Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Gra Wiedźmin 3 - największy sukces polskiej kultury?
(15.08.2017, 19:00)Dragula napisał(a): Ja gralem w arkham asylum, city, potem kupiłem origins i nie mogłem z tego, że w całym mieście nie ma żadnych mieszkańców tylko bandyci i skorumpowani policjanci (czyli w sumie też bandyci).

to prawda, głównie sami bandyci tam są

(15.08.2017, 19:00)Dragula napisał(a): Jeżeli pozostałe batmany tak wyglądają to dziękuję (dla porównania w dużo starszym Spidermanie byli ludzie i taksówki se jeździły).

pozostałe to tylko arkham knight

(15.08.2017, 19:00)Dragula napisał(a): Mimo wszystko gameplayowo batman jest przyjemny, różni wrogowie wymagają innego podejścia -super rozwiązana kwestia uzbrojonych przeciwników - tyle, że po A. Asylum pozostałe Arkhamy nie wprowadzają już nic nowego

Asylum było pierwsze ale małe, city tak naprawdę moim zdaniem pokazało możliwości silnika, origins moim zdaniem było złe bo sposób prowadzenia narracji był jakoś za szybki, knight natomiast jest po prostu jak rozbudowane city + batmobil + dobrze prowadzona narracja. Moim zdaniem wprowadza nowe rzeczy, ale nie robi rewolucji, raczej drobne usprawnienia.
Odpowiedz
(14.08.2017, 20:41)Roan Shiran napisał(a): Dlatego historia jest miałka, często wręcz idiotyczna, koherentność narracji nieistniejąca, a sposób grania jest taki sam przez całą grę (po kilku godzinach graniach widziało się już wszystko, jeżeli chodzi o gameplay).

Głupi Gothic pierwszy i drugi był bardziej zwartą grą ze względu na podział na akty, istotny progres postaci oraz powiązanie siły przeciwników z ich typem, a nie jakimś abstrakcyjnym "poziomem". Ale fakt, pośród różnorakich TESów, Asasynów i innych Falloutów 4, Wiedźmin musi wydawać się przewspaniały.

Miałkość  i idiotyczność historii odstraszała mnie właśnie od Gothica. Tak jedynki jak i dwójki. System awansowania Gothic miał faktycznie fajny, ale po przejściu z 2 wymiarowych gier RPG typu Torment, BG, czy prawdziwe Fallouty strasznie rozczarowywał. Wiedźmin 1 i 3 (2 część mi się średnio podobała) nie miał tej denerwującej maniery dominującej w "poważnych" grach RPG, że jak tak dobrze się zastanowiłeś to okazywało się, ze walczysz po to aby "Zoltan władca wszechświatów nie popełnił straszliwego zła". A przy okazji robiłeś "pasjonujące" questy takie jak zbieranie rzepy aby zdobyć za to 50XP które potem przeznaczysz na doskonalenie walki mieczem przeciw wielkim jaszczurko-ptakom biegającym po okolicznym lesie. Bo wszak wiadomo, że nic tak nie uczy walki mieczem jak zbieranie rzepy dla żony chorego wieśniaka Duży uśmiech Tyle w kwestii spójności narracji historii Gothiców i innych NewetWinterNightsów. O pasjonujących wyborach fabularnych w tych grach, które sprowadzały się do tego jakie cyferki w statystykach  Ci wzrosną (czy mocniejsza będzie magia ognia czy wody Duży uśmiech) rozwodzić się nie będę.


W Wiedźminach zwłaszcza 1 i 3   poczułem coś co nie zdarzyło mi się od  czasów Fallouta 2  - spójność historii i autentyzm świata. Który to w części 3 został doprowadzony do mistrzostwa. Tak gra ma wady - system awansowania średnio cieszy - ale od tego są gry typu Path of Exile. Nie widziałem jeszcze RPG 3D z dobrym systemem awansu.

No i coś o czym chyba nikt nie wspomniał a jest to największy mankament Wiedźminów, przynajmniej dla mnie. Za mało da się tam załatwić zwykłym gadaniem - to niestety nie jest Fallout 2 w którym ładując 10 w inteligencję  i charyzmę można było przejść przynajmniej główny wątek fabularny w 90% bez wyciągania spluwy. Chociaż rozumiem, że coś co dało się wiarygodnie zrobić w 2d, gdzie całą akcją był tak na prawdę tekst na ekranie, jest ciężkie  technicznie we współczesnej grze, gdzie to wszystko trzeba udźwiękowić i animować. Tylko w całej reszcie współczesnych gier RPG z gadania wynika jeszcze mniej - nawet odpowiednie emotki dla tych, którym się nie chce czytać już się pojawiają.
 
Mimo wad W3 to jest jednak gra genialna. Wyszła ponad 2 lata temu i dalej nic lepszego  w gatunku nie ma. Ba! Od jego czasów nic ciekawego, nie licząc produkcji niszowych i tych o niższym budżecie (pozdrawiam tutaj autorów Expeditions: Vikings)  na rynku gier RPG chyba nie powstało, tak jakby faktycznie różne Bethesdy zdały sobie sprawę, że na tym co wciskały do tej pory to pieniędzy zbyt dużych już nie zarobią. Zaznaczam od razu, że nie liczę tutaj nieszczęsnego Mass Effect: Andromeda bo to ta gra to zwykłe nieporozumienie jest. W3 mam zainstalowany na dysku od momentu premiery. I mimo tego, że przeszedłem go już 3 razy dalej mi się czasem zdarza, że jak mam jakieś 20 minut czasu do zmarnowania to sobie go odpalam i biegam tak po tym świecie bez żadnego celu - ot tak aby zobaczyć co będzie za tamtym pagórkiem lub zakrętem. Czekam teraz na Cyberpunka 2077 bo mimo, że tak uniwersum jak i klimat to nie moja bajka to jest szansa, że CDP Red podniesie po raz kolejny poprzeczkę. Tym razem samemu sobie Język
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): Bo wszak wiadomo, że nic tak nie uczy walki mieczem jak zbieranie rzepy dla żony chorego wieśniaka
Akurat w Gothicu nie można było się nauczyć walki mieczem jedynie poprzez zbieranie rzepy...
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): Tyle w kwestii spójności narracji historii Gothiców i innych NewetWinterNightsów.
Gothic był spójny, ale akurat w swoim poście mówiłem o zwartości.
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): O pasjonujących wyborach fabularnych w tych grach, które sprowadzały się do tego jakie cyferki w statystykach  Ci wzrosną (czy mocniejsza będzie magia ognia czy wody ) rozwodzić się nie będę.
A ja przez litość nie wspomnę, jakie to wielkie decyzje potrafią doprowadzić do najgorszego zakończenia w Wiedźminie 3 (które zresztą otrzymałem za pierwszym podejściem). Szczęśliwie 99% pozostałych wyborów w grze jest zupełnie pozbawiona skutku - niczym w jednym z najgorszych questów w grze dot. zabicia króla.
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): W Wiedźminach zwłaszcza 1 i 3   poczułem coś co nie zdarzyło mi się od  czasów Fallouta 2  - spójność historii i autentyzm świata. Który to w części 3 został doprowadzony do mistrzostwa.
Wiedźmin 1 i 2 były niezwykłymi grami, ale nie zgodzę się co do Wiedźmina 3. Nie można zrobić autentycznego świata, gdy tego mechanika nie wspiera. A nawet przeciwdziała wizji świata. Ponadto ciężko mi nawet skomentować spójność historii, gdy w Wiedźminie 3 tej spójności zupełnie nie ma. Główny wątek to żart. A co mamy w pozostałej części? Eksplorację terenu (Geralt zawsze lubił sobie po prostu wędrować i szukać przygód), zlecenia na potwory (przyjmowane z litości, bo okazuje się, że w beczkach Geralt znajduje więcej złota; walczymy w nich z tymi samymi potworami, które spotykamy cały czas), poszukiwania epickiego rynsztunku Przedwiecznych Wiedźminów (pomysł z Wiedźmina 1 rozdęty do granic możliwości...) , no i jakieś zwykłe zadania poboczne, w których musimy popisać się umiejętnością chodzenia za czerwonym śladem.  Można się poczuć jak prawdziwy wiedźmin.
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): Nie widziałem jeszcze RPG 3D z dobrym systemem awansu.
Dużo gier ma dobrych. Ja za to nie pamiętam jeszcze tak mało satysfakcjonującego jak w Wiedźminie 3.
(15.08.2017, 22:29)DziadBorowy napisał(a): biegam tak po tym świecie bez żadnego celu - ot tak aby zobaczyć co będzie za tamtym pagórkiem lub zakrętem.
Wspaniale jak na grę, w której Yeneffer dopuściła się nekromancji i o mało nie rozwaliła wysp Skellige, bo nie chciała tracić ani minuty przy poszukiwaniu Ciri. Opowieść taka spójna i angażująca.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
No ale chyba nie da się zrobić angażującego sandboxa, kiedy w dowolnym momencie możesz olać dowolny wątek i zająć się czymkolwiek innym na czas tygodni. Ja kompletnie nie czuję imersji w grach z otwartym światem, bo ten świat jest sztuczny, mikroskopijny tak na prawdę (idiotycznie małe miasta i ogromne populacje bandytów w lasach i jaskiniach), do tego zamrożony w czasie i "ożywa" tylko wtedy kiedy pępek wszechświata, aka zbawca kosmosu, aka postać gracza jest w pobliżu. Sandboxy wieją truman showem
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
(16.08.2017, 10:45)Dragula napisał(a): No ale chyba nie da się zrobić angażującego sandboxa, kiedy w dowolnym momencie możesz olać dowolny wątek i zająć się czymkolwiek innym na czas tygodni. Ja kompletnie nie czuję imersji w grach z otwartym światem, bo ten świat jest sztuczny, mikroskopijny tak na prawdę (idiotycznie małe miasta i ogromne populacje bandytów w lasach i jaskiniach), do tego zamrożony w czasie i "ożywa" tylko wtedy kiedy pępek wszechświata, aka zbawca kosmosu, aka postać gracza jest w pobliżu. Sandboxy wieją truman showem
Mam dokładnie tę samą opinię. Normalnymi grami da się stworzyć złudzenie wiarygodności i prawdziwości świata poprzez sprytne pokazywanie jedynie wybranych przez twórcę fragmentów i perspektyw. Efekt ten siada zupełnie, gdy gracz może zajrzeć pod szaty króla z każdej perspektywy. Słusznie zauważasz, że w sandboxach świat wydaje się tak naprawdę mały, zamrożony w czasie i martwy - istne muzeum eksponatów oddanych do użytku graczowi, by się trochę pobawił. Raczej to nie nastraja do tego, by uwierzyć temu światu. Ponadto świat ten, ze względu na swój rozmach, w trakcie gry, niezależnie od decyzji gracza (vide: zabójstwo pewnej ważnej postaci w Wiedźminie 3, ew. zwycięstwo jednej z frakcji w Skyrimie), nie zmienia się zupełnie i też nie może się zmienić ze względu na technologię i pracochłonność uwzględnienia takich zmian. Co dodatkowo zwiększa jego martwotę.

Ludzie mogą się śmiać, ale dla mnie ostatnim angażującym sandboxem były obie części Gothica - twórcy tam postarali się, by gracz odniósł wrażenie, że świat żyje dla samego siebie i wcale nie potrzebuje gracza (a przynajmniej do pewnego momentu). Z tym, że to nie taki typowy sandbox, gdyż a) był podzielony na akty, które umożliwiały zmianę świata wraz z biegiem fabuły b) był bardziej skondensowany objętościowo i każde miejsce było unikalne, a nie stworzone tylko po to, by "zrobić dużą grę, którą można eksplorować" (jak np. Morrowind).

Edit: mam nadzieję, że ta "epoka odkrywców", która zarżnęła dla mnie kilka dobrych serii (Wiedźmin, Mass Effect, Dragon Age, SW KOTOR/TOR), jest tylko przemijającą modą i ludzie powrócą do dobrych opowieści, w których można wziąć udział.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
Hyhy przypadkiem oglądałem jakiś materiał o wiedźminie i rzuciło mi się w oczy jak niedorobione jest AI. Pierwszy raz widzę grę (i to nie 3A tylko w ogóle), w której boty nie potrafią znaleźć scieżki do gracza, albo nie reagują na obrażenia z dystansu (no dobra, to się zdarza prawie wszędzie ale bardzo rzadko). Jakim cudem można było tak spartolić? Duży uśmiech
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
To jakieś skrajnie rzadkie sytuacje bo w W3 praktycznie mi się nie zdarzało. Co więcej wkurzające misje typu "eskortuj NPCa" tutaj były prawie niewkurzające bo NPCe dostosują i swoją szybkość do Ciebie a nie odwrotnie jak w większości gier tego typu. (nie ma nic bardziej irytującego jak powolny spacer za wlekącym się jak ślimak NPCem, który prowadzi bohatera na pole rzepy do wyzbierania Oczko )
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
Roan akurat w morrowindzie był pewien fajny element, który później zarzucono, tj jak się należało do jakiejś gildii, rodu, a zwłaszcza świątyni, to bardzo zmieniało się nastawienie wielu npców, którzy należeli do innych frakcji. W skyrimie możesz napierdalać stormclocków jako imperial bastard, ale w dowolnym momencie jarl ulfrik przyjmie cię w swoim zamku (no i oczywiscie cała "wojna" jest uśpiona póki do niej nie przystąpisz). Klimat gry był też inny, narracja mogła się wlec, bo jednak dagoth ur był w chuj osłabiony i zamknięty za magiczną barierą, jedynie wyziewy Czerwonej Góry i zaraza uprzykrzały życie mieszkańcom, a gracz właściwie go dobija
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
Dla mnie najlepszą historią jest ta w Sercach z kamienia. Zawsze lubiłem mit o Twardowskim, więc to była bardzo miła niespodzianka od Redów. Jednakże świat przedstawiony w wersji podstawowej także mnie usatysfakcjonował. Ja to muszę zawsze pogadać z każdym, wysłuchać każdego dialogu, przeczytać każdą kartkę i tutaj było naprawdę dużo takiej interesującej treści.

Pewną wadą Wiedźmina jest to, że jesteś prowadzony jak po sznurku - minimapa. Pamiętam tylko jedna misję poboczną, gdzie można było się samemu pokręcić i odkryć 'tajemnicę', która sprawiała, że misja kończyła się w inny sposób. Pierwszy cRPG jaki mnie pochłonął, to był Morrowind... Znajdź Caiusa Cosadesa, jest w Balmorze. Ok, Balmorę znajdziemy na mapie, ale gdzie on dokładnie tam jest ? Trzeba popytać ludzi na miejscu, pobłądzić., to miało swój klimat.
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości