Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pozytywne wiadomości
#21
Jednak ten stereotyp nie wziął się z powietrza. Widziałam gdzieś niestare badania potwierdzające spadek poziomu biegłości w tym języku wśród Francuzów, z tego co pamiętam byli w czarnym ogonie Europy. Jako ciekawostka i żeby było w temacie pozytywnych wiadomości - Polacy byli w ścisłej czołówce.
Odpowiedz
#22
Rodica napisał(a): Na własne oczy widziałam całe rodziny pięknie mówiące po angielsku

No przecież ja wierzę, nic nie mówię, moja rodzina od czasu do czasu też takich gości. Jednak w skali całego kraju wygląda to dużo gorzej, tutaj ranking z 2015r
http://www.ef.pl/epi/ Francuzi na 37 pozycji, za Ukrainą, Rumunią, Estonią, krajami jak dotąd kojarzonymi z pewną opornością na naukę języków obcych (czy też mi się wydaje ? Oczko )
Polska na miejscu dziewiątym.
Odpowiedz
#23
białogłowa napisał(a): Jednak w skali całego kraju wygląda to dużo gorzej, tutaj ranking z 2015r
http://www.ef.pl/epi/ Francuzi na 37 pozycji, za Ukrainą, Rumunią, Estonią...

Dziwisz się?
Przecież język francuski dominował przez wieki na kontynencie, był językiem dyplomacji, arystokracji. Właściwie nie można było uważać się za człeka wykształconego i cywilizowanego nie znając go.
A potem nagle zostali wy... przez pogardzaną przez nich angielszczyznę. To straszny dyshonor dla żyjących dawną wielkością Franków.
Oni mają przecież specustawę o języku nakazującą obowiązkowe tłumaczenie wszelkich anglicyzmów i kary za publiczne ich używanie (szczególnie z dziedziny informatyki).
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#24
http://warszawawpigulce.pl/starsza-pani-...po-upadku/
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#25
Sofeicz napisał(a): Oni mają przecież specustawę o języku nakazującą obowiązkowe tłumaczenie wszelkich anglicyzmów i kary za publiczne ich używanie (szczególnie z dziedziny informatyki).

Tak, wiem. Prawo Toubona. Ustawa ustawą a życie życiem, przestrzeni prywatnej już się tak łatwo nie kontroluje. Jak myślisz, jak wielu Francuzów zamiast email mówi courrier électronique i czy mówią raczej notepad czy ardoise électronique? Oczko
Jeśli chodzi o anglicyzmy w informatyce to jest z tym podobnie jak u nas.
Odpowiedz
#26
białogłowa napisał(a): czy mówią raczej notepad czy ardoise électronique?
Hmm... portable?

Cytat:Jeśli chodzi o anglicyzmy w informatyce to jest z tym podobnie jak u nas.
Khem... l'ordinateur?

Zresztą Niemcy też mają całkiem sporo własnych słów. Niektóre powstałe jeszcze przed falą anglicyzmów jako próba ocalenia "mowy matczynej" ("Rechner" - komputer), inne to nowomodne tłumaczenia lub zastępstwa tychże ("saugen" - download).
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#27
bert04 napisał(a): Khem... l'ordinateur?

Zresztą Niemcy też mają całkiem sporo własnych słów. Niektóre powstałe jeszcze przed falą anglicyzmów jako próba ocalenia "mowy matczynej" ("Rechner" - komputer), inne to nowomodne tłumaczenia lub zastępstwa tychże ("saugen" - download).

Ale co khem... Khem że mają także swoje określenia? Mają, owszem, ale  fakty są takie że ta domena jest zdominowana przez język angielski i nieliczne wyjątki tej regule nie przeczą.
Są fajne próby neologizmów jak couriel zamiast maila, ale przyjmują się... średnio.
Swoją drogą jeśli powiesz "portable" - a z kontekstu nie wynika co konkretnie masz na myśli - to Francuz nie pomyśli raczej, że chodzi Ci o komórkę a nie PC portable?
Odpowiedz
#28
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/aleksandr...nic/vm5ty2

Nie ma to jak błądzący człowiek powracający na dobrą ścieżkę. Jestem pozytywnie zaskoczony postawą Jakubowskiej, niegdysiejszej "lwicy lewicy", kompanki Senyszyn czy Jarugi-Nowackiej. :-)
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#29
Dobrą wiadomością jest to, że Blues jest wiecznie żywy, a do tego jeszcze Kasia Melua w wybornej formie Uśmiech

Katie Melua - I Put A Spell On You
Odpowiedz
#30
Zastanawiam się, skąd to nagłe nawrócenie jakubowskiej akurat teraz, skoro jej syn ma 34 lata, a problemy wykryto u niego, kiedy był kilkulatkiem.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#31
Cytat:Pierwsze na świecie przeszczepienie dłoni dorosłemu pacjentowi, który urodził się bez tej części ciała, wykonał pod kierunkiem dr. Adama Domanasiewicza zespół chirurgów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Pacjent porusza już palcami.

Jak powiedział w rozmowie z PAP dr Adam Domanasiewicz z Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki USK, trwający 13 godzin pionierski zabieg wykonano 15 grudnia.

Po tych kilku pierwszych dniach nie ma reakcji odrzucenia przeszczepu. Ręka jest unieruchomiona, ale pacjent porusza już palcami, co dobrze rokuje. Z każdym dniem rośnie szansa na to, że wszystko zakończy się powodzeniem" - powiedział chirurg.

całość
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#32
Artykuł pozytywny z dwóch względów. Pokazuje aktywizację seniorów dzięki nowym mediom i kreuje pozytywne wyobrażenie graczy i gier wideo.



Cytat:Bogusia to pogodna dziewczyna. Pasjonuje się grami wideo. A Hubert to świetny facet. Też uwielbia „World of Tanks”. To właściwie tak, jak miliony nastolatków na całym świecie. Tyle że Bogusia od dziesięciu lat jest na emeryturze, a Hubert ma lat 74


Jednych odstresowuje szydełkowanie, innych aktywność fizyczna, ale tych dwoje - gry wideo. Seniorzy śmiało wchodzą w świat swoich wnuków, gdzie komputer czy konsola odgrywają rolę ważniejszą niż książka.


Babcia Bogusia gra dla zdrowia

Kilka miesięcy temu na Facebooku fani gier na konsole i komputery zaczęli wysyłać sobie filmik zatytułowany „Babcia Bogusia, co lubi grać w gry”. Jego bohaterką jest Bogumiła Bodziarek - zakochana w wirtualnej rozrywce emerytka. Już w pierwszych sekundach tego filmiku pani Bogusia zawstydza nawet tych, którzy uważają się za specjalistów w branży. Jednym tchem wymienia bowiem swoje ulubione tytuły, do których zalicza same hity przemysłu wirtualnej rozgrywki - „Uncharted” (nietuzinkowe przygody przystojnego poszukiwacza skarbów, Nathana Drake’a), „Assassin’s Creed” (wojna pomiędzy asasynami a templariuszami) i… „GTA V”. O tej ostatniej grze - osadzonej w zbrutalizowanym świecie gangsterów, żyjących na marginesie społeczeństwa - seniorka powiada, że „jest dla niej trochę trudna, ale piękna”.

Pani Bogusia nie gra wyłącznie dla rozrywki, ale - jak twierdzi - również względów zdrowotnych. Regularne rozruszanie stawów w nadgarstkach. O to podobno też chodzi. Dzięki dzierżeniu w dłoni kontrolera konsoli (zwanego potocznie padem) i wciskaniu na nim kolejnych guzików stawy nie trzeszczą, a właściwie to nawet całkiem dobrze się sprawują.

Pani Bogusia zamierza zarażać kolejnych dojrzałych graczy. Jest inicjatorką facebookowej grupy „Seniorzy przy konsoli”
. Ujawnia jednak, że oprócz tego szydełkuje, maluje obrazy i zajmuje się wszystkimi innymi sprawami, które na głowie mają tak zwane normalne polskie babcie. Aha, no i nikogo nie zamierza zabijać, choć w wirtualnym świecie spotyka się z całym wachlarzem problemów współczesnego świata, od agresji, przez narkotyki, po brutalność języka. Nie pasuje więc do stereotypowego myślenia o graczach, którzy ponoć po wyłączeniu komputera, mają ochotę przenieść trochę świata gier do rzeczywistości (to dla fanów gier oczywista naukowa niedorzeczność).


Hubdon - pogromca czołgów


Pani Bogusia mieszka w Sopocie, jednak i Śląsk może być dumny ze swoich graczy seniorów. Jednym z nich jest 74-letni Hubert Donnerstag z Katowic. Jego nick (pseudonim używany w internecie) to Hubdon.

- Zastanawialiśmy się z wnukiem, co zrobić, żeby to zapamiętać. Żeby to było proste - tłumaczył. I wreszcie padło na zestawienie trzech pierwszy liter imienia z trzema pierwszymi literami nazwiska. No i to było proste. Przygoda Hubdona z grami komputerowymi rozpoczęła się od FPSów (z ang. „strzelanka pierwszoosobowa) - czyli gier, w których wydarzenia obserwowane są oczami bohatera. Jak w przypadku pani Bogusi, tak i pana Huberta miłością do gier zaraził syn - najczęściej przynosił on ojcu wojskowe symulatory, przenoszące gracza m.in. do Afganistanu lub w czasy II wojny światowej. W końcu jednak, za radą wnuka, pan Hubert rozegrał kilka gier w „World of Tanks” (z ang. Świat Czołgów) i utknął tam na amen. Ta produkcja to jego miłość największa.


Czytaj więcej: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/katowice/a/pan-hubert-jest-hubdonem-i-jezdzi-czolgiem-w-world-of-tanks,11625141/
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#33
Z pozytywnych wieści to PIS rządzi w Polsce, Trump a USA a lewacy powoli zaczynają tracić poparcie w całym zachodnim świecie.
hehehe
Za ewidentne offtopy wlepiam minusy. Minus zwrotny świadczy o tobie :-) Nie dokarmiam też trolli. Szczególnie Zefcia.
W pierwszych kilku minutach często edytuje swoje wypowiedzi uzupełniając je lub w celu poprawienia błędów.
__________________
Agnostyk, Ignostyk, Ateista
Odpowiedz
#34
To nie są pozytywne wieści. Na razie nic pozytywnego z nich nie wynika.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#35
GPR,

Cytat:Z pozytywnych wieści to PIS rządzi w Polsce, Trump a USA a lewacy powoli zaczynają tracić poparcie w całym zachodnim świecie.

hehehe
Uzupełnię tę listę o inne wieści tego samego rodzaju:
- w większości polskich miast powietrze nie nadaje się do oddychania 
- mróz trzyma a śniegu nie widać
- szef w ramach oszczędności przyciął pensje od nowego roku.

Pozdrawiam. Uśmiech
Odpowiedz
#36
Mamy kolejnego mundrego Polaka Uśmiech


Cytat: Fryzjer z Gdyni stworzył sprzęt, który kupują komandosi na całym świecie  Pomysł na nowatorskie płetwy dla jednostek specjalnych zrodził się nie w laboratorium wojskowym w USA, tylko... w zakładzie fryzjerskim w Gdyni. Komandosi z całego świata są nimi zachwyceni. Zobaczcie, jak wyglądają.

Słynne siły specjalne amerykańskiej marynarki Navy SEALs czy polska Formoza stosują dziś ciężkie i nieporęczne gumowe płetwy. Płetwonurek, wchodzący do wody, musi je przypiąć do kombinezonu i nie może rozstać się z nimi do końca misji. Ze względu na wagę (3,2 kg) i powierzchnię bardziej przypominają gumowe dywaniki z samochodu niż rynsztunek komandosa.

Płetwy Mariusza Szymańskiego, 43-letniego fryzjera z Gdyni, są natomiast składane jak nożyczki. Są też trwalsze (zbudowane m.in. z tytanu i hydroaluminium), a ważą jedynie 1,5 kg. Płetwami są zainteresowane dziś wszystkie liczące się jednostki specjalne na świecie, m.in. z USA, Chin, Rosji, krajów UE czy Izraela. W grudniu Szymański podpisał pierwszy poważny kontrakt.

– Płetwy testują od wielu miesięcy komandosi z całego świata (...). Najszybciej przekonała się do nich najważniejsza polska jednostka specjalna, która w grudniu zamówiła dużą partię. Już nie do testów – mówi Mariusz Szymański.

http://trojmiasto.onet.pl/gdynia-fryzjer...wy/1j045dw
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#37
Niesamowite, że żadna prywatna firma czy wojskowa korporacja nie wpadła na taki pomysł. Ciekawe czy to z gatunku tych 'na tyle oczywistych, że łatwych do przeoczenia" przypadek. Pomysłowy gość. Mam nadzieję, że ustawi się do końca życia Cwaniak
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#38
Cytat:Na Holmenkollen rozgrywane były biegi i skoki narciarskie oraz kombinacja norweska, a punktem kulminacyjnym był bieg na 50 kilometrów mężczyzn, który od ponad stu lat gromadzi tysiące kibiców w lasach wzdłuż trasy, gdzie nocują przy ogniskach i urządzają pikniki.

Tym razem w lasach zebrało się 60 tysięcy osób, a w sobotę przybyło dodatkowe 20 tysięcy. Większość z tych, którzy spędzili tu noc, rozgrzewała się alkoholem, co jest tradycją od lat. Zdaniem organizatorów, nigdy jeszcze jednak nie doszło do tak "masowego pijaństwa" w "tak gigantycznej skali", jak to się stało w miniony weekend.

"Jeszcze nigdy w historii tej imprezy nie znaleźliśmy tylu pustych opakowań po alkoholu. Co roku zbieraliśmy dużo puszek po piwie, lecz tym razem na Holmenkollen musiało odbywać się prawdziwe apogeum pijaństwa, ponieważ na stacjach kolejki transportującej kibiców, na torach i w wagonach walały się tysiące butelek po wódce" - opisała sytuację firma Ruter, operator komunikacji miejskiej w Oslo.

Zwyciężczyni biegu kobiet na 30 kilometrów, rozgrywanego w niedziele, Marit Bjoergen narzekała na zbyt mało zainteresowanie publiczności. Kiedy dowiedziała się o tym, co się działo w sobotę, stwierdziła krótko:" teraz rozumiem, że duża część mieszkańców Oslo w czasie naszego biegu jeszcze spała w pozycji embrionalnej".

Dodała, że "na Holmenkollen kobiety przez lata zawsze rywalizowały w sobotę, a mężczyźni dzień później i chyba dlatego było mniej pijaństwa, ponieważ kibice po niedzielnym biegu szli na drugi dzień do pracy. Teraz od kilku lat jest odwrotnie i mamy widoczny efekt".

Zgodził się z nią pięciokrotny mistrz olimpijski, obecnie ekspert telewizji TV2 Odd Bjoern Hjelmeset, lecz podał jeszcze inny powód wzrostu spożycia alkoholu podczas biegu mężczyzn.

Jego zdaniem winny jest start masowy. "Kiedyś bieg był interwałowy i publiczność była przez cały bieg skoncentrowana. Teraz mamy rodzaj wyścigu kolarskiego, a trasa składa się z pętli. W ten sposób czas pomiędzy pojawieniem się grupy zawodników czy peletonu można wykorzystać jak w drink barze do picia alkoholu w rozbawionym towarzystwie" - uważa Hjelmeset.

Przez lata norwescy kibice w lasach na Holmenkollen rozgrzewali się tradycyjnym napojem "karsk" czyli gotowaną kawą z domieszką spirytusu domowej produkcji. Dlatego też, według teorii organizatorów, przez lata po zawodach było czysto, ponieważ nikt nie wyrzucał kosztownych termosów.

"Tysiące butelek po wódce, niedostępnej w naszych sklepach monopolowych, świadczą tylko o skali przemytu alkoholu do Norwegii i widać wyraźnie, że kibice, zamiast gotować kawę i przynosić swój spirytus, wolą produkt gotowy mieszany z sokiem" - skomentował sytuację przedstawiciel urzędu celnego.

Inspektor Lars Mjoesen z komendy policji w Oslo przyznał, że obserwuje z roku na rok wzrastającą konsumpcja alkoholu podczas tych zawodów. Policja jest jednak bezradna.

"Możemy konfiskować alkohol tylko tym, którzy znajdują się na konkretnym, zamkniętym terenie imprezy. W lesie, który nie jest miejscem publicznym, można natomiast robić wszystko i tam nie obowiązują żadne restrykcje. Rozumiemy też, że aby mieć pod kontrolą całą trasę biegu, musiała by mieć 30 okrążeń wokół stadionu narciarskiego pod skocznią, a to jest przecież niemożliwe" - powiedział.

Uśmiech Już myślałem, że Norwedzy to jakieś ponure robokopy, a tu taki swojski njus.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#39
Wilders dostał łomot w parlamentarnych.
Odpowiedz
#40
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosc...book_money

Cytat:Pierwszy z 26 pociągów Flirt produkowanych w Siedlcach dla norweskich kolei NSB popłynął już promem do Norwegii. Składy będą woziły pasażerów w aglomeracji Oslo. Mają być wytrzymałe i łatwe w naprawie. Tak, by bez szwanku wyjść nawet ze zderzenia z reniferem.

Pociągi spełniają wyśrubowane wymogi techniczne. Mają wytrzymywać surowe skandynawskie zimy, więc są wyposażone m.in. w pługi śnieżne i podgrzewane podłogi. Zgodnie z deklaracją producenta mają być równie niezawodne zarówno w temperaturach rzędu 40 stopni poniżej zera, jak i w 35-stopniowych upałach.

Ponadto każdy pojazd ma specjalnie wzmocnione i łatwe do wymiany panele boczne i czołowe. Po co? W przypadku często występujących zderzeń pociągu, np. z reniferami, nie trzeba będzie naprawiać całego czoła pojazdu. Wystarczy szybka wymiana pojedynczych paneli. Dzięki temu przewoźnik będzie miał do dyspozycji większą liczbę pociągów, z mniejszym ryzykiem, że któryś utknie w warsztacie.

Łącznie Norwegowie kupili 26 takich pociągów. Ostatnie mają być im dostarczone w przyszłym roku. Pociągi są są przeznaczone do obsługi połączeń ruchu podmiejskiego w aglomeracji Oslo oraz regionalnego w południowej Norwegii. Ich prędkość eksploatacyjna wynosi 200 km/godz.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości