Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy stworzenie kopii człowieka może przedłużyć jego istnienie?
#1
Wyobraźmy sobie, że człowiek (nazwijmy go X) umiera. Tuż przed jego śmiercią ktoś robi idealną kopię jego mózgu - dokładnie zapisuje strukturę i tworzy perfekcyjną replikę, nawet niekoniecznie biologiczną. Czy to wystarczy, aby powiedzieć, że po śmierci oryginalnego X'a, w pewnym sensie X nadal żyje?

Jako ateista uważam, że świadomość nie jest niczym innym, jak pewnym przejawem działania mózgu. To mózg, przez określony sposób analizowania docierających do niego bodźców stwierdza, że istnieje i w ten sposób uzyskuje świadomość. Jeśli przyjmiemy takie założenie, perfekcyjne skopiowanie mózgu wiąże się z perfekcyjnym skopiowaniem osoby i stworzeniem nowej, świadomej istoty o wspomnieniach i cechach oryginału.

Załóżmy na razie, że zostało skopiowane całe ciało X'a i powstał X2. X2 również myśli, że jest X'em - w końcu równie dobrze jak X pamięta wszystko, co działo się w jego życiu, tak samo reaguje na sytuacje, ma identyczny światopogląd, ogólnie jest od X'a nieodróżnialny. Jeśli postawimy jednego z nich przed znajomym X'a i każemy mu odgadnąć, czy ma do czynienia z oryginałem czy kopią, znajomy stoi przed zadaniem nie do rozwiązania - obaj X'owie są nierozróżnialni praktycznie z definicji.

Co jeśli X zaraz po skopiowaniu zginie? Tak mogłaby wyglądać np. teleportacja - gdzieś w odległym miejscu tworzona jest kopia osoby, przy jednoczesnym niszczeniu oryginału (co ciekawe, w przypadku kwantowej teleportacji zniszczenie oryginału jest nieuniknione). Czy X zginął, a od tej pory istnieje tylko X2, czy też możemy powiedzieć, że to X został przeteleportowany? Skoro gdybyśmy postawili przed kimś jednocześnie X i X2, nie potrafiłby on ich odróżnić, na pewno z punktu widzenia reszty świata możemy mówić o teleportacji X'a. Co jednak z punktu widzenia samego X'a? Po teleportacji wciąż mamy do czynienia z człowiekiem, który pamięta dokładnie "swoje" istnienie przed teleportacją, więc nie widzę tu powodu, aby nie uznać, że również z punktu widzenia X'a była to teleportacja.

Popatrzmy na to z tej strony - gdyby np. rok temu w nocy porwali mnie kosmici i zostawili na Ziemi moją idealną kopię, czy dziś bym o tym wiedział? Nie, nie mógłbym, zakładając, że nie zostawiliby żadnego śladu w moich wspomnieniach. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy jestem oryginalnym Fizykiem, czy też doskonałą kopią, stworzoną, kiedy byłem nieświadomy. Jedyne, po czym mogę wnioskować o tym, kim jestem, to moje wspomnienia, a te byłyby takie same niezależnie od tego, czy zostałem skopiowany, czy nie.

Trochę bardziej problematyczna robi się sytuacja, w której dopuścimy kopiowanie bez niszczenia oryginału. Załóżmy, że powstał X2, natomiast X został zabity dzień później i miał jeszcze okazję poznać się z X2. Co teraz? Kto zginął, kto żyje? Niewątpliwie ktoś będący X'em zginął. Niewątpliwie jednak również ktoś tak samo będący X'em przeżył. Czy X sprzed kopiowania miałby powód, by obawiać się śmierci? Czy gdyby kopia miała być w jakiś sposób lepsza od oryginału (np. mocniejsza budowa ciała, jakieś supermoce, cokolwiek), X powinien zgodzić się na proces?

Moje spojrzenie na tę sprawę wygląda tak: X sprzed kopiowania będzie w przyszłości zarówno X'em po skopiowaniu, jak i X'em 2 po skopiowaniu. Zarówno X jak i X2 będą pamiętali "swoje" życie sprzed skopiowania, zatem człowiek sprzed skopiowania może być uznany zarówno za X, jak i za X2. Poniekąd czekają go dwie kompletnie różne przyszłości. W jednej z nich ginie, w drugiej przeżywa. Czeka więc go śmierć, ale również czeka go życie. Osobiście sądzę, że gdyby mi coś takiego zaproponowano, zgodziłbym się właśnie dlatego - co prawda jeden "ja" umrze, ale jeden "ja", tak samo będący mną, przeżyje. Oczywiście po skopiowaniu żaden z nich nie będzie miał dostępu do doznań drugiego, bo będą dwoma oddzielnymi osobami, ale obaj będą mną. Ja będę każdym z nich. Każdym, a zatem również tym, który przeżyje.

Spójrzmy na to jeszcze z innej strony. Załóżmy, że da się stworzyć elektroniczną kopię osoby, żyjącą w komputerze. Powiedzmy, że kopia powstaje bez szkody dla oryginału, a następnie oryginał jest zabijany. Czy w takim wypadku kopia w komputerze to ta sama osoba? A co, jeśli mózg tej osoby będzie neuron po neuronie zastępowany elektroniką, a następnie po kompletnym zastąpieniu wyjęty z niepotrzebnego już ciała i podłączony do komputera? Czy jest między tymi sytuacjami jakaś różnica? Osobiście uważam, że nie, z powodów podobnych jak w sytuacji opisanej powyżej - w obu przypadkach kopia będzie mną (ja będę kopią), tyle tylko, że w pierwszym przypadku przez chwilę oprócz kopii będę też oryginałem.

Zapraszam do dyskusji Uśmiech
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
#2
Dyskusja na ten temat niedawno przetoczyła się przez wątek o reinkarnacji.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#3
Rzeczywiście, ale tam się zrodziła trochę jako offtop, więc miejmy tutaj wątek dedykowany temu zagadnieniu, bo wydaje mi się na tyle ciekawe, że na to zasługuje.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
#4
Łudząco podobne zagadnienia były rozpatrywane w "Dialogach" Lema i dosyć gruntownie były przetrzepane, jednak ostatecznie Lem poprzez swoje postaci dochodzi do wniosków raczej różnych od Twoich.

Moim zdaniem, nie można mówić o tożsamości w większości przypadków o których mówisz. Rozpatrzmy jeden przypadek, który przytaczasz. Będąc X'em zostaję skopiowany i powstaje X2, jeszcze przed moją śmiercią. Mamy przez jeden dzień szansę się poznać. Czy X2 jest mną, a tym samym, czy jest X'em? Widać bezpośrednio, że jest tu jakiś szwindel, bo X2 jest kimś zewnętrznym wobec X'a. Zapytajmy jednak inaczej, czy X2 jest "kontynuacją" trwania X'a sprzed skopiowania? Tu z pewnymi oporami mógłbym może powiedzieć, że i owszem jest, podobnie jak i sam X, lecz nie ma tu tożsamości. Więc w gruncie rzeczy to, gdybym był X'em, nic by mi nie dało gdyby żył dalej X2. Ogólnie te sprawy są bardzo śliskie i raczej trzeba by rozpatrzyć takie pojęcia jak "tożsamość osobowości", "ciągłość", "kontynuacja", ale brak tu raczej możliwości jakiegoś ścisłego definiowania. Ponadto, nawet jakbyśmy sobie to ładnie podefiniowali to nie zmieni to faktu, że co najmniej dyskomfort bym czuł gdybym miał przestać istnieć, nawet jeżeli gdzieś tam by sobie istniały moje kopie.

Co do zaś przypadku stopniowego zamieniania ciała na elektronikę, to jest tu zachowana pewna ciągłość, jak przy naturalnych zmianach człowieka, gdzie substancje ciała z czasem są wymieniane, a sam człowiek nieco odmieniany. Tutaj już bym nie miał w ogóle oporów w przyznaniu, że to ta sama osoba.
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#5
Piszesz Fizyku o mózgu. Ale czy sam mózg to aby nie za mało. Przecież świadomość kształtuje też nomen omen fizyczność czyli ciało, które odbiera bodźce kształtujące reakcje. Czy sam mózg będzie działać tak samo bez dostępu do receptorów i całego układu nerwowego? Czy może potrzebne jednak są choćby substytuty tychże, żeby świadomość pozostała ta sama?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#6
FlauFly napisał(a):Rozpatrzmy jeden przypadek, który przytaczasz. Będąc X'em zostaję skopiowany i powstaje X2, jeszcze przed moją śmiercią. Mamy przez jeden dzień szansę się poznać. Czy X2 jest mną, a tym samym, czy jest X'em? Widać bezpośrednio, że jest tu jakiś szwindel, bo X2 jest kimś zewnętrznym wobec X'a. Zapytajmy jednak inaczej, czy X2 jest "kontynuacją" trwania X'a sprzed skopiowania? Tu z pewnymi oporami mógłbym może powiedzieć, że i owszem jest, podobnie jak i sam X, lecz nie ma tu tożsamości. Więc w gruncie rzeczy to, gdybym był X'em, nic by mi nie dało gdyby żył dalej X2.
Z jednej strony widzę, o co Ci chodzi, ale z drugiej strony wydaje mi się to zbytnim przypisaniem tożsamości do konkretnego fizycznego nośnika. Ja to widzę trochę tak, jak komputer i program - mamy tutaj do czynienia z dwoma komputerami, na których chodzi ten sam program, a o mojej tożsamości decyduje program, nie komputer.

Poza tym można też spojrzeć na to tak - jest sobie maszyna, w którą wchodzi uśpiony X, a wychodzi dwóch X'ów - X1 i X2. W środku maszyny dzieją się takie sajgony, że już w ogóle nie wiadomo, który z nich jest bezpośrednią kontynuacją X'a, a w skrajnym przypadku nawet nie można nazwać tak żadnego, albo można obu. Co wtedy?

Ja wolę na to patrzeć tak, jak to opisałem w pierwszym poście. Czy mogę powiedzieć, że będę w przyszłości Fizykiem1? Tak, bowiem Fizyk1 będzie pamiętał obecny moment i to, jak to myślałem. Czy mogę powiedzieć, że będę Fizykiem2? Również tak, z tych samych powodów. Z drugiej strony, Fizyk1 nie będzie mógł powiedzieć, że jest Fizykiem2 i na odwrót (najwyraźniej relacja bycia-kimś ma problemy z przechodniością).

Nie uważam więc, że istnienie Fizyka2 nic by mi nie dało, nawet gdyby dało się jakoś powiązać obecnego mnie z Fizykiem1. Co decyduje o tym, że czuję, że istnieję? To, że jest jakiś mózg, mający moje wspomnienia, moje cechy, wytwarzający moją świadomość. Gdyby były dwa takie mózgi, istniałbym na dwa sposoby. Zabicie Fizyka1 skończyłoby się śmiercią Fizyka1 (a więc moją), ale jednocześnie przeżycie Fizyka2 oznaczałoby przeżycie mnie (choć nie oznaczałoby przeżycia Fizyka1).

Strasznie ciężko o tym mówić :p Dobrze byłoby wypracować jakiś ścisły aparat pojęciowy :p

Neuromanta napisał(a):Piszesz Fizyku o mózgu. Ale czy sam mózg to aby nie za mało. Przecież świadomość kształtuje też nomen omen fizyczność czyli ciało, które odbiera bodźce kształtujące reakcje. Czy sam mózg będzie działać tak samo bez dostępu do receptorów i całego układu nerwowego? Czy może potrzebne jednak są choćby substytuty tychże, żeby świadomość pozostała ta sama?
Nie wiem, ja to widzę tak, że mózg jest tym, co dane przetwarza, natomiast ciało - tym, co je dostarcza. Można by teoretycznie skopiować mózg i podłączyć do innego rodzaju odbiorników (typu inne ciało, albo jakieś kamery/cokolwiek) i uważam, że to na świadomość jako taką nie powinno wpłynąć.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
#7
Fizyk napisał(a):Z jednej strony widzę, o co Ci chodzi, ale z drugiej strony wydaje mi się to zbytnim przypisaniem tożsamości do konkretnego fizycznego nośnika. Ja to widzę trochę tak, jak komputer i program - mamy tutaj do czynienia z dwoma komputerami, na których chodzi ten sam program, a o mojej tożsamości decyduje program, nie komputer.

Poza tym można też spojrzeć na to tak - jest sobie maszyna, w którą wchodzi uśpiony X, a wychodzi dwóch X'ów - X1 i X2. W środku maszyny dzieją się takie sajgony, że już w ogóle nie wiadomo, który z nich jest bezpośrednią kontynuacją X'a, a w skrajnym przypadku nawet nie można nazwać tak żadnego, albo można obu. Co wtedy?

Ja wolę na to patrzeć tak, jak to opisałem w pierwszym poście. Czy mogę powiedzieć, że będę w przyszłości Fizykiem1? Tak, bowiem Fizyk1 będzie pamiętał obecny moment i to, jak to myślałem. Czy mogę powiedzieć, że będę Fizykiem2? Również tak, z tych samych powodów. Z drugiej strony, Fizyk1 nie będzie mógł powiedzieć, że jest Fizykiem2 i na odwrót (najwyraźniej relacja bycia-kimś ma problemy z przechodniością).

Nie uważam więc, że istnienie Fizyka2 nic by mi nie dało, nawet gdyby dało się jakoś powiązać obecnego mnie z Fizykiem1. Co decyduje o tym, że czuję, że istnieję? To, że jest jakiś mózg, mający moje wspomnienia, moje cechy, wytwarzający moją świadomość. Gdyby były dwa takie mózgi, istniałbym na dwa sposoby. Zabicie Fizyka1 skończyłoby się śmiercią Fizyka1 (a więc moją), ale jednocześnie przeżycie Fizyka2 oznaczałoby przeżycie mnie (choć nie oznaczałoby przeżycia Fizyka1).

Strasznie ciężko o tym mówić :p Dobrze byłoby wypracować jakiś ścisły aparat pojęciowy :p

Wierz mi, jako transhumanista też kiedyś myślałem w podobny jak Ty sposób, byłoby to bardzo na rękę, ale nabrałem wątpliwości. Z tym postem jak najbardziej mogę się zgodzić, sam mówiłem poniekąd, używając poprzedniej terminologii, że X2 byłby kontynuacją. Dalej, można się zgodzić, że FlauFly1 nie będzie tą samą osobą co FlauFly2, choć oboje byliby kontynuacją FlauFly'ego. Cóż jednak dla FlauFly'ego1 znaczy istnienie FlauFly2 jeśli ciąży nad nim wyrok śmierci? Jeśli zgadzamy się, że FlauFly1 ~/~ FlauFly2 to rozpatrzmy taki przypadek:

Kopiujemy FlauFly1 i powstają nam z tej tajemniczej maszynki FlauFly1.1 i FlauFly1.2. Przesuńmy jednak moment "uruchomienia" FlauFly1.2 na czas śmierci FlauFly1.1. Czy wtedy to mogłoby jakoś pocieszać FlauFly1.1, czy mógłby myśleć, że jakoś "przeskoczy" jego bytowanie do FlauFly1.2? Jeśli tak, to co zmieni przesunięcie w czasie uruchomienia FlauFly1.2 przed śmiercią FlauFly1.1, a wtedy jak już doszliśmy do przekonania z FlauFly1 i FlauFly2, byłyby to różne osoby jednak. Czy wtedy już "magicznie" nie ma żadnych "przeskoków" bytowania. Co zmieniłoby z kolei przesunięcie uruchomienia na bardzo odległą przyszłość? W ogóle jeszcze moglibyśmy namieszać bardziej, przypominając, że nie ma żadnego uniwersalnego "teraz", a jedynie równoczesności związane z danym układem odniesienia. Choć to chyba raczej nie ma znaczenia, bo przyczynowość jest zachowana.

Dla mnie to są problemy nierozwikłane, dlatego poruszam się tu z dużą dozą ostrożności. Być może pewnym "magicznym" rozwiązaniem byłoby to co mówiłeś w poście inicjującym na temat własności mechaniki kwantowej i teleportacji kwantowej. Być może tu sama natura ucięłaby nasze wszelkie rozważania metafizyczne o bycie i osobowości pozwalając na istnienie tylko takiego jednego bytu, ale to wydaje się nieco dziwne, żeby naturę rzeczywistości cokolwiek obchodziły nasze trudności koncepcyjne z pojęciem "osoby" Oczko.

Dlatego dużo bardziej, w kontekście transhumanizmu, satysfakcjonują mnie koncepcje związane z ciągłymi zmianami.
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#8
@ Fizyk
Ale ciężko oczekiwać że przy braku dostarczania danych albo dostarczaniu ich przez inne "urządzenia-receptory" wynik pracy mózgu będzie ten sam czyli że osobowość się nie zmieni. No i ścieżka dostępu do innych urządzeń musiałaby być taka sama jak do tych naturalnych u pierwowzoru w innym wypadku albo mózg musiałby się nauczyć interpretacji płynących zeń sygnałów czyli by się zmienił i byłby już inną osobą w stosunku do pierwowzoru. Moim zdaniem bez ciała nie da się zachować tej samej świadomości. Przecież to mózg zawiaduje wieloma procesami w organizmie. Jakby działał mózg, którego spora część byłaby sprawna ale leżała by odłogiem bo nie istnieją dane do przetworzenia i jaki to miałoby wpływ na świadomość? Gdy brak danych, do nawet nieświadomego przetworzenia to działanie mózgu się zmienia a mózg pewnie by się reorganizował w najlepszym wypadku. W najgorszym pewnie nastąpiła by atrofia neuronów i znów nie dałoby się utrzymać świadomości, tylko powstałaby nowa jednostka. Zasadniczo to różna oryginału. A nawet każdego przedstawiciela Homo Sapiens.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#9
Szkoda, że na forum nie ma Samuela, bo miał sporą wiedzę na temat AI i sieci neuronowych.
A samo skopiowanie mózgów może być trudniejsze niż się wydaje.
Ostatnio wyszło, że dendryty neuronów, które były uważanie za bierne przewody, również mają swoje własne algorytmy przekazywania impulsów.
Sprawa jeszcze bardziej się zagmatwała.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#10
Neuromanta napisał(a):@ Fizyk
Ale ciężko oczekiwać że przy braku dostarczania danych albo dostarczaniu ich przez inne "urządzenia-receptory" wynik pracy mózgu będzie ten sam czyli że osobowość się nie zmieni. No i ścieżka dostępu do innych urządzeń musiałaby być taka sama jak do tych naturalnych u pierwowzoru w innym wypadku albo mózg musiałby się nauczyć interpretacji płynących zeń sygnałów czyli by się zmienił i byłby już inną osobą w stosunku do pierwowzoru. Moim zdaniem bez ciała nie da się zachować tej samej świadomości. Przecież to mózg zawiaduje wieloma procesami w organizmie. Jakby działał mózg, którego spora część byłaby sprawna ale leżała by odłogiem bo nie istnieją dane do przetworzenia i jaki to miałoby wpływ na świadomość? Gdy brak danych, do nawet nieświadomego przetworzenia to działanie mózgu się zmienia a mózg pewnie by się reorganizował w najlepszym wypadku. W najgorszym pewnie nastąpiła by atrofia neuronów i znów nie dałoby się utrzymać świadomości, tylko powstałaby nowa jednostka. Zasadniczo to różna oryginału. A nawet każdego przedstawiciela Homo Sapiens.

Myślę, że sprawę można jednak pominąć, bo gdyby uznać Twą argumentację to możnaby powiedzieć, że człowiek oślepiony staje się innym człowiekiem. Owszem, na pewno nastąpiłyby zmiany w funkcjonowaniu takiej osoby, w jego myśleniu. Jednak w takim wypadku intuicyjnie wciąż odbieramy tę osobę jako tę samą co przed oślepieniem. Moim zdaniem jakościowo te dwa przypadki się nie różnią, a jedynie ilościowo.
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#11
A jak wzrosła potencjalna moc obliczeniowa mózgu... Neurolodzy dopiero teraz mają zagwozdkę. Wcześniej nie potrafili oszacować tego potencjału a teraz jeszcze wzrósł :-D
Sebastian Flak
Odpowiedz
#12
Po odkryciu dendrycznego przetwarzania na pewno stopień komplikacji działania pojedynczego neuronu wzrósł wielokrotnie.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
@ FlauFly
Następuje i jakościowa i ilościowa. To nie tylko same oczy ale dostęp do każdego układu (w tym hormonalnego mającego wielki wpływ na funkcjonowanie mózgu trzeba pamiętać też o roli neuroprzekaźników) ale też całkowite odcięcie od wszelkich bodźców. To więcej niż deprywacja i paraliż razem wzięte. To świadomość w nicości. Czysty obłęd. Coś niewyobrażalnego. I nie do pominięcia, bo reakcje to skutek bodźców. Bez bodźców nie ma reakcji.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#14
To mi przypomina film "Johny poszedł na wojnę" gdzie tytułowy Johny jest okaleczonym żołnierzem, który stracił kończyny, wzrok i słuch.
Jedyny kanał komunikacyjny, który mu pozostał, to alfabet Morse'a.
Wstrząsający film.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#15
A bez ciała to nawet jeszcze gorsze bo nie ma ani "wejścia" bodźców ani ich "wyjścia". Totalne zawieszenie w próżni. Najlepsza kara na świecie. Gorsza niż ból. Gorsza niż śmierć. Najgorsza.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#16
@Neuromanta - toteż można powiedzieć inaczej - stopniowa zamiana na układy elektroniczne - czy też inne "nieklasyczne" - tych wszystkich układów, które są niezbędne do działania osobowości. Tu raczej nie chodzi w tych rozważaniach jak zachowywałby się mózg czy też jego kopia w oderwaniu od reszty. Tu mówimy o kopii całego człowieka, czy też "duszy" niezależnie gdzie jest "ulokowana", czy to w mózgu czy rozproszona bardziej w ciele.
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#17
To macie tego Lema dla przypomnienia.
Lem napisał(a):Fragment
FILONOUS: Wybornie. Wyobraź sobie, Hylasie, że musisz dziś umrzeć, albowiem znajdujesz się we władzy pewnego tyrana, który postanowił solennie cię uśmiercić, a ma po temu wszystkie możliwości. Czas twej egzekucji wyznaczony został na siódmą rano. O szóstej, to znaczy teraz właśnie, dręczony smutkiem i trwogą, udajesz się na ostatnią przedśmiertną przechadzkę, spotykasz mnie i opowiadasz mi o swym nieszczęściu.
Czy zgadzasz się przyjąć taki wstęp do dysputy o owej wyobrażonej sytuacji, w której ty będziesz skazanym na śmierć, a ja — przyjacielem twym, pragnącym ci pomóc, a zarazem wynalazcą machiny do wskrzeszania z atomów?
HYLAS: Zgadzam się. Mów.
FILONOUS: Biedny Hylasie, masz zginąć, biada, to straszne! Ale prawda, tyś jest przecież materialistą?
HYLAS: Tak.
FILONOUS: To doskonale się składa. Właśniem skonstruował machinę, o której tyleśmy ostatnimi czasy rozprawiali. Kopie, jakie za jej pomocą sporządzam, w niczym nie różnią się od oryginałów. Człowiek, którego z atomów składa moja machina, nie tylko powłoką cielesną nie różni się od oryginału, ale posiada wszystkie cechy umysłu takie same, że dla przykładu wspomnę o pamięci — jak wiesz, polega ona na pewnych indywidualnych właściwościach struktury mózgu. Otóż machina moja stwarza kopię ze wszystkimi szczegółami budowy mózgu, a więc i pamięcią zdarzeń przeszłych, z myślami, wspomnieniami i pragnieniami. Krótko mówiąc, mój Hylasie, gdy za godzinę ulegniesz przemocy i skonasz, twoja powłoka jeszcze nie zdąży ostygnąć, a już wprawię w ruch machinę i z atomów takich samych, jakie się teraz na twoje ciało składają, zbuduję żywego, myślącego Hylasa. Ręczę ci za to. I cóż, czy rad jesteś?
HYLAS: Ależ tak, po trzykroć tak, oczywista. Musisz tylko zbadać moją strukturę atomową, aby ją przedstawić machinie.
FILONOUS: To się rozumie. Pozwólże, mój przyjacielu, abym wzmógł jeszcze twą pewność przeżycia śmierci. Znasz mnie, wierzysz mym słowom, mym zapewnieniom, wszelako ułomne są rzeczy wytworzone przez człowieka, tu wszakże pewność jest niezbędna. Pozwól przeto, bym tego Hylasa, który twoim ma być przedłużeniem, twoją kontynuacją, już teraz stworzył. Będzie on oczekiwał twojej śmierci, a po niej wspólnie z nim, to jest z tobą, oddamy się uciechom wskrzeszonego żywota.
HYLAS: Co ty mówisz, Filonousie?
FILONOUS: To, co usłyszałeś: dla zwiększenia twej pewności kopię twoją stworzę już teraz...
HYLAS: Ależ to nonsens!
FILONOUS: Czemuż to?
HYLAS: To będzie odrębna ode mnie, obca istota!
FILONOUS: Tak sądzisz?
HYLAS: A jakże inaczej? Ten człowiek może i będzie nieskończenie do mnie podobny, wszyscy go za mnie brać będą, będzie żywił te same co ja uczucia, chęci, zamiłowania, nawet prace, przeze mnie rozpoczęte, on w mym duchu dokończy, ale to nie ja będę! To będzie sobowtór, jakby bliźniak, ja zaś umrę na zawsze!
FILONOUS: Skądże ta pewność?
HYLAS: A stąd, że jeśli stworzysz go teraz i on będzie tu przytomny, to będę o nim mówił „on”, jak o każdym innym człowieku, i widział go na zewnątrz siebie — i będzie drugą, odrębną ode mnie, inną istotą ludzką, jak każdy człowiek, i to, że będzie do mnie podobny jak kropla do kropli, w najmniejszej mierze śmierci mej nie osłodzi. Owszem, dla żyjących dalej, dla mych przyjaciół, krewnych, będzie złudzeniem mego bytowania skończonym i doskonałym, ale ja — ja umrę i już żyć nie będę.
FILONOUS: Skądże ta pewność?
HYLAS: Nie możesz mieć wątpliwości w tym przedmiocie, Filonousie, i jeno mnie próbujesz. Przecież gdybym podniósł z ziemi ten oto wilgotny, zwiędły liść i podał owemu „drugiemu Hylasowi”, jeśliby tu stał, to on przecie wdychałby i czuł jego woń cierpką i miłą, a nie ja. I podobnie rzecz by się miała po mojej śmierci, bo przecież wskutek mego zgonu w nim się nic nie przemieni, nic nie nastąpi nowego. On będzie po świecie chodził dalej, jego pięknem się radował, ja atoli istnieć przestanę zupełnie.
FILONOUS: Tak? Hm, więc co robić? Mów, co mam uczynić z machiną, aby zapewnić ci wskrzeszenie?
HYLAS: To całkiem proste. Musisz stworzyć moją żywą i myślącą kopię po mym zgonie.
FILONOUS: Tak mniemasz?
HYLAS: Tak.
FILONOUS: Kopia stworzona po twym zgonie będzie tobą, a stworzona przed twoją śmiercią nie będzie tobą, lecz człowiekiem, choć niezmiernie podobnym, ale innym? Jakaż różnica między tymi dwiema istotami, wyjaśnij mi, proszę?
HYLAS: Najpierw, ów stworzony przed mym zgonem będzie mnie widział, a ja jego; będzie wiedział, że ja ginę, a on został stworzony, będzie...
FILONOUS: Jeśli to tylko stanowi szkopuł, bez trudu go usunę: kopia w jednym i drugim przypadku będzie spała smacznie, napojona płynem usypiającym, i obudzi się dopiero po twym zgonie, tak więc nie będzie nic wiedziała o niemiłych wydarzeniach wokół twego końca ani o tym, jak sama na świat przyszła.
HYLAS: Nie, nie o to chodzi. Byłem, jak widzę, nie dość ostrożny, Filonousie. Do tego zagadnienia trzeba przystąpić z ostrym narzędziem rozumu. Z chwilą mej śmierci, gdy przestanę istnieć, na całym świecie nie będzie sposobu, który by stwierdził, że to nie jestem ja, tylko moja kopia. Nieprawdaż?
FILONOUS: To prawda.
HYLAS: Gdybyś wszakże stworzył kopię wcześniej, z łatwością można by stwierdzić, że ona nie jest mną, a to dlatego, iż kopia istniałaby obok mnie, w innym miejscu przestrzeni. Byłoby to więc współistnienie, ipso facto wykluczające kontynuację. Tak, teraz widzę, gdzie tkwił błąd. Kopia stworzona po mym zgonie będzie mną, przed mym zgonem zasię stworzona — będzie innym, obcym, odrębnym człowiekiem. Nie mów, że moment stworzenia możesz dowolnie przesuwać w czasie, tak że w końcu jedna milionowa część sekundy będzie oddzielać moje zmartwychwstanie od stworzenia obcego mi sobowtóra. Nie mów tego, gdyż aczkolwiek rzecz wydaje się dziwna, musi być taka. Osobliwa sytuacja rodzi osobliwe konsekwencje.
FILONOUS: Dobrze. Powiadasz tedy, że kopia złożona z atomów przed twym zgonem będzie człowiekiem całkiem ci obcym, z którym nie łączy cię nic oprócz nadzwyczajnego podobieństwa. Kopia stworzona natomiast po twym zgonie będzie twoją kontynuacją, to znaczy tobą samym, czy tak?
HYLAS: Tak.
FILONOUS: Możnaż wiedzieć, czym różnią się te kopie pomiędzy sobą?
HYLAS: Czasem, w którym powstały. Współistnienie kopii ze mną wyklucza kontynuację, istnienie natomiast w czasie przyszłym po mnie, po mym zgonie, czyni ją możliwą.
FILONOUS: Istnienie kopii po twym zgonie czyni twoją kontynuację możliwą, powiadasz? Wybornie. Dowiedz się teraz, jaką śmierć tyran ci obmyślił. Oto wychylisz czarę gwałtownej trucizny. Agonia trwać będzie godzinę. Kiedy winienem uruchomić machinę?
HYLAS: Gdy żyć przestanę całkowicie.
FILONOUS: Jeśli wtedy stworzę kopię, będzież ona twoją kontynuacją, to jest tobą samym?
HYLAS: Stworzona po mojej śmierci — będzie.
FILONOUS: Wybornie. A jeśli złośliwy tyran rozkaże swym medykom, by cię, zmarłego od trucizny, na powrót ożywili, a to dzięki wlaniu ci do gardła odtrutki przez gęsie pióro, co się wtedy stanie? Kopia stworzona przez machinę po twej śmierci była, jakeś sam rzekł, tobą. Czy teraz, na skutek twojego ożycia w miejscu kaźni, kopia ta znienacka być tobą zaprzestanie i jednym skokiem zmieni się w całkiem obcego ci człowieka?
HYLAS: Jakże to możliwe, by mnie, zmarłego, ożywiono?
FILONOUS: Łatwiejsze to niechybnie od zbudowania machiny do wskrzeszania z atomów. Dyskutujemy szczegóły techniczne czy filozoficzne — drogi Hylasie? Czy istnieje jakaś pryncypialna, zasadnicza niemożliwość przywrócenia do życia świeżo zmarłego? Czy chirurgowie nie potrafią już dziś ożywić zmarłych na stole w czasie operacji? Nie wieszże o tym? Proszę, powiedz mi, jakże będzie z tą kopią, która już była twoją kontynuacją, co się z nią stanie w momencie, w którym ożyjesz odtruty? A może to już nie ty sam ożyjesz w swym pierwotnym ciele, ale ktoś całkiem inny?
HYLAS: To wykluczone. Oczywiście, że ożyję w tym ciele, które tyran pozbawił życia trucizną. Kopia przestanie wówczas, siłą rzeczy, być moją kontynuacją.
FILONOUS: Ach, tak? Ależ zastanów się, Hylasie. Czy możesz sobie wyobrazić, że to ty właśnie jesteś ową kopią? Ot, powiedzmy, pokazuję ci machinę i powiadam, żeś właśnie w tym momencie wyszedł z jej wnętrza. Czujesz się oczywiście Hylasem po ostatni cal — boć machina wybornie cię sporządziła. Otóż wyobraź sobie, że „tamten Hylas”, który znajdował się w mocy tyrana, został przed godziną otruty, a teraz właśnie go medycy odtrutką przywrócili do życia. Czy poczujesz jakąś zmianę swojej osobowości na skutek owego odległego wydarzenia?
HYLAS: Nie.
FILONOUS: A widzisz. Kopia jest żywym, normalnym człowiekiem (to wynika z założeń) i nie mogą w niej zachodzić żadne zmiany związane z tym, co dzieje się z „oryginałem”. Czy go w kaźni trucizną poją, czy też odtrutką — kopii to ani nie dotyka, ani nie odmienia. Tak tedy powiemy: jako iż nie ma żadnej więzi przyczynowej pomiędzy tobą, wszelkimi twymi perypetiami a tamtym Hylasem, osoba stworzona przez machinę, czy za rok, czy za twego życia, czy po zgonie, jednakowo jest dla ciebie obcym człowiekiem, który nic nie ma z tobą wspólnego poza zdumiewającym podobieństwem. Że współistnienie z kopią wyklucza kontynuację — na to zgoda. To jednak, czy kopia powstała po twym unicestwieniu jest naprawdę tobą, a więc czy taka możliwość otwiera ci szansę ponownego ożycia — to trzeba dopiero udowodnić. Jak dotąd, wszystko przemawia przeciw takiemu rozumieniu rzeczy.

Odpowiedz
#18
Lepiej niż Lem sam bym tego nie oddał. Zgadzam się z wszystkimi wątpliwościami przez niego postawionymi.
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#19
Problem w tym, że scjentyści je zwyczajnie ignorują...

Odpowiedz
#20
No i ja się z Lemem nie zgadzam. Uważam, że ja z jutra będę tak samo obcy sobie dzisiaj, jak byłaby mi stworzona jutro kopia mnie. To, co stanowi o ciągłości mnie, to fakt, że ja z jutra będę pamiętał siebie dzisiaj - ale to samo można powiedzieć o mojej kopii. Dlatego kopię idealną uważam za pełnoprawną kontynuację mnie.

Popatrzmy na to naukowo Oczko Tworzymy w którymś momencie idealną kopię człowieka, w taki sposób, żeby nie było wiadomo, który z dwóch egzemplarzy człowieka jest "oryginałem", a który "kopią". Proszę teraz o eksperyment, który pozwoli na stwierdzenie tego - albo inaczej, o wskazanie cechy, która stanowi o byciu "oryginałem" albo "kopią".

Jeśli nie da się takiej cechy stwierdzić z zewnątrz, to jednocześnie twierdzimy, że coś, co stanowi o tym, że ja jestem sobą, jest w ogóle pozafizyczne, niepoznawalne z założenia - a coś takiego uważam za nierzeczywiste.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości