Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dawne diagnozy i dzisiejsze weryfikacje
#1
Mam pomysł na temat, w którym dawne diagnozy na temat rozmaitych zjawisk weryfikowane będą poprzez fakty odległe od diagnoz o co najmniej kilka lat. Bezpośrednią inspiracją była dla mnie lektura pewnych fragmentów Ksenofobii i wspólnoty Musiała i Wolniewicza. Autorzy (w 2002 roku) piszą o jakże gorszącym widowisku pod tytułem Big Brother, opowiadając się za jego zdjęciem z anteny, po prostu ocenzurowaniem. Interesująca wydaje mi się diagnoza psychologiczna, która po latach chyba się nie sprawdziła:

Cytat:Emitując programy, które obrażają dobry obyczaj, wkracza się w sferę cudzej prywatności: swój własny gust narzuca się komuś drugiemu. Powiedzą nam pewnie, że „starczy przecież nacisnąć wyłącznik”. Sypie się tak piasek w oczy, bo przemilcza hipnotyczną siłę telewizji. A ta działa jak narkotyk. To jakby doradzać narkomanowi, że „starczy wyrzucić strzykawkę”; albo pijakowi, że „starczy zakorkować butelkę”.
Liczyć zaś na to, że szkodliwe społecznie programy się znudzą, i że emisja ich sama wygaśnie, znaczy nic nie rozumieć z istoty zjawiska. Zło jest dynamiczne: gdzie nie trafia na opór, tam ekspanduje -jak pluskwy. I jak one nigdy nie pójdzie sobie samo, ani się nie znuży.

Panowie M i W się pomylili, program zniknął z anteny po trzeciej edycji, a kolejne rozmaite modyfikacje miały bardzo słabą oglądalność. Ileż przecież można oglądać grupę harcujących po domu idiotów?

Zapraszam do refleksji a także dzielenia się dawnymi diagnozami Oczko
Odpowiedz
#2
Ale schemat programow pozostal. Wlacz polsat czy tvn a nawet publiczna. Big brotherowe inspiracje i pauperyzacja tresci postepuja. Big brother znikl a maszynowa produkcja idiotyzmow zostala.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#3
Ale my tu nie mówimy o zjawisku zidiocenia przekazu czy prymitywizacji treści, bo co do tego zasadniczo zgoda.
Wzory programowe są zdecydowanie inne niż Big Brother. Dwa podstawowe to debilne paradokumenty (te wszystkie szkoły, ukryte prawdy) i programy jurorowo-oceniające (mam talenty, ju ken densy czy inne skoki do wody). Nie za bardzo widzę tu powiązania z Big Brotherem.
Odpowiedz
#4
Wookie napisał(a):Panowie M i W się pomylili, program zniknął z anteny po trzeciej edycji, a kolejne rozmaite modyfikacje miały bardzo słabą oglądalność. Ileż przecież można oglądać grupę harcujących po domu idiotów?

Zapraszam do refleksji a także dzielenia się dawnymi diagnozami Oczko

Jeszcze gorszy, jeszcze bardziej idiotyczny program podobny do Big Brothera to Warsaw Shore.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#5
Zgadzam się z opinią co do poziomu, ale nie co do klasyfikacji. Oficjalnie jest to reality show, ale wiadomo że to reżyserowany paradokument, tyle że scenariusz daje nieco więcej dowolności.
Odpowiedz
#6
Ciężko nazwać to diagnozą psychologiczną. To raczej typowe twierdzenie filozoficzne.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#7
Cytat:„starczy przecież nacisnąć wyłącznik”
Zaręczam - działa
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#8
http://www.polsat.pl/Nasze_Programy,2846...index.html

tja...

Odpowiedz
#9
Sofeicz napisał(a):Zaręczam - działa

No właśnie, z tą hipnotyczną siłą telewizji to chyba jednak przesada. Gdyby tak w istocie było, dopasowywanie treści do coraz szerszego (czyli też głupszego) grona odbiorców, nie byłoby potrzebne.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#10
Podkreślam - tu nie chodzi o głupotę, produkowanie coraz prostszych treści, ale o zło i niemoralność. Selebrity splasz jakkolwiek jest bezdennie głupi, to ja nie potrafię tam się doszukać tresci złych czy niemoralnych. Jest to po prostu głupie, tak samo jak głupia (żenuje mnie od dziecka) jest postać klauna w cyrku. To jest mniej więcej ta płaszczyzna - wydurniania się przed publiką.
Odpowiedz
#11
Głupota jest pewnym złem.

Odpowiedz
#12
Głupie wydurnianie się przed publicznością dla jej rozrywki jest częścią kultury od dawien dawna i trudno zresztą uznać, że jest szkodliwe społecznie skoro społeczeństwa istniały i istnieją niezależnie od tych form. Żeby postulować jej ocenzurowanie należy znaleźć dobre argumenty. Posiadasz takowe?
Odpowiedz
#13
Posiadam,ale tezy nie stawiam, więc mogę je jedynie w ramach rozrywki intelektualnej przedstawić.

Odpowiedz
#14
To przedstaw proszę, z samej ciekawości równie niezobowiązująco bym się zapoznał Oczko
Odpowiedz
#15
Ogłupianie społeczeństwa nie jest chyba dobrym wyjściem dla rządzących nim.
Na krótka metę może być zbawienne,ale w dłuższej perspektywie kuleje.

To tak ogólnikowo.

Odpowiedz
#16
Bo kiedyś (w starych, dobrych czasach) to oczywiście ludność masowo ślęczała nad Platonem i Kantem.
A teraz to panie, ch..ówka!
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#17
No...

Odpowiedz
#18
Cytat:Ogłupianie społeczeństwa nie jest chyba dobrym wyjściem dla rządzących nim.
Na krótka metę może być zbawienne,ale w dłuższej perspektywie kuleje.

To ja równie ogólnie odpowiem jedynie, że wydurnianie się przed publiką nie prowadzi do ogłupiania społeczeństwa bo - powtarzam - było obecne również dawniej. Wiesz, ja za dzieciaka oglądałem na przykład takie kreskówki i nie uważam, żeby mój intelekt na tym jakoś wyjątkowo ucierpiał. Liczą się raczej wzorce poza telewizyjne. No ale dobra, nie o tym miał być konkretnie ten temat Oczko
Odpowiedz
#19
Rzeczywiście może jedno nie ma wpływu na drugie. Ja sobie czasem obejrzę bardzo głupiego Kapitana Bombę, kapitana Dupę albo Ekipę Blok (a w sumie ktoś mógłby to uznać za jeszcze głupsze od Celebrity Splash), a wydaje mi się, że nie ma to jakiegoś większego przełożenia na mój poziom intelektualny.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#20
Ja za młodu, nawet za bardzo młodu, tak w wieku 6-9 lat, uwielbiałem komiksy. Tylko że w tych czasach było ich na polskim rynku bardzo mało: kapitanowie Żbik, Kloss i coś tam jeszcze. Z kolei komiksy obcojęzyczne bywały dostępne na bazarach i w prywatnych antykwariatach, ale za horrendalne ceny. Z braku więc komiksów bardzo wcześnie zacząłem sięgać książki, co też mi pozostało do dziś. Duży uśmiech Gdy sobie to wszystko analizuję z perspektywy tych 45 lat, wydaje mi się, że mógłbym (tak jak miliony ludzi) pozostać na etapie komiksowym, potem telewizyjnym, no a potem jutubowym, i nic poza tym. Zasługa siermiężnej komuny, że tak się nie stało?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości