem kształt kontraktu różnicowego, który Polska wypracuje z KE. Jeśli przejdzie zaproponowany mechanizm LFSP, mający być narzędziem regulującym skutki cenowe powyższego ryzyka to może będzie dobrze. Z KE nie negocjuje się jednak łatwo i na pewno część z polskich założeń zostanie odrzucona, tak jak to było z Czechami.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Liczba postów: 11,085
Liczba wątków: 45
Dołączył: 09.2012
Reputacja:
1,101
Płeć: nie wybrano
14.08.2025, 13:31
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 13:42 przez DziadBorowy.)
(14.08.2025, 11:16)Slup napisał(a): Rozumiem. Przejrzałeś i zweryfikowałeś inne wyliczenia. Doszedłeś do wniosku, że z premedytacją nie uwzględniają dopłat do wydobycia węgla kamiennego.
Tak. Widziałem różne zestawienia jaki to węgiel jest tani. I we wszystkich koszt surowca to było to co płaci elektrownia. Tylko, że do każdej tony która idzie do elektrowni dla kopalni dokłada podatnik. W tym roku to 10 mld złotych. Dla porównania całkowity koszt certyfikatów ETS w polskiej gospodarce w 2024 to 25 mld złotych.
Cytat:Czy to dotyczy też tego źródła, na które powoływano się podczas dyskusji w kanale Zero? Tam pan Wiech nie wierzył w wyliczenia dotyczące kosztów OZE, które jego zdaniem były zawyżone.
W tym filmiku gość mówi, że koszt jest wyższy i rzuca twierdzeniem, że z jakiegoś tam raportu fotowoltanika to jest 819 złotych. Ciężko mi się do czegoś takiego odnieść.
Cytat:I na tym były oparte wyliczenia w zalinkowanym przez Ciebie raporcie?
Nie wiem, jeżeli Cię to interesuje to poszukaj u źródła.
Cytat:W Polsce w tym momencie nie ma za bardzo mocy z gazu (proszę mnie poprawić – mogę się mylić). Stabilna moc pochodzi z węgla (w tym też znaczna część z bardzo taniego węgla brunatnego). Nie wiem, ile trwa rozruch bloku węglowego, ale zakładam, że na tyle długo, że prognozy pogody (nasłonecznienie i siła wiatru) nie dają żadnego rozwiązania problemu. W obecnym systemie trzeba po prostu mieć włączoną dużą ilość mocy z bloków węglowych od października do marca (w praktyce nawet dłużej).
Ale to nie jest żadną tajemnicą, że OZE samo w sobie potrzebuje jakiegoś bufora (albo dużej nadmiarowości co jest nieopłacalne).
Natomiast to nie jest tak, że elektrownie węglowe są niesterowalne. Tu masz opisany scenariusz jak bilansowana była moc w momencie gdy w trakcie dnia OZE pokrywało prawie 70% zapotrzebowania na energię a wieczorem generowana przez nie moc spadła z 10GW do 2GW
Cytat:Jednak już późnym wieczorem, po zachodzie słońca i przejściu frontu atmosferycznego, generacja z farm wiatrowych spadła poniżej 1,5 GW, a łącznie z elektrowniami na biomasę, biogaz i wodnymi przepływowymi, do systemu trafiało jedynie 2 GW mocy z OZE (o 80% mniej niż w ciągu dnia). Bilans poprawiały, wspomniane już elektrownie szczytowo-pompowe, hydroelektrownie przepływowe ze zbiornikami i import energii, łącznie oddając do systemu nieco ponad 700 MW. Większość różnicy pokryły jednak źródła konwencjonalne – elektrownie węglowe podniosły generację z 7 GW w ciągu dnia do ponad 13 GW wieczorem, a elektrociepłownie gazowe z 600 do 950 MW
Nie wszystkie elektrownie węglowe były jednak w stanie wrócić do pracy w poniedziałek. Z tego powodu PSE musiały poprosić Szwecję o pomoc w wysokości 600 MW i zamiast eksportować tam 400 MW, jakie wynikały z transakcji rynkowych (w Szwecji było drożej), to do Polski popłynęło 200 MW.
Natomiast nasz system OZE faktycznie jest nieco niekompletny. W zimie mamy ogólnie mniej słońca ale za to więcej wiatru niż w lecie. Ale jak fotowoltaika ma się nieźle to wiatrowe OZE jest blokowane z przyczyn politycznych.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Liczba postów: 502
Liczba wątków: 1
Dołączył: 09.2024
Reputacja:
62
(14.08.2025, 13:31)DziadBorowy napisał(a): Tak. Widziałem różne zestawienia jaki to węgiel jest tani. I we wszystkich koszt surowca to było to co płaci elektrownia. Tylko, że do każdej tony która idzie do elektrowni dla kopalni dokłada podatnik. W tym roku to 10 mld złotych. Dla porównania całkowity koszt certyfikatów ETS w polskiej gospodarce w 2024 to 25 mld złotych.
Metodologia, która uwzględnia ceny za węgiel płacone przez elektrownie, nie jest całkowicie błędna. Jest przecież węgiel importowany np. z Kolumbii lub USA (byle nie z Rosji), którego cena nie jest (chyba na tym polega nierentowność polskiego górnictwa węgla kamiennego) wiele wyższa od polskiego węgla, a czasem jest nawet niższa. W tym importowanym węglu nie ma żadnych dopłat polskiego podatnika. Te zestawienia możesz więc rozumieć jako symulacje sytuacji, gdy większość (są w Polsce rentowne kopalnie np. Bogdanka) spalanego paliwa jest z importu.
(14.08.2025, 13:31)DziadBorowy napisał(a): W tym filmiku gość mówi, że koszt jest wyższy i rzuca twierdzeniem, że z jakiegoś tam raportu fotowoltanika to jest 819 złotych. Ciężko mi się do czegoś takiego odnieść.
Przedstawiasz wyliczenia jakiejś organizacji pozarządowej. Jak sam przyznajesz nie sprawdziłeś, na czym były oparte. Rozumiem (to nie jest zarzut), bo też mam ważniejsze rzeczy do roboty w swoim życiu. Dziennikarz z kanału Zero również posługiwał się raportem jakiejś innej instytucji (i pewnie też nie przyjrzał się wnikliwie jej wyliczeniom). Są jeszcze inne raporty.
Za organizacjami, które takie raporty tworzą, stoją różne grupy interesu. Poza węglowym jest też lobby producentów elektrowni wiatrowych i słonecznych. Jest też lobby jądrowe. Są wreszcie zwykłe błędy metodologiczne i intelektualne. To powinno skłaniać do daleko idącego sceptycyzmu wobec różnych tego rodzaju doniesień.
Dofinansowywanie wydobycia węgla kamiennego w Polsce motywowane może być też niezależnością energetyczną. W sytuacji wojny import energii z innych krajów UE lub węgla np. z Kolumbii może być utrudniony. Tak samo zniszczone mogą być gazociągi idące po dnie morskim. W tej sytuacji posiadanie (nawet drogiego) własnego wydobycia może okazać się bardzo przydatne.
(14.08.2025, 13:31)DziadBorowy napisał(a): Natomiast to nie jest tak, że elektrownie węglowe są niesterowalne. Tu masz opisany scenariusz jak bilansowana była moc w momencie gdy w trakcie dnia OZE pokrywało prawie 70% zapotrzebowania na energię a wieczorem generowana przez nie moc spadła z 10GW do 2GW
Cytat:Jednak już późnym wieczorem, po zachodzie słońca i przejściu frontu atmosferycznego, generacja z farm wiatrowych spadła poniżej 1,5 GW, a łącznie z elektrowniami na biomasę, biogaz i wodnymi przepływowymi, do systemu trafiało jedynie 2 GW mocy z OZE (o 80% mniej niż w ciągu dnia). Bilans poprawiały, wspomniane już elektrownie szczytowo-pompowe, hydroelektrownie przepływowe ze zbiornikami i import energii, łącznie oddając do systemu nieco ponad 700 MW. Większość różnicy pokryły jednak źródła konwencjonalne – elektrownie węglowe podniosły generację z 7 GW w ciągu dnia do ponad 13 GW wieczorem, a elektrociepłownie gazowe z 600 do 950 MW
Nie wszystkie elektrownie węglowe były jednak w stanie wrócić do pracy w poniedziałek. Z tego powodu PSE musiały poprosić Szwecję o pomoc w wysokości 600 MW i zamiast eksportować tam 400 MW, jakie wynikały z transakcji rynkowych (w Szwecji było drożej), to do Polski popłynęło 200 MW.
Jeśli w ciągu dnia z węgla było 7 GW mocy + 10 GW z OZE, to węgiel w ciągu dnia zapewniał 40% mocy (nie 30%). W nocy natomiast zapewniał 80% mocy. Nie wiem, jak w takiej sytuacji podany przez Ciebie raport wyliczał koszty "stabilizacji systemu elektroenergetycznego". Może chodzi o to, że rozruch bloków węglowych z 7 GW do 13 GW, jak to miało miejsce w powyższej sytuacji, jest drogi i to zostało w raporcie uwzględnione.
Liczba postów: 11,085
Liczba wątków: 45
Dołączył: 09.2012
Reputacja:
1,101
Płeć: nie wybrano
14.08.2025, 16:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 16:29 przez DziadBorowy.)
(14.08.2025, 16:07)Slup napisał(a): Metodologia, która uwzględnia ceny za węgiel płacone przez elektrownie, nie jest całkowicie błędna. Jest przecież węgiel importowany np. z Kolumbii lub USA (byle nie z Rosji), którego cena nie jest (chyba na tym polega nierentowność polskiego górnictwa węgla kamiennego) wiele wyższa od polskiego węgla, a czasem jest nawet niższa. W tym importowanym węglu nie ma żadnych dopłat polskiego podatnika. Te zestawienia możesz więc rozumieć jako symulacje sytuacji, gdy większość (są w Polsce rentowne kopalnie np. Bogdanka) spalanego paliwa jest z importu.
Ale to przecież tak nie działa. W uproszczeniu elektrownie od polskich kopalni kupują węgiel po cenach obowiązujących na giełdzie ARA. Problem w tym, że jest to poniżej ceny wydobycia. Więc kopalnie sprzedają ze stratą. Różnicę pokrywa podatnik. A wynosi ona kilkaset złotych na tonę.
Dlatego jeżeli jesteśmy uzależnieni od prądu z węgla bardziej opłacalne byłoby zamknąć większość kopalń (pozostawiając te nieliczne rentowne) i po prostu węgiel importować. Pisałem o tym dwie strony wcześniej w tym wątku.
Cytat:Za organizacjami, które takie raporty tworzą, stoją różne grupy interesu. Poza węglowym jest też lobby producentów elektrowni wiatrowych i słonecznych. Jest też lobby jądrowe. Są wreszcie zwykłe błędy metodologiczne i intelektualne. To powinno skłaniać do daleko idącego sceptycyzmu wobec różnych tego rodzaju doniesień.
Zgoda. Tylko, że w ostatnich 20 latach najwięcej do powiedzenia miało lobby węglowe. Któremu skutecznie udało się zablokować transformację energetyczną.
Cytat:Dofinansowywanie wydobycia węgla kamiennego w Polsce motywowane może być też niezależnością energetyczną. W sytuacji wojny import energii z innych krajów UE lub węgla np. z Kolumbii może być utrudniony. Tak samo zniszczone mogą być gazociągi idące po dnie morskim. W tej sytuacji posiadanie (nawet drogiego) własnego wydobycia może okazać się bardzo przydatne.
Węgiel spokojnie można przewieźć pociągami z giełd ARA. No chyba, że na zachód od nas będzie jakaś blokada kontynentalna. Bardzo wątpliwa rzecz.
Jeszcze większą niezależność energetyczną można uzyskać bazując na OZE wspieranym przez atom. Wiatru i słońca nikt nam nie wyłączy a jeżeli chodzi o paliwo jądrowe to łatwo zgromadzić zapasy na kilka lat. Jak myślisz dlaczego od jakiegoś czasu Chiny na potęgę inwestują właśnie w wiatr, solary i atom?
Cytat:Jeśli w ciągu dnia z węgla było 7 GW mocy + 10 GW z OZE, to węgiel w ciągu dnia zapewniał 40% mocy (nie 30%). W nocy natomiast zapewniał 80% mocy. Nie wiem, jak w takiej sytuacji podany przez Ciebie raport wyliczał koszty "stabilizacji systemu elektroenergetycznego". Może chodzi o to, że rozruch bloków węglowych z 7 GW do 13 GW, jak to miało miejsce w powyższej sytuacji, jest drogi i to zostało w raporcie uwzględnione.
Tam był wymieniony też niewielki ale jednak import energii ze Szwecji.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
|