Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Are You still an effective team?
#1
Dzieciństwo i wczesna młodość autora niniejszego eseju przypadła na czasy bardzo ponure i bardzo szare. Lata 80 XX wieku są zwykle przedstawiane w podręcznikach historii, jako czas opresji, zadym, rozruchów, walki władzy z nielegalną opozycją, okres dynamiczny i ciekawy. Jest to jednak obraz z gruntu fałszywy. Dla przeciętnego nastolatka, były to czasy niewiarygodnie wręcz, z dzisiejszego punktu widzenia, nudne. Nuda ta pochodziła z przyczyn obiektywnych, jak brak internetu, telewizji satelitarnej, czy kablowej, komórek i innych dzisiaj powszechnych środków komunikacji, ale także z subiektywnych, wynikających z niewiarygodnie wręcz dokładnego odcięcia PRL i jego mieszkańców od świata. Nawet wakacyjny wyjazd do bratniej Czechosłowacji był wyprawą, którą trzeba było przygotowywać cały rok i wcale nie miało się gwarancji osiągnięcia sukcesu. W telewizji były dwa kanały, które z reguły żadnych w miarę świeżych programów, czy seriali ze zgniłego kosmopolitycznego Zachodu nie nadawały. Wreszcie filmy, będące ówczesnymi światowymi hitami, na ekrany prlowskich kin wchodziły z wieloletnim opóźnieniem. Mogły też nie wejść w ogóle, jeżeli tylko władza uznała, że „Polacy takiego kina sobie nie życzą”, wcale nie tylko z powodów geopolitycznych i „godzenia w sojusze” (jak kolejne „Bondy”Oczko, ale także np. z powodu „obrażania polskiego patriotyzmu”, czy jako „artystycznie bezwartościowe” (np. „startreki”Oczko.

Ciąg dalszy
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#2
Nie wiem czy pilaster oglądał film "Matrix", ale tam było dokładnie to co pilaster napisał na temat filmu "Oblivion".
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
#3
Hans Żydenstein napisał(a):Nie wiem czy pilaster oglądał film "Matrix",

Pilaster oglądał

Cytat:ale tam było dokładnie to co pilaster napisał na temat filmu "Oblivion".

Nie, tam było zupełnie co innego, niż to co pilaster napisał na temat filmu "Oblivion"
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#4
Sprawdzę tę "Niepamięć" być może jeszcze dziś. Wczoraj próbowałem "Elysium", ale nie dotrwałem do połowy nawet- okropna tandeta fabularna. Niestety kino SF rzeczywiście nie rozpieszcza widzów bardziej wymagających. Smutny
"Tak bowiem wyglądają spory między idealistami, solipsystami i realistami. Jedni atakują normalną formę wyrazu tak, jakby atakowali jakąś tezę; drudzy bronią jej, jakby konstatowali fakty, które każdy rozsądny człowiek musi uznać."
Odpowiedz
#5
<&> napisał(a):Wczoraj próbowałem "Elysium",

Po tym, co czytałem na ten temat, nie chce mi się tego oglądać. Ale kiedyś pewnie obejrzę, lub przynajmniej spróbuję, bo lubię mieć opinię wyrobioną na podstawie własnych obserwacji.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#6
pilaster napisał(a):Jak też zwykle bywa w przypadku dzieł pionierskich, nowatorskich, zrywających z hołdowaniem dotychczasowym stereotypom

Uwaga, spoilery (trochę)!


Obejrzałem. Przeczytałem tym razem całość recenzji. No ale cóż, film jest po prostu nieciekawy. Tzn. historię się przyjemnie śledzi, nie ma nudy, ale to wszystko już było: "Matrix", "Trzynaste piętro", "Moon", "Mroczne Miasto", dostarczanie ładunku na Tet niczym z "Dnia niepodległości"... Kurcze, "Wyspa" nawet się przypomina. Ba, "Wall-E"! To nie jest arcydzieło, ale techniczne cacuszko, całkiem estetyczne, dopracowane, ale znowu amant ratuje świat! Pamiętam wielką reklamę filmu w Katowicach z Cruisem i odpuściłem rzecz właśnie ze względu na wyobrażenie o tym, że znowu główny bohater będzie robił za mesjasza...

Walka ze sztuczną inteligencją też już była... w "2001: Odeseja kosmiczna". Sally w swym prawdziwym obliczu na Tet jakoś dziwnie przypomina HAL-a 9000. Szczęśliwy

Mimo wszystko to dobra rzecz i miła odmiana po durnym "Elysium". Dzięki za polecenie.

Edit:
Jeszcze jedno. Kwestia tożsamożci głównego bohatera jest kompletnie spieprzona, filozoficzne denko niestety. Jacuś Harper w wersji 49 tak samo dobry dla żony, jak oryginał. Spotkanie po latach z klonem męża, ale od razu iskrzy, będzie z tego dziecko nawet. Klon umiera, ale na koniec i tak zestarzeją się razem- Julia i Jacek w wersji 52- w hatce zbudowanej przez wersję Jacka nr 49. Come on!
"Tak bowiem wyglądają spory między idealistami, solipsystami i realistami. Jedni atakują normalną formę wyrazu tak, jakby atakowali jakąś tezę; drudzy bronią jej, jakby konstatowali fakty, które każdy rozsądny człowiek musi uznać."
Odpowiedz
#7
pilaster napisał(a):Nie, tam było zupełnie co innego, niż to co pilaster napisał na temat filmu "Oblivion"

Czyżby?

Cytat: Aby Jack i Victoria sprawniej wykonywali powierzone im zadania, poddano ich częściowej amnezji.
Czyli została zatajona przed nimi prawda, tak jak w Matrixie.

Cytat:Okazuje się bowiem, że ową międzycywilizacyjną wojnę ludzkość przegrała. Obecnie zaś trwa terraforming Ziemi przed jej właściwym skolonizowaniem.
W Matrixie ludzkość także przegrała wojnę i została umieszczona w nieprawdziwym systemie
Cytat: Wrogiem ludzkości jest sztuczna inteligencja
Tak jak w... Matrixie

Cytat:Jack i Victoria nie są zaś nawet ludźmi sensu stricto, lecz stworzonymi przez Tet i zaprogramowanymi przez niego klonami kosmonautów, których to kosmonautów w celu nawiązania kontaktu do czworościanu Tet wysłano. Ze swoimi niewolnikami Tet porozumiewa się udając Sally – kontrolerkę z centrum lotów kosmicznych
Klony... Różnica kosmetyczna w stosunku do Matrixa. Chociaż w sumie w Matrixie nie był poruszany temat jak maszyny rozmnażają ludzi. Jakby potrafiły klonować i byłoby to bardziej opłacalne, to by klonowały.

Cytat:Ze swoimi niewolnikami Tet porozumiewa się udając Sally – kontrolerkę z centrum lotów kosmicznych, która prowadziła rodziców Jacka i Victorii w owym feralnym locie. I znów scenarzyści filmu przewidzieli, że sztuczna inteligencja, zwłaszcza skonstruowana przez pozaziemską cywilizację, będzie przechodzić test Turinga z niejakim trudem
Cóż, w Matrixie też niektórzy(jak Neo) orientowali się, że coś jest nie tak(przebudzenie) i wtedy akcja nabierała tempa.

Cytat:Biada bohaterom, kiedy Victoria udzieli na nie przeczącej odpowiedzi, a Tet dojdzie do wniosku, że jego kukiełki się zepsuły i czas, aby je wymienić na kolejną „zmianę”
Dokładnie tak samo było z rebeliantami z Matrixa. Wszyscy co wybudzali się z Matrixa gromadzili się w Zionie, a następnie mątwy ich niszczyły. Proces powtarzał się wiele razy. Dopiero w Matrix: Rewolucje nastąpił przełom(Wyrocznia dogadała się z Architektem) i ludzie zaczęli żyć w pokoju z maszynami.


Dla mnie przełomowym filmem był Matrix. (Pierwsza część) Pilaster opisał film, który kopiuje rozwiązanie żywcem z Matrixa z pewnymi kosmetycznymi zmianami. Nie chodzi mi o to, że to źle i skreśla to u mnie film "Oblivion", którego zresztą nie oglądałem. Ale po prostu nie nazwałbym tego filmu nowatorskim, bo na taki nie wygląda.
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
#8
pilaster napisał(a):Po tym, co czytałem na ten temat, nie chce mi się tego oglądać. Ale kiedyś pewnie obejrzę, lub przynajmniej spróbuję, bo lubię mieć opinię wyrobioną na podstawie własnych obserwacji.
Obejrzałem pierwszych kilkanaście minut, do momentu pierwszego nieudanego desantu z Ziemi. Nosz, ta chłodna nazistka Jodie (ciągle piękna!!), wredni biali Elizjanie i ci biedni koloredzi, rozbiegający się po elizjańskim raju jak, hm, gryzonie... Ciekawym, czy to zamierzona metafora... Tak czy siak, jednoznaczna... Niezdecydowany
Odpowiedz
#9
<&> napisał(a):to wszystko już było:

Od czasów "Iliady" i "Odysei" to wszystko już było Smutny

Cytat:"Matrix", "Trzynaste piętro", "Moon", "Mroczne Miasto", dostarczanie ładunku na Tet niczym z "Dnia niepodległości"... Kurcze, "Wyspa" nawet się przypomina. Ba, "Wall-E"!

No to co? Jeszcze "Top Gun" bym dołożył.

Ważne, że z tych elementów złożona został film, jakiego wcześniej nie było.

Czy ktoś ma pretensje do Sapkowskiego, że elfy, krasnoludy i niziołki, to "już były"?



Cytat:Walka ze sztuczną inteligencją też już była... w "2001: Odeseja kosmiczna".

Była, a potem się nigdy jakoś nie powtórzyła. Zawsze jakoś tak Obcy byli albo ludźmi, albo skrzyżowaniem pająka z ośmiornicą obowiązkowo ociekającym śluzem.

Cytat: Kwestia tożsamożci głównego bohatera jest kompletnie spieprzona, filozoficzne denko niestety. Jacuś Harper w wersji 49 tak samo dobry dla żony, jak oryginał. Spotkanie po latach z klonem męża, ale od razu iskrzy, będzie z tego dziecko nawet. Klon umiera, ale na koniec i tak zestarzeją się razem- Julia i Jacek w wersji 52- w hatce zbudowanej przez wersję Jacka nr 49. Come on!

Nic podobnego. Klony produkowane przez Tet z założenia nie różnią się od siebie, zatem Jack 52, to to samo co Jack 49 (faktycznie nie wiadomo co się stało z innym Jackami i innymi Victoriami po zniszczeniu Tet)

A że Jack 49 jest tak samo dobry dla żony jak oryginał?, Że nawet mu się ona śni zanim jeszcze przybędzie w fizycznej postaci? Przy programowaniu klonów Tet musiał wykorzystywać duże części oryginalnej psychiki, a że jako twór obcej nieludzkiej cywilizacji z ludzką psychiką nie radził sobie najlepiej, to i dopuścił do pewnych powiedzmy "przecieków"

Hans

Cytat:W Matrixie

Cytat:Tak jak w... Matrixie

Cytat:Dla mnie przełomowym filmem był Matrix

No cóż, na taką obsesję nic nie poradzę. :lol2: niemniej pilaster żadnej takiej paraleli nie widzi.

Matrix był owszem, niezłym filmem, ale po pierwsze tylko pierwsza część, bo kolejne były już strasznie przefilozofowane, przestał to byc film SF, a stał się jakimś mistycznym fantasy, a po drugie był oparty o kretyńskie założenia wyjściowe (wykorzystanie ludzi jako baterii jest nonsensem termodynamicznym)

Cytat:Różnica kosmetyczna w stosunku do Matrixa.

Acha, czyli jak już absolutnie nie da się stwierdzić, że jest tak jak w matrixie, to różnica ma być wyłącznie kosmetyczna. :lol2:
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#10
pilaster napisał(a):Nic podobnego. Klony produkowane przez Tet z założenia nie różnią się od siebie, zatem Jack 52, to to samo co Jack 49 (faktycznie nie wiadomo co się stało z innym Jackami i innymi Victoriami po zniszczeniu Tet)

A że Jack 49 jest tak samo dobry dla żony jak oryginał?, Że nawet mu się ona śni zanim jeszcze przybędzie w fizycznej postaci? Przy programowaniu klonów Tet musiał wykorzystywać duże części oryginalnej psychiki, a że jako twór obcej nieludzkiej cywilizacji z ludzką psychiką nie radził sobie najlepiej, to i dopuścił do pewnych powiedzmy "przecieków":lol2:

Dlatego, że założenia się nie różnią, Morgan Freeman dostrzegł wyjątkowość numeru 49? :roll: A później się okazuje, że jednak nie jest wyjątkowy, skoro nr 52 odnajduje małżonkę w happy endzie.

I nie, mylisz się, to założenie identyczności nie działa- jeśli 49 natknął się na literaturę, której nie czytał 52, a która w numerze 49 wzbudziła wzniosłe uczucia; jeśli 49 znalazł oazę i zbudował w niej altankę, w której słuchał klasyki rocka z winyli- to wszystko buduje indywidualne doświadczenia numeru 49.

Ale, co ważniejsze, żaden z nich nie jest oryginalnym Jackiem Harperem, który zginął- kropka. Jeśli jednak jest, to tych Harperów jest na pęczki, więc jak to żonka z jednym tylko? Czy idea takiej fantastycznej multiplikacji ukochanego nie powinna raczej przyprawiać o mdłości? Oczko O podobnych problemach można pogadać tu: http://ateista.pl/showthread.php?t=13704...toplikacja

Dukaj przykładowo w "Perfekcyjnej...", którą cytujesz w podpisie, jednak wykazał się nieco większym wyczuciem, kiedy Zamoyskiemu kazał wchodzić w relacje równolegle z dwiema Angelikami MacPherson.


A co do "wszystko już było", to rzecz w tym, że to jest zgrabny zbiór motywów SF już sprawdzonych. Nie ma w "Niepamięci" nic nowatorskiego i przełomowego, przynajmniej jeśli chodzi o fabułę samą, a wręcz przeciwnie.

pilaster napisał(a):po drugie był oparty o kretyńskie założenia wyjściowe (wykorzystanie ludzi jako baterii jest nonsensem termodynamicznym)

Najlepsze jest to, że "Matrix" się z tego zarzutu potrafi nieco wybronić tym, że nasz świat XXI wieku, jeśli miałby być komputerową symulacją, jak w filmie, to wnioskowanie z obowiązujących w nim praw o możliwości takiego wykorzystania człowieka w rzeczywistej rzeczywistości Oczko byłoby niemożliwe. Architekt Matrixa mógł wręcz specjalnie tak go skonstruować, by domysły stanu rzeczywistego uczynić niewiarygodnymi. ;]
Ale to tak pół żartem. Oczko

Edit:
Jeszcze jedno. Muzyka w "Niepamięci" mnie drażniła.
"Tak bowiem wyglądają spory między idealistami, solipsystami i realistami. Jedni atakują normalną formę wyrazu tak, jakby atakowali jakąś tezę; drudzy bronią jej, jakby konstatowali fakty, które każdy rozsądny człowiek musi uznać."
Odpowiedz
#11
<&> napisał(a):Najlepsze jest to, że "Matrix" się z tego zarzutu potrafi nieco wybronić tym, że nasz świat XXI wieku, jeśli miałby być komputerową symulacją, jak w filmie, to wnioskowanie z obowiązujących w nim praw o możliwości takiego wykorzystania człowieka w rzeczywistej rzeczywistości Oczko byłoby niemożliwe. Architekt Matrixa mógł wręcz specjalnie tak go skonstruować, by domysły stanu rzeczywistego uczynić niewiarygodnymi. ;]

Za prawdopodobne to uznałbym, że nikt nigdy nie wyszedł poza Matrix. Czerwona pigułka jest kolejną fikcją, prowadzi do innej symulacji, takiej dla szukających cięższego życia i specyficznych wrażeń.

"W rzeczywistości" motyw istnienia Matrixa może być zupełnie inny, a jego "mieszkańcy" mogą w ogóle nie mieć żadnych ciał.

Może być wszystkim od eksperymentu psychologiczno-socjologicznego, aż po szaleństwa źle zaprogramowanej AI. Wszyscy mogą być po prostu NPC-ami gry komputerowej z 25 wieku, symulowanymi zbyt dokładnie (co nieetyczne, oczywiście).

Spójnych z historią możliwości, które jednocześnie nie naruszają praw fizyki, jest co najmniej kilkadziesiąt.

Jedno jest pewne: nikt z bohaterów, nigdy, nie trafił do "realnego świata", o ile taki w ogóle istnieje.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.
BARDZO NIEAKTUALNE.
Odpowiedz
#12
Pełna zgoda. Nie ma wyjścia z maszyny fantomatycznej. Uśmiech

Pod tym względem Nolan w "Incepcji" był konsekwentny, puszczając na końcu oko o widza, że bączek jest na nic. Uśmiech

Edit:
O "Matriksie" fajnie mówi Zizek w "Zboczonej historii kina", domagając się trzeciej piguły, która pozwoli dostrzec rzeczywistość w iluzji. Rzecz w tym, że bycie w Matriksie strukturyzuje rzeczywistość jego mieszkańców, jest jedynym punktem odniesienia i tylko na tyle, na ile świat "zewnętrzny" spełnia przyjęte przez nas warunki rzeczywistości, które są produktem naszej interakcji ze środowiskiem Matriksa, o tyle możemy go uznać za realny. Tzn. wyjście z Matriksa do świata "rzeczywistego" jest możliwe tylko przy uznaniu części świata fikcyjnego za rzeczywistość i tylko jeśli tę część fikcja dzieli ze światem realnym. Natomiast jakaś absolutyzacja pojęcia rzeczywistości, zupełne oddzielenie jej od podmiotowych warunków, chyba nie ma sensu.
"Tak bowiem wyglądają spory między idealistami, solipsystami i realistami. Jedni atakują normalną formę wyrazu tak, jakby atakowali jakąś tezę; drudzy bronią jej, jakby konstatowali fakty, które każdy rozsądny człowiek musi uznać."
Odpowiedz
#13
Jeśli można...
pilaster napisał(a):[Pandorum jest] Wizualnie i koncepcyjnie nieco podobny do osławionego i wielokrotnie przechwalonego „Obcego”,
Hmmm. Bardziej do "Event Horizon". Zresztą twórcy "Pandorum" nie ukrywali inspirowania się tym własnie tytułem w swojej produkcji.

Nie chciałem czytać dalszej części artykułu zawierającej spoilery o "Niepamięci", bo właśnie miałem się za oglądanie tegoż zabrać, ale jeszcze nie mam kupionej wersji DVD.

Ostatnio miałem okazję przeczytać "Grę Endera". Oprócz kilku głupot jak statki, których pasażerowie oddychają tlenem produkowanym przez rośliny czerpiące wodę z zamkniętego obiegu czy historia przeludnionej Ziemi, obraz nie tak wcale dalekiej przyszłości, jaki O.S. Card przedstawia czytelnikom jest spójny logicznie z naukowego punktu widzenia i ciekawy. To jedna z nielicznych dobrych książek SF, którą da się przeczytać w kilka godzin. I choć oczywiście ma tu znaczenie sama jej objętość (niecałe 300 stron), to również istotny jest użyty język - niezawoalowany i bez pojęć, których znaczenia czytelnik musi się domyślać, często nawet przez całe opowiadanie (jak w przypadku Dukaja) oraz styl, bez przerostu formy (psychologizm czy długaśne i nudne rozważania etyczne), z interesująco poprowadzonym ciągiem połączonych ze sobą sensownie zdarzeń (głównie skupiających się na tytułowym bohaterze, ale również na jego rodzeństwie). Muszę porównać swoje doświadczenia książkowe z filmem, bo ostatnio powstał.

Co do tytułów z "ambitnej" gałęzi kina SF, to mogę z czystym sumieniem polecić "Moon" - zawiera relatywnie, jak na SF, niewiele efektów specjalnych, ale za to film porusza wiele nurtujących ludzkość kwestii związanych z niedaleką przyszłością i ewentualną kolonizacją (czy, jak to kiedyś powiedział Asimov, "półkolonizacją", a więc "zasiedleniem" Księżyca przez roboty pracujące na korzyść cywilizacji ludzkiej) naszego naturalnego satelity.
Vi Veri Veniversum Vivus Vici
Odpowiedz
#14
pilaster napisał(a):No cóż, na taką obsesję nic nie poradzę. :lol2: niemniej pilaster żadnej takiej paraleli nie widzi.
Nie poradzę nic na problemy pilastra z widzeniem

pilaster napisał(a):Matrix był owszem, niezłym filmem, ale po pierwsze tylko pierwsza część,
Zgadzam się.
pilaster napisał(a):wykorzystanie ludzi jako baterii jest nonsensem termodynamicznym
Metafora taka Uśmiech


pilaster napisał(a):Acha, czyli jak już absolutnie nie da się stwierdzić, że jest tak jak w matrixie, to różnica ma być wyłącznie kosmetyczna. :lol2:
Tak. Różnica mniej więcej taka, jak różnica w wyglądzie głównego bohatera. Jest pewien rdzeń, a według niego można dokonywać kosmetycznych zmian
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
#15
<&> napisał(a):Dlatego, że założenia się nie różnią, Morgan Freeman dostrzegł wyjątkowość numeru 49? :roll:

Uwaga Spoiler!

A miał jakiś wybór? Nr 49 był jedyny, jaki Malcolm Beech znał. Pozostałe znajdowały się poza jego zasięgiem. W końcu nie posiadał on takiego bajeranckiego samolociku, jak Harper. Mógł go tylko Beech "kształtować" poprzez podsuwanie odpowiednich lektur i mieć nadzieję że to zadziała. Zresztą proszę zwrócić uwagę, że Beech wcale nie mówi, że nr 52 jest wyjątkowy. :roll: To sierżant Sykes, wyraźnie niezadowolony z podejmowania takiego ryzyka, zadaje takie pytanie Beechowi. A ten ...zaprzecza, jakoby tak uważał. Uśmiech

Beech znajdował się w impasie. Wiedział, że jeżeli nie zrobi nic, to wkrótce już nie będzie ani jego, ani ruchu oporu, Tet dokończy terraforming, a Homo sapiens wyginie ostatecznie. Przekonanie klonów do stanięcia po ich stronie było ostatnią szansą ludzkości i po prostu musieli oni zaryzykować.

Inaczej Sykes, który urodził się już po wojnie i po prostu innego świata niż ten zniszczony nie znał.


Koniec Spoilera



Cytat:I nie, mylisz się, to założenie identyczności nie działa- jeśli 49 natknął się na literaturę, której nie czytał 52, a która w numerze 49 wzbudziła wzniosłe uczucia; jeśli 49 znalazł oazę i zbudował w niej altankę, w której słuchał klasyki rocka z winyli- to wszystko buduje indywidualne doświadczenia numeru 49.

A kto mu te lektury podsuwał, chę?

Cytat:Ale, co ważniejsze, żaden z nich nie jest oryginalnym Jackiem Harperem, który zginął- kropka.

jednak mają oni wystarczająco dużo z niego, aby stanowić substytut. Zresztą pisząc o nich "klony' dokonujemy pewnego uproszczenia. To nie sa prawdziwe klony (tacy jak bracia bliźniacy), tylko coś w rodzaju biorobotów, nie tylko idebtycznych genetycznie, ale też z identycznie 'zaprogramowaną" psychiką, opartą na psychice oryginału



Cytat:A co do "wszystko już było", to rzecz w tym, że to jest zgrabny zbiór motywów SF już sprawdzonych. Nie ma w "Niepamięci" nic nowatorskiego i przełomowego, przynajmniej jeśli chodzi o fabułę samą, a wręcz przeciwnie.

Po pierwsze to nieprawda, bo filmu SF, w którym by Obca SI manipulowała ludźmi do swoich celów w tzw "realu", a nie w przestrzeni wirtualnej, jeszcze nie było.

Po drugie, twórca, czy to literatury, czy filmu ma pełne prawo do zapożyczania, zżynania, inspirowania się, odnoszenia, etc do poprzedników. Liczy się tylko to, co wyjdzie na końcu

Cytat:Jeszcze jedno. Muzyka w "Niepamięci" mnie drażniła.

A co konkretnie? Nie pisałem o niej, bo faktycznie nie jest to najsilniejsza strona filmu, ale dość zgrabnie go ilustruje. Przyczepić się nie ma do czego.


exodim

Cytat:"Grę Endera". Oprócz kilku głupot jak statki, których pasażerowie oddychają tlenem produkowanym przez rośliny czerpiące wodę z zamkniętego obiegu czy historia przeludnionej Ziemi, obraz nie tak wcale dalekiej przyszłości, jaki O.S. Card przedstawia czytelnikom jest spójny logicznie z naukowego punktu widzenia i ciekawy. To jedna z nielicznych dobrych książek SF, którą da się przeczytać w kilka godzin. I choć oczywiście ma tu znaczenie sama jej objętość (niecałe 300 stron), to również istotny jest użyty język - niezawoalowany i bez pojęć, których znaczenia czytelnik musi się domyślać, często nawet przez całe opowiadanie (jak w przypadku Dukaja) oraz styl, bez przerostu formy (psychologizm czy długaśne i nudne rozważania etyczne), z interesująco poprowadzonym ciągiem połączonych ze sobą sensownie zdarzeń (głównie skupiających się na tytułowym bohaterze, ale również na jego rodzeństwie).

Co ciekawe, książka została napisana ponad ćwierć wieku temu, a w ogóle się nie zestarzała. Uśmiech


Cytat:Muszę porównać swoje doświadczenia książkowe z filmem, bo ostatnio powstał.

Pilaster porównał. Film jest gorszy, chociaż wciąż warto go zobaczyć. Myślę że bardzo zaszkodziło mu nadmierne skrócenie, przez co niektóre wątki zostały zredukowane do pojedynczej sceny. Powinien być z pół godziny dłuższy.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#16
pilaster napisał(a):Była, a potem się nigdy jakoś nie powtórzyła. Zawsze jakoś tak Obcy byli albo ludźmi, albo skrzyżowaniem pająka z ośmiornicą obowiązkowo ociekającym śluzem.
W dodatku nie jest to jakaś obca, niezrozumiała sztuczna inteligencja. HAL postępuje zgodnie z programem. Jego działania są ostatecznie zrozumiałe. Trochę podobnie, jak w sondy Slylandro w niezbyt poważnym wątku gry "Star Control 2" - one również tylko wykonują program.
If a glyphward fails, you can blame it on the will of the Almighty. If your father fails, then it’s his fault.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
#17
Tet w niepamięci to makabra (w sensie ze chujowo zrobiona ta s.i.). Matrix czy nawet terminator pokazały nam tą s.i., a tym filmie tet to tylko ... tetrahedron z czerwonym ślipiem. Nic więcej. Marne i żenujące. Wychodzi ze ta s.i. to tylko dodatek do tego, aby pokazać zapał w walce z "arcywrogiem", jak miało to miejsce w dniu niepodległości.

Nawet HAL 9000 był lepiej przedstawiony.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#18
Wilk napisał(a):Tet w niepamięci to makabra (w sensie ze chujowo zrobiona ta s.i.). Matrix czy nawet terminator pokazały nam tą s.i.,

Tam to dopiero była chujowa SI W pierwszym matriksie jeszcze ja cię moge, ale w kolejnych to dopiero masakra...

W terminatorze pierwszym i drugim nie było jeszcze sztucznej inteligencji (sky netu) tylko o niej gadano. Pojawiła się dopiero w trzecim odcinku a i to pod koniec.


Cytat:tym filmie tet to tylko ... tetrahedron z czerwonym ślipiem. Nic więcej.

Jasne, powinien wyglądać jak Decepticony z "Transformersów" Wielkie, paskudne i najeżone bronią wszelaką, a przy tym oczywiście humanoidalne, żeby widz nie poczuł dyskomfortu poznawczego :wall:
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#19
pilaster napisał(a):W terminatorze pierwszym i drugim nie było jeszcze sztucznej inteligencji (sky netu) tylko o niej gadano. Pojawiła się dopiero w trzecim odcinku a i to pod koniec.

Miałem na myśli terminatora ocalenie.

pilaster napisał(a):Jasne, powinien wyglądać jak Decepticony z "Transformersów" Wielkie, paskudne i najeżone bronią wszelaką, a przy tym oczywiście humanoidalne, żeby widz nie poczuł dyskomfortu poznawczego :wall:

Nie chodzi o to jak wygląda, tylko czym jest. Hal myślał; skynet miał jakieś cele, podobnie s.i. w matrixie. A tutaj mamy tylko czerwony ślep paplające że jest czyimś bogiem. Marne.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#20
Wilk napisał(a):skynet miał jakieś cele, podobnie s.i. w matrixie.

Jakie cele miał skynet, a jakie si w matrixie?


Cytat:A tutaj mamy tylko czerwony ślep paplające że jest czyimś bogiem. Marne

Bzdura. Właśnie Tet ma jasno określone cele i je z rozmachem realizuje na skalę planetarną.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości