Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
500 złotych na drugie i kolejne dziecko. Czy ma to sens?
#1
Sztandarowa obietnica nowej partii rządzącej wywołała gorącą polemikę  - jednak nie koniecznie tam gdzie polemikę powinna wywołać. Dyskusja sprowadziła się głównie do rozważań czy PIS słowa dotrzyma czy też nie dotrzyma. Sporo komentatorów zwracało też uwagę na olbrzymie koszta tego projektu, które będą wielkim obciążeniem dla budżetu. Praktycznie nikt nie skupił się jednak na najważniejszym - czy to ma sens i czy osiągnie się dzięki temu oczekiwane skutki jakim jest  zmiana  trendów demograficznych.

Mam tutaj bardzo ponure przeczucie, że żadnych sensownych analiz nie przeprowadzono, ktoś rzucił pomysłem z dupy, komuś się podobał i jako nośne hasło poszło to jako sztandarowy projekt do kampanii. A teraz aby nie stracić wiarygodności trzeba coś z tym zrobić i jakąś tam kasę na dzieci rozdać.
Zamiast problem przeanalizować, znaleźć jego przyczyny i spowodować je zlikwidować strzela się w ciemno i wali rozwiązania "na chłopski rozum" w nadziei, że może to coś da.

Natomiast sytuacja powinna wyglądać tak, że najpierw należałoby sprawdzić dlaczego przyrost naturalny spada i rodzi się mniej dzieci. Najczęstsze i potoczne wytłumaczenie tego mówiące, że ludzi na dzieci nie stać zupełnie mnie nie przekonuje. W takim PRLu zdecydowana większość była mniej zamożna niż dzisiaj a jednak dzieci rodziło się na potęgę. Czynniki które powodują relatywnie niewielką ilość urodzeń nie są moim zdaniem natury czysto ekonomicznej a bardziej obyczajowo-kulturowej a jeżeli już ocieramy się o ekonomię to problemem bardziej niż brak pieniędzy jest brak stabilności, również tej na rynku pracy.

Z różnych artykułów które czytałem, nie wnikając w wiarygodność i rzetelność danych na które się powoływały (podejrzewam, że można by tutaj sporo zarzucić) głównym problemem wciąż jest połączenie pracy zawodowej z rodzicielstwem oraz brak stabilności zatrudnienia - i to nie rozumiany jako umowa na czas nieokreślony bo przecież ona żadnej stabilności nie daje ale raczej taka sytuacja  w której utrata pracy nie powoduje dużych problemów bo kolejną można znaleźć w kilka tygodni zamiast miesiącami siedzieć na bezrobociu.

Z artykułów tych wynika również, że pracujące matki z jednej strony chciałyby większej elastyczności pracy - jak np możliwości luźnego doboru godzin pracy  z drugiej zwiększonej ochrony przed zwolnieniem a z trzeciej łatwiejszego znajdywania pracy i lepszych zarobków. Niestety wszystkiego tego nie można pogodzić, bo wszystkie przepisy chroniące rodziców na rynku pracy uderzą rykoszetem albo w gotowość pracodawcy do zatrudnienia takiej osoby albo w jej zarobki czyniąc takiego pracownika po prostu mniej opłacalnym. Tutaj 500 złotych na drugie i kolejne dziecko nie pomoże w żadnym stopniu.

No ok a co z tymi co mają jako taką sytuację materialną ale boją się, że dziecko obniży poziom ich życia. 500 złotych to może nie majątek, ale kwota, która już coś może zmienić, nie za dużo ale jedna troszkę. Czy przynajmniej w tej grupie zauważymy większy przyrost? Moim zdaniem nie - jeżeli ktoś z tej grupy boi się mieć dzieci z powodów ekonomicznych to dalej się będzie bał bo 500 złotych dostanie dopiero przy kolejnym dziecku a na pierwsze będzie musiał zdobyć pieniądze w sposób naturalny - czyli samemu. Co najwyżej może to zadziałać na tych co mają już jedno dziecko i chcą mieć drugie - ale z kolei przy drugim dziecku te 500 złotych podzieli się na dwa  - i znów nie jest to kwota, która rozsądnie myślącej osobie zmieni zapatrywanie "z nie stać mnie" na "stać mnie".

Ostatnia grupa to osoby najbiedniejsze. One dostaną już kasę nawet na pierwsze dziecko. Tutaj jednak są to osoby na tyle biedne, że to 500 złotych to zwyczajnie za mało aby zmienić ich sytuację i rodzi to uzasadnione obawy, że spora część z nich potraktuje to na zasadzie "grażyna dostałem 500 złotych na dziecko leć po piwo".

Podsumowując, moim zdaniem projekt jeżeli zostanie wprowadzony co prawda zmieni na nieco lepszą sytuację rodzin, które mają więcej niż jedno dziecko (przynajmniej w krótkim okresie czasu - bo w długim nawet im może zaszkodzić) ale żadnych znaczących zmian w trendach demograficznych nie zaobserwujemy. bo projekt w żaden sposób nie odnosi się do przyczyn z których ludzie odwlekają decyzję o zostaniu rodzicem. Długofalowe skutki dla gospodarki mogą być natomiast dość nieprzyjemne.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#2
Nie mam praktycznie co dodawać bo zgadzam się w 100%. Rozdawanie pieniędzy nic nie pomoże, powinno się tworzyć możliwości.

Inna sprawa, że nie wiem czy nawet to pomoże. Spójrzmy na Japonię, Niemcy czy Singapur. Bezrobocie jest tam tak niskie, nawet wśród osób młodych, że praktycznie można by powiedzieć nie istnieje. Natomiast te kraje mają nadal niesamowicie niski przyrost naturalny.

To nawet nie ma nic wspólnego z kulturą. Najwyższy przyrost naturalny jest w Afryce. W takiej Botswanie jeszcze w 2000 roku był na poziomie 4.0. Od czasu gdy ta zaczęła się pięknie rozwijać przyrost naturalny poleciał na łeb na szyję. Dzisiaj jest to około 2.0 i nadal spada.

Podobnie sytuacja wygląda w Katarze, Indonezji czy Arabii Saudyjskiej.

Więc oczywiście, że 500zł nic nie da.
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
#3
Kontestator napisał(a): To nawet nie ma nic wspólnego z kulturą. Najwyższy przyrost naturalny jest w Afryce. W takiej Botswanie jeszcze w 2000 roku był na poziomie 4.0. Od czasu gdy ta zaczęła się pięknie rozwijać przyrost naturalny poleciał na łeb na szyję. Dzisiaj jest to około 2.0 i nadal spada.

Podobnie sytuacja wygląda w Katarze, Indonezji  czy Arabii Saudyjskiej.


Ale to jest właśnie czynnik kulturowy - wzrost zamożności powoduje, że ludzie wolą inwestować w podnoszenie jakości własnego życia miast w robienie kolejnych dzieci, zwłaszcza, że mamy tutaj dodatkowe sprzężenie zwrotne takie iż wzrost zamożności powoduje coraz mniejszą zależność pomiędzy ilością własnych dzieci a jakością życia na starość. Wychowanie piątki dzieci na przyzwoitych ludzi nie podnosi tak statusu jak kupno wypasionego auta i wygodnego domku w urokliwej miejscowości na uboczu a i nie przynosi już takich korzyści jak dawniej. Zwyczajna kwestia priorytetów.

Z drugiej strony wychodzi na to, że te bariery kulturowe, które ograniczają bogate społeczeństwa jeszcze u nas nie działają z pełną mocą - bo wg danych z takiego UK (chociaż dość szczątkowych i zbyt mało rzetelnych aby na nich budować jakieś poważniejsze sądy) Polki tam rodzą jednak więcej niż u nas. Moim zdaniem nie dlatego jednak, że istnieje tam polityka prorodzinna ale dlatego, że popularna jest tam praca tak na pół etatu jak i praca przez agencje pracy. W każdej chwili można zapisać się do takiej agencji i gdy tylko istnieje potrzeba okazyjnie sobie dorobić, ratując domowy budżet. A te dwa obszary teoretycznie idealne dla rodzica opiekującego się dzieckiem u nas praktycznie nie działają - ofert pracy na pół etatu mało a stawka godzinowa przy pracy w agencji po okrojeniu doli dla państwa jak i agencji jest śmiesznie niska.


Zupełnie inną kwestią jest też pytanie, czy skoro Polacy nie chcą mieć dużo dzieci to czy jest sens ich do tego zachęcać na siłę czy też lepiej i taniej wyszłoby poszukać innych rozwiązań problemów które z tego mogą wynikać w przyszłości.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#4
DziadBorowy napisał(a):
Kontestator napisał(a): To nawet nie ma nic wspólnego z kulturą. Najwyższy przyrost naturalny jest w Afryce. W takiej Botswanie jeszcze w 2000 roku był na poziomie 4.0. Od czasu gdy ta zaczęła się pięknie rozwijać przyrost naturalny poleciał na łeb na szyję. Dzisiaj jest to około 2.0 i nadal spada.

Podobnie sytuacja wygląda w Katarze, Indonezji  czy Arabii Saudyjskiej.


Ale to jest właśnie czynnik kulturowy - wzrost zamożności powoduje, że ludzie wolą inwestować w podnoszenie jakości własnego życia miast w robienie kolejnych dzieci, zwłaszcza, że mamy tutaj dodatkowe sprzężenie zwrotne takie iż wzrost zamożności powoduje coraz mniejszą zależność pomiędzy ilością własnych dzieci a jakością życia na starość. Wychowanie piątki dzieci na przyzwoitych ludzi nie podnosi tak statusu jak kupno wypasionego auta i wygodnego domku w urokliwej miejscowości na uboczu a i nie przynosi już takich korzyści jak dawniej. Zwyczajna kwestia priorytetów.

Z drugiej strony wychodzi na to, że te bariery kulturowe, które ograniczają bogate społeczeństwa jeszcze u nas nie działają z pełną mocą - bo wg danych z takiego UK (chociaż dość szczątkowych i zbyt mało rzetelnych aby na nich budować jakieś poważniejsze sądy) Polki tam rodzą jednak więcej niż u nas. Moim zdaniem nie dlatego jednak, że istnieje tam polityka prorodzinna ale dlatego, że popularna jest tam praca tak na pół etatu jak i praca przez agencje pracy. W każdej chwili można zapisać się do takiej agencji i gdy tylko istnieje potrzeba okazyjnie sobie dorobić, ratując domowy budżet. A te dwa obszary teoretycznie idealne dla rodzica opiekującego się dzieckiem u nas praktycznie nie działają - ofert pracy na pół etatu mało a stawka godzinowa przy pracy w agencji po okrojeniu doli dla państwa jak i agencji jest śmiesznie niska.


Zupełnie inną kwestią jest też pytanie, czy skoro Polacy nie chcą mieć dużo dzieci to czy jest sens ich do tego zachęcać na siłę czy też lepiej i taniej wyszłoby poszukać innych rozwiązań problemów które z tego mogą wynikać w przyszłości.

Co do powodów niskiej dzietności kobiet w Polsce zgadzam się z przedmówcą Uśmiech
Kobiety wychowane bardziej tradycyjnie zawsze będą rodziły dzieci bo uważają to za coś całkowicie naturalnego natomiast kobiety "nowoczesne" mają w dużej mierze zmienione priorytety i mogą decyzję o urodzeniu dziecka odkładać na bliżej nieokreśloną przyszłość. O ile przykładamy wagę do genetyki i zakładamy że "nowoczesne" kobiety należą do głównie do klasy "wyższej" to nie jest chyba najlepsza tendencja, ale:

Po pierwsze, uważam że problem demograficzny w aspekcie ekonomicznym jest mocno rozdmuchany. Na razie mamy 10-cio procentowe bezrobocie, ok. 1 000 000 pracowników budżetówki, wciąż duży odsetek rencistów i wcześniejszych emerytów a w sferze produkcji i rolnictwie zatrudnionych jest ok. 45% aktywnych zawodowo... 

Dlatego sadzę że mniejszy przyrost naturalny jest okazją do przejścia z ilości w jakość poprzez lepsze przygotowanie zawodowe (ale i także wychowawcze) kolejnych pokoleń.

Jest sporo czynników które znacznie są w stanie zniwelować negatywne strony starzenia się społeczeństwa:

- odchudzenie państwa
- redukcja bezrobocia
- zmiana struktury zatrudnienia
- aktywizacja zawodowa rencistów
- system zachęt do kontynuowania pracy przez emerytów
i ostatecznie:
- rozsądna polityka emigracyjna

Natomiast co do samego pomysłu rozdawnictwa pieniędzy osobom najbiedniejszym to jestem nastawiony sceptycznie. Przede wszystkim dlatego ze sam koszt systemu rozdawnictwa będzie wysoki ale też z uwagi na spory odsetek rodzin patologicznych które tych pieniędzy wcale nie przeznaczą na dzieci.

Nie mam nic przeciwko temu aby po uporządkowaniu, uszczelnieniu i odchudzeniu systemu część zaoszczędzonych pieniędzy znalazło się w kieszeniach obywateli ale najprostszą i najskuteczniejszą metodą na to jest podwyższanie kwoty wolnej od podatku i ulgi na dzieci (jako jedynej w PIT) i nie ma w tym momencie sensu stosowanie ograniczeń w dochodzie podatników gdyż dla ponad 90% obywateli te, na początku, zapewne kilkaset a potem kilka tysięcy złotych rocznie będzie odczuwalne a dla kilku procent najbogatszych nie ma sensu komplikować systemu bo i tak płacą wysokie podatki (o ile płaca je w kraju)

Owszem, jest sporo osób, głównie na wsiach lub w rodzinach ocierających się o patologię, które nie mają oficjalnie opodatkowanych dochodów i nie odczuły by pomocy w tej formie ale to już jest zadanie dla zreformowanego systemu opieki systemu socjalnej. Również w tym przypadku rozdawnictwo pieniędzy powinno być ograniczone a opieka powinna opierać się przede wszystkim na rozciągnięciu parasola ochronnego nad dziećmi (wyżywienie, opieka medyczna, podręczniki i pomoce naukowe, szkoły z internatami....)
Odpowiedz
#5
DziadBorowy napisał(a): Ale to jest właśnie czynnik kulturowy - wzrost zamożności powoduje, że ludzie wolą inwestować w podnoszenie jakości własnego życia miast w robienie kolejnych dzieci, zwłaszcza, że mamy tutaj dodatkowe sprzężenie zwrotne takie iż wzrost zamożności powoduje coraz mniejszą zależność pomiędzy ilością własnych dzieci a jakością życia na starość. Wychowanie piątki dzieci na przyzwoitych ludzi nie podnosi tak statusu jak kupno wypasionego auta i wygodnego domku w urokliwej miejscowości na uboczu a i nie przynosi już takich korzyści jak dawniej. Zwyczajna kwestia priorytetów.
Do tego jeszcze dochodzi kwestia śmiertelności niemowląt. Kiedy wiadomo było, że całkiem sporo dzieci nie przetrwa kilku pierwszych lat życia.  Teraz raczej jest tendencja do tego, żeby mieć jedno czy dwoje dzieci i poświęcać całą energię na zapewnienie im dojrzałości społecznej i samodzielności, zajmuje to też więcej czasu niż kiedyś. Poza tym mamy teraz skuteczniejszą antykoncepcję.
Nie sądzę, żeby 500 zł na dziecko poprawiło dzietność. Bardziej liczy się stabilność i pewność, że za kilka czy kilkanaście lat też będzie się miało pracę czy mieszkanie. To będzie raczej pomoc doraźna. Bardziej podoba mi się pomoc w postaci ulg podatkowych, ale z różnych względów nie każdy z niej skorzysta. Obiady czy podręczniki to też dobry pomysł, ale konkretna kwota ma tę zaletę, że nie narzuca się z góry ludziom, co mają kupić. Czytałam już narzekanie, że biedni rodzice nie wydadzą tych pieniędzy na naukę angielskiego, tylko na ogrzewanie. No cóż, w wyziębionym mieszkaniu dziecko rozwija się gorzej... Nie należy też traktować wszystkich rodzin jak patologii, której nie można dać pieniędzy do ręki.
Myślę, że można było wymyślić jakiś lepszy sposób pomocy, ale nie widzę specjalnie powodów do darci szat, zwłaszcza, ja widzę, jak dziwne pomysły na wydawanie pieniędzy się pojawiają. Niedawno czytałam, jak znajomi i nieznajomi zachwycają się czeskim pomysłem kształcenia asystentek seksualnych, które za państwową kasę świadczyłyby usługi niepełnosprawnym.

Kłobuk napisał(a): Kobiety wychowane bardziej tradycyjnie zawsze będą rodziły dzieci bo uważają to za coś całkowicie naturalnego natomiast kobiety "nowoczesne" mają w dużej mierze zmienione priorytety i mogą decyzję o urodzeniu dziecka odkładać na bliżej nieokreśloną przyszłość. O ile przykładamy wagę do genetyki i zakładamy że "nowoczesne" kobiety należą do głównie do klasy "wyższej" to nie jest chyba najlepsza tendencja, ale:
Bo niby tylko kobiety mają dzieci?
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#6
Kontestator napisał(a): Nie mam praktycznie co dodawać bo zgadzam się w 100%. Rozdawanie pieniędzy nic nie pomoże, powinno się tworzyć możliwości.

A moim zdaniem powinno się postawić duży nacisk na stabilność zatrudnienia (w tym oczywiście stabilne formy zatrudnienia). Tym bardziej iż widziałem prognozy mówiące o tym, że z tą stabilnością będzie co raz gorzej. Powiązanie pracownika z firmą staje się co raz słabsze a praca co raz bardziej czasowa, nieregularna i niezobowiązująca. Sam wzrost zamożności społeczeństwa przy rosnącym ryzyku najprawdopodobniej nic na gruncie demograficznym nie da.

Dziecko to nałożenie na siebie finansowego zobowiązania na długie lata. Dla wielu może to być zbyt ryzykowne biorąc pod uwagę, że nie wiedzą co będzie z ich zatrudnieniem już na miesiąc do przodu. A tak jest np. w przypadku agencji pracy i ich umów na terminy rzędu 1 czy 3 miesięcy.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#7
DziadBorowy napisał(a): Praktycznie nikt nie skupił się jednak na najważniejszym - czy to ma sens i czy osiągnie się dzięki temu oczekiwane skutki jakim jest  zmiana  trendów demograficznych.

Obecne trendy demograficzne w Polsce są OK.

Przekonanie o potrzebie utrzymywania dodatniego przyrostu naturalnego jest tragicznym w skutkach mitem. Wydawałoby się, że nie trzeba być doktorem nauk by zdawać sobie sprawę, że na skończonym obszarze nie da się utrzymać wzrostu populacji w nieskończoność, ale  jak widać na ludzką głupotę zawsze można liczyć.

Świat jest przeludniony, Polska jest przeludniona. Spadek dzietności w krajach rozwiniętych jest naturalną konsekwencją, procesem dążacym do stanu równowagi, i nie należy mu przeszkadzać poprzez wprowadzanie sztucznej motywacji. Sam w sobie nie ma negatywnych skutków, te które obserwujemy są to skutki systemów emerytalnych opartych na błędnych założeniach.


Sam pomysł płacenia pensji za dzietność jest arcykretyński. De facto jest to dodatkowe opodatkowanie osób posiadających (zdaniem politykierów) za mało potomstwa, i ma potencjał wykreowania nowej klasy pasożytniczej utrzymującej się wyłącznie z prokreacji.
Odpowiedz
#8
lumbago napisał(a): Świat jest przeludniony, Polska jest przeludniona.

A jest przeludniona, ponieważ?
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#9
Baptiste napisał(a):
lumbago napisał(a): Świat jest przeludniony, Polska jest przeludniona.

A jest przeludniona, ponieważ?

Ponieważ ponad 100 agresywnych drapieżników na km2 to too much, dla reszty stworzenia nie ma miejsca (oczywiście wg mnie).
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#10
Baptiste napisał(a): A moim zdaniem powinno się postawić duży nacisk na stabilność zatrudnienia (w tym oczywiście stabilne formy zatrudnienia). Tym bardziej iż widziałem prognozy mówiące o tym, że z tą stabilnością będzie co raz gorzej.

Zgadzam się w 100%. Nawet niezależnie od wpływu tego czynnika na dzietność należy podjąć działania w tym celu. Jestem za zastosowaniem rozwiązania postulowanego przez Hyman'a Minskiego. Idei employer of last resort czyli polityki pełnego zatrudnienia.
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
#11
Sofeicz napisał(a): Ponieważ ponad 100 agresywnych drapieżników na km2 to too much, dla reszty stworzenia nie ma miejsca (oczywiście wg mnie).

No ok, nadawałbyś się do filmowej organizacji 12 małp. Wyraz takich przekonań nie jest jednak odpowiedzią na postawione pytanie. Tzn. jest, ale nie z jakiegoś biologicznego, naukowego punktu widzenia.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#12
Cytat: Jestem za zastosowaniem rozwiązania postulowanego przez Hyman'a Minskiego. Idei employer of last resort czyli polityki pełnego zatrudnienia.
Streść to, jeśli łaska w kilku żołnierskich słowach, bo mnie to wania moją ukochaną biurokracją na kilometr.

Baptiste napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Ponieważ ponad 100 agresywnych drapieżników na km2 to too much, dla reszty stworzenia nie ma miejsca (oczywiście wg mnie).

No ok, nadawałbyś się do filmowej organizacji 12 małp. Wyraz takich przekonań nie jest jednak odpowiedzią na postawione pytanie. Tzn. jest, ale nie z jakiegoś biologicznego, naukowego punktu widzenia.

A jaka liczba Polaków by cię zadowoliła? 50, 100 milionów, A MOŻE MILIARD upakowanych na sztorc?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
Polaków jest raczej dużo. Natomiast struktura wiekowa nie wróży dobrze.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#14
Sofeicz napisał(a): A jaka liczba Polaków by cię zadowoliła? 50, 100 milionów, A MOŻE MILIARD upakowanych na sztorc?

Nie mam takiej liczby. Ty jednak jak widać masz. I wygląda na to, że z jakiś nietypowych powodów.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#15
Sofeicz napisał(a): Streść to, jeśli łaska w kilku żołnierskich słowach, bo mnie to wania moją ukochaną biurokracją na kilometr.

Ok. Rząd zatrudnia wszystkie osoby, które są danym momencie bezrobotne. Np. przy robotach publicznych albo w wojsku, administracji, cokolwiek.
Jak przychodzisz do Urzędu Pracy i zgłaszasz chęć pracy to od razu dostajesz jakieś zajęcie.

Dalej natomiast gdy znajdzie się dla Ciebie robota w sektorze prywatnym musisz do niej pójść. Prace w sektorze prywatnym są najważniejsze. Dlatego prace rządowe są tzw. "last resort"
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
#16
Ludzie, ja w tym wszystkim nadal zajebiście nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego roztrząsa się konsekwencje potencjalnej (jeszcze nie wprowadzonej) koncepcji 500 zł na drugie dziecko podczas gdy PO już wprowadziła coś o wiele bardziej hardkorowego:

Cytat:Od 1 stycznia 2016 r. w życie wchodzi przygotowana przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nowelizacja ustawy o świadczeniach rodzinnych. Zmiany wprowadzono z myślą o osobach, którym urodziło się dziecko, ale dotąd nie miały prawa do zasiłku macierzyńskiego.

Bezrobotni, rolnicy, studentki oraz pracownicy zatrudnieni w ramach umowy cywilnoprawnej nie mają takiej możliwości i to właśnie oni od stycznia 2016 roku będą mogli ubiegać się o nowy rodzaj świadczenia rodzicielskiego.

Osoby te do tej pory, ze względu na swoją sytuację zawodową, nie miały prawa do zasiłku przysługującego z tytułu urodzenia dziecka. Po złożeniu stosownego wniosku w przyszłym roku otrzymają świadczenie w wysokości tysiąca złotych.

Rodzicom, którzy otrzymują już zasiłek macierzyński, jednak jest on niższy niż tysiąc złotych, zapomoga zostanie podwyższona do tej kwoty. Warto wiedzieć, że na decyzję o przyznaniu świadczenia nie będzie miało wpływu kryterium dochodowe.

Opiekunowie będą otrzymywać zasiłek przez 52 tygodnie od urodzenia dziecka, jednak okres ten zostanie wydłużony w sytuacji, kiedy na świat przyjdą wieloraczki. Czas na złożenie wniosku wynosi trzy miesiące od momentu narodzin. Jeżeli pismo zostanie doręczone po tym terminie, wnioskodawca nie będzie mógł liczyć na wyrównanie – zasiłek zacznie wpływać dopiero od momentu jego złożenia.

Na nowym rozporządzeniu skorzysta około 125 tysięcy osób. Szacuje się, że koszt zmian w 2016 roku wyniesie ponad miliard złotych.

https://parenting.pl/portal/1000-zlotych...aj-zasilku
Miliard to chyba dużo. Skąd PiS weźmie miliard na nowe becikowe i skąd weźmie dodatkową kasę na swoją obietnicę pięciuset złotych na dziecko?
Odpowiedz
#17
lumberjack napisał(a): Ludzie, ja w tym wszystkim nadal zajebiście nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego roztrząsa się konsekwencje potencjalnej (jeszcze nie wprowadzonej) koncepcji 500 zł na drugie dziecko podczas gdy PO już wprowadziła coś o wiele bardziej hardkorowego:


Co w tym jest o wiele bardziej hardkorowe? Koszta propozycji PO są jakieś 20 razy mniejsze to i uwaga odpowiednio słabsza.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#18
lumberjack napisał(a):
Cytat:Skąd PiS weźmie miliard na nowe becikowe i skąd weźmie dodatkową kasę na swoją obietnicę pięciuset złotych na dziecko?

Jak to skąd. Od ciebie, ode mnie, od Smoka i Idioty...... przecież nie z kieszeni Prezesa & Co.

Zważ, że to jest tylko przystawka. W kolejce czeka podwyższenie progu opodatkowania (kilkanaście miliardów) i jeszcze parę, jakże słusznych pomysłów.

Powiem ostro - KAŻDY KTO WPĘDZA KRAJ W SPIRALĘ DŁUGÓW JEST JEBANYM ZDRAJCĄ NARODU I POWINIEN ZOSTAĆ NA MIEJSCU ROZSTRZELANY.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#19
DziadBorowy napisał(a):
lumberjack napisał(a): Ludzie, ja w tym wszystkim nadal zajebiście nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego roztrząsa się konsekwencje potencjalnej (jeszcze nie wprowadzonej) koncepcji 500 zł na drugie dziecko podczas gdy PO już wprowadziła coś o wiele bardziej hardkorowego:


Co w tym jest o wiele bardziej hardkorowe? Koszta propozycji PO są jakieś 20 razy mniejsze to i uwaga odpowiednio słabsza.

O, rzeczywiście... Dopiero teraz sprawdziłem: 

Cytat:Do tej pory Prawo i Sprawiedliwość szacowało koszt swojego programu prorodzinnego na 21,6 mld zł - przy założeniu, że z programu dopłat skorzystałyby wszystkie z 3,6 mln uprawnionych dzieci.

O kierwa... Smutny To masakra jakaś... do tej pory myślałem, że PO to zasrane kutafony, ale PiS przebiło ich dwudziestokrotnie Smutny

Ciekawe ile Cyganów się namnoży. Jak tak dalej pójdzie to Araby i bambucze i do nas zaczną się zjeżdżać po socjal Smutny  :/
Odpowiedz
#20
lumberjack napisał(a): O kierwa... Smutny To masakra jakaś... do tej pory myślałem, że PO to zasrane kutafony, ale PiS przebiło ich dwudziestokrotnie Smutny
Widać, że dwuletni kurs (2005-2007) poszedł w zapomnienie, stąd zdziwienie.
No cóż, niektórzy muszą powtarzać klasę, inaczej się nie nauczą, a są tacy którym nawet to nie pomoże.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości