Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rak toczący Polskę
#1
http://www.skarbowcy.pl/blaster/print.ph...le_id=3561

Cytat:[...] brytyjski historyk sformułował prawo zwane syndromem Parkinsona, które w uproszczeniu mówi, że urzędnik zawsze znajdzie sobie pracę, tak żeby być bardzo zajęty. Innymi słowy, olbrzymia część biurokratów poświęca gros swojego czasu na wykonywanie zadań, które są potrzebne innym urzędnikom, a tylko niewielką część ich pracy to rzeczywiste usługi dla obywateli.


Syndrom Parkinsona w Polsce

W Polsce syndrom Parkinsona działa z wyjątkową siłą. Potwór administracji rozrasta się i pożera coraz więcej podatków na wynagrodzenia, biura, samochody, szkolenia czy podróże. Tempo, w jakim rośnie, zapiera dech w piersiach. W 1990 r., na początku transformacji, w administracji publicznej pracowało 159 tys. osób. Ostatnie dane o zatrudnieniu podane w 2004 r. mówią już o 335 tys. urzędników. Od 2004 r. już nie zamieszcza się tych informacji, chyba ze strachu przed gniewem obywateli, za to GUS publikuje dane o łącznym zatrudnieniu w administracji publicznej, obronie narodowej i ZUS, które w 2009 r. wyniosło 620 tys. osób. Ale jeżeli wykonamy kilka obliczeń, możemy wywnioskować, że na koniec 2009 r. w administracji publicznej wszystkich szczebli pracowało ponad 420 tys. osób. Co więcej, tempo wzrostu zatrudnienia przyspiesza. Zwiększenie go o 90 tys. osób w latach 2004 – 2009 trwało 5 lat, poprzednio okres takiego zwiększenia zatrudnienia trwał 9 lat, w latach 1995 – 2004. Zatem potwór zaczął żyć własnym życiem, skutecznie pożera nasze zasoby podatkowe w coraz szybszym tempie i staje się zagrożeniem dla rozwoju gospodarczego.

Rząd dumnie ogłosił na początku 2009 r., że w odróżnieniu od nieodpowiedzialnych rządów innych krajów my prowadzimy politykę oszczędnego państwa i ograniczamy wzrost wydatków. Jednak fakty mówią co innego. W 2009 r. wydatki rządu i samorządów wzrosły o ponad 10 proc., zaś zatrudnienie w administracji publicznej o 26 tys. osób i był to największy roczny wzrost zatrudnienia od wielu lat. Liczba urzędników zwiększa się wszędzie, zaś absurdalność tej sytuacji można zilustrować na przykładzie Kancelarii Prezydenta. Przed wojną prezydent Ignacy Mościcki zatrudniał od 40 do 70 urzędników, teraz zatrudnienie jest dziesięć razy większe i to mimo że mamy komputery, telefony komórkowe i internet. W minionym dwudziestoleciu były takie lata, gdy tylko w jednym roku zatrudniano w tym biurze tyle osób, ile w sumie liczyła kancelaria Mościckiego. Marzy mi się prezydent, który w swoim pierwszym przemówieniu do narodu powie takie słowa:

„Tak dalej być nie może, bo przecież chodzi o pieniądze podatników, o wasze ciężko zarobione pieniądze. Dlatego obiecuję, że gdy będę kończył moją pierwszą kadencję, liczba urzędników w Kancelarii Prezydenta nie będzie większa niż za czasów prezydenta Mościckiego, przy jednoczesnym utrzymaniu jakości i terminowości prowadzonych spraw. Może wam się wydać to niemożliwe albo bardzo trudne, ale zapewniam, że jest to możliwe i w ciągu miesiąca na mojej stronie internetowej zostanie przedstawiony plan tego projektu. Tym samym zostanie zatrzymany 20-letni proces corocznego zwiększania zatrudnienia. Mam nadzieję, że w moje ślady pójdą inne urzędy, kancelaria premiera, ministerstwa, samorządy. Symbolicznie ta zmiana w sposobie funkcjonowania państwa zostanie zapoczątkowana przez przeniesienie siedziby prezydenta Rzeczypospolitej z powrotem do Belwederu. Zaś obecna siedziba zostanie przekazana na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego, a połowa zaoszczędzonych przez kancelarię pieniędzy zostanie przekazana na sfinansowanie tych kierunków studiów na UW, które prowadzą badania na wysokim międzynarodowym poziomie. Tym samym ograniczymy rozmiar biurokracji, która pożera wasze podatki, i zwiększymy potencjał naukowy i badawczy polskiej gospodarki”.

[...]

Jeżeli co roku będziemy zatrudniali 30 tys. urzędników, to wobec starzenia się i spadku liczby ludności pod koniec tego stulecia ponad połowa zatrudnionych w Polsce będzie pracowała w administracji publicznej. Jesteśmy na najlepszej drodze, żeby zobaczyć w naszym kraju, na czym w praktyce polega ósma praca Asterixa. Rząd ogłasza kolejne PR-owe działania oszczędnościowe, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a tymczasem biegunka legislacyjna w Sejmie trwa w najlepsze, a potwór administracji rozrasta się w coraz szybszym tempie.

Czy którakolwiek "mainstreamowa" partia ma w ogóle zamiar zmierzyć się z tym problemem? Pytam się, bo od tego zależeć będzie to na kogo oddam głos w wyborach. 

W myśl zasady "po owocach ich poznacie" od razu należy wykreślić PO, PiS oraz PSL. Te partie nie zrobiły nic w kierunku sanacji Polski. 

Co pozostaje do wyboru? Korwin, który nigdy nie wygra; Kukiz, po którym nie wiadomo czego się spodziewać oraz Ruch Narodowy. Może by tak postawić na nacjonalistów? W ich programie czytam sobie, że:
 
Cytat:8. Wolność gospodarowania. Wolny naród ma możliwość samodzielnego budowania podstaw materialnych swojego życia i dysponowania owocami swej pracy. Obecny stan, w którym koszty utrzymania sektora publicznego spoczywają głównie na mniej zarabiających i drobnych przedsiębiorcach, jest nie do zaakceptowania. Zmusza on miliony Polaków do emigracji zarobkowej. Ruch Narodowy podejmie walkę z patologiami biurokracji i fiskalizmu, stanie w obronie praw podatnika. Będzie walczył o swobodę działania i dostęp do kapitału dla polskiego przedsiębiorcy, aby ten mógł tworzyć nowe miejsca pracy. Zadbamy o bezpieczeństwo socjalne Polaków proponując sprawiedliwy i prosty system emerytalny.


http://narodowcy2014.pl/program/

Do wyboru są albo korwiny albo kukizy albo narodowcy. Najlepiej by było gdyby połączyli swoje siły, ale już wiadomo, że korwiny z kukizami się nie dogadają. Teraz będą rozmowy między kukizami i narodowcami. Pewnie też nic z tego nie wyjdzie. Ponadto jeśli rzeczywiście rozmowy z kukizami wyglądają tak jak opisał to Wipler, to wydaje mi się, że kukizom raczej nie zależy na zawarciu sojuszu w imię idei lepszej Polski. Już poczuli swoją moc ze względu na poparcie jakie mają i sodówa już im zaczyna do głowy uderzać. Chyba najlepiej by było gdyby chociaż korwiny z nacjonalistami się dogadali, to zagłosuję właśnie na nich.  

A jak wy to widzicie?

Zastanawiałem się nawet, żeby zacząć czynnie działać w jakimś ONRze czy czymś w tym stylu, ale widzę, że np. w Radomiu narodowcy są raczej bardzo socjalistyczni... używają już nawet symbolu ruchu Otto Strassera:
[Obrazek: 200px-Black_Front.png]

To już dla mnie przesada, no i ciekawy też jestem na ile ci z Radomia są powiązani z całym Ruchem Narodowym. Bo sam Bosak wydaje się być ogarniętym kolesiem ale jeśli będzie miał zaplecze złożone z jakichś strasserystów to lipa.
Odpowiedz
#2
Cytat:Czy którakolwiek "mainstreamowa" partia ma w ogóle zamiar zmierzyć się z tym problemem? Pytam się, bo od tego zależeć będzie to na kogo oddam głos w wyborach.

W myśl zasady "po owocach ich poznacie" od razu należy wykreślić PO, PiS oraz PSL. Te partie nie zrobiły nic w kierunku sanacji Polski.

No dobra, a jak ta liczba urzędników ma się do liczby urzędników w innych krajach? Bo same gołe liczby dużo wiedzy nie dają.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#3
Cytat:No dobra, a jak ta liczba urzędników ma się do liczby urzędników w innych krajach?

To nie ma żadnego znaczenia. Jeśli rak u pana X jest w podobnym stanie zaawansowania co rak u pana Y, to nie znaczy, że ten rak jest ok i że można go nie leczyć.

Z Polski wyjechało 2,5 miliona ludzi. Nie dziwi cię, że do obsługi coraz mniejszej liczby ludności trzeba coraz większej ilości urzędników? 

edit
jeszcze takie cuś można znaleźć w programie RN:

Cytat:Powstrzymanie złodziejstwa
Pełna jawność wydatków i ograniczenie biurokracji


W Polsce od czasów PRL i przez ostatnie dwie dekady III RP dominuje uzasadniony brak wiary w zdolność państwa do uczciwego i gospodarnego obchodzenia się ze środkami publicznymi. Myśląc poważanie o naszym państwie wyjdziemy naprzeciw temu problemowi. Polacy potrzebują kompleksowego i aktualnego wglądu w to, co dzieje się z ich pieniędzmi. Państwo nie dysponuje innymi środkami niż te, które pochodzą z odprowadzanych podatków. Dlatego konieczna jest pełna jawność wydatków tak, aby każdy zaangażowany obywatel mógł śledzić los publicznych pieniędzy i włączyć się w społeczną kontrolę gospodarności władzy. Postulat ten dotyczy także wynagrodzeń w sektorze publicznym oraz wszelkiego rodzaju umów, w formie których obecnie bywają nieuczciwie wyprowadzane pieniądze. Poza zasadą jawności niezbędne są silne procedury antykorupcyjne, a także jasne zdefiniowanie pola działań poszczególnych instytucji, upoważnionych do wydawania pieniędzy. Kolejnym środkiem ograniczenia obecnej skali marnotrawstwa i złodziejstwa jest zawężenie liczby urzędników. Likwidacja biurokracji nie polega na podważeniu roli kompetentnych i uczciwych urzędników, ale na ucięciu nadmiernego zatrudnienia, zawężaniu zakresów zadań, uchylaniu zbędnego prawa i upraszczaniu procedur. Nowe ułożenie obowiązków urzędniczych i większa efektywność pracy pozwoli na zwolnienie znacznej części obecnie zatrudnionych urzędników. W ten sposób nadmierna biurokracja, jako czynnik niszczący wolne życie społeczne i jednocześnie bardzo kosztowny, zostanie zlikwidowana.
Odpowiedz
#4
Cytat:To nie ma żadnego znaczenia. Jeśli rak u pana X jest w podobnym stanie zaawansowania co rak u pana Y, to nie znaczy, że ten rak jest ok i że można go nie leczyć.

Z Polski wyjechało 2,5 miliona ludzi. Nie dziwi cię, że do obsługi coraz mniejszej liczby ludności trzeba coraz większej ilości urzędników?

Bo bez takiego porównania nie można określić, czy tych urzędników jest za dużo, Jeśli w innych państwach na jednego mieszkańca przypada podobna ilość urzędników co u nas, to problemu nie ma. A to, że 80 lat temu w danym urzędzie pracowało ileś razy mniej urzędników też gówno znaczy, bo to była zupełna inna epoka i nie ma co porównywać.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#5
Najlepsze jest to, że wprowadzono masowo komputery. Miało to usprawnić administracyjne procesy a jaki jest efekt?

Kiedyś komputerów nie było, a i urzędników było mniej.

A teraz Panie? Ewidentnie widać że coś tutaj nie halo?
Odpowiedz
#6
To jest dowód, że powtórka z luddyzmu nam nie grozi Oczko
Odpowiedz
#7
cobras napisał(a): Bo bez takiego porównania nie można określić, czy tych urzędników jest za dużo,  Jeśli w innych państwach na jednego mieszkańca przypada podobna ilość urzędników co u nas, to problemu nie ma. A to, że 80 lat temu w danym urzędzie pracowało ileś razy mniej urzędników też gówno znaczy, bo to była zupełna inna epoka i nie ma co porównywać.


Na tej zasadzie dopóki sąsiedzi pana Kowalskiego tak samo jak on wypijają dziennie dwie flaszki wódki pan Kowalski nie ma podstaw do podejrzewania u siebie choroby alkoholowej Uśmiech

Można oczywiście też zastanowić się czy zwiększająca się liczba przepisów prawnych i regulacji a co za tym idzie zwiększone wydatki na administrację mają jakiekolwiek  realne przełożenie na poprawę jakości życia ludzi. I bardzo chętnie takie analizy bym zobaczył. Niestety jedyne uzasadnienia takiego stanu rzeczy jaki z jakimi się spotykam polegają na tym, że "wszędzie tak jest zatem to normalne". (inni chleją tyle samo wódki albo nawet więcej Duży uśmiech )
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#8
Cytat:Na tej zasadzie dopóki sąsiedzi pana Kowalskiego tak samo jak on wypijają dziennie dwie flaszki wódki pan Kowalski nie ma podstaw do podejrzewania u siebie choroby alkoholowej Uśmiech

Analogia jak najbardziej z dupy. Jakoś nie zauważyłem żadnych argumentów za tym, że urzędników jest za dużo poza "wydaje mi się" i "100 lat temu było ich mniej", do tego jeszcze przedstawianych przez laików, którzy za dużo z administracją nie mieli wspólnego. Do forsowania tej tezy potrzebny jest jakiś punkt odniesienia, bo tak jak pisałem wcześniej, same liczby nic nie mówią.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#9
cobras napisał(a):
Cytat:Na tej zasadzie dopóki sąsiedzi pana Kowalskiego tak samo jak on wypijają dziennie dwie flaszki wódki pan Kowalski nie ma podstaw do podejrzewania u siebie choroby alkoholowej Uśmiech

Analogia jak najbardziej z dupy.   Jakoś nie zauważyłem żadnych argumentów za tym, że urzędników jest za dużo poza "wydaje mi się" i "100 lat temu było ich mniej", do tego jeszcze przedstawianych przez laików, którzy za dużo z administracją nie mieli wspólnego.  Do forsowania tej tezy potrzebny jest jakiś punkt odniesienia, bo tak jak pisałem wcześniej, same liczby nic nie mówią.



A ja nie spotkałem się z żadnymi argumentami, że jest ich tyle ile potrzeba a przeciętny Kowalski ma z tego jakieś wymierne korzyści. Jedynie "wszędzie tak jest więc tak musi być". Do tego dość często ów "argument" przedstawiany  przez osoby mające dość dużo wspólnego z administracją, którym wydaje się, że ludzie ich potrzebują  i w sumie "to oni pozwalają im pracować wydając zaświadczenia" Duży uśmiech (jak to pani Jakubiak oznajmiła w niesławnym wywiadzie)

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/a...zechy.html
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#10
Cytat:A ja nie spotkałem się z żadnymi argumentami, że jest ich tyle ile potrzeba a przeciętny Kowalski ma z tego jakieś wymierne korzyści. Jedynie "wszędzie tak jest więc tak musi być".

https://yourlogicalfallacyis.com/burden-of-proof
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#11
cobras napisał(a):
Cytat:A ja nie spotkałem się z żadnymi argumentami, że jest ich tyle ile potrzeba a przeciętny Kowalski ma z tego jakieś wymierne korzyści. Jedynie "wszędzie tak jest więc tak musi być".

https://yourlogicalfallacyis.com/burden-of-proof

Wow. Umiesz wkleić linka do jakiejś stronki w internecie. Wypas!
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#12
No niestety czasem muszę, skoro nie wszyscy wiedzą, że ciężar dowodu spoczywa na stawiającym tezę, tę z pierwszego posta.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#13
cobras napisał(a): No niestety czasem muszę, skoro nie wszyscy wiedzą, że ciężar dowodu spoczywa na stawiającym tezę, tę z pierwszego posta.

Ja żadnej tezy nie stawiałem. Po prostu spytałem skąd wiadomo, że urzędników jest w sam raz i jakie korzyści z takiej a nie innej ich liczby ma przeciętny Kowalski. Ale jak widzę, sensownej odpowiedzi nie otrzymam, co mnie zresztą nie zaskakuje.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#14
cobras napisał(a):
Cytat:Na tej zasadzie dopóki sąsiedzi pana Kowalskiego tak samo jak on wypijają dziennie dwie flaszki wódki pan Kowalski nie ma podstaw do podejrzewania u siebie choroby alkoholowej Uśmiech

Analogia jak najbardziej z dupy.   Jakoś nie zauważyłem żadnych argumentów za tym, że urzędników jest za dużo poza "wydaje mi się" i "100 lat temu było ich mniej", do tego jeszcze przedstawianych przez laików, którzy za dużo z administracją nie mieli wspólnego. 

To kto się może o urzędnikach wypowiadać? Tylko urzędnicy? To tak jakby stwierdzić, że o gwałtach mogą się wypowiadać tylko gwałciciele.

Autor artykułu, Rybiński, raczej laikiem nie jest. 

Po trzecie najzwyczajniej w świecie nie chcesz zauważać argumentów za tym, że urzędników jest zbyt wielu. Znajomy zna wiele osób, które robią na czarno, a które muszą co jakiś czas stawiać się w PUPie, żeby usłyszeć od urzędnika standardowy tekst "przykro mi, ale na chwilę obecną nie mamy dla pana żadnych ofert pracy". Po co istnieją 342 PUPy, po co zatrudniać tak wielu urzędników do powtarzania jednej głupiej formułki? Przecież można napisać program, który automatycznie będzie co dwa miesiące wysyłał wszystkim bezrobotnym smsa z informacją, że "niestety na chwilę obecną nie ma dla pana/pani pracy".

Cytat:Bo bez takiego porównania nie można określić, czy tych urzędników jest za dużo, Jeśli w innych państwach na jednego mieszkańca przypada podobna ilość urzędników co u nas, to problemu nie ma. 

Wtedy problem może po prostu istnieć w obu państwach. Gdy porównujesz grubasa z grubasem, dochodzisz do wniosku, że problemu nie ma. Ja dochodzę do wniosku, że oba grubasy są grubasami i że przydałoby się im odchudzenie.

Cytat:A to, że 80 lat temu w danym urzędzie pracowało ileś razy mniej urzędników też gówno znaczy, bo to była zupełna inna epoka i nie ma co porównywać.

A gdzie masz dokładnie wyznaczoną granicę od ilu lat wstecz można porównywać coś z czymś? 80 lat temu to inna epoka, a 50 lat temu? A 40? A 25? Zaraz ktoś mi tu wyskoczy z argumentem, że 25 lat temu to były zupełnie inne czasy niż teraz i nie ma co porównywać.

Ponawiam moje laickie pytanie: z Polski wyjechało 2,5 miliona ludzi. Czy nie dziwi cię, że do obsługi coraz mniejszej liczby ludności trzeba coraz większej ilości urzędników? I to w dobie komputeryzacji...
Odpowiedz
#15
Ale co to jest w ogóle za bzdurne podejście "urzędników jest zbyt wielu"? Jak widzimy urzędnika, który cały dzień się opierdala, to mówimy, że urzędników jest zbyt wielu. A jak w urzędzie jest kolejka na 40 osób, to znowu urzędników jest zbyt mało.

Debilne są te wszystkie obietnice, że "wywalimy 20% urzędników" i wszystkie te krytyki, że "za partii X liczba urzędników wzrosła o n%". Bezwzględna liczba urzędników nic a nic nie mówi o kondycji administracji państwowej. Istotne jest to, jak wydatki na administrację przekładają się na rzeczywistą sprawność urzędów. I nikt nie mówi, że w Polsce jest pod względem tej sprawności idealnie. Tylko żeby to poprawić to jest potrzebna konkretna robota, zaudytowanie urzędów, racjonalizacja, wdrożenie procedur etc. Wszystko to kosztuje, jest żmudne i mało widowiskowe. Dlatego zawsze łatwiej jest powiedzieć "urzędników jest za dużo, zróbmy en-ten-tino i wywalmy co trzeciego". Tylko czym to się różni od "wszystkiemu winni są Żydzi", "wszystkiemu winny jest kler"...
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#16
Biednych przybywa od 2008, nawet jak widać emigracja nie pomaga.

Wywiad z prof. Ryszardem Szarfenbergiem z Instytutu Polityki Społecznej UW


Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18173035,Skrajnie_biednych_w_Polsce_przybywa__W_szesc_lat_700.html#ixzz3dllfQXwk

[url=http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18173035,Skrajnie_biednych_w_Polsce_przybywa__W_szesc_lat_700.html#ixzz3dllfQXwk][/url]
Odpowiedz
#17
lumberjack napisał(a): nie chcesz zauważać argumentów za tym, że urzędników jest zbyt wielu.

Ani lumberjack, ani nikt inny nie podał żadnych argumentów na to, że urzędników jest "zbyt wielu". W szczególności nie podali jaka liczba urzędników jest właściwa i dlaczego właśnie taka.

Tymczasem liczba urzędników wynika z ilości "zadań państwa" (np nadzoru budowlanego, rejestracji samochodów, czy pomocy społecznej), których to "zadań" jakoś żaden jojczący o "zbyt wielu urzędników" wcale nie postuluje redukować.


Cytat:Zaraz ktoś mi tu wyskoczy z argumentem, że 25 lat temu to były zupełnie inne czasy niż teraz i nie ma co porównywać.

25 lat temu to były zupełnie inne czasy niż teraz i nie ma co porównywać.

W szczególności liczba "zadań państwa" była znacznie mniejsza (ile było samochodów wtedy, a ile jest teraz?), a poziom pracy urzędników (faktycznie znacznie mniej licznych niż teraz) - skandaliczny. Na załatwienie najprostszej sprawy czekało się nieraz ...latami.



Cytat: z Polski wyjechało 2,5 miliona ludzi.

A ilu przyjechało i skąd lumberjack to wie?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#18
Po pierwsze - Parkinson sformułował swoje prawo wychodząc od liczby okrętów Royal Navy i liczby urzędników Admiralicji. Wyszło mu, że liczba okrętów maleje, a liczna urzędników Admiralicji rośnie. Uśmiech
Czyli jest to problem ogólnoświatowy, skoro nawet w poczciwej i raczej pragmatycznej Brytanii też zachodzi.
Po drugie - wyżywanie się na samych urzędnikach przy jednoczesnym produkowaniu tysięcy nowych regulacji i nakładaniu na nich nowych zadań jest czystą schizofrenią.
Jedynym antidotum jest przegląd i upraszczanie prawa, zdejmowanie z administracji bezsensownych zadań.
Dlatego mocno kibicowałem PO i komisji Palikota, co tak zresztą koncertowo spieprzyli.
Po trzecie - każda nowa miotła zderzy się z oporem samej biurokracji, i dlatego tu trzeba połączenia determinacji z wiedzą na temat tej, skomplikowanej materii.
Bo jak nie ma jednego z tych elementów, to ch.. z tego będzie, poza stwierdzeniem "Sorry, chcieliśmy...."

Pytanie brzmi.
Kto ma WOLĘ i WIEDZĘ?
PO, PiS, PSL i SLD ma wiedzę ale nie ma woli.
Kukiz ma wolę ale nie ma wiedzy.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#19
pilaster napisał(a): żaden jojczący o "zbyt wielu urzędników" wcale nie postuluje redukować.

Ja nie jojczę, ale postuluję redukować.

Postuluję też porządny audyt, bo że urzędnicy ilu by ich nie było zawsze są w stanie znaleźć sobie zajęcie (kompletnie bezproduktywne dla społeczeństwa, ale jednak zajęcie) to akurat wiem z własnych doświadczeń (z racji świadczonych usług mam sporo bezpośrednich doświadczeń z urzędnikami) i relacji osób, które długo pracowały w administracji i dorobiły się w niej całkiem znaczącej pozycji.

pilaster napisał(a): Na załatwienie najprostszej sprawy czekało się nieraz ...latami.

Teraz też.

Sofeicz napisał(a): każda nowa miotła zderzy się z oporem samej biurokracji, i dlatego tu trzeba połączenia determinacji z wiedzą na temat tej, skomplikowanej materii.
Bo jak nie ma jednego z tych elementów, to ch.. z tego będzie, poza stwierdzeniem "Sorry, chcieliśmy...."

No właśnie.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#20
Socjopapa napisał(a):
pilaster napisał(a): Na załatwienie najprostszej sprawy czekało się nieraz ...latami.

Teraz też.

Teraz nie. Aby zarejestrować samochód za czasów PIS trzeba było spędzić w urzędzie 2 dni. Za PO - 20 minut

Na pozwolenie na budowę czeka się obecnie 2-3 tygodnie. W PRL czekało się kilka - kilkanaście. Lat. Smutny
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości