To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[oddzielony] Liczba płci i tożsamość płciowa
(25.08.2025, 16:29)Slup napisał(a): Używałeś argumentu, w którym zestawiałeś powszechnie przyjęte w Twoim kręgu społeczno-kulturowym normy z normami pochodzącymi z danej religii/ideologii (w tym wypadku katolickiej). Pomijając już, że to taki wybieg, który sugeruje, że Twoje normy są bardziej zobiektywizowane i wolne od naleciałości ideologicznych, to należy zauważyć, że wiele znacznie bardziej powszechnie stosowanych na świecie norm jest nieakceptowalnych z punktu widzenia Twojej ideologii.

Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego na przykład chociaż sam uważam jedzenie zwierząt za nieetyczne nie mam najmniejszego zamiaru domagać się prawnego zakazu tego procederu.

Cytat:Na pewno przeszkadza Ci np. obrzezanie kobiet. Gdybyś miał taką władzę i możliwości, to nie zmuszałbyś do porzucenia tego (powszechnie przyjętego w wielu krajach i kulturach) zwyczaju? Nadal twierdziłbyś, że ludzie z tych kultur muszą do tego porzucenia dojść sami lub zainteresowane kobiety wydrapać je sobie pazurami?

To dość skrajny przypadek i od strony emocjonalnej chciałbym tego zakazać. Gdybym miał możliwość powstrzymania tego procederu w konkretnym przypadku to bym to zrobił. Ale strona racjonalna podpowiada mi, że wszelkie próby "cywilizowania dzikusów" nie kończyły się najlepiej dla tychże "dzikusów". Na bliskim wschodzie po Arabskiej Wiośnie jest lepiej czy gorzej niż było?

Cytat:Tylko trochę gorzej niż w światowej polityce. Natomiast mamy w zarządzie mniej ludzi o skłonnościach psychopatycznych.

Zero to "tylko trochę gorzej"? Co do psychopatów muszę wierzyć na słowo.

Cytat:Zgadzasz się przecież, że ciąża z wadami letalnymi płodu jest tragedią. Przecież intencją strony proaborcyjnej jest usuwanie tej tragedii i to najlepiej w taki sposób, żeby stała się ledwie przykrym epizodem w życiu kobiety. Towarzyszy temu twierdzenie, że płód na wczesnym etapie ciąży nie jest pełnoprawnym człowiekiem, a więc aborcja jest faktycznie dopuszczalna z etycznego punktu widzenia.

Mieszasz aborcję na wczesnym etapie z aborcją płodu z wadami letalnymi. Usunięcie dwutygodniowego płodu dla wielu kobiet faktycznie może być po prostu epizodem. Przykładowo naturalnego poronienia na tym etapie większość nawet by nie zauważyła. Natomiast eutanazja płodu z wadami letalnymi na późnym etapie, która dokonywana jest zazwyczaj późno ponieważ matka chciała jednak rodzić epizodem zazwyczaj nie będzie. Mamy jedynie minimalizację traumy. Tak płodu jak i matki.

Cytat:Dopuszczasz też eutanazję narodzonych i bardzo chorych dzieci na podstawie decyzji rodziców? Twój powyższy argument równie dobrze można zastosować i w tym wypadku, o ile dzieci są małe i nie potrafią komunikować się z otoczeniem.

Tak. Dopuszczam. Choć mam wątpliwości do jakiego wieku dziecka można dopuścić coś takiego.

Cytat:Uważamy, że nie można likwidować cierpienia za wszelką cenę. Ty też tak uważasz. Tylko inaczej ustalasz granicę.

A mnie się wydaje, że ideologia katolicka ma jakąś niezdrową fiksację na temat cierpienia i doszukuje się w nim czegoś czego w nim tak na prawdę nie ma. Ale może się nie znam.


Cytat:Sprawca zabija 6 miesięcznego wcześniaka w inkubatorze. Ten wcześniak został wcześniej oddany przez matkę do adopcji.

Pomijając naszą dyskusję, ten (możliwy) scenariusz jest argumentem za tezą, że mamy tutaj osobny od matki i jej woli podmiot.


Na etapie 6 miesiąca dopuszczam aborcję tylko w dwóch przypadkach - wspomniane wcześniej ciężkie wady płodu lub ratowanie życia lub zdrowia matki. Sprawca zatem powinien być sądzony jak za morderstwo.

Cytat:Jeśli całe otoczenie społeczne i kulturowe takiej osoby będzie uważało, że płód (np. do 22 tygodnia ciąży) jest agregatem komórek pozbawionym świadomości i zdolności do odczuwania bólu zaś aborcja to medyczny zabieg usunięcia płodu, to dlaczego taka osoba miałaby myśleć w inny sposób, nawet jeśli jest bardzo rozwinięta emocjonalnie?

Ale zdajesz sobie sprawę, że zazwyczaj rodzice decydujący się na dziecko mają wobec tego dziecka pewne oczekiwania i nadzieje związane z rodzicielstwem? I jeżeli ktoś chce mieć dziecko, to nawet jeżeli uważa, że powiedzmy dwumiesięczny płód to tylko zlepek komórek, to dajmy na to poronienie w tym monecie najprawdopodobniej będzie dla niego traumatyczne. A aborcja ze względów letalnych wad płodu zazwyczaj dokonywana jest przez osoby, które dziecko jednak mieć chcą.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
(25.08.2025, 20:01)DziadBorowy napisał(a): Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego na przykład chociaż sam uważam jedzenie zwierząt za nieetyczne nie mam najmniejszego zamiaru domagać się prawnego zakazu tego procederu.

A nie sądzisz, że znacznie lepszym wyznacznikiem tego jak twarde ma być nasze stanowisko powinna być waga danej kwestii a nie powszechność zrozumienia dla naszych racji?

Istnieje część animalsów, która w barwny sposób (np. za pomocą graficznych karykatur zamieniających miejscami zwierzęta i ludzi) porównuje hodowlę zwierząt do obozów zagłady czy znanych z przeszłości systemów niewolniczych. Przy takich poglądach jedynym logicznym wyjaśnieniem, dla którego część z nich nie głosi jeszcze konieczności wprowadzenia prawnego zakazu spożywania mięsa czy produktów odzwierzęcych jest wyłącznie świadomość tego jak trudne byłoby to zadanie i jak wiele na tym etapie mieliby do stracenia. Na pewno nie jest to jakieś wewnętrzne poczucie, że nie można zakazywać zła, które jest wystarczająco powszechne. Nie przy takiej wadze, nie przy takim problemie etycznym.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
A jak tą wagę chcesz ustalać?

Tak na marginesie wspomniane przez Ciebie grafiki mogą być równie dobrze przejaskrawieniem mającym zwrócić uwagę, że wbrew temu co myśli sporo ludzi mięso jednak zazwyczaj nie pochodzi od szczęśliwych krówek pasących się na górzystych łąkach a przemysłowy chów zwierząt oznacza dla nich na prawdę podłe warunki.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
(25.08.2025, 20:48)DziadBorowy napisał(a): A jak tą wagę chcesz ustalać?

Podobnie jak ciężar przestępstwa. W największym stopniu karamy za zabójstwo, w mniejszym za pobicie, jeszcze w mniejszym za obrazę. Tzn. uwzględniamy stopień wyrządzonej krzywdy i rodzaj podmiotu. Jeżeli krzywda jest znaczna a podmiot jest dla nas ważny i warty ochrony przez wzgląd na jakiś zestaw cech to nie widzę innego wyjścia jak głosić potrzebę prawnej ochrony. I absolutnie nie widziałbym niczego dziwnego w tym aby animalsi głosili potrzebę zakazu hodowli zwierząt. Byłbym przeciwny, ale stanowisko byłoby sensowne w myśl ich przekonań.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
No ale w ten sposób uzyskujesz jedynie to, że znowuż powszechność zrozumienia dla naszych racji ma znacznie kluczowe. Rzeczy powszechnie uznawane za ważne są poddawane ochronie a te mniej powszechne nie. Więc na jedno z moim wychodzi.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
(25.08.2025, 20:59)DziadBorowy napisał(a): No ale w ten sposób uzyskujesz jedynie to, że znowuż powszechność zrozumienia dla naszych racji ma znacznie kluczowe. Rzeczy powszechnie uznawane za ważne są poddawane ochronie a te mniej powszechne nie. Więc na jedno z moim wychodzi.

Nie wychodzi na jedno, bo są to rzeczy przyjęte również przez osobę dokonującą osądu moralnego, która w tym przypadku nie ogląda się na innych tylko na siebie.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
Nie rozumiem. Jest przecież zupełnie na odwrót i to oglądanie na innych ma miejsce właśnie przy Twoim podejściu. Przecież to jest ta słynna różnica pomiędzy "mój system etyczny uważa to za złe więc nie mogę tego robić" kontra "mój system etyczny uważa to za złe więc nie możesz tego robić"

A obok tego jest jeszcze "zdecydowana większość systemów etycznych uważa to za złe więc powinno być zakazane"
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
To ja też już nie rozumiem. Powszechność danego przekonania często wymagała czasu do tego żeby zaistnieć. Aby doszło do zmiany najpierw pojawiali się jacyś pionierzy, outsiderzy. Potem pojawiały się mniejsze grupy, dalej większe, itd. I wcale nie było tak, że postulaty "radykalne" względem zastanego porządku pojawiały się dopiero w momencie posiadania przekonanej większości. Przykładem niech będą treści głoszone przez Samuela Sewalla dotyczące niewolnictwa, który stwierdzał, że handel ludźmi to bezprawie, a nie tylko występek, ktorego dobry chrześcijanin powinien w swoim własnym życiu unikać.

Twój (prawie) wegetarianizm również nie jest póki co powszechny, nie znajduje wystarczająco dużo zrozumienia. Może tak już pozostanie, a może nie. Nie wiadomo co przyszłość pokaże. To czego nie rozumiem to dlaczego stawiasz sobie barierę prawną - żeby nie było, to wcale nie jest powszechne stanowisko. Widziałem już nie jedną wypowiedź animalsów, w której pojawiało się pragnienie zmiany prawa i jednoczesny wyraz niemocy i bezsilności w ramach aktualnego układu sił. I ok, stopowanie samego siebie w związku z poczuciem bezsilności, walki z wiatrakami ma jakieś sensowne wytłumaczenie. Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o stanowisku, gdzie ktoś niby z jednej strony dostrzega jakąś ogromną krzywdę wartościowych istot, a z drugiej nie chce z tym nic zrobić poza niedokładaniem własnej cegiełki. To jakaś niezrozumiała dla mnie obojętność czy konformizm. No bo na jednym krańcu szali mamy realne cierpienie a na drugim jakąś niby zasadę nienarzucania innym poglądów, których oni nie wyznają?
Nie wiem jak wyglądałby współczesny świat gdybyśmy to drugie uważali za ważniejsze od pierwszego.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
Nie konformizm tylko zwykły pragmatyzm. Jestem głęboko przekonany, że jakiekolwiek próby ustawowego rozwiązania problemu poprzez jakieś postulaty ustawowego zakazu hodowli zwierząt na mięso spowodowałyby jedynie mocniejsze okopanie się mięsożerców na zajmowanych pozycjach. Zatem realną drogą do zmniejszenia cierpienia zwierząt jest przekonywanie a nie zakazywanie. Każdej osobie przekonanej nie trzeba już nic zakazywać. (Sprawienie, że mój system wartości staje się również czyimś systemem wartości i ktoś zaczyna myśleć "moja etyka mi na to nie pozwala") Ewentualnie można wprowadzać jakieś normy prawne zapewniające poprawę warunków w hodowlach przemysłowych.

Z aborcją jest podobnie. Rozwalenie kompromisu aborcyjnego przesunęło dyskurs nawet nie tyle w stronę powrotu do tego kompromisu ale w kierunku liberalizacji prawa odnośnie stanu wcześniejszego. Co więcej jest odnośnie tego poparcie społeczne a jedynie układ sił w parlamencie sprawia, że zmiany te nie zostały dokonane.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
(25.08.2025, 22:48)DziadBorowy napisał(a): Nie konformizm tylko zwykły pragmatyzm. Jestem głęboko przekonany, że jakiekolwiek próby ustawowego rozwiązania problemu poprzez jakieś postulaty ustawowego zakazu hodowli zwierząt na mięso spowodowałyby jedynie mocniejsze okopanie się mięsożerców na zajmowanych pozycjach. Zatem realną drogą do zmniejszenia cierpienia zwierząt jest przekonywanie a nie zakazywanie. Każdej osobie przekonanej nie trzeba już nic zakazywać. (Sprawienie, że mój system wartości staje się również czyimś systemem wartości i ktoś zaczyna myśleć "moja etyka mi na to nie pozwala") Ewentualnie można wprowadzać jakieś normy prawne zapewniające poprawę warunków w hodowlach przemysłowych.

Z aborcją jest podobnie. Rozwalenie kompromisu aborcyjnego przesunęło dyskurs nawet nie tyle w stronę powrotu do tego kompromisu ale w kierunku liberalizacji prawa odnośnie stanu wcześniejszego. Co więcej jest odnośnie tego poparcie społeczne a jedynie układ sił w parlamencie sprawia, że zmiany te nie zostały dokonane.

No ok, ale to już jest jednak inne wyjaśnienie niż to najpowszechniejsze „nie narzucaj innym swoich poglądów”. To wyjaśnienie sprowadza się do tego, że w danym konkretnym przypadku postrzegasz zwycięstwo taktyczne jako zagrożenie dla zwycięstwa strategicznego. Okoliczności są jednak zmiennie i nie zawsze tak to musi wyglądać.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
Owszem, plus zasada "nie rób drugiemu co Tobie nie miłe". Narzucając komuś moje poglądy muszę mieć z tyłu głowy, że ktoś narzuci mi swoje poglądy. Dlatego jednak trzymam się kryterium powszechności, które jednak wypracowało się w ciągu tysięcy lat i obejmuje co do zasady najważniejsze kwestie.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
(25.08.2025, 20:01)DziadBorowy napisał(a): To dość skrajny przypadek i od strony emocjonalnej chciałbym tego zakazać. Gdybym miał możliwość powstrzymania tego procederu w konkretnym przypadku to bym to zrobił. Ale strona racjonalna podpowiada mi, że wszelkie próby "cywilizowania dzikusów"  nie kończyły się najlepiej dla tychże "dzikusów".  Na bliskim wschodzie po Arabskiej Wiośnie jest lepiej czy gorzej niż było?

W szczególności gdyby istniały środki i możliwości wywarcia skutecznej presji na kultury, w których dochodzi do obrzezania kobiet i powstrzymania w ten sposób tego zwyczaju, to zakładam, że byłbyś zwolennikiem takiego rozwiązania.

Różnica między nami nie polega więc na tym, że Ty jako ogólną i niepodważalną zasadę postępowania przyjąłeś, żeby nie narzucać swoich poglądów innym. Jeśli uważasz, że sprawa jest wysokiej wagi, to jesteś gotowy to zrobić, o ile z praktycznych względów takie działanie byłoby skuteczne i nie przyniosłoby negatywnych skutków ubocznych. Mam bardzo podobne podejście.

(25.08.2025, 20:01)DziadBorowy napisał(a): Na  etapie 6 miesiąca dopuszczam aborcję tylko w dwóch przypadkach - wspomniane wcześniej ciężkie wady płodu lub ratowanie życia lub zdrowia  matki.  Sprawca zatem powinien być sądzony jak za morderstwo.

Rozumiem. Zatem kobietę, która poddała terminacji "na życzenie" swoją 6 miesięczną ciążę, też powinno się oskarżyć o morderstwo? Czy może w tej sytuacji robisz wyjątek?

(25.08.2025, 20:01)DziadBorowy napisał(a): Ale zdajesz sobie sprawę, że zazwyczaj rodzice decydujący się na dziecko mają wobec tego dziecka pewne oczekiwania i nadzieje związane z rodzicielstwem? I jeżeli ktoś chce mieć dziecko, to nawet jeżeli uważa, że powiedzmy  dwumiesięczny płód to tylko zlepek komórek, to dajmy na to  poronienie w tym monecie najprawdopodobniej będzie dla niego traumatyczne. A aborcja ze względów letalnych wad płodu zazwyczaj dokonywana jest przez osoby, które dziecko jednak mieć chcą.

Myślę, że to można łatwo wyjaśnić odwołując się do socjologii. Polskie społeczeństwo wciąż jest pod pewnym wpływem światopoglądu, który głosi ochronę życia od poczęcia i który uparcie utrzymuje, że płód jest człowiekiem. Stąd wiele osób, które deklarują, że dwumiesięczny płód to zlepek komórek, ma na poziomie emocjonalnym poczucie, że jednak mają do czynienia z człowiekiem. U matek nakłada się dodatkowo pewne instynktowne przywiązanie do płodu. To wywołuje żal po stracie, a w przypadku aborcji może dodatkowo powodować poczucie winy.

Instynkt można jednak stłumić. Emocjonalne odruchy wyeliminować. Traum ze wspomnianego powodu byłoby znacznie mniej, gdyby ludzie wzrastali w kulturze i światopoglądzie, która nie przyznaje nienarodzonym dzieciom człowieczeństwa. Owszem ludziom wciąż byłoby przykro (może nawet byłoby to dla nich osobistą tragedią), że chcą mieć dzieci, ale ich nie mają, bo dochodzi do poronień i wad letalnych. Jednak to byłoby porównywalne po prostu z osobistą tragedią bezpłodnej pary, która mimo pragnienia dzieci nie może doprowadzić do ciąży.
Odpowiedz
Co do tych grzybów które tak wałkowaliście - tam w ogóle nie ma gamet sensu stricte. Co więc jest. Z zarodnika wyrasta haploidalna grzybnia. Jak napotka inną haploidalną grzybnię to strzępki się łączą. Jeśli uznać to za zapłodnienie, to jest to izogamia, bo te strzępki nie różnią się budową. Z takiej nowej komórki powstałej z tego połączenia wyrasta diploidalna grzybnia. A właściwie dwujądrowa, bo łączenie jąder następuje dopiero podczas produkcji zarodników. Ta grzybnia se dalej rośnie, wyrasta z niej owocnik i produkuje zarodniki, z których wyrastają haploidalne grzybnie. U workowów dominuje haploidalna, diploidalne powstają tylko w okresie rozrodczym i szybko zanikają. U podstawczaków dominuje diploidalna, haploidalne szybko zamierają po jej powstaniu.
Podobna sytuacja z wieloma typami koniugacyjnymi jest też u orzęsków. Tu z kolei nie ma łączenia komórek. Dwa pantofelki się spotykają i robią taką rurkę. Potem ich jądra generatywne przechodzą mejozę dając cztery jądra haploidalne (orzęski są diploidalne), a wegetatywne szlag trafia (mają dwa jądra, jedno od seksu, drugie od życia). Dwa z nowych jąder zostają w starej komórce, dwa przez rurkę wędrują do nowej i vice versa. Po wymianie jąder te się łączą dając dwa jądra diploidalne. Jedno zostaje generatywnym a drugie wegetatywnym.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Odpowiadając na pytanie wątku:
Płci u ludzi jest potencjalnie nieskończona liczba, bo zawsze można by niesamowicie mocno zmienić genetycznie ludzi, tak jak Qu przerobili ludzi w brutalnej książce "All Tommorows". Polecam tę książkę, jeśli ktoś lubi patrzeć Otchłani w oczy.

Ja lubię.
Odpowiedz
Być może uda mi się umieścić tutaj chociaż najbardziej podstawowe kwestie dotyczące tego jak to wygląda u mnie. Jest to rzecz wrodzona. Od kiedy sięgam pamięcią zawsze byłem chłopcem. Nie tylko że się nim czułem, ja nim byłem na poziomie mojej tożsamości, zachowania, zainteresowań, upodobania, osobowości, wszystko poza biologią.

 Zresztą jeśli chodzi o wygląd jestem androgyniczny, wzrost wysoki. Już jako dziecko odrzuciłem wszystko to co wiązało się z dziewczęcością, sukienki, spódniczki, długie włosy, nie chciałem tego, protestowałem. Wybierałem chłopięce zabawki i całym sobą byłem chłopakiem. W zabawach przyjmowałem tylko męskie role. W myślach określałem się jako - on. To było zupełnie spontaniczne i naturalne. Niczego ani nikogo nie naśladowałem. Nikt mi niczego nie wmawiał. Nie miałem jeszcze wtedy pojęcia o tym jakie są różnice pomiędzy płciami. 

Miałem tylko zabawki dla chłopców. Interesowały mnie chłopięce rzeczy. Po prostu nie byłem zainteresowany światem dziewcząt / kobiet. To było mi obce, nie było moje. Ale kiedyś dostałem lalę, dość sporą, z burzą blond loków. Byłem już takim nieco wyrośniętym dzieciakiem, jakoś szkoła podstawowa. Lala była moją dziewczyną, moją żoną, chodziłem z nią za rękę. Była dla mnie obiektem seksualnym. Nawet podświadomie. Rozebrałem ją. Byłem ciekaw. 

Moją pierwszą silną traumą która rozpoczęła dysforię była ta chwila kiedy zdałem sobie sprawę że anatomicznie nie jestem taki sam jak inni chłopcy - nie mam siusiaka. A oni mają. Nie mogłem tego zrozumieć co jest nie tak. Dlaczego ja będąc chłopcem mam to co posiadają dziewczynki. To było paskudne doświadczenie. A potem było tylko gorzej, okres dojrzewania. Chociaż na tyle dobrze że jak wspomniałem, jestem z natury androgyniczny i to nieco pomagało. 

Do momentu dorosłości nie miałem pojęcia że to czego doświadczam ma swoją nazwę. Dopiero pewnego dnia wpisałem w wyszukiwarkę frazę - transseksualizm. I zrozumiałem że to mnie dotyczy. Nie uważam się za osobę LGBT. Jestem po prostu mężczyzną który za sprawą jakiegoś błędu natury, ewolucyjnego przyszedł na świat w niewłaściwej płci. Jestem heteroseksualnym transmężczyzną. Pociągają mnie kobiety. 

Kwestia seksualności. Moja seksualność jest męska. Pod tym względem jestem samcem. P prostu, to najlepsze określenie. I chyba wiecie co mam na myśli. Mam wszystko co potrzeba do tego aby funkcjonować jako normalny facet w 100% tylko brakuje mi odpowiedniego kariotypu i testosteronu, fizyczności potwierdzającej męskość. 

Gdyby istniała maszyna zmieniająca płeć na poziomie chromosomalnym i fizycznym to bym do niej wszedł i wyszedł jako mężczyzna. I tak bym funkcjonował, normalnie. I nigdy nie chciałbym wrócić do tego co poprzednio, nie chcę istnieć w biologicznej płci bo też się do tego zupełnie nie nadaję. Nie mam natury kobiety. Nie interesuje mnie takie istnienie. To pomyłka. Moja biologiczna płeć to błąd. Tu gdzieś musi być błąd. Nie wiadomo jeszcze gdzie dokładnie. 

Zdaję sobie sprawę z tego co teraz się dzieje w kwestii płci ale to co dotyczy mnie, moja historia to zupełnie coś innego. Ja po prostu taki się urodziłem i taki jestem. Nic tego nie zmieni. To tak jakbym miał wdrukowany program. Taki dysk twardy włożony w niewłaściwą obudowę. Trudno znaleźć na to słowa aby to przybliżyć. Działam pod tym oprogramowaniem ale nie mam odpowiednich środków aby to było tym czym być powinno. Działam pod oprogramowaniem - mężczyzna - w biologicznej obudowie - XX, tak się nie da funkcjonować. 

Oprogramowanie jest w porządku, obudowa powinna być dostosowana do programu aby całość działała jak potrzeba. Tylko ze dostosowanie jest zbyt kosztowne. 

Ktoś poddaje tu pewne rzeczy w wątpliwość, również kwestię seksualności. Że to jeszcze o niczym nie świadczy. Nie jestem lesbijką. Jestem mężczyzną. Czuję, reaguję, myślę, mam potrzeby, pragnienia takie jak normalny heteroseksualny mężczyzna. I wiadomo że nie mam na myśli tylko tego że podobają mi się kobiety. 

Jasne, wszystko można zanegować. Przecież ja się nie obronię. Zawsze można mi zarzucić że to tylko coś co sobie wyobrażam. Dlatego tak ważna jest tranzycja. Wtedy nie musisz udowadniać że nie jesteś wielbłądem. Byłbym po prostu mężczyzną i tak byłbym społecznie postrzegany i akceptowany. A prawdę mogłaby poznać moja ewentualna partnerka. Wszak byłbym bezpłodny. Ale nie każdego stać na tranzycję. To nie jest takie łatwe i proste.
Odpowiedz
Najdłużej przychodzi nam pokochać siebie. Dokładnie takim jakim się jest.
Odpowiedz
(10.11.2025, 19:11)Maria-Magdalena napisał(a): Najdłużej przychodzi nam pokochać siebie. Dokładnie takim jakim się jest.
Zapomniałaś o:

1. Idź na siłkę i na planszówki.
2. Weź kredyt, zausz firmę.
3. Więcej się uśmiechaj, to ci depresja przejdzie.
4. Nie kaszl tyle, to ci gruźlica przejdzie.
5. Kiedy czegoś chcesz, cały Wszechświat się zmawia, aby Ci to dać — Paulo Coelho
Odpowiedz
(10.11.2025, 19:11)Maria-Magdalena napisał(a): Najdłużej przychodzi nam pokochać siebie.
Kochać, czyli chcieć dobrze dla. Nie jestem pewien, czy kochanie siebie w taki sposób jest aż tak trudne i długie w przychodzeniu (czy to w podejściu samo jakoś to przyszło, że siebie kocham czy musiałem się długo natrudzić, żeby do pokochania siebie przyjść).

Chyba że chodzi ci o 'akceptację', a nie o miłość. Tylko że to nie to samo. Przykład: grubopozytywność i idące z nią ideologie (mylnie często podciągana do szerszej ciałopozytywności). Akcje akceptacyjne często idą w tę stronę, żeby zaakceptować ciało na każdym etapie jego życia, a nawet uznawać grubość (otyłość i otyłość olbrzymią) za coś równie dobrego (czy, niestety też, lepszego) co szczupłość. Miłość do siebie nakazuje jednak poszukać i ocenić, co jest dobrego dla mnie i jaki mam na to wpływ. W filozofii niektórych przyjemności i śmierć w wyniku takiej otyłości to dobro. Inni widzą dobro w zdrowiu i zwalczaniu zła fizycznego jakim jest otyłość.
Jak kto uważa…

(10.11.2025, 19:11)Maria-Magdalena napisał(a): Dokładnie takim jakim się jest.
Co to konkretnie znaczy?
Jak ktoś się urodził z fizycznymi defektami (brak kończyny, brak włosów, ślepota etc.), to chęć naprawienia tego przez operację chirurgiczną wynika zawsze z braku samoakceptacji? Nie może po prostu wynikać z chęci funkcjonowania w takich samych warunkach fizycznych co inni przedstawiciele gatunku ludzkiego, których te defekty nie dotknęły? Czy nie można korzystać ze zdobyczy inżynierii i medycyny w rozsądny sposób?

Albo jak ktoś ma cechy charakteru lub nawyki (łamane na uzależnienia, czy nawet psychiczne odchyły), które niektórzy uznają za nieoptymalne, to praca nad sobą czy procesy leczenia muszą stać na poprzek samoakceptacji? Bo tu chyba nastąpiło mocne zblatowanie (czasowych lub stałych, nie do wyeliminowania) cech i akcydensów swojego aktualnego stanu z istotą i jestestwem danego człowieka jako takiego. Tak to zrozumiałem, że w to MM idzie.
"Słuszna decyzja podjęta z niesłusznych powodów może nie być słuszna."
(Weatherby Swann)

The first to plead is adjudged to be upright,
until the next comes and cross-examines him.

(Proverbs 18:17)
Odpowiedz
(12.11.2025, 10:17)Elbrus napisał(a): Nie jestem pewien, czy kochanie siebie w taki sposób jest aż tak trudne i długie w przychodzeniu
Bywa. Zwłaszcza gdy masz narzucone przez społeczeństwo konkretne zachowania do konkretnych ról, jakie bez wątpienia każdy z nas ma.

(12.11.2025, 10:17)Elbrus napisał(a): Chyba że chodzi ci o 'akceptację', a nie o miłość.
A czy można kochać siebie w pełni, bez akceptacji takim jakim się jest?

(12.11.2025, 10:17)Elbrus napisał(a): Jak ktoś się urodził z fizycznymi defektami (brak kończyny, brak włosów, ślepota etc.), to chęć naprawienia tego przez operację chirurgiczną wynika zawsze z braku samoakceptacji?
Myślę że właśnie akceptacja stanu  jest dobrym kierunkiem do poszukiwania rozwiązania, by było mi lepiej. Zatem idę na rehabilitację, czy nawet na operację , jeśli inne możliwości się wyczerpały.

(12.11.2025, 10:17)Elbrus napisał(a): Albo jak ktoś ma cechy charakteru lub nawyki (łamane na uzależnienia, czy nawet psychiczne odchyły), które niektórzy uznają za nieoptymalne, to praca nad sobą czy procesy leczenia muszą stać na poprzek samoakceptacji?
Może nie rozumiem tego pytania tak do końca, ale spróbuję odpowiedzieć. Myślę, że jeśli człowiek świadomie dostrzega swą ułomność/defekt/inność/chorobę, to dopóki nie zaakceptuje tego w sobie nie będzie umiał siebie kochać, takim jakim jest. Ktoś ze złamaną nogą nie powie lekarzowi że odmawia leczenia. Ktoś z depresją czuje i dostrzega że jest z nim coś nie tak i idzie do psychiatry. Ktoś kto się starzeje też ma wyjście - botoks, przeszczep włosów, korekta twarzy, brzucha , pupy - tylko potrzebny jest piniondz. A gdy nie ma tego piniondza to albo się gryzie , warczy na innych, buja w obłokach... Albo akceptuje naturalny stan rzeczy. Ze włos siwieje, że krople na zaćmę trzeba brać , albo iść na operację. Że grawitacja robi z twarzą i ciałem to co robi.

Alkoholik wie że wóda odbiera mu rozum i życie. Jednak dopóki nie zaakceptuje że jest alko, to będzie się okłamywał i chlał. 

equelsuss widzi i wie. Brak mu funduszy na operację i cierpi. Tylko dlaczego cierpi? Z powodu braku funduszy na operację, czy z powodu braku akceptacji takim jakim jest? A może jedno i drugie?

(12.11.2025, 09:36)fciu napisał(a): 3. Więcej się uśmiechaj, to ci depresja przejdzie.
Bredzisz ze fciu. Jak człowiek ma depresję to czasami gdy dobrze trafi usłyszy: " proszę pozwolić sobie pomóc".
Odpowiedz
W jaki sposób mężczyzna może zaakceptować siebie i pokochać siebie jako kobietę? Nie ma takiej opcji. Transseksualizm nie polega na braku akceptacji siebie jako takiej ani na braku kochania siebie jako takiego. Gdyby o to tylko chodziło to sprawę można by załatwić dobrą psychoterapią. Problem polega na tym że wgrane oprogramowanie działa w innej, niekompatybilnej obudowie. Aby system funkcjonował tak jak należy trzeba dostosować obudowę. 

Jak ktoś kiedyś powiedział, nie pamiętam już kto - ciało służy do noszenia mózgu. Czyli ciało trzeba dostosować do mózgu. Mózg jest facetem, biologiczna płeć stanowi poważny problem i konflikt. Jak mam realizować siebie jako mężczyznę w biologicznej płci XX? Mój system to samiec, rozważmy to z czysto biologicznego punktu, nie jakieś tam zabawy z płcią, tu jest konkret, samiec który chce zapładniać samice i taki ma wgrany program. 

To jest jakiś błąd natury, pomyłka ewolucyjna czy jak to nazwać. Ktoś kto może działać, funkcjonować i realizować się tylko jako samiec przychodzi na świat w biologicznej płci żeńskiej. Podstawą wszystkich gatunków i ogólnie życia biologicznego na tej planecie i podstawą zróżnicowania płci jest rozmnażanie - przetrwanie danego gatunku. 

Ktoś kto jest zaprogramowany na bycie samcem nie będzie podejmował roli samicy i nie będzie realizował swojej biologicznej roli. Nie ma mowy. Natomiast będzie chciał realizować się jako samiec. Odwołuję się już do czystej biologii bo to ona jest wyznacznikiem, nawet lekarze od transów (przed wkroczeniem LGBT na teren) twierdzili że tu jest potwierdzenie, w tej seksualności i nie chcieli dopuszczać do tranzycji i diagnozować jako osoby trans kobiet które twierdziły że czują iż są mężczyzną ale jednocześnie czuły pociąg seksualny do mężczyzn. 

Obecnie twierdzi się że takie osoby to geje (sic!) i dopuszcza się je do tranzycji a potem mamy faceta w ciąży. Jest taki gość, właśnie z pociągiem do facetów który na jakiś czas przestał brać testo i postanowił zajść ze swoim partnerem. Nie zrobił sobie zatem ani dwójki ani trójki. Moim zdaniem takie osoby nie są transseksualne.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości