Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyrzuty sumienia po odejściu od wiary
#1
Witam serdecznie. Jestem tu nowy, więc może najpierw się przedstawię: otóż nazywam się Adam, mam 16 lat i wiele trudnych pytań. Właśnie przez brak odpowiedzi na owe pytania (lub przez wyraźnie negatywną odpowiedź w stosunku do KK) zdecydowałem się porzucić wiarę katolicką. Zainteresowałem się poglądami Voltaire'a i szeroko pojętym wolnomyślicielstwem i racjonalizmem. Doszedłem do wniosku, że moja dotychczasowa "wiara" to tylko iluzja psychiki, dająca poczucie bezpieczeństwa i odgórnego zwierzchnictwa, a sam "wierzę" tylko dlatego, że tak mi powiedziano. Powiedziano mi, że Bóg mnie kocha i chce mojego szczęścia, ale mam czynić wszystko, co mi każe, bo jak nie, to strąci mnie w piekielne czeluście. Ale wciąż mnie kocha. W dodatku paradoksalnie zacząłem czytać Biblię i dopiero zauważyłem, jakim ta cała żydowska sekta jest fałszem. To nie tak, że odrzuciłem jakąkolwiek wiarę w byty niematerialne. Wręcz przeciwnie - rozum podpowiada mi, że jakiś "bóg" lub bogowie istnieją. Fascynuję się wierzeniami Słowian, Celtów i Nordów. Wróćmy jednak do tematu. Otóż po pewnym czasie po odrzuceniu wiary zacząłem odczuwać wrażenie opuszczenia i wyrzutów sumienia. Podejrzewam, że to skutek wieloletniej indoktrynacji i otoczenia, pełnego od katolików (w tym moich rodziców). Z czasem jednak jest lekko lepiej. Przecież skoro istnieje tyle wyznań, to niepodobne jest, aby tylko katole byli szczęśliwi. Momentami jednak jest źle i mam poczucie winy. Czy ktoś z was miał podobnie? Czy to z czasem przechodzi? 
Odpowiedz
#2
Palmer?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#3
Druid napisał(a):  Czy to z czasem przechodzi? 

Przechodzi. Wraca jednak na starość. Zachodzą bowiem psychobiologiczne zmiany i ludzie powracają do Boga, którego znali, kiedy byli dziećmi. Masz więc trochę wytchnienia, możesz sobie poniewierzyć i pooddychać pełną piersią. 
Chyba, że dane bedzie ci umrzeć młodo, wówczas możesz szczęśliwie pozostać ateistą do końca swych dni.

Z badań mi dostępnych wynikało, że wierzący są bardziej szczęśliwi, nawet umieli to uzasadnić.
Odpowiedz
#4
Tak?
Bardziej szczesliwi?
To chyba cos ze mna nie tak, bo lepiej sie czuje jako ateista...
A jesli mozna to prosilbym o link czy cos do tych "zrodel"
Odpowiedz
#5
Cytat:r_s
Przechodzi. Wraca jednak na starość.
Co ty nie powiesz. Wolno wiedzieć, w jakim jesteś wieku?
Bo ja, jako prawie 60-latek nie zauważyłem.
Wręcz przeciwnie - mój ateizm ma się coraz lepiej.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#6
Nazywasz rodziców katolami i pytasz dlaczego masz wyrzuty sumienia?

Do tego piszesz o "żydowskiej sekcie", jakieś teksty o indoktrynacji, bzdury o katolicyzmie (że trzeba robić, co Bóg chce albo strąci człowieka do piekła, czyli pogląd bezsensowny z punktu widzenia teologii katolickiej) - wszystko jak z fanatycznie agresywnych antyklerykalnych broszurek pisanych przez ignorantów.

Poczytaj wątek. Przede wszystkim artykuły pod linkami:
http://ateista.pl/showthread.php?tid=11212
(a skoro masz 16 lat i nie znasz forum, podpowiem, że pierwszy wpis jest sarkastyczny)
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#7
Druid napisał(a): zdecydowałem się porzucić wiarę katolicką.

raczej nie decyduje się o takich rzeczach, raczej wiarę się traci.

Druid napisał(a): To nie tak, że odrzuciłem jakąkolwiek wiarę w byty niematerialne. Wręcz przeciwnie - rozum podpowiada mi, że jakiś "bóg" lub bogowie istnieją.

na jakiej podstawie?

Druid napisał(a): Otóż po pewnym czasie po odrzuceniu wiary zacząłem odczuwać wrażenie opuszczenia i wyrzutów sumienia. Podejrzewam, że to skutek wieloletniej indoktrynacji i otoczenia, pełnego od katolików (w tym moich rodziców).

trochę to brzmi jakbyś zaczął kibicować innej drużynie piłkarskiej i miał wyrzuty sumienia wobec poprzedniej grupy kibiców z którą się zadawałeś

Druid napisał(a): Z czasem jednak jest lekko lepiej. Przecież skoro istnieje tyle wyznań, to niepodobne jest, aby tylko katole byli szczęśliwi.

Wcześniej żydowska sekta, teraz katole. Trochę łatwo gardzisz innymi ludzmi. A w temacie, wyjedź do Indii to pewnie znajdziesz mnóstwo szczęśliwych hindusów.

Druid napisał(a): Momentami jednak jest źle i mam poczucie winy. Czy ktoś z was miał podobnie? Czy to z czasem przechodzi? 

Na to nie odpowiem, w sumie nigdy nie byłem wierzący.

r_s napisał(a): Przechodzi. Wraca jednak na starość. Zachodzą bowiem psychobiologiczne zmiany i ludzie powracają do Boga, którego znali, kiedy byli dziećmi. Masz więc trochę wytchnienia, możesz sobie poniewierzyć i pooddychać pełną piersią. 
Chyba, że dane bedzie ci umrzeć młodo, wówczas możesz szczęśliwie pozostać ateistą do końca swych dni.

Z badań mi dostępnych wynikało, że wierzący są bardziej szczęśliwi, nawet umieli to uzasadnić.

źródła zawsze w cenie
Odpowiedz
#8
Sofeicz napisał(a):
Cytat:r_s
Przechodzi. Wraca jednak na starość.
Co ty nie powiesz. Wolno wiedzieć, w jakim jesteś wieku?
Bo ja, jako prawie 60-latek nie zauważyłem.
Wręcz przeciwnie - mój ateizm ma się coraz lepiej.

 Nie jesteś nawet wiekowo stary. 
Odpowiedz
#9
Druid napisał(a): Otóż po pewnym czasie po odrzuceniu wiary zacząłem odczuwać wrażenie opuszczenia i wyrzutów sumienia. Podejrzewam, że to skutek wieloletniej indoktrynacji i otoczenia, pełnego od katolików (w tym moich rodziców). Z czasem jednak jest lekko lepiej. Przecież skoro istnieje tyle wyznań, to niepodobne jest, aby tylko katole byli szczęśliwi. Momentami jednak jest źle i mam poczucie winy. Czy ktoś z was miał podobnie? Czy to z czasem przechodzi? 

Cześć

No pewnie, że miał. Ja czułem się dodatkowo zażenowany, bo kiedy się przyznałem do ateizmu, zarzucano mi, że jestem "kumunistą". Ateiści są wciąż nowością w naszym kraju i każdy kto decyduje się "wyoutować" ze swoim brakiem wiary jest pionierem. Musi wziąć na siebie szpicę katolickiej reakcji (bardzo często w postaci innych ateistów, jak się zapewne przekonasz na tym forum). Lekarstwem na to jest znalezienie innych ateistów, mądrzejszych katolików.

Ostatecznie co to za wiara w boga, która powraca tylko wtedy kiedy potrzebujesz ramienia w które mógłbyś się wypłakać? To nie ma sensu.
Odpowiedz
#10
Soul33 napisał(a): Do tego piszesz o "żydowskiej sekcie", jakieś teksty o indoktrynacji, bzdury o katolicyzmie (że trzeba robić, co Bóg chce albo strąci człowieka do piekła, czyli pogląd bezsensowny z punktu widzenia teologii katolickiej) - wszystko jak z fanatycznie agresywnych antyklerykalnych broszurek pisanych przez ignorantów.

Z punktu widzenia Judaizmu, absolutnie chrześcijaństwo JEST sektą, założoną przez niejakiego Jezusa z Nazaretu. Indoktrynacja to nie wymysł. Jeżeli od dziecka wpajane są człowiekowi jakieś prawdy (dogmaty), to w dorosłym życiu wielu ludzi po prostu się nimi kieruje. I tak np. w krajach islamskich nieliczni (o ile w ogóle jacyś) muzułmanie zmieniają wiarę w dorosłym życiu. Ponadto KK nie posługuje się "łagodnymi" metodami szerzenia wiary. Jako że często bywałem w kościele, wówczas w komży ministranckiej, wiem, jak opluwane są inne religie, teoria Darwina, ateizm, a nawet pozostałe wyznania chrześcijańskie. Szczególnie moją uwagę zwrócił tekst w rachunku sumienia dla dorosłych odnoszący się do 1. przykazania: "Czy wątpiłem w prawdy wiary? Czy krytykowałem prawdy wiary? Czy krytykowałem naukę Kościoła?". Religia katolicka nie jest religią ludzi, którzy myślą samodzielnie. Każdy przejaw krytyki jest po prostu zakazany.
" Bzdury o katolicyzmie (że trzeba robić, co Bóg chce albo strąci człowieka do piekła, czyli pogląd bezsensowny z punktu widzenia teologii katolickiej)" - oczywiście, że bezsensowny. Ale propagowany w kościołach i wśród katolików. Skoro Jezus umarł za grzechy wszystkich, nie ma już piekła ani kary. On rzekomo przyjął wszystko na siebie, umierając okrutną śmiercią. Paradoksalnie ostatnio moja pani katechetka, wielce uczona katoliczka, uznała, że jak ktoś nie jest ochrzczony, po prostu idzie na potępienie. Niemal to samo jest zawarte w tzw. "rzeczach ostatecznych": 1. Śmierć. 2. Sąd Boży. 3. Niebo albo PIEKŁO. Ale oczywiście, teologia KK zakłada, że piekła nie ma. Bo jeżeli by było, ktoś musiałby tam iść (Lucek sam będzie się przecież nudził). Jednak kto ma iść, skoro Jezus umarł za grzechy świata? W ogóle koncepcja złego, karzącego Szatana jest absurdalna. No bo w jakim celu on miałby karać ludzi? Za to, że są mu posłuszni, grzesząc? Przecież Lucyfer był aniołem do cholery! Zbuntował się Bogu, ale nie zapomniał, czym jest choćby najprostszy szacunek. Katolicy powiedzą "no ale on nienawidzi ludzi". A ja się pytam: i co z tego? Jeżeli twój znienawidzony wróg (tu: człowiek) zaczyna działać po twojej stronie, to nienawiść mija. Szczególnie ta niczym nie podparta. Bo diabeł podobno nienawidzi nas dlatego, że istniejemy. Trochę głupie, jak na istotę o inteligencji i wiedzy niemal równej Bogu, nie? Prawda jest taka, że idąc tropem logiki, można wywnioskować, iż Bóg świadomie stworzył Szatana, a potem ŚWIADOMIE pozwolił mu skusić pierwszych ludzi, tak żeby się nie nudzić i nie wpuszczać każdego jak leci do Nieba. Bo przecież istota wszechmogąca zna przyszłość (egzemplum: wiedza Jezusa o zdradzie Judasza).


magicvortex napisał(a): raczej nie decyduje się o takich rzeczach, raczej wiarę się traci.


na jakiej podstawie?

Wcześniej żydowska sekta, teraz katole. Trochę łatwo gardzisz innymi ludzmi. A w temacie, wyjedź do Indii to pewnie znajdziesz mnóstwo szczęśliwych hindusów.

1. Miałem raczej na myśli religię katolicką. Wiem, wiem, że jest różnica i to spora.
2. Na takiej, że świat jest bardzo skomplikowany i nie wydaje mi się, by był kwestią przypadku. Ponadto ciągle się rozszerza, a więc gdzieś musiał być początek. Nawet jeśli powstaliśmy w procesie ewolucji (na co jest wiele poszlak), coś wiecznego prawdopodobnie ten zegar nakręciło. Taki jest przynajmniej mój pogląd w tym temacie.
3. Nie gardzę katolikami. Ale też nie sympatyzuję z kimś, kto nie ceni sobie wolnej woli i chce mi to w dodatku przekazać. Owszem, uważam, że religia katolicka jest pod pewnymi względami dobra i trzyma ludzi w ryzach. Wiele osób się dzięki niej zmieniło na lepsze, nadała im ona w życiu sens. Problem zaczyna się, gdy ktoś uważa, że jego wiara jest "tą jedyną prawdziwą", a reszta to herezje. Na koniec jedynie powiem, że sam byłem kiedyś mocno wierzący. Ale zrozumiałem, że nie tędy droga, że jest mnóstwo takich ludzi, którzy uważają, że to ich religia jest prawdziwa. Chrześcijaństwo nie wystaje wcale ponad ich wiarę, w dodatku jest nam religią narzucaną od 1000 lat i co najważniejsze - obcą, bo żydowską. Jeżeli ja chciałbym wyznawać Boga Najwyższego, to wolałbym to robić jako rodzimowierca niż katolik.

El Commediante napisał(a): Ostatecznie co to za wiara w boga, która powraca tylko wtedy kiedy potrzebujesz ramienia w które mógłbyś się wypłakać? To nie ma sensu.

Dokładnie.
Odpowiedz
#11
Druid napisał(a): Z punktu widzenia Judaizmu, absolutnie chrześcijaństwo JEST sektą, założoną przez niejakiego Jezusa z Nazaretu.
Każdy może sobie absolutyzować co mu pasuje, niekoniecznie to jednak będzie odpowiadać faktom.
Tak owszem było ale na samym początku. Dlaczego dziś już nie można o chrześcijaństwie mówić jako o żydowskiej sekcie rabbi Shaye J.D. Cohen, profesor literatury i filozofii żydowskiej na Harwardzie:


 "Early Christianity ceased to be a Jewish sect when it ceased to observe Jewish practices. It abolished circumcision and became a religious movement overwhelmingly gentile in composition and character. This process was accompanied by the elevation of Jesus to a position far higher and more significant than that occupied by any intermediary figure in Judaism . . . Christians believed that Jesus, born of a mortal mother, had become the Logos incarnate; no Jewish group is known to have advocated such a theology. Its practices no longer those of Jews, its theology no longer those of Jews, the Christianity of the early second century CE was no longer a Jewish phenomenon but a separate religion."


Cytat:Wiele osób się dzięki niej zmieniło na lepsze, nadała im ona w życiu sens. Problem zaczyna się, gdy ktoś uważa, że jego wiara jest "tą jedyną prawdziwą", a reszta to herezje.

Byłoby co najmniej dziwne tkwić w jakiejś religijnej wspólnocie nie uznając jej za tę słuszną i jedyną, podpowiem Ci że traktowanie innych wyznań chrześcijańskich jak herezji to naturalna kolej rzeczy, jeśli jest się przekonanym o słuszności swojego wyboru, jednak stwierdzenie że ktoś jest odstępcą i heretykiem nie musi być wcale nacechowane negatywnie. Do zrozumienia tego problemu przydaje się trochę obycia w kręgu międzywyznaniowych dyskusji.
Odpowiedz
#12
El Commediante napisał(a): No pewnie, że miał. Ja czułem się dodatkowo zażenowany, bo kiedy się przyznałem do ateizmu, zarzucano mi, że jestem "kumunistą". Ateiści są wciąż nowością w naszym kraju i każdy kto decyduje się "wyoutować" ze swoim brakiem wiary jest pionierem. Musi wziąć na siebie szpicę katolickiej reakcji (bardzo często w postaci innych ateistów, jak się zapewne przekonasz na tym forum). Lekarstwem na to jest znalezienie innych ateistów, mądrzejszych katolików.

Ja w Warszawie w środowisku alternatywnym długo się zastanawiałem gdzie w ogóle ci wierzący bo jestem otoczony głównie przez ateistów. Ale im więcej stykałem się z "normalnymi" ludźmi tym więcej widzałem wierzących. Dodatkowo teraz jak mieszkam obok kościoła to widzę tłumy co niedziele a i wczoraj nawet łaziła spora grupa ze świeczkami i megafonem i mi gadali pod oknem.

El Commediante napisał(a): Ostatecznie co to za wiara w boga, która powraca tylko wtedy kiedy potrzebujesz ramienia w które mógłbyś się wypłakać? To nie ma sensu.

To nie wiara, to strach i chwytanie się brzytwy.

Druid napisał(a): Z punktu widzenia Judaizmu, absolutnie chrześcijaństwo JEST sektą

technicznie rzecz biorąc każdą religię od sekty różni tylko skala

Druid napisał(a): Indoktrynacja to nie wymysł. Jeżeli od dziecka wpajane są człowiekowi jakieś prawdy (dogmaty), to w dorosłym życiu wielu ludzi po prostu się nimi kieruje. I tak np. w krajach islamskich nieliczni (o ile w ogóle jacyś) muzułmanie zmieniają wiarę w dorosłym życiu.

thank you captain obvious Duży uśmiech pamiętasz że jesteś na forum ateistycznym?

Druid napisał(a): Przecież Lucyfer był aniołem do cholery! Zbuntował się Bogu, ale nie zapomniał, czym jest choćby najprostszy szacunek. Katolicy powiedzą "no ale on nienawidzi ludzi". A ja się pytam: i co z tego? Jeżeli twój znienawidzony wróg (tu: człowiek) zaczyna działać po twojej stronie, to nienawiść mija. Szczególnie ta niczym nie podparta. Bo diabeł podobno nienawidzi nas dlatego, że istniejemy.

nieco uprościłeś, Lucyferowi bardzo się nie podobał fakt że miał ludziom służyć mimo tego że uważał nas za gorszych od siebie.

magicvortex napisał(a): raczej nie decyduje się o takich rzeczach, raczej wiarę się traci.

na jakiej podstawie?

Wcześniej żydowska sekta, teraz katole. Trochę łatwo gardzisz innymi ludzmi. A w temacie, wyjedź do Indii to pewnie znajdziesz mnóstwo szczęśliwych hindusów.

Druid napisał(a): 1. Miałem raczej na myśli religię katolicką. Wiem, wiem, że jest różnica i to spora.

Ale to nadal nie jest sprawa którą się wybiera, albo w coś wierzysz albo nie wierzysz, nie wybierasz tego. A jeśli wybierasz to powinna zapalić się jakaś czerwona lampka moim zdaniem. To tak samo jak nie wybiera się bycia ateistą, po prostu dowody są nieprzekonujące i nie wierzysz.

Druid napisał(a): 2. Na takiej, że świat jest bardzo skomplikowany i nie wydaje mi się, by był kwestią przypadku. Ponadto ciągle się rozszerza, a więc gdzieś musiał być początek. Nawet jeśli powstaliśmy w procesie ewolucji (na co jest wiele poszlak), coś wiecznego prawdopodobnie ten zegar nakręciło. Taki jest przynajmniej mój pogląd w tym temacie.

ok, wydaje Ci się i masz jakiś pogląd, a jakieś dowody? skąd wiesz że w ogóle coś wiecznego istnieje? skąd wiesz że "nakręciło ten zegar"? Poza tym zdajesz sobię sprawę że nie ma tylko dwóch opcji przypadek albo bóg? Poza tym fakt rozszerzania sugeruje przede wszystkim początek rozszerzania, a nie koniecznie początek wszystkiego. Tak swoją drogą, czy jeśli czegoś nie wiesz musisz tam coś wymyślić czy możesz się przyznać do niewiedzy? A dokładniej nie tyle przyznać co ją zaakceptować i nie wymyślać bogów?

Druid napisał(a): 3. Nie gardzę katolikami.

to dobrze, ogólnie pogarda jest zła, po prostu wypowiadasz się raczej pogardliwie dlatego o tym mówię

Druid napisał(a): Wiele osób się dzięki niej zmieniło na lepsze, nadała im ona w życiu sens.

jaki sens? w razie czego to nie czepianie się tylko normalne pytanie. Wierzący o tym mówią często i nie za bardzo to pojmuję czasem. Czemu jakiś wielki silny pan który mówi co robić miałby nadawać sens lepiej niż ja sam na przykład?

Druid napisał(a): Problem zaczyna się, gdy ktoś uważa, że jego wiara jest "tą jedyną prawdziwą", a reszta to herezje.

obawiam się że to jest sedno wiary, czy wierzyłbyś w coś gdybyś nie uważał tego za prawdę? odpowiedz na to konkretne pytanie. Ja rozumiem że nie trzeba od razu atakować innych, ale jeśli uważasz swoją religię za prawdziwą (a w sumie powinieneś skoro w nią wierzysz) to przecież inne religie automatycznie stają się fałszywe i patrzysz na tych ludzi jak na błądzących. A jeśli tak nie widzisz to w sumie dlaczego jesteś przy swojej religii skoro nie uważasz jej za prawdę?

Druid napisał(a): Na koniec jedynie powiem, że sam byłem kiedyś mocno wierzący. Ale zrozumiałem, że nie tędy droga, że jest mnóstwo takich ludzi, którzy uważają, że to ich religia jest prawdziwa. Chrześcijaństwo nie wystaje wcale ponad ich wiarę, w dodatku jest nam religią narzucaną od 1000 lat i co najważniejsze - obcą, bo żydowską. Jeżeli ja chciałbym wyznawać Boga Najwyższego, to wolałbym to robić jako rodzimowierca niż katolik.

a przed wiarą Słowian pewnie była jakaś inna o której nawet zapisków nie ma i co? wtedy Światowid jest narzucony i obcy? cały czas to wszystko brzmi nie jakbyś w coś "wierzył" ale jakbyś "wybierał frakcję" jak to się robi w grach.

Może zdefiniuj słowo "wiara".
I powiedz czy interesuje Cię prawda na temat świata czy wolisz jak w zakładzie Pascala postawić w ciemno na któregoś konia?
Odpowiedz
#13
Druid napisał(a): Z punktu widzenia Judaizmu, absolutnie chrześcijaństwo JEST sektą, założoną przez niejakiego Jezusa z Nazaretu.

Sekta chrześcijańska została wymyślona przez Pawła (Szawła) z Tarsu, który jest jej prawdziwym założycielem, a nie absolutnie mityczny jedynie Jezus. 
"Dyskusja z idiotami niepotrzebnie ich nobilituje"
Odpowiedz
#14
Od pisania takich bredni Chrześcijaństwo nie zacznie nagle spełniać definicji sekty jak się go używa w nauce (a w zasadzie w nauce się go nie używa, bo to stereotyp jest).

Odpowiedz
#15
a czego dokładnie nie spełnia? (tak tak jestem gupi i mam sobie sprawdzić sam, ale pomińmy to Język)
Odpowiedz
#16
http://lmgtfy.com/?q=sekta

Łap!

Odpowiedz
#17
been there, done that, pytanie nadal stoi

sekta to praktycznie młoda religia, a takie chrześcijaństwo to można powiedzieć stara sekta, różnice są kosmetyczne

jakie masz zastrzeżenia? że guru już nie żyje? tylko tyle?
Odpowiedz
#18
Dziadek to też taki stary osesek...

Odpowiedz
#19
magicvortex napisał(a): been there, done that, pytanie nadal stoi

sekta to praktycznie młoda religia, a takie chrześcijaństwo to można powiedzieć stara sekta, różnice są kosmetyczne

jakie masz zastrzeżenia? że guru już nie żyje? tylko tyle?

Zastrzeżenie jest jedno i to poważne.

Mianowicie jest to ahistorycyzm.

Polega on na tym, że na rzeczywistość I w Palestyny nakłada się całkiem współczesne kalki pojęciowe.
W Palestynie I wieku nie sposób jednoznacznie wyróżnić tego dominującego "nurtu"  judaizmu, który byłby normatywny .
Nawet Flawiusz nie jest do końca w tej materii konsekwentny, choć podejmuje próby wyznaczenia takiego nurtu dominującego.
Skoro tak, to mówienie o chrześcijaństwie jako sekcie po prostu nie ma sensu, nawet wbrew twierdzeniu Cohena, ze jeszcze w I w to była sekta.
Ponieważ to Paweł de facto stworzył chrześcijaństwo jakie znamy, a nie np Justyn Męczennik, apologeta z II w.
Marcin Basiński
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Keep calm and blame Russia
Odpowiedz
#20
No skoro to różnica jak między pisklęciem a kurą to mi to wystarczy. Różnica w wieku to żadna różnica dla mnie w tym temacie.

Marlow napisał(a): Zastrzeżenie jest jedno i to poważne.

Mianowicie jest to ahistorycyzm.

Polega on na tym, że na rzeczywistość I w Palestyny nakłada się całkiem współczesne kalki pojęciowe.
W Palestynie I wieku nie sposób jednoznacznie wyróżnić tego dominującego "nurtu"  judaizmu, który byłby normatywny .
Nawet Flawiusz nie jest do końca w tej materii konsekwentny, choć podejmuje próby wyznaczenia takiego nurtu dominującego.
Skoro tak, to mówienie o chrześcijaństwie jako sekcie po prostu nie ma sensu, nawet wbrew twierdzeniu Cohena, ze jeszcze w I w to była sekta.
Ponieważ to Paweł de facto stworzył chrześcijaństwo jakie znamy, a nie np Justyn Męczennik, apologeta z II w.

A jaśniej? Chodzi o to że nie odłamało się od jednego wielkiego "żydowskiego wyznania" tylko odkleiło od kilku mniejszych albo było jednym z żydowskich nurtów?
A sekta niebo też nie była sektą bo mamy teraz dużo ruchów chrześcijańskich?

To są drobiazgi przecież. Gdzie w tym powaga? Idiota oczywiście ma rację że dziadek to nie osesek, ale jedno i drugie to człowiek. Jeden pies, różnica w wieku i wielkości oraz ilości wyznawców. Jak masz wyznanie na kilka osób to cię wyśmieją, jak masz wyznanie które po latach dorobiło się miliarda wyznawców to będą go uczyć w szkołach, nawet jeśli merytorycznie nie będą się różnić niczym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości