Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rak toczący Polskę
Na razie nic nie jest, bo po naciskach, chyba organizacji przedsiębiorców, zrezygnowali z pomysłu jednolitego podatku.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
W sumie się nie dziwię. Przy jednolitym pewnie ostatecznie było więcej do oddania i znikał szereg ulg...
Sebastian Flak
Odpowiedz
Myślę, że po prostu nie potrafili tego wprowadzić i to był główny powód odejścia od tematu. Jest to też studium pisowskiego podejścia do zarządzania.
Mianowicie, zrobić duży raban o nic, a potem zrezygnować z tego wychodząc z kryzysu. He, he, he. I tak zabierają się za różne sfery, których nie potrafią naprawić, a nie potrafią, bo nie stawiają trafnych diagnoz, a przy tym chcą wszystko zrobić "na już". PiS to kloaka idiotycznego zarządzania.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żeby być sprawiedliwym wobec PUPu - niedawno urzędasy skierowały mojego kumpla do firmy elektrycznej - ma tam 14zł/h na rękę i normalną umowę - jest zadowolony. Może ten cały PUP nie jest aż takim rakiem jak się wydaje...
Odpowiedz
[Obrazek: 23376524_1282913515187522_68467355143415...e=5AAD93C6]

Cytat:Arogancja władzy, skandal - tak grzmieli posłowie opozycji po wycieku danych na temat kolacji Radka Sikorskiego i jego słynnych ośmiorniczek. Pieniądze podatników wydawane bez umiaru. To między innymi ten skandal stał się zalążkiem porażki PO w wyborach w 2015. PiS umiejętnie potrafił wykorzystać to jako narzędzie do stworzenia sztucznego podziału na “nas” i “elity”. PiS miał być w tym układzie bliżej ludu, bliżej suwerena. Tymczasem elity PO jedzą niewiadomo co - nawet w polskiej kuchni tego nie ma. Ale po owocach (nie koniecznie morza) ich poznacie.

PiS ujawnił swoje wydatki z kart kredytowych za okres 01.2016 - 06.2017 i PO wygląda przy nich na skąpców [1]. W półtora roku ministrowie PiS i ich podwładni wydali 2,3 mln PLN. Za ponad połowę tych wydatków odpowiada resort ministra Szyszko. W przeliczeniu na rok daje to ponad 1,5 miliona - gdzie w szczytowym okresie wydatki ministrów PO były dwa razy mniejsze*. Pytanie czy ciemny lud to kupi?
Zdajemy sobie sprawę z tego, że same wydatki kartami kredytowymi to nie wszystko i nie dają pełnego obrazu kosztów ministerstw. Wiemy też doskonale, że wydatki to część pracy ministra czy wiceministra. Ale to PiS chciał być świętszy od papieża. Tymczasem skala ich operacji jest imponująca. W 2013 we wszystkich ministerstwach było 110 kart płatniczych. Teraz samo Ministerstwo Środowiska ma ich 116. A to wszystko bez danych z MON - jakoś nie chce się nam wierzyć, że Misiewicz nie miał służbowej karty i nie obciążył jej ponad limit.
Te liczby są niby nieznaczące ale mówią nam jedną bardzo ważną rzecz. PiS wykreował wokół siebie mit. Mit przaśnego swojskiego ugrupowania. Innego od "kosmopolitycznych elit”. Ale to mit. Politycy PiS to dokładnie tacy sami ludzie jak politycy innych partii. Z tą samą arogancją władzy, tą samą butą, tym samym brakiem poszanowania dla “suwerena” co poprzednie rządy od AWS przez SLD i PO. Miała być #dobrazmiana wyszła #żadnazmiana. I im prędzej wyborcy zdadzą sobie z tego sprawę, tym dla nich lepiej. Niestety tak już mamy w Polsce, że mniej wymagamy od polityków, z którymi sympatyzujemy. Z takim podejściem nie doczekamy się nigdy rządu, który dba o dobro obywateli.
#neuropapolska

/n/

*za okresy na temat których udało się nam znaleźć dane - nie udało się nam znaleźć danych za 2012, 2014 i 2015. Jeżeli macie dane z innych lat - chętnie byśmy się ich dowiedzieli i uzupełnili analizę.
[1] https://twitter.com/KrzysztofP17/status/927897142345306112
Źródła danych do wykresu:
http://www.newsweek.pl/…/karty-sluzbowe-wydatki-afera-podsl…
http://natemat.pl/3583,rzad-wydal-prawie-pol-miliona-za-pom…
http://wiadomosci.dziennik.pl/…/381667,przeswietlamy-karty-…
http://www.se.pl/…/sluzbowe-karty-kredytowe-rzadu-ministers…
http://www.tokfm.pl/…/1,103087,7485931,Raport_Pitery__jak_m…

Jebane pijawki pisowskie.
Odpowiedz
#DobraZmiana #państwoPiS #TKM

Zastanawia ogromna ilość kart w resorcie środowiska w porównaniu do innych resortów.

lumberjack napisał(a): Żeby być sprawiedliwym wobec PUPu - niedawno urzędasy skierowały mojego kumpla do firmy elektrycznej - ma tam 14zł/h na rękę i normalną umowę - jest zadowolony. Może ten cały PUP nie jest aż takim rakiem jak się wydaje...

Jest.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Zastanawia ogromna ilość kart w resorcie środowiska w porównaniu do innych resortów.

Albo jest to wynikiem tego, że MŚ pracuje najciężej, albo też urzędnicy tego resortu mają najwięcej wolnego czasu na wykorzystanie kart Oczko
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
https://www.money.pl/gospodarka/wiadomos...book_money

Cytat:1,8 mln zł - tyle w 2017 roku ZUS przyznał dyrektorom i wicedyrektorom oddziałów. A to oznacza, że przeciętny dyrektor oddziału dostał dodatkowe 24 tys. zł. - Ta instytucja działa jak piramida finansowa - komentuje wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka.Premie trafiły do wszystkich dyrektorów i ich zastępców w 43 oddziałach ZUS - czytamy w "Super Expressie". Zastępcy dyrektorów mogli liczyć na mniej, niż ich szefowie - dostali średnio po 18 tys.

Dane o nagrodach ujawnił Marcin Zieleniecki, wiceszef Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w odpowiedzi na interpelację posła Stanisława Tyszki z Kukiz '15.

GUS oszacował ostatnio ukryty dług emerytalny na 5 bilionów złotych. To astronomiczna kwota. W takiej sytuacji ZUS powinien szukać oszczędności, a wypłacanie jakichkolwiek nagród dla dyrektorów jest oburzające i nie powinno mieć miejsca - powiedział Tyszka "SE", dodając, że instytucja działa niczym piramida finansowa.

Jasny chuj mnie szczela jak takie coś czytam. Urzędnicy żyją sobie w jakimś totalnym oderwaniu od rzeczywistości. Nie zdają sobie sprawy ile dni, po ile godzin trzeba pracować, żeby było na daninę dla ZUSu.

ZUS jest zbędny. Urzędników powinno się pozwalniać i uwolnić ich potencjał, który marnuje się przy przerzucaniu papirków z jednej kupki na drugą.

Firmom brukarskim cały czas brakuje rąk do pracy, a niektórym ludziom brakuje bąbelków na rączuniach. Zwłaszcza dyrektorskie ręce winny zostać nagrodzone bąbelkami.
Odpowiedz
Bez przesady z tym zbędnym ZUSem. W takiej formie jak teraz to jak najbardziej nie działa poprawnie ale ktoś te emerytury wypłacać przecież powinien.
1/5 pracowników do obsługi systemu powinna wystarczyć.
Odpowiedz
Jasne że tak. Pisałem pod wpływem gniewu Uśmiech
Odpowiedz
Piszę to z pełną świadomością: ZUS to najbardziej badziewny wynalazek III RP.
Sebastian Flak
Odpowiedz
ZUS jest znacznie starszy od III RP.
Odpowiedz
Cytat:Podobnie stało się z programem Dom nie do poznania, którego amerykański tytuł to Extreme Makover: Home Edition. To tam najbardziej widać różnicę w rozmachu z oryginalnej edycji. Choć tematem jest błyskawiczny remont domu dla rodziny, to główną rolę grają przede wszystkim emocje związane z historią bohaterów, których los postawił w trudnej sytuacji. Okazuje się, że dla wielu to dopiero początek kłopotów.

Oczywiście nikogo nie dziwi już, że domy nie są tak idealnie piękne ani wykończone, jak widać w show. W montażu starannie dobiera się najlepsze ujęcia, ignorując miejsca, które zostawiono niedopracowane ze względu na niedotrzymanie terminów. Od tego momentu jednak biedne rodziny zostawione są sobie samym - z nowymi kosztami i nowymi problemami.

Nietrudno sobie wyobrazić, że nowe sprzęty czy wymyślne oświetlenie wymaga utrzymania, a wiele rzeczy potrzebuje dodatkowej konserwacji. Dotkliwie przekonała się o tym rodzina, której członek jeździł na wózku inwalidzkim. Po zainstalowaniu drogich udogodnień byli w stanie utrzymać miejsce tylko przez 10 miesięcy, po których musieli po prostu sprzedać dom.

Stacje realizujące programy twierdzą, że pomagają ze spłatą podatków - ale nie wszystkich. Trochę za późno dowiedziała się o tym Arlene Nickless, która miała problem ze spłaceniem kredytu hipotecznego. Po programie wartość jej nieruchomości tak wzrosła, że podatek z dwóch tysięcy dolarów podskoczył do siedmiu - czyli musiała płacić ok. 26 tysięcy złotych. Jednocześnie drastycznie wzrosły koszty ubezpieczenia. Cała historia skończyła się zlicytowaniem domu.

Podobne problemy spotkały także uczestników programu Nasz nowy dom, który od 2013 roku prowadzi Katarzyna Dowbor. Okazało się, że show oglądają także pracownicy Urzędu Skarbowego, którzy uznali, że uczestnicy powinni zapłacić duże podatki.

Jak alarmuje Dziennik Gazeta Prawna, fiskus widzi kilka źródeł ściągnięcia podatków. Przede wszystkim sama metamorfoza - remont, wyposażenie - traktowane są jako przychód właścicieli miejsca. Dodatkowo uczestnicy otrzymują wynagrodzenie za użyczenie wizerunku oraz za wynajęcie domu na czas remontu. A to wprowadza relację wzajemności, czyli nie może być mowy o "nieodpłatnym świadczeniu usług". A w związku z tym należą się kolejne podatki.

Pracownicy Polsatu zapewniają jednak, że nie zostawiają biednych rodzin z nowymi problemami na głowie.
Obdarowani przez nas i sponsorów, remontem domu ludzie, nie płacą wspomnianego podatku - Paweł Czajkowski z Polsatu powiedział Finansom WP. Przejęła go na siebie Telewizja Polsat.

Pytanie, czy nie pojawią się problemy z innymi kosztami, jak stało się to w przypadku amerykańskiej edycji. Być może to jedyny "plus" tego, że polska edycja jest tak "niskobudżetowa".

https://www.pudelek.pl/artykul/113854/uc..._skarbowy/
Odpowiedz
Cytat:29 grudnia 2010 roku był dla mnie dniem, który wywrócił całe moje życie do góry nogami. W tamtym okresie po wielu latach przemocy rodzinnej i seksualnej kierowanej wobec mnie i mojej mamy, w końcu postanowiłyśmy uciec z własnego domu i uwolnić się z tyranii, która towarzyszyła nam każdego dnia. Wyjechałyśmy na kilka dni do rodziny ale to było rozwiązanie tymczasowe. Chciałyśmy wynająć mieszkanie, miałam kontynuować szkołę a mama pracę i zacząć życie z czystą kartą, otworzyć nowy, spokojny rozdział.
Niestety, tego właśnie dnia jadąc ulicą w swojej miejscowości zostałyśmy zatrzymane na środku drogi przez męża mamy, mojego ojczyma i zarazem wspomnianego wyżej sprawcę piekła przez które przechodziłyśmy przez kilka wcześniejszych lat. I właśnie wtedy stała się najgorsza rzecz w całym moim życiu, której nie zapomnę nigdy. Zjechał nam drogę, podszedł do samochodu, wybił młotkiem szybę kierowcy i zadał kilkadziesiąt ciosów nożem prosto w serce mojej mamy. Wszystko wydarzyło się na oczach moich i mojej babci, obie siedziałyśmy w tym samym samochodzie. Cały ciąg wydarzeń odbył się na środku drogi, w biały dzień. Mama zmarła na miejscu, sprawca uciekł (został złapany jeszcze tego samego dnia kilkadziesiąt kilometrów dalej), dzięki interwencji przechodniów i ucieczce sprawcy na szczęście cudem mi ani babci nic poważnego się nie stało. 

Linki do portali, które opisywały sprawę:

https://dziennikbaltycki.pl/nozownik-ze-.../ar/801765
http://starogardgdanski.naszemiasto.pl/a...id,tm.html

Niestety od tamtego czasu okazało się, że ciąg problemów dopiero się zaczął. Rozpoczęły się sprawy karne i cywilne, które trwały po kilka lat. Godziny zeznań i przesłuchań były już na porządku dziennym. W grę zaczęły wchodzić wszystkie sprawy formalne a między innymi kwestia spadku.

Odziedziczyłam w całości dom po mamie, na który zaciągnięty był ogromny kredyt hipoteczny. Połowa jego była ubezpieczona od śmierci, druga połowa niestety nie. Po wielu prośbach i staraniach, zważywszy na zaistniałą sytuację bank, w którym zaciągnięty był kredyt podjął decyzję o umożeniu mi pozostałej części kredytu. Kamień spadł mi z serca i naprawdę uwierzyłam wtedy, że warto wierzyć w ludzi, nawet w tych wysoko postawionych kierowników banków, dla których (jak wszyscy potocznie myślą) liczą się tylko pieniądze i żadne uczucia nie wchodzą w grę. Sprawy karne się zakończyły, bank zadecydował, że umarza kredyt- wszystko miało się od teraz układać po myśli, wszystko miało się jakoś wyprostować. 

Niestety, trzy lata temu w połowie kwietnia przy rozliczaniu PITu z Urzędem Skarbowym okazało się, że jestem zobowiązana do zapłaty ponad 130.000 zł, ponieważ w świetle prawa US uznał, że w momencie kiedy został mi przez bank umorzony kredyt- ja się wzbogaciłam, wobec czego należy mi się zapłacić podatek od wzbogacenia od kwoty umorzonego kredytu. Wiele razy składałam pisma o umorzenie (bo skoro bank- prywatna instytucja mogła to dlaczego instytucja państwowa, która powinna pomagać obywatelom nie? Polskie prawo uwzględnia taką opcję przy "szczególnych przypadkach") jednak odpowiedź jaką uzyskałam była: "Nie umożymy tego Pani, bo co jeśli ja to teraz zrobię a Pani jutro wygra w totolotka?". Zwaliło mnie z nóg. Dostałam informację od Pana naczelnika, że jedyne na co mogę liczyć to przesunięcie terminu spłaty na za trzy lata. Z braku możliwości złożyłam taki wniosek, który został rozpatrzony pozytywnie ale w dopiero kilka miesięcy potem kiedy dostałam oficjalne pismo z potwierdzeniem decyzji okazało się, że w zamian za odroczenie terminu zapłaty została naliczona mi opłata prolongacyjna wysokości 25.000zł. 

Aktualnie 1.01.2019 roku mija termin odroczenia terminu i tego dnia jestem zobowiązana zapłacić do Urzędu Skarbowego całą kwotę. Nie mam najmniejszej możliwości wygospodarowania takiej gotówki- uczę się, mieszkam w tym domu, który odziedziczyłam jednak jest to dom budowany w latach '80. Generuje ogromne koszta utrzymania, szczególnie zimą.

Od każdego dnia po 1.01.2019r będą mi naliczane odsetki, które od ogólnej kwoty zadłużenia mogą przyprawić o spory zawrót głowy.


https://zrzutka.pl/wh6hj8

No masakra jakaś Smutny Kapitan Państwo znowu w akcji...
Odpowiedz
lumberjack napisał(a):
Cytat:29 grudnia 2010 roku był dla mnie dniem, który wywrócił całe moje życie do góry nogami. W tamtym okresie po wielu latach przemocy rodzinnej i seksualnej kierowanej wobec mnie i mojej mamy, w końcu postanowiłyśmy uciec z własnego domu i uwolnić się z tyranii, która towarzyszyła nam każdego dnia. Wyjechałyśmy na kilka dni do rodziny ale to było rozwiązanie tymczasowe. Chciałyśmy wynająć mieszkanie, miałam kontynuować szkołę a mama pracę i zacząć życie z czystą kartą, otworzyć nowy, spokojny rozdział.
Niestety, tego właśnie dnia jadąc ulicą w swojej miejscowości zostałyśmy zatrzymane na środku drogi przez męża mamy, mojego ojczyma i zarazem wspomnianego wyżej sprawcę piekła przez które przechodziłyśmy przez kilka wcześniejszych lat. I właśnie wtedy stała się najgorsza rzecz w całym moim życiu, której nie zapomnę nigdy. Zjechał nam drogę, podszedł do samochodu, wybił młotkiem szybę kierowcy i zadał kilkadziesiąt ciosów nożem prosto w serce mojej mamy. Wszystko wydarzyło się na oczach moich i mojej babci, obie siedziałyśmy w tym samym samochodzie. Cały ciąg wydarzeń odbył się na środku drogi, w biały dzień. Mama zmarła na miejscu, sprawca uciekł (został złapany jeszcze tego samego dnia kilkadziesiąt kilometrów dalej), dzięki interwencji przechodniów i ucieczce sprawcy na szczęście cudem mi ani babci nic poważnego się nie stało. 

Linki do portali, które opisywały sprawę:

https://dziennikbaltycki.pl/nozownik-ze-.../ar/801765
http://starogardgdanski.naszemiasto.pl/a...id,tm.html

Niestety od tamtego czasu okazało się, że ciąg problemów dopiero się zaczął. Rozpoczęły się sprawy karne i cywilne, które trwały po kilka lat. Godziny zeznań i przesłuchań były już na porządku dziennym. W grę zaczęły wchodzić wszystkie sprawy formalne a między innymi kwestia spadku.

Odziedziczyłam w całości dom po mamie, na który zaciągnięty był ogromny kredyt hipoteczny. Połowa jego była ubezpieczona od śmierci, druga połowa niestety nie. Po wielu prośbach i staraniach, zważywszy na zaistniałą sytuację bank, w którym zaciągnięty był kredyt podjął decyzję o umożeniu mi pozostałej części kredytu. Kamień spadł mi z serca i naprawdę uwierzyłam wtedy, że warto wierzyć w ludzi, nawet w tych wysoko postawionych kierowników banków, dla których (jak wszyscy potocznie myślą) liczą się tylko pieniądze i żadne uczucia nie wchodzą w grę. Sprawy karne się zakończyły, bank zadecydował, że umarza kredyt- wszystko miało się od teraz układać po myśli, wszystko miało się jakoś wyprostować. 

Niestety, trzy lata temu w połowie kwietnia przy rozliczaniu PITu z Urzędem Skarbowym okazało się, że jestem zobowiązana do zapłaty ponad 130.000 zł, ponieważ w świetle prawa US uznał, że w momencie kiedy został mi przez bank umorzony kredyt- ja się wzbogaciłam, wobec czego należy mi się zapłacić podatek od wzbogacenia od kwoty umorzonego kredytu. Wiele razy składałam pisma o umorzenie (bo skoro bank- prywatna instytucja mogła to dlaczego instytucja państwowa, która powinna pomagać obywatelom nie? Polskie prawo uwzględnia taką opcję przy "szczególnych przypadkach") jednak odpowiedź jaką uzyskałam była: "Nie umożymy tego Pani, bo co jeśli ja to teraz zrobię a Pani jutro wygra w totolotka?". Zwaliło mnie z nóg. Dostałam informację od Pana naczelnika, że jedyne na co mogę liczyć to przesunięcie terminu spłaty na za trzy lata. Z braku możliwości złożyłam taki wniosek, który został rozpatrzony pozytywnie ale w dopiero kilka miesięcy potem kiedy dostałam oficjalne pismo z potwierdzeniem decyzji okazało się, że w zamian za odroczenie terminu zapłaty została naliczona mi opłata prolongacyjna wysokości 25.000zł. 

Aktualnie 1.01.2019 roku mija termin odroczenia terminu i tego dnia jestem zobowiązana zapłacić do Urzędu Skarbowego całą kwotę. Nie mam najmniejszej możliwości wygospodarowania takiej gotówki- uczę się, mieszkam w tym domu, który odziedziczyłam jednak jest to dom budowany w latach '80. Generuje ogromne koszta utrzymania, szczególnie zimą.

Od każdego dnia po 1.01.2019r będą mi naliczane odsetki, które od ogólnej kwoty zadłużenia mogą przyprawić o spory zawrót głowy.


https://zrzutka.pl/wh6hj8

No masakra jakaś Smutny Kapitan Państwo znowu w akcji...

Sprawa ma już ciąg dalszy. Podobno naczelnik łaskawie obiecał umorzenie.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
Socjopapa napisał(a): Sprawa ma już ciąg dalszy. Podobno naczelnik łaskawie obiecał umorzenie.

No to git. To od teraz będę nienawidził państwo trochę mniej.

Swoją drogą - ciekawi mnie który to bank umorzył tej dziewczynie kredyt hipoteczny. Może bym w przyszłości otworzył sobie w nim konto. Lubię takie banki "z ludzką twarzą", które potrafią zrozumieć wyjątkowo ciężką sytuację danej osoby.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): No to git. To od teraz będę nienawidził państwo trochę mniej.

Dlaczego? Polubisz złodzieja trochę bardziej, bo odstąpił od kradzieży na widok radiowozu? To jest analogiczna sytuacja.

lumberjack napisał(a): Swoją drogą - ciekawi mnie który to bank umorzył tej dziewczynie kredyt hipoteczny. Może bym w przyszłości otworzył sobie w nim konto. Lubię takie banki "z ludzką twarzą", które potrafią zrozumieć wyjątkowo ciężką sytuację danej osoby

Nie mam pojęcia, ale na FB zainteresowanej zapewne gdzieś jest ta informacja. Swoją szosą, podejrzewam, że każdy bank z w miarę dobrym działem marketingu tak by zrobił. Bank z dobrym działem marketingu wpadłby jeszcze na pomysł, żeby zapytać podatkowców jak to zrobić tak, żeby zainteresowana nie miała problemów ze skarbówką.

A jak chcesz jakiś bank wesprzeć to konto nie wystarczy - weź kredyt albo używaj ichniej karty kredytowej.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
Socjopapa napisał(a): Dlaczego? Polubisz złodzieja trochę bardziej, bo odstąpił od kradzieży na widok radiowozu? To jest analogiczna sytuacja.

Nie polubię. Dalej nienawidzę, tylko trochę mniej - za to że chociaż trochę potrafi poskromić swoją łapczywość.

Socjopapa napisał(a): Bank z dobrym działem marketingu wpadłby jeszcze na pomysł, żeby zapytać podatkowców jak to zrobić tak, żeby zainteresowana nie miała problemów ze skarbówką.

O, racja.

Socjopapa napisał(a): A jak chcesz jakiś bank wesprzeć to konto nie wystarczy - weź kredyt albo używaj ichniej karty kredytowej.

Aha, no to już wspieram jeden bank i to, moim zdaniem, całkowicie wystarcza Język Nie czuję większej potrzeby wspierania banków Język
Odpowiedz
Cytat:Wczoraj byłem w Sądzie Okręgowym w Warszawie aby złożyć wniosek o wyciąg z rejestru partii politycznych. Już przy wejściu na tzw. bramce ochroniarz omal nie rozebrał mnie do naga poszukując ukrytego w nogawce uzi. Nie znalazł, a przemykająca publiczność nie była zainteresowana moim fizis więc nie było powodu żeby mnie rozbierać.

W ciemnym korytarzu przed Biurem Obsługi Interesantów siedziała grupka petentów. Pobrałem tzw. numerek i zacząłem oczekiwanie. Po ok. kwadransie gdy nikt nie wychodził ani nie wchodził za zamknięte drzwi Biura lekko zaniepokojony zapytałem oczekujących czy wiedzą, co jest przyczyną bezruchu. Okazało się, że w Sądzie "zabrakło" internetu i oczywiście nikt nie wie kiedy tenże przyjdzie.

Po ok. godzinie oczekiwania gdy nikt z Biura nie wyszedł do oczekujących karnie petentów żeby cokolwiek powiedzieć, co mamy dalej robić odważyłem się jako niepokorny klient wejść bez wezwania za zamknięte drzwi. Na pytanie jak długo mamy jeszcze czekać spotkałem się ze wzruszeniem ramion bo wiadomo internet do Sądu nie przyszedł więc nikt nie wie kiedy nadejdzie. Zaproponowałem wówczas żeby jednak Biuro zechciało przyjmować choćby takie wnioski jak mój bo one i tak są składane na papierze i przyjęcie też jest potwierdzane na papierze, a potem są wpisywane do systemu. A sam wyciąg jest wręczany dopiero po kilku dniach. Dowiedziałem się, że kierowniczka nie zarządziła nic takiego więc nic nie można zrobić!?

Poszedłem sobie z Sądu utwierdzony w przekonaniu, że te wszystkie urzędy, sądy nie są dla mnie. To ja jestem dla nich. Żeby one mogły pokazać mi swoją wielkość i siłę i postawić mnie w kolejce oczekujących na przyjęcie. Dzisiaj przecież znowu tam pojadę bo ten wyciąg jest mi potrzebny żeby pokazać go innemu urzędnikowi, który ma internet ale nie może wejść do KRS partii politycznych bo nie ma dostępu.

I tak się zastanawiam czy ktoś traktuje nasze państwo odpowiedzialnie? Czy ktoś ponosi odpowiedzialność za to, co robi bądź powinien robić?
Polska potrzebuje odpowiedzialności.

Bez odpowiedzialności od szeregowego urzędnika po posła, marszałka, prezydenta nic się nie zmieni. Przywrócmy w Polsce ODPOWIEDZIALNOŚĆ !
Leszek Samborski
Odpowiedz
Wracając do pierwszego postu

brytyjski historyk sformułował prawo zwane syndromem Parkinsona, które w uproszczeniu mówi, że urzędnik zawsze znajdzie sobie pracę, tak żeby być bardzo zajęty. Innymi słowy, olbrzymia część biurokratów poświęca gros swojego czasu na wykonywanie zadań, które są potrzebne innym urzędnikom, a tylko niewielką część ich pracy to rzeczywiste usługi dla obywateli.

To dotyczy nie tylko urzędników, ale również prywatnych firm. U mnie tak jest - stara gwardia siedzi po kilkanaście lat w jednej firmie co przeradza się w kolesiostwo. I później już leci...
Jeśli tylko czekasz na cokolwiek, to już jesteś na złej drodze
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości