Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zarobki
Plus nie wiadomo jakie kredyty mają zaciągnięte takie osoby. Jeżeli zakredytowali się pod korek - każdy spadek zarobków może być bolesny.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Plus nie wiadomo jakie kredyty mają zaciągnięte takie osoby. Jeżeli zakredytowali się pod korek - każdy spadek zarobków może być bolesny.
No właśnie. Taki Nicolas Cage ma z pewnością zarobki mocno przekraczające jakąkolwiek definicję „klasy średniej”. Ale chłop lubi się zadłużać tak bardzo, że jest chyba aktorem o najwyższym stosunku gównianości filmów do sławy.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Są różne rodzaje zadłużania się. Znajomy, bardzo dobrze zarabia, nie wiem dokładnie ile ale raczej powyżej 15k. Wyszedł z założenia, że skoro teraz mu się powodzi, ma siłę i chęci pracować to weźmie kredyt na mieszkanie (nic mega luksusowego) nie na 30 ale na 15 lat, bo jak sam mówił, nie wiadomo co będzie w przyszłości. I teraz z jednej strony oberwał rosnącymi stopami, z drugiej dostał solidnego kopa przez Nowy Ład.

Wkurza mnie z tego powodu traktowanie osób, które zarabiają powyżej tych mitycznych 10k jako bogaczy, którym sprawiedliwość społeczna nakazuje odebrać. Jasne, w Polsce są to bardzo dobre zarobki, ale obiektywnie to jest właśnie owa klasa średnia. Prawdziwie bogaci ludzie takie pieniądze traktują jako śmieszne kwoty - im Nowy Ład w żaden sposób nie zaszkodził. Tymczasem u nas trzeba było przed nim ratować dziwaczną ulgą ludzi, którzy zarabiają mniej niż pensja minimalna w Niemczech.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Jeżeli zakredytowali się pod korek - każdy spadek zarobków może być bolesny.

A mało takich? Ludzie specjalnie kombinują lewe papiery aby wykazać bankowi zdolność kredytową.

BTW Ciekawy wywiad, polecam:



DziadBorowy napisał(a): Wkurza mnie z tego powodu traktowanie osób, które zarabiają powyżej tych mitycznych 10k jako bogaczy, którym sprawiedliwość społeczna nakazuje odebrać.

Dla mnie to są bogacze, bo za taką kasę to bym raz dwa zrobił to, co planuję od dawna i na co ciułam parę groszy każdego miesiąca.

Ale w życiu bym nie poparł aby cokolwiek kasy im odbierać. Sam bym chciał byc takim bogaczem. Jebać sprawiedliwość społeczną. Jak ktoś jest pracowity i do tego jakimś kumatym specjalistą to jak najbardziej należą mu się uczciwie zarobione pieniądze.

Na pewno bym zaś odebrał politykom i ich rodzinom ze spółek skarby państwa.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Dla mnie to są bogacze, bo za taką kasę to bym raz dwa zrobił to, co planuję od dawna i na co ciułam parę groszy każdego miesiąca.

Zależy do czego mierzysz. Są społeczności, gdzie ktoś kto posiada 10 krów jest bogaczem. W warunkach polskich taka kasa pozwala na przyzwoite życie bez czekania na wypłatę pod koniec miesiąca. Możesz wziąć kredyt na mieszkanie, stać Cię na dobre wakacje i nienajgorszy samochód - ale wciąż musisz się liczyć z kasą i nie wydawać za dużo. I to jest wyznacznik klasy średniej. Do prawdziwego bogactwa na prawdę dużo im brakuje.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): A mało takich? Ludzie specjalnie kombinują lewe papiery aby wykazać bankowi zdolność kredytową.

Być może się teraz niektórym narażę, ale przecież w większości przypadków to czysta głupota. Trzeba liczyć siły na zamiary. Nie jestem zwolennikiem podejścia: "Jak nie stać cię na nieruchomość za gotówkę, to nie stać cię w ogóle i nie kupuj", ale działanie w drugą stronę jest jeszcze gorsze.

Ja np. tak oszacowałem swój budżet, że mogłem sobie pozwolić na trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 62 m2, bez garażu podziemnego i w większości wykończonego systemem gospodarczym. Gdybym nie mógł sobie pozwolić na to ostatnie, to kupiłbym mieszkanie mniejsze, mimo że żyłoby się mniej komfortowo. A jakby i tego było za mało, to dłubałbym przy nim kilka lat albo popatrzył za nieruchomością położoną pod miastem, a przez to tańszą (choć wtedy doszłyby dojazdy).

Dzięki temu obecna rata - przy oprocentowaniu 3,63 % - pożera mi wraz z ubezpieczeniem ok. 28% mojej pensji. I nawet jak oprocentowanie skoczy o kolejne procenty, to tak, praktycznie zeżre mi nadwyżkę, którą oszczędzam, ale przeżyję. Nie twierdzę, że nie dopisała mi nuta szczęścia - mieszkanie udało się kupić przed gwałtownym skokiem cen, a później wpadła podwyżka w pracy (choć kalkulacji w powyższym akapicie dokonywałem nie uwzględniając tej podwyżki). Niemniej to, co przez to zyskałem, oszczędzam i nadpłacam w miarę możliwości kredyt.

Tymczasem gros ludzi o podobnym warunkach finansowych szło w budowę domów albo mieszkania wykańczane w standardzie, który wymagał naciągania zdolności kredytowej. Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich - są tacy, którzy muszą to robić by kupić cokolwiek, zgadza się. Ale problem, o którym wspomniałem nie jest wcale taki mały.

Wiem też, że swoim postępowaniem odebrałem (nie dałem zarobić) co najmniej kilkanaście tysięcy złotych fachowcom z Twojej branży, ale niestety z perspektywy kupującego mieszkanie musiałem myśleć o własnym interesie.
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a):
lumberjack napisał(a): Dla mnie to są bogacze, bo za taką kasę to bym raz dwa zrobił to, co planuję od dawna i na co ciułam parę groszy każdego miesiąca.

Zależy do czego mierzysz. Są społeczności, gdzie ktoś kto posiada 10 krów jest bogaczem. W warunkach polskich taka kasa pozwala na przyzwoite życie bez czekania na wypłatę pod koniec miesiąca. Możesz wziąć kredyt na mieszkanie, stać Cię na dobre wakacje i nienajgorszy samochód - ale wciąż musisz się liczyć z kasą i nie wydawać za dużo.  I to jest wyznacznik klasy średniej. Do prawdziwego bogactwa na prawdę dużo im brakuje.

No i de facto Polska to jest kraj, w którym ktoś kto ma 10 krów nie jest może krezusem, ale może być przedstawiany jako zamożny człowiek. Potrzebna jest obora przynajmniej 10 stanowiskowa a nawet większa. Obora owa musi być wykończona według określonych norm inaczej unia i sanepid przypomną o sobie w sposób drastyczny. W dodatku owa hodowla musi się kalkulować przynajmniej na zero, żeby zwierzęta nie głodowały i nie wymarzły. Zapewne tak mała liczba sztuk musi z założenia generować dochód. Zatem w grę wchodzi specyficzne przetwórstwo albo/i ekologia, w końcu nie zachodzi efekt skali. Żeby utrzymać dziesiątkę zwierzaków trzeba zapewnić im paszę i lekarstwa. Podliczmy ile kosztuje hodowla krowy przez rok:

https://zwierzaki.pl/ile-kosztuje-krowa-...utrzymanie

Cena 1 szt. 1600-4500 zależnie od wieku i rasy.
Obora ze sprzętem - 200 000
Roczny koszt utrzymania - zależy, ale średnio ok. 5000 rocznie przy swojej produkcji paszowej, nie licząc sprzętu potrzebnego do higieny i środków typu lekarstwa.

Podsumowując majątek takiego pasjonata to pi razy oko dom z oborą za coś koło 400 000 najlżej, 10 krów za średnio 2200, roczny zapas żarcia dla zwierząt za 50k. No i zapewne jakieś maszyny do sprzątania obory gdzie najtańsze ciągniki i sprzęt do nich to koszt powyżej kilkunastu baniek. Jakby nie patrzeć majątek warty pół miliona. Szału nie ma, ale biedy też nie ma. To raczej lepsza klasa średnia. A że w rzeczywistości dochodzą jeszcze hektary pozwalające na produkcję na własne potrzeby to już majątek jest warty około 1,5 miliona. Bez corocznych przychodów z hodowli i produkcji. Dlatego jak słyszę, że się nie opłaca, że nie można wyżyć na wsi a słyszę to od hodowców i rolników to zawsze mi się humor poprawia. Bo jakby mieli dokładać do interesu to już dawno by wszystko sprzedali, kupili mieszkanie czy mieszkania do wynajęcia i srali na to nieopłacanie. Prawda jest taka, że przeciętny rolnik (średnia wielkość gospodarstwa to coś koło 20ha) ma taki rezerwuar środków, że gdyby tylko chciał to z miejsca zostałby milionerem. Sama sprzedaż maszyn kosztujących, średnio więcej niż Lambo z salonu już pozwala na walenie wszystkiego łącznie z Polskim Wałem, sprzedaż gospodarstwa to już kupno kilku mieszkań i domku w Chorwacji. Problem z Polską polega na tym, że każdy zaniża ile może absolutnie wszystkie przychody, bo jak będzie uczciwy to będzie musiał płacić więcej. Przyjęło się, że wieś to krusowska oaza biedoty a ja znam na przykład sytuację, gdy ojciec rolnik na 60ha miał dwóch synów pobierających stypendium socjalne Duży uśmiech Synkowie w autkach za roczne zarobki pani z Żabki i mogli wykazać że mają dochód uprawniający do stypendium. I tak jest ze wszystkim praktycznie. Jak sobie myślę o "klasie średniej" w Polsce to większość nawet nie chce do niej aspirować, bo na kombinowaniu można żyć jak pączek w maśle a mityczne 15k na miesiąc to wcale nie musi być jakaś straszna rzadkość, tylko po prostu szara strefa, ukrywanie dochodów i kombinowanie jak tu wyszarpać kolejny + od państwa skutecznie zniechęcają do chwalenia się tym ile kto ma.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości