Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O Chinach i Chińczykach
#81
(05.01.2017, 12:02)Żarłak napisał(a): Ochrona środowiska ma lewicowe pochodzenie? ; )
Gdzieś czytałem że ruch ochrony środowiska ma pochodzenie konserwatywne.
Odpowiedz
#82
Jeśli do "wynalazku" nie ma się praw na wyłączność to nie jest ważne kto go wymyślił ale kto i jak z niego skorzystał.
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#83
https://www.washingtonpost.com/news/wonk...0fc9aa417d

Bardzo ciekawy artykuł na temat relacji między Chinami a USA.

https://www.rt.com/news/374874-china-icb...ia-border/ - Chińczycy na północno wschodnim skraju swego państwa umieścili rakiety dalekiego zasięgu (14-15 000km), które mogą być wyposażone w głowice nuklearne. Do USA jest z tamtego miejsca 8000km.

https://www.washingtonpost.com/news/worl...4769dbefcc - drugi ciekawy artykuł. USA za rządów Obamy zaniedbały sytuację na Morzu Południowochińskim. Chiny mając wolną rękę zaczęły tam z małych wysepek tworzyć jedną sporą wyspę, która stanowczo wzmocni w tym miejscu wpływy chińskie.

Cytat:Chen Xiangmiao, a research fellow at the National Institute for the South China Sea, said Spicer appeared to have kept the same “hard-line attitude” displayed by Tillerson and Trump before his inauguration and during the campaign.

“Trump is the president now; he is no longer in the campaign phase, and what he said may actually be put into practice,” he said. “China needs to be more alert.”

Chen said what worried experts here was “whether Trump and his team truly understand the South China Sea issues, whether they truly understand China’s stance and situation and whether they truly understand America’s interests in that area.”

Trump himself has criticized China for building what he called a “massive fortress” in the South China Sea.

But what exactly does he want to do about it?

There is confusion in foreign policy circles.







Coś mi się wydaje, że niedługo będziemy sporo słyszeć o tych wysepkach.

---

Jest też w tym wszystkim ciekawy wątek rosyjski. Bo wychodzi na to, że Chiny, tak ponoć wielki i bliski sojusznik Rosji, nie skonsultowały ani nawet nie poinformowały sąsiada o przygranicznych działaniach:

Cytat:The alleged deployment of the DF-41 near Russia’s border should not be read as a threat to Russia, military analyst Konstantin Sivkov told RIA Novosti.

“DF-41 missiles placed near Russia’s border are a smaller threat than if they were placed deeper in the Chinese territory. Such missiles usually have a very large ‘dead zone’ [area within minimal range that cannot be attacked by a weapon],” he said, adding that the ICBMs would not be able to target Russia’s Far East and most of Eastern Siberia from the Heilongjiang Province.

Rosjanie sobie tylko dedukują, że te rakiety to raczej nie w nich wymierzone. Super współpraca i super sojusznik. Już widzę jak w przyszłości Chiny będą się obchodzić z Rosją.
Między Wschodem a Zachodem odnajdziemy swoją drogę
---
Odpowiedz
#84
"Pięć NAJWIĘKSZYCH MINUSÓW pracy w Azji":



Nie licząc braku socjalu.

Natomiast http://www.china-briefing.com/news/2015/...e-tax.html
Kwota wolna od podatku to u nich 3500juanów czyli ok 2100zł i podatki sa naliczane dopiero od nadwyżki od tej kwoty.. Jak wiadomo kwitnie u nich czarna strefa której rząd nie pilnuje więc często nie płacisz np vatu i innych podatków.
Oprócz samego podatku dochodowego płaci sie u nich składki które sa zdecentralizowane i w większej mierze dotykają pracodawcy niz pracownika. W Szanghaju (wraz z Pekinem ma najwyższe koszty zatrudnienia pracownika) pracownik płaci: składka emerytalna 8%, zdrowotna 2%, od mieszkania 7% (przymusowa), zasiłek dla bezrobotnych 0,5%. Pracodawca płaci dodatkowo kolejno 20%, 10% i 7% oraz inne mniejsze.
info tutaj:
"4 popularne MITY na temat CHIN "



min o sanepidzie jeszcze mówi.

Oraz filmik o związkach i randkach:


Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#85
O chińczykach warto wiedzieć jeszcze jedno - przejedzie ktoś kogoś autem to nikt się nie zatrzyma mu pomoc tylko reszta na drodze będzie omijała przejechanego jadąc dalej. Chińczycy są okrzyknięci międzynarodowo "najgorszym społeczeństwem na świecie" - zobaczcie sobie sami wypadki na Youtube jakie są w chinach na drogach - tam każdy ma gdzieś ofiarę i robi swoje obok leżącego.
Odpowiedz
#86
[Obrazek: previous.gif]
http://www.wykop.pl/link/3171315/chinska...ie-pomaga/
https://en.wikipedia.org/wiki/Xu_Shoulan_v._Peng_Yu
https://zh.wikipedia.org/wiki/%E5%8D%97%...7%E6%A1%88

http://www.wykop.pl/link/3330649/chiny-c...a-swiecie/

I mały (niezwiązany z tematem) bonus:

[Obrazek: 1486410927_by_cenot_500.jpg?1486460596]
http://faktopedia.pl/uimages/services/fa...1486460596
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#87
1. Pink Candy Edukacja seksualna, aborcja i małżeństwo z targu - o Chinach z Weroniką Truszczyńską | #33



]
https://youtu.be/0_c_kQpNRSY

2. Chiny wypowiedzą posłuszeństwo dolarowi. Ropa rozliczana w juanach?
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Chiny-wy...41461.html

Cytat:Krążą spekulacje, jakoby Chiny miały uruchomić rozliczany w juanach rynek kontraktów terminowych na ropę naftową. Co więcej, juan miałby być wymienialny na złoto! To może być szok nie tylko dla rynku ropy, ale dla obecnie panującego dolarowego porządku świata.
„Oczekuje się, że wkrótce Chiny uruchomią rynek kontraktów terminowych na ropę notowanych w juanie” – donosi „Nikkei Asian Review”. Według tego źródła Shanghai International Energy Exchange już rozpoczął szkolenia dla potencjalnych użytkowników juanowych kontraktów. Testy rynkowe zostały przeprowadzone w czerwcu i lipcu.
Ma to być pierwszy chiński kontrakt terminowy na surowce dostępny dla zagranicznych firm, w tym także funduszy inwestycyjnych. Co więcej, juan miałby być wymienialny na złoto na giełdach w Szanghaju i Hongkongu. Już od kwietnia 2016 roku na giełdzie w Szanghaju funkcjonuje mechanizm aukcyjny, na podstawie którego 18 banków ustala juanowe ceny złota.

Jeśli Chińczycy wprowadzą „juanowe” kontrakty na ropę naftową, będzie to prawdziwy przewrót kopernikański nie tylko na rynku „czarnego złota”. Obecnie ten strategiczny dla ludzkości surowiec notowany jest wyłącznie w dolarach amerykańskich, a cenami (i walutą!) odniesienia dla fizycznych dostaw ropy są ceny z giełd w Londynie (Brent) i Nowym Jorku (WTI).


Jest tajemnicą poliszynela, że Amerykanie zazdrośnie strzegą przywileju rozliczania światowego handlu ropą naftową we własnej walucie. Zwolennicy tzw. teorii spiskowych twierdzą, że to właśnie próby odejścia od dolara w handlu ropą doprowadziły do amerykańskich interwencji wojskowych w Iraku i Libii skutkujących obaleniem miejscowych dyktatorów i pogrążeniu obu krajów w chaosie.
Fakt, że cały świat potrzebuje „zielonych”, aby handlować ropą naftową, jest jednym z fundamentów nadzwyczajnego statusu dolara jako globalnej waluty rezerwowej i rozliczeniowej. Dzięki temu, że dolar jest akceptowany jako zapłata za towary i usługi wszędzie na świecie, rząd Stanów Zjednoczonych może emitować ogromne ilości swojej waluty i dobrze zarabiać na tym procederze. Bez tego przywileju gospodarcza i militarna hegemonia Waszyngtonu prawdopodobnie byłaby na dłuższą metę nie do utrzymania.
Przeczytaj też:Czy juan, SDR i złoto wyznaczą nowy ład monetarny?
Dodatkowym smaczkiem w planach Chińczyków jest opcja wymiany renminbi na złoto. Byłby to rodzaj gwarancji dla tych, którzy nie do końca ufają w stabilność i wymienialność chińskiej waluty. W praktyce możliwa byłaby więc sytuacja, aby płacić złotem za ropę! W ten sposób nie tylko można by obchodzić sankcje gospodarcze jednostronnie narzucane przez USA (jak np. na Iran w latach 2006-15). Byłby to także faktyczny powrót do swego rodzaju standardu złota, wypartego z systemu monetarnego w latach 70 XX wieku.
Chiny są obecnie największym importerem ropy naftowej – w pierwszym półroczu 2017 roku sprowadzając ze świata ponad 8,5 mln baryłek dziennie. I choć to nadal Stany Zjednoczone są największym konsumentem „czarnego złota” (zużywając prawie 19,4 mln bpd), to jednak w ostatnich latach potężny wzrost zużycia surowca w Chinach był głównym czynnikiem napędzającym handel ropą. Według danych S&P Global Platts w 2016 roku Chiny konsumowały 11,1 mln baryłek ropy dziennie, co stanowiło ponad 11% globalnego zużycia. Największym pojedynczym dostawcą ropy do Chin (stan na pierwsze półrocze 2017 r.) stała się Rosja (29,2 mln ton), przed Angolą (27,1 mln ton) i Arabią Saudyjską (26,5 mln ton) oraz Irakiem (17,8 mln ton).


„W ostatnich latach zaangażowanie chińskich niezależnych rafinerii stworzyło bardziej zdywersyfikowany rynek krajowych uczestników, co stwarza otoczenie, w którym powstanie kontraktów terminowych na ropę może się udać” – ocenił Alan Bannister, dyrektor w firmie badawczej S&P Global Platts.
Uruchomienie „juanowych” kontraktów na ropę naftową można postrzegać jako kolejny krok w internacjonalizacji chińskiej waluty, która w 2016 roku została dołączona do elitarnego koszyka specjalnych praw ciągnienia (SDR). I także jako przejaw rosnącej siły ekonomicznej Państwa Środka, które łącząc centralne sterowanie gospodarką z prywatną inicjatywą, już kilka lat temu przegoniło Japonię, stając się drugą największą gospodarką świata.
Jednakże na ropę kwotowaną w juanach można też patrzeć jako na próbę dokonania wyłomu w obowiązującym od 45 lat dolarocentrycznym ładzie monetarnym. Tzw. system petrodolara zasadza się na tym, że jedynym akceptowalnym w międzynarodowym obrocie ropą i gazem środkiem płatniczym jest amerykańska waluta. W bardzo dużym uproszczeniu można wręcz powiedzieć, że współczesny dolar nie jest już oparty o złoto, ale właśnie o ropę naftową.
Krzysztof Kolany
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#88
https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/ta-wo...pne,28,645

Cytat:17 lutego 1979 r. kilkaset tysięcy chińskich żołnierzy rozpoczęło frontalne uderzenie na sąsiedni Wietnam. Wojna zakończyła się tak nagle, jak się zaczęła – bez militarnego rozstrzygnięcia, bez przesuwania granic i bez zmiany władzy w którymkolwiek z państw. Ten dziwny konflikt pokazuje jednak, czym dla współczesnych Chin jest wojna oraz jak mogą wyglądać przyszłe konflikty zbrojne z ich udziałem. W styczniu 1979 r. chiński przywódca Deng Xiaoping odwiedził Stany Zjednoczone, gdzie jako przywódca otwierający komunistyczne Chiny na świat został ciepło przyjęty przez prezydenta Jimmy'ego Cartera. W trakcie kuluarowych rozmów nieoczekiwanie poinformował go, że zamierza rozpocząć niesprowokowaną wojnę z Wietnamem i liczy na ciche poparcie Amerykanów. – Działania będą ograniczone, ale Chiny muszą dać Wietnamowi nauczkę – argumentował. Prezydent USA, znany z zażartej obrony praw człowieka na świecie, został tą informacją postawiony pod ścianą – przywódca komunistycznego imperium chce rozpętać otwartą wojnę z sąsiednim państwem i jeszcze prosi o poparcie USA? Choć wydaje się to nieprawdopodobne, Deng otrzymał jednak poparcie Cartera i mógł spokojnie wrócić do planowania krwawej inwazji. Chiny pod przywództwem Deng Xiaopinga pod koniec lat 70. XX wieku weszły na drogę intensywnych reform gospodarczych i otwierania się na świat, kończąc w ten sposób okres konfrontacyjnej i nieobliczalnej polityki zagranicznej Mao Zedonga. Pomysł, by w tym momencie zdecydowały się na niesprowokowaną inwazję na słabszego sąsiada i utratę z trudem odzyskiwanego międzynarodowego zaufania, mógł się wydawać najgorszym z możliwych. Cała "plansza" Deng Xiaopinga Wizyta chińskiego przywódcy w USA była jednak jedynie częścią wielkiej, długofalowej strategicznej rozgrywki, prowadzonej przez Chiny niczym gra w szachy – a właściwie ich chiński odpowiednik weiqi, znany również pod japońską nazwą "go". Pekin patrzył bowiem na całą "planszę", a nie tylko na jej wycinek. Po wielu latach przyjmowania hojnego wsparcia ze strony Chin komunistyczny Wietnam Północny się zbuntował, gdyż Pekin nie tylko oczekiwał, że za dotychczasową pomoc należy mu się daleko idące posłuszeństwo, ale też w pewnym stopniu osaczał sąsiada, m.in. wspierając przeciwny Wietnamowi reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży. Co więcej, wietnamska gospodarka była zdominowana przez etnicznych Chińczyków Hoa. To wszystko budziło obawy zjednoczonego Wietnamu przed chińską dominacją i skłoniło go do szukania innych sojuszników.

Z tego powodu w listopadzie 1978 r. Wietnam podpisał traktat obronny ze Związkiem Radzieckim, który był w tym okresie dla Chin wrogiem numer jeden. Półtora miesiąca później wietnamska armia uderzyła na sprzymierzoną z Chinami Kambodżę, chcąc obalić wrogi sobie i niezwykle krwawy reżim Czerwonych Khmerów. Co więcej, od miesięcy trwały w komunistycznym Wietnamie represje przeciwko ludności Hoa, podsycane zarzucaniem jej kapitalistycznej działalności. Wszystkie te wydarzenia były nie do zaakceptowania dla Chin. Sąsiad z południa nie chciał być w pełni posłuszny, mimo że zwyciężył w wojnie domowej ze wspieranym przez USA Południem w dużej mierze dzięki chińskiej pomocy. Do tego sprzymierzył się z największym wrogiem Chin, Związkiem Radzieckim, i represjonował żyjącą w Wietnamie chińską ludność. Chiny obawiały się również, że wspierany przez Moskwę Wietnam nie poprzestanie na zmianie prochińskiej władzy w Kambodży i będzie kontynuował ekspansywną politykę, chcąc utworzyć tzw. Federację Indochińską sprzymierzoną z ZSRR, a wrogą Chinom
Sytuacja ta była dla Denga klarowna i wymagała podjęcia jednej tylko decyzji – o uderzeniu na Wietnam, które przypomniałoby temu państwu, że musi się liczyć z interesami potężnego sąsiada z północy. Zaatakowanie niedawnego jeszcze wroga USA mogło także umocnić relacje Pekinu z Waszyngtonem, a jednocześnie znacząco osłabiłoby ZSRR. Deng słusznie kalkulował, że Sowieci nie są przygotowani do przyjścia Wietnamowi z pomocą, a więc bezkarnie uderzając na Wietnam, podważyłby wartość sowieckich gwarancji bezpieczeństwa. Wypowiedzenie wojny Wietnamowi miało być zatem narzędziem czysto politycznym – nie chodziło o zdobycie terytorium, surowców naturalnych, zadanie niepowetowanych zniszczeń ani nawet o zmianę władzy w Wietnamie. Chodziło o nauczkę – przypomnienie Wietnamowi, że bycie sąsiadem potężnych Chin zobowiązuje go do prowadzenia polityki zagranicznej, która nie narusza chińskich interesów. Deng Xiaoping był jednak wytrawnym strategiem i nie zdecydowałby się na wojnę bez wcześniejszych przygotowań. Przede wszystkim konieczne było uprzednie wytłumaczenie planowanych działań najważniejszym partnerom międzynarodowym, pozwalające uniknąć ewentualnych nieporozumień i eskalacji konfliktu. Z tego powodu krótko przed uderzeniem na Wietnam chiński przywódca odwiedził nie tylko USA, ale też Birmę, Nepal, Tajlandię, Malezję, Singapur i dwukrotnie Japonię. W trakcie rozmów w cztery oczy tłumaczył, że wojna będzie ograniczona, a jej cel stanowi ukaranie Wietnamu za prowadzenie ekspansywnej polityki oraz powstrzymanie radzieckich wpływów w Azji Południowo-Wschodniej. Amerykanie, choć w nieformalny, kuluarowy sposób, zgodzili się więc, by na koszt Chin osłabić azjatyckie wpływy Moskwy. Chińska wojna była dla nich do tego stopnia atrakcyjna, że Jimmy Carter zaoferował nawet udostępnienie Pekinowi amerykańskich danych wywiadowczych. W ten sposób Deng Xiaoping miał otwartą drogę do uderzenia na Wietnam. Ostatnią, choć niebagatelną przeszkodą, było wciąż niemożliwe do wykluczenia ryzyko ataku ZSRR na Chiny. Zaledwie dwa miesiące wcześniej Moskwa zagwarantowała przecież Wietnamowi nietykalność i zobowiązała się do jego obrony. Deng, weteran partyzanckiej wojny o niepodległość Chin, doskonale potrafił jednak kalkulować ryzyko. Sowiecki atak nuklearny w obronie Wietnamu był całkiem nieprawdopodobny. Z kolei zmasowane uderzenie przez radziecko-chińską granicę wydawało się dla Moskwy niezwykle trudne – nawet, gdyby do ataku ruszył milion żołnierzy, byłoby to zbyt mało, by odnieść nad Chińczykami szybkie zwycięstwo. Natomiast krótki czas trwania inwazji na Wietnam oraz ciężka zima uniemożliwiłyby Rosjanom sprowadzenie na czas posiłków z Europy. Na wszelki wypadek Deng postawił jednak swoje wojska wzdłuż granicy ZSRR w stan najwyższej gotowości i ewakuował stamtąd ok. 300 tys. ludności cywilnej. Wiara komunistycznych Chin w racjonalność Moskwy była od dawna ograniczona.

O świcie 17 lutego rozpoczął się zmasowany chiński atak – przez granicę z Wietnamem ruszyło 200-400 tys. żołnierzy wspieranych przez kilkaset czołgów. Zdecydowana większość sił Wietnamu zaangażowana była wówczas w okupację Kambodży i granicy broniły głównie siły obrony pogranicza oraz milicje, które mimo to stawiły nadspodziewanie silny opór. Chińskie oddziały z trudem posuwały się do przodu i ponosiły ogromne straty, które zmusiłyby każdy demokratyczny rząd do natychmiastowego wstrzymania walk. Była to konsekwencja m.in. upolitycznienia chińskiej armii w czasach Mao Zedonga, a także desperackiej obrony Wietnamczyków. Mimo to po czterech tygodniach chińskie wojska sforsowały ostatnią linię obrony i otworzyły sobie drogę do stolicy Wietnamu – Hanoi. Wówczas Chińczycy nieoczekiwanie wycofali się z powrotem na granicę, a obie strony ogłosiły swoje zwycięstwo. Wycofanie się w takim momencie było realizacją obietnicy, jaką Deng Xiaoping składał Jimmy'emu Carterowi: wojna miała być ograniczona w czasie i przestrzeni. Bardzo szybko okazało się, że kalkulacje Denga odnośnie reakcji ZSRR okazały się trafne – Moskwa już dzień po rozpoczęciu wojny potępiła "zbrodniczą napaść", ale jednocześnie oświadczyła, że "bohaterski naród wietnamski tym razem zdoła sam się obronić". Po wojnie jeden z chińskich przywódców, Hua Guofeng z satysfakcją skomentował zachowanie Rosjan, mówiąc, że Chiny mogły bezkarnie "poklepać tygrysa po zadzie". Pozostaje pytanie, kto tak naprawdę wygrał wojnę chińsko-wietnamską w 1979 r. W krótkim okresie prawdopodobnie Wietnam – nie tylko obronił się on przed potężnym sąsiadem, obnażając jego słabość militarną i zadając mu ciężkie straty, ale też utrzymał swoją okupację Kambodży. W dłuższym okresie nie można jednak odmówić zwycięstwa Chinom, ponieważ ostatecznie osiągnęły one swoje cele polityczne. Nie tylko rozbiły sojusz Wietnamu z ZSRR, ale też na wiele lat odizolowały Wietnam na arenie międzynarodowej oraz osłabiły go ekonomicznie. Groźby przeprowadzenia ponownej nauczki zmusiły ponadto Wietnam do utrzymywania na granicy z Chinami gigantycznej, milionowej armii, co rujnowało jego gospodarkę.

Swoją wojną z Wietnamem Chiny zaprezentowały światu co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze, że w przeciwieństwie do wielu państw demokratycznych, w których władza podlega cyklicznej zmianie, prowadzą naprawdę długofalową politykę zagraniczną. Pekin nie był przygotowany do wojny w 1979 r. i jego oddziały poniosły olbrzymie straty, mimo to uznał ją za zwycięstwo, ponieważ w dłuższej perspektywie osłabiła ona wpływy ZSRR w Azji Wschodniej oraz wzmocniła pozycję dyplomatyczną Chin. Wojna nie była spontanicznym kaprysem, ale efektem kalkulacji politycznych dotyczących globalnego układu sił. Po drugie, Pekin pokazał, że traktuje wojnę jako narzędzie czysto polityczne. Chiny są tak duże, ludne i różnorodne wewnętrznie, że prowadzenie wojen ekspansywnych byłoby dla nich raczej osłabieniem niż wzmocnieniem. Dlatego armia podporządkowana jest celom politycznym, a wojny muszą być skalkulowane i ograniczone, by nie wymykały się spod kontroli. Wraz z otwarciem Chin na świat i wzrostem współzależności ich gospodarki od międzynarodowych partnerów takie ich podejście do prowadzenia wojen mogło się jedynie umocnić. Mimo intensywnej modernizacji chińskich sił zbrojnych i konfliktów terytorialnych Chin z wieloma azjatyckimi państwami, m.in. Indiami, Japonią i Koreą Płd., bardzo mało prawdopodobne jest więc, by w Azji Wschodniej doszło do wybuchu wojny na pełną skalę. Wojna, lub sama jej groźba, pozostaje jednak atrakcyjnym narzędziem w rękach chińskiej partii komunistycznej – jednak musi się ona kalkulować. Oznacza to, że przyszłe konflikty, które wybuchać mogą z chińskim udziałem, najprawdopodobniej będą podobne do tego z 1979 r. Tylko krótkotrwałą i precyzyjną wojną Pekin może jednocześnie osiągać cele polityczne oraz unikać gigantycznych kosztów przeciągającej się wojny i okupacji obcej ludności. Podejście to tłumaczy zarazem, dlaczego Chiny nigdy dotąd nie angażowały się w długotrwałe i trudne do wygrania konflikty, takie jak te na Bliskim Wschodzie czy w Afganistanie. Ryzyko wojen w Azji Wschodniej rośnie, jednak Chiny planują je z konkretnym planem tego, jak przywrócić pokój.
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#89
[Obrazek: 2300-chinaaid1011-1v2-1-1024x799.jpg]
https://img.washingtonpost.com/blogs/wor...24x799.jpg
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Przemek Gralewski - Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości