Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy małżeństwo jest zawierane tylko po to aby płodzić i posiadać dzieci?
#61
idiota napisał(a):I oni wszyscy świeccy byli?
Duży uśmiech

Jest jakaś logika zgodnie z którą każdy waldens, katar i husyta otrzymywał z automatu święcenia kapłańskie?
Odpowiedz
#62
Już takie brednie napisałeś, że się nie chce nawet do tego odnosić...

Odpowiedz
#63
Cytat: Chociaż i wśród roślin coś by się znalazło

Dokładnie. Dopiero teraz to zrozumiałem.

Na przykład: hubiaki pospolite drzewa wyzyskujo.

Lewaki Z M A S A K R O W A N E.
Odpowiedz
#64
idiota napisał(a):Już takie brednie napisałeś, że się nie chce nawet do tego odnosić...

Raczej palnąłeś głupotę i próbujesz uniknąć tematu. Savonarola był może duchownym, ale doprawdy to nie było potrzebne jeśli heretyk głosił tylko kilka poglądów irytujących Kościół.
Odpowiedz
#65
Taka rosiczka. Oczko
Odpowiedz
#66
Bez urazy, ale rosiczki bym w to nie mieszał. Jeżeli ktoś jest purystą taksonomicznym, to niech sobie zastąpi hubiaka zarazą żółtą.
Odpowiedz
#67
Słusznie!

A może jeszcze sporysz na zbożach?
Odpowiedz
#68
Że z miłości to od dawna wiadomo, że niekoniecznie.

Ale aby tylko płodzić też zapewne nie.

Funkcję małżeństwa są rozległe.
Korwin pewnie miał na myśli to, że jak się zawrze i napłodzi to należy ponieść konsekwencje.
Jak tam u niego jest - nie zbadałam jeszcze.
Odpowiedz
#69
Myślę, że obecnie małżeństwo bardziej jest utożsamiane (przynajmniej w założeniach) z trwałym, monogamicznym związkiem, opartym na miłości.
Odpowiedz
#70
GPR napisał(a): To może ja zapytam:
Co to jest małżeństwo i kiedy zostało wymyślone oraz po raz pierwszy wprowadzone?

Przecież kiedyś ludzie po prostu ze sobą byli. Nie potrzebowali przysięgi przed kimś czy papierka. Po prostu byli razem bo się lubili, podobali się sobie, czuli do siebie pociąg fizyczny itd.
A dziecko? Dziecko było tego skutkiem. W wielu przypadkach niechcianym i mordowanym w ten czy inny sposób.

Natomiast jeśli podejdziemy od strony naturalistycznej to osobniki płci męskiej i żeńskiej łączą się po to by płodzić potomstwo.

Wiki mówi:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwo

ps. Filmiku nie oglądałem. Już tyle Korwina słuchałem ze więcej nie muszę. Poza tym to bez sensu gdyż on nie dąży do prawdy lecz do udowodnienia swoich racji które nie zawsze są właściwe.

Małżeństwo to chyba rzeczywiście jedna z najstarszych wspólnot, nie wiem, jak jest z monogamią historycznie. Natomiast w naszej cywilizacji małżeństwo monogamiczne wzmocnił Kościół, bo chodziło o rozbicie ustroju rodowego, gdzie cała własność, włącznie z potomstwem i jego rodzinami, należały do seniora rodu. Rozbicie takiej struktury pozwalało na powstanie wyższych form społecznej organizacji i ostatecznie wykształcenie się Narodów.

Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

"Zalegalizowanie" małżeństwa, czyli oficjalny ślub, wzmacnia je dodatkowo, bo jest przysięgą publiczną, wobec całej społeczności, a nie tylko słodkim szeptaniem do uszka, które potem można bezkarnie odwołać, bez robienia sobie publicznego obciachu, że się nie potrafi dotrzymać danego słowa.
Odpowiedz
#71
bbb napisał(a): Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm
Odpowiedz
#72
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm

Tzn?
Odpowiedz
#73
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm

Tzn?

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.
Odpowiedz
#74
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm

Tzn?

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.

Przede wszystkim nic mi nie wiadomo na temat tego, aby Kościół "tworzył pary ludzi" - o ile się orientuję zejścię w parę jest dobrowolną decyzją mężczyzny i kobiety. Tak jak i publiczna przysięga dożywotniej wierności.
Odpowiedz
#75
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): Oczywiście nie bez znaczenia jest, że monogamia jest najlepsza z punktu widzenia perspektyw rozwojowych u pojedynczych ludzi. Małżeństwo oparte na miłości to najlepsza kuźnia charakteru dla przeciętnego człowieka, który cały czas musi się liczyć z jedną i tą samą osobą i nie może jej olewać na rzecz drugiej, trzeciej, piątej żony/męża.

Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm

Tzn?

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.

Przede wszystkim nic mi nie wiadomo na temat tego, aby Kościół "tworzył pary ludzi" - o ile się orientuję zejścię w parę jest dobrowolną decyzją mężczyzny i kobiety. Tak jak i publiczna przysięga dożywotniej wierności.

Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?
Odpowiedz
#76
El Commediante napisał(a): Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Jest możliwe. Czysta biologia podpowie o narządach, których się nie używa a myśli, że używa. Katolicki to tylko metryka/oprawa artystyczna ślubu lub sposób myślenia. Najpierw należy zacząć budować na solidnym fundamencie, potem dbać o remonty. Jak się komuś judzki piasek z betonem pomyli, porządny deszcz z zawieruchą rozniosą wszystko po całej pustyni. Szukać wiatru...
Rozum dano człowiekowi, by go używał i nie mylił ze zwierzęcymi popędami, które są zmienne. Agresję ujarzmia się miłością. wiesz czego chcesz, zbudujesz solidnie, będzie trwać.
Odpowiedz
#77
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a): Czyli tutaj chrześcijaństwo bohatersko rozwiązuje problemy, które samo wcześniej stworzyło. Niczym komunizm

Tzn?

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.

Przede wszystkim nic mi nie wiadomo na temat tego, aby Kościół "tworzył pary ludzi" - o ile się orientuję zejścię w parę jest dobrowolną decyzją mężczyzny i kobiety. Tak jak i publiczna przysięga dożywotniej wierności.

Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Afekt może zaniknąć, ale kto jest mądry, ten swojego życia nie zbuduje na afektach. Poza tym problemy jedej czy drugiej pary nie mogą być podstawą unieważniania samej instytucji małżeństwa, na której opiera się cała cywilizacja.
Odpowiedz
#78
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): Tzn?

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.

Przede wszystkim nic mi nie wiadomo na temat tego, aby Kościół "tworzył pary ludzi" - o ile się orientuję zejścię w parę jest dobrowolną decyzją mężczyzny i kobiety. Tak jak i publiczna przysięga dożywotniej wierności.

Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Afekt może zaniknąć, ale kto jest mądry, ten swojego życia nie zbuduje na afektach. Poza tym problemy jedej czy drugiej pary nie mogą być podstawą unieważniania samej instytucji małżeństwa, na której opiera się cała cywilizacja.

Ja nigdzie nie napisałem, że chcę unieważniać instytucję małżeństwa. Zmierzam tylko do tego, że rozwody są potrzebne ludziom. Szczególnie osobom, które wolą kuć charakter w inny sposób, niekoniecznie zmuszając się do życia z kimś, z kim nie chcą, np. poprzez ciężką pracę, działalność charytatywną.

A skoro jesteśmy przy mądrości, to zacznijmy od tego, że kto jest mądry ten nie bierze ślubu z kimś, z kim nie mieszkał nawet jednego dnia i nigdy się z nim nie przespał. A tego wymaga katolicka obyczajowość.

r_s napisał(a):
El Commediante napisał(a): Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Jest możliwe. Czysta biologia podpowie o narządach, których się nie używa a myśli, że używa. Katolicki to tylko metryka/oprawa artystyczna ślubu lub sposób myślenia. Najpierw należy zacząć budować na solidnym fundamencie, potem dbać o remonty. Jak się komuś judzki piasek z betonem pomyli, porządny deszcz z zawieruchą rozniosą wszystko po całej pustyni. Szukać wiatru...
Rozum dano człowiekowi, by go używał i nie mylił ze zwierzęcymi popędami, które są zmienne. Agresję ujarzmia się miłością. wiesz czego chcesz, zbudujesz solidnie, będzie trwać.

[Obrazek: 54671509.jpg]

Och, bracia, wsłuchajcie się w świadectwo tego wiernego... Przez niego przemawia Pan! Mów, bracie! Mów, bo Pan przemawia przez Ciebie sprawiając, że mam ochotę tańczyć!
Odpowiedz
#79
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a):
El Commediante napisał(a):
bbb napisał(a): [quote='El Commediante' pid='621458' dateline='1431010809']

Pardon, miało być:

Czyli tutaj małżeństwo katolickie bohatersko rozwiązuje problemy, które wcześniej samo stworzyło. Niczym komunizm.

Najpierw tworzy parę ludzi, którzy bywa że nie mogę się nawzajem znieść, a potem pomaga im "wykuć charakter", by jednak im się udało.

Przede wszystkim nic mi nie wiadomo na temat tego, aby Kościół "tworzył pary ludzi" - o ile się orientuję zejścię w parę jest dobrowolną decyzją mężczyzny i kobiety. Tak jak i publiczna przysięga dożywotniej wierności.

Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Afekt może zaniknąć, ale kto jest mądry, ten swojego życia nie zbuduje na afektach. Poza tym problemy jedej czy drugiej pary nie mogą być podstawą unieważniania samej instytucji małżeństwa, na której opiera się cała cywilizacja.

Ja nigdzie nie napisałem, że chcę unieważniać instytucję małżeństwa. Zmierzam tylko do tego, że rozwody są potrzebne ludziom. Szczególnie osobom, które wolą kuć charakter w inny sposób, niekoniecznie zmuszając się do życia z kimś, z kim nie chcą, np. poprzez ciężką pracę, działalność charytatywną.

A skoro jesteśmy przy mądrości, to zacznijmy od tego, że kto jest mądry ten nie bierze ślubu z kimś, z kim nie mieszkał nawet jednego dnia i nigdy się z nim nie przespał. A tego wymaga katolicka obyczajowość.

r_s napisał(a):
El Commediante napisał(a): Czyli nie jest fizycznie możliwe, by złączona katolickim węzłem małżeńskim para straciła do siebie cały afekt, stając się osobami wobec siebie kompletnie obojętnymi?

Rozwód to niepoważne traktowanie człowieka, danego przez niego słowa i jego wolności. Neguje on także sens zawierania umów. Z tych racji można uznać, że jest wymysłem dzikich, podobnie jak idea mieszkania razem przed ślubem i jakieś działania "na próbę".
Odpowiedz
#80
@El Commediante

Świadectwo tego antypatycznego? Po co? Niedouczony jesteś i się śmiejesz z własnej niewiedzy.  Od wieków znano tajemne sposoby, by rozkochać w sobie kogo sobie upatrzysz. Wiedziano na czym budować. Można było kształtować różnymi sposobami uczucia, nakłaniać do małżeństwa i powodować, że były one szczęśliwe.
Przyroda sama dostarcza lubczyków- lubczyk ogrodowy, storczyki, dzięgielnica, drżączka. Są one obdarzone czarodziejską mocą.

A krew z palca podana z napojem? Do tego należało wypowiadać specjalna formułę...jako ja nie mogę bez swojej krwi, tak ty chrzczony (na ateistę nie działa), mianowany, Janie, nie możesz żyć beze mnie.

Preparowano proszki z serc gołębi, jąder kogucich, zajęczych oraz innych. Części te mieszano do potraw i podawano wybranym mężczyznom, z wypowiadaniem specjalnej formułki.
Przy spożywaniu proszku z serca gołębia kobieta zsypywała połowę do kubka ukochanego, a resztę piła sama wymawiając specjalne słowa. Jeśli tym mężczyzną był np Jan, a tęskniącą za uczuciem Zofia, to brzmiało to następująco: Jako nie może gołąb bez gołębice, tak ty chrzczony, mianowany, abyś nie mogł Janie beze mnie chrzczonej, mianowanej, Zofii.

Inny sposób to zdobycie włosów z głowy młodzieńca oraz wosku ze świecy używanej podczas chrztu. Z wosku i włosów należało sporządzić świeczkę i palić ją w czwartki.

Bez mocnego fundamentu tajemnej wiedzy nie można wyjść za tego, za którego chcesz i utrzymać w szczęściu małżeństwa. No, wyjątki tylko potwierdzają zasadę ogólną...
Nieuki komputerowe, świadectw nawiedzonych szukają...

@bbb
Pełna zgoda. Nie ma rozwodów w małżeństwach, gdzie nie szwankuje sztuka komunikacji. Jak ludzie szanują się, potrafią rozmawiać i wiedzą, ze małżeństwo ma charakter nierozerwalny, zawsze znajdą rozwiązanie swych problemów.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości